l91
09.03.09, 10:30
Jakiś czas temu na jednym z portali poznałam pewnego człowieka.
Pisaliśmy do siebie krótkie lakoniczne listy. Po 3 miesiącach
stwierdziłam, że skoro jest tak bardzo zajęty i nie ma czasu ze mną
się spotkać to nie chcę mu przeszkadzać, a mieszkamy w tym samym
mieście. Facet o dziwo zaproponował kawę. Spotkaliśmy się. Było
miło. Od tego dnia dostawałam smsy ale kolejnych spotkań nie było.
Po długim czasie znów sie zdecydował na spotkanie. I tak kilka razy.
Rozmowy były luźne na różne tematy. Facet nie mówi nigdy o sobie, o
uczuciach, rodzinie, nawet o pracy opowiada bardzo oględnie. Pewnego
razu nasza rozmowa zeszła na temat uczuć, emocji, itp. Kiedyś
stwierdził, że ja mam duży dystans i dlatego go to blokuje. Podobno
wywnioskował to po moim zachowaniu i rozmowach. Fakt jestem
nieśmiała. Ale jak ja mam się otwierać przed kimś skoro ten ktoś
również tego nie robi. Myślałam, że wszystko ułoży się płynnie, że
on potrzebuje czasu? Ale kiedy umawialiśmy się na jakieś spotkanie
to był chętny i dowcipny, ale następnego dnia jakby już o tym nie
pamiętał i po kolejnym dniu nie było mowy o spotkaniu. Więc jak ja
mam się otwierać inicjować coś jak on się szybko wycofuje. Ja w tej
sytuacji po prostu jestem ostrożna i nie chcę się narzucać. Czy ja
mam zawsze wychodzić pierwsza z propozycją? Jego smsy od jakieś
czasu są szablonowe i zawsze na końcu mają pytanie czy chcesz? (nie
ważne w tej chwili, co). Kiedy odpowiadam, że tak i pisze o tym, że
tęsknie za jego ramionami to on milczy i nie wraca do tematu. W
trakcie spotkania nadal opowiada, że ja mam wokół siebie mur i nie
daje mu szansy. Kurde jak ja mam mu dać szanse? Przyznam, że podoba
mi się, ale czy na siłę można być szczęśliwym? Nie potrafię tego
zrozumieć. Jeśli ktoś zna mechanizm myślenia i działania podobny do
tego to może dowiem się czegoś.