Dodaj do ulubionych

22 latek, który jakoś nie miał szczęścia w miłości

20.05.09, 00:12
Witam!

Na początku przedstawię się - nazywam się Adam. Mam 22 lata.

Właściwie od kiedy pamiętam - to całe swoje życie spędzałem jako ta pojedyncza
"połówka pomarańczy".
Ale za nim o tym, to może napiszę coś krótko o sobie...
Na co dzień studiuję zaocznie Prawo, a w dzień powszedni kreuję wizerunek
pewnej znanej osoby publicznej (by żyło się jej lepiej, a ja miał z tego
pieniądze ;p ), a także udzielam się w różnych mediach.
Z wykształcenia średniego - technik weterynarii.
Może urodą nie oszałamiam, ale mówią, że jestem bardzo wesołą (czasem aż za),
inteligentną i mądrą.

Więc wrócę do wątku, który zacząłem. Niemal od zawsze, jak pamiętam - byłem
samotny.
1.5 roku temu przechodziłem dość ciężki związek na odległość - ja w Warszawie,
a Ona z Katowic. Pomimo moich chęci, gorących uczuć - zostałem porzucony.
Wcześniej, jak i później próbowałem wiązać się z różnymi dziewczynami - ale
niestety - coś nie wychodziło.
Trudno jest mi to wytłumaczyć - dlaczego... Wszyscy znajomi (a zwłaszcza
znajome, które są w związkach) mówią mi, że jestem wspaniałym facetem i gdyby
nie to, że są w związkach - to chętnie związałyby się ze mną.
Tym samym wyrażają podziw, że jestem sam jak palec, a wszyscy inni rówieśnicy
i inni znajomi - biorą już ślub, mają już nawet rodziny.
Czasem odczuwam z tego powodu duży dyskomfort.

W sierpniu już planuję urlop... Przykro mi będzie znowu go spędzać samemu -
zwłaszcza, że jest to pierwszy urlop od ładnego czasu.

--------------

Większość z Was powie, że jestem młody, że wszystko przede mną - zgadza się,
tylko obawiam się, że przez moją "klątwę" - ten stan będzie trwał długo.

Jaka była idea powstania tego tematu?
Chciałbym:

po pierwsze - podyskutować ewentualnie - co ja robię źle?

po drugie - \może jakaś miła i sympatyczna osóbka płci pięknej - zechciałaby
się spotkać ze mną na kawę?
Zależy mi na nowych znajomościach - wiem, że miłości nie szuka się na siłę,
ale czasem szczęściu trzeba dopomóc.

Jeżeli ma to komuś pomóc - to wygląd: 175 cm wzrostu, ciemny blondyn,
niebieskie oczy.

Zapraszam do dyskusji, a także korespondencji mailowej:
adammo4@gmail.com

Pozdrawiam serdecznie
Obserwuj wątek
    • kasia89tn Re: 22 latek, który jakoś nie miał szczęścia w mi 20.05.09, 21:10
      Na podstawie własnych doświadczeń i obserwacji wiem, że młode
      dziewczyny często wolą "złych chłopców". Tacy potrafią nam
      zaimponować... Dopiero później przchodzi taki moment, że kobieta
      dochodzi do wniosku, że zależy jej na kimś mądrym, ciepłym,
      dojrzałym. Ja sama przeszlam na ten etap już jakiś czas temu,
      chociaż poszukiwania są w moim przypadku bezowocne sad
      --
      gg 12205873
            • tapatik Kopnąć w dupę? 09.06.09, 22:47
              samotnik87 napisał:

              > Tylko za parę lat będę pewnie już osobą o niskiej samoocenie,
              > zakompleksiony i będę się obawiał, że moje wszelkie 'doświadczenia'
              > są na poziomie 10 latka

              Wiesz co to jest samospełniająca się przepowiednia? Jeśli będziesz tak o sobie
              myślał, to taki właśnie będziesz.
              Zacznij myśleć o sobie jak o dojrzałym mężczyźnie, pewnym siebie i odważnym. I
              to od dziś!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
              Poczytaj trochę książek o samorozwoju (np. Robbinsa).

              Tak przy okazji - w tym wątku odezwało się do Ciebie kilka lasek.
              Na co czekasz? Natychmiast się z którąś z nich umów.
              • samotnik87 Re: Kopnąć w dupę? 10.06.09, 20:36
                > Wiesz co to jest samospełniająca się przepowiednia? Jeśli będziesz tak o sobie
                > myślał, to taki właśnie będziesz.
                > Zacznij myśleć o sobie jak o dojrzałym mężczyźnie, pewnym siebie i odważnym. I
                > to od dziś!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

                Wiem co to jest, ale mam swoje poglądu i akurat w takie teorie spiskowe nie
                wierzę - jak również w przesądy typu: czarny kot, który przebiega drogę, itp.

                Pewny siebie jestem, ale zależy w jakich sytuacjach.

                > Poczytaj trochę książek o samorozwoju (np. Robbinsa).

                nie mam czasu niestety - mam inne teraz ważniejsze publikacje do przeczytania -
                a także sam muszę skończyć swoje książki.

                > Tak przy okazji - w tym wątku odezwało się do Ciebie kilka lasek.
                > Na co czekasz? Natychmiast się z którąś z nich umów.

                Chętnie - Rzeszów jest blisko od Warszawy, więc się umówimy jutro, druga z kolei
                dziewczyna uważa mnie za histeryka, a Kondziu (płeć chłopska) doradza mi, abym
                poczytał tandetne poradniki o podrywaniu.

                Czy to są te kilka lasek?
                Ale nic - czekam na dalszy rozwój sytuacji
                • tapatik Re: Kopnąć w dupę? 15.06.09, 14:46
                  samotnik87 napisał:

                  > Wiem co to jest, ale mam swoje poglądu i akurat w takie teorie
                  > spiskowe nie wierzę - jak również w przesądy typu: czarny kot,
                  > który przebiega drogę, itp.

                  Sprawdzone doświadczalnie:
                  Mieliśmy kiedyś czarnego kota Klakiera, który lubił przebiegać tuż przed
                  człowiekiem. Nie pamiętam, aby ktoś z mojej rodziny miał wtedy większego pecha
                  niż zwykle. Tak więc to jest przesąd.
                  Natomiast samospełniająca się przepowiednia u mnie się sprawdza.

                  > Pewny siebie jestem, ale zależy w jakich sytuacjach.

                  To tak jak ja. Tylko, że ja to staram się zmienić.

                  > > Poczytaj trochę książek o samorozwoju (np. Robbinsa).
                  >
                  > nie mam czasu niestety - mam inne teraz ważniejsze publikacje
                  > do przeczytania - a także sam muszę skończyć swoje książki.

                  Fajna wymówka, ale to tylko wymówka.
                  Ta książka może zmienić Twoje życie, więc chyba warto poświęcić dziennie 15
                  minut na jej czytanie.
                  Tak swoją drogą to masz ciekawy pattern na rwanie dziewczyn: "napisałem własną
                  książkę" smile

                  > Chętnie - Rzeszów jest blisko od Warszawy, więc się umówimy jutro,

                  Tu masz rację - daleko. Jeszcze na dokładkę dziewczyna chce Cię skopać. Tylko że
                  takiego pokopanego i posiniaczonego nie wypuści Cię przecież do domu. Musi Cię
                  opatrzyć, przemyć co większe siniaki, dać się wykąpać... jak dla mnie ma na
                  Ciebie ochotę.

                  > druga z kolei dziewczyna uważa mnie za histeryka,

                  Która to, bo nie mogę się doczytać?

                  > a Kondziu (płeć chłopska) doradza mi, abym poczytał tandetne
                  > poradniki o podrywaniu.

                  Czytałeś? Więc skąd wiesz, że tandetny?

                  > Czy to są te kilka lasek?
                  > Ale nic - czekam na dalszy rozwój sytuacji

                  Ja tych lasek to naliczyłem więcej. Wspomniana wyżej Kateson, Niezauważona
                  (tak... zauważyłem Cię), Kasia z Torunia (tylko 2,5 godziny pociągiem z
                  Warszawy), Elizka, Zuza...
                  • samotnik87 Re: Kopnąć w dupę? 15.06.09, 18:52
                    > samotnik87 napisał:
                    >
                    > > Wiem co to jest, ale mam swoje poglądu i akurat w takie teorie
                    > > spiskowe nie wierzę - jak również w przesądy typu: czarny kot,
                    > > który przebiega drogę, itp.
                    >
                    > Sprawdzone doświadczalnie:
                    > Mieliśmy kiedyś czarnego kota Klakiera, który lubił przebiegać tuż przed
                    > człowiekiem. Nie pamiętam, aby ktoś z mojej rodziny miał wtedy większego pecha
                    > niż zwykle. Tak więc to jest przesąd.
                    > Natomiast samospełniająca się przepowiednia u mnie się sprawdza.


                    Nie - to jest nieuwaga domowników i nadpobudliwy charakter kota. Nic więcej. Tak
                    samo zachowywałby się gdyby był rudy, miał ciapkę na pośladkach, itd. Niestety
                    w tej kwestii nie dyskutuje się z behawiorystą zwierząt.


                    >
                    > > > Poczytaj trochę książek o samorozwoju (np. Robbinsa).
                    > >
                    > > nie mam czasu niestety - mam inne teraz ważniejsze publikacje
                    > > do przeczytania - a także sam muszę skończyć swoje książki.
                    >
                    > Fajna wymówka, ale to tylko wymówka.
                    > Ta książka może zmienić Twoje życie, więc chyba warto poświęcić dziennie 15
                    > minut na jej czytanie.

                    ahhh... idąc Twoim tokiem myślenia - to jest magiczna książka, która mnie
                    oczaruje... Litości... Ten autor musiałby mnie spotkać to miałby o czym pisać
                    największy bestseller świata :]

                    > Tak swoją drogą to masz ciekawy pattern na rwanie dziewczyn: "napisałem własną
                    > książkę" smile

                    Poprawka - jedną już prawie kończę - Gloria!

                    >
                    > > Chętnie - Rzeszów jest blisko od Warszawy, więc się umówimy jutro,
                    >
                    > Tu masz rację - daleko. Jeszcze na dokładkę dziewczyna chce Cię skopać. Tylko ż
                    > e
                    > takiego pokopanego i posiniaczonego nie wypuści Cię przecież do domu. Musi Cię
                    > opatrzyć, przemyć co większe siniaki, dać się wykąpać... jak dla mnie ma na
                    > Ciebie ochotę.

                    Pewnie ma ochotę, ale zobaczymy :]

                    > > druga z kolei dziewczyna uważa mnie za histeryka,
                    >
                    > Która to, bo nie mogę się doczytać?

                    Poczytaj uważniej big_grin


                    > > a Kondziu (płeć chłopska) doradza mi, abym poczytał tandetne
                    > > poradniki o podrywaniu.
                    >
                    > Czytałeś? Więc skąd wiesz, że tandetny?


                    Jako autor książki i jednego e-booka poradnika - wiem, że nie są one wcale takie
                    skuteczne - bo nie ma złotego środka


                    > > Czy to są te kilka lasek?
                    > > Ale nic - czekam na dalszy rozwój sytuacji
                    >
                    > Ja tych lasek to naliczyłem więcej. Wspomniana wyżej Kateson, Niezauważona
                    > (tak... zauważyłem Cię), Kasia z Torunia (tylko 2,5 godziny pociągiem z
                    > Warszawy), Elizka, Zuza...


                    i teraz na dole ania, która ma narzeczonego - hyyy :]
                    • tapatik Re: Kopnąć w dupę? 15.06.09, 20:43
                      samotnik87 napisał:

                      > Nie - to jest nieuwaga domowników i nadpobudliwy charakter kota.
                      > Nic więcej. Tak samo zachowywałby się gdyby był rudy, miał ciapkę
                      > na pośladkach, itd. Niestety w tej kwestii nie dyskutuje się
                      > z behawiorystą zwierząt.

                      Chodziło mi o uzasadnienie dlaczego nie wierzę w przesąd o czarnym kocie.

                      > ahhh... idąc Twoim tokiem myślenia - to jest magiczna książka,
                      > która mnie oczaruje... Litości... Ten autor musiałby mnie spotkać
                      > to miałby o czym pisać największy bestseller świata :]

                      To jest bestseller, a książka może zmienić sposób myślenia.
                      Sądząc po recenzjach rzeczywiście pomaga ludziom w zmianach.
                      Autor daje konkretne rady jak zmienić swój sposób myślenia.

                      > Poprawka - jedną już prawie kończę - Gloria!

                      Super sprawa - "Wiesz, właśnie kończę swoją książkę o zachowaniu dzikich kotów.
                      Potrzebna mi opinia kogoś postronnego"

                      > Pewnie ma ochotę, ale zobaczymy :]

                      Zobaczymy, ale w tym celu musisz pojechać do Rzeszowa.

                      > Poczytaj uważniej big_grin

                      Dobra, znalazłem. smile

                      > Jako autor książki i jednego e-booka poradnika - wiem, że nie są
                      > one wcale takie skuteczne - bo nie ma złotego środka

                      Ale za to są metody na podrywanie kobiet.
                      Czy Twój e-book dotyczy uwodzenia kobiet?
                      Ja napisałem kiedyś instrukcję obsługi poczty elektronicznej, która miała pomóc
                      ludziom w jej opanowaniu. To było ponad 10 lat temu.
                      Książka spełniła swoje zadanie. Wiem, że była czytana i że dzięki temu mieliśmy
                      mniej telefonów.

                      Skąd wiesz, że Twoja książka jest nieskuteczna, skoro jeszcze nie skończyłeś jej
                      pisać? Skąd wiesz, że Twój e-book jest nieskuteczny?

                      > i teraz na dole ania, która ma narzeczonego - hyyy :]

                      W ogóle nie odniosłeś się do tych dziewczyn, które narzeczonego nie mają.
                      Szukasz problemu zamiast rozwiązań.

                      Z drugiej strony... też taki kiedyś byłem, ale na szczęście "wyleczyłem się" smile
                      • samotnik87 Re: Kopnąć w dupę? 16.06.09, 01:13
                        > > ahhh... idąc Twoim tokiem myślenia - to jest magiczna książka,
                        > > która mnie oczaruje... Litości... Ten autor musiałby mnie spotkać
                        > > to miałby o czym pisać największy bestseller świata :]
                        >
                        > To jest bestseller, a książka może zmienić sposób myślenia.
                        > Sądząc po recenzjach rzeczywiście pomaga ludziom w zmianach.
                        > Autor daje konkretne rady jak zmienić swój sposób myślenia.


                        Okej, kupię w przyszłym miesiącu książkę i zobaczymy co ta książka zmieni w moim
                        życiu.

                        > > Poprawka - jedną już prawie kończę - Gloria!
                        >
                        > Super sprawa - "Wiesz, właśnie kończę swoją książkę o zachowaniu dzikich kotów.
                        > Potrzebna mi opinia kogoś postronnego"

                        o kotach będzie druga książka - nad którą również rozpocząłem prace wink

                        > > Pewnie ma ochotę, ale zobaczymy :]
                        >
                        > Zobaczymy, ale w tym celu musisz pojechać do Rzeszowa.

                        wyjdzie w praniu - idzie ku dobremu wink


                        > > Poczytaj uważniej big_grin
                        >
                        > Dobra, znalazłem. smile

                        "szukajcie a znajdziecie" - tylko czemu allegro mi nie płaci sad tongue_out

                        > > Jako autor książki i jednego e-booka poradnika - wiem, że nie są
                        > > one wcale takie skuteczne - bo nie ma złotego środka
                        >
                        > Ale za to są metody na podrywanie kobiet.

                        W tym momencie kobiety sprowadzamy do zwierzaczków, które da łatwo się
                        wytresować pod wpływem jednej publikacji... Chyba z grubsza nie chciałbym być z
                        taką osobą, która pod wpływem triku: "Choć mała przez zaplecze do mego Majbacha
                        (pożyczonego od kolegi kolegi wujka)"


                        > Czy Twój e-book dotyczy uwodzenia kobiet?

                        Nie, importu produktów

                        > Ja napisałem kiedyś instrukcję obsługi poczty elektronicznej, która miała pomóc
                        > ludziom w jej opanowaniu. To było ponad 10 lat temu.
                        > Książka spełniła swoje zadanie. Wiem, że była czytana i że dzięki temu mieliśmy
                        > mniej telefonów.

                        ja na swojej publikacji zarobiłem, ale niestety - były pytania, bo jest jakiś
                        odsetek ludzi, którzy nie zrozumieją, nie będą wiedzieć, itd.

                        > Skąd wiesz, że Twoja książka jest nieskuteczna, skoro jeszcze nie skończyłeś je
                        > j
                        > pisać? Skąd wiesz, że Twój e-book jest nieskuteczny?


                        Książka - oby była skuteczna
                        E-book - był skuteczny, bo zarobiłem na nim - ale był % ludzi, którzy pomimo
                        przeczytania - nie dali radę wykorzystać rad, bo... (i tutaj mnogość argumentów
                        i pytań)

                        > > i teraz na dole ania, która ma narzeczonego - hyyy :]
                        >
                        > W ogóle nie odniosłeś się do tych dziewczyn, które narzeczonego nie mają.
                        > Szukasz problemu zamiast rozwiązań.

                        Podałem pierwszy przykład z brzegu wink


                        > Z drugiej strony... też taki kiedyś byłem, ale na szczęście "wyleczyłem się" smile


                        Czyli jest szansa, że będą ze mnie ludzie? big_grin
                        hehe...

                        pozdrawiam
                        • tapatik Podsumowując... 16.06.09, 08:36
                          Napisałeś e-booka. Około 1 % czytelników ma pytania. Znaczy się czytają go i
                          starają się zrozumieć. Co więcej temat jest na tyle atrakcyjny, iż kontaktują
                          się z Tobą i zadają pytania. To wspaniała wiadomość - czytelnicy mają do Ciebie
                          pytania. Jesteś dla nich guru. Odniosłeś ogromny sukces.
                          Piszesz książkę.
                          Ile osób pisze książki? Jedna na tysiąc? Pewnie jeszcze mniej. A Ty piszesz.
                          Bardzo duży plus dla Ciebie.
                          Jesteś osobą, która się rozwija naukowo. Aż dziw, że bronisz się przed
                          wprowadzeniem innych zmian w Twoim życiu.

                          Piszesz:
                          > W tym momencie kobiety sprowadzamy do zwierzaczków, które da łatwo
                          > się wytresować pod wpływem jednej publikacji...

                          One JUŻ są "wytresowane" przez naturę.
                          Tylko Ty nie wiesz jak je rozpalić.

                          Wyobraź sobie kobietę, która czytając zwykły tekst na forum (na przykład ten)
                          zaczyna czuć podniecenie, które zaczyna rozpalać się w sercu i powoli roznosi
                          się docierając do każdego zakątka, do każdej komórki ciała i rozgrzewa zmysły....

                          Ja myślę, że sam się blokujesz i nie pozwalasz kobietom poznać Ciebie samego.
                          Pozwalasz im na poznanie Twojego wyglądu, a nie pozwalasz na poznanie Twoich
                          myśli i pragnień.

                          Zresztą... niech one się wypowiedzą.
                          • samotnik87 Re: Podsumowując... 16.06.09, 18:30
                            > Napisałeś e-booka. Około 1 % czytelników ma pytania. Znaczy się czytają go i
                            > starają się zrozumieć. Co więcej temat jest na tyle atrakcyjny, iż kontaktują
                            > się z Tobą i zadają pytania. To wspaniała wiadomość - czytelnicy mają do Ciebie
                            > pytania. Jesteś dla nich guru. Odniosłeś ogromny sukces.

                            Swego czasu publikacja odniosła sukces i z tego cieszę, ale zawsze ten 1% był
                            zakłopotany i niedoinformowany.


                            > Piszesz książkę.
                            > Ile osób pisze książki? Jedna na tysiąc? Pewnie jeszcze mniej. A Ty piszesz.
                            > Bardzo duży plus dla Ciebie.
                            > Jesteś osobą, która się rozwija naukowo. Aż dziw, że bronisz się przed
                            > wprowadzeniem innych zmian w Twoim życiu.


                            Zobaczymy czy książka papierowa odniesie sukces. Może tak - a może nie.
                            Niestety - osoby intelektualne nie zyskują aż takiego poklasku - przecież lepszy
                            jest człowiek, który ma furę, komórę i skórę, oraz zna alfabet przekleństw.
                            Zawsze musi być taki okaz. Czasem niektóre mądrzeją - tylko co z tego?

                            > Piszesz:
                            > > W tym momencie kobiety sprowadzamy do zwierzaczków, które da łatwo
                            > > się wytresować pod wpływem jednej publikacji...
                            >
                            > One JUŻ są "wytresowane" przez naturę.
                            > Tylko Ty nie wiesz jak je rozpalić.
                            >
                            > Wyobraź sobie kobietę, która czytając zwykły tekst na forum (na przykład ten)
                            > zaczyna czuć podniecenie, które zaczyna rozpalać się w sercu i powoli roznosi
                            > się docierając do każdego zakątka, do każdej komórki ciała i rozgrzewa zmysły..
                            > ..

                            Hmmmm... To interesujące - ale co takiego tu może "rozgrzać" ?


                            > Ja myślę, że sam się blokujesz i nie pozwalasz kobietom poznać Ciebie samego.
                            > Pozwalasz im na poznanie Twojego wyglądu, a nie pozwalasz na poznanie Twoich
                            > myśli i pragnień.

                            Niestety jest tak, że kobiety pierw patrzą na wygląd, a dopiero potem poznają
                            lepiej człowieka. Z reguły nie jest na odwrót.

                            > Zresztą... niech one się wypowiedzą.

                            No właśnie - czekamy na informację.

                            ------
                            Nie mniej wielkie dzięki za to, że osobnik płci przeciwnej docenił moją osobę.
                            Jest to dla mnie budujące i dziękuję Ci za to.
                            Gdybyś czegoś potrzebował z mojej strony - możesz liczyć na moją pomoc
                            • niezauwazona Re: Podsumowując... 19.06.09, 18:03
                              Nie jestem statystyczną kobietą i pewnie nie mojej odpowiedzi najbardziej się tu
                              spodziewaliście ale cóż nie można mieć wszystkiego ;]

                              > Swego czasu publikacja odniosła sukces i z tego cieszę, ale zawsze ten 1% był
                              > zakłopotany i niedoinformowany.
                              > Zobaczymy czy książka papierowa odniesie sukces. Może tak - a może nie.

                              Pisałeś kiedyś że cieszysz się z tego co masz, co osiągasz. W tej wypowiedzi
                              widać czarno na białym że jednak nie. Wiecznie narzekasz, wiecznie jesteś z
                              czegoś niezadowolony. Skoro Ty sam siebie nie doceniasz to dlaczego inni mieli
                              by Cię doceniać ?

                              > Niestety - osoby intelektualne nie zyskują aż takiego poklasku - przecież lepszy
                              > jest człowiek, który ma furę, komórę i skórę, oraz zna alfabet przekleństw.
                              > Zawsze musi być taki okaz. Czasem niektóre mądrzeją - tylko co z tego?

                              Naprawdę wierzysz w to co piszesz ?
                              Wg. mnie tylko coraz usilniej szukasz dla siebie usprawiedliwienia.
                              To prawda że są takie kobiety, ale zapewniam Cię że nie wszystkie. Twoje
                              koleżanki które deklarują chęć wejścia z tobą w związek też podpadają pod tą
                              definicję? Chyba nie z tego co piszesz.
                              Jednak jeśli większość kobiet z Twojego środowiska taka jest to zmień środowisko.
                              Jeśli chodzi o mnie to inteligencja jest jedną z najbardziej pożądanych cech u
                              faceta ( obok zbieżnego światopoglądu i specyficznego typu urody ). Pieniądze,
                              pozycja społeczna kompletnie się dla mnie nie liczą. Pieniądze rzecz nabyta,
                              dziś są jutro ich nie ma, zresztą można się dorobić wspólnie.
                              Patrząc po chłopakach moich koleżanek widzę że dla nich ( dla tych koleżanek ;])
                              nie liczy się tak bardzo wygląd tylko charakter tj. poczucie humoru, optymizm.

                              >Wyobraź sobie kobietę, etę, która czytając zwykły tekst na forum (na przykład
                              > ten)
                              > > zaczyna czuć podniecenie, które zaczyna rozpalać się w sercu i powoli roz
                              > nosi
                              > > się docierając do każdego zakątka, do każdej komórki ciała i rozgrzewa zm
                              > ysły..
                              > > ..

                              Ten fragment brzmi jak żywcem zerżnięty z jakiejś książki o NLP ;] Wyobraź sobie
                              Tapatik że niektóre kobiety wiedza co to NLP, czytają ( czy tam raczej kartkują
                              ) książki o NPL i czasem z ciekawości zaglądają na fora takich NLPowskich
                              podrywaczy ;] Choć myślę że to mniejszość, to jednak jak się na taką trafi to
                              nici z podrywu ;]
                              Wystarczy pracować nad pewnością siebie, nad zadowoleniem z siebie a reszta po
                              pewnym czasie przyjdzie sama. Wtedy wystarczy tylko odrobina bystrości by we
                              flircie zaciekawić sobą kobietę.

                              > Niestety jest tak, że kobiety pierw patrzą na wygląd, a dopiero potem poznają
                              lepiej człowieka. Z reguły nie jest na odwrót.

                              Wszyscy ludzie na początku zwracają uwagę na wygląd tej nowo poznanej osoby gdyż
                              nie mają innych parametrów do jej oceny.
                              Zresztą po samym wygładzie można trafnie określić niektóre cechy charakteru
                              człowieka, ale na pierwsze wrażenie nie składa się tylko wygląd ale też
                              zachowanie, body language - to wszystko jest ważne, i to wszystko jest oceniane
                              zarówno przez kobiety jak i przez mężczyzn.
                              Więc jeśli nie można już nic poprawić w wyglądzie warto starać się poprawić inne
                              rzeczy.

                              A teraz odrobina moich doświadczeń :
                              To jasne że kiedy startuje do mnie "z ulicy" jakiś gruby lub/i niski lub/i
                              brzydki facet to go spławiam bo nie tak wyobrażam sobie ojca moich potencjalnych
                              dzieci ;] Po porostu fajnie jest spotykać się z kimś kto odpowiada nam pod
                              względem fizyczności.
                              Jeśli jednak facet nie do końca w moim typie przewijał by się jakoś w moim
                              otoczeniu, rozmawiał ze mną niezobowiązująco, uśmiechał się, ładnie wysławiał,
                              jeśli bym odkryła że mamy wspólne zainteresowania to najpewniej dałabym mu
                              szansę. To czego nie lubię w podrywie to nachalność, desperacja w oczach i
                              zbytnia nonszalancja. W drugiej strony facet jakoś musi dać znać kobiecie że
                              interesuje go coś więcej niż koleżeństwo. Jak we wszystkim należy szukać drogi
                              złotego środka.
                              To co odstraszało by mnie i podejrzewam że inne dziewczyny w facecie to
                              nerwowość czy małomówność, w podrywie liczy się naturalność, luz, pewność
                              siebie, podejście "nie ta to inna" a nie "o boże, co będzie jak ona mnie spławi" ;]
                              Wracając do wyglądu po wielu rozmowach z różnymi dziewczynami dochodzę do
                              wniosku że dla naprawdę niewielkiego procenta z nich ma to duże znaczenie. Takie
                              dla których liczyła by się "fura, skóra i komóra" nie przewijają się w moim
                              otoczeniu. Czasem dochodzę do wniosku że jestem jakimś ewenementem z tymi swoimi
                              ostrymi kryteriami doboru.

                              • samotnik87 Re: Podsumowując... 20.06.09, 12:46
                                niezauwazona napisała:

                                > Nie jestem statystyczną kobietą i pewnie nie mojej odpowiedzi najbardziej się t
                                > u
                                > spodziewaliście ale cóż nie można mieć wszystkiego ;]


                                Z grubsza znam już Twoje poglądy - więc Twoja wypowiedź nie jest dla mnie
                                niespodzianką i wiem, że jesteś nastawiona do mnie negatywnie a także widzę to,
                                że patrzysz na mnie z wyższej perspektywy, jakbym był śmieciem a Ty wielmożną
                                księżniczką.

                                > > Swego czasu publikacja odniosła sukces i z tego cieszę, ale zawsze ten 1%
                                > był
                                > > zakłopotany i niedoinformowany.
                                > > Zobaczymy czy książka papierowa odniesie sukces. Może tak - a może nie.
                                >
                                > Pisałeś kiedyś że cieszysz się z tego co masz, co osiągasz. W tej wypowiedzi
                                > widać czarno na białym że jednak nie. Wiecznie narzekasz, wiecznie jesteś z
                                > czegoś niezadowolony. Skoro Ty sam siebie nie doceniasz to dlaczego inni mieli
                                > by Cię doceniać ?


                                A gdzie ja tu narzekam? Widać, że ciężko z Tobą, jeśli chodzi o interpretację
                                tego co piszę. Jestem zadowolony z tego co osiągam - ale co do publikacji -
                                trzeba być umiarkowanym optymistą

                                > > Niestety - osoby intelektualne nie zyskują aż takiego poklasku - przecież
                                > lepszy
                                > > jest człowiek, który ma furę, komórę i skórę, oraz zna alfabet przekleńst
                                > w.
                                > > Zawsze musi być taki okaz. Czasem niektóre mądrzeją - tylko co z tego?
                                >
                                > Naprawdę wierzysz w to co piszesz ?

                                Tak wierzę. Wynika to z licznych obserwacji, co zresztą sama potwierdzasz
                                (niedosłownie) na samym końcu.

                                > Wg. mnie tylko coraz usilniej szukasz dla siebie usprawiedliwienia.

                                Szukam wyjaśnienia, a nie usprawiedliwienia. Nie mam powodów by się przed Tobą
                                tłumaczyć. Nie jesteś organem władzy sądowniczej, abym składał zeznania. Prawda?

                                > To prawda że są takie kobiety, ale zapewniam Cię że nie wszystkie. Twoje
                                > koleżanki które deklarują chęć wejścia z tobą w związek też podpadają pod tą
                                > definicję? Chyba nie z tego co piszesz.

                                Z mego doświadczenia wynika, że większość, ale nie piszę, że wszystkie.


                                > Jednak jeśli większość kobiet z Twojego środowiska taka jest to zmień środowisk
                                > o.

                                W moim środowisku większość jest w stałych związkach, albo już stworzyło rodziny
                                - więc nie chcę być osobą, która spowoduje rozwody czy rozstania relacji
                                damsko-męskich



                                > >Wyobraź sobie kobietę, etę, która czytając zwykły tekst na forum (na przyk
                                > ład
                                > > ten)
                                > > > zaczyna czuć podniecenie, które zaczyna rozpalać się w sercu i powo
                                > li roz
                                > > nosi
                                > > > się docierając do każdego zakątka, do każdej komórki ciała i rozgrz
                                > ewa zm
                                > > ysły..
                                > > > ..
                                >
                                > Ten fragment brzmi jak żywcem zerżnięty z jakiejś książki o NLP ;] Wyobraź sobi
                                > e
                                > Tapatik że niektóre kobiety wiedza co to NLP, czytają ( czy tam raczej kartkują
                                > ) książki o NPL i czasem z ciekawości zaglądają na fora takich NLPowskich
                                > podrywaczy ;] Choć myślę że to mniejszość, to jednak jak się na taką trafi to
                                > nici z podrywu ;]
                                > Wystarczy pracować nad pewnością siebie, nad zadowoleniem z siebie a reszta po
                                > pewnym czasie przyjdzie sama. Wtedy wystarczy tylko odrobina bystrości by we
                                > flircie zaciekawić sobą kobietę.

                                Od początku piszę, zę takie poradniki - są nieskuteczne, albo są dla naiwnych
                                mężczyzn i kobiet.
                                Więc pozaprzeczajcie teraz to, co wypisujecie na ten temat.


                                > A teraz odrobina moich doświadczeń :
                                > To jasne że kiedy startuje do mnie "z ulicy" jakiś gruby lub/i niski lub/i
                                > brzydki facet to go spławiam bo nie tak wyobrażam sobie ojca moich potencjalnyc
                                > h
                                > dzieci ;] Po porostu fajnie jest spotykać się z kimś kto odpowiada nam pod
                                > względem fizyczności.
                                > Jeśli jednak facet nie do końca w moim typie przewijał by się jakoś w moim
                                > otoczeniu, rozmawiał ze mną niezobowiązująco, uśmiechał się, ładnie wysławiał,
                                > jeśli bym odkryła że mamy wspólne zainteresowania to najpewniej dałabym mu
                                > szansę. To czego nie lubię w podrywie to nachalność, desperacja w oczach i
                                > zbytnia nonszalancja. W drugiej strony facet jakoś musi dać znać kobiecie że
                                > interesuje go coś więcej niż koleżeństwo. Jak we wszystkim należy szukać drogi
                                > złotego środka.
                                > To co odstraszało by mnie i podejrzewam że inne dziewczyny w facecie to
                                > nerwowość czy małomówność, w podrywie liczy się naturalność, luz, pewność
                                > siebie, podejście "nie ta to inna" a nie "o boże, co będzie jak ona mnie spławi
                                > " ;]
                                > Wracając do wyglądu po wielu rozmowach z różnymi dziewczynami dochodzę do
                                > wniosku że dla naprawdę niewielkiego procenta z nich ma to duże znaczenie. Taki
                                > e
                                > dla których liczyła by się "fura, skóra i komóra" nie przewijają się w moim
                                > otoczeniu. Czasem dochodzę do wniosku że jestem jakimś ewenementem z tymi swoim
                                > i
                                > ostrymi kryteriami doboru.

                                I tego się trzymaj.

                                Powodzenia wszystkim w życiu życzę


                                • niezauwazona Re: Podsumowując... 20.06.09, 21:54
                                  > Z grubsza znam już Twoje poglądy - więc Twoja wypowiedź nie jest dla mnie
                                  > niespodzianką i wiem, że jesteś nastawiona do mnie negatywnie a także widzę to,
                                  > że patrzysz na mnie z wyższej perspektywy, jakbym był śmieciem a Ty wielmożną
                                  > księżniczką.

                                  Siedzisz w mojej głowie że wiesz co o Tobie myślę ? To że nie zgadzam się z
                                  niektórymi Twoimi poglądami a inne wręcz mnie drażnią nie oznacza jeszcze że nie
                                  szanuję Cię jako człowieka. Nie znam Cię więc jak mogę Cię lubić lub nie lubić ?
                                  Oceniam tylko Twoje poglądy, nie Ciebie. Nie uważam się za niewiadomo kogo,
                                  wyrażenie niespecyficzna w moim ostatnim poście nie oznaczało bynajmniej
                                  piękniejszej czy wartościowszej od innych - zrozumiałeś to tak jak chciałeś
                                  zrozumieć.

                                  >A gdzie ja tu narzekam? Widać, że ciężko z Tobą, jeśli chodzi o interpretację
                                  > tego co piszę.

                                  Wysnułam taki wniosek w oparciu o CAŁĄ Twoją rozmowę z Tapatikiem. Niby się
                                  cieszę z sukcesu ale to, to i to jest nie tak. W ogóle co to za wyczyn napisać
                                  książkę ? W tych czasach każdy pisze książki.

                                  > Tak wierzę. Wynika to z licznych obserwacji, co zresztą sama potwierdzasz
                                  > (niedosłownie) na samym końcu.

                                  Czy mi się tylko wydaje czy stawiasz mnie w jednym szeregu z laskami dla których
                                  liczy się tylko fura skóra i komóra ? ;] Dziękuje bardzo za taką ładną laurkę ;]
                                  Czy mam rozumieć że każda kobieta która ma jakieś preferencje co do wyglądu
                                  partnera jest już dla ciebie pustą materialistką ? A Ty nie masz absolutnie
                                  żadnych preferencji ?
                                  Jeśli jednak chcesz tak źle myśleć o kobietach to myśl, tylko Ty na tym tracisz.

                                  > Szukam wyjaśnienia, a nie usprawiedliwienia. Nie mam powodów by się przed Tobą
                                  > tłumaczyć. Nie jesteś organem władzy sądowniczej, abym składał zeznania. Prawda

                                  Prawda, ale pomyśl czy nie łatwiej jest myśleć że samotność jest wynikiem
                                  jakiejś klątwy, jakiegoś fatum czy -w domyśle- pustych kobiet niż przyznać że
                                  samemu robi się coś złe ?

                                  > W moim środowisku większość jest w stałych związkach, albo już stworzyło rodziny
                                  > - więc nie chcę być osobą, która spowoduje rozwody czy rozstania relacji
                                  > damsko-męskich

                                  Nie musisz. Związki czy małżeństwa czasem rozpadają się i bez niczyjej "pomocy".
                                  A skoro twierdzisz że codziennie poznajesz masę nowych osób, masę nowych,
                                  zajętych dziewczyn to statystyczne prawdopodobieństwo że któraś z nich rozstanie
                                  się ze swoim chłopakiem wzrasta.

                                  > Od początku piszę, zę takie poradniki - są nieskuteczne, albo są dla naiwnych
                                  > mężczyzn i kobiet.
                                  > Więc pozaprzeczajcie teraz to, co wypisujecie na ten temat.

                                  ;]
                                  Ja w ogóle nie podejmowałam tematu skuteczności czy nieskuteczności takich
                                  poradników. Sądzę tylko, że lepsza jest praca u podstaw ( nad samooceną ).
                                  Zresztą ta wypowiedz nie była skierowana do Ciebie.

      • jennie Re: 22 latek, który jakoś nie miał szczęścia w mi 09.07.09, 01:24
        kasia89tn napisała:

        > Na podstawie własnych doświadczeń i obserwacji wiem, że młode
        > dziewczyny często wolą "złych chłopców". Tacy potrafią nam
        > zaimponować...

        Ee, nie wszystkie. wink


        samotnik-- Cóż to byl za koncert na Śląskim, jesli wolno spytac? wink



        --
        ::w chwili obecnej mamy wszystko czego nam potrzeba::
        ...?
        www.bookcrossing.com
    • elizka_n Re: 22 latek, który jakoś nie miał szczęścia w mi 23.05.09, 14:57
      wiem co czujesz, ja mam 21 lat i jestem ciągle sama mimo,większość moich
      znajomych uważa że jestem wspaniałą , wartościową dziewczyną. Sama też zresztą
      uważam że jestem niczego sobie tzn. jestem inteligentna, miła, wrażliwa,
      opiekuńcza, spokojna, myślącą o innych no nie brzydka. Jednak nie mam szczęścia
      do facetów. Ci, którzy są mną zainteresowani nie są facetami dla mnie.
      wydaje mi się że większość facetów lubi dziewczyny, które pierwsze podejdą i
      zagadają ja taka nie jestem.
    • niezauwazona Re: 22 latek, który jakoś nie miał szczęścia w mi 03.06.09, 19:12

      > Więc wrócę do wątku, który zacząłem. Niemal od zawsze, jak pamiętam - byłem
      > samotny.
      > 1.5 roku temu przechodziłem dość ciężki związek na odległość - ja w Warszawie,
      > a Ona z Katowic. Pomimo moich chęci, gorących uczuć - zostałem porzucony.

      To cena którą się płaci za poznawanie w internecie ludzi z drugiego końca Polski. Jak takie związki mogą mieć przyszłość ? Poza tym nie przesadzaj, mieliście po 20 lat w tym wieku to dopiero zaledwie próby, przymiarki, chodzenie ze sobą a nie poważne związki na życie i śmierć. Nie ma powodu rozpaczać trzeba po prostu zrozumieć ten naturalny stan rzeczy.

      > Tym samym wyrażają podziw, że jestem sam jak palec, a wszyscy inni rówieśnicy
      > i inni znajomi - biorą już ślub, mają już nawet rodziny.
      > Czasem odczuwam z tego powodu duży dyskomfort.

      Naprawdę chciałbyś brać ślub i zakładać rodzinę w wieku 22 lat ? Nie przesadzasz ? Ciesz się tym co masz, korzystaj z życia
      studenckiego, nadal poznawaj nowe dziewczyny, nowych ludzi w ogóle, rozwijaj swoje zainteresowania, inwestuj w siebie, polub siebie a właściwa dziewczyna znajdzie się sama.

      > Jaka była idea powstania tego tematu?
      > Chciałbym:

      > po pierwsze - podyskutować ewentualnie - co ja robię źle?

      Tego nikt Ci tutaj nie powie. Bo niby jak ? Nie znamy Cię osobiście, nie wiemy jak wyglądasz, jak się zachowujesz na co dzień. Może jest w Twoim wyglądzie albo zachowaniu coś irytującego ale np. kobiety wolą Cię unikać niż powiedzieć Ci wprost co im przeszkadza.
      Może wreszcie nie masz tej pewności siebie w głosie, gestach, zachowaniu. Myślę że nieśmiałość i poczciwość są ostatnią rzeczą jaką kobieta chciała by widzieć w mężczyźnie. Wreszcie kobiety mogą po prostu widzieć w Tobie kumpla, wesołą, przyjazną osobę która zawsze służy radą i pomocą, ale może nie dość wyraźnie okazuje zainteresowania nimi jako kobietami. A może po prostu jesteś nudziarzem ;]

      > po drugie - \może jakaś miła i sympatyczna osóbka płci pięknej - zechciałaby
      > się spotkać ze mną na kawę?
      > Zależy mi na nowych znajomościach - wiem, że miłości nie szuka się na siłę,
      > ale czasem szczęściu trzeba dopomóc.

      Może lepiej poszukaj w swoim miejscu zamieszkania , a nie w przepastnym internecie ? Chyba że znowu chcesz narazić się na związek bez przyszłości, na odległość.
      • samotnik87 Re: 22 latek, który jakoś nie miał szczęścia w mi 04.06.09, 20:18
        niezauwazona napisała:

        >
        > > Więc wrócę do wątku, który zacząłem. Niemal od zawsze, jak pamiętam - był
        > em
        > > samotny.
        > > 1.5 roku temu przechodziłem dość ciężki związek na odległość - ja w Warsz
        > awie,
        > > a Ona z Katowic. Pomimo moich chęci, gorących uczuć - zostałem porzucony.
        >
        > To cena którą się płaci za poznawanie w internecie ludzi z drugiego końca Polsk
        > i. Jak takie związki mogą mieć przyszłość ? Poza tym nie przesadzaj, mieliście
        > po 20 lat w tym wieku to dopiero zaledwie próby, przymiarki, chodzenie ze sobą
        > a nie poważne związki na życie i śmierć. Nie ma powodu rozpaczać trzeba po pros
        > tu zrozumieć ten naturalny stan rzeczy.

        Przykro mi - nie poznaliśmy się przez internet, tylko przy okazji koncertu w
        Chorzowie na Stadionie Śląskim.
        Czy związki mogą mieć przyszłość? Życie pokazuje, że niektórym się udaje - więc
        niczego nie można przekreślać z góry.


        > > Tym samym wyrażają podziw, że jestem sam jak palec, a wszyscy inni rówieś
        > nicy
        > > i inni znajomi - biorą już ślub, mają już nawet rodziny.
        > > Czasem odczuwam z tego powodu duży dyskomfort.
        >
        > Naprawdę chciałbyś brać ślub i zakładać rodzinę w wieku 22 lat ? Nie przesadzas
        > z ? Ciesz się tym co masz, korzystaj z życia
        > studenckiego, nadal poznawaj nowe dziewczyny, nowych ludzi w ogóle, rozwijaj sw
        > oje zainteresowania, inwestuj w siebie, polub siebie a właściwa dziewczyna znaj
        > dzie się sama.

        Jeżeli ktoś by był warty tego - to mógłbym i wziąć ślub nawet w wieku 18 lat.
        Czasem taka formalność jest tak czy siak nieunikniona.
        Mam cieszyć się co mam? Okej cieszę się z jednego awansu społecznego,
        zaowodowego, drugiego, trzeciego. Tylko tak właściwie się cieszę i przeżywam w
        samotności. Czy na dłuższą metę to będzie mi sprawiało jakąś radość?
        Korzystać z życia studenckiego? Korzystam - jak na zaocznego studenta przystało,
        poznaję codziennie nowych ludzi, nowe (w związkach) dziewczyny. Mogę Ci
        zaprezentować całe listy znajomych, ale co z tego wynika?


        > > Jaka była idea powstania tego tematu?
        > > Chciałbym:
        >
        > > po pierwsze - podyskutować ewentualnie - co ja robię źle?
        >
        > Tego nikt Ci tutaj nie powie. Bo niby jak ? Nie znamy Cię osobiście, nie wiemy
        > jak wyglądasz, jak się zachowujesz na co dzień. Może jest w Twoim wyglądzie alb
        > o zachowaniu coś irytującego ale np. kobiety wolą Cię unikać niż powiedzieć Ci
        > wprost co im przeszkadza.
        > Może wreszcie nie masz tej pewności siebie w głosie, gestach, zachowaniu. Myślę
        > że nieśmiałość i poczciwość są ostatnią rzeczą jaką kobieta chciała by widzieć
        > w mężczyźnie. Wreszcie kobiety mogą po prostu widzieć w Tobie kumpla, wesołą,
        > przyjazną osobę która zawsze służy radą i pomocą, ale może nie dość wyraźnie ok
        > azuje zainteresowania nimi jako kobietami. A może po prostu jesteś nudziarzem ;
        > ]

        Podejrzewam, że w jednej cząstce możesz mieć rację. Jestem świetnym kumplem -
        wesołym, pomocnym, służący dobrą radą - ale niestety - na początku znajomości
        bywam bardzo wyciszony i brakuje mi pewności siebie (zwłaszcza w gestach). Fakt
        - staram się to poprawiać. Głosem, słowem potrafię już zainteresować swoją osobą
        - głos radiowca, talent negocjatorski, dar przekonywania- w tym jestem akurat
        mistrzem.
        Może coś w moim wyglądzie jest nie tak? Piękny nie jestem, ani wysoki...

        > > po drugie - \może jakaś miła i sympatyczna osóbka płci pięknej - zechciał
        > aby
        > > się spotkać ze mną na kawę?
        > > Zależy mi na nowych znajomościach - wiem, że miłości nie szuka się na sił
        > ę,
        > > ale czasem szczęściu trzeba dopomóc.
        >
        > Może lepiej poszukaj w swoim miejscu zamieszkania , a nie w przepastnym interne
        > cie ? Chyba że znowu chcesz narazić się na związek bez przyszłości, na odległoś
        > ć.

        Skoro mam już xyz znajomych, to jeszcze kilku nie zaszkodzi.
        Powiedz mi tylko jak mam poszukać w mojej okolicy? Wyjdę na pocztę i zacznę do
        pierwszej lepszej osoby zagadywać?
        Trochę niedorzeczna rada oparta na błędnym myśleniu w tym przypadku

        pozdrawiam
        • niezauwazona Re: 22 latek, który jakoś nie miał szczęścia w mi 05.06.09, 14:11
          Wydawało mi się że ten wątek założyłeś po to by wspólnie z innymi internautami
          szukać rozwiązania swojego problemu, a Ty tym czasem tracisz tylko energię na
          udowadnianie nam wszystkim że w Twoim przypadku nic się nie da zrobić. Kto na
          tym traci my czy Ty ?

          > Przykro mi - nie poznaliśmy się przez internet, tylko przy okazji koncertu w
          > Chorzowie na Stadionie Śląskim.
          > Czy związki mogą mieć przyszłość? Życie pokazuje, że niektórym się udaje - więc
          > niczego nie można przekreślać z góry.

          Nie pisałam o wszystkich związkach tylko o związkach na odległość ( jak jasno
          wynikało z kontekstu mojej wypowiedzi ). Dlaczego takie związki nie mają szans ?
          Bardzo klarownie sam to wyjaśniłeś w ostatnim poście. Myślę że opisane w nim
          problemy nie są tylko Twoim doświadczeniem lecz są uniwersalne. Fakt że byliście
          bardzo młodzi dodatkowo nie sprzyjał trwałości takiego związku.

          > Jeżeli ktoś by był warty tego - to mógłbym i wziąć ślub nawet w wieku 18 lat.
          > Czasem taka formalność jest tak czy siak nieunikniona.

          Nie mówię że nie jest, ale czy naprawdę jest czego zazdrościć komuś kto musi
          brać ślub w wieku 22 lat ? Albo co gorzej chce ;] Komuś kto już w tak młodu
          wieku jest święcie przekonany że to na zawsze, że to jest to. Nie ma po co
          śpieszyć się z tak ważnymi decyzjami.

          > Mam cieszyć się co mam? Okej cieszę się z jednego awansu społecznego,
          > zaowodowego, drugiego, trzeciego. Tylko tak właściwie się cieszę i przeżywam w
          > samotności. Czy na dłuższą metę to będzie mi sprawiało jakąś radość?
          > Korzystać z życia studenckiego? Korzystam - jak na zaocznego studenta przystało
          > poznaję codziennie nowych ludzi, nowe (w związkach) dziewczyny. Mogę Ci
          > zaprezentować całe listy znajomych, ale co z tego wynika?

          Jednocześnie piszesz że nie masz z kim świętować sukcesów, a w następnym zdaniu
          że nie możesz się opędzić od znajomych. Nie widzisz w tym sprzeczności ? Może i
          poznajesz mnóstwo nowych osób ale z tego co piszesz są to znajomości
          powierzchowne, skoro mając je nadal czujesz samotność i pustkę.
          Sukces możesz świętować z każdym bliskim Ci człowiekiem, nie zawężaj tego tylko
          do kobiety z którą będziesz w związku.

          >Podejrzewam, że w jednej cząstce możesz mieć rację. Jestem świetnym kumplem -
          >wesołym, pomocnym, służący dobrą radą - ale niestety - na początku znajomości
          >bywam bardzo wyciszony i brakuje mi pewności siebie (zwłaszcza w gestach). Fakt
          > - głos radiowca, talent negocjatorski, dar przekonywania- w tym jestem akurat
          > mistrzem.
          > Może coś w moim wyglądzie jest nie tak? Piękny nie jestem, ani wysoki...

          Ok. znasz już swoje mocne i słabe strony. Podkreślaj mocne, pracuj nad słabymi.
          Może to banalne ale chyba nikt nie wymyśli nic lepszego.

          > Skoro mam już xyz znajomych, to jeszcze kilku nie zaszkodzi.
          > Powiedz mi tylko jak mam poszukać w mojej okolicy? Wyjdę na pocztę i zacznę do
          > pierwszej lepszej osoby zagadywać?
          > Trochę niedorzeczna rada oparta na błędnym myśleniu w tym przypadku

          Ok. widzę że wolisz jęczeć i sprzeczać się ze mną niż szukać konstruktywnych
          rozwiązań. Skoro w kręgu swoich znajomych nie możesz nikogo znaleźć to wejdź też
          w jakieś inne środowisko. Zapisz się na kurs językowy, jogę czy taniec ( albo
          coś innego co zawsze chodziło Ci po głowie ) i po prostu rozmawiaj z tymi
          ludźmi, może ktoś ciekawy zwróci Twoją uwagę.


          • samotnik87 Re: 22 latek, który jakoś nie miał szczęścia w mi 06.06.09, 17:55
            niezauwazona napisała:

            > Wydawało mi się że ten wątek założyłeś po to by wspólnie z innymi internautami
            > szukać rozwiązania swojego problemu, a Ty tym czasem tracisz tylko energię na
            > udowadnianie nam wszystkim że w Twoim przypadku nic się nie da zrobić. Kto na
            > tym traci my czy Ty ?

            Właściwie to nie wiem czemu założyłem ten wątek - chyba pod chwilą słabości.
            Czy mam coś do stracenia? Nie mam nic do stracenia, bo nic nie mam.


            > Nie pisałam o wszystkich związkach tylko o związkach na odległość ( jak jasno
            > wynikało z kontekstu mojej wypowiedzi ). Dlaczego takie związki nie mają szans
            > ?
            > Bardzo klarownie sam to wyjaśniłeś w ostatnim poście. Myślę że opisane w nim
            > problemy nie są tylko Twoim doświadczeniem lecz są uniwersalne. Fakt że byliści
            > e
            > bardzo młodzi dodatkowo nie sprzyjał trwałości takiego związku.

            Wiesz - nie znasz tego co nas łączyło, co spowodowało koniec tego związku - więc
            akurat tutaj chciałbym, abyś przemilczała kwestię, bo im dalej brniesz w tym
            wątku, który de facto dotyczy mojej osoby, a nie Polaka mieszkającego w Libanie
            i jego dziewczyny mieszkającej w "Raju podatkowym", tylko mojej osoby i mego
            problemu.


            > Nie mówię że nie jest, ale czy naprawdę jest czego zazdrościć komuś kto musi
            > brać ślub w wieku 22 lat ? Albo co gorzej chce ;] Komuś kto już w tak młodu
            > wieku jest święcie przekonany że to na zawsze, że to jest to. Nie ma po co
            > śpieszyć się z tak ważnymi decyzjami.

            Ja się nie śpieszę z tymi decyzjami, bo póki co - nie ma o czym mówić - póki co
            w polskim prawie małżeństwa z samym sobą, bądź maskotką pluszową są zabronione -
            prawda?


            > Jednocześnie piszesz że nie masz z kim świętować sukcesów, a w następnym zdaniu
            > że nie możesz się opędzić od znajomych. Nie widzisz w tym sprzeczności ? Może i
            > poznajesz mnóstwo nowych osób ale z tego co piszesz są to znajomości
            > powierzchowne, skoro mając je nadal czujesz samotność i pustkę.
            > Sukces możesz świętować z każdym bliskim Ci człowiekiem, nie zawężaj tego tylko
            > do kobiety z którą będziesz w związku.

            Przez swoje 22 lata życia zawsze świętowałem (i świętuję) ze znajomymi. Alkohol,
            muzyka, rozmowy, zabawy (w niektórych przypadkach jedno z tych można wykreślić).
            Nie widzę absolutnie sprzeczności między świętowaniem ze znajomymi a
            świętowaniem z bliską osobą. Ze znajomymi człowiek się cieszy inaczej, a ze
            swoją bliską osobą - inaczej. Czasem człowiek potrzebuje bliskości, której
            znajomi nie dadzą.


            > Ok. znasz już swoje mocne i słabe strony. Podkreślaj mocne, pracuj nad słabymi.
            > Może to banalne ale chyba nikt nie wymyśli nic lepszego.

            Bardzo banalne. Nie zauważono u osób dorosłych (zresztą u dzieci - też), że
            Danonki powodują wzrost wysokości ciała - a na operację plastyczną - też mnie
            nie stać.
            Niestety 90% społeczeństwa patrzy na wygląd. Więc mogę jedynie szukać poparcia u
            10%


            > Ok. widzę że wolisz jęczeć i sprzeczać się ze mną niż szukać konstruktywnych
            > rozwiązań. Skoro w kręgu swoich znajomych nie możesz nikogo znaleźć to wejdź te
            > ż
            > w jakieś inne środowisko. Zapisz się na kurs językowy, jogę czy taniec ( albo
            > coś innego co zawsze chodziło Ci po głowie ) i po prostu rozmawiaj z tymi
            > ludźmi, może ktoś ciekawy zwróci Twoją uwagę.

            Ja się nie sprzeczam - po prostu takie mam doświadczenia. Ty masz inne
            doświadczenia - zapewne masz wszystko to, co chcesz, jesteś spełniona w życiu i
            Tobie jest trudno ocenić po prostu mój punkt widzenia (nie chcę Cię jednak
            oceniać - bo nic nie wiem o Tobie - ani imienia, wieku, itp)
            Na zajęcia dodatkowe nie mam w obecnej dobie czasu. Tylko co by to zmieniło? W
            swoim życiu uczestniczyłem w różnych "spędach" i tam byłem również niezauważony.

            Tak jak to pisałem - muszę się pogodzić, żyć z opuszczoną głową (a najlepiej z
            torbą na głowie) i na nic nie liczyć w sferach uczuć.
            Po analizie wszystkiego - widzę, że to jest recepta na wszystko.

            pozdrawiam
            • niezauwazona Re: 22 latek, który jakoś nie miał szczęścia w mi 07.06.09, 11:04
              Ok. widzę że wolisz ironizować niż poważnie odpowiadać na moje pytania, Twój wybór.

              To prawda że niewiele wiem o Tobie i o Twoim związku, ale niejako wszystkich nas
              do niego wpuściłeś opowiadając o nim i o przyczynach jego rozpadu na forum.
              Myślę że nie napisałam nic odkrywczego. Związki na odległość są trudniejsze,
              znacznie częściej skazane na niepowodzenie od związków stacjonarnych. Kiedy ma
              się oddzielne środowisko w którym się żyje, znajomych, oddzielnie spędza
              większość czasu nawet silna więź z czasem się osłabia. A częstsze przyjazdy też
              niekoniecznie muszą załatwić sprawę bo nadal jest to pewne święto, okazja a nie
              codzienność spędzana we dwoje ( no chyba że się ze sobą pomieszkuje, albo
              przyjeżdża się np. na tydzień ) Nie przeżywa się wspólnie pewnych ważnych
              wydarzeń, tylko o nich wzajemnie sobie opowiada. Jednak jeśli ma się głębokie
              pragnienie
              miłości damsko-męskiej to wejście w taki związek jest na pewno lepsze niż samotność.

              Piszę ogólnie o takich związkach, szczegółowe przyczyny rozpadu są oczywiście
              zawsze różne, ale na pewno nie bez przyczyny jest dzieląca odległość. Jeśli
              uważasz że w Twoim przypadku było inaczej, ok. nie wnikam, może było. Uważam że
              nie ma co rozpaczać po związkach które od początku były obarczone większą dozą
              ryzyka.
              Trzeba wyciągnąć naukę na przyszłość i iść dalej.

              > Ja się nie śpieszę z tymi decyzjami, bo póki co - nie ma o czym mówić - póki co
              > w polskim prawie małżeństwa z samym sobą, bądź maskotką pluszową są zabronione
              > -
              > prawda?

              W swojej pierwszej wypowiedz chciałam zwrócić uwagę że nieco histeryzujesz
              powołując się na swoich rówieśników którzy już biorą śluby i zakładają rodziny.
              Tylko tyle. Byłeś w kilku związkach, zapewne będziesz jeszcze w następnych, nie
              ma co zadręczać się myślą że już powinieneś być mężem i ojcem.

              > Bardzo banalne. Nie zauważono u osób dorosłych (zresztą u dzieci - też), że
              > Danonki powodują wzrost wysokości ciała - a na operację plastyczną - też mnie
              > nie stać.
              > Niestety 90% społeczeństwa patrzy na wygląd. Więc mogę jedynie szukać poparcia
              > u
              > 10%

              Lubisz się czepiać prawda ?
              ok. Nie możesz nic zmienić, jesteś beznadziejnym przypadkiem, do końca życia i o
              jeden dzień dłużej będziesz sam. Zadowolony ;] Najwyraźniej ;] To chyba
              oczywiste że bez operacji plastycznej ani wzrostu ( wydłużane kości nóg ) ani
              rysów twarzy nie da się zmienić, miałam oczywiście na myśli cechy charakteru i
              zachowania które wymieniłeś. Ale Ty wolisz mnie wykpić niż dostrzec co miałam na
              myśli.

              > Ja się nie sprzeczam - po prostu takie mam doświadczenia. Ty masz inne
              > doświadczenia - zapewne masz wszystko to, co chcesz, jesteś spełniona w życiu i
              > Tobie jest trudno ocenić po prostu mój punkt widzenia (nie chcę Cię jednak
              > oceniać - bo nic nie wiem o Tobie - ani imienia, wieku, itp)

              Jestem Twoją rówieśnicą i również nie jestem w związku (dlatego właśnie
              postanowiłam się wypowiedzieć) Ale ja w przeciwieństwie do Ciebie nie użalam się
              nad sobą i nie zazdroszczę moim koleżankom które w wieku 18 lat były przekonane
              że znalazły swoją drugą połówkę, zaszły w ciążę i wzięły ślub, bo dzisiaj
              większa cześć z nich już nie jest ze swoimi "wielkimi, jedynymi miłościami". Nie
              szukam również wymówek, typu wygląd czy brak czasu. Być może mężczyźni są
              wzrokowcami i dla nich bardziej liczy się wygląd, ale kobiety znacznie częściej
              patrzą na inne rzeczy. Zresztą sam tego doświadczyłeś, Twoje koleżanki gdyby nie
              były w aktualnie w związkach związały by się z Tobą i jakoś nie przeszkadza im
              Twój wygląd ani wzrost. Widzisz więc że upodobania kobiet są różne.

              A jeśli naprawdę nie możesz w tygodniu wygospodarować godzinki czasu na
              dodatkowe zajęcia to zostają jeszcze imprezy czy koncerty na których to poznałeś
              swoją wcześniejszą miłość co dowodzi że się da, wystarczy tylko kurczowo nie
              trzymać się swojej paczki.
              Możesz też zrezygnować z części zajęć skoro podkreślasz że ważniejsza od
              sukcesów zawodowych jest dla Ciebie miłość.
              Tak prawdę wielką miłość można poznać wszędzie nawet na wykpiwanej przez Ciebie
              poczcie czy ulicy. Wystarczy mieć gadane i być naturalnym. Raz, drugi czy trzeci
              rozmowa skończy się na paru zdaniach i przyjaznych uśmiechach a nóż następnym
              razem parę zdań rozwinie się w następne i następne kiedy to okaże się że oboje
              macie te same zainteresowani czy chodzicie do tej samej uczelni.
              • samotnik87 Re: 22 latek, który jakoś nie miał szczęścia w mi 10.06.09, 20:30
                > Ok. widzę że wolisz ironizować niż poważnie odpowiadać na moje pytania, Twój wy
                > bór.

                Jakie pytania - takie odpowiedzi

                > To prawda że niewiele wiem o Tobie i o Twoim związku, ale niejako wszystkich na
                > s
                > do niego wpuściłeś opowiadając o nim i o przyczynach jego rozpadu na forum.
                > Myślę że nie napisałam nic odkrywczego. Związki na odległość są trudniejsze,
                > znacznie częściej skazane na niepowodzenie od związków stacjonarnych. Kiedy ma
                > się oddzielne środowisko w którym się żyje, znajomych, oddzielnie spędza
                > większość czasu nawet silna więź z czasem się osłabia. A częstsze przyjazdy też
                > niekoniecznie muszą załatwić sprawę bo nadal jest to pewne święto, okazja a nie
                > codzienność spędzana we dwoje ( no chyba że się ze sobą pomieszkuje, albo
                > przyjeżdża się np. na tydzień ) Nie przeżywa się wspólnie pewnych ważnych
                > wydarzeń, tylko o nich wzajemnie sobie opowiada. Jednak jeśli ma się głębokie
                > pragnienie
                > miłości damsko-męskiej to wejście w taki związek jest na pewno lepsze niż samot
                > ność.

                Nowości nie napisałaś

                > Piszę ogólnie o takich związkach, szczegółowe przyczyny rozpadu są oczywiście
                > zawsze różne, ale na pewno nie bez przyczyny jest dzieląca odległość. Jeśli
                > uważasz że w Twoim przypadku było inaczej, ok. nie wnikam, może było. Uważam że
                > nie ma co rozpaczać po związkach które od początku były obarczone większą dozą
                > ryzyka.
                > Trzeba wyciągnąć naukę na przyszłość i iść dalej.

                Wyciągnąłem wnioski i żyję dalej.

                > > Ja się nie śpieszę z tymi decyzjami, bo póki co - nie ma o czym mówić - p
                > óki co
                > > w polskim prawie małżeństwa z samym sobą, bądź maskotką pluszową są zabro
                > nione
                > > -
                > > prawda?
                >
                > W swojej pierwszej wypowiedz chciałam zwrócić uwagę że nieco histeryzujesz
                > powołując się na swoich rówieśników którzy już biorą śluby i zakładają rodziny.
                > Tylko tyle. Byłeś w kilku związkach, zapewne będziesz jeszcze w następnych, nie
                > ma co zadręczać się myślą że już powinieneś być mężem i ojcem.

                Tym się nie zadręczam - bo mój brat cioteczny ma 35 lat i jest nadal stanu
                wolnego - ale jego włoska (jest pół Włochem) natura romantyczna sprawia, że ma
                wianuszek adoratorek. Małżeństwo a bycie samotnym jest całkiem odmienną kwestią.


                > Lubisz się czepiać prawda ?
                > ok. Nie możesz nic zmienić, jesteś beznadziejnym przypadkiem, do końca życia i
                > o
                > jeden dzień dłużej będziesz sam. Zadowolony ;] Najwyraźniej ;] To chyba
                > oczywiste że bez operacji plastycznej ani wzrostu ( wydłużane kości nóg ) ani
                > rysów twarzy nie da się zmienić, miałam oczywiście na myśli cechy charakteru i
                > zachowania które wymieniłeś. Ale Ty wolisz mnie wykpić niż dostrzec co miałam n
                > a
                > myśli.

                Ja akurat reprezentuję szkołę filozofii, która mówi, że charakteru nie da się
                zmienić. Pewne cechy można dostosować, zmienić, ale one i tak wracają do stanu
                wyjściowego.


                >
                > Jestem Twoją rówieśnicą i również nie jestem w związku (dlatego właśnie
                > postanowiłam się wypowiedzieć) Ale ja w przeciwieństwie do Ciebie nie użalam si
                > ę
                > nad sobą i nie zazdroszczę moim koleżankom które w wieku 18 lat były przekonane
                > że znalazły swoją drugą połówkę, zaszły w ciążę i wzięły ślub, bo dzisiaj
                > większa cześć z nich już nie jest ze swoimi "wielkimi, jedynymi miłościami". Ni
                > e
                > szukam również wymówek, typu wygląd czy brak czasu. Być może mężczyźni są
                > wzrokowcami i dla nich bardziej liczy się wygląd, ale kobiety znacznie częściej
                > patrzą na inne rzeczy. Zresztą sam tego doświadczyłeś, Twoje koleżanki gdyby ni
                > e
                > były w aktualnie w związkach związały by się z Tobą i jakoś nie przeszkadza im
                > Twój wygląd ani wzrost. Widzisz więc że upodobania kobiet są różne.
                >
                > A jeśli naprawdę nie możesz w tygodniu wygospodarować godzinki czasu na
                > dodatkowe zajęcia to zostają jeszcze imprezy czy koncerty na których to poznałe
                > ś
                > swoją wcześniejszą miłość co dowodzi że się da, wystarczy tylko kurczowo nie
                > trzymać się swojej paczki.
                > Możesz też zrezygnować z części zajęć skoro podkreślasz że ważniejsza od
                > sukcesów zawodowych jest dla Ciebie miłość.
                > Tak prawdę wielką miłość można poznać wszędzie nawet na wykpiwanej przez Ciebie
                > poczcie czy ulicy. Wystarczy mieć gadane i być naturalnym. Raz, drugi czy trzec
                > i
                > rozmowa skończy się na paru zdaniach i przyjaznych uśmiechach a nóż następnym
                > razem parę zdań rozwinie się w następne i następne kiedy to okaże się że oboje
                > macie te same zainteresowani czy chodzicie do tej samej uczelni.


                Przedstawiłaś teorię. Praktyka jest niestety inna.
    • kateson Re: 22 latek, który jakoś nie miał szczęścia w mi 04.06.09, 22:03
      jeżeli urolp planujesz na sierpień to przyjeżdzaj do Rzeszowa a Cię odnajdę i skopie za wmawianie sobie " klatwy" devil

      ale wracając.


      co do związku na odległość miałam podobny problem. Wprawdzie widzielismy się dość często (jak na praktycznie internetowy związek) bo co 2 miesiące i miiimo że ja byłam oddana i wiernie zaciskałam zęby żeby nie zdradzić wszystko psu na budę. :} Zdradził mnie 3 razy i bum. zerwał. A co do kobiet.. Na poczte to Ty może nie idź, ale na bilarda z kumplem.. czemu nie?smile
      • samotnik87 Re: 22 latek, który jakoś nie miał szczęścia w mi 04.06.09, 23:56
        kateson napisała:

        > jeżeli urolp planujesz na sierpień to przyjeżdzaj do Rzeszowa a Cię odnajdę i s
        > kopie za wmawianie sobie " klatwy" devil

        nieraz szef chciał, abym pojechał na delegację do Rzeszowa. Mój 5 instynkt
        jednak mi odradzał. Teraz wiem dlaczego wink

        > ale wracając.
        >
        >
        > co do związku na odległość miałam podobny problem. Wprawdzie widzielismy się do
        > ść często (jak na praktycznie internetowy związek) bo co 2 miesiące i miiimo że
        > ja byłam oddana i wiernie zaciskałam zęby żeby nie zdradzić wszystko psu na bu
        > dę. :} Zdradził mnie 3 razy i bum. zerwał. A co do kobiet.. Na poczte to Ty moż
        > e nie idź, ale na bilarda z kumplem.. czemu nie?smile

        W moim przypadku nie chodziło nawet o zdrady (choć ręki nie dam sobie uciąć, czy
        byłem zdradzany), ale ciężko było - brak wolnego czasu by się spotykać, różne
        pretensje, niesnaski.
        Tak bywa w życiu.

        Co do klątwy - to utwierdzam się w tym przekonaniu z dnia na dzień.
        A za 10 lat (na 30 lecie obalenia komunizmu) będę zapewne bardziej zatwardziały
        w tym poglądzie
    • konrad.1979 Re: 22 latek, który jakoś nie miał szczęścia w mi 07.06.09, 10:00
      smile
      kolego zycie przed toba nie mow jak staruszek 22 lata to jeszcze
      niejedna panne zdazysz poznac, skoro kreujesz wizerunek znanej osoby
      wykreuj siebie, jesli kobiety wieja na twoj widok to:
      a. jest to przyczyna twojego zapachu
      b. nosisz niepasujacy badz smieszny element ubioru
      c. masz skany rozbierajace w oczach badz nieszczescie i smutek
      wypisany na twarzy.
      moze to smieszne ale jak mowisz ze tak jest to gdzies jest przyczyna
      co nie?
      wiec zamiast narzekac wez sie w garsc, wez sie za siebie i po prostu
      staraj sie byc blisko kobiet najpierw kolezanek potem zacznij
      wychodzic najpierw obserwuj sluchaj jak kobiety sa podrywane
      bedziesz mial ubaw i nauke potem powoli sprobuj kogos poznac na
      zwykle czesc jestem Adam i zacznij rozmawiac jedna odprawi znajdzie
      sie druga, kosze to nic strasznego, i w ten sposob sie nauczysz, a
      jak preferujesz on-line bogactwo kobiet na forach czatach i
      portalach czeka mistrzu na ciebie
      • samotnik87 Re: 22 latek, który jakoś nie miał szczęścia w mi 08.06.09, 17:49
        konrad.1979 napisał:

        > smile
        > kolego zycie przed toba nie mow jak staruszek 22 lata to jeszcze
        > niejedna panne zdazysz poznac, skoro kreujesz wizerunek znanej osoby

        Kreowanie tej osoby jest bardzo proste. Ja sam siebie - niestety nie potrafię,
        mimo, że mam szereg mocnych stron, to jednak coś jest we mnie takiego, co nie
        pozwala przekroczyć pewnej granicy...

        > wykreuj siebie, jesli kobiety wieja na twoj widok to:
        > a. jest to przyczyna twojego zapachu
        > b. nosisz niepasujacy badz smieszny element ubioru
        > c. masz skany rozbierajace w oczach badz nieszczescie i smutek
        > wypisany na twarzy.

        Cóż, może nie wieją na mój widok - ale nie ma żadnej euforii, błysku, blasku w oku.
        Nie jest to ani a, b i c. Jestem zwykłym szarym człowieczkiem.

        > moze to smieszne ale jak mowisz ze tak jest to gdzies jest przyczyna
        > co nie?
        > wiec zamiast narzekac wez sie w garsc, wez sie za siebie i po prostu
        > staraj sie byc blisko kobiet najpierw kolezanek potem zacznij
        > wychodzic najpierw obserwuj sluchaj jak kobiety sa podrywane
        > bedziesz mial ubaw i nauke potem powoli sprobuj kogos poznac na
        > zwykle czesc jestem Adam i zacznij rozmawiac jedna odprawi znajdzie
        > sie druga, kosze to nic strasznego, i w ten sposob sie nauczysz, a
        > jak preferujesz on-line bogactwo kobiet na forach czatach i
        > portalach czeka mistrzu na ciebie

        Ty jesteś mistrzem on-line? Miło wiedzieć smile
        Uwierz mi, że rozmawiam - często są to miłe rozmowy, które potrafią podążać w
        dobrym kierunku, ale... Jest jakiś moment "nagłej śmierci", którego nie potrafię
        racjonalnie wytłumaczyć.
          • zuzuaa Re: 22 latek, który jakoś nie miał szczęścia w mi 08.06.09, 22:40
            wiem że może nie będę oryginalna i zabrzmi to banalnie ale kurcze ja mam takie
            wrażenie że ty po prostu wmówiłeś sobie kilka rzeczy i źle interpretujesz
            sygnały wysyłane do ciebie przez kobiety. Może obawiasz się relacji z drugą
            osobą i jest ci wygodnie z tą twoją "klątwą" nie ma miłości- nie ma cierpienia
            smile nie świadomie zachowujesz się w sposób nie naturalny dla ciebie przy
            kobitach. Może to jest twój taki mechanizm obronny. Ale w sumie to nie jestem
            psychologiem i dobrze się nie znamy więc nie mogę niczego stwierdzić na pewno
            winka może po prostu za dużo o tym wszystkim rozmyślasz i analizujesz. Widzisz tak
            jak z tymi studiami zamiast zagadać do nowej koleżanki to zastanawiasz się
            dlaczego rozmawia z twoim kolegom, który na dobrą sprawę jest od ciebie niższy.
            Musisz się trochę zdystansować do siebie i do całej tej historii z twoim pechem
            i klątwą.Nabierz wiatru w żagle i do dzieła. Wydaje mi się że jesteś kreatywny
            na pewno coś wymyślisz. A poza tym kobiety są różne jedne wolą niskich, drugie
            wysokich, puszystych czy szczupłych, żartownisiów czy nieśmiałych. Każda z nas
            jest inna i przy wyborze faceta kieruje się czymś innym. A przy pierwszym
            spotkaniu nie licz na błyski w oczach i jakąś tam chemie bo ja w to nie wierze.
            Albo ci się z kimś miło gada i pasujecie do siebie pod kilkoma bądź wieloma
            względami albo nie. A motylki w brzuchach itp. przychodzą później w miarę
            poznawania danej osoby kiedy to chcesz wiedzieć o niej więcej, słuchać więcej i
            przebywać z nią jak najdłużej i oczywiście kiedy zaczyna cię fascynować to jaka
            ona jest i to w jaki sposób wykonuje proste czynności. Daj sobie szanse bo
            wydaje mi się że na razie za dużo oczekujesz od siebie i od nowo poznanych
            kobiet.Nie na raz wszystko powoli, trochę cierpliwości. Nie wierze że taki
            uczuciowy facet nie znajdzie sobie kobiety, która to doceni.To nie prawda że
            wszystkie nas pociągają twardziele i rozrabiaki wink trzymam kciuki
              • konrad.1979 Re: 22 latek, który jakoś nie miał szczęścia w mi 09.06.09, 23:23
                samotnik87 napisał:

                > Co mogę napisać?
                > Rozmawiam, rozmawiam i jeszcze raz rozmawiam z kobietami - ale jest taki proble
                > m:
                >
                > - albo są zajęte, więc pozostaje znowu przyjaźń
                >
                > - albo nie pasuje im (najwyraźniej) wizualnie
                >
                > tu tkwi problem

                Problem to chyba tkwi w tobie samym Adamie.Każdy przecietny facet, niekoniecznie
                "super hero" "macho" itd jezeli jest zadbany, czysty uśmiechnięty, itd, jest w
                stanie znaleźć mnóstwo kobiet, gdzie tylko zechce. Nie stwarzaj sztucznych
                barier po prostu idź do przodu, rozmawiaj, poznawaj dziewczyny...Wystarczy
                zwyczajne "Cześć" i pare miłych słów na powitanie. One może oceniają niektóre
                wizualnie, ale zlituj się na Boga - nie kazda patrzy na twoje miesnie, tylko na
                to jaki Adamie jesteś, i pamiętaj że jak nie tu to tam, a nie dostałeś odprawę i
                już dramat - chuj z koszem idziesz dalej - wielkie mi halo
              • tapatik Re: 22 latek, który jakoś nie miał szczęścia w mi 15.06.09, 15:13
                samotnik87 napisał:

                > Co mogę napisać?
                > Rozmawiam, rozmawiam i jeszcze raz rozmawiam z kobietami - ale jest taki proble
                > m:
                >
                > - albo są zajęte, więc pozostaje znowu przyjaźń
                >
                > - albo nie pasuje im (najwyraźniej) wizualnie
                >
                > tu tkwi problem

                Pudło. Problem tkwi w głowie, nie w wyglądzie.
          • samotnik87 Re: Cos dla ciebie samotniku:) 09.06.09, 00:37
            konrad.1979 napisał:

            > www.dobryebook.pl/szkolenie-75.html?gclid=CObPtJqa-5oCFVIB4wodAXa2eQ

            wiesz... W takie poradniki nie wierzę. Czytałem wiele takich poradników (o
            różnej tematyce) i uwierz mi - skuteczność tego jest bardzo niska.
            • tapatik Re: Cos dla ciebie samotniku:) 09.06.09, 23:01
              samotnik87 napisał:

              > konrad.1979 napisał:
              >
              > > www.dobryebook.pl/szkolenie-75.html?gclid=CObPtJqa-5oCFVIB4wodAXa2eQ
              >
              > wiesz... W takie poradniki nie wierzę. Czytałem wiele takich
              > poradników (o różnej tematyce) i uwierz mi - skuteczność tego jest
              > bardzo niska.

              Oczywiście, że jest bardzo niska, jeśli sie je tylko czyta.
              Od przeczytania kodeksu drogowego nie staniesz się kierowcą.
              Wykonaj ćwiczenia zawarte w poradniku, a zobaczysz jak świat się zmienia. Na lepsze.
              • samotnik87 Re: Cos dla ciebie samotniku:) 10.06.09, 20:38
                tapatik napisał:

                > samotnik87 napisał:
                >
                > > konrad.1979 napisał:
                > >
                > > > www.dobryebook.pl/szkolenie-75.html?gclid=CObPtJqa-5oCFVIB4wodAXa2e
                > Q
                > >
                > > wiesz... W takie poradniki nie wierzę. Czytałem wiele takich
                > > poradników (o różnej tematyce) i uwierz mi - skuteczność tego jest
                > > bardzo niska.
                >
                > Oczywiście, że jest bardzo niska, jeśli sie je tylko czyta.
                > Od przeczytania kodeksu drogowego nie staniesz się kierowcą.
                > Wykonaj ćwiczenia zawarte w poradniku, a zobaczysz jak świat się zmienia. Na le
                > psze.

                Nie mam nadmiaru pieniędzy, aby kupować coś, co i tak nie będzie skuteczne.
                Umówmy się tak - kup mi ten poradnik - a jak mi pomoże to zwrócę Ci 200%
                wartości tej publikacji.
                Uczciwy człowiek jestem, więc się nie obawiaj oszustw z mojej strony.
    • niezauwazona Re: 22 latek, który jakoś nie miał szczęścia w mi 11.06.09, 15:50
      Jeszcze tylko jedna, ostatnia uwaga- bo widzę że nie masz najmniejszej ochoty ze
      mną dyskutować i wyciągnąć z tego coś dla siebie - może sięgasz za wysoko ? Może
      zwracasz uwagę tylko na bardzo piękne lub bardzo przebojowe kobiety ? Takie
      którą są duszą towarzystwa i takie o których to niejeden facet marzy. Być może
      tu leży problem, bo jeśli kobieta może mieć każdego to najpewniej wybierze
      najlepszego ;]
        • samotnik87 Re: 22 latek, który jakoś nie miał szczęścia w mi 11.06.09, 19:16
          niezauwazona napisała:

          > Wtedy ma się dwie możliwości: niżej postawić poprzeczkę dla potencjalnych
          > partnerek lub wyżej postawić poprzeczkę dla siebie...

          jakoś przeżyję w samotności i niech te "cuda" cieszą się tymi "idealnymi"
          mężczyznami. Tylko potem będę z wielką radością czytał posty, w których to jedna
          czy druga będzie pisała : "zostawił mnie dla innej, młodszej". Wtedy dopiero
          takie przebojowe kobiety będą szukać kogoś stabilniejszego. Tylko tacy jak ja -
          mam nadzieję, że będą takimi gardzić i traktować je tak, jak kobiety zarabiające
          przy drodze - nie mówię tutaj o babciach sprzedających grzyby czy truskawki
        • niezauwazona Re: 22 latek, który jakoś nie miał szczęścia w mi 13.06.09, 23:37
          tjaaa ;]
          A co jest złego w kobiecie pięknej, silnej i energetycznej która wie czego chce
          i pragnie kogoś kto by jej dotrzymywał kroku ? Pytanie retoryczne ;] Dobra
          zostawmy ten temat, bo skoro gardzisz takimi kobietami to wątpliwe żebyś je
          jednocześnie podrywał. Wróćmy do sedna sprawy.

          Otóż: "Wcześniej, jak i później próbowałem wiązać się z różnymi dziewczynami -
          ale niestety - coś nie wychodziło. Trudno jest mi to wytłumaczyć - dlaczego..."
          To może one umieją to wytłumaczyć ? Jeśli nadal -pomimo tego że wam nie wyszło-
          utrzymujesz z nimi jakiś kontakt i stać Cię na to, to je o to po prostu zapytaj.
          Nie, nie wprost bo się najpewniej jedna z drugą wymiga od odpowiedzi ;] ( pod
          warunkiem oczywiście że jest się od czego wymigiwać ) Ja tak przynajmniej
          zrobiłam kiedy były chłopak zapytał mnie co jest z nim nie tak, skoro każda
          dziewczyna z którą jest prędzej czy później go rzuca. Nie odpowiedziałam bo
          bałam się jego reakcji, bałam się ferowania jakiś ostatecznych sądów, po za tym
          miałam przeczucie że i tak to by go nijak nie zmieniło, tylko niepotrzebnie
          zraniło. Być może jeśli tak zwyczajnie zaprosisz jakąś swoją byłą sympatię do
          pubu, wypijecie razem kilka piw i zaczniecie wspominać "stare, dobre czasy" nie
          trzeba się będzie specjalnie gimnastykować żeby wydobyć od niej tą informację.
          Myślę, że wystarczy tylko odrobina kreatywności by sprowadzić rozmowę na
          właściwe tory. Jeśli nie masz odwagi na rozmowę w cztery oczy to możesz też
          napisać maila, długiego, szczerego....jeśli minęło wystarczając dużo czasu i
          dziewczyna/y zrozumie że to dla Ciebie ważna kwestia to powinna odpisać. Ja bym
          odpisała. Odpisywanie na maila jest w tym przypadku łatwiejsze dla obu stron:
          dziewczynom da czas na zastanowienie się nad odpowiedzią i ubranie ją w
          nieraniące słowa, Tobie oszczędzi podchodów. O ile nie widujecie się na co dzień
          i nie będziecie narażeni na swoje spojrzenia przez kilka następnych lat ( z
          racji posiadania tej samej paczki przyjaciół czy tego samego kierunku studiów )
          powinna odpisać. Powodzenia ! Powodzenia tym bardziej bo naprawdę zaczęło mnie
          zastanawiać o co chodzi ;] Bo na pewno nie (lub nie tylko) o wzrost i rysy twarzy.
            • aneczka22.1987 Re: 22 latek, który jakoś nie miał szczęścia w mi 15.06.09, 16:22
              Wiem co znaczy samotnym byc...Odtąd pamiętam zawsze byłam sama,wokół
              pełno par trzymających sie za ręce,idących razem na
              spacer,szykujących się na jakąś imprezę czy nawet siedzących w parku
              na ławce i patrzących sobie głęboko w oczy...Oj jak ja tak
              chciałam!!!Tak bardzo chciałam miec kogoś bliskiego!Dawac mu
              prezenty,witac całusem na dzień dobry,mówic tysiąc razy dziennie że
              go kocham...Minęła mi 20-stka i dalej byłam sama.Bardzo dojrzałam
              emocjonalnie i psychicznie,zaczęłam swoją pierwszą prace i stałam
              się odpowiedzialną osobą.Swoje marzenia kierowałam już bardziej pod
              kątem znalezienia męża niż jakiegoś przelotnego związku.Z resztą ja
              po prostu chciałam miec kogokolwiek!!!szukałam,chodziłam ale nic mi
              to nie dawało.Wpadłam trochę w złe towarzystwo i co mi było po tym??
              Doszłam do wniosku że nic na siłe!Samo musi przyjśc.Gdzieś tam jest
              moja druga połówka i też mnie nie może znaleśc.Więc zrobiłam coś co
              sprawiło że się spotkaliśmi!!!I jesteśmy już ze sobą prawie dwa lata!
              Jest naprawde cudownie!!!Na kogoś takiego czekałam.I naprawde warto
              było poczekac!Ten okres jest najlepszym czasem w moim życiu i nigdy
              nie czułam się tak szczęśliwa jak teraz!