Szpital w Dziekanowie Leśnym - pacjent to towar.

13.08.10, 22:02
Chcę się podzielić wrażeniami ze szpitala w Dziekanowie Leśnym, bo
widzę i czytam, że nie jestem jedyna, która ma zastrzeżenia co do
niego. Mój synek miał tam właśnie wycinane i przycinane migdałki.

Izba przyjęć - super wrażenie, sympatyczna uśmiechnięta Pani w
rejestracji, normalnie do rany przyłóż. Potem lekarz ekstra,
spokojny, uśmiechnięty, wszystko wytłumaczył mojemu synkowi, zwracał
się do niego jak do dorosłego i traktował wprost bombowo, niestety
lekarz był tylko internistą i był obecny tylko w izbie przyjęć.

Oddział - tutaj zaczyna się traktowanie pacjenta jak kawałek mięsa
przez większość personelu, NIE wszystkich, zdarzyło się może 5
pielęgniarek i chyba salowych uroczych, pomocnych i z podejściem do
dzieci jak do człowieka.

Pierwsza jest pielęgniarka, która gdy coś mi tłumaczy, a synek coś do
mnie mówi i ja mu potakuję, upomina mnie tonem nauczycielki "Czy Pani
mnie słucha?!", potem ta sama Pani twierdzi, że chłopcy nie płaczą i
każe mi zostać daleko od sali operacyjnej i sama chce odprowadzić
mojego syna do niej, okłamując Go "choć Pani da Ci picie", oczywiście
dostaję reprymendę za to, że chciałam odprowadzić syna. Szkoda, że
Pani nie zapytała się mnie wcześniej, czy np. syn wie, co Go czeka i
czy jest przygotowany do tego co mu się przydarzy. Nigdy nie okłamuję
mojego dziecka, uważam, że zmniejsza to jego stres związany z takimi
sytuacjami i uczy też od najmłodszych lat radzić sobie z trudnymi
momentami w życiu. Gdy okłamujemy swoje dzieci tracą do nas zaufanie
i już nigdy nigdzie ich nie zaciągniemy, bo będą węszyć w tym jakiś
podstęp, ale Pani woli iść na skróty przez życie, niech idzie, ale
nie kosztem mojego dziecka.

Następnie jest Pan doktor, który jest gdzieś po środku, do synka
zwraca się z sympatią, ale ironiczne słowo "mamusia" przeplata się
stale w jego wypowiedzi. Czyli, "najgorszy jest moment oderwania
dziecka od mamusi, większość dzieci idzie spokojnie do sali
operacyjnej, ale zdarza się, że mamusia..." wolne tłumaczenie - w tym
przeszkadza. Rozumiem, że są różne mamusie, ale my po prostu chcemy
wszystkiego co najlepsze dla naszych dzieci i wielka szkoda, że nie
możemy być przy dzieciach zaraz po ich obudzeniu, bardzo by to
złagodziło ich strach w wielkich specyficznych salach szpitalnych,
kiedy jeszcze budzą się z silnym bólem gardła. Może kiedyś będziemy
mogli się równać z innymi bardziej cywilizowanymi krajami.

Kolejna jest Pani anestezjolog - jestem bez synka na korytarzu, Pani
zgarnia mnie na rozmowę, mówię, że pójdę po synka, a tu pytanie "po
co?", czyli znowu im dziecko mniej wie, tym lepiej. Szkoda, że nie
mógł chociaż zobaczyć twarzy Pani anestezjolog i zamienić dwóch słów,
mogłaby chociaż usłyszeć jego imię, bo to ona właśnie prowadziła Go
do łóżka operacyjnego i na pewno byłoby mu raźniej gdyby już ją
wcześniej widział, skoro mamusi wstęp wzbroniony. Ale Pani nie ma
czasu, mówi na jednym wdechu i mrozi wzrokiem po każdym moim
dodatkowym pytaniu.

Pani doktor - bada synka tuż przed operacją, nie patrzy w oczy
pacjenta, krótko zwięźle i na temat, nie ma czasu nawet odpowiedzieć
czy to ona będzie dziś operować, bo oczywiście doskonale wie, że tak,
ale to mogłoby przysporzyć dodatkowe pytania, a to przecież kłopot.
Jej ulubione słowo to "następny". Po przeprowadzonych operacjach
szybko odjeżdża spod szpitala.

Jeżeli chodzi o operację wszystko poszło jak po maśle, ufff... Nie
było żadnych komplikacji, wyszliśmy o czasie, synek czuje się coraz
lepiej, jesteśmy już w domu, to jest oczywiście najważniejsze dla
mnie!!! Jeżeli chodzi o warunki to jestem bardzo zadowolona,
wykupiłam sobie łóżko, koszt jest naprawdę symboliczny 55 zł za dwie
doby, na miejscu bufet i sklep, super plac zabaw, zabawki, wszędzie
rysunki. Wyposażenie nowe, jedynie podejście stare, a szkoda szkoda
wielka. Cały szpital powinien się uczyć podejścia do człowieka od
Pana internisty, któremu składam pokłon do kostek.
Pozdrawiam wszystkie mamusiesmile

    • wisienka8317 Re: Szpital w Dziekanowie Leśnym - pacjent to tow 14.08.10, 18:04

Pełna wersja