abepe
18.12.09, 14:19
Ufffff, pierwszy raz mi się coś takiego zdarzyło. Właśnie zadzwoniła
do mnie moja babcia z księgarni (ma komórkę:). Chciała kupić
dzieciom książki. Gdy zaczęła wymieniać tytuły stanęły mi w oczach
wszystkie książki, które moje dzieci od babci dostały i zaczęłam
stanowczo, aczkolwiek delikatnie odradzać babci kupowanie dzieciom
książek. Zaproponowałam, ze może ja wybiore osobiście coś i kupię za
babcię. Ale babcia się uparła:)) Wpadło mi do głowy, żeby podeszła
do kasy i poprosiła o sprawdzenie, co mają z "Literatury" (bo ceny
mają dobre, co pewnie dla babci się liczy). Słyszę, jak babcia
pyta "czy mają coś państwo z literatury dziecięcej?". "Pełne półki"
odpowiada babka zza kasy. Więc ja krzyczę do
słuchawki "Wydawnictwo "Literatura"!!!". Znalazły "Telemacha w
dżinsach", "Aleksandra" "Gwizdki". Babcia sie rozłączyła:))
Trzymajcie kciuki z "Gwizdki" ("Aleksander" też moż być:)
Ufff...
Zdarzają Wam się takie sytuacje?
Jakie macie argumenty przeciw?
Ja usiłowałam wytłumaczyć, że mają dużo i może się coś powtórzyć, że
trzeba trafić w zainteresowania.
Babcia zabiła mnie tekstem "Chciałam Grzesiowi kupić taką książkę,
co daje do myślenia":)))))))))))))
Ale trzeba oddać babci sprawiedliwość - rok temu Grześ
dostał "Bajeczki z obrazkami". Za bardzo się nimi nie
zainteresował, ale mały chyba już do nich dorósł (to, co dostał
wtedy mały pominę milczeniem:)