kara13 06.03.10, 21:18 Moja corka zamecza nas prosbami - opowiedz mi historie o II wojnie swiatowej. Poniewaz juz nie mam pojecia co jej mowic. Czy sa jakies ksiazki o tej tematyce dla takich maluchów? Odpowiedz Link czytaj wygodnie posty
steffa Re: O wojnie dla pięciolatki 06.03.10, 21:30 "Kruszek i Jagusia" Poza tym jest seria Muchomora "Mały powstaniec" i "Halicz" Nie wiem tylko, czy już dla 5-latki. Odpowiedz Link
verdana Re: O wojnie dla pięciolatki 06.03.10, 23:06 Jesterm przeciw. Wojna w wydaniu dla pieciolatki jest albo fajna przygodą, albo horrorem - chyba pięciolatkowi niepotrzebnym. Chyba, ze ktoś uznaje, ze pieciolatek powinien sie zamartwiać. Ja bym w tym wypadku jednak poprzestała na opowiadaniach dostosowanych do wrazliwosci konkretnego dziecka. - Mops i kot img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg Odpowiedz Link
abepe Re: O wojnie dla pięciolatki 07.03.10, 00:03 Mam duży problem z tym tematem. Tak jak Verdana uważam, że wojnę dziecku można pokazać jako horror lub przygodę. Wolę pierwszą interpretację, ale nie chcę nią straszyć dzieci. "Kruszek i Jagusia" to maksimum tego, co dziecku w tym wieku jestem w stanie zaserwować. Odpowiedz Link
steffa Re: O wojnie dla pięciolatki 07.03.10, 10:52 Pierwszy raz rozmawiałam z synem o wojnie właśnie w okolicy piątych urodzin. W Warszawie jest mnóstwo okazji ku temu. Nasza nadarzyła się przy jednej z wielu tablic, upamiętniających zabitych. Odpowiedz Link
abepe Re: O wojnie dla pięciolatki 07.03.10, 14:56 steffa napisała: > Pierwszy raz rozmawiałam z synem o wojnie właśnie w okolicy piątych urodzin. W > Warszawie jest mnóstwo okazji ku temu. Nasza nadarzyła się przy jednej z wielu > tablic, upamiętniających zabitych. A gdzie takich miejsc nie ma? Jeździmy na spacery do pięknego piaśnickiego lasu, gdzie są masowe groby z 39 roku. Odpowiedz Link
verdana Re: O wojnie dla pięciolatki 07.03.10, 11:19 Dla mnie nawet Kruszek i Jagusia to za dużo. Po co? Odpowiedz Link
mamapodziomka Re: O wojnie dla pięciolatki 07.03.10, 12:35 Serdecznie nie znosze tego tematu, tym bardziej w polsko-niemieckiej rodzinie. Brrr... A jeszcze bardziej sie wilam tlumaczac dlaczego zbombardowano Kosciol Pamieci w Berlinie, no bo jak to ci dobrzy tak bombardowali?? Odpowiedz Link
abepe Re: O wojnie dla pięciolatki 07.03.10, 15:03 mamapodziomka napisała: > Serdecznie nie znosze tego tematu, tym bardziej w polsko- niemieckiej rodzinie. > Brrr... > A jeszcze bardziej sie wilam tlumaczac dlaczego zbombardowano Kosciol Pamieci w > Berlinie, no bo jak to ci dobrzy tak bombardowali?? Mamy dość spore problemy jako mieszkańcy okolic Gdańska. Tu dopiero jest zamieszanie. Niedawno słyszałam jak babcia wytłumaczyła wnuczce, że ten Gdańsk taki łysy, bo zbombardowali go Niemcy. Tłumaczenie w kategoriach "dorzy/źli" jest bardzo trudne. Poza tym - jak przekazać dziecku, że ludzie mogą być dla siebie tak okrutni? Dlatego na razie (gdy dzieci jeszcze małe) wolę poprzestać na twierdzeniu - w wojnie są głównie ofiary. Odpowiedz Link
abepe Re: O wojnie dla pięciolatki 07.03.10, 14:45 verdana napisała: > Dla mnie nawet Kruszek i Jagusia to za dużo. Po co? Bo dziecko pyta. Odpowiedz Link
verdana Re: O wojnie dla pięciolatki 08.03.10, 15:25 Pyta, to mozna odpowiedzieć. Kruszek i Jagusia są - wbrew pozorom - wyjątkowo okrutne, rysunki mogą sie snić po nicach. ja jestem dorosla, opowiesci wojennych slyszalam az nadto, a książkę kupilam, przeczytałam, oddałam do biblioteki i zapomniec nie mogę. Odpowiedz Link
abepe Re: O wojnie dla pięciolatki 09.03.10, 20:04 verdana napisała: > Pyta, to mozna odpowiedzieć. Kruszek i Jagusia są - wbrew pozorom - > wyjątkowo okrutne, rysunki mogą sie snić po nicach. ja jestem > dorosla, opowiesci wojennych slyszalam az nadto, a książkę kupilam, > przeczytałam, oddałam do biblioteki i zapomniec nie mogę. I pewnie właśnie o to chodziło, żeby pamiętac. W tej książce najważniejsze jest przesłanie, że wojna nigdy nie umiera i trzeba uważać, żeby jej nie obudzić. Może faktycznie to za straszne dla pięciolatki - takie niezrozumiałe, nieokreślone zagrożenie. Ale jak widzisz - dla wielu osób na forum temat nie jest na tyle trudny, żeby dziecko przed nim bronić. Właściwie o wojnach już naszemu sześciolatkowi czytaliśmy, ale to były wojny narnijskie, śródziemne- hobbicko-elfickie. Rzeczywistość baśniowa, chociaż często wcale nie jednoznacznie określająca kto jest dobry a kto zły. Czytanie o naszych, ludzkich wojnach jeszcze sobie odpuszczamy. Odpowiedz Link
steffa Re: O wojnie dla pięciolatki 08.03.10, 18:21 Lepiej opowiedzieć w domu, inaczej zrobi to mało wprawnym językiem dziadek lub babcia (jeśli dziecko pyta, to nie tylko nas). Pojęcie "dobrzy - źli" doskonale rozwiązuje kwestie wojny dla małego dziecka. Potem okazuje się, że podziały nie są takie proste. Ale od razu wyjeżdżać ze stwierdzeniem, że 'nic pewnego na tym świecie' - to dopiero wprowadzanie niepewności i zagrożenia. "Za moich czasów" temat wojny był maglowany na okrągło, mam zresztą niezłą traumę z tym związaną, jak się okazuje, w dzieciństwie śniły mi się bombardowania, strach i niemoc, w przedszkolu WSZYSCY rysowali krajobraz po bitwie. Ale nikt ze mną poważnie o problemie nie rozmawiał. Niedalej jak wczoraj zapewniałam syna, że w najbliższym czasie wojna w Polsce nie wybuchnie. Czyli problem go nurtuje, mimo że o wojnie na codzień nie rozmawiamy, filmów wojennych nie ogląda, nie czytał nawet 'Kruszka i Jagusi'. Odpowiedz Link
adota Re: O wojnie dla pięciolatki 09.03.10, 11:30 Ze mną rozmawiała o wojnie babcia. Od kiedy pamiętam. Na początku to były po prostu historie o tym jak się żyło, czego nie było, jak mieszkało, jak przenosiło z miejsca na miejsce. Walki były w tych opowieściach jakoś bardzo na marginesie (może dlatego, że babcia nie walczyła, tylko szykowała jedzenie partyzantom). To nie było traumatyczne. Kiedy pytałam czy Niemcy są źli, a Polacy dobrzy, babcia opowiadała mi historie o Niemcach, którzy zrobili coś dobrego dla nich, którzy nie wydali chociaż mogli, przeprowadzili przez front jak szła z lekarstwem dla dziecka, o takich zwykłych, młodych Niemcach, którzy nie chcieli być na wojnie, ale byli Niemcami więc musieli. O tym co było naprawdę koszmarne (o więzieniach, obozie, zabitych itp.) nie opowiadała jak byłam małym dzieckiem. A pierwszą wojenną książkę przeczytałam w szkole. To były "Dzieci Warszawy" o ukrywaniu żydowskiego chłopca, jeśli dobrze pamiętam. Pozdrawiam, adota Odpowiedz Link
alistar1 Re: O wojnie dla pięciolatki 09.03.10, 12:39 Mnie też wiele opowiadała babcia. Bardzo chętnie słuchaliśmy tych opowieści. Pamiętam że najbardziej poruszyła mnie opowieść o jednym z pierwszych nalotów, który babcia spędziła przy oknie tuląc w ramionach swojego pierworodnego. Długo nie mogłam tego zapomnieć. Były też opowieści o dobrych Niemcach i opowieści zabawne, o chociażby wspomnienie elegantek malujących sobie zimą na gołych łydkach czarne pionowe kreski:) 89-letnia siostra mojej babci, ostatnia żyjąca z trójki sióstr, do dziś wszystko pamięta. Odpowiedz Link
zuzannao Re: O wojnie dla pięciolatki 09.03.10, 15:33 Dlaczego język dziadka czy babci miałby być mniej wprawny niż nasz? Przecież to oni znają temat lepiej niż my - często sami wojnę pamiętają albo znają dobrze z opowieści "z pierwszej ręki". Dziadkowie mojego syna byli w czasie wojny dziećmi, ale ich świadectwo jest bezcenne, bo żadna książka nie odtworzy atmosfery tamtych czasów tak, jak relacja kogoś, kto sam je przeżył, a jest przy tym dla dziecka kimś wiarygodnym i bliskim. Odpowiedz Link
verdana Re: O wojnie dla pięciolatki 09.03.10, 21:03 No cóż, opowieści babci moich dzieci dla pięciolatki się nie nadają. Jeśli odtworzy atmosfere tamtych czasów, to dziecko będzie się nadawalo do leczenia - podobnie jak moja matka. Mam wrażenie, ze trzeba rozróżniać dwie rzeczy - tematy trudne dla dzieci i o nich trzeba jakos mowic i tematy nieodpowiednie. Prawdziwe okrucieństwo wojny to jest temat absolutnie nie dla dzieci. O wojnie mozna mowic, ale nie tak, aby pieciolatkowi sniła się po nocach. Odpowiedz Link
abepe Re: O wojnie dla pięciolatki 09.03.10, 21:30 verdana napisała: >> O wojnie mozna mowic, ale nie tak, aby pieciolatkowi sniła się po > nocach. Jak mówić, jak? Bo dla mnie ten temat jest koszmarny i nie umiem sobie jeszcze poukładać go w głowie. Np. historia babci Alistar o malowaniu pasków na nogach mnie raczej przeraża niż śmieszy. Odpowiedz Link
alistar1 Re: O wojnie dla pięciolatki 09.03.10, 22:03 Kreska na łydce miała imitować modny wówczas szew biegnący na pończoszce; odebrałam to jako dążenie kobiet do zachowania pozorów normalności w tamtych trudnych czasach (jak długo się dało). Nie wiem, czy wcześniej właściwie się wyraziłam. Odpowiedz Link
abepe Re: O wojnie dla pięciolatki 10.03.10, 10:20 alistar1 napisała: > Kreska na łydce miała imitować modny wówczas szew biegnący na > pończoszce; odebrałam to jako dążenie kobiet do zachowania pozorów > normalności w tamtych trudnych czasach (jak długo się dało). Nie > wiem, czy wcześniej właściwie się wyraziłam. Właściwie się wyraziłaś. To były rozpaczliwe próby zachowania normalności. W tych czasach ludzi się pobierali, chcieli mieć dzieci i normalnie żyć. I to jest dla mnie przerażające, że nie mieli innej możliwości. Czytam Wasze posty i widzę, że każdy musi znaleźc własną drogę do tego tematu. I chyba dużo zależy od tego, co wojna dla nas znaczy. Dla wielu z Was wojenne opowieści są elementem rodzinnej historii, ważnym wyznacznikiem budowania poczucia tożsamości. Ja patrzę na nią przez pryzmat teraźniejszości i przyszłości. Przeszłość jest dla mnie w tym momencie mniej ważna, może dlatego, że nie mamy już w rodzinie nikogo kto chciałby i mógł coś sensownego opowiedzieć. Mój brat szukając członków rodziny (nie znamy nikogo oprócz nas i naszych rodziców, kto nosiłby to samo nazwisko) natknął się na listę katyńską. To zabolało. Nie wiedziałam, że zginął tam brat dziadka. Nikt wcześniej o tym nie chciał opowiadać. Mój dziadek miał siedmioro rodzeństwa, żadne nie przeżyło wojen (urodził sie w 1903 roku). Chciałabym, żeby moje dzieci, choć zabrzmi to może podniośle, zamiast odwracać się za siebie starało się budować pokój. Zdanie mojej babci, że ten, kto nie służył w wojsku nie jest prawdziwym mężczyzną doprowadza mnie do wściekłości. Leży przede mną "Płacz generała. Eseje o wojnie" Janion. Kupiłam tę książkę z powodu fragmentu na okładce "Mlodzież, widząca pochody kombatantów wojny obwieszonych orderami(...) patrzy na to dziś z jakimś niesmakiem. Podświadomie czuje, że nie ma tu czego szukać. Czy oznacza to, że zostaje zakwestionowana tożsamość narodowa? Myślę, że nie. Ale starsi powinni się zastanowić nad tym, co robią dla idei tożsamości narodowej w oczach młodych ludzi." Ciekawa jestem co Maria Janion myśli o budowaniu tożsamości narodowej nie w oparciu o wojenne mity. Odpowiedz Link
adota Re: O wojnie dla pięciolatki 10.03.10, 10:32 Tu są ciekawe wywiady z Panią Janion: wyborcza.pl/1,75478,3374302.html wyborcza.pl/1,101285,6977769,Maria_Janion_o_poczatku_wojny__Kleska_jest_kleska.html A tu fragment, który nawiązuje trochę do naszej dyskusji: "Jedną z rzeczy, które mnie wyjątkowo już denerwują, jest figura małego powstańca. To jest coś przerażającego. Dziecko przebrane za żołnierza z karabinem. Życie ludzkie, nie w postaci parę razy podzielonej komórki, ale w postaci prawdziwego dziecka, mającego nawet niespełna dziesięć lat, przestaje być najwyższą wartością, kiedy indoktrynujemy takie dziecko, że nic na świecie nie ma wspanialszego niż udanie się na śmierć w powstaniu czy w ogóle gdziekolwiek na wojnie. Muzeum Powstania Warszawskiego takie rzeczy wyrabia z dziećmi, że śmierć całkowicie się odrealnia, staje się rodzajem wielkiej przygody. Tu konserwatyści mogą sobie podać ręce z producentami kultury masowej. Dotarcie do młodzieży i dzieci odbywa się właśnie za sprawą zamazania granicy między zabawą a traumatycznym doświadczeniem historycznym. Zdziecinnienie kombatantów i zmilitaryzowanie dzieci to powszechne zjawisko, zdecydowanie nieprzynoszące nam chluby. Zwłaszcza w XXI wieku. Muszę przyznać, że jestem tym dosyć załamana." adota Odpowiedz Link
abepe Re: O wojnie dla pięciolatki 10.03.10, 10:39 Dzięki, Adota. Wydawało mi się, że już coś Janion na ten temat czytałam! O małym powstańcu pamiętam. Odpowiedz Link
alistar1 Re: O wojnie dla pięciolatki 10.03.10, 10:47 No właśnie, to wielka sztuka rozmawiać z dziećmi poważnie, ale bez epatowania okrucieństwem, w sposób zrozumiały dla dziecięcego ucha, ale nie infantylny. I to nie tylko o wojnie. Odpowiedz Link
zuzannao Re: O wojnie dla pięciolatki 10.03.10, 10:47 To ciekawe, ale jestem przekonana, że ta kwestia odealnienia śmierci i traktowania wojny jako wielkiej przygody ma właśnie związek z tym, że się z dziećmi o tym nie rozmawia, i że mało o tym wiedzą.Takie dziecko pójdzie do Muzeum Powstania Warszawskiego i będzie widziało wojnę jako atrakcyjną rozrywkę, coś w rodzaju gry komputerowej. Dziecko przygotowane przez rodziców, mające wiedzę i znające temat z innych źródeł, zrozumie znacznie więcej. Wiem, bo takie mam doświadczenie z własnym dzieckiem. Odpowiedz Link
zf71 Re: O wojnie dla pięciolatki 10.03.10, 10:54 alistar1 napisała: > Kreska na łydce miała imitować modny wówczas szew biegnący na > pończoszce; odebrałam to jako dążenie kobiet do zachowania pozorów > normalności w tamtych trudnych czasach (jak długo się dało). Nie > wiem, czy wcześniej właściwie się wyraziłam. Wspaniała gra planszowa Farmer, którą zachwycamy się dzisiaj, powstała właśnie w czasie wojny, póbowano żyć normalnie. Odpowiedz Link
alistar1 Re: O wojnie dla pięciolatki 10.03.10, 11:01 Masz rację, to znakomity przykład. Moi dziadkowie za to namiętnie grali wtedy w karty:) Odpowiedz Link
zf71 Re: O wojnie ... 09.03.10, 22:27 Wychowałam się w domu w którym temat wojny był głęboko obecny, wojnę przeżyła moja mama (jako dziecko) i tata (jako młodzieniec). Sama w dzieciństwie wsłuchiwałam się w opowieści z tamtego okresu, przeżywałam to bardzo mocno, mama na pewno wiele rzeczy pomijała a jednak czasem trudno było mi spać. Potem kiedy chodziłam do szkoły wiele czytałam na ten temat, oglądałam filmy, temat wojny przeżywałam bardzo głęboko, chociaz nie odważyłam się pojechac do Oświęcimia. Dzisiaj sama unikam tego tematu w formie świadectw uczestników, bardziej analzuję tło historyczne, ciągłość zdarzeń, staram się inaczej do tego podchodzić. Zresztą przez wiele lat po wojnie była ona wciąż obecna bardzo głęboko w świadomości ludzi - żyli Ci, którzy stracili kogoś bliskiego, ci którzy ją widzieli. Nasze pokolenie już żyje innymi sprawami, nie czujemy tego tak głęboko albo wcale - bądźmy naprawdę szczęśliwi że żyjemy w takich czasach. (Chociaż one akurat przynoszą swoje, inne, bardzo okrutne i bezsensowne zbrodnie o których dopiero trudno rozmawiać z dziećmi). Czy nam się to podoba czy nie, historia wywiera na nasze życie wpływ i nie jestem zwolennikiem unikania jej, przemilczania, omijania. II wojna światowa była nie tak dawno, inne wielkie tragednie miały miejsce nieco dawniej ale ludzie cierpieli tak samo, tyle że to już tak odległy czas iż bardziej nam to obojętne, nie czujemy prawdziwej tragedii. A zatem skoro moje dziecko miało dziadków którzy byli prawdziwymi świadkami tego czasu, co nieco już wie. Czasami są to opowieści o życiu codziennym sprzed kilkudziesięciu lat, życiu trudnym, strasznym, bolesnym (moja mama ze swojego dzieciństwa zachowała tylko jedną fotografię przed rodzinnym domem (reszta spłonęła) - zdjęcie wielkości połowy dłoni, nawet nie bardzo widać na nim rysy twarzy - jakże niepojęte jest to dla dziecka dzisiaj, kiedy od chwili narodzin każdy jego krok jest dokumentowany zdjęciem). Moja córka sama pierwszy raz zetknęła się z tym w "mojej pierwszej encyklopedii laroussa - historia", zanim sama ją dokładnie obejrzałam ona przekartkowała - II wojna światowa jest tam na dwóch stronach, jest trójka żydowskich dzieci z uniesionymi rączakami pod eskortą żołnierzy, i kilka innych przejmujących - Mamo dlaczego?, dlaczego?, co robią te dzieci. To było kiedy miała 4 lata, sama nie wiedziałam jak zacząć. Od tego czasu kilka razy rozmawialiśmy o wojnie tej i wielu innych. O jej okrucieństwie i wszystkim co przynosi ze sobą. W wieku niemal 6 lat można już wiele zrozumieć. Ale każdy musi sam znaleźć drogę do przekazania choćby fragmentów historii. Ale nie szukam lektur na ten temat, kiedy nieco dorośnie sama znajdzie masę książek na ten temat, a dzisiaj wystarczy to co my sami przekażemy. Dla mnie to ważniejsze niż za przeproszeniem "książki o kupie". Odpowiedz Link
ash3 Re: O wojnie dla pięciolatki 09.03.10, 22:42 temat pojawił sie w naszych rozmowach wcześniej, gdy moja córka miala 3 lata. Przechodziłysmy obok pomnika. I tak od słowa do słowa... Mówiłam jej wtedy o tym, że miasto było zburzone. Że jej pradziadkowie przeżyli wojnę, ale musieli opuscic swoje domy i schronić się w bezpieczniejsze miejsce. Że nie można było pracować, że dzieci nie chodziły do szkoły, że nie mogly bawic sie na placach zabaw, że było trudno o jedzenie, a dorosli zostali wcieleni do wojska i często już nie wracali do swoich rodzin. Trudniej było z pomnikami getta, które są na trasie drogi do przedszkola. Mówię mniej więcej tak: pomniki są na pamiatkę tych ludzi, ktorzy zgineli w czasie wojny w tym miejscu w obronie swojej wolności, że kiedyś w tym miejscu był mur, miasto wewnątrz miasta, że żyli tu ludzie za tym murem. Uważam, że trzeba i tak zacząć od wyrobienia pojecia historii, przeszłości, czyli jak to było, gdy pradziadek był młodym czlowiekiem, a nie mogl wowczas chodzic do szkoly (uczyl sie na tajnych kompletach, ale tę informację zostawiam na razie). Odpowiadam na pytania dziecka, ale w taki sposob, by w ogole zrozumiala różnicę miedzy pokojem a wojną, stanem wojny. Trudno powiedzieć, czy jej nie przestraszam, mam nadzieję, ze nie. Odpowiedz Link
zuzannao Re: O wojnie dla pięciolatki 10.03.10, 09:21 U nas mówienie o wojnie zaczęło się podobnie - od miejsc, które się mija, od rozmów z dziadkami. Od zdjęć w albumie. Jednak wydaje mi się, że mówienie o wojnie tak, żeby nie przestraszyć, to nieporozumienie. Wojny trzeba się bać i dziecko powinno mieć świadomość, że jest to coś wyjątkowo strasznego. Nie chodzi o to, żeby wyliczać wszystkie zbrodnie i okrucieństwa, bo tego dziecko i tak nie zrozumie. Dlatego opowiadania dziadków wydają mi się takie cenne - bo, po pierwsze: jest to niezwykłe doświadczenie słuchać o historii z ust kogoś, kto ją przeżył. Nasze dzieci są ostatnim pokoleniem, które ma przywilej kontaktu ze świadkami.Po drugie: dziadkowie, którzy byli wtedy młodymi ludźmi, często dziećmi, opisują ten czas z własnej perspektywy, bez analizowania przyczyn i rachunków strat - często są to po prostu zapamiętane sceny, obrazy - pełne grozy, ale silnie przemawiające do emocji dziecka. Z tej perspektywy także podział na "dobrych" i "złych" jest całkowicie uzasadniony. Odpowiedz Link
ash3 Re: O wojnie dla pięciolatki 10.03.10, 09:26 Tak, ale chodzilo mi o to "przestraszanie" w wypadku trzylatki. Synek w wieku waszego to juz calkiem inna historia (zwlaszcza ze juz za chwilę pojawi się przedmiot historia na lekcjach w szkole). On po prostu ma chocby wieksza wiedze o swiecie i nie pomysli np. że wszyscy ludzie, ktorzy umarli, umarli wskutek wojny. Odpowiedz Link
adota Re: O wojnie dla pięciolatki 10.03.10, 09:41 Myślę, że rodzice wiedzą czego się spodziewać po swoich rodzicach, czyli dziadkach albo po pradziadkach i są w stanie mniej więcej przewidzieć co zostanie powiedziane. Są dziadkowie, którzy opowiedzą dziecku z wyczuciem coś o swoim dzieciństwie, latach młodości, a są tacy, którzy opowiedzą drastyczne szczegóły, dziecku niepotrzebne (dziadkowie znajomego, zabrali go na wycieczkę do Oświęcimia, kiedy miał 6 lat i zaproponowali, żeby sobie przeszedł pod barierką, która służyła do sprawdzania wzrostu i oddzielenia dzieci do pracy i dzieci do komory gazowej). Mój dziadek, a pradziadek mojego dziecka pod koniec życia wykazywał skłonność do wdawania się w koszmarne szczegóły, zupełnie nieodpowiednie dla kilkuletniego dziecka (prawnuczki), a wcześniej unikał tematu wojny jak ognia. Do słuchania takich opowieści nie dopuszczaliśmy. Ja opowiadam swojemu dziecku, to co zapamiętałam z opowiadań babci, ale to opowiadania bardziej o życiu w trudnych czasach, niż samych okrucieństwach wojny. Moje dziecko akurat jest wrażliwe bardzo na krzywdę innych, wszystko natychmiast odnosi do naszej rodziny i do siebie, więc wiem, że jakieś drastyczne (nawet przeciętnie drastyczne) szczegóły owocowałyby koszmarami. Jak będzie starsza, pokażę jej pamiętniki babci i innych członków rodziny, którzy sporo wycierpieli, ale myślę, że to jeszcze parę lat. Na razie najlepsze wydaje mi się opowiadanie (na prośbę lub pytanie dziecka), lepsze niż jakakolwiek książka. adota Odpowiedz Link
verdana Re: O wojnie dla pięciolatki 10.03.10, 16:06 Z wyczuciem - to znaczy bardzo czesto nieprawdziwie. Nie jestem pewna, czy to dobrze, aby dziecko słyszało przede wszystki w miare pogodne anegdotki. Cóż, mopi rodzice na szczęście bardzo rzadko mowili wnukom o wojnie. Ojcec nikomu nie mówi niemal nic, matka - owszem, ale potrafi się cenzurować. Oboje sa dziećmi Holocaustu. Żadna z ich opowiesci nie nadaje się dla pieciolatków. Odpowiedz Link
adota Re: O wojnie dla pięciolatki 10.03.10, 20:23 verdana napisała: > Z wyczuciem - to znaczy bardzo czesto nieprawdziwie. Nie jestem > pewna, czy to dobrze, aby dziecko słyszało przede wszystki w miare > pogodne anegdotki. Pisząc "z wyczuciem" miałam na myśli to, że nie opowiadają tego czego nie muszą, albo o co nie są pytani. Jak byłam bardzo mała, to rozumiałam przede wszystkim, że wojna była dla naszej rodziny czasem głodu i biedy (informacje o krewnych w obozach, więzieniach i zabitych we wczesnym dzieciństwie pomijano). Informacje, które otrzymywałam nie były pogodnymi anegdotami, ale nie wykraczały poza poziom, który potrafiłam jakoś przyswoić i przetrawić bez lęku. Mieszkaliśmy z babcią, więc siłą rzeczy kierowałam do niej pytania inspirowane codziennością. Na przykład: babcia: Łóżeczko, w którym spisz jest bardzo stare (było po starszych kuzynach) ja: A moja mama też w nim spała? babcia: Nie, nie aż tak stare ja: A moja mama miała takie samo? babcia: Nie, Twoja mama nie miała łóżeczka. ja: to w czym spała... i tu się zaczyna opowiadanie, w którym mowa o tym, że moja mama jako niemowlę spała w koszyku na ziemniaki, bo nie było łóżeczka, bo to było w czasie wojny...itd. Albo inny punkt wyjścia: babcia: Nie wolno kraść ja: A znasz kogoś kto coś ukradł? babcia: W czasie wojny, jak urodziła się Twoja mama nie mieliśmy mleka dla niej. Bałam się, że nie przeżyje bez mleka, więc wysyłałam starszych braci Twojej mamy, żeby podkradali się na pastwiska i doili po trochu napotkane krowy. Itd. W ten sam sposób dowiedziałam się o głodzie, o pożarach, o uciekaniu. Kiedy czegoś babcia nie chciała mi powiedzieć, mówiła po prostu, że o tym opowie jak będę starsza (jak zadawałam coraz to nowe pytania). Jako bardzo małe dziecko pytałam mamę o budynek więzienia, w którym spalono żywcem ludzi i w którym obecnie jest muzeum. Mama mi mówiła, że to jest miejsce, w którym Niemcy zabili w czasie wojny wiele osób. Nie mówiła o paleniu żywcem i tego typu szczegółach. Czy to uznać za nieprawdę? Własnie o czymś takim również powiedziałabym, że dawkowała mi informacje "z wyczuciem". Coś powiedzieć musiała, bo widywałam ten budynek przynajmniej raz w tygodniu, nie był celem zamierzonej wycieczki. Nie powiedziała nieprawdy, ale też zaoszczędziła mi szczegółów, które poznałam później. A pierwsze koszmary związane z wojną miałam w IV klasie. W książce do historii była opowiedziana historia obrony jakiegoś miasta albo wsi (chyba Głogowa) i tam za żywe tarcze służyły dzieci. To jest własnie taki rodzaj opowiadania, który uważam za nieodpowiedni dla dzieci. adota Odpowiedz Link
verdana Re: O wojnie dla pięciolatki 10.03.10, 16:02 Ależ nie - ludzie jak najbardziej pracowali, chodzili do szkoly, niewielka mniejszość uczyła się wyłącznie na kompletach - tego, czego w szkole nie było. Chodzono do kina (mimo wezwań do bojkotu), do teatrów, do kawiarni, dzieci bawiły się w parkach. Codzienne życie bylo o wiele bardziej zwyczajne, niż sobie to teraz ludzie wyobrażają. Wojna to nie był koniec codziennosci, tylko strach. Odpowiedz Link
adota Re: O wojnie dla pięciolatki 10.03.10, 10:04 > Poniewaz juz nie mam pojecia co jej mowic. Czy sa jakies > ksiazki o tej tematyce dla takich maluchów? Może to co przeczytasz Ty sama w książkach dla starszych dzieci, przerób na odpowiednie opowiadanie i opowiedz, nie pokazując książki? A wiesz skąd jej się wzięła taka potrzeba rozmów o II wojnie światowej? adota Odpowiedz Link
steffa Re: O wojnie dla pięciolatki 10.03.10, 22:21 Dziadkowie jako świadkowie są "bardzo cennym materiałem", ale potrafią też coś wypalić, co niekoniecznie nadaje się dla malucha. I o to właśnie mi chodziło. Nie każdy ma wyczucie. Bardzo dużo wątków się tu przewinęło i mam lekki chaos, ale może jakoś z tego wybrnę. Przede wszystkim poruszył mnie wątek małego powstańca. Przypomniało mi się, że ja tez chciałam zginąć za Polskę. W dzieciństwie było to dla mnie naturalne. Nie dlatego, że wojna była dla odrealnioną przeszłością - wręcz przeciwnie - karmiona filmami o niej, opowieściami i żywymi pomnikami (a także tymi z kamienia) byłam przekonana, że jest ona tuż tuż. Zasypiałam u babci, obserwując cienie na suficie ze strachem, że wojna zaraz wybuchnie. Śniły mi się naloty i wszechogarniający strach przed niemożnością ucieczki. Potem doszedł do tego wyścig zbrojeń lat 80 i zagrożenie wojną atomową - fikcyjne bądź realne - nie wiadomo. No i film 'the Day After' na deser. Był 86 rok. Poświęcenie życia dla ojczyzny wydawało się być tak naturalne. Kolumbów już w liceum czytaliśmy z wypiekami na twarzy. Czyli nie chodzi o to, że dzieci teraz uważają wojnę za część gry i świetnej zabawy. Owszem, każdy bawił się w wojnę, ale nie dlatego, że sam temat był 'zabawny'. Każdy w przedszkolu rysował naloty i pożogę wojenną. "Zabawne", nie? Dlatego nie bałabym się, że dzisiejsze dzieci odbiorą "wojenkę" jako frywolny temat do fantazjowania. W każdym razie nie unikniemy rozmów o wojnie i nie powinniśmy. Pamięć o jej okropieństwie musi przetrwać, żeby (i tu naiwnie napiszę jednak) nie było powtórki w przyszłości. PS. Przez ostatnie lata temat wojenny przykryły w mojej głowie inne rzeczy. To, że jednak cały czas on tam jest, uświadomiłam sobie podczas przypadkowego seansu "Jutro idziemy do kina". Jest tam scena, gdy para młodych stoi objęta na skąpanej w słońcu plaży (ostatnie dni lata 39 roku) i nagle dostrzega ciemną plamę - jak szarańcza zbliża się dywan niemieckich samolotów. Skóra mi scierpła na grzbiecie i poczułam się jak karaluch, którego za chwilę zmiotą. Odpowiedz Link
alistar1 Re: O wojnie dla pięciolatki 10.03.10, 12:47 Nie wiem, co czuli ludzie uwikłani w wojnę, co czuli wtedy, bo pewnie dziś tamte uczucia, lęki mają inny wymiar, w pewien sposób zbladły, stały się już wspomnieniem (nieprzypadkowo mówi się chyba, że czas leczy rany). Chociaż czy wojnę można zapomnieć? Myślę, że ludzie w zwykłej reakcji obronnej próbowali żyć normalnie, jak długo się dało. Grali w karty, spotykali się ze sobą, pisali książki, wystawiali sztuki, bo pewnie pozwalało im to nie zwariować. Niektórzy udawali, że wojna to nic strasznego, że to tylko zabawa (znakomicie pokazuje to fim z Roberto Benignim Życie jest piękne, gdzie bohater pokazuje swojemu synkowi wojnę jako zabawę, właśnie po to, by uratować to, co w dziecku jeszcze uratować można). Ale w końcu o to chodziło, by wszystko przetrzymać i kiedyś znowu żyć normalnie. I wierzę, że jeśli ludzie w czasie wojny znajdowali taką swoją normalność, to miało to niezwykłą wartość. Odpowiedz Link
abepe Re: O wojnie dla pięciolatki 10.03.10, 13:04 Nadal mamy wojny i ludzi w nie uwikłanych. O tym trzeba pamiętać. "Nasze" wojny już za nami, ale czy możemy zrobić coś, żeby oni nie musieli szukać normalności w nienormalnej sytuacji. Odpowiedz Link
kara13 Re: O wojnie dla pięciolatki 11.04.10, 18:31 Narazie czytam - Dziadek i Niedźwiadek Łukasz Wierzbicki Odpowiedz Link
fabryka.ntka Re: O wojnie dla pięciolatki 27.05.10, 15:34 Godna uwagi ksiąźka: Walizka Hany Pozwolę sobie, zamiast własnej opinii, wrzucić link do bloga: poczytajmi.blox.pl/2006/03/Walizka-Hany.html Odpowiedz Link
uccello Re: Wyjasnienie: nie mój to blog, naturalnei /nt 27.05.10, 17:21 Hmmm, nic by nie było złego gdybyś dała link do swojego bloga. O to chodzi przecież, żeby dzielić się opiniami, czy informacjami o rzeczach które nas interesują ,czy zachwycają. Ba, nic wtym złego , kiedy autor poleca własną książkę. Obciachem jest jednynie, kiedy udaje się zachwyconego czytelnika własnej twórczości artystycznej, czy wydawniczej. A w rozmowie z dzieckiem o wojnie, najtrudniejsze jest nie tylko mówienie o tym jaki człowiek potrafi(ł) być zły i okrutny, ale zburzenie w dziecku poczucia pewności, że my opiekunowie - dorośli możemy wszystko, jesteśmy silni, mądrzy i się nie boimy wcale. Utrata tej wiary, tego poczucia bezpieczeństwa to często koniec dzieciństwa. Odpowiedz Link
fabryka.ntka Re: Wyjasnienie: nie mój to blog, naturalnei /nt 27.05.10, 18:53 Wyjaśnienie pisałam, bo miałam wrażenie, że moja pierwsza wypowiedź mogła zasugerować, że to mój blog. :-) Temat wojny jest trudny. Podobnie jak temat śmierci w ogóle. Książka o Hanie daje nadzieję, że mimo wszytko "..." W naszym życiu najpierw pojawiła się śmierć bliskiej osoby, daleko później temat wojny. Czy te kwestie zachwiały poczuciem bezpieczeństwa. W pewnym stopniu tak. Czy zakończyło dzieciństwo - gotowa jestem zaprzeczyć. Odpowiedz Link
bea-sjf Re: O wojnie dla pięciolatki 18.10.10, 17:53 Wyciągam ten wątek dla przypomnienia dyskusji, ale też i z powodu nowej ksiązki "Czy wojna jest dla dziewczyn": czytelnia.onet.pl/0,50319,0,0,0,czy_wojna_jest_dla_dziewczyn,nowosci.html Odpowiedz Link
abepe Re: O wojnie dla pięciolatki 18.10.10, 19:12 bea-sjf napisała: > Wyciągam ten wątek dla przypomnienia dyskusji, ale też i z powodu nowej ksiązki > "Czy wojna jest dla dziewczyn": Dziękuję za linka!!! Poszukam i chętnie przeczytam. Dziś przeczytałam (sobie) "Walizkę Hany" i to jest książka o wojnie (ale nie o bitwach, tylko o holokauście), którą mogę szczerze polecić (od 10 lat?). Odpowiedz Link
bea-sjf Re: O wojnie dla pięciolatki 08.11.10, 16:46 "Walizka Hany" to była wazna książka dla mojej córki, gdy ją czytała miała jakies 11-12 lat. Znalazłam kolejny tytuł , Szlemiel Podoba mi sie pomysł psiego bohatera (bo mój 10-latek wciąż jest fanem psów wszelakich). Ktoś juz przeczytał? Odpowiedz Link
abepe Re: O wojnie dla pięciolatki 08.11.10, 16:51 Kochana, nie słuchacie "Alfabetu"!!! "Szlemiel" jest tam do wygrania. Ja się zgłosiłam:)) Odpowiedz Link
bea-sjf Re: O wojnie dla pięciolatki 08.11.10, 17:31 Czasami zdarza się nam słuchać- "Tsatsikiego" wygrałam:) Czyli "Szlemiel" do kupienia:) Odpowiedz Link
abepe Re: O wojnie dla pięciolatki 08.11.10, 18:17 bea-sjf napisała: > Czasami zdarza się nam słuchać- "Tsatsikiego" wygrałam:) > Czyli "Szlemiel" do kupienia:) Jeszcze chyba nie było losowania, zgłaszaj się :)) Odpowiedz Link
gopio1 Re: O wojnie dla pięciolatki 16.11.10, 13:09 Apropos książki - dziś w Muzeum Powstania Warszawskiego odbędzie się spotkanie dyskusyjne "Jak rozmawiać z dziećmi o wojnie". Troche późno linkuję, ale może to nie będzie spotkanie jednorazowe. warszawa.miastodzieci.pl/wydarzenia/1:/42827:jak-rozmawiac-z-dziecmi-o-wojnie Odpowiedz Link
anna_mrozi Re: O wojnie dla pięciolatki 16.11.10, 14:21 Spotkanie, o nieco innym charakterze: www.facebook.com/photo.php?fbid=153330231378396&set=a.117952264916193.7605.117944558250297 A książka Beręsowicza - poruszająca. Bez zadęcia, operowania stereotypami, z odrobiną humoru. Wojna widziana oczami kilkulatki (w książce Ela, główna bohaterka ma 9 lat), pozwala nawet pięciolatkom poczuć - "dotknąć" czym ona (wojna) jest... Więcej napisałam w recenzji na blogu Odpowiedz Link
violik "Czy wojna jest dla dziewczyn?" 18.11.10, 10:49 "Czy wojna jest dla dziewczyn?" Historia małej Elki, którą pewnego dnia zaskoczyła II wojna światowa i bardzo popsuła jej dzieciństwo. Piaskowe kulki zamieniły się w groźne bomby, tatę wezwały ważne sprawy i w ogóle nie chciały wypuścić, a mama-lekarka to już naprawdę prawie nie mogła wyjść z pracy. Elka uczy się uważać na słowa. Radzić sobie, nie beczeć. I nawet robić opatrunki! I dochowywać najprzeogromniejszych tajemnic. Chociaż wolałaby te małe, te kolorowe, dziecięce. Wzruszająca literatura faktu dla najmłodszych wydana w koedycji z Muzeum Powstania Warszawskiego. wiek 6+ oprawa twarda 48 stron 17,90 zł Wydawnictwo Literatura miastodzieci.pl/wydarzenia/1:/42415:czy-wojna-jest-dla-dziewczyn Odpowiedz Link
anndelumester Re: "Czy wojna jest dla dziewczyn?" 05.04.11, 13:35 Jestem na świeżo po MPW - przełamałam się i zabrałam syna. I jestem jeszcze bardziej na nie (w kontekście dzieci i wojna), a zdanie mam podobne do zdania Verdany - że albo o wojnie w konwencji zabawy i przygody, albo się dziecku w głowie pop.... zupełnie. Mały chłopiec poprzebierany za żołnierza z prawdziwą bronią, konkurs dla dzieci z pytaniami od których włos staje na głowie (podaj trzy miejsca w których dzieci pomagały w Powstaniu, co byś napisał w liście Harcerskiej Poczyty Polowej itd.) czyste kanały po których można "się przejść". Dla dzieci zdecydowanie jest lepsze Centrum Kopernik. Odpowiedz Link
chaber69 Re: "Czy wojna jest dla dziewczyn?" 06.04.11, 11:47 Kiedy byłam małą dziewczynką, taką właśnie 5-6-7 - letnią, moja babcia wielokrotnie opowiadała mi o wojnie, którą spędziła na Kielecczyźnie u wujostwa, które prowadziło czy miało młyn. Kuzyn był w partyzantce i zginął podczas walk. Opowiadało m. in o dokarmianiu partyzantów, Niemcach, którzy chcieli żyć i dawali żyć innym i o strachu przed nadchodzącymi wojskami ze wschodu. Babcia oszczędzała mi drastycznych szczegółów. Z kolei dziadek brał udział w bitwie nad Bzurą, potem siedział w stalagu, potem z kolei był na przymusowych robotach w Niemczech, ale nigdy o tym nie mówił. Ale ponieważ jako dziecko miałam szczególną cechę - a mianowicie wolałam czytać książki wypożyczane dla babci niż dla siebie - dość szybko natrafiłam na te traktujące o wojnie i okupacji. Pamiętam np. "Za murami Monte" (piorunujące wrażenie), ale też jakieś radzieckie powieści wspomnieniowe. Zmierzam do tego, że jakoś inaczej patrzyłam na swoją córkę, kiedy była młodsza. Ona pytała, ja odpowiadałam. A ponieważ z racji zainteresowań i wykształcenia w domu zawsze były książki historyczne, a o II wojnie w szczególności, bo siedzę w tym niezmiennie od lat wielu, to i zaglądała sobie, gdzie chciała. Jeśli chciała wyjaśnień - wyjaśniałam, jeśli pytała - odpowiadałam. Ale Liwia to przypadek szczególny, bo np. wieczorami pytała mnie o czym dziś czytałam i tu miała miejsce opowieść np. o Bazylim Bułgarobójcy czy krwawych rozgrywkach na dworze carskim. Po latach okazuje się, że bardzo wiele z tego pamięta (były też bardziej neutralne kawałki np. o dynastiach polskich) i jak twierdzi nie miała z tego powodu żadnej traumy czy lęków. Potem czytała sama np. "Walizkę Hanny". Teraz ma lat prawie 16 i chce zrozumieć kwestię stosunku Polaków do Żydów podczas wojny. Z innej działki - jedyne co jest dla niej traumą z dzieciństwa to "Zegarmistrz światła" - mówi, że nie znosiła tego utworu i miała po nim koszmary, ale dość późno mi o tym powiedziała, a ja Woźniaka puszczałam często i do tej pory jak słyszy w radio czy w tv to przełącza. Odpowiedz Link
mamalilki Re: "Czy wojna jest dla dziewczyn?" 13.04.11, 11:30 Bardzo ciekawa rozmowa i sam temat. Polecam zapis debaty z udziałem Pawła Beręsewicza i innych osób, przeprowadzonej w Muzeum Powstania. www.1944.pl/img/mainImages/file/MPW_jak%20rozmawia%C4%87%20z%20dziecmi%20o%20wojnie_16_11_10.pdf Ciekawa jestem Waszych opinii. Sama mam nieustający dylemat, na razie zajmowałam się z dziewczynami tylko rycerstwem. Bawić się w strzelanie nie pozwalam. Jedyna historia jaką znają, to o tym, jak to było, kiedy urodziła się babcia (20.08.44 w Warszawie), jak piła mleko od kozy, podróżowała zawinięta w koc i gdyby nie dobrzy ludzie (do dziś mamy z ich wnukami kontakt) to prababcia i babcia umarłyby z głodu. Odpowiedz Link
abepe Re: "Czy wojna jest dla dziewczyn?" 07.08.11, 00:29 Przeczytałam Beręsewicza z prawie ośmiolatkiem. Najpierw kilka stron czytałam ja, potem zostawiłam go z lekturą. Ale przyszedł z nią do mnie, powiedział, że nie może jej sam czytać, bo chce mu się płakać. Moje obecność była potrzebna, żeby mógł się zmierzyć z tematem. Był wyraźnie wstrząśnięty. Nasza późniejsza rozmowa potoczyła się w kilku kierunkach. Zahaczyła także o rejony religii - dlaczego Jezus, który był Żydem pozwolił na Oświęcim?(jakże typowy dla dziecka egocentryzm, podkreślanie wagi identyfikacji ze "swoimi" ). Może Verdana ma rację i wprowadzanie takich tematów będzie początkiem końca dzieciństwa? Odpowiedz Link
abepe Re: "Czy wojna jest dla dziewczyn?" 07.08.11, 00:32 Aha, na dobranoc przeczytał książkę jeszcze raz sam. Widocznie musiał jeszcze ją przetrawić, już bez mojego pośrednictwa. Przypomniał sobie, że czytał już jedną książkę o wojnie - "Kruszka i Jagusię". Nie wiem czy powinnam teraz podać mu następną książkę na ten temat. Poczekam na jego decyzję. Mamy duży wybór w bibliotece. Odpowiedz Link
abepe Re: "Czy wojna jest dla dziewczyn?" 08.08.11, 15:53 Syn wrócił do Beręsewicza jeszcze raz. A wczoraj, gdy goszczący u nas znajomi poprosili go o pożyczenie ich córce książki na dobranoc. "I może być straszna, bo ona takie lubi" - od razu wręczył im "Czy wojna jest dla dziewczyn i powiedział, żeby koniecznie przeczytali jej ostatnią stronę. Myślę, że wymienienie z nazwiska na końcu wszystkich osób, które zginęły - zrobiło na nim piorunujące wrażenie. Na pewno większe niż informacja o milionach zabitych. Odpowiedz Link
kavakava Re: O wojnie dla pięciolatki 19.04.11, 21:08 "Kruszek i Jagusia" dostępne jeszcze w cudanakiju. Jak widać temat trudny, nie schodzi jak ciepłe bułeczki. www.cudanakiju.eu/Kruszek_i_Jagusia__t767.html Kupiłam w ciemno na zapas. Pewnie młody prędzej czy później zacznie pytać. W zeszłorocznym rymsie, którego dopiero odkryłam jest sporo na temat patriotyzmu i heroizmu, czyli pasujące do tematu jak nie przedstawiać wojny jako wielkiej przygody. ryms.pl/archiwum_szczegoly/200/index.html Odpowiedz Link
anna_mrozi Re: O wojnie dla pięciolatki 20.04.11, 11:19 Ja kupiłam niedawno na allegro. Na zapas :) (kilka sztuk) "Kruszek i Jagusia" to chyba raczej subtelne potraktowanie tematu... Odpowiedz Link
zefi-rynna Re: "Asiunia" Joanny Papuzińskiej 15.05.11, 13:02 Nowość, przyniosłam z Targów. Ciekawa jestem, co myślicie. Wojna oczami pięciolatki - nie wygląda jak atrakcyjna gra komputerowa, nie opowiada o okrucieństwach ale o codzienności. Może nawet dla współczesnych dzieciaków zbyt wyważona. Prosta. Ja jestem zachwycona ilustracjami Szymanowicza. Bardzo mi tę książkę dobudowują. Odpowiedz Link
steffa Re: "Asiunia" oraz Ungerer 15.05.11, 18:02 "Asiuni" niestety nie widziałam, ale nowego Ungerera owszem. "Otto. Autobiografia pluszowego misia". BARDZO mocne. Szczególnie właśnie w zestawieniu z obrazem. Odpowiedz Link
abepe Re: "Asiunia" oraz Ungerer 15.05.11, 18:11 steffa napisała: > "Asiuni" niestety nie widziałam, ale nowego Ungerera owszem. "Otto. Autobiograf > ia pluszowego misia". BARDZO mocne. Szczególnie właśnie w zestawieniu z obraz > em. Ale masz go? Będziesz opisywać? Odpowiedz Link
gopio1 Otto. Autobiografia pluszowego misia 15.05.11, 21:07 Właśnie uruchomiłam wyszukiwarkę w poszukiwaniu Otta. To może tylko zacytuję: "Otto to pluszowy miś, który opowiada nam wzruszającą historię swojego życia - pełnego zabawnych, ale i tragicznych zdarzeń. Otto należy do Dawida, żydowskiego chłopca mieszkającego w niemieckim miasteczku. Podczas jednej ze szczęśliwych zabaw chłopców z misiem, idyllę brutalnie przerywają zmiany polityczne. W tej niezwykłej opowieści o pluszowym niedźwiadku, której osnową jest II wojna światowa i Holokaust, Tomi Ungerer znów wraca do najistotniejszych dla niego tematów: różnic, jakie dzielą ludzi, wojny, przemocy społecznej. W historii misia bardzo ważne są także kwestie tolerancji, przyjaźni, a także ocalającej mocy pamięci." I zalinkuję do Merlina, gdzie można zajrzeć do środka: merlin.pl/Otto-Autobiografia-pluszowego-misia_Tomi-Ungerer/browse/product/1,900479.html PS. Sugerowany wiek czytelnika +7 Odpowiedz Link
abepe Re: Otto. Autobiografia pluszowego misia 15.05.11, 22:38 Och, te nowe Ungerery strasznie pociągająco wyglądają! Odpowiedz Link
steffa Re: Otto. Autobiografia pluszowego misia 15.05.11, 22:47 Tak, są PIĘKNIE wydane. Szlachetnie, bym rzekła. Do tego duży format i zaokrąglone rogi. Cacuszko. Otta pokażę wkrótce, ale warto zobaczyć ten klip z Ungererem, który zalinkowałam na FB na profilu Znak Zorro (przepraszam, nie mam go teraz 'pod ręką'), tam widać trochę z Otta. Ilustracja z misiem przeszywanym kulą to coś co na długo zapada w pamięć. Dlatego, mimo żem postępowa, Otta muszę skryć przed 'niecałą trzylatką'. Odpowiedz Link
alistar1 Re: Otto. Autobiografia pluszowego misia 30.07.11, 22:47 Jesteśmy po lekturze "Asiuni" i "Otta", a wcześniej "Kruszka i Jagusi". "Kruszek i Jagusia" to subtelna, niepozorna książka. Jednak w trakcie lektury ciśnie się ze strony dziecka wiele pytań. "Co to znaczy być po drugiej stronie?" zapytała moja siedmiolatka. Książka pokazuje, jak wiele zmian przynosi wojna, głównie w codziennym życiu i w najbliższym otoczeniu. Dzieci nie mogą się już razem bawić, jak dotąd, dzieli je coś więcej niż strumyczek, przez który można sobie przeskoczyć. Tata idzie na wojnę i wraca odmieniony, także fizycznie, bo bez nogi. Książka jest utrzymana w pastelach, w ciepłych, miękkich kolorach, przez co nie szokuje, dzieci jednak szybko wyłapują jej sens. "Asiunia", może przez użycie pierwszej osoby, jest cudownie osobista. To tak, jakby pani Joanna usiadła z nami, przy dobrej herbacie i opowiadała, jak to wtedy było. Osobisty, ciepły ton tej opowieści to duży walor książki. To samo wrażenie odniosłam już po "Darowanych kreskach". Moja córka otwierała szeroko oczy, kiedy czytałyśmy, jak ciężko było dzieciom podczas wojny, jak bardzo musiały być dzielne, bo przecież rozdzielały się rodziny, przestawały istnieć domy, przestawało się posiadać cokolwiek; jak lokowano dzieci po dobrych ludziach, by je ocalić. Dla mnie to także opowieść o silnych więzach rodzinnych, o tej babci, która w końcu pozbierała swoje wnuki i nie poddawała się, znajdując w sobie wiele siły i hartu ducha, by przeżyć wraz ze znajdującymi się pod jej opieką dziećmi. Współczesne dzieci zdumiewać będzie fakt, że często nie było jedzenia i jednocześnie nie było na nie pieniędzy, że jadło się cokolwiek, aby przeżyć. A jednocześnie ludzie potrafili dzielić się i wykrzesać z siebie wiele inicjatywy, przede wszystkim zaś nie poddawać się, mimo wszystko. Książka kończy się pozytywnym, wzruszającym akcentem, rodziny znowu się scalają (choć nie wszyscy domownicy wracają), a każda wojna kiedyś się kończy, życie wraca do normalności. Piękna książka, do której na pewno będziemy wracały. I na koniec "Otto", rzeczywiście mocny w sensie ilustracji (zwłoki żołnierzy, całość szokująca jednak). Ale jednocześnie odnalazłyśmy w tej historii coś pozytywnego dla nas, coś dobrego, co niesie życie, a co wyraża tutaj los krążącej po świecie zabawki, poplamionego od atramentu misia, świadka wydarzeń, przyjaciela dzieci, niemego bohatera. Historia misia Otta, który po przebyciu długiej drogi wraca do swojego właściciela, zostaje odnaleziony i rozpoznany, wydaje się nieprawdopodobna. Moje dzieci po lekturze wygrzebały szybko nasze stare misie i jeszcze mocniej przytuliły swoje:) Niebawem "Dym". Tu mam obawy, czy podsuwać dzieciom, zobaczymy. Odpowiedz Link
abepe Re: 31.07.11, 02:06 Alistar - dzięki za przybliżenie "Asiuni" i "Otta". Mój mąż po lekturze "Kruszka i Jagusi" był lekko wstrząśnięty - nie samym tematem, ale tym, że wydawało mu się, że znalazł na półce odpowiednią książkę na dobranoc dla trzylatka a w trakcie czytania książka okazała się taka poważna. Trzylatek jednak chyba nie przeżył szoku, jakoś się tematem nie przejął. U nas na powrót prawie ośmiolatka czeka "Czy wojna jest dla dziewczyn?". A '"Dym" z założenia chyba nie jest dla dzieci? Bardziej dla młodzieży. Odpowiedz Link
alistar1 Re: 31.07.11, 09:16 No, właśnie, Dym chyba zdecydowanie dla starszych, jeśli nie dla dorosłych. My na tych trzech książkach na razie poprzestaniemy, przeskakując do literatury lżejszego kalibru. Beręsewicz z przyjemnością, ale za jakiś czas, na razie wystarczy. Odpowiedz Link
kavakava Re: Otto. Autobiografia pluszowego misia 08.09.11, 16:39 Też będę musiała poczekać z Ottem, ale zastanawiam się czy nie spróbować już z Księżycoludem na "niecałym trzylatku"? Ty Steffo próbowałaś może? Odpowiedz Link
zuzannao Re: Otto. Autobiografia pluszowego misia 08.09.11, 18:09 Nie jestem Steffą, ale "Księżycolud" wypróbowany został na moim trzylatku z dużym powodzeniem:) Odpowiedz Link
steffa Re: Otto. Autobiografia pluszowego misia 25.10.12, 21:33 Nie zauważyłam tego pytania, pewnie się mocno przeterminowało. "Księżycoluda" moja córka lubi czytać, choć wolała "Trzech zbójców". Myślę, że to lektura już dla przedszkolaków. "Otto" pewnie dla 7+. Trudno powiedzieć, bo wojna to szczególny temat i wszystko zależy od wrażliwości małego człowieka. Mnie tym bardziej trudno ocenić, bo sama byłam wychowana na filmach wojennych, po nocach śniły mi się naloty, w dzieciństwie byłam przekonana, że za chwilę wybuchnie kolejna wojna, jeśli nie konwencjonalna, to atomowa. Pewnie już to mówiłam. Odpowiedz Link
woda.lekko.gazowana Re: "Asiunia" Joanny Papuzińskiej 16.05.11, 17:09 Mamy! Bylismy na organizowanej przez MPW grze miejskiej na podstawie ksiązki i na spotkaniu z Joanną Papuzińską. Książka opowiada o codzienności pięcioletniej Asiuni, dla której (jak sama mówi) wojna zaczęła się dopiero w momencie, w którym zabrano jej matkę i która trwała półtora roku. Jest ciepła i opisuję wojnę z tej jednej perspektywy - dziecka, które kochano i które się troszczono, a które mimo to wiele straciło. Pozycja konieczna - żeby dać dzieciom też tę perspektywę na wojnę, której zwykle nie widać. Odpowiedz Link
chaber69 Re: "Asiunia" Joanny Papuzińskiej 01.08.11, 08:08 Kolejna książka z "Literatury" na temat wojny M. Rusinek - "Zaklęcie na w" (nie wiem czy już było w nowościach z "Literatury" - nie mogę znaleźć), więc daję link www.wyd-literatura.com.pl/zaklecie-na-w.html Odpowiedz Link
katrio.na Re: "Asiunia" Joanny Papuzińskiej 07.08.11, 16:22 My jakieś 3 tygodnie temu byliśmy w Muzeum Powstania W-wskiego i tam przejrzeliśmy sobie dokładnie "Asiunię". Pamiętam, że kosztowała 15zł. Chyba inne kosztowały tak samo. Wg mnie to dobra książka. My jej jeszcze nie kupiliśmy bo było zbyt dużo emocji, w ogóle (generalnie żałuję, że tam poszliśmy, zdecydowanie za wcześnie. Sala dla dzieci jest fatalnie urządzona, Pani kompletnie nie była nami zainteresowana, sami robiliśmy sobie pieczątki i oglądaliśmy zabawki. ) Alle wracając do książki na pewno chcę ją przeczytać Dorastającemu. Odpowiedz Link
abepe "Asiunia","Zaklęcie na "W"","Czy wojna jest dla... 29.02.12, 08:30 Zapytałam mojego ośmiolatka czego dowiedział się o wojnie z tych książek. Wojna jest straszna - odpowiedział. I tego oczekiwałam. Dobry wstęp do dalszej rozmowy. Odpowiedz Link
alistar1 Re: "Asiunia","Zaklęcie na "W"","Czy wojna jest d 29.02.12, 09:00 U nas po serii lektur nastąpił odwrót od tej tematyki." Zaklęcie na "W przeczytałam sobie, córka kilka razy odmawiała. Pojednawczo powiedziała "Poczytamy kiedyś w ciągu dnia, jak czytamy wieczorem to mam potem złe sny". Odpowiedz Link
h_annah nowa książka Rusinka 08.08.11, 13:28 I przy okazji ciekawy wywiad warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34861,10077844,Bezpieczne_domy_z_ksiazkami.html Odpowiedz Link
alistar1 Pamiętnik Blumki 04.10.11, 12:20 Przeczytałam sama, a potem z siedmiolatką, którą zainteresowała okładka i mogę tylko napisać, że to bardzo dobra książka, którą można czytać i przeżywać w wielu aspektach i o której da się rozmawiać na wielu płaszczyznach. Mamy tu zatem dom sierot, prowadzony przez doktora Korczaka, o którym opowiada w swoim pamiętniku tytułowa Blumka. Jej pamiętnik to zapis chwil, przeżyć, drobnych zdarzeń i spostrzeżeń dotyczących otoczenia i tego wszystkiego, co buduje codzienność dziecka. Codzienność, podkreślmy to, w bardzo szczególnym okresie, u progu wojny. Kiedy czytamy Pamiętnik, nam dorosłym, przed oczyma wyświetla się zakończenie tej opowieści, które znamy z historii, natomiast dzieci są jakby wolne od tych przeczuć. Iwona Chmielewska bardzo pięknie i niesamowicie subtelnie buduje opowieść o sierotach otoczonych troskliwą opieką doktora w niebieskim płaszczu, skupiając się na drobiazgach towarzyszących ich życiu, różnych wydarzeniach przedmiotach, dzięki którym one same mogły pozostać w pamięci. To w mojej opinii naprawdę wielka sztuka patrzeć na człowieka w sposób tak wyjątkowy i indywidualny. Autorka jest prawdziwą mistrzynią dostrzegania detali (co podkreślają jej wyjątkowe ilustracje), które budują nasze wyobrażenie o drugim człowieku. Wystarczy wspomnieć serce wyciętego z drewna przez jednego z wychowanków, czy włosy dziewczynki, które były w nieładzie, a zostały uporządkowane. Na tym przecież polega proces mądrego wychowania i to właśnie jest druga strona tej książki, o której muszę napisać, tego nieustannego pochylania się nad dzieckiem, jako istotą ważną i niepowtarzalną. I traktowania go z szacunkiem, pełną praw i zasad. Z tego również powodu książka zasługuje na miano ważnej i potrzebnej, tak dla rodziców (dla głębszej refleksji), jak dzieci. Na zakończenie wspomnę jeszcze o ilustracjach, jak zwykle głęboko przemyślanych, wielowarstwowych. Bardzo podoba mi się i ten przyżółkniety papier w linie i ślady atramentu i wszystkie pomysły, które autorka wykorzystała. Piękna książka. Odpowiedz Link
anna_mrozi Re: Pamiętnik Blumki 04.10.11, 20:04 O ja... (tak to się pisze?) - strasznie Ci zazdroszczę, że już masz tę książkę. Pielęgnuję w sobie tęsknotę za "Blumką" (widziałam jej projekt). Zachwyt będzie piękniejszy :) Czytam od jakiegoś czasu Korczaka (Pisma Zebrane) - polecam gorąco. Nie opuszcza mnie przeczucie, że TAKIE myślenie o DZIECKU jest wspólne i Korczakowi i temu, co można wyczytać/zobaczyć w książkach Iwony Chmielewskiej. Odpowiedz Link
abepe "Wojenne katastrofa 1939-1945" 01.02.12, 19:31 Autor: Patryk Pleskot Ilustracje: Bogusław Orliński Book house Całkiem przyzwoita lektura opowiadająca o całej II wojnie światowej, w skrócie oczywiście. Bohaterem jest kilkunastoletni chłopak z Warszawy. Książka opowiada o jego życiu w stolicy. Dodatkowo opisane są istotne wydarzenia dziejące się w ogarniętym wojną świecie. W ramkach wyróżniono ważne fakty i pojęcia. Jak w opisie na stronie wydawcy - dla dzieci od 6 lat. Kupiłam za 8 zł w dedalusie. Odpowiedz Link
anndelumester Re: "Wojenne katastrofa 1939-1945" 30.03.12, 15:21 Przeczytałam, nie jest to bardzo złe, ale krew zalewa parę razy. Opcja polityczno-pogladowa autora zionie (ja rozumiem, że się nie da sine ira, ale bez jaj). W kilku miejscach błędy. Bez komentarza dziecku bym tego nie dała. Wielu ważnych rzeczy brakuje. Pomysł dobry, ale wykonanie...ech. Odpowiedz Link
abepe Re: "Wojenne katastrofa 1939-1945" 03.04.12, 22:32 anndelumester napisała: > Przeczytałam, nie jest to bardzo złe, ale krew zalewa parę razy. Opcja politycz > no-pogladowa autora zionie (ja rozumiem, że się nie da sine ira, ale bez jaj). > W kilku miejscach błędy. Bez komentarza dziecku bym tego nie dała. Wielu ważnyc > h rzeczy brakuje. > Pomysł dobry, ale wykonanie...ech. Bez komentarza nie dałabym dziecku niczego o historii najnowszej. Moje na szczęście na razie bardziej interesuje starożytność a II w. ś. wystarczy im na razie w formie literackiej muchomorowej, nie widzę zapotrzebowania na fakty. Gdzie błędy, gdzie? Odpowiedz Link
anndelumester Re: "Wojenne katastrofa 1939-1945" 04.04.12, 00:32 Rozdział o Zagładzie zwalił mnie z nóg. Na razie odłożyłam na stosik i nie zastanawiam się czy to zła wola, czy niedouczenie. Ale o niedouczenie doktora historii nie podejrzewam. W każdym razie całością narracji i szczegółami (brak odróżniania obozów zagłady od obozów koncentracyjnych, co jest wiedzą podstawową i żadną tajemnica - passus o Treblince normalnie "boski" - mało tego jest takim książkowym przykładem zabawy w manipulację danymi) autor niestety wpisuje się w pewien krąg historyków, którzy bawią się tematem po swojemu. Drugie zdziwienie to obecność w tym rozdziale akcji w Celestynowie (opis znany z Kamieni). Akcja miała miejsce w nocy z 19 na 20 maja 1943 roku, trzy dni po zakończeniu powstania w warszawskim getcie (!!!!) - zobacz jak się rozdział zaczyna :O, która była uwolnieniem 40 osób - więźniów politycznych więzionych do Auschwitz (transporty żydów z Warszawy i całej GG szły do Treblinki, Sobiboru, Bełżca, nie do A.), a która ma sugerować (interpretacja moja) - tezę stawianą w rozdziale. Akapit o bierności oczywiście obecny. Generalnie mód malina. Na razie jestem zbyt zajęta i zmęczona, żeby to ładnie wypunktować - bo mam zamiar coś z tego zrobić na potrzeby własne. Odpowiedz Link
sylwina76 Re: Bezsenność Jutki 22.08.12, 13:43 Bezsenność Jutki Autor: Dorota Combrzyńska-Nogala Ilustrator: Joanna Rusinek Wydawnictwo: Literatura O książce Tekst linka Odpowiedz Link
cipcipkurka "Otto" na półce dla maluchów ;-/ 25.10.12, 13:51 Nie będę tworzyć nowego wątku, podepnę się tu. Wypożyczyłam w tym tygodniu "Otta". Pani wyciągnęła go z półki z książkami dla maluchów (wiadomo, więcej obrazków niż tekstu). Zamurowało mnie, nie powiedziałam nic, ale po dokładnym przejrzeniu postanowiłam sprawy tak nie zostawiać. Nie chciałabym, żeby moje dziecko wyciągnęło sobie tę książkę z półki i przejrzało - nawet pobieżnie. Tak, jak napisała Steffa: forum.gazeta.pl/forum/w,16375,108325733,125228506,Re_Otto_Autobiografia_pluszowego_misia.html To jest mocne, bardzo mocne. Nie odważyłabym się pokazać czterolatce, nawet z moim komentarzem. Ba, chyba nawet ośmiolatkowi bym nie pokazała. Ale pani pewnie mnie spyta: no to gdzie ma stać? No właśnie, dla jakiego przedziału wiekowego proponujecie? W jakim dziale stoi "Otto" w Waszych bibliotekach? Odpowiedz Link
abepe Re: "Otto" na półce dla maluchów ;-/ 26.11.13, 23:03 Przeczytałam "Otta" z 6,5 latkiem. Wysłuchał, wpatrzył, doczytywał w wielkim skupieniu. "Bardzo mi się to podoba" - powiedział spontanicznie. "Nie wojna, nie lubię wojny, ale ta podróż po świecie". I chciał jeszcze raz, koniecznie ze starszym bratem. Myślę, że w bibliotece jest problem gdzieś to postawić. W kategorii 8+ stoją już grubsze "małoobrazkowe" książki. Ja kiedyś zadziwiłam się wystawionym komiksem "Mój rok. Wiosna", gdzie omawiana jest kwestia rozważania aborcji przez rodziców spodziewających się dziecka z zespołem Downa. Nie jest to temat do samodzielnej lektury przez np. 6-latka. Odpowiedz Link
steffa Re: "Otto" na półce dla maluchów ;-/ 27.11.13, 11:30 Myślę, że sprawa Otta jest beznadziejna. U nas się ocenia książki wg dostępności tekstu, nie jego rezonansu z obrazem. Obraz musiałby być pornograficzny, żeby nie trafić do biblioteki dla dzieci. Ale na pewno nie jest to półka dla najmłodszych. Późny przedszkolak najwcześniej w naszych realiach. Tak naprawdę książka dla dzieci przynajmniej szkolnych - jeden z głosów o wojnie. Tylko u nas w ten sposób na razie nie zostanie wykorzystana. Odpowiedz Link
abepe Re: "Otto" na półce dla maluchów ;-/ 27.11.13, 23:42 W ciągu 2 dni przeczytałam 6,5 - latkowi 3 razy, podczytywał sobie duże fragmenty sam, raz przyłączył się 10-latek. Też pod wrażeniem. Odpowiedz Link
be.el Re: "Otto" na półce dla maluchów ;-/ 28.11.13, 09:03 Nie wiem, pobieżnie przeleciałam wpisy i chyba nikt nie wspomniał "Walizki Hany". Jeśli tak - to faktycznie nie dostrzegłam wzmianki. Pisałam o niej tutaj poleczkazksiazkamibeel2.blox.pl/2010/03/Walizka-Hany-Karen-Levine.html Opowiada o pewnym projekcie zrealizowanym przez dzieci w Japonii. Pewnie lektura nie dla całkiem małych dzieci, ale trochę starszych. Podałam 10 +. Dziś patrząc na doświadczenia mojego prawie 9 - letniego syna - jego lektury wojenne wydawane przez Literaturę, myślę, że mogłabym mu ten tytuł podsunąć. Odpowiedz Link
sylwina76 Ostatnie piętro, Irena Landau 07.09.15, 15:45 Ostatnie piętro Autor: Irena Landau Ilustrator: Joanna Rusinek Wydawnictwo: Literatura, seria WOJNY DOROSŁYCH - HISTORIE DZIECI Ostatnie piętro Właśnie skończyłyśmy czytać. Przepiękna, przejmująca historia oparta na autentycznych przeżyciach autorki. Historia Cesi (Cyrli) która w czasie wojny przebywała w getcie warszawskim, a potem uciekła (ucieczkę zorganizowali jej rodzice) i ukrywała się u polskiej rodziny - dawnych znajomych. Świetne, oszczędne ilustracje Joanny Rusinek. Wiek - moim zdaniem 7+ Odpowiedz Link