Nawracanie, a może zawracanie (głowy)?

13.07.10, 23:36
Dzisiaj znowu wtrąciłam się do rozmowy w księgarni. Takiej pseudoksięgarni
właściwie. Sprzedawczyni radziła zupełnie niezorientowanej kobiecie, co kupić
dla dwojga dzieci płci odmiennej. Jak już wyciągnęła książko-pianinko, nie
wytrzymałam. Czy wtrącacie się? Nawracacie?
    • abepe Re: Nawracanie, a może zawracanie (głowy)? 13.07.10, 23:43
      Czasem - ostatnio w ŚK pani szukała prezentów dla siedmiolatków. Zapytałam, czy
      mogę się wtrącić i poleciłam "mózgofalki" jako sprawdzone na trójce dzieci:))
    • hanulka.0 Re: Nawracanie, a może zawracanie (głowy)? 14.07.10, 08:08
      Choć staram się milczeć, pokusa "nawracania" jest silniejsza. Gdy tylko nadarzy
      się okazja polecam książki niezdecydowanym. A co!
    • 7oz Re: Nawracanie, a może zawracanie (głowy)? 14.07.10, 09:14
      Jak ktoś czuje, że nawracanie to jego misja życiowa to chętnię podam adres babci, która mojemu synkowi koszmarki książkowe od czasu do czasu podsyła. Ja próbowałam nawracać ale chyba do tego talentu nie mam :)
    • zo_79 Re: Nawracanie, a może zawracanie (głowy)? 14.07.10, 09:48
      Oj tak. Ilekroć rekreacyjnie krążę po empiku, zawsze trafi się jakaś babcia,
      która z obłędem w oczach szuka czegoś na półkach. Zwykle i tak kończy przy kasie
      z Disneyem w ręku:"... bo wie Pani, on takich trudnych książeczek to jeszcze nie
      czyta". A ja sobie wtedy brzydko myślę, że w końcu nie wszyscy muszą być
      intelektualistami.
      • nchyb Re: Nawracanie, a może zawracanie (głowy)? 14.07.10, 20:13
        nie nawracam, ale jak ktoś spyta, to polecam...

        w księgarniach bywam często (empik i matras w sumie), dość często w
        dziale dziecięco-młodzieżowym i co trzeci raz mi się zdarza, że ktoś
        tam pyta np. sprzedawcę o coś, to podpowiadam i ja...

        Ale ja nie mam manii unikania Disneya itp za wszelką cenę. Takie
        książeczki raz na jakiś czas, tak jak i Harlekiny, szkody nie robią.
        Więcej szkody uczyni unikanie ich za wszelką cenę i czynienie z nich
        owocu zakazanego :-)
        • abepe Re: Nawracanie, a może zawracanie (głowy)? 14.07.10, 20:47
          Ja nie nawracam specjalnie. Wtrącam się tylko wtedy, gdy ktoś pyta, bo mam
          świadomość, że wiedza sprzedawców (bo nie wiem, czy można mówić o księgarzach)
          na temat książek dla dzieci jest nikła.
          • nchyb Re: Nawracanie, a może zawracanie (głowy)? 14.07.10, 22:00
            masz rację, miałam okazję się przekonać, że w takim empiku na kilku
            sprzedawców, zaledwie jeden co jakiś czas wie o co chodzi. Reszta
            sprawia wrażenie przypadkowych osób, z łapanki. I tak dobrze, że tak
            dwie trzecie kojarzą co jest w najnowszej gazetce. Ale to w sumie
            często są młode osoby, niekoniecznie związane myślowo z książką jako
            taką. To są często po prostu pracownicy. Nie znawcy książek jako
            takich, że już o książkach dla dzieci nie wspomnę. Ale w sumie mam
            to szczęście, że na zmianie zawsze trafię na kogoś znającego się
            dość dobrze...
            • abepe Re: Nawracanie, a może zawracanie (głowy)? 14.07.10, 22:15
              nchyb napisała:

              > masz rację, miałam okazję się przekonać, że w takim empiku na kilku
              > sprzedawców, zaledwie jeden co jakiś czas wie o co chodzi.

              Ja już nie wymagam wiedzy, wystarczy mi życzliwość i chęć pomocy:)) Tę na
              szczęście znajduję :))
              • nchyb Re: Nawracanie, a może zawracanie (głowy)? 15.07.10, 12:14
                chęć pomocy odnajuduję u większości :-)
            • agulle Re: Nawracanie, a może zawracanie (głowy)? 15.07.10, 12:15
              nchyb napisała: Ale to w sumie
              > często są młode osoby, niekoniecznie związane myślowo z książką
              jako
              > taką. To są często po prostu pracownicy.

              Pasjonaci książek nie chcą pracować w księgarniach, bo nie przynosili
              by do domu wypłaty. Wiem coś o tym - swego czasu moja koleżanka
              pracowała w "Taniej książce", jak się zwolniła odetchnął nie tylko
              jej portfel ale też i kilku jej znajomych, którzy byli natychmiast
              informowani o nowych promocjach, dostawach etc.
              • abepe Re: Nawracanie, a może zawracanie (głowy)? 15.07.10, 13:27
                A macie jakieś ulubione księgarnie, w których pracują osoby, które się znają na
                rzeczy choć trochę, nawet niekoniecznie na książkach dziecięcych, ale mające
                wiedzę wykraczającą poza znajomość bestsellerów? (nie mówię o księgarniach
                dzieciowych typu Badet, tam chyba nie ma szans na zatrudnienie dyletanta, ale
                takich normalnych księgarniach). Sprawdzę, bo wydaje mi się, że wątek o
                polecanych księgarniach już był.
          • steffa Re: Nawracanie, a może zawracanie (głowy)? 14.07.10, 23:24
            Pani, którą osaczyłam, była mi wielce wdzięczna za pomoc i wzięła 'Yumi', którą
            jej poleciłam (choć sama do tej pory nie mam ;-)). Sęk w tym, że przy okazji
            takich rozmów wychodzi jasno stosunek do książki. Otóż książka dla dzieci to
            tylko tekst. Ilustracje traktowane są po macoszemu, dlatego tzw. przypadkowi
            odbiorcy są w stanie zaakceptować najgorszy chłam. Niestety to efekt (braku)
            edukacji wizualnej w Polsce.
            • steffa Re: Nawracanie, a może zawracanie (głowy)? 14.07.10, 23:25
              Che che, za to mi w poprzednim poście wyszedł łamaniec językowy. Przepraszam
              purystów (i nudystów).
            • agni71 Re: Nawracanie, a może zawracanie (głowy)? 15.07.10, 00:32
              steffa napisała:

              Otóż książka dla dzieci to
              > tylko tekst. Ilustracje traktowane są po macoszemu, dlatego tzw.
              przypadkowi
              > odbiorcy są w stanie zaakceptować najgorszy chłam. Niestety to
              efekt (braku)
              > edukacji wizualnej w Polsce.


              Oj, niekoniecznie. Nieraz spotykam sie z komentarzem, ze "ilustracje
              nieładne", za mało kolorowe, za mało realistyczne.
              • steffa Re: Nawracanie, a może zawracanie (głowy)? 15.07.10, 02:08
                To (niestety) nie przeczy mojej tezie. "Nieładne" jak "nieładna" jest sztuka
                nowoczesna.
              • a_beatle Re: Nawracanie, a może zawracanie (głowy)? 16.07.10, 08:44
                Ha, ja też słyszę raczej, że to "obrazki" mają być ładne;-)
                Raz się odważyłam wtrącić, gdy w Świecie Książki pani szukała konkretnej
                pozycji, sprzedawczyni oczywiście nie wiedziała, czy jest, a ja i owszem, bo
                sterczałam przed regałem z książkami dla dzieci od 20 minut i wiedziałam, gdzie
                co stoi.
                Ale to takie wtrącenie techniczne;-)))
                Co do księgarzy, jeszcze kompetentnego, takiego z prawdziwego zdarzenia, nie
                spotkałam:-( Poza moją babcią.
            • abepe Re: Nawracanie, a może zawracanie (głowy)? 15.07.10, 13:30
              steffa napisała:

              Otóż książka dla dzieci to
              > tylko tekst. Ilustracje traktowane są po macoszemu, dlatego tzw. przypadkowi
              > odbiorcy są w stanie zaakceptować najgorszy chłam. Niestety to efekt (braku)
              > edukacji wizualnej w Polsce.

              Wydaje mi się, że niekoniecznie też sprawdzany jest tekst - to, że książka jest
              na dany temat (bo ktoś chciał o kotku) nie oznacza, że jest dobra. A rzadko kto
              się bardziej zagłębia w księgarni w lekturę tekstu.
              Oczywiście łatwiej ocenić ilustracje, ale rzeczywiście ludziom często wszystko
              jedno.
    • undomestic_goddess Re: Nawracanie, a może zawracanie (głowy)? 15.07.10, 08:18
      Milcze, we wlasnej rodzinie fiasko na wlasciwie calej linii. Dopiero co
      wywalilam karton takich ´slicznych´ ksiazeczek. Trudno, to sie nie
      nadawalo nawet do wyniesienia do biblioteki czy innego miejsca. Zadnej
      wartosci poza papierem do darcia, trafilo do recyklingu.

      Nie nawracam w mysl zasady, ze nawet matura nie jest obowiazkowa.
    • hankam Babcie a Disney 16.07.10, 23:15
      Babcie, jak mi się wydaje, myślą, że książeczki disnejowskie, to ten sam Disney,
      którego pamietają z młodości, a więc Bambi, Królewna Śnieżka, Dumbo i Zakochany
      Kundel.
      Nie wiedzą, że Disney się sprostytuował już dawno.
      • verdana Re: Babcie a Disney 17.07.10, 16:51
        Ja nie nawracam, jako ze książka ma być dla dziecka. Wolę kupujacych
        Disney'a, ktory znajdzie uznanie i dziecko się zachwyci od kupujacyh
        dobre ksiązki, kiedy potem dziecko do nich nie sięgnie. Cos o tym
        wiem, jako przeciwniczka Disney'a. Ja nie kupowałam z zasady -
        kupil;a babcia i to był strzał w dziesiatkę. dziecko tak się
        zapalilo, ze usilowało samo czytać.
        A stosunek do ilustracji? dzieci tez są różne - z dziecistwa
        pamiętam (a czytać umiałam wczesnie), ze ilustracje w książkach byly
        nie tylko zbędne, ale bardzo mi przesdzkadzały.
        • nchyb Re: Babcie a Disney 18.07.10, 12:47

          > A stosunek do ilustracji? dzieci tez są różne - z dziecistwa
          > pamiętam (a czytać umiałam wczesnie), ze ilustracje w książkach
          byly
          > nie tylko zbędne, ale bardzo mi przesdzkadzały.

          witam w klubie.
          Może nie tyle przeszkadzają mi ilustracje, ile po prostu mogą być, a
          nie muszą. Książka to dla mnie tekst. Ilustracji szukam gdzie
          indziej...
          • verdana Re: Babcie a Disney 18.07.10, 18:10
            A dla mnie w dziecinstwie (wyjatkiem była Orłowska-Gabryś, chyba że
            nazwisko pomylilam), ilustracje były czymś absolutnie okropnym. Ja
            sobie coś wyobrazałam, a ilustracje mi wszystko psuły, przecież to
            wcale nie bylo tak!
            Wiec starannie je omijałam. Z obrzydzeniem.
            A w ksiązkach dla moich dzieci (poza ksiązkami dla maluchow
            zupełnych) takze szukalam tekstu przede wszystkim. Poza tym ja
            jestem raczej zwolenniczką realizmu dla małych dzieci i boję się ,
            ze zostanę zlinczowana:) W mysl zasady - najpierw podstawy, potem
            szkoła wyższa.
            • nchyb Re: Babcie a Disney 18.07.10, 18:52
              Orłowską lubię i lubiłam, podobnie Szancer mi nie przeszkadzał. Ale
              i tak, jeżeli miałam tekst bez ilustracji - byłam najszczęśliwsza...
              • nchyb Re: Babcie a Disney 18.07.10, 19:11
                jeszcze Uniechowskiego lubiłam. W takiej Małej księżniczce na
                przykład. Ale i tak lepiej bez...
                • verdana Re: Babcie a Disney 18.07.10, 22:41
                  Szancer był dla mnie za bardzo rozbudowany. Uniechowski jeszcze OK.
                  Ale i tak rysunki odbierały mi przyjemność i odzierały opowieść z
                  iluzji... Zaczynała być zbyt dosłowna.
                  • nchyb Re: Babcie a Disney 19.07.10, 09:39

                    > Ale i tak rysunki odbierały mi przyjemność i odzierały opowieść z
                    > iluzji... Zaczynała być zbyt dosłowna.

                    i dlatego zawsze twierdziłam, ze dla mnie w książce najważniejszy
                    jest tekst. Ale na tym forum to nie jest zbyt popularny pogląd :-)
                    • uccello nie lubie ilustracji 19.07.10, 12:11
                      tak, taaak... lincz Was nie minie, nahajem po bialych plecach
                      bedziem lac tak dlugo, az polubicie...
                      • nchyb Re: nie lubie ilustracji 19.07.10, 13:26
                        biecie polubicie?... ;-)
                      • abepe Re: nie lubie ilustracji 20.07.10, 20:27
                        Jeżeli o mnie chodzi:
                        Wolę książkę bez ilustracji, niż z paskudnymi. Czasem są tak paskudne, że nawet
                        świetny tekst ich nie równoważy.
                        Mam małe dzieci - odruchowo kupuję książki, które mogą oglądać. Widzę, że zdarza
                        się, że traktują tekst i ilustracje jako dwie odrębne sprawy. Na przykład -
                        starszy świetnie znał ilustracje do "Baśni o rumaku zaklętym" - obejrzał je
                        sobie tak dokładnie, że na wystawie Wilkonia wyłuskiwał je bezbłędnie spośród
                        wielu innych o podobnej tematyce. Jednak gdy czytaliśmy książkę - nie patrzył na
                        ilustracje - patrzył przed siebie rozmarzony. Teraz tak samo patrzy w dal, gdy
                        czytamy np. "Nie kończącą się historię". Na początku żałowałam, że nie jest
                        ilustrowana, ale teraz widzę, że to dobrze.
                        Chcieliśmy kupić mu "Hobbita" w wersji komiksowej. Zrezygnowaliśmy. Czekamy,
                        żeby czwarty raz (pierwszy samodzielnie przeczytał tę książkę z własną wizją).
                        Nie bardzo lubimy pokazywać mu ekranizacji ulubionych powieści (wyjątkiem są
                        chyba filmy na podstawie Lindgren).
                        Wiem, że czas książek ilustrowanych w jego przypadku powoli się kończy. Ale wiem
                        też, że sztuki wizualne będą mu zawsze bliskie - lubi oglądać:)
                        Dobre ilustracje są dla dziecka pierwszym kontaktem z wielką wizualną sztuką:)
                    • toris_a Re: Babcie a Disney 19.07.10, 13:44
                      Dlaczego niepopularny? Gusta sa rozne, ktos moze nie znosic
                      ilustracji, innemu pomagaja budowac obraz.

                      No i kwestia wieku, jako mama maluchow (2 i 3,5) jestem zdecydowanie
                      na etapie ilustracji i nie wyobrazam sobie (jeszcze) czytania samych
                      tekstow. Roznice widzialam przy np. Brzechwie - dostalam jakis
                      koszmarek ilustracyjny, jego zaleta byl komplet wierszy, jednak
                      fatalnie mi sie je czytalo, a i dzieci zwiewaly od lektury. Kupilam
                      Androny z il. Butenki i rewelacja - dziecie ciage je ze soba targa.
                      Jasne ze wraz z dorastaniem, tekst zaczyna odgrywac wieksza role.

                      A zasada jest prosta - najlepszy tekst potrafia zohydzic kiepskie
                      ilustracje, i odwrotnie piekne prace nie polepsza odbioru
                      grafomanii :)
                      • 18buzka Re: Babcie a Disney 19.07.10, 14:12
                        oj muszę ując sie za książką z pianinkiem. moj 4 latem sam wybrał ja
                        sobie w empiku (co mnie nie zdziwiło) i nauczył sie bardzo szybko
                        grac 10 piosenek. ponieważ ksiązka-pianinko była w uzyciu non stop,
                        wiec po 6 misiącach zapisałam go do ogniska muzycznego i tak
                        zaczełam sie jego przygoda z graniem:)
                        18buzka
    • woda.lekko.gazowana Re: Nawracanie, a może zawracanie (głowy)? 19.07.10, 14:48
      w niektorych meijscach to juz boję sie odezwać :)
      ostatnio kolezanki w pracy wybieraly książki na zakonczenie roku dla szescio-
      osmio- i dziesięciolatków i szukały koniecznie slowników.. słabo mi sie robiło
      od ich wyborów, bo i sam słownik jako nagroda jest raczej znielubiona przez
      dzieci, i trudno wybrac cos naprawdę sensownego, zwłaszcza w takich grupach
      wiekowych.

      zaproponowałam DOMEK dla przedszkolaków, miks z Mistrzów Ilustracji dla
      średników i Uniwersytet Dziecięcy dla najstarszych. Najpierw okazalo sie, ze za
      drogo, potem znalazłam im księgarnię, w ktorej dostaliby dobre znizki (lepsze,
      niz zaproponowalo wydawnictwo), zaprowadzilam za rączkę do doskonalej księgarni
      niemal pod biurem, zeby wzięły w rękę i obejrzały, a potem.. a potem kupiły
      słowniki.

      :/
      • verdana Re: Nawracanie, a może zawracanie (głowy)? 19.07.10, 15:34
        Bo książka ma być pożyteczna, a dzieci nie powinny na głupoty tracić
        czasu, tylko się kształcić.
        Takich prostych rzeczy pojąć nie możesz;)
        • nchyb Re: Nawracanie, a może zawracanie (głowy)? 20.07.10, 12:33

          > Bo książka ma być pożyteczna, a dzieci nie powinny na głupoty
          tracić
          > czasu,

          i w ten sposób oducza się czytania dla przyjemności i czytania tak
          ogólnie...
      • abepe Re: Nawracanie, a może zawracanie (głowy)? 20.07.10, 20:15
        woda.lekko.gazowana napisała:

        > ostatnio kolezanki w pracy wybieraly książki na zakonczenie roku dla szescio-
        > osmio- i dziesięciolatków i szukały koniecznie slowników..

        No właśnie, jak przyjemnie, gdy człowiek może z czystym sumieniem zaproponować
        dziecku kupno słownika, bo wie, że innych książek ma pod dostatkiem i je kocha:)))
        Zagadaliśmy się z prawie siedmiolatkiem na temat prezentów urodzinowych. I
        okazało się, że właściwie najlepsze będą książki- najlepiej o dinozaurach...
        albo takie ciekawe, jak "Nie kończąca się historia"... albo o mitologii...
        albo...(serce rośnie:)
    • anndelumester Czasami 20.07.10, 15:40
      Ostatnio w zeszłym tygodniu.
      W zaprzyjaźnionej księgarni, pani chciała "na roczek" zaserwować dziecku taki
      koszmar z gatunku wielki format, okładki bordo ze złotem, plus okucia , twarde
      strony kartonowe a na nich jakieś koszmarki tekstowo ilustracyjne. Normalnie
      zgroza. Oczywiście za ciężkie pieniądze.
      I tu się doskonale sprawdziła metoda nawracania na grozę.
      Mówienie komuś , że jego wybór jest brzydki, paskudny, głupi i na dodatek
      prawidłowo nie jest po polsku napisany jest z góry skazane na porażkę. Natomiast
      postraszenie , że księga koszmarek jest za ciężką, niewygodna, może spaść z
      półki i ciężarem zabić albo sprawić nieodwracalne zmiany w mózgu, a szykowne
      okucia na rogach mogą maleństwu wybić jasne oczka - o, to działa na wyobraźnię.
      I wtedy raz, dwa, trzy proponujemy pozycje wartościowe, edukacyjne, rozwojowe
      (te dwa argumenty zawsze działają na mur beton) i oczywiście bezpieczne ;)) a na
      dodatek wygodne dla rodziców (tu pokazujemy jakiś super audiobook). I tak też
      uczyniłam, Siłaczka AD 2010 ;)
Pełna wersja