Cudowne i pożyteczne - wznowienie!

21.11.10, 00:38
"Cudowne i pożyteczne. O znaczeniach i wartościach baśni" W.A.B. www.wab.com.pl/?ECProduct=25 pojawiło się już w wątku "Do wznowienia", ale uważam, że należy jej się osobny wątek. Ja już wiem, co chcę dostać od św. Mikołaja :-)
    • anick5791 Re: Cudowne i pożyteczne - wznowienie! 21.11.10, 01:16
      Mam pytanie: czy ktoś z was natrafił na rzetelną krytykę Bettelheima? Bo gdzieś się na takową natknęłam (gdzieś czyli w tej książce o czytaniu dzieciom, o której ostatnio była krótka dyskusja) i chciałabym poznać argumenty przeciwników bardziej dogłębnie.
      Jestem też Ciekawa Waszych opinii :)
      Mnie osobiście Bettelheim jak najbardziej przekonuje. Natomiast temat uważam za interesujący.
      • rach_ciach_ciach Re: Cudowne i pożyteczne - wznowienie! 22.11.10, 10:19
        tu jest ciekawy punkt widzenia:
        www.wydawnictwo-sic.com.pl/autor/100/Péju-Pierre/
        "Dziewczynka w baśniowym lesie" Peju

        nie powiedziałabym, że jest to krytyka; raczej teza, że Bettelheim nie wyczerpuje możliwości interpretacyjnych;
        czyta się jak baśń :)
        • anick5791 Re: Cudowne i pożyteczne - wznowienie! 22.11.10, 11:07
          Dzięki :)
        • abepe Re: Cudowne i pożyteczne - wznowienie! 22.11.10, 12:43
          rach_ciach_ciach napisała:

          > tu jest ciekawy punkt widzenia:
          >
          rel="nofollow">www.wydawnictwo-sic.com.pl/autor/100/Péju-Pierre/
          > "Dziewczynka w baśniowym lesie" Peju
          >
          > nie powiedziałabym, że jest to krytyka; raczej teza, że Bettelheim nie wyczerpu
          > je możliwości interpretacyjnych;

          Tak, u mnie ta książka czeka na półce. Przeczytałam początek, wydaje się sensowny. Kupiona w taniej książce za kilka złotych. Ciekawa alternatywa dla Bettelheima, który, należy pamiętać, pisze z punktu widzenia psychoanalityka. Nie wszystkie tezy głoszone przez psychoanalizę zostały potwierdzone.
          • uccello "Bajki rozebrane" 22.11.10, 13:30
            Można powiedzieć -WYKRAKAŁYŚMY te "Cudowne i pożyteczne" :)

            Dla mnie bardzo ciekawa okazała się książka
            Bajki rozebrane Katarzyny Miller i Tatiany Cichockiej

            info z netu:

            ------------------------------------------------------------------

            Katarzyna Miller - psychoterapeutka, filozofka i poetka – wraz z Tatianą Cichocką – dziennikarką –"rozbierają" znane wszystkim w naszej kulturze baśnie, czytając je na nowo, odnajdując treści i znaczenia aktualne dzisiaj, zaskakująco żywe i współczesne. Otrzymujemy baśnie czytane i odkrywane w świeżym, dorosłym języku.

            Pierwowzór tych rozmów stanowi cykl To nie bajka, drukowany na łamach “Zwierciadła”. Wydanie książkowe jest ich znacznie obszerniejszą wersją.

            Alibaba i czterdziestu rozbójników – Być i mieć

            Alladyn – W poszukiwaniu wewnętrznego światła

            Brzydkie kaczątko – Szkoła dziobania

            Czerwony kapturek – Świat według lolitki

            Głupi Jaś – Pochwała głupoty

            Jaś i Małgosia – Witaj w McŚwiecie

            Kopciuszek – Pantofelek w rozmiarze 42

            Królewna Śnieżka – Świat jest pełen krasnoludków

            Królowa Śniegu – Moc jest w nas

            Księżniczka na ziarnku grochu-Szkoła gwiazd

            Mała syrenka – Setki miraży

            Sinobrody – Ciemna strona mocy

            Szewczyk Dratewka – Konkurs piękności męskiej

            Śpiąca królewna – Dar trzynastej wróżki

            ...i wiele innych
            Fragment książki:

            K: Zaproponowałam ci, żebyśmy porozmawiały o Alibabie, bo miałam ochotę na dużą ilość męskiej energii. Czterdziestu rozbójników – mmm. Ale kiedy przeczytałam tę bajkę na świeżo, odkryłam, że, prawdę mówiąc, jest jej tam zaskakująco niedużo. Dominuje znowu dobra babska energia.

            T: Dziwne, prawda? Też mnie to uderzyło.

            K: Ale przyszło do mnie takie zdanie: To jest baśń o tym, że łatwiej coś zdobyć niż utrzymać… Zobacz, Alibaba znajduje jaskinię pełną skarbów, a potem ma z tego powodu same kłopoty.

            T: To prawda, a przecież nie szuka żadnego skarbu. Jest tylko we właściwym miejscu o właściwej porze. Przypadkiem słyszy zaklęcie, które otwiera skarbiec. Bierze więc trochę pieniędzy. I tak zaczynają się jego kłopoty. Od tej pory wisi nad nim groźba śmierci. Rozbójnicy chcą go zabić, bo odkrył tajemnicę Sezamu.

            Fragment książki

            Kopciuszek
            Pantofelek w rozmiarze 42
            Tatiana: Nie zastanawiałyśmy się, którą bajkę wziąć na pierwszy ogień. Odpowiedź narzucała się sama: Kopciuszek! To chyba najbardziej znana bajka na świecie...
            Kasia: Jest też najczęściej interpretowana, co nie ułatwia nam zadania. Ale sobie poradzimy. Piękno baśni* polega na tym, że są tak wielowymiarowe, że zawsze da się w nich odkryć coś jeszcze. Dlatego warto je czytać i się w nie wczytywać.
            T: Jest coś w bajce o Kopciuszku, co sprawiło, że stała się ona jednym z trwałych elementów naszej kultury. Zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, że jest w zachodniej kulturze jedną z bajek centralnych, osiowych.
            K: Najlepszym dowodem na to, jest fakt, że słowa „kopciuszek" i „kopciuch" weszły do codziennego użycia.
            T: Choć dziś nie są już tak często używane.
            K: Jeszcze się trafia... „Kopciuch" to określenie pejoratywne; ktoś, nadający się tylko do czarnej, brudnej roboty. Tak się też czasem mówi o dziewczynie, która jest niechlujna, brudna, nie dba o siebie. Natomiast „kopciuszek" to osoba (przeważnie dziewczyna) pozornie nijaka, niezauważalna, może być biedna albo niespecjalnie piękna, taka poczwarka, która niespodziewanie rozkwita i nie wiadomo jak zdobywa najlepszy kąsek. Taki ścichapęk.
            T: Tak rozumiany motyw przewodni tej bajki jest często ogrywany i, moim zdaniem, wręcz nadużywany w naszej kulturze. Powstało mnóstwo kopciuszkopodobnych książek, filmów, również dla dorosłych. Niestety, kultura obrazkowa sprawiła, według mnie, że motyw ten został dokładnie wyprany z głębszych znaczeń, przemielony na papkę, został sam zewnętrzny sztafaż, rysunek. W rezultacie Kopciuszek to dziś postać popkulturowa, nie sądzisz?
            K: Masz, niestety, rację. Kultura masowa potrafi pozbawić głębi. Natomiast atrakcyjność Kopciuszka polega między innymi na tym, że jest to jedna z baśni archetypowych, czyli takich, którym udało się uchwycić głęboką prawdę o człowieku i pokazać mechanizmy jego funkcjonowania. Zarówno psychologiczne, jak i społeczne.
            T: To z resztą chyba najlepszy sprawdzian dla bajki. Jeśli opiera się wpływowi czasu, pozostaje w pamięci i jest wciąż żywa, co więcej, daje się twórczo zastosować w nowych czasach, to najlepszy dowód, że udało się w niej uchwycić coś ponadczasowego, coś, co jest uniwersalne, co ma zastosowanie do człowieka w ogóle, a nie tylko do specyficznego kontekstu kulturowego i historycznego.
            K: Nieprzemijalność i aktualność to niezbędne cechy takich baśni. Najbardziej znane spośród nich wybrałyśmy do naszych „rozbieranych" rozmów. Kopciuszek zajmuje wśród nich ważne miejsce również z powodów całkiem prozaicznych: wraz z kilkoma innymi bajkami został spopularyzowany przez Disneya, czyli przerobiony na film, przez co przebojem wdarł się do wyobraźni milionów widzów. Jednak ważniejszy powód tego zawłaszczenia jest inny: po prostu postać głównej bohaterki jest ważna dla dzisiejszych kobiet.
            T: Myślę, że Kopciuszek jest tak ważny, bo symbolizuje spełnienie jednego z podstawowych, przynajmniej w naszej kulturze, kobiecych marzeń: o księciu z bajki, który spośród wszystkich kobiet
            wybierze właśnie mnie. O tym, że ktoś wreszcie mnie doceni, pozna się na mnie.
            K: Powoli, powoli. Zaraz do tego dojdziemy. Bajkę o Kopciuszku można czytać na wielu poziomach. Zacznijmy od najbardziej oczywistego. Rzeczywiście jest to historia, która opisuje proces dobierania się i łączenia ludzi ze sobą. Tak, jak to było dawniej, i tak, jak to większość z nas ma wciąż zakodowane - miłość od pierwszego wejrzenia i te sprawy... Bo to jest przecież historia miłosna, na dokładkę mezalians.
            T: Nic dziwnego, że ma tak dużą siłę nośną. Przecież kochamy historie miłosne, szczególnie kobiety. I masz rację: gdyby nie hap-py end, byłby to melodramat w czystej formie. Taki, jakiego nie powstydziłaby się Rodziewiczówna.
            K: Zgadza się, powieściowe wyciskacze łez eksploatują ten sam motyw co Kopciuszek.
            T: Na przykład większość „harlekinów"... Tam aż się roi od biednych albo siedzących cichutko w kąciku dziewczyn, które na końcu tryumfują, zdobywając mężczyznę swojego serca mimo zazdrości bogatych, nadętych albo niesympatycznych intrygantek...
            K: Również tasiemcowe seriale telewizyjne nie stronią od postaci i sytuacji niemal żywcem wziętych z Kopciuszka. A gatunek filmowy, jakim jest komedia romantyczna, w zasadzie się z niego wywodzi. Bohaterką romantycznej komedii często jest dziewczyna inna niż wszyscy: biedna albo z nizin społecznych, albo samotna, albo „alternatywna", albo na pierwszy rzut oka mało atrakcyjna, albo po prostu zwykła szara myszka, a On, który się pojawia, jest zwykle kimś bogatszym albo lepiej wykształconym, albo sławnym i pięknym - słowem, takim Księciem. Są pozornie z innych światów, ale mimo to się w sobie zakochują i on ją unosi do siebie, jak w sztandarowym filmie tego gatunku i moim ulubionym Pretty Woman.
            -----------------------------------------------------------
            Nie ze wszystkimi opiniami autorek się zgadzam, czasem intuicje interpretacyjne wiodą mnie w zupełnie inną stronę, ale na pewno warto tę książkę przeczytać
            • anick5791 Re: "Bajki rozebrane" 22.11.10, 13:56
              Tę znam - wg mnie bardzo ciekawa.
              • uccello Grzegorz Leszczynski 30.11.10, 18:38
                Chciałam podlinkować wywiad z Grzegorzem Leszczyńskim, który dla grudniowych wysokich obcasów extra przeprowadził Mariusz Urbanek
                >POZWÓL WILKOWI POŻREĆ BABCIĘ<
                ale jest jeszcze w necie niedostępny.

                Znalazłam wywiad > PO O KOBIETOM BAŚNIE?<

                Joanna Wojciechowska: Dawno, dawno temu w każdej wsi był bajarz, który zabawiał mieszkańców opowieściami o małych dziewczynkach, wilkach, złych macochach i królewiczach całujących śpiące dziewczęta. Te historie były pełne seksu i okrucieństwa. A wczoraj do kin wszedł słodki remake Disneyowskiej opowieści o Śnieżce. Co się po drodze działo z bajkami?

                Grzegorz Leszczyński, literaturoznawca, specjalista od literatury dziecięcej: - Baśnie i mity to najbardziej pierwotna literatura. Ale nigdy nie było tak, by w każdej wsi był bajarz, by każda wieś miała własne opowieści. Ludowi bajarze wędrowali ze swoimi opowieściami, przedstawiali je na jarmarkach i podczas ludowych świąt, przekraczali z nimi granice. To jest tak, jakby w pewnym momencie runęła wieża Babel i dzięki temu te same motywy można znaleźć w bajkach francuskich, u Charles'a Perraulta, i w niemieckich, u braci Grimm.

                Najstarsze baśnie pochodzą z arabskiej księgi "Tysiąca i jednej nocy", którą w XVIII wieku przywiózł do Europy i przetłumaczył Antoine Galland. Ten zbiór sumeryjskich, perskich i arabskich baśni pochodzi najprawdopodobniej z X wieku i zawiera wiele treści niestosownych dla dzieci. Ale też baśnie nie były wymyś-lane dla dzieci, dzieci przysłuchiwały się im, kiedy opowiadano je dorosłym.

                Na przełomie XVII i XVIII wieku we francuskich salonach opowiadanie sobie baśni było modne. Tamte historie zawierały dużo pikantnych treści, na przykład scena dialogu Czerwonego Kapturka z wilkiem kończyła się słowami: "Chodź tu, do Babci pod pierzynkę, bo Babci jest zimno" - chwilę potem następowała konsumpcja. Kiedy wydano później wersję dla dzieci, cenzorskie nożyce wycięły to zdanie.

                Z czasem baśnie, już adaptowane dla dziecięcego czytelnika, łagodniały. W dużym stopniu dlatego, że wszyscy lubimy happy end, nie chcemy, żeby Trędowata umierała. Nie chcemy też, by coś złego spotykało bohaterów bajek.

                A powinno?

                Tak. To, co my odbieramy jako dosłowne - na przykład okrucieństwo u braci Grimm - dziecko odbiera jako symboliczne.

                Rolą baśni jest nauczyć dziecko, czym jest dobro i czym jest zło. W bajce zbójcy mieszkają w lesie i mają długie czarne brody, zła macocha ma czarne włosy, a dobra Śnieżka - śnieżnobiałą cerę. Biel jest przecież symbolem dobra, niewinności, dziewczynki idą
                do pierwszej komunii w białych sukienkach, kobiety ubierają się na biało do ślubu.
                Dzięki tym prostym zabiegom dziecko wie, kto jest dobry, kto zły. Uczy się, że dobro zostaje nagrodzone, a niegodziwość ukarana. Nim jako dorośli zwątpimy w istnienie dobra i zła, musimy wcześniej uwierzyć w ich istnienie w czystej postaci, umieć je odróżniać. Ta zdolność to przecież fundament człowieczeństwa!

                Oburzamy się, że na przykład taniec na rozżarzonych węglach jest zbyt okrutny. Ale proszę zobaczyć, że w bajkach kara jest zawsze proporcjonalna do stopnia niegodziwości bohatera.

                O czym jeszcze są bajki?

                O cierpieniu. Pokazują, że jest ono nieodłącznym elementem świata. Pokazują dziecku, że nie tylko ono cierpi. I że można to cierpienie przełamać. Psychoanalityk Bruno Bettelheim pokazał także psychoterapeutyczną funkcję baśni. Napisał, że bajka pozwala dziecku uporać się z psychicznymi napięciami, jakich doświadcza. On nie szukał, co niekiedy zarzuca się psychoanalizie, jedynie symboli erotycznych, także - treści uniwersalnych. Wskazywał, że bajka nie oszukuje dziecka w pokazywaniu świata. Mówi, że w życiu zwycięża ten, kto jest aktywny, kto nie boi się świata. Oswaja ze śmiercią. Bajka kończy się słowami: " i żyli długo i szczęśliwie". Żyli - a nie - żyją. Bajka nie uczy, że życie jest bezkresne.

                Rozumiem, że to jest obrona braci Grimm? Wielu rodziców nie chce ich czytać dzieciom ze względu na te wszystkie poobcinane paluszki...


                ' I dzięki temu powstają adaptacje: Czerwony Kapturek tańczy z babcią, gajowym i wilkiem, który się nawrócił i został jaroszem. To zaprzeczenie sensu baśni.

                Ale czy to znaczy, że należy czytać dzieciom najbardziej pierwotne wersje? Szesnastowieczną baśń, w której Śpiącą Królewnę budzi akt seksualny z żonatym królem?

                Nie, tamta wersja była przeznaczona dla dorosłych. Trzeba czytać braci Grimm, Andersena, Perraulta, nie streszczenia. Jeszcze raz powtórzę - to, co dla nas jest dosłowne, dla dziecka jest symboliczne. To inaczej wygląda w literaturze, a inaczej by wyglądało, gdyby wersję braci Grimm dosłownie przenieść na ekran.

                A co wobec tego ze słodką Śnieżką Disneya?

                Trzeba jej przyklasnąć, bo taka inicjatywa może być pomostem między dzieckiem a książką. Dziecko chętniej sięgnie po książkę, kiedy wcześniej obejrzy film. Wiem, bo sam to widziałem! Kiedy pojawił się "Pan Tadeusz" Wajdy, wielu kolegów mojej córki sięgnęło po oryginał.

                No tak, ale nie ma przeróbek "Pana Tadeusza" np. prozą. A co by było, gdyby - po obejrzeniu tego filmu - oni sięgnęli po kupioną na bazarze "XIII księgę"?


                Tu dotykamy dramatycznego problemu. Nie dość, że samo dziecko nie wie, po jaką książkę sięgnąć, to często nie wiedzą tego rodzice. Ale jeżelibyśmy zawsze karmili dziecko przecieraną zupą z marchwi, ono nigdy nie zjadłoby kotleta schabowego, bo po co męczyć się gryzieniem, skoro można tylko połykać? Po co rozgryzać oryginalną, trudniejszą literaturę, skoro można sięgnąć po Disneyowską papkę? Wychowany na płytkich, przesłodzonych adaptacjach czytelnik, nie będzie przygotowany do obcowania z wielką literaturą. Wejdzie do restauracji i zamówi marchwiankę.

                Wie Pan, co feministki widzą w bajkach?


                Wiem. Po feministycznej krytyce powstała krytyka lesbijska, a odpowiedzią na nią jest tzw. pedalska teoria literatury (nazywa się "pedalska" dla nobilitacji tego określenia). I ostatnio zetknąłem się z "pedalską teorią" "Lalki", według której Rzecki był homoseksualistą, był w związku z Katzem, a sam Prus w ten sposób dał wyraz swoim skłonnościom. Gdybym był złośliwy, powiedziałbym, że z drżeniem serca czekam na interpretację "Tomcia Palucha". Tu przecież nawet tytuł jest falliczny! Podchodząc w ten sposób do literatury, dojdziemy do groteski. Widzę jednak w feministycznej interpretacji istotne elementy - na przykład interpretację motywu uśpienia w "Śnieżce" i "Śpiącej Królewnie" jako momentu oczekiwania dziewczynki na przebudzenie jej kobiecości. Dziewczynka przepoczwarza się, dojrzewa. I pocałunek budzi w niej kobietę. Pocałunek, który można interpretować jako miłość albo macierzyństwo. Cenne jest też spostrzeżenie o bierności wielu kobiecych bohaterek baśni. Ale nie zawsze jest to prawdą - w "Pięknej i Bestii" to kobieta budzi miłością do życia księcia przemienionego w potwora. W "Jasiu i Małgosi" Jaś jest hodowany przez Babę Jagę, a Małgosia działa, wyzwalając siebie i brata.

                A co z interpretacją psychoanalityczną?

                ' Niedobrze się dzieje, gdy ogranicza się ją do poszukiwania erotycznych symboli. Natomiast refleksja psychoanalityczna jest cenna, gdy mówi o psychoterapeu-tycznej roli baśni, o jej wpływie na psychikę. To podejście pokazuje, jak ważny jest kontakt dziecka z literaturą. To psychoanalitycznemu podejściu zawdzięczamy biblioterapię - psychoterapię poprzez podsuwanie pacjentowi określonych książek. Ta metoda leczenia jest często stosowana w hospicjach, także u chorych dzieci - dzieci z autyzmem, niską samooceną czy nawet moczących się w nocy.Warto pamiętać, że krytyka feministyczna też wyrasta z psychoanalitycznej. A oprócz tych dwóch najbardziej znanych szkół interpretacji są jeszcze inne.

                CDN.

                • uccello Re: Grzegorz Leszczynski 30.11.10, 18:45
                  "Królewna Śnieżka" według feministek

                  Kobiety mają z baśniami związek szczególny. W tych przeznaczonych dla dzieci opowieściach głównymi bohaterkami są dziewczynki, wróżki, macochy, czarownice - słowem złe i dobre relacje między kobietami. W bajce o Śnieżce - między Złą Królową i zbyt piękną pasierbicą. Z pozoru oderwana od życia "kobieca abstrakcja", jak nazywa baśnie jungowska psycholog Marie-Louise von Franz, ma duże znaczenie dla kształtowania się psychiki dziewczęcej. Marzenie młodej kobiety o przemianie (kremy o cudownych właściwościach), spotkaniu księcia (który często okazuje się ropuchem), byciu królową balu (zwykle kosztem sióstr) - wszystkie te przeżycia związane są z tym, czym nas u zarania kobiecości nakarmiono. Wiedzę płynącą z baśni traktujemy najczęściej naiwnie, jako objawienie męskiej i kobiecej "natury". Zapominamy, że podobnie jak wytworem historii jest relacja król - poddany, tak i relacje między płciami nie są uniwersalnym faktem - raczej historycznym zapisem epoki. Zapisem, który ma nas przyuczyć do odegrania tego, co nasza społeczność uznaje za męskie czy kobiece. Tak jak na matematyce uczymy się dodawać i mnożyć, tak na "Kopciuszku" uczymy się wyczekiwania, bierności seksualnej, wrogości wobec sióstr, spowodowanej rywalizacją o księcia, który jest jedyną szansą życiowego sukcesu. Dowiadujemy się, że konieczne jest przebranie i szczególna przemiana, by zasłużyć sobie na miłość.

                  Większość z nas zna uczucia opuszczenia, obcości i zagrzebania w popiele co najmniej równie dobrze, jak chwile balowego upojenia. Nie mówiąc już o tym, jak często nam - złym (bo nie wybranym przez księcia) siostrom - psuje krew sukces sierotki. Nie powinno to nas jednak pobudzać do czynu, gdyż - jak uczy baśń - to właśnie słabość, bierność i małe, nieporadne stópki zachęcają księcia do poszukiwań. Trzeba czekać na odnalezienie i dopasowanie bucika. Ale jak pisze brytyjska pisarka Angela Carter: "Stopa pasuje do pantofelka jak zwłoki do trumny".

                  Kopciuszek, jak wiemy, całe dnie spędza unurzany w popiele, ma czarną twarz, nazwany bywa "spaloną dziewczynką", a u braci Grimm codziennie odwiedza grób matki. Wszystko to są znaki żałoby - popiół to resztka po matce, po miłości między matką a córką, na którą w tej baśni nie będzie już miejsca. W łóżku, gdzie zmarła prawdziwa matka, teraz śpi matka fałszywa, czyli macocha.

                  Można powiedzieć, jak psychoanalityk i badacz baśni Bruno Bettelheim, że dziecko potrzebuje obrazu złej macochy, by mieć na kogo przelać złe uczucia, które budzi w nim jego rodzona matka. Bo w każdym dziecku matka, tak jak reszta świata, budzi uczucia złożone. Ale można też powiedzieć, że w przypadku dziewczynki w tzw. wieku edypalnym (w psychoanalizie to okres między trzecim a piątym rokiem życia, gdy dziewczynka musi "porzucić" matkę i zwrócić się do ojca, aby wejść w heteroseksualną kulturę), chodzi raczej o utratę pierwotnej miłosnej relacji z matką. Jej miejsce zajmie matka społeczna, której zadaniem jest wdrożenie dziewczynki do pasywnej kobiecej roli. Pojawiają się kobiecy antagonizm i rywalizacja w świecie, gdzie mężczyźni organizują dla nas konkursy piękności.

                  Złe siostry, mające matkę, duże stopy i siłę, by sprostać wymaganiom "kobiecości", muszą zostać okaleczone. W Grimmowskiej wersji baśni macocha wielkim nożem rani im stopy, aby zmieściły się w pantofelku. Krew sióstr oznacza zwycięstwo Kopciuszka i rytualne upokorzenie rywalki.



                  Malutka stópka lub stopa okaleczona skutecznie unieruchamiają dziewczynkę, ale gdyby mimo to któraś zdecydowała się na samotną wędrówkę w głąb lasu, jest jeszcze zły wilk. "Radzę wam także zapamiętać, / że jest podstępny wilk niektóry: / ukrywa wilcze swe pazury, / by słodkim słówkiem zwieść dziewczęta" - pouczał w 1697 roku Charles Perrault. Ten słynny morał jest wyjątkowo tendencyjny. Czerwony Kapturek, owszem, najpierw pożarty zostaje przez wilka, a potem wybawiony przez dobrego myśliwego, ale choć jego droga prowadzi od gwałciciela do wybawiciela, to na innym planie jest drogą przejścia od matki do babki, samotną inicjacyjną wędrówką małej, aktywnej i dzielnej dziewczynki. Pożarty i ponownie narodzony, tym razem z "męskiego łona" wilka przy pomocy męskiego akuszera - a zatem lepszy, dojrzalszy Kapturek, to wersja "ojcowskiego porodu" i przejścia od matki do ojca.

                  Feministyczne badaczki tworzą własne wersje tradycyjnych bajek. Dla C. Pincoli Estes czy Angeli Carter spotkanie z wilkołakiem to odzyskanie własnej seksualności, zawarcie przymierza z ukrytą w nas dziką kobietą, pojednaną ze swoim pożądaniem: "Słodko i mocno śpi dziewczyna w babcinym łóżku, między łapami czułego wilka" - pisze Angela Carter w swej wersji "Czerwonego Kapturka".

                  Czerwień kapturka, uznawaną często za znak pierwszej menstruacji, feministki odczytują jako znak kobiecej mocy. To babcia (nestorka rodu kobiecego) ofiarowuje dziewczynce utkaną przez siebie czapeczkę (lub szal), przekazując jej tym samym siłę płodności i zdolności twórcze. W takim ujęciu Kapturek jest odzyskany.

                  Nie jest to dane Śpiącej Królewnie, która sięga po zakazane jej wrzeciono, gdyż "raptem poczuła się bardzo dorosła i odważna". Staruszka przy wrzecionie to obraz kobiecej linii dziedziczenia - po kądzieli. Król ojciec kazał spalić wszystkie wrzeciona, oficjalnie - w obawie przed klątwą. W istocie przerwał kobiecą genealogię, a zatem pozbawił córkę mocy. Zamiast więc przejść przez rytuał inicjacyjny, królewna zapada w sen. Być może to ta część jej osobowości, która "poczuła się bardzo dorosła i odważna" musi zostać uśpiona. Dozwolone jeszcze dziewczynce aktywność i ciekawość zostają odebrane kobiecie.

                  Uśpienie królewny bywa również interpretowane jako kokon chroniący dziewczynkę przed seksualnym nadużyciem, nim osiągnie ona dojrzałość. Zamek na sto lat obrasta broniący dostępu głóg - polna różyczka, obronny, kolczasty kwiat. W Perraultowskiej wersji bajki królewicz budzi śpiącą aktem seksualnym, nie pocałunkiem. W jeszcze starszej, szesnastowiecznej wersji przebudzeniem jest gwałt żonatego króla - tu uśpienie nie chroni, a usypia czujność, czyni dziewczynkę podatną na przemoc.

                  W zupełnie innej wersji - z przed sześciuset lat ("Anciennes Chroniques de Perceforest") - królewna budzi się ze snu na życzenie Wenus, a ożywia ją urodzone we śnie dziecko, które poszukując piersi, zaczyna ssać palec i przy okazji wysysa zatrutą drzazgę. Tu przebudzeniem jest macierzyństwo, które może być źródłem kobiecej siły.

                  Zasypia też Śnieżka. W tej baśni sen jest efektem rywalizacji między starszą i młodszą kobietą, Złą Królową i zbyt piękną pasierbicą. I tu, jak w Kopciuszku, matka pierwsza - która pragnie córki - umiera, a zastępuje ją matka społeczna - rywalka. To już nie stara babka przekazuje dobrowolnie moc twórczą wnuczce, to córka zagraża matce odebraniem prawa do seksualności.
                  • uccello Agata Araszkiewicz, Katarzyna Bratkowska 30.11.10, 18:50


                    Przepraszam, w linku www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,103260,288500.html
                    jeden tekst przechodzi płynnie w drugi, wygląda na to ,że t > "Królewna Śnieżka" według feministek jest autorstwa pań wymienionych w tytule wątku


                    cd.
                    > "Królewna Śnieżka" według feministek

                    Tak wiele różnych źródeł i epok nałożyło się na siebie, że interpretowanie baśni przypomina zajęcie Kopciuszka, który nie tyle oddziela ziarno od plew, ile wyłuskuje coraz to nowe ziarenka. Takim ziarenkiem może być nader złożona kwestia zatrutego jabłka, po zjedzeniu którego Królewna Śnieżka zapadła w sen. W sztuce religijnej jabłko często symbolizuje matczyną pierś, a w wielu mitach i baśniach to synonim miłości lub płci. Matka i córka dzieliłyby się więc (macocha zjada połowę, a drugą, czerwieńszą, częstuje Śnieżkę) tym samym seksualnym owocem. Nie muszą być rywalkami. Gdy dziecko Śpiącej Królewny szuka jabłka - piersi matczynej - wysysa truciznę i budzi matkę, to być może budzi się ona dla swej córki.

                    Zamiast trzymać się sztywno bajkowego schematu, powinnyśmy przetwarzać baśnie na potrzeby swoje i swoich córek. Wysysając z nich to, co nas karmi, nie to, co nas truje. Mądrze i poetycko, jak Angela Carter w cytowanych już "Popielusze" i "Towarzystwie wilków" - feministycznych wersjach "Kopciuszka" i "Czerwonego Kapturka". Albo żartobliwie, jak ukrywająca się pod pseudonimem "Matka Bolka" autorka z feministycznego pisma "Peł-

                    nym Głosem", której Kopciuszek wolał pójść z siostrami na imprezę na uniwersytecie, Królewna z Pionca, "uwolniona od nacisków otoczenia, zamieniła komnaty do tańca na laboratoria chemiczne, a salę jadalną na centrum medytacji i filozofowania", zaś Kapturek poszczuł leśniczego wilkiem.
                    • uccello Krzysztof Srebrny 30.11.10, 18:54

                      "Królewna śnieżka" według psychoanalizy


                      To opowieść o najtrudniejszej relacji w życiu, czyli o relacji matki z córką. Bajki mówią o tym, co się teraz z dzieckiem dzieje, ale i o tym, co się wydarzy w przyszłości. "Królewna Śnieżka" to opowieść o dojrzewaniu.

                      Proszę zauważyć, jak wygląda sytuacja rodzinna Śnieżki: jej prawdziwa, w domyśle dobra, matka nie żyje, są tylko macocha i zupełnie nieobecny ojciec. W interpretacji psychoanalitycznej macocha uosabia złą część matki, matkę kontrolującą. Macocha Śnieżki jest zazdrosna o córkę, jej dojrzewanie, urodę (dowód: wciąż pyta: "Lustereczko, powiedz przecie, kto jest najpiękniejszy w świecie..."), o jej rozwój, o to, że ciągle wszystko jest możliwe. Co robi Śnieżka wobec tej zazdrości? Rezygnuje z dorosłości i odchodzi do bezpiecznego, dziecięcego świata. Mieszka z krasnoludkami. W tej relacji nie ma cienia seksualności. Śnieżka wycofuje się z konkurowania z macochą, ale oczywiście erotyzm nadal w niej istnieje (dowód: lustereczko wciąż powtarza złej królowej, że to Śnieżka jest najpiękniejsza) i czeka na moment, kiedy będzie mógł się ujawnić. Ten moment nadchodzi, gdy pojawia się mężczyzna.

                      W życiu każda matka, w mniejszym lub większym stopniu, czuje zazdrość wobec dorastającej córki. Ważne, co z tą zazdrością robi. Czy mówi sobie: "Jeszcze niedawno byłam tak samo ładna, miałam wszystko przed sobą" i cieszy się młodością, kobiecością i przyszłością córki, czy też ta zazdrość ją dręczy i w pewnym sensie z zemsty za własne starzenie się chce kontrolować córkę, próbując pozbawić ją możliwości cieszenia się swoją kobiecością.

                      Ważne jest coś, czego w tej bajce nie ma. W życiu nie tylko matka zazdrości córce. Zwykle dorastająca dziewczyna zazdrości matce wolności, kontaktu z mężem, jej ojcem, dojrzałej kobiecości, tego, że matka nie ma już różnych problemów z seksualnością, których ona właśnie doświadcza. Realna matka podaje córce zatrute jabłko, atakując jej dojrzewającą kobiecość. Powtarza: "Twój chłopak to idiota" albo: "Nikomu się nie podobasz, nikt się nie chce z tobą spotykać, musisz kogoś poznać", "Jesteś za chuda" albo: "Jesteś za gruba". Ważna jest intensywność tej krytyki - czy matka tylko czasem nie pozwala dziecku gdzieś wyjść, czy też atakuje córkę przy każdej próbie pójścia na imprezę. Bardzo dużo zależy od relacji matki z mężem. Im silniejszy jest ich związek, tym mniej matka chce kontrolować córkę. Feminizm mówi, że bajki uczą dziewczynki bierności, także seksualnej. Moim zdaniem bajki w ogóle nie uczą określonych zachowań. W ujęciu psychoanalitycznym ich celem nie jest pokazywanie modelu życia - że dziewczynka ma być bierna, ciągle spać, albo aktywna, jak chłopiec, zabijając smoka. Bajki mają dziecku pomóc nazwać różne uczucia, których doświadcza. Mają mu też pokazać, że czekają je w przyszłości różne kryzysy i że uda mu się je pokonać. I druga rzecz: kobiecość, co po części wynika z biologii, jest raczej przyjmująca niż aktywna, ale to nie znaczy, że jest bierna! Myślę, że dziewczynka doznaje dużej przyjemności, kiedy siedmiu rycerzy ubiega się o serce królewny. To ona ma moc decyzyjną, to ona wybiera, który z nich z nią zostanie.

                      Krzysztof Srebrny, psychoterapeuta o orientacji psychoanalitycznej

                      tekst ten pochodzi z 25-05-2001
        • anick5791 czy Bettelheim się myli? :) 30.11.10, 20:05
          rach_ciach_ciach napisała:

          >
          > nie powiedziałabym, że jest to krytyka; raczej teza, że Bettelheim nie wyczerpu
          > je możliwości interpretacyjnych;
          > czyta się jak baśń :)

          W tej książce, którą czytałam jest zdecydowana krytyka - że okrucieństwo w baśniach źle wpływa na rozwój dzieci i że Bettelheim się myli (jego teorie jakoby były niesłuszne, bo powstałe pod wpływem traumy II wojny światowej). Autorka odradza czytanie baśni w ujęciu Grimmów. Sama jako dziecko poznałam właśnie te wersje. Owszem bardzo niektóre rzeczy przeżywałam, ale nie sądzę abym doznała uszczerbku na zdrowiu psychicznym ;)
Pełna wersja