Na poprawę humoru...

04.01.11, 14:16
Przeczesując Allegro w poszukiwaniu skarbów, ciągle trafiam na książkę D. Gellner "Śpiewający sweterek". Zawsze mnie to bawi, choć za dziesiątym razem już chyba powinno przestać :)

Nieśmiało proponuję - może nowy wątek, tym razem ze śmiesznymi, poprawiającymi humor książko-cytatami? Propozycja trochę na fali konkursu od czapy - bo świetna jest ta baza śnieżnych zdań :) Ktoś chętny?
    • uccello Re: Na poprawę humoru... 04.01.11, 21:04
      Pamiętam egzemplarz Muminków w szkolnej bibliotece oprawiony w solenny, mechaty, szary papier. Jakaś dziecina przestarannie, z zawijasami wykaligrafowała długopisem:

      P U P I N K I
      • abepe Re: Na poprawę humoru... 04.01.11, 21:14
        Ale jak? Całego Seussa przepisać?
    • zona_mi Re: Na poprawę humoru... 04.01.11, 21:13
      Siedziałam kiedyś w autobusie na przeciw człowieka, który czytał książkę, pod intrygującym tytułem HŁOPI.
      Wstrząśnięta gapiłam się na to chyba przez trzy przystanki, zanim zaskoczyłam, że C zasłoniła nieprzezroczysta taśma, oklejająca grzbiet :)

      Nie wiem, czy to się akurat nadaje do tego wątku, ale mnie śmieszy do dziś.
      • uccello w sprawie formalnej 04.01.11, 21:21
        Tattaraku - Matko Założycielko- sprecyzuj- chodzi o tytuły przekręcone i zabawne w sposób bezwiedny , czy o ulubione fragmenty, które śmieszą mimo wielokrotnej lektury.
        • tymianek21 Re: w sprawie formalnej 04.01.11, 21:26
          W latach studenckich często podróżowałam pociągiem na trasie Poznań-Swinoujście. Przez długie miesiące mijałam budynek z olbrzymim napisem: HRUTOWNIA KSIĄŻEK. Do tej pory się śmieje jak sobie to przypomnę!
        • tattarak Re: w sprawie formalnej 04.01.11, 22:18
          uccello napisała:
          > Tattaraku - Matko Założycielko- sprecyzuj- chodzi o tytuły przekręcone i zabawn
          > e w sposób bezwiedny , czy o ulubione fragmenty, które śmieszą mimo wielokrotn
          > ej lektury.

          Jak dla mnie - może być wszystko. I przekręty i cytaty. Jak dotąd przykłady są cudne! Więcej proszę :-)
          • abepe Re: w sprawie formalnej 04.01.11, 22:44
            No dobra. To przykład okołoksiążkowy, który rozbawił dzisiaj moje dzieci.
            Bea doradziła mi dzisiaj zakup lalek kokeshi na allegro. Bardzo dużo tam też zestawów do makijażu w opakowaniu w formie lalek firmy Pupa. Gdy powiedziałam o tym moim panom, mieli bardzo duży ubaw, zwłaszcza, że ostatnio na tapecie drażnienie rodziców informacjami, że się idzie robić kupę do kibelka (straszne wyrazy, prawda?). A tu - pupa Yumi!!!
    • tattarak Basia - Zofia Stanecka 04.01.11, 23:26
      Podczas lektury części "Basia i gotowanie" od dziecka usłyszałam: "O! To ty mamo, tylko dresy masz tu w innym kolorze" (strona 3). Ale to raczej mało śmieszne. Pocieszam się, że mam podobny skrobak do warzyw - może o to chodziło dziecku :)

      Jeden z moich ulubionych fragmentów Basi:
      - Dzieciaki, wyłączamy telewizor i idziemy do kuchni. Dziś my zajmiemy się gotowaniem.
      - Jak to? - zdziwił się Janek. - Przecież Mama uwielbia gotować, bo bardzo nas kocha.
      Mama zrobiła dziwną minę, a Tata uśmiechnął się krzywo.
      - Oczywiście, że bardzo nas kocha. A my kochamy Mamę i dlatego ugotujemy dla niej coś absolutnie wyjątkowego.
      - A co w tym czasie będzie robić Mama? - spytała podejrzliwie Basia.
      - Poczytam sobie - uśmiechnęła się Mama i wyszła z pokoju, chrupiąc marchewkę. (Basia i gotowanie - Z. Stanecka, str 5).
    • tattarak Krawczyk Niteczka - Leopold Suhodolcan 04.01.11, 23:58
      Czytaliśmy ostatnio z dzieckiem do poduszki wspomnianego już tutaj Krawczyka Niteczkę (Krawczyka, nie Krawca; Krawczyk to chyba taki prawie Krawiec, a jak wiemy z reklamy, prawie robi jakąś tam różnicę :-) Więc zaczęliśmy czytać i pierwszy rozdział trochę nas znudził. Mnie do tego stopnia, że nieco się wyłączyłam, czytałam automatycznie i bezmyślnie... I nagle fragment:

      Tego samego dnia Krawczyk Niteczka wybrał się w podróż. Na drodze postawił duży guzik, zakręcił nim kilka razy, wskoczył nań i ruszył. Wyprzedzał przechodniów, rowerzystów a nawet samochody. Nagle przy drodze ujrzał smutnego chłopca. Dał znak lewym uchem, po czym zatrzymał się przy skraju drogi. Oparł guzik o latarnię i zapytał:
      - Kim jesteś? I dlaczego jesteś taki smutny?


      I w tym momencie, oboje z dzieckiem, na trzy-cztery usiedliśmy z wrażenia. I tak jest do końca opowiadania - fragmenty średnio interesujące i nagle... łup!. Coś, co może tak do końca nie jest śmieszne, ale zabawnie absurdalne w kontekście. Lektura nie nadawała się do poduszki, bo dziecko non stop siadało :-)
    • steffa Re: Na poprawę humoru... 05.01.11, 00:40
      To było dawno temu, pod koniec podstawówki na jednym ze straszych obozów-zimowisk, na które moja mama myślałam, że lubię wyjeżdżać. Chyba gdzieś koło Białegostoku. Zimnica, że hej, rozrywek żadnych. Byłam na szczęście ze swoją "przeintelekturalizowaną przyjaciółką". No i pewnego popołudnia jeden z chłopaków pyta, czego ma poszukać w miejscowej wypożyczalni, a Magda: "Pożegnanie z bronią". Na to młodociany sportowiec: "Z dużej litery?". Do tej pory wyobrażam sobie, że to o naszej swojskiej Broni ten Chemingłej pisał...
    • steffa Re: Na poprawę humoru... 05.01.11, 09:55
      I jeszcze jeden kwiatek. Z liceum. Klasa pisze kartkówko-wypracowanie 'z Sępa-Szarzyńskiego' i wtedy okazuje się, że jedna z osób przez cały czas 'przerabiania sonetów' była przekonana, że tytuł jednego z nich brzmi "Okrut kości i niepewność na świecie żywota człowieczego". "Okrut" to najprawdopodobniej staropolskie określenie 'wiele, dużo'. ;-P 'Okrutnie dużo'.
      • kazia4 Re: Na poprawę humoru... 05.01.11, 10:15
        Taki licealny zakątek, to i ja pozwolę sobie przytoczyć pewną historyjkę;)
        Pan polonista, bardzo surowy, wyszedł w ważnej sprawie z klasy, uprzednio polecił czytać sonety Kasprowicza z cyklu "Z chałupy". Jak pamiętacie - jeden z nich rozpoczyna się słowami "Miała rolę, zabrali jej rolę".
        W klasie było średnio cicho... No i jakieś przemieszczenia następowały. Zatem gdy pan wrócił, spytał jednego z chłopaków o ten właśnie sonet. A ten - biedna sierotka - zaczął "rzeźbić" - że była kobieta, która była marną aktorką, dali jej rolę, ale się nie sprawdziła i odebrali... Mina pana - bezcenna;) (a potem objechał młodzieńca od stóp do głów... Dodam, że to nie była prowokacja, po prostu tak się starał ratować w podbramkowej sytuacji;)).

        Z historii książeczkowych: cykl o Julce autorstwa Aleksandry Stańczewskiej. Zakupiłam cztery książeczki hurtem;) No i czytam tę o przedszkolu - a tam takie cacko:
        "- Zobacz, to jest szatnia. Dzieci przebierają tu buciki i zostawiają ciepłe ubrania."
        Pewnie jestem przewrażliwiona, ale dla mnie to dramat... :/
        • niebioska Re: Na poprawę humoru... 05.01.11, 11:32
          > "- Zobacz, to jest szatnia. Dzieci przebierają tu buciki i zostawiają ci
          > epłe ubrania."
          > Pewnie jestem przewrażliwiona, ale dla mnie to dramat... :/

          Oj, Kaziu... Karnawał jest! Może te buciki na bal przebierańców właśnie szły?
          • uccello Re: Na poprawę humoru... 05.01.11, 12:00
            To może trochę kwiecia z zeszytów szkolnych:
            --------------------------------------------------------------

            Antek nie miał ojca bo był drwalem.

            Andersen był sierotą, urodził się u zupełnie obcych ludzi.

            Czytałem sztuki Szekspira. Dwie zapamiętałem: Romeo i Julia.

            Anielka bardzo kocha ludzi, dlatego większość czasu spędza ze swoim psem.

            Pożyczyłam książkę od koleżanki, która była bardzo zniszczona.

            Aleksander Głowacki to panieńskie nazwisko Bolesława Prusa.

            Rodzicami Żeromskiego byli Józef i Wincenty Żeromscy.

            Nowela "Janko Muzykant " podobała mi się, bo Janko miał talent i marnował go.
          • zona_mi Re: Na poprawę humoru... 14.06.14, 19:48
            Akurat buty można ubierać - na przykład w ochraniacze w szpitalu ;)
    • tattarak Re: Na poprawę humoru... 05.01.11, 11:53
      To ja też szkolnie. Co prawdą z piosenką, ale ludową, więc chyba na upartego można zaliczyc do tekstów literackich ;)
      Była to czwarta klasa szkoły podstawowej, zaliczenia na stopień na lekcji muzyki. Trzeba było stanąć pod tablicą i solo odśpiewać piosenkę o "kózce, rogatej, białej". Pamięta ktoś? Tekst wydawał nam się tak idiotyczny, że każdy się modlił, żeby na niego nie padło (mieliśmy po 10 lat). Padło na pewną dziewczynkę - typ przegrzeczna, najlepsza uczennica w klasie, nadal z mega kokardami we włosach i berecie. Dziewczynka, bardzo mocno się starając, zaśpiewała:

      Była raz kózka rogata, biała,
      Która po łące sobie skakała.
      Mam ciuciu maluciu tyrcinki do rabinki,
      Hopsasa, na golasa* sobie skakała.


      * W wersji oryginalnej było dyrydasa. Dość dobrze pamiętam walkę mimiczną nauczycielki w tym momencie. I ubaw klasy :-)
      • steffa Re: Na poprawę humoru... 05.01.11, 12:08
        Mój syn 'zawodowo' zajmuje się przekręcaniem tekstów piosenek, a w szkole dużo śpiewają. ;-)
        Przy okazji 'kwiatków z zeszytów' - wczoraj miał ułożyć zdania z wyrazami zapisanymi przez panią. Były to 'lodowisko' i 'łyżwy', a jego ''zdanie'' brzmiało: Lodowisko, a do niego łyżwy.
        • tattarak Re: Na poprawę humoru... 05.01.11, 12:41
          steffa napisała:
          > Mój syn 'zawodowo' zajmuje się przekręcaniem tekstów piosenek, a w szkole dużo
          > śpiewają. ;-)

          Humor kilkulatków może przewrócić - scenka z tego tygodnia, aż sobie dyskretnie to zapisałam w moim nowym kalendarzu:
          Wyciągam z plecaka śniadaniówkę i przy okazji zrobioną w szkole mikroksiążeczkę - taką 5x8cm. Zaglądam do środka, a w niej zdania napisane dorosłą ręką - wyraźnie pani musiała pomagać. Przeglądam dalej - i na pierwszej stronie widzę wyraz "sedes" - z pewnością napisany ręką mojego dziecka. Pytam: - W jakim celu napisałeś ten wyraz? A dziecko: - Żeby nie zapomnieć. To słowo często do dowcipów się przydaje. Prawdę mówiąc ja się średnio przy tym ubawiłam, mąż zdecydowanie bardziej.

          Dobrze rozumiem rozdrażnienie Abepe z postu o lalkach kokeshi :)
          • abepe Re: Na poprawę humoru... 05.01.11, 20:06
            tattarak napisała:

            Przeglądam dalej - i na pierwszej stronie widzę wyra
            > z "sedes" - z pewnością napisany ręką mojego dziecka. Pytam: - W jakim celu
            > napisałeś ten wyraz?
            A dziecko: - Żeby nie zapomnieć. To słowo często
            > do dowcipów się przydaje.
            Prawdę mówiąc ja się średnio przy tym ubawiłam, m
            > ąż zdecydowanie bardziej.
            >
            > Dobrze rozumiem rozdrażnienie Abepe z postu o lalkach kokeshi :)

            Ach, nie. W naszej rodzinie to mąż jest bardziej cierpiący przy tych tematach. Zauważył ostatnio, że młodszy raczej w jego stronę (z filuternym uśmiechem długowłosego blond aniołka) kieruje wszelkie informacje o tym, co i gdzie właśnie idzie robić:))
    • agulle Re: Na poprawę humoru... 05.01.11, 12:11
      W mojej klasie w liceum na jednej z kartkówek wydało, się, ze jedna koleżanka "czytała" "Zbrodnię Ikara" :)

    • bea-sjf Re: Na poprawę humoru... 05.01.11, 12:51
      Wczesnym wieczorem czytałam chłopcom "Basia i mama w pracy", przez C. znaną już w wielu fragmentach na pamięć, stąd w odpowiednim momencie krzyknął wcielając się w Basię: "Mogę dostać jeszcze jedną grzankę?". Na takie dictum mój mąż z kuchni odpowiedział: "Już nie ma, zjedliście wszystkie" ( na kolację były, akurat;)). Oj, się uśmialiśmy:)
      • uccello Humor z zeszytów szkolnych 06.01.11, 00:51
        Danuśka weszła na ławę i zaczęła grać na lutownicy.

        Gdy Danuśka zaczęła śpiewać wstał z niej potężny rycerz.

        Anielka przyszła na świat gdy jej matka bawiła się.

        Maria Konopnicka przyszła na świat w czynie społecznym.



        I jeszcze nie książkowe, ale nie mogłam się powstrzymać
        ------------------------------------------------------------------------

        W rodzinie jest ojciec, matka i ja. Ja jestem najmłodszy.

        ...brutto , netto i tarara.

        Opiszę psa. Ma nogi i głowę przyczepiona do tułowia.

        Służący doił krowę nad stawem, a w odbiciu wyglądało to odwrotnie.
        • abepe Re: Humor z zeszytów szkolnych 06.01.11, 11:37
          Humor z klasówek z biologii:

          Ciąża u człowieka trwa godzinę albo pół.

          (po resztę muszę zadzwonić do teściów, mój mąż pamięta tylko to:)
      • beataj02 Re: Na poprawę humoru... 06.01.11, 01:34
        bea-sjf napisała:

        > Wczesnym wieczorem czytałam chłopcom "Basia i mama w pracy", przez C. znaną już
        > w wielu fragmentach na pamięć, stąd w odpowiednim momencie krzyknął wcielając
        > się w Basię: "Mogę dostać jeszcze jedną grzankę?". Na takie dictum mój mąż z ku
        > chni odpowiedział: "Już nie ma, zjedliście wszystkie" ( na kolację były, akurat
        > ;)). Oj, się uśmialiśmy:)

        To mi przypomniało rodzinną historyjkę, jak to się jako niespełna 3-latka głośno, wręcz z płaczem domagałam "ja chcę kapusty !", a ponieważ było tuż po Świętach, to babcia przybiegła z talerzem bigosu i narzekaniem, na wyrodnych rodziców, głodzących dziecko... A ja chciałam poduszkę w kapusty, bo "czytamy ksiąśkę o klóliku !" :D
        • verdana Re: Na poprawę humoru... 06.01.11, 23:50
          Mój najmłodszy w wieku lat dwóch i pół domagał się czytania książki "O jeżu". Jako, ze w zyciu nie mieliśmy książek o jeżach, długi czas zastanawialismy się, jaka to lekturę proponuje dziecko. W końcu okazało się , ze "Biblię dla dzieci".
          A z humoru szkolnego - bedąc niegdyś nauczycielką wiele rzeczy słyszałam, ale rekordem było stwierdzenie "W Rzeczypospolitej kazdy szlachcic miał prawo do erekcji".
          • tattarak Re: Na poprawę humoru... 07.01.11, 12:33
            verdana napisała:
            > Mój najmłodszy w wieku lat dwóch i pół domagał się czytania książki "O jeżu".

            My do tej pory nie możemy skorygować wymowy dziecka - według niego narodzenie było w Bentleyem, a nie Betlejem. A w aparacie włącza się flęsz.
    • 7oz Re: Na poprawę humoru... 07.01.11, 12:33
      Liceum, jeden z pierwszych pięknych wiosennych dni, słonko zaczepia kusząco przez okno i nikomu nie chce się siedzieć w klasie. Omawiamy "Chłopów". Z mojego rozmarzenia wyrywa mnie nauczyciel abym przeczytała fragment z książki, był to opis obchodów Bożego Ciała. Czytam i dochodzę do momentu gdy na całą klasę wygłaszam zdanie: "zaś dla większej przyozdoby nad samym ołtarzem przyczepili klatkę z kokosem" I tak się w myśli zastanawiam: po co tego kokosa w klatkę wsadzali, no przecież nigdzie nie ucieknie no i skąd u licha w polskiej wsi, w tych czasach kokos się znalazł? Jak sobie uświadomiłam, że kosa w kokosa zamieniłam i że nikt, włączając w to nauczyciela kompletnie mnie nie słucha i mogłabym tam jeszcze parę bananów i mandarynek przemycić i też nikt by nie zauważył to dostałam takiego ataku śmiechu, że zostałam wyproszona z klasy.
    • zona_mi Książka młodego (7) twórcy 08.01.11, 12:33
      Co do niej zajrzę, to mi się humor poprawia :)
      agnieszkagil.blox.pl/strony/zlodziej.html
      • abepe Re: Książka młodego (7) twórcy 08.01.11, 12:43
        Zono_ - dzięki Ci za ten link:)) Pokazuje wyraźnie, że mój siedmiolatek nie jest jedynym nie-rysującym-realistycznie-i-ładnie-dzieckiem, które mimo to, potrafi świetnie pokazać to, co chce:)) Czy Kacper dostaje dobre oceny za rysowanie? Mój pierwszak raczej przedostatnie, a rysuje bardzo podobnie (muszę poskanować:)
        • fabryka.ntka Re: Książka młodego (7) twórcy 08.01.11, 13:09
          ...ocenianie dziecięcych rysunków to trudny temat...
          Mój rysuje inaczej 'do szkoly' a inaczej sobie.
          Ja naturalnie wolę jego swobodne dziela ;-)
          Rysunek szkolny 'pt zima' ma śnieg schematycznie bialy, rysunek wlasny ma snieg... bardziej realistyczny wielokolorowy itd.

          Książka super (skojarzyla mi się trochę z Pippi)
          • abepe Re: Książka młodego (7) twórcy 08.01.11, 13:24
            fabryka.ntka napisała:

            > ...ocenianie dziecięcych rysunków to trudny temat...
            > Mój rysuje inaczej 'do szkoly' a inaczej sobie.
            > Ja naturalnie wolę jego swobodne dziela ;-)
            > Rysunek szkolny 'pt zima' ma śnieg schematycznie bialy, rysunek wlasny ma snieg
            > ... bardziej realistyczny wielokolorowy itd.

            Mój syn zupełnie nie przejmuje się wymaganiami szkolnymi. Potrafi kolorować do kreski, robił tak jakieś 1,5 roku temu przez kilka tygodni. Potem przestał i nie jestem w stanie go zmusić:))
            Zastanawiam się, czy to jednak nie lenistwo;)?
            • fabryka.ntka Re: Książka młodego (7) twórcy 08.01.11, 14:42
              Jako dziecko lubilam rysowanki i kolorwanki... Ale widzac ile kolorowanek ma mój syn, lekko slabnę... na szczęście nie muszę go motywować w tym zakresie - on znajduje w sobie motywację by to robic acz nie wiem jak bedzie dalej.
              Na zebraniu slyszalam, że wielu rodziców zglaszalo niechęć synów do kolorowanek.
              Może to norma u 7latków?
              • abepe Re: Książka młodego (7) twórcy 08.01.11, 15:02
                fabryka.ntka napisała:

                > Jako dziecko lubilam rysowanki i kolorwanki... Ale widzac ile kolorowanek ma mó
                > j syn, lekko slabnę... na szczęście nie muszę go motywować w tym zakresie - on
                > znajduje w sobie motywację by to robic acz nie wiem jak bedzie dalej.

                Mnie denerwuje kolorowanka jako jedyny sposób na utrwalanie materiału. Dzieci uczą się cyfry 2 - muszą pokolorować dwa listki, dwa kwiatki, itd. Nuda, moim zdaniem jeżeli ma to być skuteczna pomoc - to porażka. Dzieci potrzebują różnorodności. Mój syn robi to chętnie, aczkolwiek bardzo szybko i niestarannie:)) Dobrze, że zna je od dawna:)

                > Na zebraniu slyszalam, że wielu rodziców zglaszalo niechęć synów do kolorowanek
                > .
                > Może to norma u 7latków?

                Moje dzieci nigdy nie były wielkimi fanami kolorowanek. Czasem domagają się kolorowanki z ulubionym bohaterem lub tematem, ale to, co z nimi robią jest dalekie od standardów "ładnego kolorowania". Starszy mając niespełna 6 lat miał fazę megadokładnego kolorowania. Muszę znaleźć te kartki, bo patrząc na jego obecne wyczyny trudno w to uwierzyć:)
                • fabryka.ntka Re: Książka młodego (7) twórcy 08.01.11, 15:54
                  W 'naszym' programie kolorowanka jest środkiem do wszystkiego wprowadzenia, utrwalenia...
                  Takie drobnostki jak dwa listki widzę, że syn koloruje na zasadzie zaznaczenia prawidlowej odpowiedzi a nie szlifowania dokladności (niestety pani lubi szlif).
                  Inny temat to calostronicowe kolorowanki... Jednego dnia syn kolorowal 3 postacie Mikolaja, zatem bylo niebieskie futerko i inne tego typu klimaty 'by bylo ciekawie' ;) I tu syn się spina i widzę, że stara, bo bardzo mu zależy.

                  Mo byli bardziej fanami malowania wielkoformatowego (rewelacyjna sprawa - rolki papieru z ikea rozwijane na podlodze).
                  Kolorowanki 'gotowce'... jako forma urozmaicenia 'raz na jakis czas'.
                  A najlepsze byly te ktore sobie robili nawzajem :)
                  • tattarak Re: Książka młodego (7) twórcy 09.01.11, 01:17
                    Dzieło Kacpra - genialne! Każda kreska przemyślana. Pokazałam sześciolatkowi - można powiedzieć, że samodzielnie przeczytał :)

                    fabryka.ntka napisała:
                    > Mo byli bardziej fanami malowania wielkoformatowego (rewelacyjna sprawa - rolki
                    > papieru z ikea rozwijane na podlodze).
                    > A najlepsze byly te ktore sobie robili nawzajem :)

                    Też dostaję kolorowanki od dziecka :) Ostatnio takie bardziej skomplikowane - ukryty rysunek i zaznaczone, w którym miejscu użyć konkretny kolor. Rolki z Ikea też są nam bardzo bliskie :)

                    W pierwszych klasach naprawdę ocenia się rysunki dzieci na stopnie? Ruzumiem wymagania przy wypełnianiu podręczników i uwagi typu starannie lub nie.
                    • abepe Re: Książka młodego (7) twórcy 09.01.11, 10:03
                      Właśnie wczoraj zapisałam na liście zakupów z IKEA'i - nowa rolka papieru, bo młodszy wykończył:)) Jak używacie rolek? - my mamy ten drewniany uchwyt i zestaw dużych klamerek do przypięcia do stolika.
                      My dostajemy od siedmiolatka głównie komiksy (na każdy temat, który aktualnie go zajmuje) oraz różne zadania rysunkowe. Kolorowanek nie produkuje, raczej antykolorowanki:)
                      • tattarak Re: Książka młodego (7) twórcy 09.01.11, 10:27
                        abepe napisała:
                        > Jak używacie rolek? - my mamy ten drewniany uchwyt i zestaw dużych klamerek do przypięcia do stolika.

                        Młody zwykle rozkłada się na podłodze - najczęściej powstają makiety miasteczek i kempingi, więc kawałki papieru naprawdę są długie. Abepe - w IKEA jest teraz nowa cena rolek - 9 zł :)
                        • fabryka.ntka Re: Książka młodego (7) twórcy 09.01.11, 10:54
                          Są oceny. Nie jest to miejsce i czas na szczególy ale rzeklabym, że 'po bandzie'

                          Papier z rolki rozwinięty na stoliku ale najlepiej na podlodze.
                          • abepe Re: Książka młodego (7) twórcy 09.01.11, 11:09
                            Ocena jest jakby ogólna - za zadanie i wykonanie, powiedzmy, estetyczne. Wychodzi na to, że gdy syn ma dodawanie (czyli cyfry do napisania)- dostaje ocenę najwyższą, gdy ma połączyć cyfrę z liczbą obiektów i pokolorować je - dostaje najgorsze, albo przedostatnie (za niedokładne kolorowanie). Oczywiście oceny są opisowe. Wydawało mi się, że ocena "dobrze pracujesz" to pozytywna ocena, syn jednak wie, że jest przedostatnia. Czasem mówię, żeby może nie kolorował, jak nie chce tego zrobić dokładnie. Ale on się upiera, że trzeba. A dokładnie tego nie robi. W sumie - jest sobie winien, że tylko "dobrze pracuje". Naprawdę mógłby pokolorować dokładnie. Nie chce - trudno.
                            Ale bardzo ciekawa jestem, jaka będzie ocena na półrocze. Wywiadówka już w środę.
                            • fabryka.ntka Re: Książka młodego (7) twórcy 09.01.11, 11:21
                              U nas są stopnie.
                              • abepe walka Rzymian z Galami wg młodego (7) twórcy 13.01.11, 22:46
                                https://fotoforum.gazeta.pl/photo/3/ed/va/b7bl/t6aNzzar05G196acuB.jpg

                                Najbardziej podobają nam się spadające sandały.
                                • steffa Re: walka Rzymian z Galami 13.01.11, 23:22
                                  Świetny rysunek!
                                  Mój syn rysuje tylko na bloku technicznym - przyzwyczajenie (bardzo wygodne) ze szkoły. Jednak nie ma to jak gruby podkład. ;)
                                  Dwulatka uwielbia rysować i kolorować, jestem pod wrażeniem jej zdolności. W tym wieku mój syn zamalowywał całą stronę, ona potrafi pokolorować duży kawałek, nie wychodząc za linię i dopiero po jakimś czasie wszystko jest zamazane, gdyż nerw ją bierze. ;
                                  Tu efekt współpracy dużego z małą.
                                  https://i883.photobucket.com/albums/ac37/micibata/FiLerysunek.jpg
                                  • steffa Re: walka Rzymian z Galami 13.01.11, 23:22
                                    O. Nie weszło całe.
                                    Link:
                                    i883.photobucket.com/albums/ac37/micibata/FiLerysunek.jpg
                                    • abepe Re: walka Rzymian z Galami 14.01.11, 19:43
                                      steffa napisała:

                                      > O. Nie weszło całe.
                                      > Link:
                                      > i883.photobucket.com/albums/ac37/micibata/FiLerysunek.jpg

                                      O, tu też jest duch!!!
                                  • abepe Re: walka Rzymian z Galami 14.01.11, 19:42
                                    steffa napisała:

                                    > Świetny rysunek!
                                    > Mój syn rysuje tylko na bloku technicznym - przyzwyczajenie (bardzo wygodne) ze
                                    > szkoły. Jednak nie ma to jak gruby podkład. ;)

                                    Oj nie, nie stać mnie na takie ilości bloku technicznego. W ramach oszczędności nasze dzieci rysują na drugiej stronie zadrukowanych naszych papierzysk. U nas rysowanie liczy się w ryzach papieru.

                                    > Dwulatka uwielbia rysować i kolorować, jestem pod wrażeniem jej zdolności. W ty
                                    > m wieku mój syn zamalowywał całą stronę, ona potrafi pokolorować duży kawałek,
                                    > nie wychodząc za linię i dopiero po jakimś czasie wszystko jest zamazane, gdyż
                                    > nerw ją bierze. ;

                                    Nasz młodszy także prezentuje o wiele większy zapał do rysowania. starszy w jego wieku miał dreszcze na widok kredki. Mały, w wieku 2 lat potrafił narysować ducha:) Ale kolorowanie nie jest dla niego. Ostatnio narysował na czarnej kartce piękne kolorowe fajerwerki.
                                    • steffa Re: materiały 16.01.11, 00:49
                                      Blok techniczy z Auchan kosztuje 60 groszy. :-) Kupuję od razu 10. Też oczywiście rysujemy na odwrocie wszelakich kartek, nieudanych prac oraz tekturkach z rajstop, pudełkach po ryżu itp.
                                • tattarak Re: walka Rzymian z Galami wg młodego (7) twórcy 14.01.11, 11:38
                                  Boskie :-D
                                  Animowany rysunek z efektami dźwiękowymi :)

                                  Dzieciaki są zdolne i pomysłowe. Ostatnio moje, poniekąd również rysunkowo, tak mnie załatwiło w szkole, że w tym tygodniu staram się tam nie pojawiać, jak nie muszę. Może jak przetrawię, wrzucę do wesołego wątku.



                                  • abepe Re: walka Rzymian z Galami wg młodego (7) twórcy 14.01.11, 19:49
                                    tattarak napisała:

                                    > Boskie :-D
                                    > Animowany rysunek z efektami dźwiękowymi :)

                                    Moje dzieci są bardzo dźwiękowe. Młodszy np. namiętnie "czyta" Fistaszki i na widok "?" zawsze wydaje pytające "Y?". Wynajduje wszelkie wyrazy dżwiekonaśladowcze w komiksach i kłóci się z nami jak powinny brzmieć.


                                    > Dzieciaki są zdolne i pomysłowe. Ostatnio moje, poniekąd również rysunkowo, tak
                                    > mnie załatwiło w szkole, że w tym tygodniu staram się tam nie pojawiać, jak ni
                                    > e muszę. Może jak przetrawię, wrzucę do wesołego wątku.

                                    Wrzuć!!!
                                    Ja mogę tylko, zupełnie nie na temat książek, ale poniekąd w związku z pracami ręcznymi opowiedzieć, jak to kiedyś załatwił mnie mały pacjent. Obiecałam mu, że na koniec będzie mógł postawić w odpowiednich miejscach (recepta, dokumentacja z konsultacji) moją pieczątkę, "jak lekarz". Dziecię po wyjściu z mojego gabinetu poinformowało mamę, że bawiło się ze mną w doktora:))
                                    • zona_mi Re: walka Rzymian z Galami wg młodego (7) twórcy 15.01.11, 13:04
                                      > poinformowało mamę, że bawiło się ze mną w doktora:))

                                      Aaaa...!
                                      :)))
                                • zona_mi A propos bitew - polscy kszyżacy: 29.01.11, 19:43
                                  https://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/rg/gb/xv7z/sJ7pMTMbqb0bSUUubB.jpg

                                  https://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/rg/gb/xv7z/bmtEZba8p4LU8KNUWB.jpg
                                  • abepe Re: A propos bitew - polscy kszyżacy: 30.01.11, 15:48
                                    My nadal w klimatach starożytnych bitew. Ale po feriach u dziadków nasz siedmiolatek bardzo się rozwinął ornitologicznie (obserwacje prowadził bogate, lornetka zawsze była pod ręką). Rozpoznaje teraz kilka gatunków mniej oczywistych i odróżnia samiczki i samców kilku gatunków.

                                    Stworzył też kilka nowych gatunków na rysunkach (niestety zostały u dziadków), np. Gęś grecka, występowanie: Polska:)
                      • lunatica Rolka IKEA 15.01.11, 20:44
                        Ja przykręciłam metalowy uchwyt pod blatem stolika i odwijamy papier na blat i w razie potrzeby odrywamy. Inspiracje znalazłam jakiś czas temu w necie. Coś w ten deseń: fortytworoads.blogspot.com/2008/05/apartment-overhaul-part-iii.html – może komuś się przyda :-) Bardzo poręczne rozwiązanie.

                        A tak na marginesie - kto zgadnie, która z książek zainspirowała młodzież do stworzenia tego dzieła?

                        http://images46.fotosik.pl/515/82a8468853d98a95med.jpg
                        • tattarak Re: Rolka IKEA 16.01.11, 10:49
                          lunatica napisała:
                          > A tak na marginesie - kto zgadnie, która z książek zainspirowała młodzież do st
                          > worzenia tego dzieła?

                          Pierwsze co mi przyszło do głowy to mocno niezadowolona Bardzo głodna gąsienica z kumplami. Ale dlaczego ma wchodzić po drabinie? Tu już brak koncepcji :)
                          • beataj02 Re: Rolka IKEA 16.01.11, 11:39
                            Też obstawiałam gąsienicę tylko ta drabina ;-) no i strasznie szczerzy zęby :D
                            • tattarak Re: Rolka IKEA 16.01.11, 12:10
                              beataj02 napisała:

                              > Też obstawiałam gąsienicę tylko ta drabina ;-) no i strasznie szczerzy zęby :D

                              Pewnie zła. Albo przez drabinę :) A może umyła i chce pokazać? Niedawno przybiegła do mnie mała paszcza z prośbą o skontrolowanie, w sumie wyglądała podobnie :)
                              • abepe dosłowność przedszkolaka 16.01.11, 12:20
                                Mój za-trzy-miesiące-czterolatek właśnie ogląda elewację bloku, ponieważ usłyszał przed chwilą, że sikorki nie odlatują, tylko trzymają się domu.
                                • tattarak Re: dosłowność przedszkolaka 16.01.11, 13:59
                                  abepe napisała:
                                  > Mój za-trzy-miesiące-czterolatek właśnie ogląda elewację bloku, ponieważ usłysz
                                  > ał przed chwilą, że sikorki nie odlatują, tylko trzymają się domu.

                                  I co? Trzymają się? :)
                          • steffa Re: 16.01.11, 20:22
                            Ale to przecież te, no, wirusy, nie? ;-)
                            • abepe Re: 16.01.11, 20:24
                              steffa napisała:

                              > Ale to przecież te, no, wirusy, nie? ;-)

                              Ciiiii, nie wszyscy widzieli ten rysunek wcześniej!!!
      • steffa Re: Książka młodego (7) twórcy 08.01.11, 14:58
        Super historyjka. I bardzo realistyczna, jak na mój gust.
        A jak się komu nie podoba (np. 'pani'), to 'niech se narysuje inaczej'. ;-)
    • pytalijka Re: Na poprawę humoru... 08.01.11, 17:15
      Moja córka uważa, że ma puzzle z [b]ginozaurami[b] a jeden z nich to cczterodaktyl

      swego czasu zaśmiewaliśmy się z mężem z "Pan Mamutko i zwierzęta" ale dzieci nie kumały tego rodzaju humoru, bo to było jakiś czas temu. Niestety nic nie zacytuje, bo książka była wypożyczona, ale polecam.

      A ostatnio zawsze chichrały się przy Przygodach Kota Bibelota w miejscu, gdy do przejedzonego smoka Bibelot wzywa lekarza:
      "- Jak się masz koteczku - przywitał pacjenta
      - Źle bardzo - smok łapkę wyciągnął do niego. Wziął za puls pan doktor poważnie chorego i dziwy mu prawi:
      - Zanadto się jadło. Co gorsza nie myszki, lecz...
      - Cukierki. Duuuużo cukierków - przerwał mu Bibelot.
      - Wolę nie myśleć co by było, gdybym zjadł myszki - dodał znękanym głosem smok."




      • abepe Re: Na poprawę humoru... 08.01.11, 17:59
        Mój trzylatek mówi - zielony, jak szynka wędzona.
      • zona_mi Re: Na poprawę humoru... 09.01.11, 15:02
        ginozaur i czterodaktyl :)))
        • kate.2 Re: Na poprawę humoru... 14.01.11, 15:46
          Moja mała (2,3 latka) chcąc napić się mleka
          na początku mówiła: mle, mle, mle
          później: mleko, mleko
          później: chcę napić się mleka
          a dziś: mamo czy mogę Cię skonsumować?
          • steffa Re: Na poprawę humoru... 16.01.11, 00:50
            Moja 2,5 latka ma ograniczony słownik, ale jak chce usiąść, na przykład w tramwaju, zaraz po wejściu mówi: SIADANE!
    • atama Re: Na poprawę humoru... 14.01.11, 19:47
      Kwiatek z mojej podstawówki: koleżanka zakuwszy na pamięć Inwokację z Pana Tadeusza deklamowała:
      ... gryka jak świerzb biała...
      • kate.2 Re: Na poprawę humoru... 16.01.11, 15:54
        dziś po powrocie ze spaceru z tatą:
        Mamo bałam się dźwięku, myślałam, że to był otwór (potwór) ale się pomyliłam to był przecież samolot
        tata zdziwiony pyta mnie:
        Co to otwór ?
    • tattarak Re: Na poprawę humoru... 18.12.11, 22:29
      Czytamy zajmujący fragment o rozróżnianiu płci u kurczat (z książki dziecięcej o zawodach):
      - Co to jest płeć? (syn)
      - Dziewczyny to płeć piękna, a chłopaki to płeć brzydka (błyskotliwa matka)
      - Nie, dziewczyny to płeć przebrzydła, a chłopaki to płeć zwykła.

      Nie wiem czy jest to śmieszne, ale wyciągam wątek, bo zaraz spadnie do archiwum;)






      • steffa Re: Na poprawę humoru... 18.12.11, 22:40
        Sama tego chciałaś. ;-P
      • aniazm Re: Na poprawę humoru... 19.12.11, 19:11
        :D
Inne wątki na temat:
Pełna wersja