Dodaj do ulubionych

jak jest w Waszym otoczeniu?

13.04.11, 15:31
Tak mnie dzisiaj natchnęła rozmowa z pewnymi mamami. Rozmowa była o pewnym konkursie - między innymi trzeba było pójść z dzieckiem 6 razy do biblioteki. Ojej, mi by się nie chciało - powiedziała jedna. Tyle razy w bibliotece to nawet ja nie byłam, powiedziała druga. Trzecia kiwała tylko głową. Rozumiem brak czasu, ale nie o to się tutaj rozbijało (zresztą dwie z tych pań nie pracują zawodowo, a mają po jednym dziecku, więc aż tak strasznie zagonione nie są).
I tak się zamysliłam. Bo w moim otoczeniu nie ma miłośników czytania dzieciom/z dziećmi. Mam dwie koleżanki, które kładą na to wielki nacisk - ale obie mieszkają 400-500 km ode mnie, więc właściwie korespondencyjnie dzielimy się tymi sprawami. W mojej rodzinie albo w ogóle się nie zwraca uwagi na to, by dzieci czytały, albo się im każe - bez wyrobienia wcześniejszego nawyku, bez przykładu "z góry", bez kupowania ksiażek do domu. Koleżanki - żadna nie czyta swoim dzieciom. Jedna czytuje od czasu do czasu, ale żeby to była jakaś codzienność, to nikt. Wierzę, że na to często trudno wygospodarowac czas, ale - jak już wspomniałam - bywa, że zupełnie nie w tym rzecz.
Przyznam, że jestem dumna z tego, że moje Dzieci czytają. I że przynosi to efekty np w postaci bogatego słownictwa, rozległej wiedzy, wygrywanych konkursów szkolnych itd. Ale może niesłusznie? Bo przecież można się też dobrze rozwijać nie czytając. Bo tak właściwie książki to przeżytek. I zbyteczne wydawanie pieniędzy. Może to jakaś apoteoza mojej własnej przyjemności? Bo ja sobie nie wyobrażam życia bez książek, więc nakręcam teorię, jakie to mądre i pożyteczne hobby?
Obserwuj wątek
    • verdana Re: jak jest w Waszym otoczeniu? 13.04.11, 16:46
      Szczerze?
      Mnie by się chyba nie chciało. Mimo, ze do bliblioteki chodzę regularnie, dzieci też chodziły. To jednak co innego, niż konieczność zaprowadzenia dziecka 6 razy w określonej porze. Nie mowiąc już o tym, ze denerwują mnie konkursy przeznaczone tylko dla dzieci dyspozycyjnych rodziców.
      U mnie nie było "nacisku" na czytanie, po prostu czytalismy. Najstarszy zaczął czytać - za to maniakalnie - dopiero gdy miał ok. 11 lat. przedtem to my czytalismy dzieciom. ja cos normalnego, a mąż "Pana Tadeusza", czy "Odyseję" (tak, mówimy o dzieciach lat 8-10...). Ale IMO znacznie większe znaczenie miało to, ze my czytalismy sami. I dzieci nas stale widziały czytających.
      Moje dzieci czytają. Ale na szkolene osiągnięcia i konkursy to sie w 2/3 wypadków w ogole nie przekładało.
      --
      Mops i kot

      img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
      • mamalgosia Re: jak jest w Waszym otoczeniu? 13.04.11, 17:07
        Nie zrozumiałaś.
        Pytam, czy Twoi znajomi, rodzina czytają swoim dzieciom? (lub czytali im gdy byli mali). Czy jest to dla nich ważne?
        I czy Ty uważasz czytelnictwo za coś istotnego?
        Czy w swoim koleżeńskim/rodzinnym gronie nie czujesz sie osamotniona w tych zainteresowaniach?

        A co do opisanego konkursu to było tylko na marginesie. Ale nie, nie trzeba było byc o określonej porze, tylko 6 razy sie zgłosić w ciągu 2 miesięcy po pewne dyspozycje
        • verdana Re: jak jest w Waszym otoczeniu? 13.04.11, 17:14
          Moi znajomi czytali:)
          A nawet mam znajomych, którzy uwazali czytanie - i to wartosciowych książek - za tak istotne, ze czytali bardzo dużo, bardzo pouczających pozycji, pilnowali, aby dziecko czytało nie "byle co", ale naprawdę dobre książki, które czegoś je nauczą. I doprowadzili do tego,z ę ich dzieci, po ukończeniu szkoły ksiązki do ręki wiecej nie wzięły:)
          Uwazam, zę czytanie książek jest przede wszyskim idealną rozrywką. I jest pożyteczne. Ale nie mniej pozyteczne jest oglądanie dobrych filmow (a jak pokazuje przyklad mojej córki - złych też).
          Akurat ja czuję się osamotniona w rodzinie, bo nie lubię filmów. Ksiązki w moim gronie towarzysko-rodzinnym czytają absolutnie wszyscy. Maniakalnie. Większość nawet pisze książki:)
          --
          Mops i kot

          img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
            • kavakava Re: jak jest w Waszym otoczeniu? 13.04.11, 21:32
              odnośnie otoczenia:
              ja też nie mogę wyjść z podziwu że nikt nie podziela mojego świra! nawet chciałam założyć podobny wątek:) bo tak - wykształceni sąsiedzi nie dawali roczniakowi książeczek do rąk "bo jest za mały i może zniszczyć", czytali tylko brzechwę do poduszki, jak na forum rówieśników synka zapuszczam wątek książkowy, to bardzo szybko zdycha, do koleżanki zagadałam co czytają, odpowiedziała że klasykę i nie ciągnęłą tematu:( Generalnie nie jest tak, że wogóle nie czytają, ale albo brzechwę/tuwima, ilustracje nieważne, albo wszystko jak leci z supermarketu, to trochę boli, ale rozumiem, że jestem w jakiś sposów przewrażliwiona i moje podejście niekoniecznie jest jedyne słuszne. Tamte dzieci przeżyją bez tych wszystkich wspaniałych książek, prawda?
              odnośnie wychowywania w duchu czytelnictwa:
              Ja od małego byłam karmiona książkami, sięgałam po nie sama i tak mi zostało.
              Mój brat wychowywany identycznie + mogący podglądać starszą czytającą siostrę zachował się nieco inaczej - sam z siebie przeczytał tylko Tolkiena (łącznie z Silmarilionem) w wieku 10 lat, po czym stwierdził, że reszta literatury się nie umywa i przestał czytać na jakieś następne 10 lat;)
              • mamalgosia Re: jak jest w Waszym otoczeniu? 14.04.11, 09:52
                kavakava napisała:

                > odnośnie otoczenia:
                > ja też nie mogę wyjść z podziwu że nikt nie podziela mojego świra! nawet chciał
                > am założyć podobny wątek:)

                Powiem tak: pociesza mnie to i nie pociesza. Z jednej strony czuję sie zrozumiana przez kogoś - a to zawsze jest miłe, ale z drugiej - przecież to smutne.


                , t
                > o trochę boli, ale rozumiem, że jestem w jakiś sposów przewrażliwiona i moje po
                > dejście niekoniecznie jest jedyne słuszne. Tamte dzieci przeżyją bez tych wszys
                > tkich wspaniałych książek, prawda?
                No właśnie. Ale dlaczego uświadomienie sobie tego faktu jest dla mnie przykre?


            • anna_mrozi Re: jak jest w Waszym otoczeniu? 13.04.11, 21:43
              Może trzeba zapytać? Drążyć? Perswadować?
              Ja uświadamiam na prawo i lewo czasem (ale chyba prościej jest na poziomie przedszkola), czasem potrafię zaczepić mamę w księgarni i uświadamiać co warto wybrać ;)

              Ale generalnie - moje otoczenie czyta. Dzieciom zawsze.
              Sobie - niekoniecznie (a nad tym zastanawiała się kiedyś Abepe...)

              Mam znajomych bezdzietnych (bezpośrednio), którzy obiecują sobie, że w tym miesiącu
              do mnie już nie przychodzą - za dużo fajnych książek, które chcieliby dać zaprzyjaźnionym dzieciom...

              Czasem mam wrażenie, że w momencie, kiedy dziecko zaczyna czytać samodzielnie, rodzice czują, że "już nie muszą", do czytania często zniechęca szkoła, ze wzoracami czasem kiepsko
              i gdzieś ginie ta pasja czytania (tak częsta u kilkulatków).
              --
              pozarozkladem.blogspot.com/
              pociąg do czytania
              • steffa Re: jak jest w Waszym otoczeniu? 13.04.11, 21:48
                Ludzie często nie wiedzą, co fajnego można wybrać, bo nie błądzą w poszukiwaniu skarbów po kolejnych księgarniach. To robią tylko maniacy. Trzeba im otworzyć oczy.

                W moim otoczeniu wszyscy czytają dzieciom (nie sprawdzam, jak długo), ale nie wszyscy zwaracają uwagę na jakość ilustracji. Ja to zmieniam. ;-)

                Co do konkursu: sama niekoniecznie zaciągnęłabym moje dzieci, choć zdecydowanie podbijamy średnią odwiedzających bibliotekę. Nie lubimy konkursów. :-)
                --
                Czytajcie!
              • mamalgosia Re: jak jest w Waszym otoczeniu? 14.04.11, 09:55
                anna_mrozi napisała:

                > Może trzeba zapytać? Drążyć? Perswadować?
                > Ja uświadamiam na prawo i lewo czasem (ale chyba prościej jest na poziomie prze
                > dszkola),
                Czyli - anno_mrozi - jesteś przekonana o słuszności krzewienia czytelnictwa wśród dzieci. A mnie jakieś przykre wątpliwości dopadły.


                czasem potrafię zaczepić mamę w księgarni i uświadamiać co warto wybr
                > ać ;)
                Tak! To jest super!
                Spotkałam taką panią na wakacjach - byłam w księgarni z moimi Synkami w pewnym nadmorskim miasteczku (btw księgarnia zaopatrzona rewelacyjnie), była też pani z córeczką. I śmy sobie popolecały:) Mam nadzieję, że moje słowa przydały się jej córeczce choć trochę, ja w każdym razie dzięki tej pani przeżyłam super przygodę z pewną serią książek:)


                >
    • ophelia78 Re: jak jest w Waszym otoczeniu? 13.04.11, 22:18
      W moim otoczeniu dzieciom czytają ci, którzy sami czytają.

      Natomiast nie utożsamiałabym czytelnictwa z chodzeniem do biblioteki: wiele osób po prostu stać na kupowanie książek (lub są w stanie zrezygnować z innych zakupów, żeby kupić książkę) i tego przybytku nie odwiedzają, bo zwyczajnie nie mają takie potrzeby.

      --
      Jędrek, 12.03.2009.
      https://lbff.lilypie.com/N0g0p1.png
    • pepperann Re: jak jest w Waszym otoczeniu? 14.04.11, 00:06
      A co można było wygrać w tym konkursie?

      Bardzo chętnie odwiedzam bibliotekę, ale nie na gwizdek, to mnie odstręcza.

      Wśród znajomych czytanie na pewno ma pozytywny wizerunek, ktoś kto dużo czyta dzieciom nie uchodzi za wariata ani dziwaka. Jak napisała Ophelia, zwykle kto lubi sam czytać, też czyta dzieciom.

      Myślę, że większość moich znajomych ma takie podejście, jakie i ja miałam kiedyś, czyli nastawienie raczej na kanon, na klasykę, bez szczególnego poszukiwania nowych i ciekawych + niewyrafinowane podejście do dzieci małych (książeczka z obrazkami do pogryzienia, Tuwim i Brzechwa).

      Mnie się udało zarazić swoją (świeżą) pasją do książek dziecięcych mojego brata i bratową. Na początku krzywo patrzyli na książki które przynosiłam dla bratanicy od jej urodzenia. W którymś momencie powiedzieli, że mała ma już dosyć aż do pójścia do szkoły ;-) Ale teraz (ma 2 latka) okazało się, że te książki ode mnie są hitem i jak do nas przychodzą, to zaraz lecą do półki i patrzą, co mam nowego. Bardzo są dumni jak znajdą coś fajnego, czego nie znam. I tak w rodzinie zostałam małym książkowym guru, chociaż ogólnie czuję się mocno początkująca.


      --
      Marianna 27 sierpnia 2007
      Helena 16 marca 2009

      cosłychaćudziewczynek
    • abepe Re: jak jest w Waszym otoczeniu? 14.04.11, 09:37
      W moim otoczeniu sporo osób czyta dzieciom. Wiedząc o mojej książkowej pasji - pytają mnie o radę. Ale też czasem przychodzą z informacjami, których ja nie znam albo pożyczają książki nam:)
      Moja szefowa (pracuję w branży nieksiążkowej, ale dziecięcej:), gdy przyznałam, że biorę urlop, żeby jechać na targi książki - powiedziała "świetnie, pani wie, jakie książki lubimy, czekamy na nowości!" (ma dwuletnią córkę)

      Nie dalej jak wczoraj dyskutowaliśmy w pracy o...odchodach na samochodach i przeszliśmy do erlbruchowego kreta:) Przyniosłam go dzisiaj w ramach prezentacji:)

      Ale, faktycznie, zauważyłam, że więcej osób czyta dzieciom niż sobie. Czytają literaturę fachową, ze swojej branży, ale rozrywki wybierają inne. Zastanawiam się, jak będzie z czytelnictwem ich dzieci, gdy dojdą do wieku samodzielnego czytania?
      • verdana Re: jak jest w Waszym otoczeniu? 14.04.11, 10:03
        Cóż, ja uwielbiam czytać, ale jednak nie uważam, aby wszyscy dorośli musieli czytać beletrystykę. To jest forma rozrywki - jedni lubia, drudzy nie. Już nie jest tak, zę większości rzeczy można dowiedzieć się tylko z książek. Sa filmy, Internet, portale społecznościowe. Kiedyś ksiązki były jedynym "oknem na świat" - już nie są.
        Przyznam, ze zgadzam sie z moją córką, która twierdzi, ze coś jest nie w porzadku z przeswiadczeniem, ze wykształcony człowiek powinien być oczytany, a może nie znać podstawowych, fundamentalnych dla kultury filmów - "Obywatela Kane", czy "Casablanki" na przykład.
        --
        Mops i kot

        img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
        • abepe Re: jak jest w Waszym otoczeniu? 14.04.11, 10:40
          verdana napisała:

          > Cóż, ja uwielbiam czytać, ale jednak nie uważam, aby wszyscy dorośli musieli cz
          > ytać beletrystykę. To jest forma rozrywki - jedni lubia, drudzy nie. Już nie je
          > st tak, zę większości rzeczy można dowiedzieć się tylko z książek. Sa filmy, In
          > ternet, portale społecznościowe. Kiedyś ksiązki były jedynym "oknem na świat" -
          > już nie są.
          > Przyznam, ze zgadzam sie z moją córką, która twierdzi, ze coś jest nie w porzad
          > ku z przeswiadczeniem, ze wykształcony człowiek powinien być oczytany, a może n
          > ie znać podstawowych, fundamentalnych dla kultury filmów - "Obywatela Kane", cz
          > y "Casablanki" na przykład.

          Uważam jednak, że nic tak nie rozwija jak czytanie. Poza tym beletrystyka nie jest jedyną rozrywkową literaturą. Dla mnie każda książka czytana w innym celu niż rozwój zawodowy - jest rozrywką. Bo czym innym?
          Jeżeli chodzi o inne formy rozrywki - przyznasz chyba, że czym innym jest oglądanie dobrych filmów a czym innym śledzenie "Tańca z gwiazdami" a wiele osób na takiej formie rozrywki poprzestaje. Wydaje mi się, że najczęściej człowiek, który ogląda klasykę dobrego kina - także czyta.
          Zupełnie pomijam tutaj kwestię wykształcenia. Znam czytające osoby po zawodówce. Czytające nie tylko Daniel Steel.


          • verdana Re: jak jest w Waszym otoczeniu? 14.04.11, 10:47
            Cóż, znam wiele książek na poziomie "Tańca z gwiazdami".
            Ja czytam, ale nie oglądam filmow i mam wrazenie, ze jest to taka sama luka w wykształceniu i poziomie kulturalnym.
            --
            Mops i kot

            img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
            • mamalgosia Re: jak jest w Waszym otoczeniu? 14.04.11, 10:59
              verdana napisała:

              > Cóż, znam wiele książek na poziomie "Tańca z gwiazdami".
              O tak. Takich również czasem potrzebuję.
              Ale jednak podświadomie czuję, że jest coś lepszego w książce na poziomie "Tańca z gwiazdami" od samego "Tańca z gwiazdami". Nie potrafię jednak sprecyzować dlaczego tak myślę.



              Miałam kiedyś uczennicę, która czytała masowo harlekiny. Masowo to znaczy średnio jeden na dzień. Kupwała na wyprzedażach, wypożyczała itd. Poza tym czytała tylko obowiązkowe lektury szkolne. I co? Lepszy rydz niż nic? Czy lepsze nic niż chała?


              > Ja czytam, ale nie oglądam filmow i mam wrazenie, ze jest to taka sama luka w w
              > ykształceniu i poziomie kulturalnym.
              Tez uważam, że to luka, ale moje wrażenie jest jednak inne, ta luka wydaje mi się mniejsza. Ale może to samoobrona;)
              • abepe Re: jak jest w Waszym otoczeniu? 14.04.11, 11:55
                mamalgosia napisała:


                > Ale jednak podświadomie czuję, że jest coś lepszego w książce na poziomie "Tańc
                > a z gwiazdami" od samego "Tańca z gwiazdami". Nie potrafię jednak sprecyzować d
                > laczego tak myślę.
                >

                Ja myślę, że czytanie wymaga nieco większego wysiłku. I ten właśnie wysiłek jest rozwijający.

            • joxanna Re: jak jest w Waszym otoczeniu? 14.04.11, 21:40
              > Ja czytam, ale nie oglądam filmow i mam wrazenie, ze jest to taka sama luka w wykształceniu i poziomie kulturalnym.

              Niedługo do tego dojdą co ambitniejsze gry komputerowe i co ciekawsze seriale.

              --
              Marta 12/2005
              Szymon 01/2008
              Jakub 07/2010
          • mamalgosia Re: jak jest w Waszym otoczeniu? 14.04.11, 10:55
            Ale w drugą stronę to nie działa. Czytam bardzo dużo, a jednak nie potrafię oglądac filmów - jakieś ADHD psychiczne mam. Sporadycznie oglądam coś, co z góry wiem, że mnie zainteresuje (a i to z trudnością i często robiąc przy tym ze trzy inne rzeczy). Natomiast z własnej woli i z chęcią nie obejrzałabym "Casablanki". Nie mówię tego z dumą, ale również nie z poczuciem winy - po prostu stwierdzam fakt.
            Czym więc jest to czytanie książek, że uważamy je za tak wazne
              • abepe Re: jak jest w Waszym otoczeniu? 14.04.11, 16:24
                verdana napisała:

                > Ja mam tak samo, ale ze świadomoscią, ze nie obejrzenie Casablanki jest równie
                > kompromitujące, co brak znajomosci klasyki literackiej.
                >

                Nie widzę sensu traktowania tego w kategoriach kompromitacji. Raczej pewne straty.
                • steffa Re: jak jest w Waszym otoczeniu? 14.04.11, 21:42
                  W pewnych kręgach będzie to niewątpliwie kompromitacja.
                  Zauważyłam, że środowisko literackie z pogardą traktuje sztuki wizualne - zarówno film, jak i sztukę nowoczesną.
                  Dla mnie tragicznym odkryciem było, że nowy narybek montażystów nie znał w ogóle podstawowych dzieł filmowych- kanonu - ani tego 'z dawnych czasów', ani filmów z ostatnich dwudziestu lat. Niewiedza staje się powoli cnotą.
                  --
                  Czytajcie!
                  • steffa Re: jak jest w Waszym otoczeniu? 15.04.11, 01:02
                    O. To też może być głos w naszej dyskusji: Łukasz Barczyk w "Wysokich obcasach"
                    Zajmuje się pan edukacją. Jest pan wykładowcą w łódzkiej Filmówce. Jak to idzie?
                    Opornie. Ciężko. Źle. Ludzie nie czytają. Nie oglądają. Nie chcą myśleć. Mają w dupie. Ale znajdują się nieliczni, którzy są wspaniali, otwarci i robią zachwycające rzeczy. Nie ma sensu narzekać na ludzi.

                    Więcej tu, choć już na inny temat ;-):
                    www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53668,9315582,Zrobilem_film_ekstremalnie_oryginalny.html?as=2&startsz=x
                    --
                    Czytajcie!
    • steffa Re: jak jest w Waszym otoczeniu? 14.04.11, 10:10
      Ale rzeczywiście podzielam Twój niepokój: wielu jest ludzi, którym do głowy nie przychodzi czytanie dzieciom. I to wykształconych, którzy w sumie rozumieją dobrodziejstwa z tego płynące. Jednak są tak zajęci samorealizacją i realizacją celów życiowych i zapewnianiem dobrobytu, że nie mają czasu pomyśleć o czymś takim, jak czytanie.
      --
      Czytajcie!
      • mamalgosia Re: jak jest w Waszym otoczeniu? 14.04.11, 11:01
        Przypomniała mi się pewna rodzina, w której właśnie rodzice - jak to okresliłaś - rozumieją dobrodziejstwa płynące z czytania. Ale tam sie także nie czytało dzieciom, nie dawało się im książek (sporadycznie). Dopiero w wieku szkolnym namawiało sie do czytania (samodzielnego).
        • uccello dwa światy 14.04.11, 12:28
          Rozmowa z wykształconą, bardzo rzutką i inteligentną babeczką, której udało się zaoszczędzoną firmową kwotę przeznaczyć dla dziecięcego onkologicznego oddziału szpitalnego. Kwota duża, więc na pewno kino domowe z zestawem filmów dla dzieci ( można przylutować logo sponsora). Zostaje reszta kasy i dylemat - co kupić.
          Ja na to oczywiście:
          - KSIĄŻKI!!! Jak chcesz, mogę ci pomóc skonstruować listę...
          -EEEeee tam , chodzi o coś, co NAPRAWDĘ JE UCIESZY...
          • mamalgosia Re: dwa światy 14.04.11, 13:02
            No i teraz jaka jest prawda: dzieci ksiązki nie ucieszą, czy ta pani tylko tak myśli?
            A słynna książka o Lwie Lucjanie - idealna przecież.

            Byłam na dziecięcej onkologii. Pobyt na szczęście krótki i dobrze zakończony, ale doznania bardzo głębokie i nie bledną z upływem czasu.
            Fakt, część dzieci nie była w stanie czytać. One pewnie wolałyby film. Ale widziałam pewnego tatę, który czytał córeczce wieczorem. Widziałam też dziewczynkę (około 10letnią), która szperała w pudle z książeczkami, chciała coś dla siebie znaleźć. Tak że może byłoby zainteresowanie. Najbardziej jednak przydawały sie laptopy
    • anndelumester Re: jak jest w Waszym otoczeniu? 14.04.11, 13:19
      Moje otoczenia jest w zasadzie podobne do mnie. To jest taki luksus, który bardzo doceniam ostatnio.

      Nie mam czasu ani sił na uświadamianie ani kaganki oświaty. Na jałowe gadki też nie mam czasu. Nie czytają, nie dbają, nie robią - ich strata.
      Co nie zmienia faktu, że nie znoszę korzystać z bibliotek i unikam jeśli mogę.

      --
      Gdyby oni przynajmniej tej książki tak nie czytali. Co by to było, gdybyśmy tak my nasze dzieci męczyli jakimś Kadłubkiem czy innym Anonimem. Tymczasem oni ten swój spisek przeciwko światu zaczęli od tego, że byle rybak miał zaraz umieć
      czytać, pisać i dyskutować. Siedzi taki, rybki w Jeziorze Galilejskim łowi i zamiast pół litra obciągnąć to skubany z kolegą z drugiej łódki o pryncypia się spierają, albo przerzucają się głodnymi kawałkami z Księgi Psalmów lub z Pieśni nad pieśniami.(A.Koraszewski)
    • agisek Re: jak jest w Waszym otoczeniu? 14.04.11, 19:36
      Ja od zawsze czytałam i od zawsze cierpiałam na głód książki, więc w ogóle nie mogę sobie wyobrazić jak to bez książek jest. Zawsze stanowiły dla mnie bardzo istotną część rzeczywistości - nie tylko rozrywkę, ale takie wielkie okno na świat, napęd rozwojowy, platformę spotkania i porozumienia z innymi.

      Większość moich przyjaciół i bliskich znajomych czyta. A ja jestem z tych, którzy niezmordowanie uświadamiają ;-). Czasem wystarczy naprawdę niewiele - wystarczy, że ktoś się dowie, że na książki dla dzieci można patrzeć inaczej i jest strasznie zdziwiony, że takie rzeczy można kupić i że można na książki dla dzieci patrzeć w taki sposób. Mam nawet trójkę dzieci, dla których jestem takim książkowym patronem, czasem coś kupuję, a czasem ich rodzice dzwonią, podpytują, informacje przekazują innym. Strasznie cierpię, gdy widzę, że do przedszkola koledzy i koleżanki moich dzieci przynoszą wyłącznie pozycje z supermarketu. Na szczęście w Gdańsku powinna lada chwila otworzyć się księgarnia dziecięca z profesjonalną obsługą, więc będzie gdzie ich kierować ich rodziców :-).

      Filmy uwielbiam i oglądam. "Casablanki" nie widziałam, nie czytałam też "Czarodziejskiej góry". Swojego uczestnictwa w świecie kultury nigdy nie traktowałam na zasadzie odhaczania obowiązkowych pozycji z jakiejś listy, tylko po prostu jako odpowiedź na moje rzeczywiste potrzeby i upodobania.
      • mamalgosia odhaczanie z listy 14.04.11, 19:55
        a ja takie coś zaliczyłam. Jako głodna kultury ("kurtury"-jak mawia mała koleżanka abepe) 17latka otworzyłam encyklopedię na haśle "dzieła literatury światowej" i czytałam. Teraz już bym nie dała rady (na starość mózg mi się znacznie skurczył+zmęczenie), ale wtedy sprawiało mi to frajdę i chyba dużo wniosło w moją głowę
        • agisek Re: odhaczanie z listy 14.04.11, 20:14
          Tak, ale to było w takim razie odpowiedzią na Twoje potrzeby ;-) Też miewałam takie okresy i miałam fazy poznawania autorów danej epoki czy kraju (pomijając obowiązkowe lektury w szkole i na studiach). Ale uważam, że tyle przeczytałam, że nie mam obowiązku znać każdego dzieła uznanego za klasyczne i nie można mnie jego nieznajomością zawstydzić. I nie wykluczam tego, że kiedy przyjdzie czas to przeczytam/obejrzę.
          • abepe Re: odhaczanie z listy 14.04.11, 20:40
            Nie widzę nic złego w odhaczaniu:)) Klasykę czytałam w liceum (byłam w klasie humanistycznej). Potem na studiach i przez pierwsze lata pracy skupiałam się książkach fachowych (bo tyle tego, człowiek myśli, że musi wszystko wiedzieć w swojej dziedzinie).
            Do książek spoza branży wróciłam kilka lat temu. Czasem robię sobie listy książek, których zabrakło w moich lekturach. Od pewnego czasu autorką, którą odhaczam jest Virginia Woolf (w ostatnim Magazyn Literackim TP dużo, dużo o VW:)

            Czasem zazdroszczę bibliotekarzom, polonistom, czy oni mogą czytać to, co sobie chcą?
            • anna_mrozi Re: odhaczanie z listy 14.04.11, 21:21
              > Czasem zazdroszczę bibliotekarzom, polonistom, czy oni mogą czytać to, co sobie
              > chcą?
              Dlaczego poloniście mogą czytać "to co chcą"? Przez większość studiów czytają setki tego co muszą ;)
              A W.Voolf - świetna, świetna. To jeden z pożytków studiów, że zetknęłam się z nią już dawno temu ("Fale" i teoria literatury..) i wciąż mogę do niej wracać :)


              A odhaczanie...
              To ważne mieć pewien fundament. A "klasyka" to baza, dzięki której nieco inaczej chyba widzi się to, co powstaje współcześnie, inaczej patrzy na całokształt kultury...
              --
              pozarozkladem.blogspot.com/
              pociąg do czytania
              • abepe Re: odhaczanie z listy 14.04.11, 21:45
                anna_mrozi napisała:

                > Dlaczego poloniście mogą czytać "to co chcą"? Przez większość studiów czytają s
                > etki tego co muszą ;)

                Aaaaaa, tak wiem, na studiach jest orka:)) Miałam koleżankę, która studiowała filologię rosyjską i próbowała połączyć ją z polonistyką. Poległa na niemożności przerycia się jednocześnie przez zestawy lektur.
                Myślę o polonistach pracujących - w końcu powinni być oczytani:))

                > A W.Voolf - świetna, świetna. To jeden z pożytków studiów, że zetknęłam się z n
                > ią już dawno temu ("Fale" i teoria literatury..) i wciąż mogę do niej wracać :)

                Ja zaczęłam dziwnie - od Dzienników, potem przeszłam przez całą listę książek mniej znanych. Tak naprawdę nie przeczytałam żadnego jej hitu - przede mną "Pani Dalloway", "Do latarni", "Orlando" i "Fale":)) "Własny pokój" i "Trzy gwinee" chciałabym umieścić na liście książek CPCD (i naszej w sumie też) dla najstarszej młodzieży (obu płci!)
                Mój mąż, który skończył anglistykę właśnie postanowił wrócić do Szekspira:) Do sztuk, które dotyczą okresów historii, o których ostatnio czytał (historia jest jego pasją). To jest niezwykłe w literaturze, że wiele w jej odbiorze zmienia się w różnych okresach naszego życia.
              • agisek Re: odhaczanie z listy 05.05.11, 17:47
                > A W.Voolf - świetna, świetna. To jeden z pożytków studiów, że zetknęłam się z n
                > ią już dawno temu ("Fale" i teoria literatury..) i wciąż mogę do niej wracać :)

                Kiedyś próbowałam czytać Woolf, ale kompletnie do mnie nie przemawiała. Jakiś czas temu przeczytałam "Własny pokój" (świetny) i "Trzy gwinee" (z trudem). Pod wpływem artykułów z dodatku do "Tygodnika Powszechnego" zdecydowałam się zamówić "Chwile wolności". Czekamy niecierpliwie!
                • abepe Re: odhaczanie z listy 08.05.11, 11:50
                  agisek napisała:


                  > Kiedyś próbowałam czytać Woolf, ale kompletnie do mnie nie przemawiała. Jakiś c
                  > zas temu przeczytałam "Własny pokój" (świetny) i "Trzy gwinee" (z trudem). Pod
                  > wpływem artykułów z dodatku do "Tygodnika Powszechnego" zdecydowałam się zamówi
                  > ć "Chwile wolności". Czekamy niecierpliwie!

                  A, trzeba było dać znać - mam "Chwile wolności". Świetne są, chociaż to nie jest lektura łatwa przez zawiłości personalne:) Ale spostrzeżenia społeczne - dla mnie niezwykle cenne. Pod ich wpływem zaczęłam czytać inne książki Woolf. Mam już pokaźny zbiór, służę pożyczką w podzięce za te wszystkie, które od Ciebie wynoszę (kilka miesięcy temu była w merlinie świetna promocja - wiele książek kobiet-autorek w promocji 50%:)
                  • agisek Re: odhaczanie z listy 11.05.11, 15:43
                    >A, trzeba było dać znać - mam "Chwile wolności". Świetne są, chociaż to nie jest lektura >łatwa przez zawiłości personalne:) Ale spostrzeżenia społeczne - dla mnie niezwykle >cenne. Pod ich wpływem zaczęłam czytać inne książki Woolf. Mam już pokaźny zbiór, służę >pożyczką w podzięce za te wszystkie, które od Ciebie wynoszę

                    "Chwil wolności" nie pożyczałam celowo. Domyślałam się, że będę czytała długo, podkreślała bez opamiętania. Po inne się chętnie zgłoszę :-)
            • agisek Re: odhaczanie z listy 15.04.11, 09:02
              Co do polonistów - pamiętam, jak po studiach zaczęłam pracować w bibliotece szkolnej i byłam strasznie szczęśliwa, że w szkole w końcu poznam tylu polonistów, z którymi będę mogła o książkach rozmawiać! Wielkie było moje rozczarowanie, kiedy się okazało, że poloniści czytają najmniej i to głównie to, co muszą, takie teksty około programowe i około lekturowe. Różnie się tłumaczyli, najczęściej tym, że na studiach już się naczytali. Za to partnerkami do gadania o książkach i najwierniejszymi czytelniczkami okazały się matematyczki. Tak było w dwóch szkołach, ciekawa jestem, czy to przypadek czy jednak jakaś prawidłowość.
              • anna_mrozi Re: odhaczanie z listy 15.04.11, 10:32
                Hmm... no właśnie poloniści.

                Wprawdzie nie pracowałam w szkole z dziećmi, ale wiem, że z polonistami jest tak, jak w każdej innej grupie "zawodowej" - wszystko zależy od konkretnego człowieka, jego otwartości, poziomu pasji, chęci i zamiłowania.
                Wiadomo, że z tym jest różnie.
                Na polonistyce także bywa trudno o dyskusje nad książkami, mało osób śledzi nowości, trendy.

                Filolog (każdy) dostaje (jeśli się przykłada;) pewne narzędzia do zajmowania się literaturą (między innymi). Czasami to nieco przysłania prostą przyjemność czytania.

                A polonistka w szkole - hmm Tak jak każdy inny człowiek może być mniej lub bardziej interesującym partnerem do dyskusji.
                Niestety, często zdarza się ta pierwsza opcja - to punkt wyjścia do rozmowy dlaczego nauczycielki j.polskiego (bo w większości to kobiety) mają szczególny dar do zniechęcania do czytania (uogólniam, nie wszystkie rzecz jasna)?
                To temat rzeka - polska szkoła, mentalność nauczycieli - kto zostaje w zawodzie, prestiż społeczny tego zawodu itd...





                --
                pozarozkladem.blogspot.com/
                pociąg do czytania
              • mamalgosia Re: odhaczanie z listy 15.04.11, 15:56
                agisek napisała:

                > Wielkie było moje rozczarowanie, k
                > iedy się okazało, że poloniści czytają najmniej i to głównie to, co muszą, taki
                > e teksty około programowe i około lekturowe. Różnie się tłumaczyli, najczęściej
                > tym, że na studiach już się naczytali

                Powiem szczerze: nie chciałam tego napisać. Ale skoro napisałaś, to i ja sie podepnę. Tak było we wszystkich szkołach,w których pracowałam. Na około 20 polonistów (nauczycieli) jakich poznałam tylko jedna pani jest naprawdę rozmiłowana w czytaniu
          • mamalgosia Re: odhaczanie z listy 15.04.11, 15:51
            Tak. Teraz to w ogóle cenię sobie ten komfort, że CZYTAM CO CHCĘ.
            No, a moim Dzieciom, też czytam CO CHCĘ:)
            Na szczęście Starszy już wybiera sobie do samodzielnego czytania sam, Młodszy jeszcze czyta co mu podepchnę
    • mama_kasia Re: jak jest w Waszym otoczeniu? 15.04.11, 10:00
      Włączę się w wątek filmowy, bo mam taki przypadek w domu. Syn czytał, bardzo dużo czytał,
      a teraz czyta mniej, za to przerzucił się na filmy. Śledzi filmweba, wyszukuje, czego
      jeszcze nie widział, i to zarówno klasykę, jak i inne pozycje. Wstał nie tak dawno o pierwszej
      w nocy, aby coś Hitchcock'a obejrzeć, bo o normalnej porze nie ma szansy tego
      zobaczyć. ...W sumie cieszę się.
    • irmeline Re: jak jest w Waszym otoczeniu? 15.04.11, 10:22
      O książkach mogę długo dyskutować z moim ojcem. To on mi najwięcej czytał w dzieciństwie, a gdy książka się kończyła, kontynuował opowieść, wymyślając dalszy ciąg.
      Jedno z moich pierwszych wspomnień to nasza wspólna wyprawa do biblioteki – długa asfaltowa alejka i „szelest” brązowych sztruksów ojca, gdy idziemy w stronę bloku, na parterze którego mieści się biblioteka.
      Ponieważ rodzice kupowali mi dużo książek, w podstawówce założyłam „Bibliotekę klasową” – znalazło się kilka chętnych do pożyczania osób, które tak jak ja lubiły czytać. W liceum, a byłam na profilu humanistycznym, czytali właściwie wszyscy - dlatego, że lubili i dlatego, że nie wypadało nie czytać. Wtedy przeczytałam najwięcej klasyki, choć odpuściłam sobie niektóre lektury – nie potrafię zmusić się do czytania, jeśli książka bardzo mi nie pasuje.
      Na studiach niedojadałam, żeby zaoszczędzić trochę grosza, a gdy się uzbierała jakaś kwota, wpadałam do Prusa na Krakowskim Przedmieściu i kupowałam sobie książkę, na którą miałam ochotę. I ucztowałam duchowo. Nie zawsze to była beletrystyka. Kupowałam wiele książek psychologicznych, pedagogicznych, albumów z malarstwem, fotografią. Dzisiaj dla siebie kupuję mniej, więcej pożyczam z bibliotek. Kupuję bardzo dużo dla córki. Odwiedzenie biblioteki nadal poprawia mi humor i jest prawdziwą przyjemnością. Gdy córka miała 2 lata otrzymała własną kartę biblioteczną i jeździmy do biblioteki razem. Mój mąż niestety nie włącza się do tego wcale - sam nie czyta, bo nie lubi. W szkole przeczytał, w przeciwieństwie do mnie, jak już wspomniałam, wszystkie lektury obowiązkowe, ale na tym się skończyło. Zwyczajnie czytanie nie sprawia mu przyjemności, nie relaksuje go. Trochę mnie to martwi, bo czytałam kiedyś, że większy wpływ na to, czy dziecko będzie w przyszłości czytelnikiem ma czytający ojciec. Zaprenumerowałam nawet M. dwa czasopisma, bo pomyślałam, że może po to chętniej sięgnie, ale chyba jednak niekoniecznie… Nic więcej zrobić nie mogę, nie da się zmusić do czytania. Na szczęście M. pochodzi z rodziny, gdzie się czytało i kupowało książki, i jego dwaj bracia dużo czytają. Co oznacza, że aprobuje moje szaleństwo i nawet jeździ ze mną na targi, i choć przeklina pod nosem, stoi w gigantycznych kolejkach po autografy ;-)
      Znajomi, ci najbliżsi, wszyscy wykształceni, i to raczej humanistycznie, ale czytają jakby mniej niż kiedyś, i mniej o książkach rozmawiają. Dzieciom czytają, ale nie przykładają wielkiej wagi do wyboru lektur, nie uczestniczą też w wydarzeniach czytelniczych takich jak np. targi, i kiedy zaproponowałam ostatnio wspólny wyjazd na targi książki dla dzieci do Krakowa, nie znalazłam chętnych. Ale przykro zrobiło mi się dopiero wtedy, gdy zaproponowałam rodzicom w przedszkolu córki, by prezentem na ukończenie przedszkola była książka z wpisaną dedykacją i podpisami dyrekcji i wychowawczyni. Popatrzyli na mnie bez entuzjazmu i stwierdzili, że wolą pamiątkowe tablo ze zdjęciami. Ogólnie czuję się więc trochę osamotniona w mojej miłości do książek. Mimo wszystko próbuję nieść kaganek oświaty, obdarowując książkami znajome dzieci, odwiedzam też przedszkole córki i czytam dzieciakom książki (ostatnio też bajki z rzutnika). W tym wszystkim doceniam dobrodziejstwo Internetu, bo dzięki takiemu forum jak nasze wiem, że nie jestem dziwadłem ;)

      --
      Carpe diem, carpe noctem
      • steffa Re: jak jest w Waszym otoczeniu? 15.04.11, 11:28
        Z moją podstawówkową przyjaciółką Magdą połączyła nas miłość do biblioteki, a jeden z moich kotów został wyciągnięty spod bibliotecznej półki na ulicy Bonifacego. Lew mu było. Moi rodzice poznali się na Targach Książki. :)
        --
        Czytajcie!
        • ap77 Re: jak jest w Waszym otoczeniu? 15.04.11, 18:15
          Fajny watek:)
          Ja z tych czytajacych, siedze tez zawodowo w "ksiazkach", rodzina czytajaca.
          Niestety obserwuje wsrod znajomych to co zauwazyla zalozycielka watku. Nie czytaja, a jesli juz to przypadkowo. Mam jedna kolezanke, ktora ma hopla na punkcie ksiazke i tyle.
          Takie "fiksy" jak nasze to snobizm:)
          Na innych forach (rowiesniczych) w wiekszosci pojecia nie maja (i nei chca zglebiac tematu) co to Percy, Ciekawski George, Linnea, Gdzie jest tort itd itp.
          Rodzice nie maja czasu, sa zmeczeni praca, splacaniem kredytu i najlepiej, zeby dziecko wychowalo przedszkole...


          Mam w domu malego Budde w postaci syna:)

          Mama KaOwiec
          Zapraszam! (prosze pukac na mojego maila gazetowego)
        • verdana Re: jak jest w Waszym otoczeniu? 15.04.11, 20:23
          No, nie jesteś:)
          Mojemu najstarszemu kupilam na urodziny Ibooka. Twierdzi, ze to najlepszy prezent w jego życiu - bo przedtem, jak wyszedł z domu bez książki, to musiał sobie kupić i to go kosztowało majątek. A teraz książkę zawsze ma przy sobie.

          --
          Mops i kot

          img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
    • yula Re: jak jest w Waszym otoczeniu? 15.04.11, 20:51
      Nie to forum na takie rozważania :)
      >Bo przecież można się też dobrze rozwijać ni
      > e czytając. Bo tak właściwie książki to przeżytek. I zbyteczne wydawanie pienię
      > dzy.
      Ci co tak myślą raczej na to forum nie zaglądają :) Ja niestety ostatnio bibliotekę odwiedzam rzadko :(, a są do tego 2 powody, pierwszy - dość daleko i ciężko wygospodarować czas, szczególnie w zimie było, drugi - moje roztargnienie i brak terminowości w oddawaniu książek, a w tej bibliotece komputerowa baza z moim adresem e-mail istnieje tylko do naliczania kar, w żadnym wypadku nie można wysłać przypomnienia. Ale to nie znaczy że całkiem pozbawieni jesteśmy książek :) jest jeszcze szkolna biblioteka, z której syn coś przynosi no i w domu mamy trochę książek do których powoli dorastamy/znajdujemy :) Obecnie czytamy 3-ci tom opowieści z Narnii, dzieci same czytają raczej krótkie opowiadania, ale nie tracę nadzieji :) Czytać umieją i lubią, to najważniejsze :) Bez książek i to tych papierowych nie wyobrażam sobie życia. Czytanie z ekranu komputera to nie to samo :)
      --
      Julia,Maksiu i Tatianka:)
      "Te książki miały prawdziwą szkołę życia" - moja pociecha o podręcznikach z poprzedniego roku
      • steffa Re: jak jest w Waszym otoczeniu? 15.04.11, 21:01
        No ja niestety też mam przykre doświadczenia, jeśli chodzi o kary. Nawet gazownia nie jest tak bezwzględna. Jeśli termin oddania upływa mi w piątek, a przyjdę w poniedziałek, i tak dostaję karę za sobotę i niedzielę. Zniechęca to strasznie, bo dodajmy do tego ruchome godziny otwarcia i intensywną pracę zawodową i się okazuje, że oddanie książki to bieg przez płotki. Rozmawiałam kiedyś o amerykańskim pomyśle z 'wrzutą', czyli dziurą, przez którą można zwrócić książki o dowolnej porze. Dla mnie byłoby to wyzwolnienie. Nie. Tak nie można. "Wie Pani, co ludzie by tam wrzucali?!" No co? Do bankomatów jakoś nie wrzucają.
        --
        Czytajcie!
        • verdana Re: jak jest w Waszym otoczeniu? 15.04.11, 21:05
          Ja kiedyś zrezygnowałam z korzystania, własnie ze wzgledu na kary. Nie pamiętam naprawdę, kiedy upływa miesiąc od dnia wypozyczenia konkretnej pozycji...
          Ale w mojej osiedlowej bibliotece kiedyś przysłużylam się pani bibliotekarce, nawet bez ubocznych myśli, po prostu ją lubię. Wypozyczyłam jej do pracy parę pozycji w BUW-ie.
          I teraz to sobie moge trzymać latami, najwyżej z milym usmiechem poprosza mnie o zwrot. Ale moja przyjaciółka wypisała się z biblioteki -wściekla się, ze naliczono jej dużą karę, podczas, gdy niemal za kazdym razem przynosila jakieś pozycje w darze dla biblioteki.
          --
          Mops i kot

          img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
          • anna_mrozi biblioteka 15.04.11, 22:26
            W naszej dziecięcej bibliotece też nie praktykuje się kar (niby wisi duża kartka z informacją, ale...), wypożyczamy dużo, często zapominamy oddawać, bo trafiamy do biblioteki "do drodze" na pocztę, z placu zabaw...

            Lecz, zastanawiając się na początkiem wątku o "konkursie bibliotecznym" to uważam,że to chyba słabo działający pomysł. Nie przyciągnie czytelników.
            Jestem zwolenniczką wyjścia ("wypchnięcia"?) Pań bibliotekarek do dzieci i do rodziców.
            I to one, m.in., powinny przekonywać do czytania.
            Kiedy zrobi się ciepło - na plac zabaw z kilkoma książkami.
            Aby przyciągnąć rodziców przedszkolaków - do przedszkola w porze odbierania dzieci.
            Do szkoły - na lekcje, na przerwy, z różnymi książkami, aby Ci, którzy chodzą do szkoły, mogli się przekonać, że można "dobrać" książkę dla siebie.

            Moje otoczenie jest raczej czytające, tylko pod wpływem wątku rozważam różne osoby czytające i wychodzi mi na to,że w większości kobiety... I my na forum - w przygniatającej większości...
            I jeszcze dziś, poszukując informacji o Jonie Scieszce natknęłam się na jego inicjatywę:
            www.guysread.com/
            Czyżby czytanie/literatura miałam płeć?



            --
            pozarozkladem.blogspot.com/
            pociąg do czytania
            • per-vers Re: biblioteka 16.04.11, 00:48
              Przypomniał mi się obrazek z jakiegoś egzotycznego kraju, na którym facet wiezie książki na osiołku. Widziałam to gdzieś w sieci. Dociera do małych wiosek, niestety nie zrozumiałam czy funkcjonuje jako biblioteka czy księgarnia. Fenomenalne...

              Przypomniał mi się też pewien pisarz, w dodatku tworzący głównie dla dzieci, który to uważa, że jego już ponad 2-letnia córka to jeszcze nie czytelnik.

              Natomiast jeśli chodzi o biblioteki, to w tych warszawsko - śródmiejskich jest już możliwość przypominania mailem o terminie zwrotu :) Jak również przedłużanie wypożyczenia przez internet, zamawianie książek, które narazie są wypożyczone i przeszukiwanie katalogów tą samą - wirtualną - drogą.
              • yula Re: biblioteka 16.04.11, 01:53
                > Natomiast jeśli chodzi o biblioteki, to w tych warszawsko - śródmiejskich jest
                > już możliwość przypominania mailem o terminie zwrotu :) Jak również przedłużani
                > e wypożyczenia przez internet, zamawianie książek, które narazie są wypożyczone
                > i przeszukiwanie katalogów tą samą - wirtualną - drogą.
                U nas też wszystkie te możliwości są, tylko że same możliwości nie wystarczą, potrzebne są jeszcze chęci :/ Nie wiem jak zbudowany ten system do biblioteki, ale jakoś nie chce mi się wierzyć że jeżeli zbierają maile użytkowników to nie mają możliwości wysyłać przypomnień jak zbliża sie termin oddania książki. Bardziej podejrzewam że trzeba gdzieś w opcjach zaznaczyć taką możliwość :/ A tak ja sama muszę pamiętać by sie tam logować i sprawdzać, co mi zwyczajnie nie wychodzi :/
                --
                Julia,Maksiu i Tatianka:)
                "Te książki miały prawdziwą szkołę życia" - moja pociecha o podręcznikach z poprzedniego roku
                • per-vers Re: biblioteka 16.04.11, 08:49
                  Pisząc, ze u mnie jest taka możliwość, miałam na myśli, że ja takie maile dostaję i że to u nas działa... (zbawiennie z resztą ;) ) A gdzie podawałaś maila: w systemie po zalogowaniu, czy na kartce z danymi do zapisu...?
                • steffa Re: biblioteka 16.04.11, 17:05
                  Ja też dostaję tylko upomnienia.
                  Oczywiście można przedłużać, ale trzeba jeszcze pamiętać, że akurat czas nadszedł.
                  --
                  Czytajcie!
            • agni71 Re: biblioteka 16.04.11, 22:28
              W naszej bibliotece nie ma kar, nawet pytałam czemu - ot taka polityka gminna :-)

              Jestem zwolenniczką wyjścia ("wypchnięcia"?) Pań bibliotekarek do dzieci i do r
              > odziców.
              > I to one, m.in., powinny przekonywać do czytania.
              > Kiedy zrobi się ciepło - na plac zabaw z kilkoma książkami.

              A to mi przypomniało niedawna zabawną sytuację. Czekalam z najmłodszą pociechą na starsze siostry w szkole i miałam przy sobie książkę dla niej, zeby sie nie nudziła. Do szatni akurat weszły dzieci z klas pierwszych i obstąpiły mnie dosłownie, słuchając czytanej przeze mnie ksiązki. Było to akurat "Dzisiaj Lucy jest księżniczką" Isabel Abedi :-) I tak mi sie miło zrobiło i fajnie, że dzieciaki tak sie garną do słuchania :-) Chyba powinnam zaproponowac paniom w świetlicy, że przyjdę poczytać, bo im sie chyba za bardzo nie chce....
    • uloni Re: jak jest w Waszym otoczeniu? 15.04.11, 22:04
      W moim otoczeniu bywa różnie, moja najlepsza przyjaciółka czyta bardzo dużo, przez to sobie książek nie kupuję za wiele bo mam od kogo pożyczyć, zresztą przez kilka lat nie czytałam nic dla siebie poza literaturą fachową, ale w ubiegłe wakacje pękłam i nadrobiłam zaległości. Dla dzieci czytam dużo, większość książek kupujemy, bo niestety nie zawsze w bibliotece dostaniemy to co chcemy, zresztą dzieki forum wpadłam w zakupoholizm książkowy (a już wydawało mi się, ze nie mam nałogów) i na razie nie zdążyliśmy przeczytać wszystkiego co mamy. Jak jestem wieczorem padnięta to w czytaniu wyręcza mnie mąż mimo, że jest z rodziny nieczytającej, chyba się trochę wciągnął. Wśród znajomych, rodziny niewiele osób czyta dzieciom, z róznych powodów, albo nie widzą potrzeby, albo nie mogą trafić w gusta dzieci. Mam przypadek 14-latka, który nie czyta nic, no moze poza lekturami. Uczy się dobrze ma mnóstwo innych zainteresowań, ale bardziej ruchowych. Próbuje go trochę zachęcić do czytania, ale na razie kiepsko mi idzie, dałam mu Mikołajka, po roku spytałam czy przeczytał to powiedział, że nie. Harrego Pottera tez nie czytał. Ostatnio dobrałam kilka książek do jego zainteresowań, ale jeszcze nie wiem z jakim efektem. Ale nie rezygnuję i teraz postanowiłam spróbować z audiobookami.
      • agulle Re: jak jest w Waszym otoczeniu? 15.04.11, 23:12
        Mam przypadek 14-latka, który nie czyta nic,

        Też znam pewnego 14 latka, który ma tak wielką niechęć do czytania, że nawet do kina nie chodzi na obcojęzyczne filmy, bo właśnie trzeba czytać napisy.

        Mi w dzieciństwie nie czytano, za to mama i siostra czytały non stop (i chyba dlatego nie miały czasu mi czytać). Ja polubiłam czytanie w liceum, startowałam z Harlequinami a teraz czytam już wszystko jak leci. Nie tylko beletrystykę, jak mnie jakiś temat zainteresuje zgłębiam literaturę. Nawet biorąc kredyt, najpierw przeczytałam kilka pozycji na ten temat (mąż mi zwrócił na to uwagę).
        Na szczęście nie jestem skrzywiona w kierunku, że słowo wydrukowane jest najprawdziwszą prawdą (znam i taki przypadek).

        Moim dwulatkom czytamy, oglądamy książeczki z obrazkami. Sami sobie też już "citają", grzebią non stop w skrzyni z "ksiozeckami".
        Moja siostra swoim dzieciom z mlekiem przekazała miłość do książek, w szkole da się to zauważyć. Znajomi różnie, ale raczej panuje trend, że w przedszkolu dzieci mają czytane, więc te zalecane 20 min dziennie jest odrobione.
        • mamalgosia Re: jak jest w Waszym otoczeniu? 16.04.11, 12:31
          agulle napisała:

          Znajomi różnie, ale raczej panuje trend, że w przedszkolu dz
          > ieci mają czytane, więc te zalecane 20 min dziennie jest odrobione.

          A panie w przedszkolu mówią, że podczas tego czytania widać, które dzieci mają czytane w domu, a które nie. Te pierwsze słuchają i rozumieją, a te drugie często w ogóle nie są zainteresowane, brykają.
    • kavakava Re: biblioteki 16.04.11, 14:24
      Z tym wychodzeniem do ludzi to święta racja, bo biblioteki ze świetnymi księgozbiorami po prostu się ukrywają.
      My od 1,5 roku interesujemy się dziecięcymi książkami, ostatnie miesiące dosyć intensywnie, a jeszcze do zeszłego tygodnia nie wiedziałam o istnieniu bibliotek dziecięcych. Myślałam, że ten marny jeden regalik w mojej dzielnicowej bibliotece to już jest coś.
      Jak trafiłam do biblioteki dziecięcej i młodzieżowej (2 przecznice od żłobka - żadnej informacji o jej istnieniu) to padłam z wrażenia. Wyrobiłam młodemu kartę i zgarnęłam - Elmera, Olivię, Charliego i Lolę, Kotka, który merdał ogonem, Krawcowe Gellner, Melę na rowerze, Przygody przyrody oraz Wielkie pytanie Erlbrucha. A ile jeszcze zostało!
      Na pewno przy małej zachęcie więcej dzieci miałoby pożytek z tych książek. A jeśli wszystko zalega na półkach, to gdzie tu sens utrzymywania takich przybytków?
    • kasia_piet Re: jak jest w Waszym otoczeniu? 16.04.11, 19:34
      Bardzo lubię czytać książki, bardzo lubię je mieć, uwielbiam ekscytację związaną z zakupem nowej pozycji i to wyczekiwanie, kiedy wreszcie będą miała czas, żeby zacząć...:)
      Mnóstwo czytam ja od zawsze, mnóstwo czyta mój mąż, mnóstwo czyta więc moja córka,
      która uchodzi z tego powodu w klasie za dziwadło.
      I wcale nie czytalam jej duzo we wczesnym dzieciństwie:), w porownaniu do Was to zaniedbywałam swoje dzieci po tym względem. Myślę, ze u nas bardziej zadziałał obraz czytających rodziców - codziennie. Taka codzienna czynność, jak mycie zębów.
      Moja siostra tez czyta jak szalona, jej dzieci - tez. Nasz ojciec był fanatykiem:) czytelniczym, więc pewnie stąd się to wzięło:)
      Kolezanka z pracy - czyta dzieciom, i sama:). Od niej dostalam Grę Endera:)
      Znam jeszcze pewnego młodego człowieka, sześciolatka- chlopiec z rodziny trudnej. Wzorców czytelniczych nie ma, ale sam chciał, sam męczył mamę o literki, teraz męczy mamę o książki z biblioteki:) chlopiec jest tez pod innymi względami niesamowity:) Mam dla niego przygotowany pakiecik ksiązek, z ktorych wyrosły moje dzieci. To trzecie znane mi dziecko (po mojej dwójce), które cieszy się z książek:)
      Chociaz mój syn nie cieszy sie z kazdej - wyłącznie „naukowe”. Obyczajowe itp. na razie nie... Ostatnią przychylnie przyjętą ksiązką jest Szkoła przetrwania Beara Gryllsa:)
      W moim otoczeniu więcej osób czytającym dzieciom, czy czytających dla siebie - nie ma...
    • abepe Re: jak jest w Waszym otoczeniu? 17.04.11, 10:02
      Mam pewien problem. Kilka osób deklaruje, że nie czyta książek dla dorosłych, ale czyta sobie książki dla dzieci. Dlaczego? Rozumiem pociąg do książek dla dzieci, czytam naprzemiennie, ale jednak potrzebuję refleksji nad książką dla dorosłego umysłu. Co Wam daje czytanie książek dla dzieci, że nie potrzebujecie już innych form literackich?
      • anick5791 Re: jak jest w Waszym otoczeniu? 17.04.11, 10:12
        To i ja mam problem ;) Mianowicie, kilka osób wspomina o "Casablance" jakby to był filmowy odpowiednik "Ulissesa" co najmniej ;), takie przynajmniej odniosłam wrażenie. Wiem, że to trochę odbiega od tematu dyskusji, ale to jeden z moich ulubionych filmów i dręczy mnie to niemiłosiernie ;) od kilku dni. Co jest takiego w tym filmie, że - jak widzę - bywa odbierany jak nudny klasyk (zbyt wymagający?), a nie jako rozrywka po prostu? W końcu to Hollywood :) Jeszcze raz przepraszam za odbieganie od głównego wątku dyskusji i rozumiem jeśli się nie ustosunkujecie :)
        --
        Be kind whenever possible. It is always possible. (Dalai Lama)
        Any fool can criticize, condemn, and complain - and most fools do. (Dale Carnegie)
        • anick5791 Re: jak jest w Waszym otoczeniu? 17.04.11, 10:17
          Może więc jeszcze wspomnę jak jest u mnie z czytaniem dzieciom. Niestety mało kto czyta. Przez znakomitą większość znajomych jestem postrzegana jako osoba, która ma całkiem porządnego świra i której 2-letnie dziecko z całą pewnością nie potrzebuje wszystkich tych książek. A już żeby dorosłego fascynowała literatura dla dzieci? Znikąd zrozumienia... Ech... ;)

          Książki dla dorosłych czytuję namiętnie - wieczorami. W dzień nie mogę, bo mała zaraz się melduje, woła "Mama, to nie!" i wyrywa mi książkę. Zazdrośnik ;)
          --
          Be kind whenever possible. It is always possible. (Dalai Lama)
          Any fool can criticize, condemn, and complain - and most fools do. (Dale Carnegie)
          • per-vers Czytanie dorosłych książek 17.04.11, 10:35
            M.in. ja pisałam o czytaniu sobie literatury dziecięcej, a nieczytaniu dorosłej...
            Właściwie nie wiem, z czego to wynika. Może po etapie, kiedy czytałam bardzo dużo dorosłej literatury, potrzebuję teraz oddechu od niej? Wiesz, właściwie nadal czytuję też dorosłe rzeczy, ale raczej nie książki jako takie, a felietony, eseje, reportaże... Czasem oczywiście w zbiorach tworzących książkę :) Gdzieśtam odeszłam od beletrystyki. Czytam biografie pisarzy tworzących dla dzieci :P albo pozycje okołoksiążkowe, dotyczące... literatury dla dzieci. Taki bzik....
            Mam też teraz mniej czasu na czytanie, bo niedługo po tym, jak położę dziecko spać, padam sama... Kiedy mała chodziła spać znacznie wcześniej, niż my, miałam też więcej czasu na tzw. kubek herbaty.
            No i nie jestem też takim opętanym molem książkowym, który KAŻDĄ wolną chwilę przeznacza na książki, oglądam też filmy :P Co ciekawe ostatnio również nie fabularne, chętniej reportaże :P


            --
            Tworzymy Listę naprawdę dobrych książek dla dzieci i młodzieży - zapraszam.
            • anna_mrozi Re: Czytanie dorosłych książek 17.04.11, 11:40
              Abepe rzuciła rękawicę ;)

              Czy czytanie tylko "dziecięcej" literatury jest złe? Ja sama mam okresy, kiedy głównie czytam "dzięcięce" (+młodzieżowe), ale to z reguły wiąże się z poszukiwaniem informacji o twórcach, wertowaniem Słowników i zgłębianie problemu kontekstu, warsztatu, historii literatury.
              Czyli wkracza na teren "nie-dziecięcy".

              Ale bzik to bzik. Nie czuję wyrzutów sumienia, kiedy nie mam czasu "na poważną" książkę.
              Poza tym tak długo (w historii i teorii lit.) literatura dla dzieci była traktowana jako "niepoważna" twórczość... Odmawiano jej miejsca w historii...
              (>>> "literatura czwarta")
              Współczesne książki, bardzo często mają też dużo do powiedzenia dorosłemu odbiorcy (który jest jednocześnie pośrednikiem w odbiorze ich przez dziecko).

              Myślę więc, że czytanie "tylko" literatury dla dzieci nie jest to jednoznacznie niebezpieczne zjawisko...

              Ale chyba najważniejszym problemem dla mnie jest czas - czekają na mnie "Dzienniki" Nałkowskiej (po 6 pln w amazonce!), Alice Munro, woła Wańkowicz. Tylko kiedy?
              Jednocześnie nie czuję, żebym sobie robiła jakąś krzywdę, odsuwając na bok "dorosłe" lektury.
              Literatura dla dzieci (i pytania tych moich osobistych) tez inspirują do przemyśleń :)


              --
              pozarozkladem.blogspot.com/
              pociąg do czytania
              • uloni Re: Czytanie dorosłych książek 17.04.11, 14:24
                Na swoim przykładzie widzę, że podstawowym problemem jest brak czasu na czytanie "dorosłej" literatury. Na studiach mimo nauki zawsze znalazł się czas, jak zaczełam pracować tez mogłam to pogodzić, ale wzrost obowiązków w pracy, dokształcanie się i ciagły wymóg czytania literatury fachowej sprawił, że czasu było coraz mniej. A jak pojawiły się dzieci to doszło jeszcze więcej obowiązków, często jak kładłam je spać, miałam jeszcze trochę czasu na dokończenie tego co musiałam zrobić. Teraz dla siebie czytam tylko nocami o ile dam radę czytać.
              • abepe Re: Czytanie dorosłych książek 17.04.11, 21:40
                Proszę nie traktować mojego pytania jak rzuconej rękawicy:)) Po prostu jestem ciekawa Waszych potrzeb.
                Miewałam okresy czytania tylko literatury ze swojej dziedziny zawodowej. Każda rozpoczęta książka spoza branży wywoływała u mnie poczucie winy.Gdy mój starszy syn był mały - za często nie czytałam dla siebie książek z jego regału, bo były to teksty krótsze, poza tym wystarczyło mi setne czytanie jemu tej samej książki. Wtedy kupowałam mniej, więc dostawał książki od razu (teraz często książka trafia do zapasów, więc najpierw czytam sama). Owszem, często dla przyjemności oglądałam, ale do kolejki skm raczej obrazkowych nie brałam:)) Podróż (w dwie strony) zajmuje mi ponad godzinę, musiałabym ciągać kilka:)) (Owszem, zdarzało się, że musiałam koniecznie coś świeżo zdobytego przeczytać od razu, wtedy brałam).
                Jednak wraz z wiekiem pierworodnego - książki do czytania mu zaczęły być bardziej "treściwe", zaczęłam też gromadzić, wypożyczać książki dla jeszcze starszych. I te zaczęłam brać ze sobą do czytania.
                Mam teraz kilka działów, do których sięgam na zmianę. Książki dziecięce są silnie reprezentowane w moich lekturach, (także książki o książkach, nie tylko dziecięcych, różne pozycje z działu literaturoznawstwo), nie traktuję ich jak gorszą formę.
                Chciałam, żebyście opisały, dlaczego czytujecie głównie książki dla dzieci, bo byłam ciekawa jak się u Was kształtują potrzeby czytelnicze. Rozumiem przecież, że takie sformułowanie nie oznacza, że od małego siedzicie w książkach dla dzieci i nigdy niczego innego nie tknęłyście:)) Poza tym - przecież nasze dzieci kiedyś zaczną wyrastać z książek dziecięcych. Mam wielką nadzieję, że dialog czytelniczy będzie kontynuowany, że sięgną po książki z naszych dorosłych regałów. Więc trzeba te regały mieć:)
                Namiętnie, od jakiegoś czasu gromadzę literaturę kobiecą, zastanawiając się nad swoją własną odmianą feminizmu (uważam się za feministkę, chociaż nie wszystkie hasła są mi bliskie). Nie mam córki, czy moi synowie kiedyś do tych książek sięgną?
                Myślicie o tym czasem?
                • steffa Re: Czytanie dorosłych książek 17.04.11, 22:04
                  O czym? :)
                  Nie jeżdżę komunikacją miejską, więc i tam sobie nie poczytam.
                  Czytuję książki dziecięce także z potrzeby zawodowej, czasem z ciekawości. W poważniejszych dziełach można odnaleźć to, czego nie zauważyło się 30 lat temu.
                  --
                  Czytajcie!
                  • abepe Re: Czytanie dorosłych książek 17.04.11, 22:14
                    steffa napisała:

                    > O czym? :)

                    O czym myślicie? To chcesz, żebym sprostowała?
                    O tym, czy dzieci gdy dorosną będą czytać te same książki co Wy i czy będzie o czym pogadać. Lubię takie między pokoleniowe wymiany myśli na temat lektur. Liczę na propozycje od własnych dzieci:)

                    > Nie jeżdżę komunikacją miejską, więc i tam sobie nie poczytam.

                    To jedna z przyczyn, dla których dojeżdżanie kolejką podmiejską traktuję jak przywilej:) Wolę mieszkać w innym mieście i dojeżdżać do pracy 35 minut kolejką, gdzie nawet na stojąco da się czytać, niż mieszać w odległej dzielnicy i jeździć samochodem czy autobusem tyle samo czasu bez takiej możliwości:))

                    > Czytuję książki dziecięce także z potrzeby zawodowej, czasem z ciekawości. W
                    > poważniejszych dziełach można odnaleźć to, czego nie zauważyło się 30 lat temu.

                    Tak, mam to samo:)
                • agni71 Re: Czytanie dorosłych książek 17.04.11, 22:24
                  Poza tym - przecież nasze dzieci k
                  > iedyś zaczną wyrastać z książek dziecięcych. Mam wielką nadzieję, że dialog czy
                  > telniczy będzie kontynuowany, że sięgną po książki z naszych dorosłych regałów.
                  > Więc trzeba te regały mieć:)

                  O tym myslę. Regały (liczne) z ksiązkami w domu moich rodziców były dla mnie ważnym żródłem ksiązek do czytania w wieku dziecięcym. tak więc ja tez chcę mieć biblioteczkę,z której moje dzieci będa mogły czerpać. Z drugiej strony, rzadko wracam do raz przeczytanych książek, więc często nie chce mi się kupować ksiązek, które mogę wypożyczyć. Biblioteczka nie rośnie w jakims zastraszającym tempie, a nawet niektórych pozycji sie pozbywam. Ale... owszem patrzę na swoje ksiązki pod kątem ich ewentualnej użyteczności dla moich dzieci w przyszlości. Ksiązek wartościowych (chocby tylko jako czysta rozrywka dobrej jakości) nie pozbywam się, nawet jesli nie planuje do nich wracać.
                  • anick5791 Re: Czytanie dorosłych książek 17.04.11, 23:00
                    Też się zastanawiam, po jakie książki moja córka kiedyś sięgnie. Tym niemniej, wielu się pozbywam. Zatrzymuję tylko te, które uważam za zdecydowanie wartościowe - ciekawe i dobrze napisane. Literaturę rozrywkową, poradniki itp. puszczam lekką ręką w obieg. Często to bestsellery, a tych chyba nie zabraknie ;) Pewnie córka będzie wolała przeczytać, jakąś nowość niż, dajmy na to, "Kod Leonarda da Vinci", czy "Dzienniki Bridget Jones" :) W tego typu literaturze pojawiają się nowoczesne technologie/współczesne zjawiska społeczne, które z perspektywy 15 lat mogą się wydawać dość zabawne :)
                    Ponadto, wydaje mi się, że miło, gdy prywatna biblioteka odzwierciedla osobowość jej właściciela, a nie jest zbiorem przypadkowych pozycji, kupionych na przestrzeni lat, z którymi później biedni spadkobiercy nie wiedzą, co począć ;)
                    --
                    Be kind whenever possible. It is always possible. (Dalai Lama)
                    Any fool can criticize, condemn, and complain - and most fools do. (Dale Carnegie)
            • agisek Re: Czytanie dorosłych książek 05.05.11, 17:52
              >Czytam biografie pisarzy tworzących dla dzieci

              Czy możesz wymienić tytuły? Zainteresowałam się tym, bo o ile wiem, że jest biografia Astrid Lindgren czy Andersena, to kompletnie nie kojarzę biografii polskich autorów piszących dla dzieci. A bardzo chętnie przeczytałabym na przykład książce o Dance Wawiłow, która fascynuje mnie nie tylko jako poetka, ale również pomysłodawczyni i założycielka Klubu Ludzi Artystycznie Niewyżytych. I jeszcze Maria Dańkowska - jej książki takie jak na przykład "Ślub zaraz po maturze" czytane we wczesnej młodości, miały bardzo duży wpływ na mój sposób myślenia.
              • abepe Re: Czytanie dorosłych książek 18.05.11, 11:38
                agisek napisała:

                > >Czytam biografie pisarzy tworzących dla dzieci
                >
                > Czy możesz wymienić tytuły? Zainteresowałam się tym, bo o ile wiem, że jest bio
                > grafia Astrid Lindgren czy Andersena, to kompletnie nie kojarzę biografii polsk
                > ich autorów piszących dla dzieci. A bardzo chętnie przeczytałabym na przykład k
                > siążce o Dance Wawiłow, która fascynuje mnie nie tylko jako poetka, ale również
                > pomysłodawczyni i założycielka Klubu Ludzi Artystycznie Niewyżytych. I jeszcze
                > Maria Dańkowska - jej książki takie jak na przykład "Ślub zaraz po maturze" cz
                > ytane we wczesnej młodości, miały bardzo duży wpływ na mój sposób myślenia.

                Mam wielką chrapkę na biografię Korczaka pióra Joanny Olczak-Ronikier. Niezależnie ode mnie mój mąż wykazał się tę samą chrapką, więc trzeba będzie kupić:)
        • mamalgosia Re: jak jest w Waszym otoczeniu? 17.04.11, 14:28
          Ja tam osobiście bardzo lubię offtopiki i jako autorka wątku nie czuję sie urażona tym odbieganiem:)

          A co do "Casablanki", to właśnie ja jej nie traktuję jako Ulissesa, tylko jako rozrywkę. Ale ja za taką rozrywką akurat nie przepadam:)
        • verdana Re: jak jest w Waszym otoczeniu? 17.04.11, 17:15
          Nie "Casablanka" to raczej odpowiednik "Przeminęło z wiatrem" ( w wersji książkowej oczywiście).
          Przyjemnie sie czyta, przyjemnie ogląda - i wypada jednak znać. Ale do nieoglądania filmu wiele osób przyznaje się z dumą, do nieczytania książki - z zazenowaniem.
          --
          Mops i kot

          img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
      • steffa Re: jak jest w Waszym otoczeniu? 17.04.11, 18:47
        Akurat nie jestem takim przypadkiem w tej chwili, ale bywały okresy, gdy dla siebie mało czytałam, z braku czasu. Cały dzień w pracy lub z dzieckiem, na czytanie pozostawał czas od 23 do 5:30 (wtedy budzi się mój syn). Przyznam, że wykorzystywałam go inaczej. Mam niestety jeszcze taki niewygodny zwyczaj, że jak zacznę muszę skończyć, no i nieprzespana noc murowana, co w moim przypadku balansuje na granicy samobójstwa. Z tego powodu ostatnio nie tykam pewnych pozycji. Za dużo by mnie to kosztowało. ;)
        --
        Czytajcie!
      • agisek Re: jak jest w Waszym otoczeniu? 05.05.11, 17:56
        > Mam pewien problem. Kilka osób deklaruje, że nie czyta książek dla dorosłych, a
        > le czyta sobie książki dla dzieci. Dlaczego?

        Ja czytam dorosłe. Lubię mieć dużo książek w domu, bo nigdy nie wiem na co będę miała nastrój. Mam fazę na długie powieści typu Margaret Atwood, kiedy się przesycę to przerzucam się na dziewiętnastowieczną klasykę, potem znowu mam ochotę na coś psychologizującego i teraz na przykład pochłaniam Yaloma. Niestety, zawsze książek do przeczytania jest więcej niż moich czasowych i finansowych możliwości.
    • koza_w_rajtuzach Re: jak jest w Waszym otoczeniu? 09.05.11, 13:25
      też nie lubię chodzić do biblioteki.. i nie chodzę, ale za to kupuję książki dzieciom i córce czytam codziennie.. Synowi natomiast codziennie nie czytam, bo on nie pała taką miłością do książek, bardzo szybko go to nudzi, natomiast książki siostry są dla niego zdecydowanie za trudne, więc przeważnie wtedy idzie się zająć swoimi sprawami. Myślę, że to zależy od typu dziecka. Nic na siłę.. Czasem trudne jest czytanie dziecku, które co chwilę przewraca strony i nie jest szczególnie zainteresowane. Może to się jeszcze zmieni, bo syn ma dopiero dwa lata i czasem zdarza się, że jest bardzo zainteresowany jakąś książką, ale to zainteresowanie przeważnie mija zanim zdążę przeczytać.
      --
      Klara (styczeń 2006)
      oraz
      Staś (styczeń 2009)
      • koza_w_rajtuzach Re: jak jest w Waszym otoczeniu? 09.05.11, 13:27
        A co do mojego otoczenia, to jest tak pół na pół, jedni czytają bardzo dużo, inni mało, a jeszcze inni nie czytają w ogóle. Akurat ja córce czytam dużo, a synowi raczej mało, tak ze trzy razy w tygodniu.

        --
        Klara (styczeń 2006)
        oraz
        Staś (styczeń 2009)
      • kavakava Re: jak jest w Waszym otoczeniu? 11.05.11, 21:31
        Kozo, syn się nudzi jak jest duża ilość tekstu czy tak generalnie?
        Mój 2,5-latek "wytrzymuje" coraz dłuższe opowieści, ale lubi wracać do wcześniejszych, łatwiejszych pozycji - ostatnio był powrót do "Pana Kłapa" i do "Miffy". Na zachętę do książek mogą posłużyć wszelkie klapki, pop-upy, a także książki z naklejkami (chyba najlepsze z polskiej oferty to Charlie i Lola) - wkręcają dziecko w proces czytania.
        Ale tak jak piszesz nic na siłę - pewnie za jakiś czas sam pozazdrości siostrze:)
        Co do otoczenia, to coraz bardziej zwracam uwagę nie CZY czytają ale CO czytają i z jakimi ilustracjami. Oj chętnie bym zrobiła porządki na niejednej dziecięcej półeczce;) Ostatnio w ramach pracy u podstaw zrobiłam "porządki" na półce empikowej - wartościowe do przodu, szmira z cukierkowymi obrazkami do tyłu! Może ktoś się załapał zanim znów przestawili;)
    • kinmalek Re: jak jest w Waszym otoczeniu? 18.05.11, 01:07
      Hmm ja przyznam szczerze że dla mnie czytanie dziecku bajek było czymś tak oczywistym i naturalnym że naprawdę byłam mocno zaskoczona jak dowiedziałam się że właściwie w mało której rodzinie którą znam, czytania się nie praktykuje.Dla mnie jest to pewnego rodzaju zaniedbanie.Ja córce na bieżąco kompletuję i uzupełniam jej biblioteczkę i uwielbiam to robić,dobieram ksiązki odpowiednio do wieku i jej zainteresowań.I nie wyobrażam sobie wieczoru żeby na dobranoc nie przeczytać jej jakiegoś ciekawego opowiadania.czytanie naprawdę niesie dużo korzyści,córka ma piękne słownictwo,dużo rzeczy ją interesuje,ma bogatą wiedzę a co mnie najbardziej cieszy,w sklepie koło zabawek przechodzi,popatrzy i tyle,ale jak wejdzie w dział z książkami to już jej wyciągnąć nie mogę,zawsze jakąś złapie w ręce,kuca i przegląda z zapałem ,:)
      --
      Dziecko może nauczyć dorosłych trzech rzeczy: cieszyć się bez powodu, być ciągle czymś zajętym i domagać się - ze wszystkich sił - tego, czego pragnie.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka