"W krainie Władcy Czasu" Żaka

01.08.12, 23:50
Ta książka pojawiła się na forum kilka razy, ale bez dokładniejszego opisu. Właśnie wypatrzył ją w taniej książce i kupił sobie mój prawie dziewięciolatek. Wciągnęła go tak, że domagał się podczas jazdy samochodem wieczorem włączenia mu lampki.
Mam nadzieję, że akcja nie rozwinie się w kierunku nieodopwiednim dla trzecioklasisty. Macie jakieś doświadczenia z tą serią?
    • abepe Re: "W krainie Władcy Czasu" Żaka 01.12.12, 18:03
      Mój syn dawno już przeczytał tę książkę. Ja zaczęłam jakiś czas temu, teraz wzięłam się za nią na poważnie. Właśnie przeszłam do trzeciej części (mamy wydanie, gdzie wszystkie części sa w jednym tomie).
      Przez pierwszą część brnęłam nieco powoli, jakoś mi się dłużyło. Odwrotnie niż mojemu synowi, który właśnie pierwszą łyknął błyskawicznie a potem zwolnił (ale nie z winy książki tylko natłoku innych atrakcji, bo były wakacje). Dla mnie motyw Lancelota pojawiającego się nagle w szpitalu i wyciągającego z niego chorego chłopca, do krain, w których nie wiadomo dlaczego umieszczono też krainę, którą włada Król Artur wydawał się nieco naciągany. Historia trochę jak z drugiej części "Niekończącej się opowieści" (tej, której nie ma w filmie - to dla osób, które znają tylko film). Bardzo "trochę" bo bez negatywnej przemiany bohatera i bez tak skomplikowanych opisów. W każdym razie jest wędrówka i pokonywanie przeszkód. W drugiej części bohaterem jest inny chłopiec - przyjaciel głównego bohatera z pierwszej. Ten również w cudowny sposób wydostaje się ze szpitala, ale trafia do krainy magów i uczy się sztuki czarnoksięskiej. Trochę jak Harry Potter, ale nie ma tam klasy szkolnej, bohater jest samotnym adeptem. Podobieństw do serii J.K. dość dużo - podobne zaklęcia, żelki wielosmakowe!!!, motyw gnoma przypominającego skrzata (czy trochę Golluma) itd. Na początku wydawało mi się, że to głupie, że co jakiś czas coś wyskakuje potterowego (pewnie też zapożyczenia z innych książek fantastycznych, ale nie jestem znawczynią, znam "Czarnoksiężnika z Archipelagu" czy Tolkiena, ale to znowu coś innego), ale potem pomyślałam, że to może być dla młodego czytelnika ciekawe - zobaczyć, że w książkach pojawiają się podobne motywy. Zapytałam syna. Nie pamięta podobieństw. Może ich nie wyłapywał, bo nie jest świadomy, że np. petrificus jest wynalazkiem J.K. i uznał, że to normalne, że czarodzieje tu i tu używają w podobnej sytuacji tego samego zaklęcia, tak jak w tej samej sytuacji używamy podobnych sztućców?:)
      Dobry pretekst do uświadomienia mu tego.
      Poza tym (i poza kilkoma stereotypami na temat kobiet - strach przed myszami, niechęć do ujawniania wieku) podobała mi się ta część.
Pełna wersja