Karlson z dachu - fatalne tłumaczenie

16.11.12, 21:41
Właśnie zaczęłam czytać mojemu synowi "Karlsona z dachu" i już po pięciu stronach wymiękłam - strasznie złe tłumaczenie (mogę podać przykłady, jeśli kto ciekawy). Tłumaczyła Irena Szuch-Wyszomirska. Czy jest jakieś inne, lepsze tłumaczenie?
    • zuzannao Re: Karlson z dachu - fatalne tłumaczenie 16.11.12, 22:18
      Poproszę o przykłady, bo właśnie skończyliśmy i mam świeżo w pamięci. Bardzo jestem ciekawa...
      • aleksandra1357 Re: Karlson z dachu - fatalne tłumaczenie 16.11.12, 22:45
        1) "Maszyna parowa" - czy to nie jest przypadkiem lokomotywa czy ciuchcia? Ja rozumiem, że to jest dość zabytkowa zabawka (wlewa się denaturat), no ale to powtarzane 10 razy: "Moja maszyna parowa" jest strasznie sztuczne. Poza tym robi "futt futt futt" zamiast "ciuch ciuch ciuch".
        2) "Hejsan! Hopsan!" To nie jest po polsku. Na dole przypis, że po w Szwecji mówi się "hej". W Polsce też się mówi "hej", ale nie mówi się "hopsan". Można to było przetłumaczyć np. jako "Hej hop!"
        3) str. 10 "Czy to trudno tak latać? - O, mnie nie." (kiepsko się czyta "mnie nie")
        4) "Mężczyzna w najlepszych latach" kilka razy powtarzane. Zwykle mówi się "w sile wieku"/
        5) "Moja maszyna parowa! Wybuchła! - To zwykła rzecz." Tak zbywa Karlson wszystkie problemy. To mi nie brzmi po polsku "To zwykła rzecz" - Brzmi jak dosłowne tłumaczenie szwedzkiej konstrukcji. Powinno być raczej: "Nic się nie stało" lub "To nic takiego".
        6) str. 20 Karlson mówi, że ma u siebie ładne obrazy. "Braciszek zerwał się z podłogi i patrzył pełen żarliwości. Ogromnie się cieszył z powrotu Karlsona." Jakiej u licha żarliwości?
        7) str. 27 Karlson szuka jakiejś zabawki. "Mogę ci pokazać moje budownictwo", mówi Braciszek i wyciąga klocki. Bez komentarza.

        Itd. itp. Mogłabym tak bez końca, na każdej stronie na czymś się potykam.
        • poemi123 Re: Karlson z dachu - fatalne tłumaczenie 16.11.12, 23:35
          A z którego roku jest to tłumaczenie? Może w tym tkwi zagadka.
          • aleksandra1357 Re: Karlson z dachu - fatalne tłumaczenie 17.11.12, 00:02
            Nasza Księgarnia, 1959, 1997.
            • poemi123 Re: Karlson z dachu - fatalne tłumaczenie 17.11.12, 00:28
              Więc sama widzisz, że to tłumaczenie w wielu miejscach się po prostu zestarzało (choć gdy czytałam Karlssona jakiś czas temu, nie czułam tego). Być może 'maszyna parowa' w latach 50. nie trąciła tak myszką jak dziś ;-)
              • aleksandra1357 Re: Karlson z dachu - fatalne tłumaczenie 17.11.12, 23:58
                Przepraszam, ale rok 1997 nie był tak dawno.
                A w roku 1959 nie mówiło się na powitanie "hopsan".
                Tłumaczenie jest po prostu bardzo złe. Mam wiele książek dziecięcych tłumaczonych pół wieku temu i tłumaczenie jest świetne (choćby "Muminki", "Pięcioro dzieci i coś" itd.).
                Czas nie ma tu nic do rzeczy.
                Czy nikt nie wie, czy istnieje inne tłumaczenie "Karlssona"?
                • angazetka Re: Karlson z dachu - fatalne tłumaczenie 18.11.12, 11:00
                  > Przepraszam, ale rok 1997 nie był tak dawno.

                  No ale to tylko data wydania, tłumaczenie jest o 40 lat starsze.
                • oqo_loco Re: Karlson z dachu - fatalne tłumaczenie 18.11.12, 12:49
                  > A w roku 1959 nie mówiło się na powitanie "hopsan".

                  Eee tam. Karlsson to zupełnie nieprzeciętny gość. ON może mówić na powitanie hejsan hopsan! ;)

                  > Tłumaczenie jest po prostu bardzo złe. Mam wiele książek dziecięcych tłumaczony
                  > ch pół wieku temu i tłumaczenie jest świetne (choćby "Muminki", "Pięcioro dziec
                  > i i coś" itd.).
                  > Czas nie ma tu nic do rzeczy.

                  Ale właśnie niektóre części Muminków tłumaczyła Irena Szuch-Wyszomirska (również Dzieci z Bullerbyn i inne utwory Astrid Lindgren). Trudno uwierzyć, że akurat Karlssona zepsuła. Wszystkim, którym "czyta się źle" Karlssona czy Pipi polecam audiobooki (rewelacyjna interpretacja Edyty Jungowskiej). Szkoda się męczyć, kiedy inni robią to tak świetnie ;)

                  > Czy nikt nie wie, czy istnieje inne tłumaczenie "Karlssona"?

                  Inne części Karlssona tłumaczyła Teresa Chłapowska.
                  • aleksandra1357 Re: Karlson z dachu - fatalne tłumaczenie 22.11.12, 11:15
                    oqo_loco napisała:

                    > Inne części Karlssona tłumaczyła Teresa Chłapowska.

                    Dzięki, poszukam. Na pewno będzie lepsze.

        • ratybona Re: Karlson z dachu - fatalne tłumaczenie 18.11.12, 19:28
          Maszyna parowa to w tym przypadku nie lokomotywa, tylko maszyna-zabawka, ktora dziala jak lokomotywa parowa. Do obejrzenia na filmie o Karlsonie.
          • ratybona Re: Karlson z dachu - fatalne tłumaczenie 18.11.12, 19:30
            Tutaj od 0:29 minuty:
            www.youtube.com/watch?v=UjfD8TaU-VU
        • pepperann Re: Karlson z dachu - fatalne tłumaczenie 18.11.12, 19:43
          Że takim angielskim wierszykiem - mottem tłumaczy polecę:

          Many critics, no defenders, translators have but two regrets:
          one we hit no one remembers, when we miss no one forgets.

          Z zacytowanych przez Ciebie fatalnych błędów, na moje ucho źle brzmi tylko to "budownictwo". Maszyna parowa - z pewnością nie jest to błąd, zwłaszcza że to niekoniecznie jest lokomotywa. Fut, fut, fut - no, może tak "robić" ;-). Hejsan hopsan - sztandarowe zawołanie Karlsona - brzmi zabawnie. Mężczyzna w najlepszych latach zdecydowanie nie jest błędem po polsku. Podobnie jak "to zwykła rzecz". Nawet jeśli można dać coś lepszego to nie można sie czepiać czegoś, co nie jest błędem. Żarliwość - jest takie słowo po polsku, choć przyznaję, że i mnie lepiej by brzmiało "patrzył pełen uwielbienia".

          Właśnie słuchamy w wykonaniu Jungowskiej - naprawdę nie brzmi to źle. Czytałam tę książkę dzieciom na głos - też nie miałam poczucia, że czytam tłumaczenie (a nieraz mam to wrażenie, przy zdaniach typu "one nie są dokładnie tak dzikie jak tamte" w ustach dwuletniej Kerstin - "Wiosna w Bullerbn", tłum Anna Węgleńska ;-)).

          Pani Szuch - Wyszomirska dużo dobrych tłumaczeń dla dzieci wykonała, więc odpuściłabym to budownictwo.
          • kolorko Re: Karlson z dachu - fatalne tłumaczenie 18.11.12, 21:12
            Jak byłam mała, na swoje zabawy ( klocki, lalki, sklep, dom itp) mówiłam- moje "bawienie", więc dla mnie to "budownictwo" wcale nie brzmi dziwnie:)
            Ja nie widzę tu błędów, może jezyk nieco archaiczny, ale mimo to czyta się ( lub słucha) dobrze. Inna rzecz, ze ja za Karlsonem nie przepadam.
          • verdana Re: Karlson z dachu - fatalne tłumaczenie 25.11.12, 18:47
            Jako seniorka forum stwierdzam autorytatywnie - na klocki kiedyś mówiło sie "budownictwo". Posiadałam w dzieciństwie takowe.
            • aleksandra1357 Re: Karlson z dachu - fatalne tłumaczenie 25.11.12, 19:05
              verdana napisała:

              > Jako seniorka forum stwierdzam autorytatywnie - na klocki kiedyś mówiło sie "bu
              > downictwo". Posiadałam w dzieciństwie takowe.

              Verdana, wiedziałam, że jesteś stara, ale nie wiedziałam, że aż tak ;)
              "Dawno, dawno temu, kiedy na klocki mówiło się 'budownictwo'..."
        • murter1 Re: Karlson z dachu - fatalne tłumaczenie 18.11.12, 23:16
          Gdyby maszynę parową zastąpiono lokomotywą parową, bylby to błąd rzeczowy.
          Mnie razi tylko ta żarliwość, ale może to kwestia "wieku" przekładu.
    • agnen Re: Karlson z dachu - fatalne tłumaczenie 18.11.12, 22:21
      Mam bardzo podobne odczucia. Karlson mnie męczył, w końcu zrezygnowałam z czytania go młodej (za to Pippi, a wcześniej Lotta sprawdziły się bardzo dobrze). Normalnie zawiodłam się.
      • marturka Re: Karlson z dachu - fatalne tłumaczenie 21.11.12, 09:34
        Niezręczności językowe czy kalki mogą męczyć, ale ja ostatnio dochodzę do wniosku, że większym przestępstwem w przekładach dla dzieci jest radosna twórczość, gdy tłumacze (albo redakcja) dopisują całe partie tekstu nieobecne w książce, i jak ktoś nie porówna z oryginałem, to nawet nie wie, że mu się wciska produkt czekoladopodobny.
        Gdyby to była literatura dla dorosłych, to podniósłby się (słuszny) raban o fałszowanie oryginału - w przekładach dla dzieci panuje wolna amerykanka, a niektóre wydawnictwa mają chyba poczucie misji, że tak wspaniale podrasowują oryginały. Przykładów jest wiele (ostatni z mojego warsztatu to "Heidi" - pełna dydaktycznych dodatków).
        • aleksandra1357 Re: Karlson z dachu - fatalne tłumaczenie 22.11.12, 11:13
          marturka napisała:

          > Niezręczności językowe czy kalki mogą męczyć, ale ja ostatnio dochodzę do wnios
          > ku, że większym przestępstwem w przekładach dla dzieci jest radosna twórczość,
          > gdy tłumacze (albo redakcja) dopisują całe partie tekstu nieobecne w książce, i
          > jak ktoś nie porówna z oryginałem, to nawet nie wie, że mu się wciska produkt
          > czekoladopodobny.

          Nie przerażaj mnie, to to powinno być karalne! Nie wyobrażam sobie, żeby choćby jedno zdanie było dopisane np. w "Muminkach".
          Z takich przykładów zauważyłam tylko daleko idące zmiany u Karola Maya. Np. w książce "Old Surehand" wiele okrutnych scen zostało złagodzonych - torturowani umierają przed torturami, choć w oryginale byli torturowani aż miło. I przez to powstają tam małe niekonsekwencje w treści. Ciekawa jestem, czy wyszło kiedykolwiek w Polsce prawdziwe tłumaczenie "Olda Surehanda".
          • marturka Re: Karlson z dachu - fatalne tłumaczenie 23.11.12, 09:10
            Zgadzam się z Tobą całkowicie, że to powinno być karalne, a przynajmniej piętnowane i potępiane. W przekładach dla dzieci panuje samowola i radosna twórczość tłumaczy, którzy uważają, że są w stanie napisać lepszą książkę niż autor, i zapomninają, że ich główną powinnością jest lojalność wobec autora (oraz nieoszukiwanie czytelnka).
            Kolejny dowód na to, że literatura dla dzieci jest traktowana po macoszemu - w tekstach dla dorosłych nikt poważny nie pozwoliłby sobie na wycinanie czy dopisywanie.
            Służę wieloma przykładami - wiadomo, że np. Irena Tuwim zmieniała tekst (np. w Mary Poppins zupełnie zmieniła cały rozdział), ale i teraz - w jak najbardziej współczesnych przekładach - jest tego cała masa (choćby we wspomnianej "Heidi" w przekładzie Izabelli Korsak).
            • abepe trochę obok - tłumaczenia w filmach 24.11.12, 21:41
              Oglądałam wczoraj pierwszych kilkanaście "Twistera". Jeden z nich bohaterów, którymi byli "łowcy burz"wymyślił urządzenie do badania tornad i tłumacz nie wpadł na to, żeby nazwę urządzenia - "Dorothy" przetłumaczyć jako Dorotkę, chociaż sławna Dorotka była na urządzeniu wymalowana;)
              (Oj, teraz czytam recenzję i widzę, że zbyt szybko zrezygnowałam z oglądania filmu i przerzuciłam się na Gattaca'ę!)
    • jo-asiunka Re: Karlson z dachu - fatalne tłumaczenie 21.11.12, 17:56
      Maszyna parowa to nie jest silnik lub ciuchcia:
      pl.wikipedia.org/wiki/Maszyna_parowa
      Wg mnie dziwactwa językowe Karlssona są zamierzone, w końcu facecik ze śmigłem na plecach może mówić nieco oryginalnie prawda? To się nazywa idiolekt. Ja uwielbiam określenie "Mężczyzna w najlepszych latach". "Fut, fut" mnie nie dziwi, szkoda, że nie słyszałaś, jak mój mąż inżynier naśladuje dźwięk różnych urządzeń - każde inaczej...
      Jedynie do budownictwa mogłabym się przyczepić...
      • jo-asiunka Re: Karlson z dachu - fatalne tłumaczenie 21.11.12, 17:56
        miało być: to nie jest lokomotywa lub ciuchcia
      • aleksandra1357 Re: Karlson z dachu - fatalne tłumaczenie 22.11.12, 11:09
        jo-asiunka napisała:

        > Maszyna parowa to nie jest silnik lub ciuchcia:
        > pl.wikipedia.org/wiki/Maszyna_parowa

        Właśnie Twój link pokazuje, że tłumaczka się myliła. Karlsson nie mógł bawić się maszyną parową, bo ta maszyna Braciszka jeździła. Była to prawdopodobnie lokomotywa na parę, szczególnie, że robiła ciuch ciuch (założę się, że po szwedzku każda ciuchcia robi fut fut).

        To się nazywa idiolekt. Ja uwie
        > lbiam określenie "Mężczyzna w najlepszych latach".

        Nie zgadam się. Coś, co jest nieporadnie i nie polsku przetłumaczone to nie jest idiolekt, chyba że w oryginale Karlsson też używa niezręcznych, nieistniejących zwrotów, co wydaje mi się nierealne.
        Mój synek zaczął ostatnio mówić "To zwykła rzecz", pod wpływem tej lektury, a ja się martwię, czy się nie oduczy poprawnej polszczyzny przez to nieporadne tłumaczenie.
        • abepe Re: Karlson z dachu - fatalne tłumaczenie 22.11.12, 11:23
          aleksandra1357 napisała:

          > Mój synek zaczął ostatnio mówić "To zwykła rzecz", pod wpływem tej lektury, a j
          > a się martwię, czy się nie oduczy poprawnej polszczyzny przez to nieporadne tłu
          > maczenie.

          Proponuję, żebyś go nie posyłała do szkoły, bo padniesz trupem:)) Niestety bardziej niż książek dzieci łapią nieprawidłowe sformułowania od rówieśników i z otoczenia. Nie wiem jak byś musiała go bronić przed światem, żeby nie uczył się głupich haseł i błędnych wyrażeń. Mój 9latek ostatnio rysując stara się oddać trójwymiarowość obiektów mówiąc: "to jest w wersji 3 D".
          Moim zdaniem dobry język w domu jest bazą, ale jedna książka krzywdy mu nie zrobi. Poza tym - nie macie domowych śmiesznych przekręconych wyrazów w użyciu?
    • aleksandra1357 Re: Karlson z dachu - fatalne tłumaczenie 22.11.12, 11:19
      Wszystkie bronicie okrzyku "hejsan, hopsan", że oryginalne, a Karlsson jest oryginalny. A ja jednak obstaję przy tym, że jest to źle przetłumaczone. Końcówka "san" jest naturalna w szwedzkim, a w polskim nie. Po naszemu mogłoby to brzmieć "hejciu hopsiu" czy coś w tym stylu (nie upieram się przy tym tłumaczeniu, podaję tylko przykład polskich końcówek).
      Jestem przeciwna zostawianiu takich zwrotów w oryginale, bo to naprawdę jest dziwaczne. To jest po prostu po szwedzku i tamtym języku się broni. Po polsku nikt, nawet najbardziej oryginalna istota, tak by się nie odezwała.
      No ale to w sumie szczegół.
      Książkę czyta się ciężko i źle. Podejrzewam, że Jungowska dokonała jakiś zmian, żeby to przeczytać dobrze.
      • oqo_loco Re: Karlson z dachu - fatalne tłumaczenie 22.11.12, 11:38
        Jungowska nie zmieniała tekstu! Tekst na płytach jest taki jak w książkach. Po prostu potrafi świetnie przeczytać Karlssona. Interpretuje. Zawodowo. Profesjonalnie. Jest aktorką, nie tłumaczem.
      • zuzannao Re: Karlson z dachu - fatalne tłumaczenie 22.11.12, 11:47
        Jeżeli już tak bardzo obstajemy przy poprawności to: poradnia.pwn.pl/lista.php?id=9023
        Przepraszam, że zwracam uwagę, ale używanie słowa "jakiś" zamiast "jakichś" denerwuje mnie bardziej niż wszelkie hejsany i hopsany.
        • aleksandra1357 Re: Karlson z dachu - fatalne tłumaczenie 25.11.12, 14:29
          zuzannao napisała:

          > Jeżeli już tak bardzo obstajemy przy poprawności to: rel="nofollow">poradnia.pwn.pl/lista.php?id=9023
          > Przepraszam, że zwracam uwagę, ale używanie słowa "jakiś" zamiast "jakichś" den
          > erwuje mnie bardziej niż wszelkie hejsany i hopsany.

          Do tej pory żyłam w przekonaniu, że "jakiś" to forma dopuszczalna zarówno w piśmie i w mowie, a jako filolog też jestem wyczulona na poprawność. Sprawdzę to jeszcze w innym źródle, ale dzięki za zwrócenie mi uwagi :)
          • mama_kotula Re: Karlson z dachu - fatalne tłumaczenie 25.11.12, 17:32
            "Jakiś" jest formą dopuszczalną, jest to mianownik liczby pojedynczej rodzaju męskiego - np. jakiś chłopiec, jakiś dom, jakiś dinozaur.
            W twoim przypadku powinno być "jakichś" - "jakichś zmian" - dopełniacz liczby mnogiej.
            Obie formy poprawne i dopuszczalne, ale u ciebie powinna być ta druga.
            • aleksandra1357 Re: Karlson z dachu - fatalne tłumaczenie 25.11.12, 17:47
              mama_kotula napisała:

              > Obie formy poprawne i dopuszczalne, ale u ciebie powinna być ta druga.

              Ale ja myślałam, że moja forma jest dopuszczalna w liczbie mnogiej, ale myliłam się całkowicie. Biję się w piersi, kajam i dziękuję za oświecenie :)
      • pepperann Re: Karlson z dachu - fatalne tłumaczenie 22.11.12, 11:53
        Owszem, po szwedzku słowo "hejsan" funkcjonuje w słowniku i oznacza takie "No, hej!".

        ALeksandro, myślę, że masz święte prawo uważać, że książka Ci nie podchodzi i że nie zgadzasz się z pomysłami tłumaczki. Nie sądzę, żeby jej pomysły brały się z ignorancji i nieznajomości polskiego czy szwedzkeigo. Mogą Ci się nie podobać.

        Natomiast nazywanie tego tłumaczenia "fatalnym" jest grubą przesadą, zwłaszcza w zalewie naprawdę fatalnie tłumaczonych książek na naszym rynku (do moich ulubionych należy "Jak mówić, zeby dzieci nas słuchały").

        A dla miłosników tłumaczeń najgorszych:
        https://sphotos-b.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-prn1/542769_10151117720660986_535687027_n.jpg
        • agnen Re: Karlson z dachu - fatalne tłumaczenie 22.11.12, 12:08
          No dobra, aż tak fatalne nie jest. Jest po prostu ciężkie. Jakieś za ciężkie dla mnie. I wcale nie jestem pewna, czy (u mnie, nie wiem jak u Aleksandry) chodzi o samo tłumaczenia. Po prostu tą książkę źle mi się czytało.
    • aleksandra1357 Re: Karlson z dachu - fatalne tłumaczenie 25.11.12, 14:30
      Może macie rację, tłumaczenie nie jest fatalne, tylko przyciężkawe, ale rozczarowanie było tym większe, że uwielbiam Astrid Lindgren i stąd moja początkowa przesada.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja