anndelumester
06.05.13, 14:25
Na wstępie muszę zaznaczyć, że nigdy nie rozumiałam i nadal nie rozumiem zachwytu nad twórczością Terakowskiej. Po przeczytaniu Poczwarki byłam zażenowana pozytywnymi recenzjami - przecież to co dostałam w okładkach, to był ckliwy, ulepkowy kicz w sam raz dla miłośników brazylijskich tasiemców. Podobne emocje, język narracji, konstrukcja fabuły i hepiend. Chała wzorcowa.
Podczas majówki - tak się złożyło, że dzieci męczyły lektury - mój syn Kasię, jego kumpela Władcę Lewawu. Czytali pod przymusem, pilnowani i z zegarkiem w ręku. Potem z radością oddawali się grom zabawom i chłonięciem kolejnego tomu Feliksa, Neta i Niki.
Wzięłam tego Władcę do rąk zaintrygowana paskudną okładką i ilustracjami w środku (takie zabawy programami graficznymi powinny być karane chłostą) oraz błędem ortograficznym w streszczeniu - Wydawnictwo Literackie widać też potrafi zadziwić.
Zaczęłam czytać i od początku, i na wyrywki. No nie da się. Nuda i ziew, intryga płaska i obciachowa, narracja pańciowato-dydaktyczna/słodko-pierdząca - ach ci oświeceni dorośli i pisarz przewodnik ludu ciemnego ;D, który wierzy w opowieść dziecka i przekazuję je wraz z kagankiem oświaty dalej. Zgroza. I żal - jak to określiła grupa docelowa. Na miejscu czytelnika liczyłabym sobie co najmniej dychę za każdy przeczytany rozdział, bo jest to czynność szkodząca mózgowi.