Podglądy do książek, czyli się narażę...

04.07.13, 20:55
od dawna mnie to męczy, ale wreszcie postanowiłam zdobyć się na odwagę i wyznanie: nie cierpię oglądać podglądów do książek na blogach. Tak jak uwielbiam czytać recenzje na blogach ksiązkowe (i od niektórych jestem uzależniona, a dzień bez przeczytania osobistych wynurzeń czytelników związanych z lekturą - lub też okołoksiążkowych przemyśleń - uważam za stracony), tak strasznie irytuje mnie pokazywanie wnętrz książek bez słowa komentarza. Traktuję to jak 'zajawki' filmów, które w dzisiejszych czasach są raczej 'spoilerami', tzn. w ciągu półtorej minuty czy dwóch w pigułce pokazują całą fabułę i człek po ich obejrzeniu czuje, że w zasadzie wszystko już widział (i często to prawda, bo zmonotowane są z najsmakowitszych scen filmowych). Nie wiem, co przyświeca takim bezinteresownym podglądom - bo w zasadzie nie wiadomo, czy blogowicza taka książka ziębi, czy grzeje; czy mu się podoba i twórczość tą chce propagować, czy wręcz przeciwnie - uważa ją za kuriozum, dziwo i pomyłkę, przed którą chce przestrzec innych naiwnych czytelników (nabywców). Domyślam się, że moze chodzi o pochwalenie się zasobnością biblioteczki, a może zwyczajnie informacyjne pokazanie książki tym, którzy jeszcze jej nie znają, ale na mnie takie pokazywanie działa odstraszająco - wiem, że jak obejrzę, już raczej nie kupię... element zaskoczenia zostaje na zawsze unicestwiony i traci się radochę obwąchiwania, kartkowania, podczytywania przy kupowaniu czy wypożyczaniu, bo przecież pozycję się już 'zna'.
Czy ktoś z Was też tak ma? Czy jestem jedynym egzemplarzem tego gatunku? Aż się boję reakcji; napisanie tego narastało we mnie długo, ale musiało wreszcie wyleźć.
    • ciociacesia a ja uwielbiam 04.07.13, 22:33
      bo moge wrzucic do koszyka w dyskoncie internetowym, bo na zywo obejrzec nie mam gdzie, a entuzjastyczne recenzje niekoniecznie pokrywaja sie z moim pozniejszym zachwytem
    • ciociacesia i zazdroszcze 04.07.13, 22:37
      mozliwosci kupowania bez wczesniejszego obejrzenia. w sensie zasobnosci portlefa :) a bloga z podgladami znam tylko jednego i tam same fajne rzeczy :)
    • abepe Re: Podglądy do książek, czyli się narażę... 04.07.13, 22:48
      Chodzi Ci o ksiazkiobrazkowe.blogspot.com ???

      Wydaje mi się, że chodzi o możliwość rozważenia - czy nam pasuje czy nie.

      Ja najczęściej oglądam przed zakupem.
      • sylwina76 Re: Podglądy do książek, czyli się narażę... 04.07.13, 23:20
        Ja lubię :) Czasem po obejrzeniu "podglądu" chęć zakupu mi przechodzi, czasem wręcz odwrotnie - czuję, że już, natychmiast muszę mieć. Książek które mnie interesują, często w księgarniach nie ma, dlatego taki internetowy podgląd bardzo mnie cieszy :)
      • ammbrozyjka Re: Podglądy do książek, czyli się narażę... 04.07.13, 23:40
        > Chodzi Ci o ksiazkiobrazkowe.blogspot.com ???

        nie tylko, jest też 1x 365 i zauważyłam że coraz cześciej pojawiają się 'relacje' z lektur wyłącznie ilustracyjne, jak np. to: albubu.pl/category/literatury/zobaczysz/ (z założenia = skoro się nazywa 'zobaczysz' - tylko obrazkowe). Są blogowicze zafascynowani równie mocno fotografią co literaturą/pisaniem i często te swoje lektury relacjnują zdjeciem... Rozumiem, że to taka impresja, skrót myślowy, ale potem żałuję, że obejrzałam.

        > Ja najczęściej oglądam przed zakupem. - ja też! :-)) tyle że cenię własne wrażenia, a po obejrzeniu ksiązki na takim podglądzie, potem w księgarni czy bibliotece takie spotkanie z książka obfotografowaną na podglądzie wydaje mi się wtórne; że to nie 'ja' oglądałam, ale ktoś za mnie to zrobił; to jego/jej oglądanie mi się nasuwa... Może jestem za bardzo wzrokowcem i za szybko/mocno zapamietuję obrazy
        • poemi123 Re: Podglądy do książek, czyli się narażę... 05.07.13, 00:41
          Mam zupełnie odwrotnie. Nie przepadam za blogowymi recenzjami. Nie mam czasu na regularne śledzenie wpisów, więc nie potrafię zidentyfikować blogerów, których gust czytelniczy jest choć zbliżony do mojego (lub moich dzieci). Szczególnie że z mojego punktu widzenia większość recenzji to takie słodko-pierdzące blablanie (z kilkoma wyjątkami, które bardzo sobie cenię). Ksiazkiobrazkowe.blogspot.com (czyli 1x365) to mój ulubiony blog. Po pierwsze ufam autorce. Po drugie - widząc książkę, mogę tak pi razy drzwi ocenić, czy sprawdzi się w naszym przypadku. Po trzecie - moja 7-latka uwielbia po nim buszować (w stylu to mamy, to brzydkie - nie kupuj, to kup). Wcześniej szukałam podglądów na stronach wydawnictw, księgarni (za podglądy polubiłam Badet). I żeby nie było - mieszkam w mieście, gdzie dobrych księgarni nie brakuje. Tylko niestety żadna nie jest w takiej odległości, by wpaść tam ot tak, pooglądać książki. Staramy się bywać, ale że książki kupujemy głównie przez internet - lubimy i cenimy podglądy.
          • poemi123 Re: Podglądy do książek, czyli się narażę... 05.07.13, 00:55
            Oczywiście to, co powyżej napisałam odnosi się do książki obrazkowej. W przypadku innych z recenzji korzystam ;-)
    • steffa Re: Podglądy do książek, czyli się narażę... 04.07.13, 23:44
      Nie ma chyba drugiej takiej strony, więc domyślam się, że winnam być głosem w tej sprawie.
      1 x 365, czyli „książka na każdy dzień" to projekt, który ma na celu prezentację dobrze zaprojektowanych książek obrazkowych i umożliwienie podjęcia decyzji wszystkim, którzy nie mają okazji zetknąć się z realną książką, bo nie mają dostępu do dobrze zaopatrzonych księgarni lub księgarni w ogóle. To także informacja o tym, że takie książki w ogóle są dostępne. Polskie książki, które pokazuję pochodzą od wydawców i są selekcją wszystkich propozycji, które dostaję jako dziennikarka, a jestem osobą, przez ręce której prawdopodobnie przechodzi większość książek z pewnej półki wydawniczej. Zaprezentowanie ich w jakimkolwiek programie byłoby niemożliwe, zważywszy, że a) nie ma ich (tych programów), b) a jak pojawia się okazja do prezentacji czegokolwiek, to trwa ona od 30'' do 3' i poniekąd c), czyli komentarzy na stronie brak, bo recenzja to forma wymagająca i efekt wielu godzin pracy, gdybym miała takie założenie, pokazanie/ zaproponowanie codziennie czegoś stałoby się niemożliwością. Już samo sfotografowanie i dostosowanie zabiera trochę czasu. Ocenę pozostawiam oglądającym, ale pojawienie się książki na stronie oznacza, że warto ją rozważyć w swoich zadumach zakupowych. Książki są „otagowane", czyli jeśli szuka się rzeczy „o pieskach", można je znaleźć, klikając „pies" lub „zwierzę". Jeśli szuka się czegoś „od Skandynawów”, klikamy w „literatura skandynawska”. Robię to, żeby można było się poruszać w tym gąszczu w miarę sprawnie. Także dlatego, że dostaję często prywatne pytania o książki „dla 5-latków, o śmierci, o przeszkolu”. „Spojler” to słowo, które nie ma racji bytu w przypadku literatury dla dzieci, wszak wybierając książkę dla najmłodszych, ogląda się ją od deski do deski zanim się kupi. NIE CHWALĘ SIĘ książkami (z powodów wymienionych powyżej oraz wrodzonej skromności), ale umożliwiam wszystkim zainteresowanym podjęcie decyzji. Nie wrzucam podglądów rzeczy brzydkich lub bezwartościowych, nie jestem tubą propagandową wydawnictw, choć zdarza się, że książki ładnie zaprojektowane miewają niedociągnięcia tekstowe. Anglojęzyczne książki obrazkowe wrzucam dla smakoszy. Takich jak ja. Wierzę, że książki obrazkowe są najlepszą zabawką - nic ich nie przebije - i w możliwościach edukacyjnych, i terapeutycznych i czysto rozrywkowych. Wszystkich namawiam, by karmili nimi dzieci jak najdłużej.
      • kazze Re: Podglądy do książek, czyli się narażę... 05.07.13, 09:44
        Wspaniały i bardzo, bardzo pożyteczny projekt! Często korzystam :)
        • modrooczka Re: Podglądy do książek, czyli się narażę... 05.07.13, 12:57
          Ja nie do końca rozumiem Twój problem, ambrozyjko. Przecież możesz po prostu nie oglądać podglądów? Mnie podglądy bardzo pomagają, bo już od dawna w wirze zajęć nie mam czasu, żeby jak za czasów urlopów wychowawczych siedzieć sobie z kawą w Badecie i oglądać nowości. Uważam że to kawał dobrej roboty, w dodatku społecznej, bo wydawnictwa nie płacą steffie za reklamę.
      • 0mirka2 Re: Podglądy do książek, czyli się narażę... 05.07.13, 19:01
        Mieszkam w małej miejscowości, w której nie ma księgarni, nie mam więc na co dzień możliwości zajrzenia do książek, które zamierzam kupić wnuczkowi (kupuję najczęściej na Allegro lub w dyskontach internetowych). I wtedy właśnie przychodzą z pomocą podglądy. Tak że ja bardzo za nie dziękuję. :)
    • rykam Re: Podglądy do książek, czyli się narażę... 05.07.13, 07:51
      Hm, nie bardzo widzę tu problem a już na pewno nie kontrowersję :) W sensie, że owszem są takie blogi, choć jest ich nadal bardzo mało, ale przecież można je omijać, nie oglądać, jeśli chce się mieć niespodziankę.

      Ja mimo bycia wzrokowcem, lubię przed obejrzeniem filmu przeczytać zarys fabuły, tak samo kupując książkę "dorosłą". W książkach dla dzieci takie podglądy przede wszystkim potrzebne mi są do oszacowania ilości tekstu czy to na stronie czy w całości. Czasami ilość stron niekoniecznie przekłada się na ilość tekstu ;) A tak wzrokowo oceniam, czy taka ilość już będzie do wytrzymania dla mojej 3,6-latki czy jeszcze chwilę się wstrzymać z zakupem.

      I faktycznie często jest tak, że zdjęcie nie prezentuje strony na płasko tylko pod jakimś kątem jakiś fragment, więc i tak nie do końca wie się, jak to będzie wyglądało. Nie mówię już o odczuciach, kiedy bierze się książkę do ręki - jaka jest pod palcami okładka, jaki jest papier - tego żadne zdjęcia nie oddadzą ;)

      Zaskakuje też mnie często wielkość - o ile książka nie jest gdzieś prezentowana na tle innych, zawsze wydaje mi się większa lub mniejsza niż w rzeczywistości :)

      Pojawiają się też nowi, młodzi ilustratorzy i nie o wszystkich udaje się znaleźć coś więcej w sieci. Sama okładka może nie wystarczyć, by zorientować się jaki rodzaj ilustracji to będzie.

      PS. Gdzieś już kiedyś wypłynęła ta opinia o podglądach, więc teraz wrzucając informacje na forum, staram się opisywać, iż pod linkiem kryje się podgląd :)
    • effie1980 Re: Podglądy do książek, czyli się narażę... 05.07.13, 15:07
      Tez mam zupelnie odwrotnie. Chetnie podgladam internetowe blogi wlasnie, zeby zobaczyc co jest w srodku ksiazki. Nie mam dostepu do sklepow ani bibliotek i na tej podstawie podejmuje decyzje co warto kupic. Wpisow mi sie nie chce czytac. Znalazlam moze 2-3 blogi, ktore czytam z przyjemnoscia, inne wydaja mi sie wegzaltowanymi opisami nijak oddajacymi charakter ksiazek.
    • bruy-ere Re: Podglądy do książek, czyli się narażę... 05.07.13, 15:18
      Uwielbiam podglądy, często ich poszukuję, natomiast same recenzje czytam dość rzadko. Powiem tak - dopiero widząc wnętrze książki, jestem w stanie ocenić, czy książka przypadnie do gustu mojemu dziecku. Recenzja mi tego nie zapewni. A kupuję prawie wyłącznie przez Internet, więc wiem przynajmniej, co dostanę. Elementu zaskoczenia w książkach dla dzieci nie cenię, tu chcę mieć pewność, że książka nie będzie kurzyła się na półce. Lubię natomiast moment zachwytu, gdy oglądam wnętrze książki w Internecie i stwierdzam "musimy to mieć".

      Blog 1x365 to mój ulubiony. Uwielbiam przeglądać nowe wpisy i wracać do starych.
    • mama_kasia Re: Podglądy do książek, czyli się narażę... 05.07.13, 15:24
      Bardzo lubię podglądy. Pomagają mi zdecydować, kupić czy nie.
      I tak, jak kupuję dla dziecka, przeglądam w księgarni, a tu mam "księgarnię"
      nie wychodząc z domu ;-) A ja domator jestem ;-)
      • bir.ke Re: Podglądy do książek, czyli się narażę... 05.07.13, 18:51
        nie bede wyjatkiem, cenie sobie mozliwosc ogladniecia srodka, aby oszacowac czy ksiazka bedzie odpowiednia dla moich dzieci i czy istnieje szansa, ze je zainteresuje. zreszta tak samo postepuje w bibliotece, nie jest to wiec zadne novum dla mnie;)
    • pepperann Re: Podglądy do książek, czyli się narażę... 06.07.13, 09:24
      Lubię podglądy. Chociaż wolę dobre recenzje.

      Nie wydaje mi się, żeby "podglądy" wypierały tradycyjne recenzje, więc jeśli nie lubisz, to przecież nie ma potrzeby zaglądać!

      Dla mnie ważne są nie tylko ilustracje (chociaż chętnie popatrzę i wolę ładną książkę od brzydkiej), ale i np. gęstość tekstu (ile tekstu na stronie, jaką czcionką, stosunek ilustracji do tekstu). To mi pomaga zorientować się w tym, jaka to książka, czy odpowiednia dla moich dzieci, czy nie na wyrost, czy nie za dziecinna. Kategorie wiekowe, zwłaszcza dla nieco starszych są moooocno orientacyjne, więc podejrzenie książki w środku bardzo mi ułatwia wybór przez internet.
      • ammbrozyjka Re: Podglądy do książek, czyli się narażę... 06.07.13, 10:25
        Postaram się odpowiedzieć zbiorczo, bo nie dam rady wszystkim oddzielnie.

        - pewnie, że nie muszę wchodzić na takie blogi, skoro mnie te podglądy irytują, ale generalnie ponieważ książki mnie interesują, przy odwiedzaniu ulubionych blogów ścieżka do aktualizacji odwiedzanych przez 'mojego' blogowicza blogów bardzo często pokazuje najnowsze wpisy u innych i często przez przypadek tam włażę - wiadomo, że często takie wędrówki odbywają się łańcuszkowo... I to nie jest tak, że nie chcę zobaczyć absolutnie nic i tylko czytać recenzje. Normalne jest to, że pokazywana jest okładka, a czasem zakochany w swej lekturze czytelnik (a do tego blogowicz który całe serce wkłada w swoje wpisy) wrzuca czasem bardzo pokaźną selekcję ilustracji (np.: nieparyz.blogspot.com/2013/05/gdzie-jest-moja-siostra-poszukajmy.html ; już tu mam wątpliwości, czy nie za dużo 'ujawniono' od strony ilustracyjnej w takim wpisie, no ale macham ręką i stwierdzam, że trudno...; doceniam przede wszystkim trud).

        - muszę skorygować jednak lekko moje wyznanie - lubię podglądy do blogów pasjonatów starych książek, które są nie do zdobycia w normalnym obiegu. Te blogi to swego rodzaju archiwa, hołd składamy starym mistrzom, antykwariaty ślicznych ramotek ('garaż ilustracji...'; 'to dla pamięci..'. itp) Doceniam bardzo trud tego archiwizowania i dzielenia się własnymi kolekcjami, właśnie dlatego, że nie są one dostępne przeciętnemu nabywcy książkowemu

        - mam wątpliwości co do tego, że pokazywanie sporego podglądu środka "najnowszej nowości|, która właśnie wchodzi na rynek jest jakąś przysługą (reklamą, jak ktoś napisał powyżej) dla wydawnictw. Przecież one same mogłyby to robić na swoich fanpage'ach na FB albo stronie www). A nie robią tego - najwyżej 2 góra 3 ilustracje można podejrzeć. Spotkałam się z podglądami, które pokazywały dosłownie POŁOWĘ środka książki! Właśnie o te proporcje mi chodzi - przecież to jak wrzucanie do sieci fragemntów filmów, które właśnie lecą w kinach! Pewnie, że może jednych przekona to do kupienia ksiażki/obejrzenia filmu, ale nie wiadamo ile osób stwierdzi, że w sumie dość już widziało i nie ma po co robić takiej inwestycji, bo utwór już 'zna'...

        - nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że takie podglądy nie mogą być 'spoilerami'. Tak jak tradycyjne recenzje mogą za dużo wyjawić z treści (zresztą czasem ich autorzy sami opatrują je ostrzeżeniem: Uwaga spoiler!), tak podgląd ilustracji również może wyjawić 'sprawcę zbrodni', rozwiązanie intrygi. To w warstwie ilustracyjnej czy treściowej, natomiast w warstwie emocjonalnej też się to może zdarzyć: gdy zainspirowani takim podglądem zaopatrzymy się w książkę, a po jej obejrzeniu, stwierdzimy, że w zasadzie 'wszytsko już widzieliśmy'; efekt zaskoczenia i nowości był znikomy jesli nie zerowy.

        tyle ode mnie, muszę lecieć; pozdrawiam
        • saligna Re: Podglądy do książek, czyli się narażę... 07.07.13, 20:34
          Podglady są owszem wygodne, ale przede wszystkim, pokazywanie przez blogowiczow zawartosci, narusza prawa autorskie. Zeby pokazac srodek trzeba miec zgode wydawnictwa, a i ta forma reklamy ogranicza ilosc pokazywanych stron.
Pełna wersja