Dodaj do ulubionych

Wierzcie w Mikołaja - trupia główka w żłóbku

14.12.13, 19:40
Kto to poleca???Z pewnością przedstawiciel wydawnictwa, które książkę wydało. Kupiłam dla dziecka, które dużo czyta i mnie samej zaparło dech w piersiach, bo takiej lektury dawno nie spotkałam: żadna historia, nieciekawa literacko i opisy (łącznie z ilustracjami) jak w tytule posta. Wyrzucone pieniądze - kupiłam przez Internet kierując się zachętami płynącymi z forum, czego nauczona doświadczeniem nie zrobię już nigdy.
Obserwuj wątek
    • atzaga Re: Wierzcie w Mikołaja - trupia główka w żłóbku 14.12.13, 21:22
      Ja też kupiłam. Mój syn (bardzo oczytany sześciolatek) odmówił czytania, ale jeszcze zanim zobaczył tę ilustrację (nic w tym dziwnego, są takie książki, które odrzuca i muszą się trochę odleżeć). Myślę, że wyjmę ją za rok - dwa.

      Ale przyznam, że szkielet też mnie trochę zbił z tropu.
      • uccello trupia główka w żłóbku 16.12.13, 10:50
        Dzięki za obrazek.
        No, ja trupiej główki w żłóbku nie kupuję. Tak jak nie kupuję trupiej główki Micki- Maus, trupich główek Kajka i Kokosza i miliarda identycznych postmodernistycznych czaszkowatych beknięć.
        • pe_pawlak Re: trupia główka w żłóbku 16.12.13, 13:19
          Eee… Przecież ten obrazek spełnia w książkowej narracji pewną określoną rolę. Zgubne wydaje mi się ocenianie go samego dla siebie, w oderwaniu od kontekstu. Podmiana figurki Jezusa na "szkielecik" jest jednym z działań zdesperowanego bohatera opowieści, który chce by w końcu zauważono jego istnienie. To fragment wojny, jaką prowadzi o obecność... hm… sacrum w naszym świecie.

          W moim odczuciu, to nie "beknięcie", a dosyć precyzyjny wybór autorki, która stara się skoncentrować refleksję odbiorcy na istocie (nomen omen!) Świąt, które adwent wieńczą (nie przypadkiem ŚM wywala ze żłóbka również figurkę z Lego Star Wars!). Sądząc po wielu komentarzach wybór nie taki zły, między innymi dlatego, że poruszający… Mnie się podoba.
          • zuzannao Re: trupia główka w żłóbku 16.12.13, 14:06
            Obrazek z pewnością spełnia określoną rolę w narracji. Z tym, że rolę tę zrozumie dorosły lub starsze dziecko. Młodsze - owszem, ale potrzeba rozmowy, tłumaczenia, wyjaśniania. A bywa, że skomplikowane wyjaśnienia ulecą, a w pamięci pozostanie niepokojący obraz. Sama w ten sposób zapamiętałam z dzieciństwa wiele przerażających ilustracji do całkiem zwyczajnych tekstów. Mój pięcioipółlatek był tym obrazkiem ogromnie poruszony, ale nie sądzę, żeby dotarła do niego cała złożoność przekazu i głębia refleksji. Myślę, że to po prostu reakcja na szokującą dla dziecka wizję.
            --
            www.kiedybylammala.art.pl
            • steffa Re: trupia główka w żłóbku 17.12.13, 10:59
              A od czego są książki, jeśli nie od rozmowy? A może do rozmowy. ;) Może powinno być na okładce ostrzeżenie?
              Szkielecik jest figurą uzasadnioną. Bóg umarł już dawno (będzie ze sto lat temu), zatem narodziny szkielecika w zlaicyzowanym społeczeństwie są jak najbardziej na miejscu.
              --
              Czytajcie!
              Oglądajcie!
            • pe_pawlak Re: trupia główka w żłóbku 17.12.13, 15:41
              zuzannao napisała:

              > Obrazek z pewnością spełnia określoną rolę w narracji. Z tym, że rolę tę zrozumie
              > dorosły lub starsze dziecko. Młodsze - owszem, ale potrzeba rozmowy, tłumaczenia,
              > wyjaśniania. A bywa, że skomplikowane wyjaśnienia ulecą, a w pamięci pozostanie
              > niepokojący obraz

              Choć i tutaj pojawiły się relacje o takich dzieciach, które nie były straumatyzowane szkieletem w żłóbku, to na tym polu jestem trochę bezbronny. Jedyne dziecko jakie znam dobrze i obserwuję systematycznie od dłuższego czasu, to mały Pawełek Pawlak sprzed kilkudziesięciu lat. Miał doświadczenia podobne do Twoich, też oglądał ilustracje, które wzbudzały w nim niepokój i strach. Dziś, po latach uważam te emocje za swój prawdziwy skarb, za naukę odczuwania i widzenia nieoczywistego, która procentuje teraz. Mały PP wertował też książki rodziców poświęcone sztuce, a wśród nich i takie, w których znajdowały się ryciny ‪José Guadalupe Posady. Więc może stąd moje‬ dzisiejsze zdeprawowanie i brak alergii, uniemożliwiającej rzeczowe spojrzenie na czaszki i szkielety, niezależnie od tego gdzie i w jakim celu zostały położone.

              A konieczności "rozmowy, tłumaczenia, wyjaśniania" nie potrafię potraktować jako argumentu przeciw jakiejkolwiek książce :-)

              Pouczającym aspektem dyskusji wydaje się też fakt, że mocniejsze reakcje wywołuje to, co w książce narysowane :-) , a nie jedynie opisane: figurka ze Star Wars w żłóbku aż tak powszechnych emocji nie wzbudza.
          • uccello uczulenie i wysypka 16.12.13, 14:54
            Wiadomo ocena szczegółu wyrwanego z kontekstu- obojętnie obrazu czy zdania nie ma sensu, by nie rzec jest głupia.

            Jestem po prostu uczulona na tę podmiankę- głowę rozpoznawalnej postaci na trupią główkę. Za pierwszym razem główka Myszki Miki zamieniona na czaszkę zrobiła na mnie wrażenie, po nastym powtórzeniu tego manewru, przez kolejnego grafika tylko irytuje.

            Tak jak irytują mnie i nudzą (nie wzburzają, ani obrażają bynajmniej) kolejne prowokacje gatunku:
            sacrum + profanum= oburzenie= dyskusja= nagłośnienie sprawy.
            Co zadziwiające, to działa, bez pudła działa, więc jest powtarzane. Domaluj chłopie Madonnie Częstochowskiej wąsy i będziesz męczennikiem wolności wypowiedzi, artystą niezrozumianym przez ciemną tłuszczę, a Twoje nazwisko będzie odmieniane w mediach przez różne przypadki. Że niemal sto lat temu taki manewr z Giocondą wykonał Duchamp, to pikuś.
            Społecznie ważkie treści te wąsy niosą i już.
            A kto się nie zachwyca ten ciemnogród i katolicki beton.
            • modrooczka Re: uczulenie i wysypka 16.12.13, 17:37
              Dyskusja jest coraz ciekawsza. Muszę wydobyć tę książkę z tajemnego pudła i ją przeczytać, ale po przeczytaniu komentarzy zdaje mi się, że nasze dzieci nie bedą jej czytać. Szczerze mówiąc, głownie dlatego, że na razie nie potrafię sobie odpowiedzieć na pytanie: po co miałyby to robić?
              --
              "Można pogłaskać naszego królika i nadać mu imię. Królik ma to w dupie a państwu będzie miło" - Katalog z muzeum Igora Markina.
            • abepe Re: uczulenie i wysypka 16.12.13, 19:51
              uccello napisała:

              > Tak jak irytują mnie i nudzą (nie wzburzają, ani obrażają bynajmniej) kolejne
              > prowokacje gatunku:
              > sacrum + profanum= oburzenie= dyskusja= nagłośnienie sprawy.
              > Co zadziwiające, to działa, bez pudła działa, więc jest powtarzane. Domaluj chł
              > opie Madonnie Częstochowskiej wąsy i będziesz męczennikiem wolności wypowiedzi,
              > artystą niezrozumianym przez ciemną tłuszczę, a Twoje nazwisko będzie odmienia
              > ne w mediach przez różne przypadki. Że niemal sto lat temu taki manewr z Giocon
              > dą wykonał Duchamp, to pikuś.

              A co z "Wielką księgą portretów zwierząt"? Bo mnie akurat podmianka w tej książce nie przekonuje. Bo w "Wierzcie w Mikołaja" wiem skąd ta główka, w "Portretach zwierząt" nie całkiem.
              • uccello uczulenie, wysypka i świąd 16.12.13, 20:04
                Portrety zwierząt jak dla mnie brrr- bynajmniej nie ze względów merytorycznych. Zabawa dlaczego ta pani kojarzy się z łasicą, a ów pan z sową, jest przyjemna i stara jak świat. Natomiast odległość malarskiego rzemiosła autora tych ilustracji od dzieł Leonarda, Dürera czy Vermeera jest jak dla mnie zbyt duża . Przepaścista.
            • pe_pawlak Re: uczulenie i wysypka 17.12.13, 15:46
              Ani nie powiedziałem, żeś "beton" Uccellu, ani nie domagam się zachwytów. Wyraziłem tylko zaniepokojenie, jakby to rzec, proceduralne: zdziwiło mnie wyrywanie kamyczka z mozaiki i pastwienie się nad nim, bo ma "alergizewujący" kolor. Wciąż uważam, że sprowadzanie zabiegu ze żłóbkiem do prowokacji to niesprawiedliwe uproszczenie. Również przywołanie w kontekście duetu Olsson/Chaud epigonów Duchampa (tych mieniących się męczennikami sztuki) wydaje mi się o tyle nie na miejscu, że szkielet w książce, o której rozmawiamy, niesie ze sobą dużą dawkę powagi śmierci i bliżej mu do "sacrum" niż "profanum". "Profanum" w żłóbku była raczej figurka Lego Star Wars, ale ją autorka rękoma ŚM ze żłóbka wywaliła… To nie jest chyba aż tak proste.

              A skoro przywołałem już przed chwilą JGP, to podlinkuję od razu jedno z jego postmodernistycznych beknięć sprzed stu lat :-)
              • uccello uczulenie i wysypka: metodycznie 17.12.13, 19:23
                Pawlaczu! Ja to może w punktach napiszę, bo się nie rozumiemy:

                1. Ilustracje Chauda bardzo lubię. Mikołaj przyniósł mi "Nie odrobiłem lekcji bo...".
                A puzzle robi chłopak najładniejsze na świecie.

                2. Incydent z czaszeczką w żłóbku nie dyskwalifikuje jak dla mnie książki. Nie lubię zabiegu podmiany głowy postaci na trupią główkę, bo za wiele razy go widziałam -drażni mnie jako graficzny banał. Mam na to alergię. Rzeczywiście podnoszę jeden kamyczek i mówię, o mamo ten kolor sprawia , że mam gęsia skórkę, a moje ślinianki wariują.
                Nie bardzo mogę rozmawiać o (mozaice) książce, bo jej nie znam.


                Dla mnie przejmująco o śmierci mówi obraz Margritta
                https://sztukatulka.pl/wp-content/uploads/2011/03/obr.jpg
                Klimaty meksykańskie: roztańczony szkielecik z piórkiem w de, przemawiają do mnie słabiej. Ale to cecha osobnicza.



                3. I tak obok dyskusji. Zadziwia mnie, jak sprawny jest wytrych zderzenia sacrum z profanum. Drażni mnie i niesmaczy nie dlatego, że bodzie moje uczucia religijne ( bo nie bodzie) tylko ze względu na taniość środków. W przekonaniu artystów, którzy dokonują wyrafinowanej operacji łącząc genitalia + krzyż, zdjęcia hierarchy kościelnego + gołej d ( były takie billboardy w Krakowie, ach, ach cóż to była za zadyma), obraz, który jest świętością dla wielu + wąsy, każdy kto jest zażenowany poziomem takiej akcji musi być radykałem i betonem.

                Nawet nie śniło mi się, że zarzucasz mi betoniarstwo umysłowe.
                • pe_pawlak Re: uczulenie i wysypka: metodycznie 19.12.13, 02:54
                  Uccellu, dzięki za wyciągnięcie pomocnej i metodycznej dłoni w stronę obserwatora z pawlacza…

                  ad 3. Twoje poprzednie uwagi na temat taniego zestawiania sacrum z profanum pojawiły się tu, w tej, a nie w innej dyskusji i dlatego potraktowałem je jako odnoszące się do podlinkowanej ilustracji. Uważam, że wobec "Wierzcie w Mikołaja" byłaby to kwalifikacja pochopna (bo niezależnie od rezultatu autorzy usiłują mierzyć się z problemem, a nie prowokują tanim chwytem dla samego tylko prowokowania), stąd moja reakcja. Wychodzi na to, że i ona była zbyt pospieszna, skoro w punkcie 3. piszesz, że jest to dla Ciebie temat "obok dyskusji", a zatem nie odnoszący się do tej książki i tej ilustracji. Ten punkt mamy zatem wyjaśniony.

                  ad 1. Również lubię ilustracje Chauda. W moim odczuciu nie ma to wprawdzie żadnego znaczenia dla sedna zagadnienia, ale przyjemnie się z Tobą zgodzić :-) Punkt 1. też mamy z głowy.

                  ad 2. Tylko z tym punktem mam jeszcze mały kłopot. Bo z jednej strony pisałaś, że "ocena szczegółu wyrwanego z kontekstu - obojętnie obrazu czy zdania nie ma sensu", z drugiej strony wciąż wypowiadasz się o tej ilustracji źle ("graficzny banał", "incydent z czaszką"). Skoro metaforę z mozaiką podjęłaś, to spróbuję ją rozwinąć i z niej wyprowadzić protokół rozbieżności, który pozwoli zakończyć naszą wymianę zdań, nużącą pewnie dla postronnych :-) Jesteś wspaniałą malarką, więc wiesz, że na odbierany okiem kolor pojedynczego kamyczka ma wpływ jego otoczenie. Barwy sąsiadujących elementów mozaiki potrafią zmienić nijaką czerwień pojedynczego kamyka w donośny cynober, z kolei dobrane inaczej mogą tę czerwień jeszcze osłabić. Element wyrwany z kontekstu działa jedynie swoim kolorem lokalnym, a nie tym, który zaplanował twórca całości kompozycji. Dlatego uzasadnione wydaje mi się wstrzymanie oceny detalu do momentu poznania całości koncepcji tych (tej i tego), którzy go w większej całości użyli. Rozumiem, że Ty masz w tej kwestii inne zdanie. Szanuję je.

                  Ostatni punkt odkreślony, a ja wracam do schowka pod sufitem i już się w tej sprawie zamknę, bo przeczytałem, że niedomykanie pawlacza przynosi pecha :-)
                  • abepe Re: uczulenie i wysypka: metodycznie 19.12.13, 09:31
                    Jak już pisałam wcześniej- w ogóle o trupka w żłóbku nie można się czepiać ilustratora, bo tylko zobrazował to, co napisała autorka tekstu. A że szkielecik był ważnym tematem w tych dniach - pewnie musiał się na ilustracji pojawić.
                  • uccello nie powinno kłuć a kłuje 19.12.13, 10:46
                    Pawlaczu! Pozostawaj zawsze OTWARTY!

                    Ten zabieg graficzny (główka - czaszeczka) działa na mnie jak kolor fluorescencyjny, przykry dla oczu bez względu na sąsiedztwo. Kłuje w oczy i już.
                    Rozum ( że tak szumnie powiem) swoje, a serce swoje.
                    Osobnicza przypadłość.

                    Nie trzeba mieć wykształcenia psychologa, żeby stwierdzić, że mam problemy z opowiadaniem dzieciom o śmierci. W Cudownej Studzience jest Sabałowa Bajka, gdzie Śmierć lituje się nad matką, i targuje o nią ( bez skutku ) z Panem Bogiem. No nijak nie potrafiłam tego namalować. Uważałam bajkę za PRZERAŻAJĄCĄ. Straszną, mimo niewątpliwych walorów literackich. I jakoś tak obeszłam rzecz przez kwiatki- stoi Matula, dziecki się do niej tulą, a ona żegna się z pięknym, jakże pięknym światem., dziękując za to co było. Tylko tak potrafiłam to opowiedzieć.

                    Traf chciał, że akurat tę bajkę przeczytała na warszawskiej promocji książki Anna Seniuk. Przeczytała , jak to ona- z talentem, wdziękiem, biglem. Przekomicznie. W jej interpretacji to przezabawna, mądra przypowiastka.
                    Wychodzi na to, że widzę fluo tam gdzie go nie ma, albo przynajmniej większości ludzi po oczach nie kłuje. Osobnicza przypadłość.

                    Wiem, wiem że ów drażniący kolor, czy chcę tego czy nie, jest niezbędnym składnikiem gamy, nie ma się co buntować. Dopełniający, kontrastujący, szeregujący inne.
                    Ale kłuć mnie kłuje. Oj tak.


    • abepe Re: Wierzcie w Mikołaja - trupia główka w żłóbku 14.12.13, 22:48
      wyboista napisała:

      > Kto to poleca???Z pewnością przedstawiciel wydawnictwa, które książkę wydało. K
      > upiłam dla dziecka, które dużo czyta i mnie samej zaparło dech w piersiach, bo
      > takiej lektury dawno nie spotkałam: żadna historia, nieciekawa literacko i opis
      > y (łącznie z ilustracjami) jak w tytule posta. Wyrzucone pieniądze - kupiłam pr
      > zez Internet kierując się zachętami płynącymi z forum, czego nauczona doświadcz
      > eniem nie zrobię już nigdy.

      Przeanalizowałam wątek, który podlinkowałam wcześniej. Nie było za dużo opinii, raczej zbiorowa deklaracja chęci zakupu.
      Ja już się przyzwyczaiłam, że Zakamarki bywają zaskakujące. Już nie raz na forum pojawiły się wątpliwości dotyczące ich książek. Mnie te zaskoczenia niespecjalnie negatywne nastrajają. Uważam, że dotykają spraw wartych rozmowy.
    • zo_79 Re: Wierzcie w Mikołaja - trupia główka w żłóbku 14.12.13, 23:00
      A w dzisiejszym rozdziale Pan Bóg okazał się kobietą! Też ciekawy ozdobnik historii. Był przyczynek do rozmowy o starotestamentalnych opisach Boga jako kobiety. :) Staramy się podchodzić do do sprawy na luzie. Chociaż zauważam, że 6-latkowi książka zwyczajnie nie leży. Denerwuje się, że nie wie o co właściwie chodzi. Sama jestem ciekawa, jak to się wszystko skończy.
      --
      malaczcionka.blogspot.com
        • marturka Re: Wierzcie w Mikołaja - trupia główka w żłóbku 15.12.13, 09:49
          U nas nie wyszło - Zakamarki w naszym domu rządzą, a ta książka dzieciom nie podeszła (może kwestia młodego wieku: 4 i 7 lat). Dzieci po prostu odmówiły słuchania. Chyba zupełnie nie rozumiały, w czym problem, bo one święcie wierzą w Świętego Mikołaja, więc te wszystkie rozterki z książki są im obce. Gdy czytaliśmy Niezwykłego Świętego Mikołaja o Pettsonie i Findusie, reagowały zupełnie inaczej - cały czas trzymały stronę Findusa i dziwiły się, czemu Pettson zadaje sobie tyle trudu, jeśli Mikołaj przyjdzie.
      • alistar1 Re: Wierzcie w Mikołaja - trupia główka w żłóbku 15.12.13, 13:06
        Ja mam spostrzeżenie, że lepiej się to czyta po cichu i jednym ciągiem niż w rozbiciu na dni, zgodnie z zasadą kalendarza. Poza tym to, co się dzieje na drugim planie (po drugiej stronie lustra) powinno być jakoś lepiej wyróżnione, może odrębnym kolorem w tekście, bo czasem te "głosy spoza głównego planu" trudno jest dzieciom zrozumieć.

        Jeśli zaś chodzi o główkę, to jest temat do rozmowy, my chyba jesteśmy już dość uodpornieni na szwedzkie książki i podchodzimy do nich też z dystansem. Bardziej niż główka, która oczywiście jest nie na miejscu, podobnie jak ludzik lego, co moje dzieci szybko skomentowały, wzburzył je brak wiary u rodziców. Ale to Szwecja. I w każdym domu też jest inaczej, także w podejściu do świąt.
        • anndelumester Re: Wierzcie w Mikołaja - trupia główka w żłóbku 15.12.13, 17:22
          No więc to jest kwestia wierzeń rodziców/dzieci i podejścia do traktowania owych wierzeń w literaturze, sztuce, kulturze (w tym pop).
          Mój syn się dziwi, że ktoś może na coś serio wyznawać, ale nie , żeby go to bardzo szokowało - jego brat stryjeczny z kolei jest nieustająco w autentycznym szoku, że my nie jesteśmy wierzący i K. nie musi chodzić do kościoła w każdą niedzielę etc.
          No właśnie kwestie wychowania.


          --
          Czasem aż oczy bolą patrzeć, jak się przemęcza dla naszego klubu, prezes Ochódzki Ryszard, naszego klubu „Tęcza”. Ciągle pracuje! Wszystkiego przypilnuje i jeszcze inni, niektórzy, wtykają mu szpilki. To nie ludzie – to wilki! To mówiłem ja – Jarząbek Wacław, trener drugiej klasy. Niech żyje nam prezes sto lat!
          • abepe Re: Wierzcie w Mikołaja - trupia główka w żłóbku 15.12.13, 18:06
            Ależ my jesteśmy wierzący! I uważam, że nie stanowi to przeszkody w traktowaniu niektórych elementów tej książki (np. szkielecika) z przymrużeniem oka. Bóg przecież nie jest figurką w żłóbku!
            Z drugiej strony - książka jest interesującym głosem w pewnym sensie odnoszącym się do zaniku wiary oraz konsumpcjonizmu związanego ze świętami. Tu nikt nie wierzy, ale wszyscy mają w oknach akcenty świąteczne.
            Z drugiej strony (i ta krytyka według mnie może budzić sprzeciw osób religijnych) - "z raportu rocznego o stanie rzeczy. O tym, w kogo wierzy najwięcej ludzi" wynika, że jednak na pierwszym miejscu jest Bóg. Czyżby ludzie wierzyli na wszelki wypadek? . (ale Jezus jest na 4. miejscu z Mahometem i Buddą, więc niekoniecznie chodzi o Boga chrześcijan). I druga wątpliwość, która może budzić sprzeciw wobec tej książki - Bóg jest, bo ktoś w niego wierzy, jak w żaby w sedesie ("Jeśli tylko ktoś w nie wierzy, to znaczy , że istnieją").
            Książkę odbieram jako krytykę obu stron - religijnej i laickiej. A zdrowa, inteligentna krytyka jeszcze nikomu krzywdy nie zrobiła. Można ją nawet przywołać w rozmowie z dzieckiem. Co dla niego znaczą Świeta? Czy przypadkiem najważniejsze nie są prezenty?
            Jeszcze raz odsyłam do interesującego głosu Zorro.
            • anndelumester Re: Wierzcie w Mikołaja - trupia główka w żłóbku 15.12.13, 18:27
              Cóż chyba od zawsze rujnowałam dziecku każde święto - bo ja mam podejście antropologiczno-etnologiczne. Zaletą wszelkich świąt są dni wolne, miła atmosfera w tym ozdoby, dobre jedzenie i prezenty. A czy to będzie ku czci Mitry, Saturna, Sol Invictus, Jezusa, z okazji Chanuki czy Diwali - jest mi doskonale obojętne. Mogę obchodzić wszystkie po kolei.
              Pewnie też wariacje "na temat " nie robią na mnie wrażenia, ale ja tam jestem osobnik mocno bezrefleksyjny.


              --
              Czasem aż oczy bolą patrzeć, jak się przemęcza dla naszego klubu, prezes Ochódzki Ryszard, naszego klubu „Tęcza”. Ciągle pracuje! Wszystkiego przypilnuje i jeszcze inni, niektórzy, wtykają mu szpilki. To nie ludzie – to wilki! To mówiłem ja – Jarząbek Wacław, trener drugiej klasy. Niech żyje nam prezes sto lat!
              • abepe Re: Wierzcie w Mikołaja - trupia główka w żłóbku 15.12.13, 19:13
                anndelumester napisała:

                > Cóż chyba od zawsze rujnowałam dziecku każde święto - bo ja mam podejście antro
                > pologiczno-etnologiczne. Zaletą wszelkich świąt są dni wolne, miła atmosfera w
                > tym ozdoby, dobre jedzenie i prezenty.

                Sama wiesz, że w ten sposób "rujnuje" święta rzesza osób z każdej strony.
                Ale nie chodzi tutaj o dodatkowe komentarze czytelników na temat swojego sposobu spędzania świąt, tylko o badanie "co autor ma na myśli?":)

                Do kogo szczerzy się trupek w żłóbku?

                A co do szału zakupów świątecznych ozdób w książce - przypomina mi to meblowanie kolejnych mieszkań przez bohatera "Podziemnego kręgu";)

                • anndelumester Re: Wierzcie w Mikołaja - trupia główka w żłóbku 15.12.13, 23:03
                  Myślę nad tym szkieletem (symbolizm). W tym celu koniecznie kupię książkę!
                  Może ktoś z forum chce, rozczarowany treścią i formą, sprzedać?

                  --
                  Czasem aż oczy bolą patrzeć, jak się przemęcza dla naszego klubu, prezes Ochódzki Ryszard, naszego klubu „Tęcza”. Ciągle pracuje! Wszystkiego przypilnuje i jeszcze inni, niektórzy, wtykają mu szpilki. To nie ludzie – to wilki! To mówiłem ja – Jarząbek Wacław, trener drugiej klasy. Niech żyje nam prezes sto lat!
    • anndelumester Re: Wierzcie w Mikołaja - trupia główka w żłóbku 15.12.13, 13:01
      Po tej dyskusji kupię na pewno, dla siebie i dla syna.
      Obrazek z trupim dzieciątkiem boski.
      --
      Czasem aż oczy bolą patrzeć, jak się przemęcza dla naszego klubu, prezes Ochódzki Ryszard, naszego klubu „Tęcza”. Ciągle pracuje! Wszystkiego przypilnuje i jeszcze inni, niektórzy, wtykają mu szpilki. To nie ludzie – to wilki! To mówiłem ja – Jarząbek Wacław, trener drugiej klasy. Niech żyje nam prezes sto lat!
      • mamapodziomka Re: Wierzcie w Mikołaja - trupia główka w żłóbku 15.12.13, 14:28
        Ja kupowalam troche tak bez wiekszej nadziei, bo target gdzie znalazlam jako 4-7, a mam w domu 3 i 10. Trzylatka odpadla na samym poczatku, zupelnie nie jej poziom, nawet pominawszy jezyk (po niemiecku tez by nie lyknela). Natomiast 10-latka slucha jak zaczarowana i bardzo jej sie podoba. Chyba po prostu wiek targetu nie byl za dobrze okreslony, bo jednak te elementy zaskakujace i "horrorowate" sa i trzeba je zrozumiec i przetrawic (moja 10-latka raczej z tych lekliwych lekturowo, nawet Harry Potter jest juz dla niej na granicy).
    • gopio1 Re: Wierzcie w Mikołaja - trupia główka w żłóbku 15.12.13, 14:35
      Może chodzi o wiek dzieci? może to książka nie dla najmłodszych?
      No moich trupia główka nie zrobiła wrażenia.
      Płeć Boga też nie: 9-latka skomentowała: A jednak...
      11-latek stwierdził, że przecież wiadomo, że zarówno Bóg jak i Anioły nie posiadają płci.

      Nie wybiegam, nie czytam szybciej, lecimy dzień po dniu, więc nie wiem jak się ta historia skończy. Ale póki co - zupełnie bez zachwytu. Historia Janoschowa dużo bardziej nam się podobała.

      Dla mnie zakup tej książki to był kot w worku. Dałam się ponieść. Nie powiem, że żałuję, ale jakbym nie kupiła, raczej nic byśmy nie stracili. W dodatku cena - kosmiczna, ale nad tym już ubolewałam.
      Trzeba jednak przyznać - świetna praca marketingowców - książka wypuszczona na rynek pod koniec listopada, nie zdążyła zebrać recenzji, wszyscy spiesznie zakupili, żeby móc wystartować 1 grudnia. Moim zdaniem w przyszłym roku na pewno nie powtórzą sukcesu.

      --
      Z życia 11-latków czyli Zabawa w słowa
      • sylwina76 Re: Wierzcie w Mikołaja - trupia główka w żłóbku 15.12.13, 17:02
        U nas się podoba, nawet nie wiem komu bardziej: siedmiolatce czy dziesięciolatkowi. Codziennie czytamy jeden rozdział, nie więcej. Jest niedosyt.
        Na forum nikt jakoś książki specjalnie nie polecał - wiele osób pisało tylko , że chce ją mieć :). Ja nie żałuję. Kupiłam skuszona ilustracjami Chauda. Dziwne zwierzęta Lotty Olsson zupełnie nam się nie podobały, nie miałam więc zbyt wysokich oczekiwań wobec tekstu. Jest hmm trochę kontrowersyjny, ale mnie to akurat cieszy.
        • abepe Re: Wierzcie w Mikołaja - trupia główka w żłóbku 15.12.13, 17:15
          Właśnie, u nas też się podoba. I nie jestem z wydawnictwa a książkę kupiłam, a jakże!, na promocji w merlinie:)

          Moje dzieci wciągnął klimat grozy (pisałam w wyżej linkowanym wątku, że potem, dla rozweselenia czytujemy Janoscha;). Sześciolatek dzisiaj stwierdził, że ta książka jest trochę o adwencie a trochę o halloween. Stąd szkielecik! (Myślę, że pamięta "Apetyt na Meksyk")
          Poza tym chyba rozumieją umowność - szkielecik w żłóbku to nie prawdziwy Jezus tylko figurka wykonana przez człowieka (albo i nie, jak w tym przypadku). Mój mąż niedawno zaproponował, żeby dzieci zrobiły stajenkę z klocków, dlaczego więc ludziki lego nie miałyby w niej wystąpić?

          Przeczytałam sobie książkę wczoraj do poduszki do końca. I rozczarowało mnie gładkie zakończenie. Chociaż nie wiem czego się spodziewałam - Apokalipsy?:)
          • zuzannao Re: Wierzcie w Mikołaja - trupia główka w żłóbku 15.12.13, 17:46
            My też kupiliśmy w ciemno na fali adwentowo-mikołajkowej i mamy teraz mieszane uczucia. Chyba nawet nie dlatego, że szkielecik itp., a bardziej ze względu na straszliwy ładunek depresji w tym tekście. Dla mnie stanowi on niezwykle przenikliwą diagnozę świata, w którym pewne kwestie niewygodne, trudne do wytłumaczenia itp. spycha się pod dywan, udaje, że nie istnieją. "Nie będziemy o tym rozmawiać" - powtarzają co chwila rodzice Tiny, skonfrontowani ze zjawiskami, których nie mogą zrozumieć. Nie wierzą w nic, ale kultywują obyczaje adwentowe, przywiązani do swoich gwiazd, świeczników, kwiatów i ozdób choinkowych, a nawet szopek. W tym kontekście nawet szkielecik w żłóbku jawi mi się jako zupełnie uzasadniony - szczerząca zęby pustka, która zastąpiła jakiś odwieczny system wartości.
            Tak sobie filozofuję na temat tej książki, pytanie tylko, czy taki odbiór dostępny jest dziecku? Bardzo wątpię. Mój starszy jeszcze jakoś próbuje to sobie wytłumaczyć, młodszy niewiele rozumie, ale wciągnęło go mocno. Wczoraj nawet chciałam porzucić czytanie i sięgnąć po inną lekturę, ale zostałam zmuszona do kontynuowania, "bo on się chce dowiedzieć, jak to się skończy". A ja już wiem jak się skończy, i mam wrażenie, podobnie jak Abepe, że zakończenie zbyt gładkie i bezproblemowe, jak na ten poziom deprechy wcześniej.
            --
            www.kiedybylammala.art.pl
            • abepe Re: Wierzcie w Mikołaja - trupia główka w żłóbku 15.12.13, 18:24
              zuzannao napisała:

              Nie wierzą w nic, ale kultywują obyczaje adwentowe, przy
              > wiązani do swoich gwiazd, świeczników, kwiatów i ozdób choinkowych, a nawet szo
              > pek. W tym kontekście nawet szkielecik w żłóbku jawi mi się jako zupełnie uzasa
              > dniony - szczerząca zęby pustka, która zastąpiła jakiś odwieczny system wartośc
              > i.

              Aż takiej depresji tutaj nie czuję. Brak wiary w Boga, ŚM, czy Wróżkę Zębuszkę nie musi oznaczać oznaczać pustki. Ale rodzice Tiny rzeczywiście odmawiają rozmowy na różne tematy a przecież laickość najczęściej chce być kojarzona z otwarciem. Trochę się boję burzy, którą ten wątek może przynieść.

              • zuzannao Re: Wierzcie w Mikołaja - trupia główka w żłóbku 15.12.13, 20:06
                Depresję ma ŚM:) Nie, tak naprawdę chodziło mi o to, że w całej książce przeważają negatywne emocje. Dziecko, zwłaszcza małe, może chyba ze zdziwieniem przyjąć wizję tak agresywnego i złośliwego świętego Mikołaja. A jego końcowa przemiana jest mało wiarygodna, bo po takiej dawce agresji powinien chyba nastąpić bardziej spektakularny przełom, żeby ŚM naprawdę zmienił swoje wrogie nastawienie do ludzi. A tu nagle jeden sen i tak jakoś deus, tfu, Nicolaus ex machina, znowu mamy święta;)
                --
                www.kiedybylammala.art.pl
                • abepe Re: Wierzcie w Mikołaja - trupia główka w żłóbku 15.12.13, 20:40
                  zuzannao napisała:

                  > Depresję ma ŚM:)

                  Za bardzo aktywny jest jak na depresję:)) Ale nie miejsce to na diagnozy kliniczne.

                  Nie, tak naprawdę chodziło mi o to, że w całej książce przeważ
                  > ają negatywne emocje. Dziecko, zwłaszcza małe, może chyba ze zdziwieniem przyją
                  > ć wizję tak agresywnego i złośliwego świętego Mikołaja.

                  Tak, tu się zgadzam. Ale moje dzieci tego nie zauważyły.

                  A jego końcowa przemian
                  > a jest mało wiarygodna, bo po takiej dawce agresji powinien chyba nastąpić bar
                  > dziej spektakularny przełom, żeby ŚM naprawdę zmienił swoje wrogie nastawienie
                  > do ludzi. A tu nagle jeden sen i tak jakoś deus, tfu, Nicolaus ex machina, znow
                  > u mamy święta;)

                  Tak, tak, wystarczył jeden prosty zabieg i wszystko wraca do normy. Niewiarygodne! Końcówka się autorce nie udała.
                  Może dopiszemy własną???;)
                • steffa Re: Wierzcie w Mikołaja - trupia główka w żłóbku 15.12.13, 22:06
                  Prawda to. Końcówka godna literatury dla dzieci. Z drugiej strony ta wiara w przyszłe pokolenia (w postaci dzisiejszych dzieci) może przynieść powiew optymizmu. Ja jestem pod wrażeniem tej książki - daje do myślenia - przede wszystkim dorosłym (którzy jednak nie odwrócą się jak wspomniani rodzice). Dzieciom takie eksmachiny jakoś nie odstają od całości. „Czarny młyn" mój syn łyknął bez cienia sprzeciwu, a tam zakończenie to jest dopiero majstersztyk z palca wyssany.
                  --
                  Czytajcie!
                  Oglądajcie!
                  • abepe Re: Wierzcie w Mikołaja - trupia główka w żłóbku 15.12.13, 23:15
                    steffa napisała:

                    > Prawda to. Końcówka godna literatury dla dzieci. Z drugiej strony ta wiara w pr
                    > zyszłe pokolenia (w postaci dzisiejszych dzieci) może przynieść powiew optymizm
                    > u.

                    Właśnie! Dzisiaj czytałam na głos i zakończenie stało się bardziej wiarygodne.


                    Czytałam też dzisiaj zaległy wczorajszy rozdział i wniosek mojego 10latka dotyczący Boga bardzo mnie zaskoczył: "A to jest Afrodyta!" Cóż, skoro obok Świętego Mikołaja mamy trolla, to dlaczego nie Afrodytę?
                    • irmeline Re: Wierzcie w Mikołaja - trupia główka w żłóbku 16.12.13, 12:50
                      Moja prawie ośmiolatka najpierw była bardzo oburzona koncepcją Boga-kobiety, ale w końcu doszła do wniosku, że widocznie autorka miała taką koncepcję, jak "ci, co wierzyli w bogów z mitologii" ;-) Była to oczywiście okazja (już kolejna przy tej lekturze), by podyskutować o tym, dlaczego właściwie podsuwa się nam wyobrażenie Boga jako dostojnego starca.
                      Jeszcze uwaga na temat wieku - według mnie czytanie tej książki ze zrozumieniem ma sens, gdy dziecko ma jakieś 7, 8 lat. Dużo tu pytań, wątpliwości, skomplikowanych emocji, odniesień do kultury, do kondycji społeczeństw. Młodszym dzieciom książka może wydać się niezrozumiała, a przez to nudna (i nie wiadomo o czym).
                      --
                      little leporello
    • eo_n Re: Wierzcie w Mikołaja - trupia główka w żłóbku 16.12.13, 13:12
      Dla mnie to też było szokujące. Postrzegam to jak prztyczek w nos dla rodziców, którzy wyzuli święta z ich prawdziwej istoty...
      Jednakowoż zupełnie nie na miejscu.
      Fajna ilustracja do dyskusji z nastolatkami, ale nie dla kilkulatków :/ Córce musiałam sporo tłumaczyć. O to chodziło? Wątpię, by zapamiętała na zaś...
      • chaber69 Re: uczulenie i wysypka 17.12.13, 07:23
        Przeczytałam. Córce szkielecik się podobał, ale ona jest dorosła i ma gust specyficzny. W powiązaniu z treścią i eskalacją działań Mikołaja szkielecik jest dla mnie do przyjęcia, ale może to być wynik nie mojej tolerancji, ale określonego stosunku do religii. Bóg jako kobieta - tak samo, ale obawiam się, ze o ile moi rodzice i dzieciaki przełknęłyby tak samo szkielecik, to z kobietą jako Bogiem nie poszłoby tak łatwo. W efekcie nie wiem czy po raz pierwszy nie zastosuję cenzury w bibliotece w odniesieniu do książki dla dzieci. Po prostu wśród moich czytelników nie ma nikogo, kto mógłby podejść do tej książki z dystansem i nie być oburzony po lekturze.
        • zo_79 Re: uczulenie i wysypka 17.12.13, 10:19
          W efekcie nie wiem czy po raz pierwszy nie zastosuj
          > ę cenzury w bibliotece w odniesieniu do książki dla dzieci. Po prostu wśród moi
          > ch czytelników nie ma nikogo, kto mógłby podejść do tej książki z dystansem i n
          > ie być oburzony po lekturze.

          Ja bym jednak nie dramatyzowała z tym kościotrupkiem i kobietą Bogiem. Jak już ktoś napisał, te wątki są podyktowane dramaturgią książki. Nawet moja córka (11 lat), która jest niezwykle wrażliwa, jeśli chodzi o uczucia religijne, nie poczuła się urażona i książka jej się podoba. A znów na moich studiach teologiczno-biblijnych, temat "Bóg jako kobieta w Starym Testamencie" był najczęściej wybieranym tematem prac mgr przez siostry zakonne ;).
          --
          malaczcionka.blogspot.com
          • steffa Re: uczulenie i wysypka 17.12.13, 10:39
            Każdy temat zahaczający o wiarę wywołuje emocje. Zatem właściwie dlatego nie dyskutuję tu za dużo, choć z ciekawością śledzę. Wiara sprawą uczuć, a jak mam odnosić się do uczuć, gdy ich nie widzę i nie czuję? Żadna z tych rzeczy mnie nie dotknęła, książki także nie odnajduję jako stworzonej pod publiczkę, nikogo w moim domu nie uraziła jej treść, moja 5-letnia córka śledziła historię z empatią i zaangażowaniem, ale ona - jak to ostatnio stwierdziła pewna wiekowa artystka ze Szkocji - ma umysł 55-latki. Jednak coś w tej książce jest, jeśli wywołała tak zdrową dyskusję. Zazdroszczę skandynawom, że potrafią tak pisać o rzeczach ważnych.
            --
            Czytajcie!
            Oglądajcie!
        • anndelumester Re: uczulenie i wysypka 17.12.13, 10:31
          Ty na serio z cenzurą. Mam nadzieję, że był to żart.
          Czytam ten watek i przecieram oczy ze zdumienia.



          --
          Czasem aż oczy bolą patrzeć, jak się przemęcza dla naszego klubu, prezes Ochódzki Ryszard, naszego klubu „Tęcza”. Ciągle pracuje! Wszystkiego przypilnuje i jeszcze inni, niektórzy, wtykają mu szpilki. To nie ludzie – to wilki! To mówiłem ja – Jarząbek Wacław, trener drugiej klasy. Niech żyje nam prezes sto lat!
          • chaber69 Re: uczulenie i wysypka 17.12.13, 11:01
            Żartowałam oczywiście. Książka pójdzie na półkę z nowościami, choć z drugiej strony nie wiem czy wypożyczy ją ktokolwiek, bo do nas dzieci przychodzą z rodzicami, a oni nie są fanami literatury skandynawskiej i w ogóle jakiejkolwiek, gdzie ilustracje ocierają się choć trochę o oryginalność. Często jest tak, że dziecko chce inną książkę, a mama nie chce. Więc może zdarzyć się tak, że nikt jej w ogóle nie przeczyta. Chyba że zgarnie z półki książki o tematyce świątecznej.
            • anndelumester Re: uczulenie i wysypka 17.12.13, 11:10
              A jak zgarnie - będzie na Ciebie , że sabotujesz, podżegasz i rujnujesz itd.itd. jedynie słuszny światopogląd/wiarę/cotamjeszcze.



              --
              Czasem aż oczy bolą patrzeć, jak się przemęcza dla naszego klubu, prezes Ochódzki Ryszard, naszego klubu „Tęcza”. Ciągle pracuje! Wszystkiego przypilnuje i jeszcze inni, niektórzy, wtykają mu szpilki. To nie ludzie – to wilki! To mówiłem ja – Jarząbek Wacław, trener drugiej klasy. Niech żyje nam prezes sto lat!
                • anndelumester Re: uczulenie i wysypka 17.12.13, 11:26
                  Wesprę Cię wiec. Duchowo oczywiście, bo to nie generuje kosztów, ale jak pójdziesz siedzieć za obrazę, szarpnę się i wyślę paczkę. Może nawet dwie.

                  --
                  Czasem aż oczy bolą patrzeć, jak się przemęcza dla naszego klubu, prezes Ochódzki Ryszard, naszego klubu „Tęcza”. Ciągle pracuje! Wszystkiego przypilnuje i jeszcze inni, niektórzy, wtykają mu szpilki. To nie ludzie – to wilki! To mówiłem ja – Jarząbek Wacław, trener drugiej klasy. Niech żyje nam prezes sto lat!
    • anndelumester Koncepcja Boga - kobiety 17.12.13, 11:37
      Książką już na mnie czeka, jak znam życie przeczytam od razu u kosmetyczki.
      Natomiast w kontekście zupełnie innej dyskusji, w innym miejscu w necie, bardzo interesuje mnie kwestia:
      Co oburza w koncepcji Boga kobiety? Konkrety, z gatunku no nie wiem (bo się nie znam)
      - zaprzecza dogmatowi chrześcijańskiej trójcy etc.:
      To takie przyczynkarstwo do dyskusji, czy możliwe jest połączenie nurtów feminizmu z byciem wierzącym.

      --
      Czasem aż oczy bolą patrzeć, jak się przemęcza dla naszego klubu, prezes Ochódzki Ryszard, naszego klubu „Tęcza”. Ciągle pracuje! Wszystkiego przypilnuje i jeszcze inni, niektórzy, wtykają mu szpilki. To nie ludzie – to wilki! To mówiłem ja – Jarząbek Wacław, trener drugiej klasy. Niech żyje nam prezes sto lat!
      • abepe Re: Koncepcja Boga - kobiety 17.12.13, 11:42
        anndelumester napisała:

        > To takie przyczynkarstwo do dyskusji, czy możliwe jest połączenie nurtów femini
        > zmu z byciem wierzącym.

        Istnieje feminizm w katolicyzmie. Znasz "Kobiety uczą Kościół" Makowskiego?
        • anndelumester Re: Koncepcja Boga - kobiety 17.12.13, 11:50
          Napisze oględnie i zupełnie OT tak:
          do wczoraj chciałam wierzyć, ze jest możliwe i istnieje.

          > Istnieje feminizm w katolicyzmie. Znasz "Kobiety uczą Kościół" Makowskiego?
          Nie. I nie wiem czy chcę przeczytać, no chyba , ze jest tam rozdział KK nauczył się i zastosował.

          --
          Czasem aż oczy bolą patrzeć, jak się przemęcza dla naszego klubu, prezes Ochódzki Ryszard, naszego klubu „Tęcza”. Ciągle pracuje! Wszystkiego przypilnuje i jeszcze inni, niektórzy, wtykają mu szpilki. To nie ludzie – to wilki! To mówiłem ja – Jarząbek Wacław, trener drugiej klasy. Niech żyje nam prezes sto lat!
          • marturka feminizm 17.12.13, 12:14
            Feminizm istnieje w katolicyzmie, ale nie istnieje w polskim Kościele katolickim rozumianym jako struktura hierarchiczna. Książka Makowskiego to taki listek figowy niestety.
    • anika772 Re: Wierzcie w Mikołaja - trupia główka w żłóbku 17.12.13, 16:20
      Kupiłam "nieświadomie", tylko ze względu na Dziwne Zwierzęta i Inną podróż (dziewczynom się bardzo podobały, mnie też). Do szkielecika jeszcze nie doszłyśmy, póki co jest ok. Denerwują mnie ci rodzice, co to "nie będą o tym rozmawiać". Moja starsza (prawie 8 lat) jest zniesmaczona wrednym Mikołajem, powiedziała, że całe szczęście że ona w niego nie wierzy, bo byłoby jej przykro. Młodsza (5,5) słucha z uwagą i uwielbia oglądać ilustracje.

      Nie żałuję zakupu. Fakt, to książka z tego rodzaju, że trzeba się duuuużo nagadać z dziećmi podczas czytania, ale to akurat postrzegam jako zaletę.
        • marturka Re: Wierzcie w Mikołaja - trupia główka w żłóbku 18.12.13, 08:46
          Dzieci pewnie słusznie się obrażą za czekoladki, ale ja kompletnie się nie odnajduję z Mikołajem niszczącym rośliny doniczkowe - co innego przepalanie żarówek i niszczenie ozdób choinkowych. Może chodzi o to, że on niszczy coś, co żyje. Od takiego Mikołaja nie chciałabym żadnych prezentów...
          • abepe Re: Wierzcie w Mikołaja - trupia główka w żłóbku 18.12.13, 09:15
            marturka napisała:

            > Dzieci pewnie słusznie się obrażą za czekoladki, ale ja kompletnie się nie odna
            > jduję z Mikołajem niszczącym rośliny doniczkowe - co innego przepalanie żarówek
            > i niszczenie ozdób choinkowych. Może chodzi o to, że on niszczy coś, co żyje.

            To przyczynek do rozmowy o tym, co może człowiek w lęku i rozpaczy. Dzieci całkiem dobrze znają takie uczucia.
              • abepe Re: Wierzcie w Mikołaja - trupia główka w żłóbku 18.12.13, 09:36
                marturka napisała:

                > Masz rację - to dobry punkt wyjścia do rozmowy o emocjach, które dorosły już ja
                > koś kontroluje. U nas ostatnio doszło do wybuchu niekontrolowanej agresji (młod
                > sze pogryzło starsze), więc pewnie by wiedzieli, co się dzieje z ŚM...

                Zwłaszcza, że Święty Mikołaj nie jest dla dzieci kimś "z wyższej półki", idealnym świętym z Nieba. Jest postacią stosunkowo bliską, jak wujek z drugiego końca Polski. Mogą więc przyjąć, że ma uczucia podobne do ludzkich;)
    • murter1 Re: Wierzcie w Mikołaja - trupia główka w żłóbku 19.12.13, 16:34
      To ja dopiszę po dalszej lekturze.
      U nas się bardzo podoba, zarówno siedmiolatkowi, jak i pięciolatce, którą Mikołaj obdarował tą własnie książką (nie myślałam, jak ją dostałam, że jest taka superfajna!, rzekła).
      I to by w sumie wystarczyło, bo moje dzieci mają bardzo dobry gust literacki :)
      Ale jeszcze: plus za rozdziały, na które czekamy codziennie z niecierpliwością i za urodę niewątpliwą.
      Co do Jezuska osławionego już, to jakoś potraktowały to jak inne makabreski w książkach. Może dlatego że właśnie były po lekturze o Chrupkowo-Miętusowej konsumpcji sroki i w trakcie czytania BFO.
      Dla nas głównym problemem było wprowadzenie do ich świadomości "niewiary w Mikołaja", bo obydwoje wierzą, ale wymigałam sie kategorią fikcji literackiej :)
      Kwestia płci Boga też nie zrobiła wrażenia, na nich ani na mnie. Przecież wiadomo, że Bóg nie ma tak naprawdę płci. Choć Starszak docenił przewrotność pomysłu.
      Ogólnie bardzo dobre wrażenie, choć dzieciom podoba się chyba bardziej niż mnie, ale jakoś to przeżyję.
    • modrooczka Re: Wierzcie w Mikołaja - trupia główka w żłóbku 29.12.13, 20:53
      Przeczytałam w Oktawie - czyli się liczy. Ilustracje są piękne. Tekst zepsuty. Może zabrakło czasu, może pomysłu a może zwyczajnie wiedzy o tradycjach i symbolice chrześcijańskiej, co zresztą samo w sobie jest znakiem zmierzchu cywilizacji. Szkoda, bo mógłby na ten sam temat powstać tekst mądry (co się dzieje, kiedy ludzie zostawią sobie tylko puste formy-wydmuszki a zapomną o treści) a powstał głupi. Idiotyczne jest to, że Święty Mikołaj zżyma się, że piszą o nim kłamstwa, że jest krasnalem i ma fabrykę prezentów na biegunie. Tymczasem w opowieści jest właśnie prymitywnym, mściwym krasnalem mieszkającym w lustrze. Ani w jednego ani w drugiego wierzyć nie warto, szkoda czasu. Nie pojawia się postać prawdziwego Świętego - biskupa Myry. Kompletnie niekonsekwentne, ponieważ pojawia się na przykład prawdziwa postać świętej Łucji - męczennicy. Książkowy ŚM zostaje zrównany z innymi "wierzeniami". Kłopot w tym, że niektórzy byli prawdziwi i nie mieszkają w lustrze, bo mają nagrobki na cmentarzach (jak święty Mikołaj, święta Łucja i inni święci). Nie wierzyć to można w Boga, ale istnienie świętych to wiedza historyczna (nawet jeśli ktoś uważa, ze to tylko biskup Mikołaj i zwykła Łucja, dziewczyna, co z głupiego powodu dała się zabić).

      Inne zabiegi - zło czynione przez ŚM, to też takie pseudo-zło. Złośliwy psikus, co nikogo normalnego nie unieszczęśliwia. Ludzie obchodzą czasem Boże Narodzenie bez choinek, ozdób i ciast, na wygnaniu, w ukryciu i w pożodze wojennej. Prawdziwe zło - sianie nienawiści między ludźmi nie nadawało się do głupawej dziecinnej opowiastki. Oczywiście dla ludzi, którzy cenią sobie formy to bolesne, stracić "atmosferę świąt", ale nawet gdyby ŚM wysadził dom w powietrze, to rodzice Tiny, którzy w gruncie rzeczy są dobrymi, kochającymi (choć głupawymi) rodzicami przytuliliby ją i pocieszyli się sobą nawzajem. I wielka szkoda, że tak się nie kończy. Zakończenie to porażka na całej linii - rozumiem, że zamówienie z wydawnictwa obejmowało 24 rozdziały i żadne sensowne rozwiązanie nie przyszło autorce w porę do głowy.

      Kwestia Boga-kobiety to dla mnie nic nie wnoszący do tekstu zabieg, który wygląda bardziej na prowokację czy demonstrację poglądów autorki niż na przemyślany zabieg literacki. W tej opowieści czy Bóg byłby mężczyzną, czy jest kobietą nie ma żadnego znaczenia, bo jest kompletnie bezpłciową, bezmyślna postacią, która jedyne co potrafi to złościć się na niczemu niewinnego trolla. Ta postać, poza oczami, w których mieszczą się "wszechświat i gwiazdy i wszystkie światy" nie ma żadnych cech boskich. Jest płaska jak naleśnik. Jeśli ustalić, że to właśnie dziecko tej kobiety-Boga ma mieć urodziny 25.12 to zaiste niewiele zrobiła, żeby złośliwy krasnal w depresji nie zepsuł święta.

      Z całej książki, jedyna mądrość, którą warto zapamiętać, to ta, że amarylisy naprawdę zakwitają i warto w nie wierzyć.
      --
      "Można pogłaskać naszego królika i nadać mu imię. Królik ma to w dupie a państwu będzie miło" - Katalog z muzeum Igora Markina.
        • modrooczka Re: Wierzcie w Mikołaja - trupia główka w żłóbku 29.12.13, 23:54
          Ale reszta ci nie przeszkadza? Bo wg tej książki Twój amarylis żyje w lustrze i jak przyjdzie pora, żebyś zbawiła świat to do ciebie przyjdzie nocą. Dosyć naciągana teoria...
          --
          "Można pogłaskać naszego królika i nadać mu imię. Królik ma to w dupie a państwu będzie miło" - Katalog z muzeum Igora Markina.
          • steffa Re: Wierzcie w Mikołaja - trupia główka w żłóbku 30.12.13, 23:44
            Nie, nic mi nie przeszkadza, choć oczywiście zakończenie dziecięce, choć rozważania dorosłe. To jest czerwona lampka dla laickiego świata. Mikołaj w nim może być złośliwym zgredem, bo jest po prostu wytworem konsumpcji, stracił swoje korzenie, nie jest skoligacony z tym wszystkim, nad czego brakiem się zżymasz. A kobieta-Bóg? Może to jakaś gender-wydumka.
            --
            Czytajcie!
            Oglądajcie!
            • abepe Re: Wierzcie w Mikołaja - trupia główka w żłóbku 30.12.13, 23:55
              steffa napisała:

              > Nie, nic mi nie przeszkadza, choć oczywiście zakończenie dziecięce, choć rozważ
              > ania dorosłe. To jest czerwona lampka dla laickiego świata. Mikołaj w nim może
              > być złośliwym zgredem, bo jest po prostu wytworem konsumpcji, stracił swoje kor
              > zenie, nie jest skoligacony z tym wszystkim, nad czego brakiem się zżymasz.

              Ok, Ty przyjmujesz na klatę pstryczek w stronę laicką, ja w chrześcijaństwo;)

              A
              > kobieta-Bóg? Może to jakaś gender-wydumka.

              OOooo, to jest niezły numer - że tak autorka przewidziała gorący temat ostatnich dni roku!
      • abepe Re: Wierzcie w Mikołaja - trupia główka w żłóbku 30.12.13, 11:31
        Według mnie, masz dużo racji, Modrooczko, chociaż nie uważam, że tekst jest beznadziejny. W pewnym sensie odpowiada na pewne zapotrzebowanie. Zapotrzebowanie na prostą, niezbyt pogłębioną wiarę.
        Autorka, z premedytacją czy nie, podeszła do kwestii bez zagłębiania się w głębsze znaczenie i symbolikę Bożego Narodzenia (nie chodzi w nim przecież o wiarę w Świętego Mikołaja). Generalnie podeszła do sprawy pogańsko, właśnie czytałam wczoraj w "Dzikim ogniu" Nancy Farmer, że starzy bogowie odchodzą, bo ludzie przestają w nich wierzyć. I to ich wkurza.
        Zrobiła jednak pewien krok w kierunku zachęcenia czytelnika do zastanowienia się w co w ogóle wierzy. Nie musi to być jakikolwiek święty, Bóg, bóg, itd. Dlatego, jak pisałam wcześniej, książka jest pstryczkiem w nos dla obu "stron" - nie identyfikującej się z chrześcijaństwem i identyfikującej się. Tej pierwszej pokazała - oj, pusto, pusto, bez znaczenia, może jednak warto się zastanowić, tej drugiej - nie zachęca mnie tu nic do głębszego poznania.
        Książka i dyskusja nad nią pokazuje nam także, że, poza "Bibliami dla dzieci" nie znajdujemy na rynku książki dla dzieci nic, co odpowiedziało by na potrzeby typowo religijne.
        • modrooczka Re: Wierzcie w Mikołaja - trupia główka w żłóbku 30.12.13, 11:52
          Ja nie mam wrażenia, że jako chrześcijance ktoś mi dał prztyczka w nos. Wiara w Mikołaja nie jest żadnym dogmatem, tylko miłą, nieszkodliwą zabawą, w dodatku niejednolitą (są regiony gdzie przychodzi Aniołek, Gwiazdor, w Hiszpanii Trzej Królowie itd.). Świat chrześcijański dość mocno odcina się od kultywowania legendy Coca Coli. Znam chrześcijan, których dzieci wprost opowiadają, że święty Mikołaj nie żyje, bo umarł w IV wieku. Książka w mojej opinii jest o niczym. Ta bogini nie ma nawet cech dawnych bóstw pogańskich, które były wyraziste i charakterne - jest po prostu nijaka.
          A inteligentne książki o religii przyjmę z otwartymi ramionami. Tym bardziej jeśli ktoś odważy się porwać na takie świętości jak szał prezentowy, uginające się stoły i dzielenie się opłatkiem z nielubianym szefem w pracy.
          --
          "Można pogłaskać naszego królika i nadać mu imię. Królik ma to w dupie a państwu będzie miło" - Katalog z muzeum Igora Markina.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka