Dodaj do ulubionych

"Zabójstwo Brangwina Kąkola"

30.12.20, 11:57
„Zabójstwo Brangwina Kąkola”
M. T. Anderson, Eugene Yelchin

To będzie jedna z moich książek 2020 roku.

Rewelacyjna książka. Fantastyka nigdy nie będzie mainstreamem, choćbyśmy nie wiadomo jak w fandomie o to zabiegali. Była i jest lekceważona, traktowana po macoszemu przez krytyków, znawców literatury, ale też i czytelników. Zarzut powtarza się jak mantra: „e tam, takie bajki, ja bajek nie czytam”. A przecież fantastyka opowiada dokładnie o tym samym samym, o czym opowiadają obyczajówki, kryminały czy romanse (zwłaszcza romanse; patrz: paranormal romance). Jest tam miłość i nienawiść, przyjaźń, radość, walka o przetrwanie, rodzina, wpływ władzy na jednostkę, polityka, tolerancja i nietolerancja, prześladowanie, wojna i tak dalej i tak dalej. Oczywiście jest mnóstwo tzw. fantastyki środka, ale jest Tolkien, Dick, Lem, Atwood, Le Guin, Herbert, Bradbury, Wells i mnóstwo innych świetnych pisarzy. A co za różnica, że piszą o elfach, orkach, czarodziejach i goblinach, jeśli piszą pięknie i o tematach i wartościach uniwersalnych zawsze i wszędzie?

„Zabójstwo Brangwina Kąkola” jest też wyjątkowe pod względem edytorskim – mamy tekst, po czym częściowo losy bohaterów pokazane są poprzez wiele kolejnych stron ilustrujących ich przygody. Sprawia to, że książkę czyta się błyskawicznie. Język jest prosty, zwięzły i jasny i może dlatego tak daje po głowie. Bo książka jest o uprzedzeniach, nienawiści, nietolerancji, jednostronnym postrzeganiu historii, o braku zrozumienia i poszanowania inności i niechęci do zrozumienia inności.

Mamy tu dwie sąsiadujące krainy, które zamieszkują osobno elfy i osobno gobliny. Dzieli ich wieleset lat burzliwej historii, pełnej wojen, prześladowań, wypędzeń i śmierci. Po ostatniej wojnie nastał chwiejny pokój. Na dwór władcy goblinów Ghohga Protektora wysłany zostaje niczym nie wyróżniający się pełen uprzedzeń historyk Brangwin Kąkol. Oficjalnie ma przekazać cenny klejnot Ghohgowi w ramach podtrzymywania miłych dwustronnych kontaktów, a jednocześnie ma realizować misję szpiegowską niczym Don Pedro z Krainy Deszczowców.

W goblińskiej stolicy jego opiekunem zostaje archiwista Werfel, który próbuje uprzyjemnić i uatrakcyjnić, jak tylko można, pobyt Kąkolowi, w oczekiwaniu na audiencję u Ghohga. Z naciskiem na „próbuje”, ponieważ nieważne co zrobi lub wymyśli, Brangwin Kąkol jest skrzywiony, oburzony, obrażony, niezainteresowany i ogólnie jest na „nie”, bo wszyscy i tak przecież wiedzą, że to elfy są najmądrzejsze, najinteligentniejsze, najbardziej utalentowane, i w ogóle są „naj” pod każdym względem, a gobliny to odrażający prostacy. Jasne jest więc, że Brangwin nie zdobywa przyjaźni goblinów, a niektórzy z nich wręcz mają ochotę urwać mu głowę, ot tak w ramach standardowych goblińskich rozrywek.

Tolkien (choć chyba bardziej Jackson) przyzwyczaił nas do określonego postrzegania elfów. Elfy są piękne, choć czasem okrutne, ale ponieważ są piękne, to wiele im się wybacza. Ale gobliny są przecież odrażające, a więc muszą być złe.

I z całym szacunkiem do Tolkiena, „Zabójstwo Brangwina Kakola” byłoby rewelacyjną lekturą, gdyby tylko ktoś, kto o tym decyduje, znał się na współczesnej literaturze dziecięco-młodzieżowej. Póki co nie ma na to szans. Zarykuję nawet opinię, że byłaby to książka lepsza dla dzieciaków w odbiorze niż „Hobbit”. Kocham Tolkiena całym sercem, ale gdybym przeczytała najpierw „Hobbita”, to nie wiem czy sięgnęłabym po „Władcę Pierścieni”. Na szczęście najpierw trafiłam na „Wyprawę”, a „Hobbit” był znacznie później.

Poza tym jest to inteligentne, dowcipne, mądre, zabawne i bardzo mądre. Dla mnie jedno wielkie WOW.
Obserwuj wątek

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka