andziulindzia
28.01.07, 21:56
Po raz pierwszy wypożyczałam z biblioteki książki dla swego dziecka (ma
dopiero 2,5 roku i wcześniej obawiałam się, że może książki uszkodzić).
Jakież było moje niezmierne szczęście gdy znalazłam na półce "małego krecika,
który chciał wiedzieć kto mu narobił na głowę". Przy wypisywaniu kart
bibliotekarka konspiracyjnym szeptem mówi: "Ale wie pani O CZYM jest ta
książeczka?! Bo myśmy ją kupiły rok temu przez internet i nie wiedziałyśmy O
CZYM jest, więc ją ukryłyśmy na półce!". Pani była niezmiernie zdumiona, że
ja się naprawdę ucieszyłam z tej książki.
Ale w całej tej sytuacji zastanawiają mnie dwie sprawy: jak to się dzieje, że
bibliotekarki pracujące w bibliotece z działem książek dla dzieci, mające
dostęp do internetu nie znają nowości wydawniczych? I jak w ogóle można
cenzurować książki? Przecież każdy czytelnik jest inny i czego innego
oczekuje.
Swoją drogą obśmialiśmy się wszyscy z przygód krecika do łez :D