i2h2
12.02.07, 20:44
... nie trafił tylko przez przeoczenie...
Autorka w porządku, wydawnictwo też, więc wzięłam do ręki z ciekawością i
nadzieją. I to był duży błąd, a jeszcze większy zrobiłabym dając dziecku :-(
Dawno się tak nie zdenerwowałam - może właśnie dlatego, że miałam nadzieję na
dobrą ksiażkę, a dostałam hymn na cześć wszelkich stereotypów, nietolerancji
z nimi związanej itp. Kto chce, niech sam sprawdzi.
Na początku jest fajnie - autorka kreśli sytuację wyobcowanej
pierwszoklasistki (gimnazjum) i jej koleżanek o zupełnie innych
zainteresowaniach. No, dobrze - ma być o problemach szkolnych, w porządku.
Potem nagle robi się mniej fajnie - bohaterka pozytywna nosi się skromnie,
jest intelektualistką i ma piękne polskie imię (Aniela), a jej
prześladowczynie nie dość że po solariach, z gołymi brzuchami, to jeszcze
czółka myślą nie tknięte, nazywają się zaś następująco: Wanessa Gwóźdź,
Sandra Wątroba i Isaura Kowalska. I właśnie w tym momencie trafił mnie
SZLAG !!!! Bo dlaczego ktoś usiłuje wmówić mojemu (innym też) dziecku, że
taka "etykietka" to już prostaczka, wręcz dno intelektualne i tylko
serialik/pasemka/kolczyk w pępku ??!! A może jakaś Sandra Wątroba własnie
straci szanse wśród rówieśników, co tę "mądrą" ksiażkę przeczytają i na
wstępie uznają, że ta etykietka jest właśnie dla niej ??!!
Niby drobiazg - stereotyp w służbie nakreślenia bardziej wyrazistej sytuacji.
Ale dla mnie pójście na TAKĄ łatwiznę pogrzebało tę książkę...