Dodaj do ulubionych

Dzieci z rodzin bibliofilskich i problemy w szkole

17.04.07, 13:34
wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,4060927.html
Upraszczając - niedobrze jest mieć bogata biblioteczkę domową, ewentualnie
miejską/dzielnicową...
--
Chacun a sa marotte.

Książki dziecięce, młodzieżowe
Obserwuj wątek
    • verdana Re: Dzieci z rodzin bibliofilskich i problemy w s 17.04.07, 13:46
      A tak, tak. W pierwszych trzech klasach tez był w naszej szkole taki konkurs.
      Nauczycielka zachęcała, rodzice skłaniali dzieci do wypozyczania "bo przeciez
      nie chcesz zająć ostatniego miejsca", do czytania nie zachęcał nikt.
      Syn znalazła się na jednym z ostatnich miejsc - nawet lektury, nieszczęśnik,
      miał w domu. Na apelu wręczano nagrody - w co najmniej polowie wypadkow,
      nagrody za nieuczciwość.
      --
      Mops i kot

      img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
      • i2h2 Re: Dzieci z rodzin bibliofilskich i problemy w s 17.04.07, 14:34
        Aż spytałam moje dziecko, jak u nich jest - podobno lista wisi, nawet raz czy
        dwa się załapał (ciekawe jak, swoją drogą, skoro w sumie dwa czy trzy razy
        wypożyczył coś stamtąd). Konsekwencji nie ma żadnych - ani pozytywnych ani
        negatywnych. A w ogóle to twierdzi, że w szkolnej bibliotece nie ma co
        wypożyczyć, bo głównie gazety i komiksy...
        --
        Chacun a sa marotte.

        Książki dziecięce, młodzieżowe
        • abepe Re: Dzieci z rodzin bibliofilskich i problemy w s 17.04.07, 15:02
          Niedawno dowiedziałam się dlaczego pani z naszej biblioteki tak zachęca nas do
          brania zawsze dla Grzesia maksymalnej liczby książek (czyli 3 na moją i 3 na
          męża kartę). Bo jej spadło czytelnictwo, tak powiedziała, od kiedy można
          wypożyczać tylko 3 na jedną kartę. Ale pilnuje, żebyśmy oddawali w terminie (bo
          wtedy jest więcej wypożyczeń, prawda?) Czasem mówię, że weźmiemy tylko 2, bo
          akurat kupiliśmy kilka. Pani wygląda jakby chciała powiedzieć, że nie musimy
          czytać:))
          Ostatnio ja wybierałam książki a Grześ przeglądał gazetki (o dinozaurach,
          oczywiście) i pani spytała, czy może to uznać za korzystanie z czytelni
          (przejrzał z 6, więc jak jej się podniosło czytelnictwo:))
          --
          Aneta, mama Grzesia (7.09.03) i...(kwiecień 007:)
    • zona_mi Re: Dzieci z rodzin bibliofilskich i problemy w s 17.04.07, 14:07
      Nawet mi się nie chciało czytać całego artykułu.

      U nas jest tak, że Martyna (jako jedyna) zanosi książki z domu do szkoły - pani
      czyta im na lekcjach, bo niektórych przerabianych, nie ma w bibliotekach -
      szkolnej i dzielnicowej.

      --
      - A jutro, synku, weźmiemy te jajeczka i różne inne pyszności, włożymy do
      koszyczka, pójdziemy do kościółka...
      - I zrobimy sobie piknik!
    • anndelumester Re: Dzieci z rodzin bibliofilskich i problemy w s 17.04.07, 15:03
      O!
      U mnie w podstawowce, prawie 30 lat temu, tez byla ocena zz czytelnictwa
      wystawiana na podstawie kart z biblioteki szkolenej :D
      I za kazdym razem - zeby bylo sprawiedliwie dostawalam pałę- rotfl.
      --
      - Jak ci się podobała jej gra?(...)- Była świetna i w pełni aprobuję aplauz,
      który otrzymała. - Znów uczyłaś się słownika na pamięć? - Skończyłam A. W
      przyszłym tygodniu biorę się za B.
      • andaba Re: Dzieci z rodzin bibliofilskich i problemy w s 17.04.07, 22:02
        Mój starszy syn jest jednym z trzech uczniów w klasie, którzy nie wypożyczyli od początku roku zadnej książki.
        Lektury mam w domu swoje lub kupuję, bo uważam, ze przy tyle dzieciach to opłacalne, zawsze co własna książka to nie biblioteczna, którą trzeba oddać zanim się zacznie omawiać.
        Inne książki też kupuję, bo o nowości w bibloiotekach trudno.
        Poza tym jest wiele książek naszych (moich i męża) o tematyce młodzieżowej, więc nie ma potrzeby wypożyczać.
        No i biblioteka dzielnicowa jest lepiej wyposażona i częściej otwarta niż ta szkolna.

        Na szczęśie wychowawczyni syna ma oczy w głowie i widzi, że dziecko oczytane.

        --
        ---
    • natalajj Re: Dzieci z rodzin bibliofilskich i problemy w s 20.04.07, 09:17
      U nas nie ma konkursu, ale w młodszych klasach dużo sie z dziećmi rozmawia,
      wiec Panie wiedzą, kto ile czyta. W starszych (od czwartej w góre) to chyba
      sie "zalicza" książki wybrane przez siebie, zaliczenie polega na romowie z
      nauczycielką na temat książki, na takiej właściwie krótkiej recenzji.
    • z_agatka Re: Dzieci z rodzin bibliofilskich i problemy w s 23.04.07, 08:47
      Przypominam sobie swoje podstawówkowe czasy... Pani Bibliotekarka była przyjazna
      czytelnikom, a nie wypożyczaczom i podsunęła nam pomysł, żebyśmy przynosili
      "zaświadczenie" z biblioteki miejskiej o ilości wypożyczonych tam w semestrze
      książek. Jeśli się nie mylę, potwierdzenia od rodziców o przeczytanych książkach
      z biblioteczki domowej też były honorowane.
      Ale tak, czy siak papierologia to była, jak, nie przymierzając, awans zawodowy
      nauczycieli ;-)))
      • verdana Re: Dzieci z rodzin bibliofilskich i problemy w s 23.04.07, 10:16
        Wszelkiie tego typu statystyki, szczegónie z wymogiem potwierdzania, budzą we
        mnie przerażenie połączone z obrzydzeniem. Nic tak nie wpływa na zniechęcenie
        do czytania, jak kontrola, przymus i konkursy. Zawsze czytałam bardzo dużo i
        uwielbiałam czytanie. Z wyjątkiem lektur oraz książek wpisywanych do
        tzw. "zeszyciku lektur" - w podstawówce prowadzonych przez nauczycielkę. Co
        miesiąć trzeba było w nim zapisać tytuł, autora, główne postacie, napisać
        streszczenie, o ile pamiętam też narysować rysunek. Niernawidziłam tego. I
        opisane w ten sposób książki przestawały mi się podobać.
        --
        Mops i kot

        img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
        • leigh4 Re: Dzieci z rodzin bibliofilskich i problemy w s 23.04.07, 16:14
          He, he, he... I pomyśleć, że takie "akcje" sprzed 20 paru lat temu wydawały nam
          się tylko humorystycznym przebłyskiem spaczonej logiki peerelu;-) A tu proszę!
          Historia wiecznie żywa;-)U mnie w podstawówce było podobnie: była akcja
          przodownictwa między biblitekami szkolnymi. Dawali po 3 sztuki-czy ktoś chciał
          czy nie chciał. I nie to co chciał, a to co było:-) Do dzis pamiętam, jak
          przyniosłam, będąc w II klasie "popiół i diament". Bo był;-)
          A pamietacie akcję kapsle aluminiowe po butelkach z mleka-celem wykazania, ile
          to społeczeństwo nabiały spożywa. Zbierała cała rodzina i znajomi rodziców, bo
          przynieść trzeba było 120 szt. Dobre, co?;-)
          Zeszyciki lektur też pamiętam, he, he...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka