A ja mam same problemy ;-) Długo będzie...

06.05.07, 00:23
Długi weekend obfitował u mnie w przemyślenia, których efektem końcowym jest
kilka pytań. Pytania te zadam Wam, Koleżanki Forumowiczki, z nadzieją, że
spotkają się ze szczerym odzewem, jak zwykle (jak zwykle z nadzieją i jak
zwykle się spotykają :-))) )
1. Kwestia: geny czy wychowanie, tzn. czy miłość do czytania można po
prostu "wyhodować"? Z czego ona się tak naprawdę bierze? Z czym i jak
koreluje? Pytam o Wasze doświadczenia, Mam częstokroć kilkorodzietnych,
doświadczonych "weteranek" literatury dziecięcej. Nie chcę statystyk ani
naukowych wywodów, łaknę zapisu codzienności. Czy to założenie "moje dziecko
pokocha książki" bezboleśnie zawsze staje się rzeczywistością? Agnieszka_azj
już tu nie pisuje, ale na swojej stronie napisała, że jej dzieci to
dyslektycy. No właśnie. A u nas - u Was - bezproblemowo?
2. Jak Wasze dzieci, te, które już książki pokochały i samodzielnie je
czytają, wkomponowują się w otoczenie? Czy to "oczytanie" wpływa w
którąkolwiek stronę np. na ich pozycję w grupie rówieśniczej, sposób
funkcjonowania w rzeczywistości?
3. Czy kupujecie dzieciom też inne niż książkowe prezenty? Ja lubię dostawać
i kupować innym książki, ale kiedy zbliżają się urodziny dzieci, Gwiazdka
itp., zawsze szukam też czegoś mniej ambitnego niż książka, z takim
poczuciem, że znienawidziłyby i mnie, i książki, gdybym tylko je
ofiarowywała. Choć może to zupełnie błędny tok rozumowania?
Proszę o parę słów.
Dzięki.
    • i2h2 Re: A ja mam same problemy ;-) Długo będzie... 06.05.07, 01:00
      Pszczółko miła, myślę, że przede wszystkim należy sobie jeszcze, niejako "do
      kompletu" dorzucić pytanie, co to znaczy miłośc do książek...
      Tzn. co czytelnika w tych książkach pociąga. Jeśli książka stanowi formę źródło
      wiedzy - jakiejkolwiek, to znaczy, ze cel został osiągnięty. I piszę to z pełną
      premedytacją: czytelnik to ktoś, kto potrafi znaleźć w ksiażkach wiadomości na
      temat tego, co go w danej chwili interesuje. I w sumie nieważne, czy to będzie
      życie dzikich, sposób marynowania grzybów, sceny z życia innych ludzi (no jakoś
      tę beletrystykę określić muszę ;-)). Innymi słowy kiedy książki są stawiane w
      jednym rzędzie(i wymiennie) z telefonem do koleżanki, plotkami na ławce w
      parku, to myślę, że jest dobrze.
      Czytanie to styl życia, a nie umiejętność składania liter. Zresztą znam takich,
      których książki nudzą i męczą - wszystkie, a czytać umieją, i to w kilku
      językach.
      HA! Właśnie przyszło mi do głowy, że to w takim razie sposób na postrzeganie
      rzeczywistości wynikający... no właśnie - skąd?!
      Taka mała dygresja teraz będzie - eksplorowałam kiedyś śmietnik (nic
      obrzydliwego - koło 1700 lat sobie liczył) razem z takimi jak ja oszołomami,
      którzy z ziarenek i skorup układali plan dnia i roku grodu, rysowali sady i
      ogrody itp. Przychodzili praktykanci i zdumieni pytali co ja w tym widzę - w
      tych brudnych, zapiaszczonych skorupach...
      Myślę, że z książkami jest podobnie - niektórzy będą w nich widzieć cały świat,
      ludzi (nawet, jeśli ksiażka o skałach np.), a inni - tylko śmieci.
      I myślę, że to jest nasza rola - pokazać, że wszędzie ukryty jest czowiek, jego
      historia, uczucia.
      Reasumując - miłość do książek to miłość do ludzi...
    • i2h2 Re: A ja mam same problemy ;-) Długo będzie... 06.05.07, 01:08
      Jeszcze a propos prezentów(bardziej ogólnie) - obdarowuję wedle zainteresowań,
      tzn. własnym dzieciom książki, ale takie, których pragną (Starszy ma np. w
      związku z tym masę o rycerzach i piratach), NIGDY nie dając lektur ani
      słowników, encyklopedii "ogólnych" itp. (już kiedyś pisałam, że kojarzy mi się
      to z wręczeniem pani domu patelni w prezencie). Zdarza mi się natomiast
      miłośniczce Disneya sprezentować książkę o Kopciuszku (ale wybraną, konkretną,
      którą bez żalu widziałabym też na naszych półkach - zwłaszcza to ostatnie
      stanowi klucz), bo inna, nawet bardzo wysmakowana byłaby dla niej tym czym dla
      mnie np. kwiatowe perfumy - piękne, ale nie na mnie!
      NB to pisanie długich postów zaraźliwe jest czy co?!
      • verdana Re: A ja mam same problemy ;-) Długo będzie... 06.05.07, 14:34
        Verba docent, exempla trahunt.
        Znam wiele osób, ktore postawiły sobie za cel, ze ich dzieci będa czytały. Ich
        dzieci nie czytaja, albowiem zostaly w dziecinstwie zmuszne do słuchania dzieł
        pouczajacych i wartościowych.
        Dla mnie zachecanie do czytania może być tylko dwoma drogami - uczynienia z
        czytania rozrywki (nic wspólnego z nauką, wychowaniem itd), bez żadnego
        przymusu, bez nalegania , a przede wszystkim bez zdań typu "Możesz obejrzeć
        telewizję, jesli przeczytasz jeden rozdział".
        Druga trzecz - wiele osób, propagujących czytanie u własnych dzieci, sama nie
        czyta "bo nie ma czasu", dowodząc dzieciom, ze czytanie jest jednak czynnoscią
        mało ważna i niekonieczna do zycia. Te same osoby w 90% maja czas na film w
        telewizji. Jesli chce się, aby dziecko czytało, najlepiej odpedzać go
        okrzykiem "A daj mi spokoj, nie widzisz, ze kończe rozdział i jeszcze nie wiem
        kto zabił?">
        Prezenty książkowe przez moje dzieci sa bardzo chętnie widziane - w przypadku
        najstarszego zawsze były najbardziej oczekiwanym (jedynie oczekiwanym?)
        prezentem. Z tym, ze rzeczywiscie nie książki "banalne", tylko takie, na które
        nie stać nas było na codzień. Głwnym prezentem na Komunię najstarszego był
        album o kotach i wcale nie był rozczarowany, ze to nie rower.
        Nic nie poradze na to, ze moja córka najbardziej lubiła encyklopedie...
        • i2h2 Re: A ja mam same problemy ;-) Długo będzie... 06.05.07, 14:54
          verdana napisała:
          > Nic nie poradze na to, ze moja córka najbardziej lubiła encyklopedie...
          Encyklopedie wciągają ;-) Sama mam w rodzinie taki egzemplarz, który w wieku
          lat trzech za największy zaszczyt poczytywał zgodę na wyciągnięcie z
          półki "Polska. Moja ojczyzna" (NB obejrzałam to sobie ponownie niedawno - o
          matko, ileż tam propagandy było!!!). Też zresztą lubiłam (a jeszcze bardziej
          leksykon - i ta nazwa, taka długa i mądra dla siedmiolatki;-)).
          A jednocześnie encyklopedia łatwo może być takim prezentem na odczepnego,
          zwłaszcza z tekstem towarzyszącym -"Przyda ci się do szkoły". Ja tam nie
          lubię "przydasi" ;-)
          • gopio1 Re: A ja mam same problemy ;-) Długo będzie... 07.05.07, 09:43
            "Polska. Moja ojczyzna" - pamiętam! Ależ to była encyklopedia! ;-)))
            To była jedyna książka z której rodzice pozolili mi wycinać obrazki ;-)
            Wycianałam pasjami.

            Gosia

            Rodzeństwo - 2 lata różnicy
    • hankam Re: A ja mam same problemy ;-) Długo będzie... 06.05.07, 17:57
      Moja corka uwielbia wszelkiego rodzaju encyklopedie. Mało tego, potrafi z nich
      korzystać, zeby znaleźć jakieś informacje.
      1. A jak to się stało, że czyta - nie wiem. Wydawało mi się naturalne, że córce
      czytam, czytali też dziadkowie, czytaliśmy po parę godzin dziennie ze szklanką
      wody pod ręką, czasem zasypiając w trakcie i bełkocząc - byliśmy w takiej
      sytuacji brutalnie budzeni - a ona chciała jeszcze i jeszcze. W końcu sama
      nauczyła się czytać (pomoc z naszej strony była minimalna) i od razu czytała
      solidne książki.
      Cóż to była za ulga.
      Z drugiej strony wolałam czytać, niż bawić się lalkami - przy tym zasypiałam w
      ciągu pięciu minut.
      Czy ja wiem, dlaczego tak było? Nigdy nie byla sadzana przed telewizorem dla
      zabicia czasu (łżę teraz jak pies, był okres, gdy budziła się bardzo wcześnie i
      zyskiwałam godzinę snu puszczając jej Mysię), nigdy nie ciekawiły mnie seriale -
      tasiemce, więc ich nie oglądałam, z natury nie była ruchliwa, więc czytanie i
      rysowanie było najbardziej naturalnym zajęciem.
      2. Moja córka jest jedynaczką, ma mało kontaktów z dziećmi i jest nieśmiała.
      Ale jakos sobie radzi. Pomału coraz lepiej.
      3. Kupuję rozmaite prezenty - zabawki, książki, sprzet sportowy. Zawsze coś
      wymarzonego. Na pewno nie tylko ksiązki - to bylby chyba sygnał, że akceptuję
      tylko jakąś jedną aktywnosc. A tak nie jest.


      • pszczolamaja Dzięki za już i proszę o jeszcze ;-) 07.05.07, 00:52
        O, o, o właśnie o to mi chodziło, jesteście Dobre Kobiety.
        Bardzo mi jest blisko do Twojej, Iwono, konkluzji - miłość do książek = miłość
        do ludzi. Bo jednak wychowanie kogoś, kto umie wyłącznie czytać, a żyć z ludźmi
        nie umie, poczytałabym (sic!) sobie za sromotną klęskę.
        No właśnie, z tymi prezentami z jednej dziedziny podzielam wątpliwość Hankam;
        jednak każdy prezent to jest mocny przekaz, coś komunikujemy obdarowanemu poza
        sferą (do)słowną. Tak, z prezentami nie ma żartów.
        Proszę, napiszcie coś jeszcze.
        Nigdy nie jest Wam smutno, bo np. dziecko nie szaleje za literaturą? Albo - to,
        czego ja się obawiam - lubi coś, czego Wy absolutnie nie trawicie, ewentualnie
        odwrotnie?
        I jak z tą grupą rówieśniczą w życiu dziecka erudyty? Ma to jakiś związek?
    • gopio1 Re: A ja mam same problemy ;-) Długo będzie... 07.05.07, 09:34
      W geny nie wierzę - zdaje się, że to jest nie do sprawdzenia ;-)
      Zawsze uważałam, że większość rzeczy wynosi się z domu - sposób na życie, pasje, miłość do książek.

      Może nie mam jakiejś olbrzymiej skali porównawczej - ale z reguły tak jest, że gdy ktoś otacza się
      książkami - i nie są to tylko książki durnostojki ;-) - może być pewien, że jego dzieci też się bez nich
      nie będą potrafiły obejść. Ta zasada działa w różnych kierunkach.

      Widziałam domy, gdzie liczba książek ograniczała się do telefonicznej i kucharskiej.
      Dla równowagi - telewizory też były dwa. Nie było tam nawyku czytania - ba! nie było takiej potrzeby.
      Za to czytywało się obficie kolorowe gazetki z plotkami z życia gwiazd tudzież dramatami przeciętnyh
      ludzi. Dzieci dorastające - za książkami nie przepadały, za to prenumerowały 2-3 czasopisma.

      W moim domu nie ogląda się telewizji. Nie mamy kablówki z setką kanałów. My nie oglądamy niczego
      poza jedną rzeczą, którą współtworzy moj mąż. Dzieci jedynie dobranockę, choć też nie zawsze - teraz
      kiedy jest dłuższy dzień - wolą do późna siedzieć na powietrzu. Cieszę sie z tego ogromnie - widzę
      rówieśników moich dzieci ogłupionych bajkami, reklamami, a nawet serialami dla dorosłych. I wtedy
      wiem, że dwa pierwsze zdania które napisałam w tym poście - to najszczersza prawda ;-)

      Gosia

      Rodzeństwo - 2 lata różnicy
    • gopio1 Re: A ja mam same problemy ;-) Długo będzie... 07.05.07, 09:55
      pszczolamaja napisała:
      >Czy kupujecie dzieciom też inne niż książkowe prezenty?

      Oczywiście! Prezentów z okazji urodzin czy świąt zawsze jest kilka - jedna książka zawsze się trafi, a
      oprócz tego jest jeszcze coś innego - zabawkowego. I to raczej zabawka jest prezentem głównym, a
      książka tyko dodatkiem. A najwięcej książek dzieci dostają bez okazji. A to jakaś paczka z merlina, a to
      wyprawa do empiku albo powrót z wyjazdu służbowego regularnie obfitują w nowe pozycje. Na razie
      moje dzieci są na tyle małe, że to raczej ja wybieram dla nich pozycje książkowe. Choć zdarza się, że
      czasem proszą o konkretne tutyuły - tak było z Findusami, Emilem i Wampiurkiem.

      Gosia

      Rodzeństwo - 2 lata różnicy
      • i2h2 Re: A ja mam same problemy ;-) Długo będzie... 07.05.07, 10:04
        Jeszzce a propos prezentów - ja się w sumie kieruję tym, co w danej chwili jest
        najbardziej chciane, tzn. są książki, rolki, lalki, wyjście gdzieś (to Starszy:
        z okazji dnia dziecka prezentem jest cały dzień na festynie rycerskim, bo
        akurat w końcówce maja się odbywa). Młodsza często ostatnio zamast książki
        drukowanej dostaje "słuchankę" - bo lubi. Zresztą u nas książki ogólnie się
        kupuje, również bez okazji, wyjąwszy może te bardzo kosztowne, a wymarzone.
        No i proporcje cały czas są zachowane czy też równowaga - Arystoteles się
        kłania cały czas i jego zasada złotego środka ;-)))
    • mankencja Re: A ja mam same problemy ;-) Długo będzie... 07.05.07, 10:12
      dzieci nie mam, jako przyklady mam siebie i brata :)

      1. . ja czytam dużo i chętnie odkąd się nauczuyłam (mialam ok. 4 lata), brata
      już słuchanie nudziło, mniej-wiecej od 12tego roku zycia zdrarza mu się sięgnąć
      po książkę z wlasnej woli. wydaje mi się, że wychowanie przebiegalo tak samo,
      chociaż jemu we wczesnym dzieciństwie siłą rzeczy nie poświecano tyle czasu,
      ile mnie (jest ode mnie 3lata młodszy, wiec trzeba było ten czas dzielić między
      dwoje malych dzieci). myślę, że to kwestia charakteru - ja
    • mankencja Re: A ja mam same problemy ;-) Długo będzie... 07.05.07, 10:19
      ZA WCZEŚNIE SIĘ WYSŁAŁO, jeszcze raz

      dzieci nie mam, jako przyklady mam siebie i brata :)

      1. ja czytam dużo i chętnie odkąd się nauczuyłam (mialam ok. 4 lata), brata już
      słuchanie nudziło, mniej-wiecej od 12tego roku zycia zdrarza mu się sięgnąć po
      książkę z wlasnej woli. wydaje mi się, że wychowanie przebiegalo tak samo,
      chociaż jemu we wczesnym dzieciństwie siłą rzeczy nie poświecano tyle czasu,
      ile mnie (jest ode mnie 3lata młodszy, wiec trzeba było ten czas dzielić między
      dwoje malych dzieci). myślę, że to kwestia charakteru - ja jestem raczej
      introwertyczna, lubię zajecia wymagajace aktywnosci głownie umysłowej, czasem
      manualnej, brat jest zdecydowanie bardziej otwarty na ludzi, łatwo nawiazuje
      kontakty i chyba bardziej pociagaja go zajecia wymagajace czy to
      współdzialania, czy to po prostu kontaktu z innymi

      2. nie wiem... chyba nieszczególnie. więcej tematow do rozmowy, to tak.

      3. nam kupowano różne rzeczy, chociaż ksiązki też. uważam, że "terror
      czytelniczy" polegający na tym, że dziecko zawsze ale to zawsze dostaje
      ksiązkę, jeśli nie jest ono zapalonym bibliofilem, moze je zniechecic. ja z
      książki ucieszyłabym się bardzo, brat - mocno średnio
      • verdana Re: A ja mam same problemy ;-) Długo będzie... 07.05.07, 10:44
        Oczywiście, ze kupuję inne prezenty - łącznie z grami komputerowymi
        polegającymi na zabijaniu niewinnych przechodniów... Prezent to prezent. ma to
        być coś, co jest wymarzone przez dziecko, nie przeze mnie.
        Ale z drugiej strony wahałabym się zarówno przed promowaniem czytelnictwa
        kosztem kontaktów towarzyskiech, jak i kontaktów - kosztem innych zajęć. Każde
        dziecko jest inne, mnie akurat trafiły się mało towarzyskie - i co, mam to
        potępiać? Owszem, zdarza mi się wyrzucić przymusowo córkę na imprezę, ale
        wydaje mi się, ze powinnam zaakceptować dzieci takimi jakie są. I jeśli dziecię
        kocha towarzystwo, a nie lubi książek, i jesli kocha książki, a za kolegami nie
        przepada - to narzucanie własnej wizji życia jest groźne.
        • mankencja Re: A ja mam same problemy ;-) Długo będzie... 07.05.07, 12:26
          ależ ja doskonale akceptuję zarówno postawę swoją, jak i Januszka! i uważam, że
          każdy powinien poswiecac różnym dziedzinom rozrywki czas w takich proporcjach,
          w jakich mu pasuje (wydaje mi się to wręcz dośc oczywiste). a na imprezy
          chadzam częsciej niż wyzej wymeniony Januszek (moje waskie grono znajomych jest
          chyba bardziej zabawowe niz jego szerokie, a ponadto preferuje domówki, które
          jednak trudniej zorganizować)

          poza tym z tym jego czytelnictwem jest jakoś tak nietypowo - czyta niewiele,
          ale jak się juz za coś weźmie, to (nie licząc Pilipiuka, którego wielbi [ja
          tylko lubię], a który pisze raczej lekko, łatwo i przyjemnie) jest to
          przeważnie coś "cięzszego"

          co do prezentów - nie chcialam nikomu niczego zarzucac. podejrzewam tylko, ze
          istnieją ludzie, którzy swoim dzieciom niczego poza ksiązkami nie kupują,
          niezależnie od opinii tych dzieci.
          • mankencja Re: A ja mam same problemy ;-) Długo będzie... 07.05.07, 12:29
            zapomnialam zapytać, ale to taki offtopic, a dręczy mnie to od jakiegoś czasu -
            czy to ty napisalas kiedys, że bardzo nie lubisz, gdy twoje dzieci chodzą po
            domu bez kapci?
            • verdana Re: A ja mam same problemy ;-) Długo będzie... 07.05.07, 12:58
              tak, ale ja miałam powody - starą mopsicę, której zdarzało się popełnić kałużę
              w najdziwniejszych miejscach. Teraz mopsica jest w mopsim raju, mops jest
              bardziej odpowiedzialny, a ja już tak nie ganiam za brak kapci.
              • mankencja Re: A ja mam same problemy ;-) Długo będzie... 07.05.07, 13:30
                ja mam tylko kota ( img250.imageshack.us/img250/9808/290028nb1.jpg ),
                ktory popelnia kaluze na łóżka. reszta rodziny zamyka pokoje na klucz, mnie się
                zamek zepsuł, ale moje na szczęscie zawsze wydawalo sie mu najmniej
                interesujace. poza tym chowam posciel, jak nie zapomnę.
    • abepe Re: A ja mam same problemy ;-) Długo będzie... 07.05.07, 14:24
      To i ja odpowiem, korzystając z pewnej przedłużającej się drzemki.
      1) W moim wypadku chyba wychowanie i to bez przykładu. Albo cud jakiś. Moi
      rodzice nie należeli i nie należą do osób czytających (więc geny nie). Ale ja
      zawsze dostawałam książki i od małego dużo mi czytali. W podstawówce mama
      zapisała mnie do wszystkich filii biblioteki w naszym mieście. Nie pamiętam jak
      postępowali z moim bratem ale on czytał i czyta zdecydowanie mniej.
      Grzesiowi po prostu zaczęliśmy czytać w odpowiednim momencie, tzn. delikatnie
      próbowaliśmy aż się sam zainteresował. Ma okresy szaleństwa czytelniczego i
      okresy odrzucania książek. Ale na dobranoc zawsze musi byc książka,
      najdotkliwsza kara (prawie nigdy nie stosowana) to odmowa czytania na dobranoc.
      Widzi, że mam czyta a tata ma taki zwyczaj, że jak skończy czytać dobranocke
      Grzesiowi siedzi przy nim, aż zasnie czytając w tym czasie coś swojego.
      Telewizja, bajki TV pojawiły się dla Grzesia stosunkowo późno - miał ponad 2
      lata. Telewizor nigdy nie jest włączany, gdy mały jest na chodzie. Tylko
      godzinka bajek. Komputer go nie interesuje, czasem chce, żeby mu poszukać zdjęć
      tramwajów albo samolotów. Gry go nie biorą, nie umie posługiwac się myszką, nie
      próbował po prostu. Myślę, że jego ulubiona zabawa - czyli odgrywanie różnych
      scenek z udziałem zabawek jest wynikiem dużej ilości przeczytanych mu pozycji.
      Myślę, że częściowo stąd brak większego zainteresowania rówieśnikami- jeszcze
      nie umieją tworzyć wspólnie dialogów, odgrywać scenek(tu potrzebni są rodzice,
      którzy czasem mają serdecznie tych zabaw dosyć). I wcale mnie ten brak
      zainteresowania nie cieszy. Wolałabym, żeby Grześ był bardziej towarzyski i
      uspołeczniony. Tu niepostrzeżenie przeszłam do punktu 2. Za dużo nie napiszę,
      Grześ sam nie czyta. I pojęcia nie mam jak jego zainteresowanie książkami będzie
      sie rozwijać. Na razie książki nie poprawiają grzesiowego funkcjonowania w
      rzeczywistości. Rówieśnicy, panie w przedszkolu, rodzina czasem nie rozumieją co
      mówi, jak rzuca cytatem. Całkiem adekwatnym zresztą. Ale miło było jak wygłosił
      Kacperkowi wykład o dinozaurach:))

      3)Generalnie w prezencie na różne okazje kupujemy Grzesiowi zabawki. Rzadko
      kupujemy je bez okazji, więc niech ma od święta. Książki dostaje na codzień, w
      prezencie zawsze się też jakaś znajdzie, niekoniecznie jakaś ekstra, po prostu
      to, co akurat wydaje mi się atrakcyjne. I z książkami i z zabawkami bywa różnie
      - czasem trafimy od razu, czasem coś lezy aż nadchodzi jego czas. Właśnie
      wczoraj nadszedł czas autka zdalnie sterowanego, które Grześ dostał na gwiazdkę.
      Biedny Kacper nie mógł zasnąć, bo autko z hukiem zderzało się z wszystkim i
      musiało jeździć po całym mieszkaniu:))
    • kasiamaga Re: A ja mam same problemy ;-) Długo będzie... 08.05.07, 11:08
      Mamy dwoje dzieci - i każde czyta zupełnie inaczej. Obojgu czytaliśmy od
      maleńkości, całą masę książek. Oboje to uwielbiali. U nas również najsurowszą
      karą (za jakieś potworne przewinienie) było odesłanie dzieci do łóżek bez
      wieczornego czytania. Na szczęście zdarzyło się to może ze trzy razy (w
      przeciągu 10 lat!) Starszy, Antek, bardzo długo nie chciał absolutnie czytać
      sam. Pytałam nawet tu na forum o radę, jak zachęcić go do samodzielnego
      czytania. Nawet nie wiem, kiedy się to zmieniło. Teraz czyta chętnie,
      najczęściej rano w łózku. Najczęściej komiksy, za którymi nie przepadam, ale
      nie wtrącam się. Kupuję je nawet.Wieczory dalej są "wspólne" - tata czyta na
      głos "Trylogię", którą mały jest zafascynowany. Zosia od zawsze lubiła sama
      siadać z książką (nawet wówczas, gdy jeszcze kompletnie nie znała literek)
      i "czytać" swoim lalkom. Spędzała w ten sposób cała masę czasu i tak ma do
      dziś. Ale wieczorem obowiązkowo głośne czytanie z mamą lub tatą. Co do grupy
      rówieśniczej - w starej szkole Antka (1,2 klasa podstawówki, centrum miasta)
      było wiele czytających dzieci. Wymieniali się książkami, rozmawiali, czytali na
      przerwach i w świetlicy. Dostawali nawet uwagi do dzienniczków za czytanie na
      lekcji. Niewątpliwie działało to stymulująco, sami siebie nawzajem tym
      czytaniem "nakręcali". W nowej szkole (szkoła gminna) nie ma takiego
      środowiska. Dzieci nie czytają, przynajmniej w większości. Całym światem dla
      koleżanek Zosi są kolorowe gazetki :-( Na razie nie ma to na szczęście wpływu
      na czytelnictwo moich dzieci, ale nie wiem, jak to będzie dalej. Nie ukrywam,
      że obecnie są na etapie (zwłaszcza Antek) mocnej fascynacji pewnymi
      zachowaniami kolegów, które u nas w domu zupełnie nie są akceptowane i w starej
      szkole nie występowały tak nagminnie, jak w nowej. Ale to trochę poza tematem.
      Jedna rzecz mnie tylko denerwuje w tym dążeniu do wyrobienia w dzieciach nawyku
      czytania - lektury szkolne!!! Było o tym na forum ze setki razy, ale coraz
      mocniej mnie to dotyka i nie wiem, jak wybrnąć z problemu. Dopiero co wczoraj
      była awantura, bo kazałam Antkowi odłożyć na bok "Eragona" i przeczytać ze trzy
      rozdziały "Oto jest Kasia". Zachowałam się zupełnie niepedagogicznie, bo
      pozwoliłam mu w nagrodę pograć na komputerze, ale rozumiem doskonale, że dla
      dziesiejszego dziesięciolatka w "Kasi" nie ma kompletnie nic pociągającego.
      Więcej, uważam, że to całkowicie przestarzała książka i kompletnie nie
      rozumiem, co ona jeszcze robi w spisie lektur! Uff, ale się rozpisałam,
      przepraszam. Kaśka
      • verdana Obok tematu - lektury szkolne 08.05.07, 11:37
        Nie pisz mi o koniecznosci czytania tak wrednej, niepedagogicznej, obrzydliwej
        książki, jaką jest "Oto jest Kasia", bo na sama myśl dostaję ostrego ataku
        furii.
        Powiem szczerze - dotychczas wymagałam od dzieci czytania wszystkich lektur.
        Wymiękłam przy "Tym obcym" dla 12-latka - on po prostu nie był w stanie tego
        przeczytać. Przeczytał bryk, dostał dwóję z klasówki - albo to go nauczy, ze
        nalezy jednak czytać nudne lektury, albo, ze szkoda czasu na marne książki,
        lepiej poczytać dobrą (albo przynajmniej ciekawą) książkę i mieć gorsze stopnie.
        Oba rozwiazania mi odpowiadają, jako rozsądne. Zmuszać będę tylko do
        przeczytania niektórych pozycji klasychi - niegdy więcej nie zmuszę do czytania
        marnych książek.
        • hankam Re: Obok tematu - lektury szkolne 08.05.07, 22:49
          O rany, to ta straszna piła nadal jest w zestawie lektur?
          Rozumiem, że jako nieśmiertelna klasyka, bo Obcego przerabiałam już w moich
          zamierzchłych czasach.
          • zuzannao Re: Obok tematu - lektury szkolne 09.05.07, 11:11
            To straszne - "Ten Obcy" to chyba jedyna lektura, przez którą nie mogłam przebrnąć... Mam nadzieję, że
            przez te parę lat, które dzielą moje dziecko od klasy, w której to się przerabia, ktoś radykalnie zmieni
            spisy lektur...
    • mama_kasia Re: A ja mam same problemy ;-) Długo będzie... 08.05.07, 12:22
      Zawsze lubiłam książki. Nie pamiętam, aby moi rodzice specjalnie
      dużo czytali. Nie mam takich wspomnień, ale o mnie mówili, że
      ksiażka była najlepszym prezentem :-)
      Synowi czytaliśmy dużo i od małego niemowlaka - bo tak było
      wygodniej dla mnie. Lubiłam to. I nie pod wpływem jakichś akcji.
      O tak, po prostu, sama z siebie. On lubił słuchać.
      Z dziewczynkami było inaczej. Mniej się skupiały na książce. Nie
      chciały, nie czytałam.
      Cała trójka czyta lub słucha czytania. Myślę, że to wypływa z przykładu.
      Ja czytam, syn czyta. Książki było kupowane jako prezenty. Dziewczynki załapały, że to jest fajne!
      Myślę, że u nas to wynikło z "wyhodowania", ale nie z wyhodowania
      pomidorów, bo pożytecznie jest je mieć, a raczej z wyhodowania
      stokrotek, które poprzesadzane, rozsiewały się dalej same :-) I sieją
      się ciągle :-)

      Jeśli chodzi o otoczenie to mam fajny przykład z synem, który
      zaraża najlepszego kolege swoimi książkami. Tamten chłopak lubi czytać, ale
      to nasz Maciek podsuwa mu lektury ;-) Zawsze daje mu do przeczytania, co już
      sam pochłonął.

      Prezenty są takie, jakie chcą dzieci. Nie tylko książki. Staram się
      odkrywać ich marzenia, ale na książkę czekają zawsze.
      Lubię dawać też innym dzieciom książki, ale z tym jest problem, bo
      nie wiem, czy trafię w gust. Jest też tak, że wiem, że w domu
      rodzice ksiązki nie przeczytają. Wtedy nie daję. Ale zdarza się
      też tak, że Ci sami nieczytający rodzice po jakimś czasie proszą,
      aby dziecku książkę kupić, bo jakimś cudem właśnie ksiązki polubiło ;-)))))
    • bea-sjf Re: A ja mam same problemy ;-) Długo będzie... 08.05.07, 23:06
      Ja miałam niedosyt czytelniczy z czasów własnego dzieciństwa wyniesiony ,mój
      tato opowiadał nam bajki bądź włączał magiczny adapter ,było to w sumie bardzo
      przyjemne ,ale do dziś rzucam się wygłodzonymi oczyma najpierw na ilustracje w
      książkach ,bo tych w domu za wiele nie było ( przeważały albumy z architekturą
      i tomiszcza z projektami - mam do tej branży nadal słabość :)) .Tak czy siak ja
      czytałam sporo wygrzebując książki z walizki cioci, przesiadując na strychu
      babci wśród starych czasopism -potrzebowałam słowa i ilustracji . Moi bracia
      trakutują książki użytecznie - służą im albo do pracy albo jako środek
      nasenny ;). Mój mąż to mól klasyczny wręcz , teściowie moi częściej z ksiązką
      niż przed telewizorem przesiadywali .Może więc wpływ genów ?
      Wcale nie planowałam sobie ,że moje dziecko to będzie czytało ,że ho ho ,bo to
      takie rozwijające ,raczej szłam za głosem serca ;) , gdy urodziła się Sara nie
      pracowałam ,więc czytywałyśmy sobie i rano i w środku dnia i na spacerkach i
      przed snem ,godzinami !Przesiadywałyśmy w bibliotece nad starymi numerami Bęca
      i Misia .Sara była co i rusz jakimś innym bohaterem , a większość przenosiła
      się z książek np. jako ulepianki do różnych zabaw :) .Piękne to było :).Jej
      tak zostało - czytanie jest częścią życia ,arcyprzyjemną .Jędrek również
      czytanie lubi - to jego sposób na odprężenie się ,wyciszenie .Zabiera sobie
      stosik książek i znika dla świata . W ten sposób w domu ,w którym ciągle ktoś
      ma książkę w ręce pozostali młodzi potomkowie są skazani na "oczywistość"
      czytania . I jak na razie i Frycek i Dyzio bardzo lubią przesiadywanie nad
      książką ,tyle że się kłócą ,komu najpierw mam czytać . Najmłodszy szeleci
      swoimi książeczkami :) .
      Wyglada na to ,że u nas podobnie jak u mamy_ Kasi ,czyli stokrotki :)))
      Z każdym kolejnym dzieckiem czasu na czytanie mi ubywa , miotam się z tym
      okrutnie , bo bardzo bym chciała posiedziec nad książką spokojniej ,a tymczasem
      przeskakuję od Mysi do Findusa ,po drodze mam Calvina i Woroszylskiego i album
      o kosmosie , a wieczorem "Alice..." ,bo świetna jest :).Huczy mi w głowie od
      nadmiaru tematów ,tutułów i nazwisk .
      Problem jednak jest w zderzeniu z rówieśnikami - co prawda Sara sobie z tym
      poradziła ,ale długo czuła się "wyobcowana" ,teraz ma więcej różnych tematów z
      koleżankami a i podsuwa innym książki . Oczywiście największe szanse ma u niej
      czytający chłopak :))) .Gorzej z Jędrkiem ,bo sobie nie radzi - często opowiada
      dzieciom jakieś zawiłości historyczne i dziwi się ,że zupełnie nie robi to na
      nich wrażenia -pokrewnej duszy mu brak .
      Prezenty - służą sprawianiu radości innym ,więc choć to ja wybieram ksiązki to
      znam na tyle swoje dzieci ,że na ogół trafiam z tytułem ,po to się staram
      orientować w tym co jest na rynku ,by oprócz kolejnego Eddingsa czy Thorgala
      podrzucić jakąś nowość . Nigdy ksiązki nie są jedynymi prezentami - ale dzieci
      same o nie proszą .
      Tak to u nas wygląda .
    • zuzannao Re: A ja mam same problemy ;-) Długo będzie... 09.05.07, 11:07
      U nas chyba i geny i wychowanie:-) Jakoś było oczywiste, że od najwcześniejszych lat, a nawet miesięcy
      czytało się dziecku i czyta. Różnica między naszymi osobistymi doświadczeniami czytelniczymi, a
      doświadczeniem Szymka jest taka, że nasi rodzice( to znaczy moi i męża osobno, bo chociaż na
      studiach nas o to posądzano, nie jesteśmy rodzeństwem:-)) nie poświęcali aż tyle czasu co my na
      głośne czytanie. W związku z tym oboje nauczyliśmy się czytać nie mając czterech lat. Moje
      wspomnienia z wczesnego dzieciństwa to samodzielne buszowanie po półkach pełnych książek.
      Pamiętam jak mój tata siedział przy swoim biurku i pracował, a ja na podłodze za jego plecami
      wertowałam albumy z malarstwem i opowiadałam sobie historie o obrazach, które oglądałam. To są
      bardzo przyjemne wspomnienia i takie uczucie doświadczania czegoś wyjątkowego w związku z
      książkami zostało mi na całe życie. Moje dziecko nie ma skłonności do samodzielnego eksplorowania
      naszych zbiorów, trzyma się tych książek, które zna. Ma cztery i pół roku, zna wszystkie litery i całkiem
      sprawnie je składa, ale jest zbyt leniwe na to, by czytać samemu książki. Natomiast ciągle żąda czytania
      na głos i nigdy nie ma dosyć. Skutkuje to, tak jak w przypadku Grzesia abepe -odgrywaniem przy
      pomocy zabawek scenek z dialogami pełnymi cytatów i wtrąceniami narratora takimi jak "rzekł",
      "odparł" itp.
      Jeśli chodzi o relacje z otoczeniem to miałam pewne obawy, zanim Szymon poszedł do przedszkola, ale
      okazało się, że świetnie się wpasował w swoją grupę, a nawet stał się inicjatorem wielu zabaw - i mam
      wrażenie, że tę swoją dobrą pozycję w grupie w jakimś stopniu zawdzięcza oczytaniu i związanej z tym
      wyobraźni a także umiejętnościom werbalnym - to nawet zabawnie wygląda, bo Sz. jest najmniejszy w
      grupie i raczej drobny, a w ogródku przedszkolnym lata za nim grupa chłopaków większych o głowę i
      on dyryguje ich zabawą. Na pewno nie wszyscy koledzy ( a podejrzewam, że nawet panie
      przedszkolanki) rozumieją, jak rzuci cytatem, ale chyba nie ma to dla niego wielkiego znaczenia, bo ma
      z nimi jakieś inne płaszczyzny porozumienia.
      Kupujemy książki bez okazji, na urodziny, Gwiazdkę itp. też zawsze staramy się, żeby dostał książkę,
      ale głównym prezentem przeważnie jest zabawka, najczęściej jakiś zestaw Lego. Staramy się, żeby w
      miarę możliwości prezenty były różnorodne, tzn. staramy się ustalić z resztą rodziny kto co kupuje,
      żeby znalazła się i zabawka i książka i gra czy płyta.
    • steffa Re: A ja mam same problemy ;-) Długo będzie... 09.05.07, 15:04
      Da się zaszczepić, jeśli sama uprawiasz czytanie. ;)
      Bo to trochę tak, jak niektórzy rodzice zmuszają dzieci do jedzenia 'zdrowych
      warzywek', a sami ich nie tykają.
      Moje dziecko jest zbyt małe, bym pisała o jego 'wkomponowywaniu się' w
      otoczenie. 4,5.
      Kupuję też inne prezenty. Cieszą tak samo jak książki (co mnie cieszy z kolei).
      :)
Pełna wersja