Pochwała bryków, czyli radykalna zmiana zdania

11.09.07, 13:06
W dzisiejszej "Wyborczej" - linku nie podam, bo nie mogę znaleć,
jest list polonistki, całkiem słuszny, biadajacy m.in. nad tym, że
młodziez nie czyta.
Zgadzam się częściowo, ale nie całkiem - nauczycielka pisze, ze ona
mogła przeczytać 200 stron dziennie, a teraz młodzież - góra 50.
Przepraszam bardzo - mimo, ze czytam duzo i szybko i jestem matką
trojga dużo i szybko czytajacych dzieci, oczekiwanie czytania 200
stron dziennie wydaje mi się wzięte z księzyca. Przecież ta mlodzież
nie uczy sie wyłacznie polskiego, ma jeszcze kilkanascie
przedmiotów, a oprócz lektur może co poniektórzy poczytaliby tez
cos bardziej strawnego...
Czytajac ten artykuł utwierdzałam się w przekonaniu, że szkoła robi
absolutnie wszystko, aby oduczyć dzieci i mlodzież czytania -
przekazujac od klasy pierwszej do maturalnej jednoznaczny sygnał -
czytanie nie jest przyjemnoscią i z przyjemnoscią nie ma absolutnie
nic wspolnego. Rozszerzony kanon lektur jeszcze to pogłębi - bo
młodzież, zasypana obowiazkowymi tekstami nie znajdzie czasu na
czytanie tego, co lubi.
Wniosek - po 17 latach walki z brykami mowię pas. Kupię dziecku
bryki, aby nadal mogło czytać to, co lubi i aby lektury szkolne nie
pozostały ostatnimi lekturami w jego życiu.
    • dlania Re: Pochwała bryków, czyli radykalna zmiana zdani 11.09.07, 13:23
      Ja dużą częśc licealnych lektur przeczytałam dopiero po maturze.
      Z różnych względów.
      I myślę, że dzięki temu te książki były dla mnie o wiele ciekawsze, niz gdybym
      je czytała pod katem: "o co mnie może zapytać?".
      Rozbudowywanie kanonu lektur nie jest dobrym pomysłem - lepiej mniej, a z
      większym zrozumieniem, namysłem, spokojnie.
      Teraz to jest zaliczanie programu przez nauczyciela, a i tak zawsze cos zostaje
      do przeczytania i zrozumienia (;-))samodzielnego w domu (najczęściej poezja, bo
      krótka...).

      kniaź
      Ligarządzi!
      • verdana Re: Pochwała bryków, czyli radykalna zmiana zdani 11.09.07, 13:30
        I tu się mylisz - samodzielnie nic nie nalezy rozumieć, bowiem
        interpretacja wiersza, także na maturze, odbywa się pod kątem
        klucza. Tekstów literackich takoż.
        Lekcje polskiego przygotowują uczniow nie do rozumienia, prawdziwego
        rozumienia, tekstów literackich, tylko do "Familiady". Ten, kto da
        na egzaminie po dowolnym szczeblu edukacji najbardziej banalna
        odpowiedź, zmiesci się w kluczu i wygrywa. Ten, co mysli
        oryginalnie, odpada.
        • dlania Re: Pochwała bryków, czyli radykalna zmiana zdani 11.09.07, 14:07
          Ja o tym świetnie wiem, Verdana. Wiem, że teraz liczy sie przeciętność.
          Najlepsze uczennice mojej koleżanki co rok płaczą jej w rekaw, bo są za twórcze
          i nijak sie w kluczu zmieścić nie potrafią.
          Mój były polonista (niestety tylko od fakultetu; przy nim bym lektury czytała)
          własnie zrezygnował po 20 latach pracy z wiekszości godzin w szkole (zostawił
          sobie tylko ten fakultet właśnie), stwierdziwszy, że on do takiego ogłupiania
          ręki nie będzie przykładał.
          Tak jak wiary nie uczymy sie na religii, tak miłości do literatury nie nauczymy
          sie na języku polskim. Ot co.
          • verdana Re: Pochwała bryków, czyli radykalna zmiana zdani 11.09.07, 14:28
            Pytanie tylko - czy na religii musimy wpajać wojujacy ateizm, a na
            polskim - nienawiść do książek?
            Polonista mojej corki, krytyk literacki, tez zrezygnoawał z powodu
            nowej matury. A on, cholera, wlasnie potrafil w niektorych
            zaszczepić miłość do literatury...
            • mpalasz Re: Pochwała bryków, czyli radykalna zmiana zdani 11.09.07, 15:35
              W szkole średniej, na którejś z lekcji j. polskiego, zachęcony
              słowami nauczycielki o szanowaniu indywidualnych poglądów na treść
              lektur, nieopatrznie wyraziłem swoje zdanie na pewien temat.
              Niestety, okazało się, że moja opinia była rozbieżna z opinią Pani
              Profesor. Następne dwa miesiące były dla mnie okresem "nieistnienia"
              mnie i moich słów, w tym o każdej kolejnej lekturze.
              Mnie, na szczęście, nie zniechęciło to do czytania (choć - tak jak
              jedna z Przedmówczyń - wiele lektur przeczytałem dopiero PO
              skończeniu szkoły średniej). Ale są inni, mniej odporni, którym taka
              reakcja potrafi skutecznie obrzydzić chyba wszelkie słowo pisane.
              Co nie zmienia faktu, że wtedy (17 lat temu) chyba i tak było lekko.
              Nie wiem, czy i jak rozwinęłaby się moja miłość do książek, gdybym
              dorastał teraz. Wolę wmawiać sobie, że nic by się nie zmieniło,
              ale...?
              ...ale te 200 stron dziennie to coś dosłownie wziętego z sufitu. I
              nie dziwi mnie zapotrzebowanie na "bryki". Jest jakieś wyjście
              alternatywne? W momencie, gdy do średniej zaczynają się wliczać
              oceny z przedmiotów całkowicie odbiegających od tego, czego powinno
              się nauczać w szkole, zamiast nie w tysiącach wybudowanych kiedyś, a
              teraz stojących odłogiem sal katechetycznych?
              Mam nadzieję, że ostatnich słów nikt nie poczyta mi za złe. Bowiem
              ważna jest też wiara we własne możliwości (ucznia!) ogarnięcia tego
              wszystkiego, co musi on obecnie umieć, a na co czasu brak.
              Kosztem... czego?
              • verdana Re: Pochwała bryków, czyli radykalna zmiana zdani 11.09.07, 17:03
                Dziś nauczyciel mojego dziecka z I gimnazjalnej kazał napisac
                wypracowanie, o książce, ktorą by się poleciało jako lekturę. Z tych
                książek jakaś na lekturę zostanie wybrana - ta, która zyska
                najwieksze zainteresowanie klasy.
                Myślę, ze taka akcja skuteczniej zachęci do czytania - może
                atrakcyjnie przedstawione przez rówiesników książki zostaną
                przeczytane nawet nie w formie lektury. nawet, jezeli to są marne
                książki, a nie tak wybitne jak Sienkiewicz z Gombrowiczem pospołu.
                Dla mnie alternatywą byłby w podstawowkach i gimnazjach nie ścisly
                kanon lektur, ale gora 2-3 książki z lektury rocznie, reszta
                dobierana przez nauczyciela i to z założeniem, ze nie wszyscy muszą
                koniecznie czytac to samo.
                • mpalasz Re: Pochwała bryków, czyli radykalna zmiana zdani 11.09.07, 17:18
                  Świetny pomysł!
                  Albo ok. 5 lektur "obowiązkowych" rocznie, a reszta dobrana wspólnie
                  przez nauczyciela, rodziców i dzieci? Takich książek, które
                  dostosowane są do możliwości, potrzeb i ZAINTERESOWAŃ naszych
                  pociech??
                  Tylko - kto to zaakceptuje i znajdzie na to czas? :) Pomijam
                  (niecnie) tu Piszące i Piszących z wiadomych powodów - my czytamy,
                  kochamy itd. Jednakże, jakaś część Rodziców - być może - czasu na
                  ocenę lektur by nie znalazła...
                  A może jednak?
                  • verdana Re: Pochwała bryków, czyli radykalna zmiana zdani 11.09.07, 18:26
                    Rodziców trzymac jak najdalej od dobierania książek dla dzieci. Bo
                    znowu dostaniemy lektury przestarzałe o 30 lat, dydaktyczne i
                    śmiertelnie nudne...
                    Niestety, po (zsumowanych ) 30 latach wywiadówek w róznych klasach,
                    szkołach itd. rodziców nie dopuszczałabym do dobierania lektur.
        • georgina66 Re: Pochwała bryków, czyli radykalna zmiana zdani 11.09.07, 20:10
          Zgadzam się z Tobą. Syn w pierwszej klasie liceum znienawidził
          lekcje polskiego. Nie mają już niczego wspólnego z humanizmem,
          młodzież ma wiedzieć, broń Boże coś samodzielnie czuć.
    • zawsze_wolna_nilka czytanie:-) 11.09.07, 19:14
      Tak, przypominam sobie czasy czytania kilkuset stron dziennie. Kosztem
      matematyki, fizyki i chemii, o ile dobrze sobie przypominam;-)
      M.
      • dlania Re: czytanie:-) 11.09.07, 19:38
        I do świtu, prawda?;-)
        Ale to chyba nie były lektury obowiązkowe...
        • verdana Re: czytanie:-) 11.09.07, 20:02
          Mój syn o mało matury nie oblał przez to czytanie kilkuset stron -
          ale zaiste, lektury to nie były.
          • andziulindzia Re: czytanie:-) 11.09.07, 21:09
            A ja kochałam powieści pozytywistyczne. Najbardziej wzrok mi się
            popsuł na Chłopach, bo z latarka pod kołdrą czytałam. No oderwać sie
            od tej książki nie mogłam.
            A z polskiego zawsze miałam czwórkę bo talentu pisarskiego za grosz.
            Moja matura liczyła 4 strony, choć zawarte było wszystko co
            potrzebne, istotne i na temat.
            • abepe Re: czytanie:-) 12.09.07, 12:14
              My jesteśmy dopiero na początku edukacyjnej kariery, tzn. w czterolatkach. Mąż
              raz wrócił zadowolony po odebraniu Grzesia z przedszkola, bo wychowawczyni
              dzieciom czytała. Postanowiłam panią o książki podpytać, może podrzucę coś z
              naszej biblioteczki. Biblioteczki przedszkolne są najczęściej marne.

              Zastanawiam się jak będzie,gdy moje dzieci póją do szkoły. Czy do tego czasu
              szkoła odbije się od dna czy całkiem pogrąży?
              Mój mąż twierdzi, że lepiej oddać dzieci do małej społecznej szkoły. Według
              niego - mniej dzieci = wiecej czasu na rozmowę. Cóż, moja koleżanka licealna
              uczy w takiej szkole. Hm, jak by to powiedzieć...to wstrętny babsztyl
              nienawidzący swoich uczniów:((
              • zuza_k Re: czytanie:-) 12.09.07, 17:55
                Abepe, ja przejrzałam przedszkolną bibliotekę i postanowiłam
                w "czynie społecznym" co roku kupić kilka, kilkanaście ksiażek.
                Panie przeszczęśliwe - nareszcie mogą dzieciom czytać również
                nowości. Staram się wybierać książki z bardzo dobrymi, a nawet
                wybitnymi ilustracjami. Te książki później leżą w salach na
                półeczce, dzieci mogą po nie sięgać i je przeglądać. Często to jest
                pierwszy kontakt dzieci z dobrą ilustracją! W domach mają tylko
                Disneya, albo disnejowskie popłuczyny :)
                Chciałabym, żeby zobaczyły, że można ilustrować inaczej,
                symbolicznie, że ilustracje czarno-białe są ciekawsze od tęczowej
                Arielki.
                Pozdrawiam,
                Zuza
        • georgina66 Re: czytanie:-) 11.09.07, 20:22
          Gdyby z planu (II LO) zabrać przedsiębiorczość, z którą nauczyciel
          historii nie bardzo wie co ma zrobić, przysposobienie obronne,
          wiedzę o społeczeństwie... i inne takie edukacyjne "hity" (religię? -
          17-latek może wszak sam udać się do kościoła, kiedy tylko zechce),
          tydzień nauki syna trwałby TYLKO 4 DNI! Byłoby mnóstwo czasu na
          czytanie :))
Pełna wersja