"Dzień czekolady" - Onichimowska

17.10.07, 09:02
Kto czytał?
Podobało się?
widziałam bardzo pochlebne recenzje, ale nie dowiedziałam się, dla
jakiego (mniej więcej) przedziału wiekowego jest ta książka...
kotokolwiek widział, ktokolwiek wie...
    • smoczykowka Re: "Dzień czekolady" - Onichimowska 17.10.07, 11:09
      Przeczytałam i jestem zauroczona. Delikatnie i ciepło napisane o
      sprawach trudnych, "dorosłych", z którymi dzieci mimo naszych
      racjonalnych wyjaśnień muszą poradzić sobie i tak same. Być może w
      taki "magiczny" sposób jak w książce. Jeśli chodzi o wiek czytelnika
      to moim zdaniem przynajmniej 6 lat.
    • malinela Re: "Dzień czekolady" - Onichimowska 19.10.07, 10:30
      To dziwna książka.
      Rozgrywa się na dwóch płaszczyznach - rzeczywistości i marzeń/ snów.
      Rzeczywistość jest spełnieniem najczarniejszego snu dziecka - jest
      śmierć, nieobecność ojca, który nie może się pogodzić ze śmiercią
      dziecka, lub czuje się winny tej śmierci. Jest też "wiedźma", która
      chce (prawdopodobnie) umieścić dziewczynkę (sąsiadkę) w domu dziecka.

      Marzenia, sny - to dziecięca próba rozwiązania problemów
      rzeczywistych. Jest pożeracz czasu, pożeracz poniedziałków.

      Moja córka powiedziała, że ta książka jest bardzo smutna. Nic
      więcej.

      A odpowiadając (starając się odpowiedzieć) na Twoje pytanie, nie mam
      pojęcia dla jakiego wieku jest ta książka. W mojej ocenie nie jest
      nawet książką dziecięcą. Jeśli w książce dla dzieci pojawia się tak
      skomplikowana rzeczywistość, której z własnego doświadczenia
      większość dzieci nie zna (w tym przypadku - dzięki Bogu), to muszą
      mieć przedstawiony jasny, przejrzysty obraz - to jest przyczyna, to
      jest skutek.Tu tego nie ma. Nie wiem, dlaczego dzieci (zapomniałam
      imion)idą nad rzekę i mówią, że nigdy nie wrócą, dlaczego "wiedźma "
      jest w biurze taty i po rozmowie z nim nigdy nie wraca.

      Dziwna to książka. Mnie się nie podoba, ale oczywiście zachęcam do
      lektury, może Wy znajdziecie w niej coś, czego ja nie dostrzegłam.
Pełna wersja