O korzyściach płynących z czytania?

26.11.07, 13:00
Dużo czytam mojej trzyletniej córce.
Młodsze (prawie roczniak), siłą rzeczy, od pierwszych chwil swojego
życia uczestniczy w tym naszym wspólnym głośnym czytaniu.
Zawsze wygląda to tak, że staram się najpierw poświęcić trochę czasu
Młodszemu; pooglądać wspólnie szmaciane książeczki, pokazać
zwierzątka na obrazkach, ponaśladować dźwięki, jakie zwierzątka
wydają, pośpiewać piosenki. Chcę, aby Młodsze na "swoim poziomie"
też sobie aktywnie "czytało" i czerpało przyjemność z kontaktu ze
słowem pisanym/ mówionym/ śpiewanym.
Niemniej czytanie starszej trwa dłużej i jest, rzecz jasna, bardziej
czasochłonne.
W czasie, gdy czytamy, niemowlę bawi się, ogląda zabawki, sortuje
klocki, itp. Nie mogę się z nim wtedy bawić, mówić do niego, ale
jestem obok, asekuruję, podaję zabawki, krótko zagaduję. Nie
przerywam jednak czytania, bo Starsza też chce mieć swój "czas".
I zastanawiam się, czy takie czytanie przy niemowlęciu ("przy" a
nie "niemowlęciu") przynosi mu więcej szkody czy pożytku? Jest, na
pewno, nauką koncentracji, słuchania, pewnego skupienia, ale chyba
niewiele wynosi do jego rozwoju, bo dziecko w tym wieku nie rozumie
chyba treści, jakie zawierają lektury starszej siostry.
Zastanawiam się, czy będzie to ze szkodą czy z pożytkiem dla jego
rozwoju? Dla rozwoju mowy?
Proszę doświadczone mamy o refleksje, bo (choć nie przerwę naszego
czytania) mam wątpliwości...
    • z_agatka Re: O korzyściach płynących z czytania? 26.11.07, 15:08
      Oj, jakże bliskie są mi takie dylematy... Może niedokładnie takie, bardziej
      związane z dzieleniem czasu "na dwoje"...
      Ale ad rem. Zośka co prawda już niemowlakiem nie jest (1,7 roku), tym niemniej
      przysłuchuje się temu, co czytam Jasiowi, zajmując się jednocześnie swoimi
      sprawami (od czasu do czasu ładuje mi się na kolana, walcząc o miejsce z bratem,
      ale to najczęściej kończy sesję czytelniczą). Dziś rano zaskoczyła mnie
      całkowicie, kiedy na wyścigi zaczęła "dopowiadać" końcówki wersów "Stracha na
      wróble" - do tej pory nie słuchała go "aktywnie".
      Trochę obok tematu mi post wyszedł, ale reasumując: nie wydaje mi się, żeby
      przysłuchiwanie się mogło przynieść szkodę - w końcu niemowlę w zasadzie już od
      etapu brzucha słyszy głosy, wyrazy, zdania, których znaczenia w całości nie
      rozumie i które przeznaczone są nie tylko do niego. Z kolei postrzeganie
      czytania jako nieodłącznego elementu życia może IMO przynieść tylko pożytek.
    • abepe Re: O korzyściach płynących z czytania? 26.11.07, 15:15
      Aga, do jego rozwoju wiele wnosi to, że jesteście obok. Rozwój
      emocjonalny jest tak samo ważny (ważniejszy) niż intelektualny:)
      Mąż ostatnio stwierdził, że Grześ chyba niewiele wynosi z
      przedszkola jeśli chodzi o rozwój poznawczy. Ale ja nigdy nie
      zakładałam, że będzie tam "pozyskiwał" wiedzę. Według mnie
      przedszkole służy do rozwijania umiejętności społecznych. To tak
      samo ważne składniki rozwoju.
      • ewamamaolka3 Re: O korzyściach płynących z czytania? 23.02.08, 15:44
        abepe napisala
        Według mnie
        > przedszkole służy do rozwijania umiejętności społecznych.

        Po czesci Anetko sie zgadza.
        Czy mozesz uwierzyc ze niektore dzieci az piszcza z radosci gdy
        zaczynamy "art projects"
        Okazuje sie ze niektore z nich nawet kredek nie posiadaja, nie
        mowiac o farbach itp...
        Pracuje teraz w prywatnym przedszkolu gdzie za czesne placi sie
        kokosy. Nie jest to spowodowane wiec brakiem pieniedzy. Tu chodzi o
        to aby dziecko nie pochlapalo klejem skorzanych kanap, no i trzeba
        po czyms takim posprzatac. A jak sie dziecku wlaczy bajke to nie
        dosc ze czysto to jeszcze cicho, stwierdzaja matki.
        P
        >
    • alistar1 Re: O korzyściach płynących z czytania? 26.11.07, 20:52
      Dzięki, dziewczyny:)
      Dopowiadacie to, co mnie samej kłębi się gdzieś w środku, tylko nie
      potrafiłam tego nazwać; po trochu są to dylematy związane właśnie z
      dzieleniem czasu między dwójkę (jak zauważyłaś, z_agatko) i
      zaspakajaniem ich rosnących, emocjonalnych potrzeb (by broń Boże,
      żadnego nie ukrzywdzić). Ale chyba jest też tak, jak piszesz, abepe,
      że to współuczestnicznie (nawet bierne) też jest ważne, ma sens,
      służy rozwojowi, uczy dziecko pierwszych zachowań społecznych.
      Bo przecież w życiu tak właśnie jest- nie zawsze możemy być w
      centrum uwagi, czasami obserwujemy, patrzymy tylko z boku- i też się
      uczymy.
      Pozdrawiam
    • michmaja Re: O korzyściach płynących z czytania? 27.11.07, 18:48
      Moja trzylatka od urodzenia "skazana"była na słuchanie jak czytamy. Karmiłam ją i czytałam starszemu bratu.Bardzo dużo wtedy czytania było, bo ona długo przy piersi była, a brat zagorzały, wtedy prawie pięcioletni słuchacz. Poskutkowało to tym, że mam teraz dwóch zagorzałych czytelników, każdy próbuje zdobyć jak najwięcej czytania dla siebie. Starszy czyta sam, ale bez wieczornego wspólnego czytania, najlepiej długiego, się nie obejdzie. Czasem poczyta małej, a ta oprócz wspólnego czytania przegląda sama swoje książki, wyciąga coraz to nowe z półki brata, ogląda obrazki, opowiada sobie co pamięta, wymyśla swoje historie.
      Czas czytania to dotąd czas wspólnego przytulania, bo Michał często przychodzi gdy czytamy Julki czy inne jego ulubione "dziecinne" książki. Maja z kolei zasypia, gdy skończę czytać Michałowi i albo sama ogląda swoje książki, albo też ładuje się do jego łóżka i słucha lektur brata.
      Dużo czasu spędzamy razem, ale staramy się organizować też czas i zajęcia dla każdego z osobna, duża w tym rola tatusia.Mała chce brać udział we wszystkim co robi brat i problem pojawia się nowy, że nie wszystko co nada się dla ośmiolatka może być udziałem trzylatka. wymaga to czasem dużego pomyślunku i zaangażowania
Pełna wersja