"Moja córka nie uznaje książki za prezent..."

21.12.07, 15:01
Taką odpowiedź usłyszałam od pewnej mamy przy okazji zastanawiania
podpytywania o prezent dla jej dziecka (7,5 roku). I zastanawiam
się, dlaczego niektórzy ludzie i dzieci nie uznają książek za
prezenty. Czy w ich życiu książki stanowią tylko narzędzia
edukacyjne? Zupełnie nie kojarzą się z przyjemnością, z odpoczynkiem?
    • zf71 Re: "Moja córka nie uznaje książki za prezent..." 21.12.07, 15:55
      Spotkałam się z tym we własnej rodzinie, osoba która twierzdiła
      że "ksiązka dla małego dziecka to jak za karę", sama czyta normalną
      rozsądną literaturę i całkiem sporo, skończyła studia, nie jest
      jakimś tłukiem za przeproszeniem, a tu taki pogląd. I nigdy nie daje
      książek na prezent, a wiele małych dzieci było w naszej rodzinie na
      przestrzeni ostatnich lat. No cóż - w tym wypadku to tym bardziej
      dziwi.
      Ale tak ogólnie to jest to chyba normą bo i normą jest "nie sięganie
      po książkę". Wbrew temu co nam się tutaj wydaje w wielu domach nie
      ma żadnej książki, a do czytania to napewno jest program telewizyjny.
      Zosia
    • gopio1 Re: "Moja córka nie uznaje książki za prezent..." 21.12.07, 17:42
      Myślę, że to zasługa rodziców. Mam taką jedną 4-latkę wśród bliskich, której kiedyś kupowałam prezent i nieopatrznie zapytałam się jej mamy co mała lubi, co możnaby jej kupić. Usłyszałam - "Tylko jej książek nie kupuj. Ma już kilka".
      Z innego źródła (podsłuchane w sklepie):
      - Książkę? Daj spokój, dzieciom się zabawki daje w prezencie, nie książki.

      Osobiście myślę, że mnóstwo dzieci krzyczałoby: Kup mi tę książkę! gdyby te zaczęłyby być reklamowane w tv. Swoją drogą - widział ktoś kiedyś reklamę książek? Szkoda, że się tego nie praktykuje.
      • abepe Re: "Moja córka nie uznaje książki za prezent..." 21.12.07, 19:52
        Gosiu, ależ książki, a właściwie czytanie byo reklamowane na mini-
        mini. Tylko taka to była słaba reklama:(((

        Hehe, pisałam kilka dni temu, że odmówiłam wrzeszczącemu Grzesiowi
        kupienia książki (kolejnej o dinozaurach), bo mam na sekretnej półce
        kilkanaście pozycji pod choinkę.
        Ale wrażenie musiałam na paniach w księgarni zrobić
        pozytywne:))))))))))Najpierw przyłazi i pół godziny ogląda, a potem
        kupić nie chce;)
        • gopio1 Re: "Moja córka nie uznaje książki za prezent..." 21.12.07, 20:49
          Ale mi nie chodzi o reklamowanie czytania jako takiego, tylko reklamę
          konkretnych tytułów, tak samo jak są reklamy konkretnych klocków, lalek czy
          samochodów. Człowiek włącza tv, a tam przed dobranocką reklama Pana Kuleczki
          albo Misia i Tygryska. Miło by było.
    • mamaki Re: "Moja córka nie uznaje książki za prezent..." 21.12.07, 18:31
      Smutne to, ale ja też wiele razy słyszałam krytyczne uwagi o książkowych prezentach dla dzieci. Jak komuś mówię, że szukam książki na prezent dla córki bądź innego dziecka, często widzę zdziwioną minę, a potem uśmieszek współczucia dla tego właśnie dziecka: co za prezent dostanie! Żadnej radości nie będzie! Kto to widział takie prezenty kupować!
      Obawiam się, że tacy jak my są w zdecydowanej mniejszości w naszym społeczeństwie.
    • agisek Re: "Moja córka nie uznaje książki za prezent..." 21.12.07, 19:13
      Pamiętam, że zawsze na pytanie o to co bym chciała dostać odpowiadałam, że
      książkę. I wtedy widziałam skwaszone miny dorosłych: "Książka? W prezencie?" i
      nieodmiennie dostawałam.... nie pamiętam co :-) Potem, kiedy byłam już
      nastolatką - kosmetyki albo "coś do postawienia". Dlaczego tak lekceważono moje
      potrzeby? Teraz się dopiero zaczęłam nad tym zastanawiać. Może sobie teraz
      rekompensuje kupując swoim dzieciom :-)
    • mika_p Re: "Moja córka nie uznaje książki za prezent..." 21.12.07, 19:27
      Tez się nad tym zastanawiałam w zeszłym roku....
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16375&w=54225838&v=2&s=0
      • katrio_na Re: "Moja córka nie uznaje książki za prezent..." 21.12.07, 20:21
        A ja jako ta naiwna bym zrozumiala ze jest to rodzina, która woli
        sama sobie kupować książki bo ma określony smak literacki... Naiwna
        jestem, prawda ;-)

        Dla mnie szokiem bylo swojego czasu (kiedy syn dorosl juz do wieku
        odwiedzania swoich kolegow i kolezanek) ze te dzieci 2-3 letnie nie
        maja zadnych ksiazek poza wyborem bajek.
        A naprawde byly to dzieciaki z fajnych domów, z wyksztalconymi
        rodzicami.
        Przypomina mi sie ten kawal, ktory moj Tata niezmiennie corocznie
        powtarza, gdy pytam czy ma jakas ksiazke na oku, ktora chcialby miec:
        - Wiesz, wlasciwie to jedna juz mam.

        Zatem moze Oni juz jedna maja :-)


    • andziulindzia Re: "Moja córka nie uznaje książki za prezent..." 21.12.07, 20:46
      Moja rodzina przyzwyczaiła się do faktu, że ja dzieciom kupuję w
      prezencie książki. Zwyczajnie nie umiem wybierać zabawek fajnych,
      które zmieściłyby się w cenie fury super książek jakie dla dzieci
      wynajdę za śmieszne pieniądze.

      Mam koleżankę, która ze zdziwieniem ode mnie się dowiedziała, że
      biblioteki nadal działają, bo sądziła że zaniknęły po 1989 roku,
      biblioteczki żadnej u niej nie ma, a sama nie czyta bo ją to usypia
      i to jest dziewczyna z wyższym wykształceniem, inteligentna całkiem.
      I założę się że ona swoim dzieciom książek nie będzie kupować.
    • alistar1 Re: "Moja córka nie uznaje książki za prezent..." 21.12.07, 21:03
      Tam, gdzie niewiele się czyta albo czytanie traktowane jest jako
      przykry obowiązek, przymus, narzędzie czytania, czyli książka
      właśnie, nigdy nie będzie cieszyć się sympatią i tyle. Będzie się po
      prostu źle kojarzyć.
      Myślę, że trochę wynika to też z wygodnictwa rodziców. Prościej jest
      kupić zabawkę (lalkę, samochodzik, itp.) albo włączyć film animowany
      na dvd i mieć dzieciaka z głowy, niż męczyć się nad wspólnym
      czytaniem, tłumaczyć, wyjaśniać te wszystkie "dlaczego" typowe dla
      wspólnego, głośnego czytania:-(
    • z_agatka Re: "Moja córka nie uznaje książki za prezent..." 22.12.07, 06:06
      Trochę obok tematu - zastanawiałam się, czy moje dzieci uznają książki za
      prezent, jeżeli często dostają je bez okazji.
      Była jakaś okazja w tym roku, kiedy dzieci dostały pudło klocków, a książki nie
      było. Jaś rozpakował, popatrzył na pudełko, wysypał klocki, jeszcze raz obejrzał
      wszystko i zawiedzionym głosem mówi: "A ksiązecka gdzie?"
    • ingutka Re: "Moja córka nie uznaje książki za prezent..." 22.12.07, 16:37
      Ja też myślę, że to "zasługa" rodziców, to oni wyrabiają w dziecku
      nawyki i odkrywają przed dziećmi nowe światy książkowe. Moja Hania
      jest świadkiem, jak ja ciągle czytam książki, od niemowlaka
      towarzyszą jej książeczki, które wspólnie czytamy i oglądamy. Kiedy
      zapytałam ją ostatnio co chce dostać od Mikołaja, bez wahania
      powiedziała:" książki". I dostanie cały stos :)

      Myślę, że książka może dać o wiele więcej radości niż niejedna
      zabawka. Teraz rynek zalany jest masą zabawek, którą nawet nie
      wiadomo jak się bawić, dziecko spojrzy na nie raz i tyle, a do
      książki można wracać przez lata.
      • verdana Re: "Moja córka nie uznaje książki za prezent..." 22.12.07, 23:39
        Myślę, ze "nie uznawanie książki za prezent" może być w dwóch, zupełnie
        rozbieżnych wypadkach
        1. Dziecko nie lubi czytać i uznaje książkę za równie atrakcyjny prezent, co
        podręcznik do matematyki
        2. Dziecko uwielbia czytać, rodzice uwielbiają czytać, są w miarę zamożni i
        dostatecznie nierozsądni, aby książki kupować stale i bez przerwy. Do tego
        dziecko ma bardzo wyrobiony gust, pokój ok. 5 m. kw. i żeby iść spać musi
        sprzątnąć stos książek z tapczanu (opisuję tu przypadek, a właściwie trzy
        przypadki moich własnych dzieci).
        Tu też książka w ramach gwiazdkowego prezentu raczej się nie sprawdzi.
        • steffa Re: "Moja córka nie uznaje książki za prezent..." 26.12.07, 18:07
          Te dwie odpowiedzi właściwie chyba wyczerpują temat, więc się pod nimi podpiszę. ;-)
          Dodam tylko, że ja wolę, żeby moje dziecko od innych nie dostawało książek, bo
          potem nie wiem, co z nimi zrobić (takie są 'ładne').
    • kasiask Re: "Moja córka nie uznaje książki za prezent..." 23.12.07, 07:59
      Uwielbiam czytać ksiązki, lubię je dostawać w prezenci i daje
      ksiązki w prezencie moim dzieciom. Wytrzegam się tylko tego, żeby
      nie dostawali ksiażek do nauki wramach prezentów, bo takimi mnie
      obdarowywano i tego nie cierpiałam. Mój Tato przodował w takich
      prezentach, a mnie od tego zęby bolały, bo czekałam ja jakąś fijną
      powieść do czytania, a dosttawałam na przykład gramatykę angielska.
      Brrrrr!!!! Dlateog w moim domu gramatyki i słowniki kupuje się bo są
      potrzebne, a książki tematyczne i powieści daje się w prezencie. :-))
      • katarzyna2222 Re: "Moja córka nie uznaje książki za prezent..." 23.12.07, 17:44
        hmm... dziwne to, ale dzieci sobie tego nie wymyślają... jak zwykle
        wszystko zależy od rodziców...

        ja dla odmiany, książki uwielbiam od zawsze i wręcz odwrotnie
        przginałam jako mała dziewczynka w druga stronę, gdy książki wśród
        prezentów nie było, mówiłam, że nie dostałam prezentu ;)
        prezent=książka to zawsze był wymarzony prezent ;)

        ja swoim dzieciom zawsze przy każdej okazji (no i oczywiście bez
        okazji) zawsze daję choć jedną płaską paczuszkę...:)
        uwielbiają chodzić do biblioteki oraz buszować w księgarniach :)
        i bardzo się z książek cieszą...

        w ubiegłym tygodniu pani w przedszkolu pozwoliła na przyniesienie
        jakiejś zabawki z domu ... mój synek podekscytowany zabrał książkę
        o mikołaju ;)
        w ostatniej chwili zasugerowałam mu też cieżarówkę...
        wrócił rozczarowany stwierdził
        "dziwne mamo, dzieci były bardziej zainteresowane ciężarówką niż
        książką"
        • karolina_29 Re: "Moja córka nie uznaje książki za prezent..." 24.12.07, 14:47
          Ja do dziś, jeżeli nie dostanę przynajmniej jednej książki, czuję się, jakbym
          nic nie dostała. Jako dziecko rozpakowywałam najpierw "twarde" pakunki
          (książki), dopiero potem i bez większego zainteresowania te pozostałe. Moje
          bratanki (2 i 4 lata) mają swój regalik z książkami.

          Ja też znam ludzi po studiach, którzy nic nie czytają. Tylko na ogół nie mam z
          nimi o czym rozmawiać.

          No, to idę pakować książki pod choinkę :-)

          M.
    • zawsze_wolna_nilka "Najwyższy czas to zmienić:-)" 25.12.07, 21:07
      Ktoś przede mną już to napisał: to postawa rodziców narzucona dzieciom.
      Dotyczy większości stref życia dziecka, którego rodzice nie widzą w nim odrębnej istoty, człowieka o pełnych prawach i odmiennych upodobaniach.
      Przykłady- sąsiadka słodzi prawie każda potrawę przeznaczona dla niemowlęcia- bo inaczej mu nie będzie smakować, ktoś upierał się przy zapalaniu lampki na noc dla mojego kilkumiesięcznego synka- żeby "nie bał się ciemności"(!?!), sąsiadka widząc pająka, ucieka z wrzaskiem, chwytając w ręce kilkuletnią córeczkę, niania napomyka "Węże są takie obrzydliwe, prawda?"- same wiecie...

      Owa opisywana mama pewnie sama fizycznie i psychicznie męczy się czytaniem (mam pecha posiadać wyłącznie takie sąsiadki z dziećmi- równolatkami moich...) i twoja książkowa propozycja mogła być wręcz nietaktem;-)

      Zaryzykowałabym mimo wszystko;-)

      Wesołych i udanych:-)
      N.
      • i2h2 Re: "Najwyższy czas to zmienić:-)" 25.12.07, 23:20
        Rodzice czytający, przynajmniej jeszcze kilka lat temu. Jak teraz -
        nie wiem (nie mieliśmy ze sobą kontaktu przez jakiś czas). Nie
        zaryzykowałam, bo może dziecię uznałoby, że to kara... będę drążyć,
        bo mnie ten fenomen zaciekawił.
        A swoją drogą - znacie przypadki ludzi czytających (i to raczej
        sporo i różnego rodzaju literatury), którzy po prostu przestali
        czytac?
        • hankam Re: "Najwyższy czas to zmienić:-)" 26.12.07, 10:51
          O, ja na przyklad. Nie powiem, że nie czytam w ogóle, ale w
          porównaniu z dawnymi czasami - może dziesięć procent.
          Nie mam czasu po prostu.
          Moze gdybym ograniczyła Internet.
          • steffa Re: "Najwyższy czas to zmienić:-)" 26.12.07, 18:09
            Ja czytam zdecydowanie mniej niż kiedyś (niestety).
            • verdana Re: "Najwyższy czas to zmienić:-)" 26.12.07, 18:32
              Znam mnóstwo, przy czym niemal zawsze powtarza sie ten sam schemat - to osoby,
              które czytały i czytają tylko "dobrą literaturę" i patrzą na mnie z potępieniem,
              gdy czytam kryminał, a moje dzieci ganią za czytanie fantastyki. "Po co tracić
              tyle czasu na takie byle co"?
              Same nie tracą, bo czytają jedną książkę na kwartał, ale za to wartościową i w
              oryginale.
    • anias29 Re: "Moja córka nie uznaje książki za prezent..." 26.12.07, 09:03
      Znam osoby, które swoje rozbrykane dzieciaki "karzą" czytaniem,
      mówiąc dosłownie: "A teraz za karę, że byłeś niegrzeczny, przez 15
      minut będziesz czytał książkę".
      Jedna z moich koleżanek prosiła mnie ostatnio, żebym jej 3,5-latce
      przypadkiem książki nie kupiła w prezencie, bo lepiej z biblioteki
      wypożyczyć (mieszkanie mają duże, miejsca sporo).
      Inna koleżanka prosiła o to samo, usprawiedliwiając się, że jej 2,5-
      latka ma już za dużo książek. Wiem, ile ma, w porównaniu z moim
      niespełna 3-latkiem, który ma ich grubo ponad 100, tamta ma książek
      niewiele.
      Różni ludzie, różne podejścia heh, dodam że wszyscy z porządnym
      wyższym wykształceniem;)
      Ptzy okazji witam się na forum, bo dotychczas tylko podczytywałam;)
      • maminka1 A ja się nie zgodzę... tak do końca :) 03.01.08, 17:43
        Dla mojego niespełna 4-latka książka też jest tylko miłym dodatkiem do prezentu
        właściwego, czyli... zabawki ;) Albo batonika :)
        Może dlatego, że książki dostaje często, nie tylko od święta :) A zabawki i
        słodycze - zdecydowanie rzadziej.

        A "czytać" uwielbia, był czas, że kiedy jako roczniak zbliżał się do półki z
        książeczkami, chowaliśmy się z mężem po kątach, bo już mieliśmy zwyczajnie dość
        ;) "Czytaj dziecku 20 minut dziennie" - wyrobiliśmy normę co najmniej do 18-stki :)

        Ja też czasem mówię, żeby ktoś nie kupował moim dzieciom książki, bo... mam 100%
        pewności, że ta osoba kupi tzw. koszmarek, z którym nie będę wiedziała, co zrobić...

        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=17902247&a=23252042
        • i2h2 Re: A ja się nie zgodzę... tak do końca :) 03.01.08, 23:25
          > Ja też czasem mówię, żeby ktoś nie kupował moim dzieciom książki,
          >bo... mam 100 %
          > pewności, że ta osoba kupi tzw. koszmarek, z którym nie będę
          >wiedziała, co zrobić...
          Daję uroczyste słowo, że staram się nie kupować koszmarków, ani
          nawet książek mogących być uznane za kontrowersyjne ;-)
          Ale ta siedmiolatka ma kilkadziesiąt lalek, więc chciałabym dać coś
          odmiennego (nie mówiąc już o tym, że wolałabym nie dublować
          prezentu).
          • maminka1 Re: A ja się nie zgodzę... tak do końca :) 04.01.08, 12:40
            > Ale ta siedmiolatka ma kilkadziesiąt lalek, więc chciałabym dać coś
            > odmiennego (nie mówiąc już o tym, że wolałabym nie dublować
            > prezentu).

            No to kupując książkę, zdublowałabyś, bo pewnie "jedną już ma" :))
            • i2h2 Re: A ja się nie zgodzę... tak do końca :) 04.01.08, 12:44
              Kupiłam film na DVD - takiego jeszcze nie miała ;-)
              Nie rozumiem tego, bo jej matka kiedyś była "czytata" i zawsze
              bardzo ceniła to, co jej podsuwałam (matce, nie córce).
              • verdana Re: A ja się nie zgodzę... tak do końca :) 04.01.08, 20:27
                A moz4 dziecko po prostu nie lubi czytać (tak, zdarzaja sie takie
                egzemplarze w najlepszych rodzinach), a mama chce, aby prezent
                sprawił dziecku przyjemność, a nie był
                prezentem "niechcianym", "dydaktycznym"?
                Ostatecznie sport to zdrowie, a gdyby mi ktos w dziecinstwie dał
                narty uznałabym to za wyrafinowana złosliwość.
                • zawsze_wolna_nilka Re: A ja się nie zgodzę... tak do końca :) 04.01.08, 21:22
                  wiecie, że mi ten wątek nie dał spokoju cale święta i wymyśliłam kilka nowych teorii, z tych ostatnia podobna do opinii Verdany, za to sprzeczna z moja pierwszą;-) - może dziewczynka nie lubi czytać, bo taka ma naturę i matka szanuje jej decyzje...
                  Ja nie znoszę topinambura i nikt mi go nie serwuje - ale pytanie pozostaje- czy dlatego, że to szanują, czy go również nie używają?
                  ;-)
                  N.


    • poziomka001 Re: "Moja córka nie uznaje książki za prezent..." 05.01.08, 13:00

      Niestety znam też taką mamusię, ale ja się nie przejmuję i w tym roku na
      Gwiazdkę książkę kupiłam, był też inny prezent (żeby nie tylko sama kara). Może
      jestem złośliwa, ale wychodzę z założenia że skoro inni są "ograniczeni" to ja
      też mogę być i najzwyczajniej nie trafia do mnie argument, że w tym domu dziecku
      się książek nie czyta.
      Ja sama od urodzenia miałam furę książek, z czasem fura zamieniła się w wielkie
      góry i wydaje mi się że dzieci same z siebie nie mają niechęci do książek, to
      tylko celowe działanie rodziców (może nieświadome).
    • bea-sjf Re: "Moja córka nie uznaje książki za prezent..." 05.01.08, 15:51
      No to mnie teraz sumienie drapie ,bo nie dość ,że nie pytałam
      rodziców małego jubilata "co chciałby dostać "( a było ich juz troje
      odkąd dziecię mam w przedszkolu i dostajemy zaproszenia na przyjęcia
      w różnych fiko-bzikach ) to jeszcze w pełni z siebie zadowolona
      dawałam wybierane uważnie ksiązki . Jakoś mi do głowy nie
      przyszło ,że obdarowany może być niezadowolony :( , ba ,a jeśli
      ksiązka gdzieś w kącie leży :( .Szkoda by było .
      • hankam Re: "Moja córka nie uznaje książki za prezent..." 05.01.08, 21:45
        Właśnie miałam na kolacji daleką rodzinę z czternastomiesięcznym
        dzieckiem. Dziecko domagało się jedzenia, cokolwiek pojawiło się na
        stole robiło wielkie oczy - i czytania. Strawa dla brzucha i strawa
        dla ducha. Mama przyniosła torbę wypchaną pampersami, ubrankami i
        książeczkami, przez większą część wizyty (tę nie poświęconą
        jedzeniu) rodzice na zmianę dziecku czytali.
        Ofiarowany samochód został totalnie zlekceważony.
    • mmc2 Re: "Moja córka nie uznaje książki za prezent..." 07.01.08, 20:43
      Ja zwykle na prezenty przynosze ksiazki dla dzieci i moja rodzina i
      znajomi juz sie dotego przyzwyczaili chociaz zdaza im sie obdarowac
      mnie czasem uszczypliwym komentarzem. Ja nie reaguje i robie swoje,
      widze reakcje dzieci na ksiazki i to mi wystarcza:)).
      A ksiazki i tak musza przeczytac rodzice:))) wiec spedza z dziecmi
      troche wiecej czasu.
      Moja kolezanka z zawodu pedagog nie ma ani jednej ksiazki w domu i
      swojemu pierworodnemu tez nie czytala bo po co.
      Dopiero jak dziecko musialo do logopedy i w szkole zaczelo miec
      klopoty zmienila zdanie. Teraz dzeicko jest zmuszane do czytania i
      naturalnie odczuwa to jako kare.
      Ale za to drugi synek dorobil sie juz kilku ksiazeczek(takze dzieki
      mnie):D
      • agni71 Re: "Moja córka nie uznaje książki za prezent..." 07.01.08, 22:42
        My z mężem tez popelnilismy kiedys ten nietakt i kupilismy
        nastolatce Harry'ego Pottera. Wszyscy obecni, włąxznie z obdarowaną
        osobą, wygladali na zażenowanych. teraz to juz dorosła pannica i
        dostaje od nas albo kosmetyki albo pieniądze i jest zadowolona :-)
        • klaryma Re: "Moja córka nie uznaje książki za prezent..." 08.01.08, 08:55
          a ja nie lubię kupować książek na prezent, bo zawsze sie okropnie
          stresuję, ze obdarowana juz taka książke ma/czytała. Sama raczej też
          nie proponuję, aby mojej córce kupić książkę w prezencie, chyba że
          sama mogę wskazac konkretnego autora/tytuł. A to dlatego, ze
          proponowanie komuś, żeby kupił ksiażkę córce kończyło sie zazwyczaj
          kupieniem: trzeciego egz. "Dzieci z Bullerbyn", czwartego "Ani z
          Zielonego Wzgórza" itp. Mało jest ludzi, którzy zadadzą sobie - tak
          jak Wy- trud, zeby zrobić jakieś rozeznanie, co dziecko lubi, czy
          czego nie ma/nie czytało.
          • klaryma Re: "Moja córka nie uznaje książki za prezent..." 08.01.08, 09:23
            jeszcze mi się pomyślało, że z góry zakładamy,iż jak dziecko nie
            cieszy się z książki, to wina rodziców, bo nieoczytane, itp. A
            trafić w czyjś gust z ksiązka jest chyba równie trudno jak z
            ubraniem czy perfumami. Pomyslcie, ile razy same dostałyście od
            kogoś trafiony prezent ksiażkowy. Są ludzie, którzy umieją utrafić,
            a inni, jak kulą w płot (tak zazwyczaj było z ksiazkami od mojej
            mamy czy teraz teściowej, choc chyba sie starają)
            • alistar1 Re: "Moja córka nie uznaje książki za prezent..." 08.01.08, 09:31
              klaryma napisała:

              > jeszcze mi się pomyślało, że z góry zakładamy,iż jak dziecko nie
              > cieszy się z książki, to wina rodziców, bo nieoczytane, itp. A
              > trafić w czyjś gust z ksiązka jest chyba równie trudno jak z
              > ubraniem czy perfumami. Pomyslcie, ile razy same dostałyście od
              > kogoś trafiony prezent ksiażkowy.

              Zgadzam się. Wybór książki dla kogoś to rzecz arcytrudna. Wymaga
              dużej znajomości gustu danej osoby i jej dotychczas zgromadzonych
              książkowych zasobów;-)
              Sama pamiętam do dziś wszystkie te szkolne chybione nagrody
              książkowe wręczane na koniec roku. Nie wszystkie szczerze mnie
              cieszyły:-(
Pełna wersja