alistar1
28.01.08, 11:47
Mnie najbardziej ich długość, niewspółmierna do ilości posiadanych
dzieci;-)
Czytanie roczniakowi to prawdziwa kaszka z mleczkiem; ot kilka
linijek wierszyka, trzy zwrotki piosenki (zawsze można jeszcze
pośpiewać z pamięci), kilka klapek do ponadrywania, odgłosy
zwierzątek do ponaśladowania, i po sprawie;-) Uzbiera się pokaźny
stosik "przeczytanych" pozycji.
Z oczekującym poważniejszej lektury starszakiem sprawa bardziej się
komplikuje. Ledwie wgryziemy się w zimową Madikę albo krakowego
Smoka, a emocje sięgają zenitu, następuje bolesne lądowanie, trzeba
przerywać lekturę, bo oto znudzony roczniak domaga się uwagi, brania
na ręce, robienia bujubuuj koniku itd. A zniechęcony, podirytowany
trzylatek? Nadąsana mina i czar wspólnego czytania dziecku
dwadzieścia minut dziennie diabli biorą;-((
To się nazywa wspólne czytanie. Och, jakże mnie ono czasem irytuje!!!