zf71
04.03.08, 23:18
Po długim czasie odwlekania/tasowania w koszykach/ustalaniu
priorytetów itd zakupu „Julka i Julki” w końcu posiedliśmy pierwszy
tom i o zgrozo co ja czytam?
Julek i Julka dostali nożyczki i ksiązki do wycinania obrazków, a
kiedy skończyły im się obrazki w wyznaczonych książkach obsłużyli
się sami z dolnych półek.
No nie mogę!
Moja J. była tak oburzona, wściekła wręcz co to jest napisane i
powiedziała, że dalej czytać tego nie będzie! Jak to tak powycinać
obrazki z książek?
Prawdę powiedziawszy sama byłam zaskoczona i zwątpiłam nieco w te
Julki.
Ja rozumiem, że literatura dziecięca nierzadko opisuje dziwaczne
pomysły latorośli, ku przestrodze, dla morału, itd. Ale akurat tego
nie rozumiem tak jak i wydawania „pierwszej książki w której możesz
rysować kredkami” czy jakoś tak, do której dołączone pastele czy
kreda. Skoro ta jest pierwsza to która może być druga?, a trzecia? A
można we wszystkich sobie porysować. Nie żebym miała coś przeciw
rysowaniu, o nie! ale dlaczego specjalnie zapraszać do rysowania w
książkach?
To jak to jest z tym wycinaniem obrazków? Można czy nie można?
Muszę sobie to jeszcze przetrawić …
A inna sprawa że chyba za późno nam przyszło na te Julki. Zanim
doszłyśmy do tych nożyczek moja J. była trochę znudzona tymi
krótkimi zdaniami i w kółko, … - powiedział, … -powiedziała.
Jakoś po „Piaskowym Wilku”, „Wiadukcie …” „Panu Kuleczce” i innych
ten język zrobił się taki jakiś strasznie ubogi do czytania, że po
prostu znudził moją niemal 4-latkę.
To też muszę sobie przetrawić :)
Zosia