Kasdepke też była kobietą...

02.06.08, 22:30
Przeczytałam właśnie wywiad z Joanną Olech w sobotniej GW, a tam...
cytuję:
"Kto pisze w Polsce dla dzieci?
- Kobiety. Literatura dla dzieci jest sfeminizowana, a także
adresowana do dziewczynek i dziewcząt. Brakuje nowego Niziurskiego,
Nienackiego, Bahdaja, Szklarskiego - literatury przygodowej w
chłopięcym guście.Fantastyka w pewnym stopniu zaspokaja upodobania
chłopców w wieku licealnym, ale brak polskich książek dla chłopców w
wieku 9-12 lat."
No i się zdziwiłam.
Zawsze mi się wydawało, że czytając książki wymienionego w tytule
wątku G.Kasdepke, W.Widłaka, T.Trojanowskiego, P.Beręsewicza,
J.Dubois, D.Rekosza, A.Żaka czy wreszcie R.Kosika, serwuję dzieciom
literaturę tworzoną dla nich przez mężczyzn, a tu proszę...
Może się mylę, ale mam wrażenie, że nie ma żadnego przedziału
wiekowego, gdzie piszą wyłącznie kobiety. Poza tym mam syna w wieku
wymienionym (niecałe 12 lat) i jakoś tej posuchy w jego lekturze nie
widzę...
W ogóle nie podoba mi się podział na książki napisane przez kobiety
i te napisane przez mężczyzn. Po co tak rozgraniczać?
Zwłaszcza, że już wcześniej padały tu wypowiedzi, że chłopcy czytają
nie tylko fantastykę i "przygodówkę", ale też literaturę obyczajową.
Czy ja się słusznie zdenerwowałam?
    • ash3 Re: Kasdepke też była kobietą... 02.06.08, 23:55
      i2h2 napisała:

      >
      >
      >
      > Może się mylę, ale mam wrażenie, że nie ma żadnego przedziału
      > wiekowego, gdzie piszą wyłącznie kobiety. Poza tym mam syna w wieku
      > wymienionym (niecałe 12 lat) i jakoś tej posuchy w jego lekturze nie
      > widzę...
      > W ogóle nie podoba mi się podział na książki napisane przez kobiety
      > i te napisane przez mężczyzn. Po co tak rozgraniczać?
      > Zwłaszcza, że już wcześniej padały tu wypowiedzi, że chłopcy czytają
      > nie tylko fantastykę i "przygodówkę", ale też literaturę obyczajową.
      > Czy ja się słusznie zdenerwowałam?

      Chyba słusznie. Też się nieco zdziwiłam, chociaż przecież ja nie siedzę w temacie... (tym gorzej).
      Ale tak a propos tego gustu chłopięcego - która z szanownych forumek nie zaczytywała się w Niziurskim, Bahdaju, szklarskim, w odpowiednim wieku? Czy oni pisali DLA chłopców? Jasne że takie rozgraniczenia są bez sensu.
      Mnie zdziwiło jeszcze jedno stwierdzenie: "Dziewczynki rebeliantki w literaturze dziecięcej pojawiły się dopiero wraz z feminizmem - dają upust kobiecej frustracji" a potem okazuje się, że wzorem rebeliantki jest dla JO Pippi, a przecież ta postać jest właśnie daleka od naładowania frustracją, od działania pod wpływem jedynie buntu!
    • nikkori Re: Kasdepke też była kobietą... 03.06.08, 00:11
      hmm, J.O. pisze o stereotypach, ale mam wrazenie, ze ten wywiad sam trąci
      poniekąd stereotypowym podejściem do tematu. moze mam zludzenie optyczne tylko,
      bo ja wiem...

      W zasadzie, moje drogie panie, moze byc jeszcze tak: w wyniku drastycznych
      skrótów redakcyjnych, albo innej ingerencji redaktora, sens wypowiedzi J.O.
      zostal przeinaczony. Sama pracowałam (pracuje) w redakcji, wiec wiem, ze tak sie
      moze zdarzyc...

      Na dwoje więc babka wróżyła.

      (Wydaje mi się, że wraz z upływem czasu robię się zwolenniczką relatywizmu :))

      • i2h2 Re: Kasdepke też była kobietą... 03.06.08, 08:06
        No właśnie ja mam wrażenie skrótów - ale się czepaim, bo nie wiem,
        czy one myślowe czy redakcyjne ;-)
        Nie chce mi się teraz przepisywać, ale przy Pippi jeszcze się na
        mnie rzuciła taka myśl, że gdyby u nas powstała, to byłaby krytyka i
        krzyk. Przecież w Szwecji tak właśnie było, nie tylko w Szwecji
        zresztą (Niemcy z zakazami czytania i Francja z tymi sugestiami
        zmian w tekście). Nie ma co szukac tu naszej wyjątkowości.
    • mpalasz Re: Kasdepke też była kobietą... 03.06.08, 08:13
      i2h2 napisała:

      > (...)
      > Czy ja się słusznie zdenerwowałam?

      wg mnie, slusznie :))
      • i2h2 Re: Kasdepke też była kobietą... 03.06.08, 08:33
        :-D

        No właśnie...
    • mama_kasia Re: Kasdepke też była kobietą... 03.06.08, 09:43
      Ale jednak małe coś w tym jest :)
      Książki (albo cyklu książek, jakie na myśli miała J.O.)
      typowo przygodowej, polskiego autora (może być też
      autorki ;-) to nie ma.
      ...A może jest tylko nie znam, bo w fantasy siedzimy ;-)
    • siostraheli Re: Kasdepke też była kobietą... 03.06.08, 09:51
      Jakoś mam zupełnie odwrotne wrażenie. Wydaje mi się, że jest dużo więcej powieści "chłopięcych", o ile ten podział w ogóle ma sens. Z jednym zastrzeżeniem - wydaje mi się, że książki przygodowe, w założeniu adresowane do chłopców, są chętniej czytywane przez dziewczyny, niż książki dziewczęce przez chłopaków.
    • skrybcia A ja w obronie J. Olech 03.06.08, 10:32
      Zgadzam się z J. Olech - literatura dziecięca jest sfeminizowana.
      Jednak panie więcej piszą dla dzieci, a mamy zwykle są bardziej
      zainteresowane ich edukacją czytelniczą niż tatusiowie. Dowód? - ilu
      panów zagląda na to forum?
      Wśród tych kilku współczesnych autorów wymienionych przez i2h2 są
      też dość przypadkowe, żeby nie powiedzieć - na siłę wyciągnięte
      nazwiska, o niewielkim dorobku literackim. A jak wyglądałaby lista
      piszących pań? Byłaby bardzo dłuuuga!

      Nie zgadzam się też z opinią i2h2 o Miziołkach, którą z wielką
      przykrością przeczytałam w ostatnim Rymsie. Szczególnie dotkliwie
      zabolały mnie Jej słowa:
      "Mnie to może na chwilę rozbawić, ale bardziej wywołuje żal i
      niepokój, że dzieciom, które dopiero uczą się swych ról społecznych,
      można serwować stereotypy rodem niemalże z prymitywnych dowcipów. Ta
      książka jest antyfeministyczna i odrealniona..."
      "Rodem z prymitywnych dowcipów"? Mocno powiedziane!
      W przeciwieństwie do i2h2 znam wiele mam podobnych do Mamiszona, o
      osobowości "egzaltowanych nastolatek", co nie przeszkadza im
      doskonale pełnić funkcji Rodzica przez duże R. Być może dorastają do
      tych funkcji razem ze swoimi dziećmi. Rola matki jest pozycją daną
      kobietom przez naturę, ale uczymy się jej przez całe życie - raz
      wychodzi to lepiej, raz gorzej, a jaki będzie rezultat owych starań -
      czas pokaże. Muszę stwierdzić, że na tym forum są bardzo starające
      się mamusie :)
      I2h2 pisze dalej: "rozglądam się ze zdumieniem wokół, szukając wśród
      znanych mi dorosłych podobnych, choćby w zarysach, postaci, podobnej
      rodziny." I tu już czegoś nie rozumiem - czyżby szanowna Autorka
      chciała naginać naszą codzienną, szarą, nieraz trudną do
      zaakceptowania rzeczywistość do tej cudownej, lekkiej, książkowej,
      wymyślonej przez J. Olech? Czyżby zapomniała o umowności literatury,
      szczególnie dziecięcej? O tym, że powinna być ona odtrutką na
      wszelkie zło i szarość otaczającego nas świata? Przecież nikt
      rozsądny nie zakaże dzieciom znajomości z Pippi i Karlssonem tylko
      dlatego, że śmigają tam, gdzie normalne, dobrze wychowywane i
      pilnowane dzieci nie mają dostępu - po drzewach, drabinach i dachach.
      A już ten argument i2h2 przeciwko Miziołkom wydaje mi się mocno
      naciągany:
      "Mogłabym jeszcze (...) próbować zwalić winę na upływ czasu
      (Dynastia Miziołków po raz pierwszy ukazała się bodajże w 1993
      roku). Mam jednak żywo w pamięci urodziny moich kolegów na przełomie
      lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Te wspaniałe torty przez
      nich pieczone, góry ciast, na które bez zająknienia podawali przepis
      i szczegółową instrukcję wykonania... Te wspomnienia sprowadzają
      rodzinę z "Dynastii Miziołków" do jakiegoś reliktu z zamierzchłej
      przeszłości".
      Mężczyźni wypiekający torty i góry ciast? Naprawdę tacy są? I jest
      ich aż tak wielu? Cóż... mnie ta wizja wydaje się bardziej bajkowa
      od "odrealnionej" wg i2h2 powieści J. Olech. Pozostaje mi tylko
      pozazdrościć Autorce tak wspaniałych kolegów. Wychodzi na to, że
      moja rodzina też przynależy do owych "reliktów z zamierzchłej
      przeszłości". Mąż nigdy w życiu nie upiekł mi ciasta, a mężowie
      wszystkich koleżanek i kuzynek w większym lub mniejszym stopniu są
      podobni do mojego. Co (wg mnie) nie znaczy, że są złymi,
      stereotypowymi mężami, ponieważ wykonują czynności, na które my,
      kobiety kucharki wcale się nie łaszczymy - gdy trzeba, biorą się za
      naprawy, remonty, cięższe prace w ogrodzie. Wiem, że bywają wyjątki.
      Są świetni kucharze, cukiernicy - zawodowcy. Podobno są... Ostatnio
      da się zauważyć, że panowie dość chętnie zawłaszczają tereny
      kuchenne na potrzeby mnożących się programów TV. Przyznaję, że
      chociaż tam miło na takowych popatrzeć.
      • tom_papioh Re: A ja w obronie J. Olech 03.06.08, 11:57
        Melduję posłusznie, że - choć wysoce prawdopodobne, że są na tym forum w
        mniejszości - ojcowie zainteresowani edukacją czytelniczą swoich dzieci
        istnieją, i nie są zbyt dużą rzadkością. Podobnie zresztą, jak panowie,
        którzy gotują, pieką, sprzątają, prasują i zajmują się domem... Tak, to
        nie bajka... Spędzam na czytaniu synkowi sporo czasu każdego dnia, chyba
        że praca powoduje, że kładę się o świcie - chodzimy całą rodziną do
        biblioteki, odwiedzamy księgarnie... Chyba nie jestem zbyt abnormalny?
        Teraz drobna uwaga, może z lekka prowokacyjna:
        Być może lista piszących pań przedstawia się tak okazale, bo są u ich
        boku mężczyźni, którzy je utrzymują ;-) Jako mąż piszącej żony wiem, że
        na pisaniu wielkich kokosów zazwyczaj się nie zbija... (dodam jeszcze
        jeden ;-), żeby nie było wątpliwości)
        Pozdrawiam serdecznie i wracam do pracy...
        • zuzannao Re: A ja w obronie J. Olech 03.06.08, 12:03
          O, ty mężu - wężu...A niech ci ten kokos, co go zarabiasz na głowę spadnie! A
          kto ci ostatnio pomalował czterdzieści ilustracji? Chyba za karę dzisiaj nie
          dostaniesz obiadu...
        • mama_kasia Re: A ja w obronie J. Olech 03.06.08, 12:13
          > Być może lista piszących pań przedstawia się tak okazale, bo są u ich
          > boku mężczyźni, którzy je utrzymują ;-)

          Jak najbardziej :)
          Chwała pracującym zarobkowo mężom :)
      • i2h2 Re: A ja w obronie J. Olech 04.06.08, 08:53
        skrybcia napisała:
        > Jednak panie więcej piszą dla dzieci, a mamy zwykle są bardziej
        > zainteresowane ich edukacją czytelniczą niż tatusiowie. Dowód? -
        >ilu panów zagląda na to forum?
        Dość ryzykowna teza: to, że ktoś nie pisze, nie znaczy, że nie
        zagląda i nie czyta.
        > Wśród tych kilku współczesnych autorów wymienionych przez i2h2 są
        > też dość przypadkowe, żeby nie powiedzieć - na siłę wyciągnięte
        > nazwiska, o niewielkim dorobku literackim.
        Które mianowicie?
        >A jak wyglądałaby lista piszących pań? Byłaby bardzo dłuuuga!
        Jesteś pewna? Wymień zatem popularne autorki ostatniego, powiedzmy,
        dziesięciolecia, nie tykając tych, które piszą nieprzerwanie od lat
        wcześniejszych.
        • skrybcia Re: A ja w obronie J. Olech 04.06.08, 11:24
          Wybacz, i2h2, ale żal mi czasu na takie statystyki i podsumowania.
          Nie chcę też wojny z Sz. P. Autorami, których nazwiska wywołałaś.
          Wszystkich ich cenię, ale faktem jest, że niewielu z Nich ma w swoim
          dorobku więcej niż 5 książek. (Wrzuciłam Ich nazwiska do
          biblionetki; nie wiem, czy dane uznasz za wiarygodne?). Zdaję sobie
          sprawę, że wymienieni przez Ciebie Autorzy są młodzi i wiele jeszcze
          przed nimi. Powtarzam - naprawdę wszystkich tych Panów cenię i
          szanuję.
          Pozwolisz, że odbiję pytanie: podaj nazwiska współczesnych pisarzy
          na miarę Niziurskiego, Nienackiego, Bahdaja, Szklarskiego, bo O
          BRAKU TAKOWYCH wspomniała J. Olech w cytowanym wywiadzie.
          Tym postem kończę mój udział w dyskusji. Wyraziłam swoje zdanie i...
          wystarczy! Jak najbardziej można się z nim nie zgadzać :)
          • i2h2 Re: A ja w obronie J. Olech 10.06.08, 18:10
            Dorobek... W takim razie wyżej powinnam cenić autora, który wydał,
            powiedzmy, dziesięć książek byle jakich, niż takiego, co wydał dwie
            i one są doskonałe? Bo do tego Twoją uwagę o dorobku można
            sprowadzić...
            A co do pytania, to mam nawet dwie kandydatury. Po pierwsze - Rafał
            Kosik, którego cykl o trójce gimnazjalistów nie dość, że bije
            rekordy popularności, to nawet wiem o jednym przypadku, kiedy
            książka była omawiana w szkole jako lektura dodatkowa. I po drugie -
            Jacek Dubois z totalnie zwariowanymi przygodami w "A wszystko przez
            Faraona"i kolejnych cześciach oraz z "Kosmicznym galimatiasem",
            który nawet mnie przyprawił o zawrót głowy i kazał się zastanowić,
            co ten pan jeszcze jest w stanie wymyślić.
    • katrio_na Re: Kasdepke też była kobietą... 03.06.08, 19:53
      Idę szukać tego artykułu. Teraz ja przegapiłam ;)

      Osobiście uważam, że wiersze dla dzieci piszą głównie (same?)
      kobiety z prozą nie jest tak żle. Już sam fakt, że wczesniej
      kompletnie nie przyszła mi do głowy taka klasyfikacja.

      No i ostrożnie nazywałabym np.Sz.P. Kasdepke "autorem o niewielkim
      dorobku literackim" i "na siłę wyciągniętym nazwiskiem". Ileż on ma
      lat a ileż już książek wydał? Kochana, on i Chotomską przegoni jak
      tak dalej pójdzie ;)
      • verdana Re: Kasdepke też była kobietą... 03.06.08, 20:49
        Ja "Dynastie Miziołkow" lubie, ale niechetnie dawałam dzieciom.
        Własnie ze wzgledu na obraz matki - nie tylko
        infantylnej, "stereotypowej", ale przede wszystkim ze wzgledu na to,
        jak faceci w rodzinie sie do niej odnosza. Z wyraźną wyzszoscia i
        pobłazliwym lekcewazeniem. Wiadomo, głupia baba...
        • nikkori Verdano... 03.06.08, 21:25
          ...kiedy bedzie nowy mops?!? ten jest już taki znudzony...
          • verdana Re: Verdano... 03.06.08, 23:05
            Dobra, poprosze syna..
      • skrybcia Re: Kasdepke też była kobietą... 04.06.08, 08:22
        Toteż nie o Sz.P. Kasdepke mi chodziło :)
        Jeśli już sięgasz do tego Rymsa, przeczytaj jeszcze rozprawę z
        Musierowicz "Jeżycjada - za, a nawet przeciw". Jakiś bardzo
        podsumowujący i rozliczeniowy wyszedł im ten numer, choć
        dopieszczony i piękny graficznie.
        O tatusiach wspomniałam raczej ogólnie; wiem, że wielu jest bardzo
        zaangażowanych w intelektualny rozwój dzieci. Nie chciałam tu robić
        żadnego sztucznego podziału.
        Pozdrawiam
    • zawsze_wolna_nilka Re: Kasdepke też była kobietą... 14.06.08, 22:04
      Ja mam takie subiektywne (ponieważ nie drążyłam tematu dokładniej)wrażenie, ze
      kiedy ja byłam dzieckiem- w książkach bohaterami byli ciągle chłopcy; teraz,
      kiedy szukam czytam synkom, zasypani jesteśmy przygodami dziewczynek:-D
Pełna wersja