iwona.chmielewska
13.09.08, 18:28
Serdecznie witam całe przemiłe i kompetentne forum wraz z
założycielką :))
Chciałabym podzielić się z Państwem refleksją na temat nazwy książek
najbliższych memu sercu, które powszechnie w Polsce nazywa się
książkami „obrazkowymi” natomiast w świecie nazwa brzmi bardziej
poważnie: „picture book” lub „Bilderbuch”.
No i właśnie w tej na pozór drobnej różnicy tkwi sedno
problemu. „Obraz” od „obrazka” dzieli przepaść. Książka „obrazkowa”
to w pojęciu większości „książka z obrazkami” czyli po prostu
książka ilustrowana a nie „picture book” czyli książka, w której
tekst jest RÓWNOWAŻNY z obrazem. Tak właśnie brzmi popularna i
najkrótsza definicja picture books, które w ostatnich latach robią
furorę na świecie. W książkach tych obraz jest nie tylko ilustracją
do tekstu, ale spełnia dużo ważniejszą rolę: jest dopowiedzeniem
tekstu, podobnie jak tekst jest doobrazowaniem ilustracji. Tekst z
obrazem są nierozerwalnie związane ( teksty w takich książkach są
niedługie i celowo proste, nieopisowe), czasem się zupełnie mijają a
czasem prowadzą między sobą wyrafinowaną grę, niekiedy to czego nie
ma w tekście dopowiedziane jest w obrazie i odwrotnie.
Na temat tych książek powstało w świecie wiele naukowych i
popularnych opracowań, niestety z tego co wiem, żadne z nich nie
ukazało się w Polsce. Wiedza w naszym kraju na temat książki dla
dzieci jako nowoczesnego, wieloaspektowego „tekstu kultury” jest
ciągle jeszcze nawet nie raczkująca a dopiero podnosząca główkę :),
podczas gdy w świecie książka dla dzieci i młodzieży jest od wielu
lat interdyscyplinarnym nośnikiem kultury. Ale nie o tym zacofaniu
chciałabym pisać, choć ogólnonarodowa dyskusja byłaby tu ze wszech
miar pożądana.
Chciałabym skupić się na tej jednej małej a tak istotnej
literce: „k”, która różni pojęcie „obrazkowa” od „obrazowa” i
namówić Państwa do używania w przypadku takich książek
pojęcia „książka OBRAZOWA”. Być może wówczas gdy jak najwięcej osób
zajmujących się lub zainteresowanych książką dla dzieci i młodzieży
wprowadzi to pojęcie do „obiegu”, książka obrazowa stanie się w
Polsce medium godnym poważnej dyskusji. Według mnie określenie to
nie brzmi dziwnie, jest do przyjęcia i zaakceptowania. Owszem, burzy
ono nieco dotychczasowy pogląd sytuujący książkę obrazkową jako coś
zdrobniałego i infantylnego…ponieważ m.in.: „obrazki” są dla małych
dzieci a „obrazy” są dla „ludzi”, „obrazki” można kolorować
a „obrazy” już nie, „obrazki” są wesołe a „obrazy” już
niekoniecznie, „obrazki” może malować każdy a „obrazy”...hm…no
powiedzmy, że tylko artysta itp.
Pojęcie „książka obrazowa” staram się wprowadzać na wszelkich
warsztatach i spotkaniach autorskich a także na zajęciach z książki
autorskiej na Wydziale Sztuk Pięknych UMK w Toruniu, gdzie studenci
IV roku zajmują się właśnie ćwiczeniami na temat: „ słowo a obraz w
książce”.
Dziś podczas przygotowywania tekstu do katalogu mojej mini wystawy,
na której prezentowane będzie 10 książek autorskich wydanych w
Korei, po raz pierwszy odważyłam się użyć pojęcia „książka obrazowa”
w formie pisanej, ponieważ nie potrafię pogodzić się z
określeniem „obrazki” zwłaszcza w stosunku do moich najnowszych
książek: „Dwoje Ludzi”, „ Do połowy pełne czy do połowy puste?”
czy „Puste serce”. Książki te ( co również jest charakterystyczne
dla „książki obrazowej”) przeznaczone są zarówno dla dzieci jak i
dla dorosłych, mówią o poważnych problemach i wszelka
infantylizacja odbiera im wagę i znaczenie.
Przepraszam za tę prywatę ale chciałam podkreślić mój osobisty
stosunek do tematu :), który nie jest wszak moją prywatną sprawą, bo
książki ukazują się w tysiącach egzemplarzy…
Będę szczęśliwa, jeśli zechcą się Państwo wypowiedzieć, czy
pojęcie „książka obrazowa” ma szansę wg Państwa zaistnieć w
świadomości polskich odbiorców. Forum to poza tym, że
przesympatyczne i pełne ciepła, jest bardzo opiniotwórcze, zaglądają
tu jawnie i tajnie różne ważne osoby, więc może ten wątek zaowocuje
jakąś większej rangi dyskusją. A może przynajmniej skłoni do
przemyśleń świadomych rodziców, którzy licznie się tu gromadzą :)
Może uda się to malutkie "k" jakoś połknąć a tę nową nazwę jakoś
przełknąć?
Serdecznie pozdrawiam.
Iwona Chmielewska