A ja Wam zadroszczę...

04.10.08, 11:39
Zazdroszczę wszystkim mamom (i tatom) bardzo nieletnich dziecięci, które nawet
nie wiedzą jakie mają szczęście, że ich dzieci są takie małe. W innym wątku o
nastolatkach i książakch dla dorosłych wspomniano lukę czytelniczą, w którą
oczytane nastolatki wpadają w pewnym wieku. Takie kilkulatki i trochę
więcej-latki to mają szczęście. Ich mamy mogą szczęśliwe wybierać im książki
sposród kapitalnej pod względem estetcznym i treściowym oferty. Zazdroszczę
Wam, że możecie kupić np. "Nocnego Maćka" czy poprzednią rzecz o kotku
ogonkiem merdającym i cieszyć się nim razem z dziećmi.. Zazdroszczę pana
Kuleczki, Nusi i wielu wielu innych. W zamierzchłej przeszłości, kiedy to
kupowałam literaturę swojemu dziecku tak szerokiego wyboru nie było, albo był,
tylko, że królowały jednak koszmarki. Na szczęście posiłkowałam się dobrze
(wówczas) zaopatrzoną bibliotekę i serowowałam rzeczy nieco starsze pół na pół
ze współczesnymi. Teraz pozostaje mi tylko 2,5-letni synek przyjaciółki,
któremu przy każdej nadarzającej się okazji kupuję książki. Bez okazji nie
kupuję, bo finanse są takie a nie inne, a moje dziecię łaskawie zgodziło się z
powodu wydatków na tylko jedną książkę na miesiąc. A więc "Nocny Maciek"
będzie w moich rekach tylko przejściowo. Potem ładnie zapakowany zostanie
przesłany pod inny adres i będzie się nim cieszył kto inny.
Buuu, dlaczego to takie niesprawiedliwe? Szkoda, że nie pracuję w bibliotece
dla dzieci, w której miałabym wpływ na zakupy, tylko dla dorosłych i to
jeszcze specjalistycznej dla dorosłych.
    • zo_79 Re: A ja Wam zadroszczę... 04.10.08, 14:07
      Dzisiaj, będąc w księgarni naszły mnie podobne myśli. Grzebałam sobie spokojnie
      w fajnej ofercie książek. Księgarnia naprawdę nieźle zaopatrzona w dobrą
      literaturę. Był "Nocny Maciek", Bardiejewska, były Dwie Siostry i Wytwórnia,
      Dżok i Onichimowska. Mówiąc krótko - co tylko dusza zapragnie dla kilkulatka.
      Ale kiedy próbowałam znaleźć coś grubszego - "na kilka wieczorów", z wciągającą
      fabułą, dobrze napisane i ładnie wydane, mój wzrok zatrzymał się dłużej na
      "Pięcioro dzieci i coś", które mamy już w domu i to w o wiele lepszym wydaniu z
      lat 80. Reszta to amerykańskie koszmarki w błyszczących okładkach, albo lektury
      szkolne w broszurowych wydaniach. Generalnie trudno mi było znaleźć coś wartego
      uwagi, czego nie mielibyśmy już w biblioteczce uzbieranej przez lata. Co czytają
      starsze dzieci i nastolatki, oprócz nieśmiertelnej klasyki? Mam dziwne wrażenie,
      że my zaczynamy już wypadać z niszy wiekowej "kapitalnej pod względem
      estetycznym i treściowym oferty".
    • lis888 Re: A ja Wam zadroszczę... 04.10.08, 17:35
      ja mam takie samo wrażenie jak i Wy/Mój najmłodszy synek, lat prawie
      3 i średnia córa, lat 10, naprawde maja w czym przebierać! Natomiast
      najstarsza trzynastolatka za alternatywę dla czytadeł dla nastolatek
      w stylu "Trzy ostre sardynki" itp. ma już prawie wyłącznie dorosłe
      ksiązki, do których czuje, że jeszcze niezbyt dojrzała. 11-letni syn
      czytuje przewaznie (którys juz raz!) Strraszną Historię i
      Mosntrrrualna Erudycję, a dla rozrywki Mikołajki, Fistaszki i
      Garfielda - wszystko po wiele razy.
      Ale pocieszamm sie tym, że my byliśmy kiedyś jeszcze w gorszej
      sytuacji, fajnych ksiązek dla starszych dzieci było mniej
      (przynajmniej tak ja to pamiętam) i ja w wieku 9 lat zaczytywałam
      sie nie czym innym, tylko "Trzema muszkieterami" i "Kapitanem Nemo"
      • biealka Re: A ja Wam zadroszczę... 06.10.08, 09:37
        Chaber, sądząc z nicka jesteś z mojego rocznika:)
        Wiem o czym mówisz, 13 lat temu miałam dwójkę maluchów - 3-2 letnich i musiałam
        się zdrowo gimnastykować, żeby znaleźć coś dobrego dla nich w księgarni. Teraz
        mam 4-letnią dziewczynkę i półki pełne książek dla niej. Strasznie się cieszę,
        że nam się urodziła:)
        Starsze dzieci czytają głównie fantazy (syn - 16 lat) oraz młodziezowe powieści
        (córka - 15 lat). Nie jest tragicznie z bogactwem oferty, ale nie tak dobrze jak
        dla maluchów.
        Rozumiem doskonale Twój żal, bo ja po prostu rozkoszuję się czytaniem z Julką:)
        • chaber69 Re: A ja Wam zadroszczę... 06.10.08, 10:24
          Właśnie o to mi chodziło: o niestety należącą już do przeszłości atmosferę
          bliskości wynikającą z czytania. Ponieważ jesteśmy tylko dwie i nie mamy
          bliższej rodziny, dogadujemy się wspaniale i jest ok. Ale tu chodzi o wspólne
          wieczory, popołudnia, wiecie np. zima za oknem, zamieć, a my w ciepełku przy
          lampce czytamy, czytamy, czytamy, są głaski, przytulania i buziaki. A z
          nastolatkiem już nie tak łatwo...
          Chodzi mi o to wspólne czytanie, dla dziecka, z dzieckiem, takie poczucie
          stuprocentowej bliskości. Ja wiem, że bliskość nie zależy od czytania,ale,
          cóż... Teraz wieczory są prawie takie same (sam fakt czytania pozostał, tyle że
          każda czyta coś innego, zwinięta na swoim tapczanie. Czasem nawet proponuję, że
          coś poczytam, ale dziecię się denerwuje, że tak wolno mi idzie i jeśli coś ją
          wciagnie, to zabiera książkę i czyta sama. Jedyne co pozostało to to, że lubi
          bajki i teksty relaksacyjne, zwłaszcza gdzie jest coś o wodzie i to pozwala
          łaskawie sobie czytać.
          • mamapodziomka Re: A ja Wam zadroszczę... 06.10.08, 12:13
            A my czytamy nawet z malzem we dwojke na glos na zmiane. I jak przyjezdzaja jego
            nastoletnie dzieci to tez czytamy na glos, wszyscy bardzo to lubia, tylko trzeba
            dobrze lekture wybrac, zeby sie wszystkim podobalo i zeby akcja nie gnala na
            zlamanie karku, bo wtedy faktycznie malo fajne to jest (ostatnio na przyklad
            bardzo udane byly Sprawiedliwosc owiec, czy Zmierzenie swiata).
Pełna wersja