abepe 17.01.09, 23:17 wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/10,88721,6170034,Co_powinny_umiec_5_latki_.html Odpowiedz Link czytaj wygodnie posty
steffa Re: I co Wy na to? 18.01.09, 02:11 No właśnie: 'jak je wcielić w życie'? :-D Wszystko zależy od dziecka - jedno będzie słuchało muzyki w skupieniu inne będzie wiedziało, kto to Chopin (ale nie będzie go słuchało w skupieniu). Ot, taka głupotka. Odpowiedz Link
zo_79 Re: I co Wy na to? 18.01.09, 12:10 Jestem za równaniem w górę. Problem tylko w tym, że polskie przedszkola nie są dostosowane do realizacji takich wytycznych. No bo jak teraz od beztroskiej zabawy przejść do konsekwentnej edukacji. Mam sporo doświadczeń związanych z pedagogiką Marii Montessori, gdzie stawia się na samodzielną pracę, przestrzeganie reguł, naukę koncentracji, rozwijanie pasji. Doświadczenie pokazuje, że kilkulatki są naprawdę bardzo chłonne i skore do współpracy z mądrym wychowawcą. Odpowiedz Link
abepe Re: I co Wy na to? 18.01.09, 22:08 Ale dlaczego edukacja? Tego wszystkiego można uczyć w mądrej zabawie! Jeżeli ktoś będzie chciał dzieci posadzić przy stole i robić im wykład, to sie tylko przejedzie na takiej metodzie. Będzie musiał dostosować metodę przekazu do możliwości odbiorcy. Jestem za wszystkim, co spowoduje, że nasze społeczeństwo nie stępieje do reszty Muzyka nie jest koniecznie do słuchania w skupieniu (watpię, żeby o to chodziło minister), ma dawac radość, dlaczego nie można jej puszczać dzieciom? Jak słyszę, że muzyka poważna jest za trudna dla przedszkolaka to podejrzewam, że jest za trudna dla tego, kto to mówi. Co jest na poziomie przedszkolaka? Disco? Mój syn na tańcach miał Makarenę i szlag mnie trafiał, świetnie tańczy w domu zarówno do Bacha, jak i do Mettallica'i. Ja mam w nosie, moje dzieci lubią patrzeć na budynki, słuchać muzyki i oglądać obrazy, nie potrzebuję tego od przedszkola. Ale co z tymi, które może by chciały a w domu nikt o to nie zadba? Za kilka lat im się już nie będzie chciało. A to jest dobry moment, żeby im piękne rzeczy pokazać. Jak to zrealizować, o to jest pytanie? Może wystarczyło by podrzucić nauczycielom kilka książek - "D.O.M.E.K", "Sztukę nie tyko dla dzieci", encyklopedie Larousse'a. Może czasem można by się z dziećmi przejść po mieście, parku - pokazać kościół, ratusz, fontannę, schody, pójść do teatru. Dyrekcji byłego przedszkola moego syna za daleko było do centrum kultury na przedstawienie, w grę wchodziły tylko "teatrzyki", spotkanie z autorką książek w pobliskiej bibliotece (3 minuty od przedszkola)? Skąd, kto by tam chciał. Nie torpedujmy pomysłów, pomóżmy je realizować!! Odpowiedz Link
domil Re: I co Wy na to? 18.01.09, 22:28 Przez kilka lat właściwie nie słuchałam w domu "mojej" muzyki, królował natomias "Miś i Margolcia" i różne takie. Jako meloman wyżywałam się podczas jazdy samochodem. Pamiętam taką podróż z 4-letnią wtedy córeczką i Chopinem. Zasłuchałam się, dziecko się nie odzywało. Przyjechałyśmy na miejsce, z żalem wyłączyłam radio. A młoda: "Jaka ładna muzyczka, posłuchamy jeszcze?" Długo jeszcze siedziałyśmy w samochodzie, słuchając. Na zewnątrz ciemno, deszcz, ogólnie nastrojowo było. Teraz już sobie w domu nie żałuję, nawet mąż się przystosował ;) A jak słyszę, że ktoś ubolewa, jak można biedne dzieci katować klasyką, to mam ochotę mordować. Odpowiedz Link
andziulindzia Re: I co Wy na to? 18.01.09, 22:31 zo_79 napisała: > Jestem za równaniem w górę. Problem tylko w tym, że polskie przedszkola nie są > dostosowane do realizacji takich wytycznych. A dlaczego uważasz że nie są dostosowane do realizacji takich wytycznych? Moje dziecko chodzi do zwykłego państwowego przedszkola, nie montesori i poprzez zabawę i ciekawe zajęcia realizują program ministerstwa. Chodzą do teatru, byli w muzeum, bibliotece, poznają przyrodę, mają dni czytania ulubionych książek przyniesionych z domu co miesiąc (bo na co dzień czytają przedszkolne), uczą się o smakach, zapachach, gotowaniu, budynkach, innych krajach, słuchają muzyki (czy poważnej to nie wiem), uczą się liczyć, czytać i myśleć itd itp. I powtórzę jeszcze raz: robiąc to wszystko BAWIĄ SIĘ całkiem nieźle. Bez względu na to jakimi przymiotnikami określimy przedszkole najważniejsza jest chęć i pomysłowość nauczycieli. Bez tego ani rusz Odpowiedz Link
abepe Re: I co Wy na to? 18.01.09, 22:40 Ach, lubię Was:)) Szczerze mówiąc spodziewałam się fali krytyki, bo wszyscy się strasznie zaperzają, gdy słyszą o nowinkach z ministerstwa, zanim zdążą pomyśleć i przeanalizować. Moim zdaniem chodzi głównie o to, żeby się chciało chcieć. Pamiętacie aferę z "Lokomotywą" i moje marudzenie o wzroście kosztów przedszkola. Najbardziej zabolało mnie wtedy, że za wzrostem opłat nie poszło nic i miałam wizję, że skoro mam płacić 150-200 złotych miesięczni więcej za przedszkole - trzeba będzie obciąć wydatki na książki i inne atrakcje. A paniom nie będzie się chciało dać czegoś naprawdę wartościowego (najwyżej "cienką" "Lokomotywę" z dedykacją na poziomie ucznia pierwszej klasy szkoły podstawowej). Odpowiedz Link
verdana Re: I co Wy na to? 18.01.09, 23:24 Nie, co innego zalecenie, aby dzieci słuchały muzyki i ogladaly drzewa i budynki - a czym innym zalecienie, aby się tym interesowały. Poznać powinny, zainteresować sie wcale nie muszą - i tu widze problem. Podobny problem widze w sluchaniu muzyki w skupieniu - dziecko w tym wieku powinno raczej przy muzyce tanczyć, ruszac sie , wybijac rytm czy podspiewywać - jesli zaczniemy wymagać skupienia, to skonczy się na obrzydzeniu muzyki w ogole. Trochę tak, jakby wymagac od dziecka zeby sluchalo książeczek nie ruszając się, siedząc cicho i nie zadajac pytań - bo obcuje ze SZTUKĄ, a nie ma miec z tego przyjemność. To nie jest rownanie w gore - to brak zrozumienia, czym jest muzyka i sztuka dla dziecka. Nie mowiac juz o takich drobiazgach, ze 5-latek nie moze podejmować rozsadnych decyzji, a nawet jak je podejmie (zdejmie czapke bo mu za ciepło), to te decyzje zostają arbitralnie uznane za nierozsadne. Dbanie, aby czlowieka nie okradli (zdarzyło mi się parokrotnie) czy zeby nie zgubić swoich rzeczy przerasta i mnie i męża - 10-krotnie starszych od przedszkolaków. Tak więc dla mnie to bzdura - nie o to chodzi, by od dzieci wymagać, chodzi o to, by dac im mozliwości zainteresowania się róznymi rzeczami, a czy to je zainteresuje - to już ministerstwa nie powinno obchodzić. Odpowiedz Link
abepe Re: I co Wy na to? 18.01.09, 23:33 Może ja jestem nienormalną idealistką, ale wydaje mi się, że chodzi o to, żeby próbować zainteresować a nie egzekwować zainteresowania. Ale jeśli się nauczycielce nie powie, że dziecko ma się interesować - ona nawet nie spróbuje jakieś zainteresowanie wywołać. Myślisz, że będą dzieci zmuszać? Jeśli tak - to faktycznie lepiej podziękować. Ale nadal mam cichą nadzieję, że komuś się zachce. Dlaczego chce się w przedszkolu Andziulindzi, u Brombini córki też? A dlaczego u mnie nie? Odpowiedz Link
domil Re: I co Wy na to? 18.01.09, 23:54 Dlaczego? Żeby zaszczepić innym jakieś pasje i zainteresowania, trzeba samemu je mieć. Odpowiedz Link
abepe Re: I co Wy na to? 18.01.09, 23:56 domil napisała: > Dlaczego? Żeby zaszczepić innym jakieś pasje i zainteresowania, > trzeba samemu je mieć. I tu jest pies pogrzebany:( A wiesz, że z badań wynika, że ludzi można zmusić do zmiany pogladów rasowych ustawą (patrz Aronson:), można zmusić i do nabycia zainteresowań, chłechłechłe. Odpowiedz Link
abepe Re: I co Wy na to? 19.01.09, 00:19 Należy zwrócić uwagę na jeszcze jeden szczegół: "Kryteria Gotowości Edukacyjnej Pięciolatka (E. Koźniewska 2008) to eksperymentalna wersja arkusza obserwacyjnego dla nauczycieli dzieci pięcioletnich. Planowane są badania standaryzacyjne w roku 2009 z zastosowaniem tego arkusza." Oraz na to, że jest to "Projekt „Diagnoza z zastosowaniem Skali Gotowości Szkolnej (SGS) i wspomaganie dzieci pięcioletnich w osiąganiu gotowości do podjęcia nauki w szkole” realizowany na zlecenie MEN w ramach programu „Bezpieczna i Przyjazna Szkoła” CMPPP, Warszawa 2008" To wszystko oznacza, że kryteria te zostaną wystandaryzowane - tzn. podda się im bardzo dużą grupę dzieci w ramach badań a potem określi jaki procent spełnia jakie kryteria na jakim poziomie i skala zostanie według wyników przebudowana, bzdurne rzeczy wypadną. Odpowiedz Link
abepe Re: I co Wy na to? 19.01.09, 00:51 Aha, mam pewne podejrzenia. Z tego, że jest to dopiero projekt do standaryzacji wynika, że pięciolatki mają być przebadane właśnie w celu ustalenia kryteriów. Tak się konstruuje rzetelne i trafne testy - nie na rozum, tylko poprzez badanie ich zastosowania. Dlatego właśnie kryteria są rozszerzone w stosunku do podstawy, przy ich wymyślaniu najczęściej stosuje sie burzę mózgów i czasem wychodzą wesołe kwiatki. Podejrzewam, że gdyby media nie narobiły szumu - zrobiono by badania, odsiano bzdurne założenia i sporzadzono sensowną listę, która dopiero byłaby wykorzystywana w ocenianiu dzieciaków. Tyle na dziś myślenia o przedszkolach. (Nadal jestem za tym, żeby panie były fajne, lubiły sztukę i przyrodę i miały chęci. Studentki dr Cackowskiej do przedszkoli!!!) Odpowiedz Link
abepe Re: I co Wy na to? 18.01.09, 23:52 verdana napisała: > Podobny problem widze w sluchaniu muzyki w skupieniu - dziecko w tym > wieku powinno raczej przy muzyce tanczyć, ruszac sie , wybijac rytm > czy podspiewywać - jesli zaczniemy wymagać skupienia, to skonczy się > na obrzydzeniu muzyki w ogole. Trochę tak, jakby wymagac od dziecka > zeby sluchalo książeczek nie ruszając się, siedząc cicho i nie > zadajac pytań - bo obcuje ze SZTUKĄ, a nie ma miec z tego > przyjemność. To nie jest rownanie w gore - to brak zrozumienia, czym > jest muzyka i sztuka dla dziecka. Gdzie są te założenia, że ma być w skupieniu i po cichu? > Nie mowiac juz o takich drobiazgach, ze 5-latek nie moze podejmować > rozsadnych decyzji, a nawet jak je podejmie (zdejmie czapke bo mu za > ciepło), to te decyzje zostają arbitralnie uznane za nierozsadne. Wydaje mi się, że chodzi o decyzje na poziomie pięciolatka. BTW - od jakiego wieku należy według Ciebie liczyć na rozsądek, jeśli się dziecku wcześniej nie da możliwości podejmować decyzji? > Dbanie, aby czlowieka nie okradli (zdarzyło mi się parokrotnie) czy > zeby nie zgubić swoich rzeczy przerasta i mnie i męża - 10-krotnie > starszych od przedszkolaków. Hmmmmmmm, Verdano, to, że Was to przerasta oznacza, że nie warto uczulać na to dzieci? Niech chociaż w teorii wiedzą, co należy robić. Jest coś takiego jak trening umiejętności społecznych - uczy się osoby chore psychicznie, z upośledzeniem umysłowym i innymi dusfunkcjami odpowiednich w różnych sytuacjach zachowań. Dlaczego nie próbować z dziećmi? Sa coraz mądrzejsze, odpowiedzialne, coraz częściej zmuszone do samodzielności. Nie warto im pomóc? Cały czas piszę mając poczucie, że te wszystkie założenia sa pewnym celem, podpowiedzią, co można z dziećmi robić, jak (w zabawie) uczyć pewnych rzeczy. Nie wierzę w to, że ktoś przy zdrowych zmysłach może uważać, że każde dziecko zrealizuje ten program. Ale zacząc drogę może. Właśnie siedzę od wczoraj i przeglądam założenia, analizuję i zastanawiam się nad nimi. Uważam, że jest to jakiś pomysł. Odpowiedz Link
verdana Re: I co Wy na to? 19.01.09, 14:26 Jest, ze w skupieniu, jest - poczytaj wyborcza z piątku. dziecko ma podejmować decyzje rozsadne ze swojego punktu widzenia, a nie tylko takie, jakie dorośli uznaja za rozsadne. Dla mnie zdjecie czapki na mrozie (przyklad podany ) jak jest mi goraco, wlasnie jest rozsądne. Ale nie - jest to podane jako przyklad nierozsadku. Zresztą dziecko uczy się podejmowac decyzje tylko podejmując i rozsadne i nierozsadne. Byloby dobrze, aby dziecko podejmowało decyzje, ale wymaganie, aby te decyzje byly - z punktu widzenia doroslych - trafne, to wlasciwie oduczanie dziecka od ich podejmowania. Bo godzimy się tylko, aby podejmowalo decyzja takie, jakie my podjęlibysmy za niego. To typowy absurd - możesz robić wszystko, pod warunkiem, zę robisz to, co wychowawca każe. Nie wiem, naprawde nie wiem, jak 5-latek ma strzec swych rzeczy przed kradzieżą. Nie wiem też, czy mozna wymagac, aby w tym wieku nie gubił rekawiczek, ołówkow, spinek - wszystkie dzieci je gubia, nie wymagajmy rzeczy niemozliwych. Uczulać dzieci warto, oczywiscie, ale rozliczac z wyników po prostu nie mozna. Odpowiedz Link
anndelumester Re: I co Wy na to? 19.01.09, 14:53 Jest coś takiego jak trening umiejętności społecznych - uczy się > osoby chore psychicznie, z upośledzeniem umysłowym i innymi > dusfunkcjami odpowiednich w różnych sytuacjach zachowań. Dlaczego > nie próbować z dziećmi? Sa coraz mądrzejsze, odpowiedzialne, coraz > częściej zmuszone do samodzielności. Nie warto im pomóc? O tym samym pomyslalam... Moje zdanie jest takie - bardziej rozgarnieta czesc rodziców czyli optymistycznie jakis 1% ogolu wie w czym rzecz. Reszcie trzeba kazac. Jak onegdaj chlopu odrabiac panszczyzne. Nauczycielom trzeba kazac, ojcom i matkom trzeba kazac i pokazac palcem. Bo jak sie nie pokaze, to beda kombinowac i tracic energie na wymyslanie pretekstow jak wymigać sie od minimalnego wychowywania swoich produktów. I nie ma co si martwic - te kazania i tak trafią do max 10% - reszta jest radosnie i trwale impregnowana. Jakoś mam taka pesymistyczna wizję i wychowania i edukacji w Polsce. Odpowiedz Link
ciri_77 hmm, zrobił sie wielki medialny szum 19.01.09, 15:43 wyśmiano większość pomysłów, wykpiono program itp. Bo przeciez dzieciństwo to zabawa a na nauke przyjdzie czas... A ja sie pytam, dlaczego tego nie łączyc. W końcu, gdy z dziećmi oglądam atlas zwierząt i zaśmiewamy sie z min koczkodana - to jest zabawa czy nauka. A gdy chodzą z dziadkiem do lasu rozpoznają drzewa i ptaki - to jeszcze sie bawią czy poznają przyrodę? Program (czy raczej projekt podstawy programowej) napisany jest dosc niefortunnie i przy odrobinie złej woli można go zrozumieć opacznie. a zlej woli jakoś nam nie brakuje :(( PS mieszkam na wsi, tu wychowanie przedszkolne powinno byc obowiązkowe, bo to często jedyna droga by dzieci miały kontakt ze sztuką :( Odpowiedz Link
anndelumester Re: hmm, zrobił sie wielki medialny szum 19.01.09, 15:50 sie mi przypomnialo, co moja mama powiedziala przy okazji 'dyskusji"- wysmiewaja, wydziwiają, 'zaluja dziecinstwa" (btw krew mnie zalewa jak słysze ten "argument"), a potm płaczą , ze kto inny dostaje te Noble z fizyki, chemii i medycyny. Odpowiedz Link
verdana Re: hmm, zrobił sie wielki medialny szum 19.01.09, 16:27 Nobla dostaja zazwyczaj Ci, ktorzy mieli beztroskie dziecinstwo. Pozostali maja klopoty z dorastaniem - w późniejszych latach odrabiaja zabawę, ktorą stracili będąc dziećmi. Znam co najmniej trzy takie przyklady, z czego jeden w najblizszej rodzinie. Marii Sklodowskiej, ktora nauczyla się czytac w wieku lat 3 rodzice zabierali książki i kazali się bawić. jestem za czytaniem dzieciom, pokazywaniem dzieciom swiata, sluchaniem z nimi muzyki pod jednym warunkiem - aby potem nie egzekwować od dziecka "umiejetności", ktore powinno w tym czasie nabyć. Odpowiedz Link
deleine Re: hmm, zrobił sie wielki medialny szum 19.01.09, 16:32 To chyba nie w tym leży klucz do nagrody nobla. A wręcz po drugiej stronie rzeki. Odpowiedz Link
abepe Re: hmm, zrobił sie wielki medialny szum 19.01.09, 17:42 Nie znam biografii noblistów i nie na noblistów chciałabym wychować dzieci. Raczej na osoby ciekawe świata, umiejące sie rozglądać i z pasją badać świat. I powtarzam - od dzieci w tym wieku nie da się egzekwować i nie wierzę, żeby ktoś próbował. Ale próby rozwijania W ZABAWIE popieram całym sercem. Miałam świetną polonistkę w podstawówce, pokazywała nam rzeczy, których na lekcjach normalnie nie uświadczysz - np. że każdy może coś stworzyć i nauczyć czegoś innych. Jeżdziła z nami na wycieczki i np. każdy musiał przygotować coś o danym miejscu, dzieliła na grupy, w których silniejsi uczniowie pomagali słabszym i każdy był za każdego odpowiedzialny. Odebrała mi beztroskie dzieciństwo? Nie sądzę. Odpowiedz Link
verdana Re: hmm, zrobił sie wielki medialny szum 19.01.09, 19:24 Problem w tym, ze ja jak najbardziej wierzę w egzekwowanie najdziwniejszych rzeczy.Mojego syna zdyskwalifikowano jako nadającego się do szkoły, poniewaz nie umiał wiazać sznurowadeł (miał wszystkie buty na rzepy) i narysował rysunek, gdzie tło bylo w paski (dziadek jest malarzem i pokazywał mu różne techniki). A kandydat na ucznia powinien wiązać buty i rysowac zgodnie z tym, co wzorzec przewidywał. Takich przypadkow znam sporo - co zostaje wpisane do "kanonu umiejętności", z tego potem dziecko jest rozliczane. W Wielkiej Brytanii toczyła się ogromna dyskusja własnie na ten temat - podwyższano stopniowo wymagania wobec uczniów (pięcio i szescioletnich), az doszło do tego, ze niewiele potrafi im sprostać - np., o ile pamiętam, od szesciolatka wymagano znajomosci interpunkcji. Poziom szkół zaczął spadać, zamiast się podnosić, bo dzieci zrozumiały, ze nie są w stanie uczyć się zgodnie z wymaganiami, a nauczyciele czuli się bezradni. I obawiam się , ze i tu tak bedzie. Dziecko najpierw ma interesowac się zielenią miejska, a potam - jak to w szkole - w szkole ma się zachwycać Słowackim, mimo, ze nie zachwyca. Beztroskie dziecinstwo (pięciolatka, a nie ucznia klas wyższych) polega m.in. na tym, ze pozwala mu się poznawać wiele rzeczy, ale jeszcze nie wymaga, aby interesował się konkretnymi sprawami, a nie np. ukladaniem klockow i nie wymaga, aby podejmował racjonalne decyzje. Jesli zaczniemy tego własnie wymagac, to dziecinstwo będzie upiornym okresem - bez szaleństw, bez eksperymentów - tylko stateczne, jak życie znudzonego trzydziestolatka. Odpowiedz Link
deleine Re: hmm, zrobił sie wielki medialny szum 19.01.09, 20:10 Zgadzam się w całej rozciągłości. I można jeszcze tylko dorzucić, że odgórnie jeszcze niczego nie załatwiono. Poznawać, bawić się, obcować z czym tylko się da - oczywiście, ale nie jako odgórny nakaz. Moja mama chodziła do szkoły, w której co tydzień były obligatoryjne wyjścia do opery. Melomanów z nich nie ma. Wyszła z tego ogólna alergia na ten rodzaj sztuki. Gdyby chodzili ci co chcieli, byłoby zupełnie inaczej. I tak zapewne ze wszystkim. Pokazać, dać szansę zobaczyć, usłyszeć, dotknąć. Owszem. Ale nie wszyscy i nie każdy tak samo. Odpowiedz Link
abepe Re: hmm, zrobił sie wielki medialny szum 19.01.09, 21:39 Podejrzewam, że zasadniczo się różnimy podejściem do tematu - ja traktuję te nowiny jako wprowadzenie do programu edukacji przedszkolnej nowych treści. Nowych i dość mnie interesujących. Ciekawe, czy dziecko Andziulindzi już ma alergię na wszystkie te bzdury, ktore jej każą oglądać? Odpowiedz Link
deleine Re: hmm, zrobił sie wielki medialny szum 19.01.09, 21:51 Zapewne nie mają, bo jest to forma o jakiej pisałam. I dziwi mnie, że podsuwasz mi określenie "bzdury". Większość życia w praktyce poświęciłam sztuce i kulturze i byłabym ostatnią osobą, która tak by to podsumowała. I tak, różnimy się w podejściu do tematu. Ja nie widzę sensowności obligatoryjnego uszczęśliwiania wszystkich. A moją mamę umuzykalniano tak przez cztery lata, więc przedszkolakom to nie grozi. Choć może ktoś z trzylatkiem do opery na koncerty chadza. Ja nie będę ;> Odpowiedz Link
abepe Re: hmm, zrobił sie wielki medialny szum 19.01.09, 22:07 Napisałam "bzdury", bo miałam na myśli rzeczy niepotrzebne, bzdurne a za takie według Ciebie, Deleine i Verdanę na tym etapie w wychowaniu przedszkolnym proponowane przez ministerstwo zajęcia te należy uważać. Dlaczego zakładasz, że forma ma być inna niż w przedszkolu, o którym pisała Andziulindzia? Poza tym - tam tez chyba chodzą wszystkie dzieci, nie te wybrane. Mnie właśnie chodzi o to, żeby wszystkie miały dostęp do ciekawych rzeczy, nie tylko te, o które rodzice się zatroszczą. Te, które w domu tego nie mają można zaliczyć właśnie do tych "uszczęśliwianych na siłę". Moje dzieci od urodzenia słuchają przeróżnej muzyki, niespełna dwulatek pokazuje "nie ma", gdy kończy się koncert w radiowej "dwójce" (i nie jest to "jak dobrze, że juz nie ma"). Na koncert z nim nie pójdę, bo nie wysiedzi, ze starszym też nie chodziliśmy do tej pory, bo źle reagował na hałasy. Ale dlaczego nie zabawa przy muzyce? Skupienie na muzyce, które tak ubodło Verdanę to nie tylko ciche słuchanie, to także umiejętność poruszania się przy niej, czucie rytmu, emocji, krzyk i biegi sprowokowane muzyką. Chodzenie co tydzień do opery to wybacz, ale była kompletna przesada, wątpię, żeby ktokolwiek wytrzymał, poza absolutnymi fanami. BTW - ja chodziłam w ramach szkoły gdzieś raz na rok i też fanką nie jestem, sporadyczny kontakt też nie pomógł:) Właściwie to miałam inny pomysł na tę dyskusję. Miałam na myśli problem postawiony na końcu relacji - jak to zrobić- zastanawiają się w ministerstwie. Moglibyśmy w ramach, hmmmmm, ruchu społecznego, podpowiedzieć jak. Ja mam pomysły i wiele z nich zaczerpnęłam z tego forum. Odpowiedz Link
verdana Re: hmm, zrobił sie wielki medialny szum 19.01.09, 22:42 Nie, nie i jeszcze raz NIE! W związku z tym, ze to forum o książkach i czytaniu nalezy czytać ze zrozumieniem. Nikt tu nie jest przeciwny pokazywaniu dzieciom jak najwiekszej różnorodnosci dziedzin, osluchiwaniu z muzyka, prowadzaniu do muzeó - czy jest choc jedna osoba , i to akurat na tym forum, ktora by to kwestionowała? jestesmy przeciwne wytycznym ministerstwa, ktore nie mówią po prostu, jakie zajęcia nalezy prowadzić z dziecmi, jakie im proponowac - tylko zaczynają od drugiego konca - mianowicie od WYMAGAŃ stawianych pięciolatkom, aby tymi zajęciami musiały być zainteresowane. Dziecko ma prawo nudzić się sluchajac muzyki, ogladajac zabytki czy sluchajac bajeczki. Nie musi interesować sie, litosci "architekturą zieleni"! Ma prawo nie znosic muzyki i uwielbiać cisze (polecam opowiadania o Muminkach), tymczasem od wszystkich pięciolatków wymaga się, aby tej muzyki sluchały i się nia cieszyły - w skupieniu - a zarecam Ci, ze zasadnicza większość wychowawców nie rozumie skupienia jako biegów i wrzasków. Dziecko powinno miec tez prawo iść w cichy kącik i poogladac obrazki, jesli akurat muzyki nie lubi - nie wszyscy musza bć jednakowi. Bardzo byłabym zadowolona, gdyby ministerstwo opracowało plan zajęć z przedszkolakami , ktory obejmowałby wiele róznorodnych dziedzin - i żeby wychowawcy oraz dzieci nie byli rozliczanie z "osiagnięć" dzieci w tych dziedzinach, tylko z tego, co zdolali im pokazać. A jestem 100% pewna, ze będzie przeciwnie. Odpowiedz Link
abepe Re: hmm, zrobił sie wielki medialny szum 19.01.09, 23:42 Verdano, bardzo mnie smuci Twoja stuprocentowa pewność, że może być tylko źle, ja zachowałam jeszcze tę trochę nadziei, że coś może się zmienić na lepsze. Rozmawialiśmy właśnie z mężem i doszlismy do wniosku, że taka ocena "postępów" podopiecznych byłaby metodą sprawdzenia dyrekcji przedszkoli z jakości proponowanych dzieciom zajęć. Ja tam byłabym za tym, żeby sprawdzić np. ile słówek dzieci wyniosły z nauki angielskiego. Mój syn po roku nauki nie znał ani jednego z przedszkola, a ma ucho i ciekawy jest słówek. Dyrekcja chwaliła się angielskim trzy razy w tygodniu, a prowadzenie tych zajęć pozostawiało wiele do życzenia. Wiem, że kwestionujecie sensowności tych wysztkich aktywności, tylko nie mogę się zgodzić na kwestionowanie ich sensowności w przedszkolu. Zaczęto od wymagań, bo właśnie one są celem i teraz można dostosowac do nich środki. Co do muzyki - większość dzieci ma w przedszkolu muzykę i tańce i moim zdaniem wymagania związne z muzyką tzw. poważną wymagałyby jedynie zmiany repertuaru. A na rytmice dzieci nie siedzą w ławkach. Poza tym - osoby, które w ramach projektu standaryzowania wymagań mają badania przeprowadzać, jeśli dobrze rozumiem, zostały przeszkolone w Centrum Metodycznym Pomocy Psychologiczno- Pedagigicznej i powinny wiedzieć, co się kryje pod hasłami (spytaj syna - dla przeciętnego człowieka hasła z testów, czy opinii psychologicznych znaczą zupełnie coś innego niż dla specjalisty). Odpowiedz Link
deleine Re: hmm, zrobił sie wielki medialny szum 20.01.09, 00:02 abepe napisała: > > Rozmawialiśmy właśnie z mężem i doszlismy do wniosku, że taka > ocena "postępów" podopiecznych byłaby metodą sprawdzenia dyrekcji > przedszkoli z jakości proponowanych dzieciom zajęć. > > Nie jestem pewna, ale wydaje mi się, że takie kryterium mogłoby prowadzić do niezdrowej sytuacji, w której ofukana dyrekcja nafukałaby na kadrę a ta przelała frustrację na podopiecznych. Co do angielskiego, to może z kolei źle zrozumiałam m., który ma zajęcia także w przedszkolach, ale u takich maluchów nie chodzi o znajomość słówek, tylko osłuchanie się z językiem. iou Odpowiedz Link
abepe Re: hmm, zrobił sie wielki medialny szum 20.01.09, 00:29 deleine napisała: > > Co do angielskiego, to może z kolei źle zrozumiałam m., który ma zajęcia także > w > przedszkolach, ale u takich maluchów nie chodzi o znajomość słówek, tylko > osłuchanie się z językiem. Osłuchanie się z językiem pod warunkiem, że dziecko słyszy język, mam wrażenie, że moje nic nie słyszało, bo pytało mnie, co śpiewa a ja nie mogłam rozróżnić słów. Poza tym pięciolatek to juz nie taki maluch, naprawdę jest ciekawy, co mówi. Na początku nawet nam się podobało, że będzie nauka przez śpiewanie, ale okazało się, że nie jest to żadna nauka tylko bełkot. Być może tak jest jak grupa liczy 35 sztuk, wcale nie musi być winny nauczyciel, tylko organizacja zajęć. Moim zdaniem lepiej byłoby, gdyby dzieci podzielić na 3 grupy i każda miałaby tylko 15 minut tygodniowo, niż gdy cała grupa miała 3 razy w tygodniu po 15 minut. Ale wtedy dyrekcja nie mogłaby się pochwalić angielskim 3 razy w tygodniu. Aha, tu zaprzeczę sama sobie, bo nie podobało mi się to, że zajęcia były obligatoryjne:((( Dyrekcja wymyśliła sobie, że w ten sposób będzie taniej i każdego będzie stać i nie obchodziło jej, że ktoś może nie chcieć. U maluchów chodzi o osłuchanie się z językiem, ale nasz syn więcej wynosi z słuchania piosenek rockowych i gdy tata bawi się z nim i w zabawie powtarza pewne frazy. Zaczynam miec dość tego tematu, na dodatek utonęłam właśnie z księgarni CMPPP i zaczynam robić zakupy. Odpowiedz Link
deleine Re: hmm, zrobił sie wielki medialny szum 20.01.09, 12:29 przy 35 osobach to mogli z równie dobrym rezultatem śpiewać wykłady z matematyki dyskretnej 7-8 osób to maksymalna efektywnie ucząca się grupa Odpowiedz Link
abepe Re: hmm, zrobił sie wielki medialny szum 20.01.09, 12:53 deleine napisała: > przy 35 osobach to mogli z równie dobrym rezultatem śpiewać wykłady z matematyk > i > dyskretnej > 7-8 osób to maksymalna efektywnie ucząca się grupa Jasne, dlatego też nie mieliśmy pretensji do prowadzącego zajęcia a do dyrekcji, że nie zorganizowała tego z sensem. Chciałam się do rady rodziców zapisać, żeby mieć jakiś wpływ na takie kwiatki, ale rada rodziców przestała istnieć. Mój mąż planował podejść do pana od angielskiego i poprosić o te piosenki, żeby je w domu śpiewać, ale zrezygnowaliśmy z przedszkola. Ciekawe, czy pan od angielskiego miał poczucie bezsensowności swoich działań? Ja też mam czasem naciski, żeby niektóre zajęcia robić w parach a nie indywidualnie, ale gdy wiem, że będzie to ze stratą dla pacjentów - odmawiam. Odpowiedz Link
deleine Re: hmm, zrobił sie wielki medialny szum 20.01.09, 13:02 . > > Ciekawe, czy pan od angielskiego miał poczucie bezsensowności swoich > działań? Żaden ze znanych mi lektorów nie podjąłby się takiej pracy, ale mam to szczęście, że to sami pasjonaci :) Odpowiedz Link
verdana Re: hmm, zrobił sie wielki medialny szum 20.01.09, 08:56 Moze ja mam większe doswiadczenie, jako mama trojga nie najlepiej uczacych sie dzieci, autor podrecznukow zgodnych z "podstawa programową" i była nauczycielka? Czy wiesz, co będzie się działo, gdy zacznie się np. rozliczanie z ilosci nauczonych słowek? Proste - jesli dyrekcja jest rozliczana, to musi miec wyniki. Gorzej uczace sie dzieci beda eliminowane z zajęć angielskiego, albo ich mamy będa wzywane do przedszkola, straszone, ze ich dziecko jest leniwe i niezdolne i zaleci się intensywną prace w domu, bo dziecko MUSI poznać 100 słówek - i już. Lekcje nie będa już "zabawą z językiem", piosenkami, grami - tylko systematyczna nauką, łacznie z karceniem i zawstydzaniem słabszych uczniów - bo przecież oni spowoduja, ze w czasie kontroli dyrekcja zostanie źle oceniona. Wobec tego angielski w przedszkolu albo przestanie istniec, albo zmieni się w regularna szkołę i stres dla dzieci - tertium non datur. Mam jak najgorsze zadanie o centrach metodycznych, pogłębione jeszcze językiem, w jakim została napisana instrukcja. Pod hasłami, ktore napisali moze cos się kryje - tylko po co? Nalezy napisac program w sposób jednoznaczny, a nie dajacy możliwość róznorodnych i bardzo niedobrych interpretacji. Jak chocby to sluchanie w skupieniu - co w języku polskim oznacza słuchanie w skupieniu, nic innego - nie ruch, podspiewywanie i taniec. Wiem natomiast na pewno, co kryje się w podstawie programowej np. do nauczania historii w podstawówce. Kryje się w niej absolutna nieznajomość psychiki i rozwoju dziecka 10-12 letniego. Odpowiedz Link
abepe Re: hmm, zrobił sie wielki medialny szum 20.01.09, 12:21 Dziękuję więc za ściagnięcie z nieba na Ziemię. Może nie mam takiego doświadczenia, jak Ty, Verdano, ale przez ostatnie 8 lat przewinęły się przez mój gabinet sporo nie najlepiej uczących się przedszkolaków, z którymi według mnie można było wiele ciekawych rzeczy zrobić, ale najczęściej nikt nie próbował. Być może nie da się przeskoczyć systemu i nie należy mieć nadziei, że można coś zrobić. Na szczęście mam w pobliżu fajną prywatną szkołę i przedszkole przy niej, gdzie dzieci mają ciekawe zajęcia a nie są rozliczane z osiągnięć. Czas podwinąć rękawy i zabrać się za zarabianie na czesne za dwoje dzieci. Dziękuję wszystkim osobom, które zechciały odezwać się w dyskusji. Odpowiedz Link
anndelumester Re: hmm, zrobił sie wielki medialny szum 20.01.09, 13:34 Nie bardzo mam czas na dysputy (bo musze zarobić na czesne ;), a po południu spędzamy aktywnie czas z dzieckiem, co by nie wyszło, ze dziecko dwojga ludzi z wyższym wykształceniem i jako takim backgroundem intelektualnym jest pustakiem i cegłą dziurawka mentalnie i intelektualnie ;) ale generalnie się z Tobą Aneto zgadzam. Napisze jeszcze raz – wiele osób – nauczycieli i rodziców trzeba w mniej lub bardziej subtelny sposób oświecać , ze dziecko to nie kartofel, sam nie urośnie i jakieś czynności są potrzebne. Czwarty rok mam widoczne efekty pedagogiki montessorianskiej i widzę ze da się wszystko - i z rodzicami i dziećmi. Podobnie jest w szkole, do której K pojdzie we wrześniu. Dla niektórych zgroza i meczenie dzieci. No po prostu straszne. <rotfl> Imo, to jest tylko kwestia chciejstwa. Oczywiście łatwiejszym jest dla rodziców i nauczycieli powiedzieć, ze cos jest zle i za trudne niż zakasać rękawy i wziąć na klatę fakt ze się przespało pierwsze kilka lat życia swojego dziecka, albo się to miało to dziecko kompletnie w … odwłoku, czy tez aktywnie sie w włączyć w monitoring swojej placówki oświatowej. Zwłaszcza, ze rodzice obecnych 5-6 latków mają o wiele więcej możliwości niz np. rodzice 30 czy 10 lat temu. Odpowiedz Link
i2h2 Re: hmm, zrobił sie wielki medialny szum 20.01.09, 13:55 Niestety, muszę się z Tobą zgodzić. "Czynnik ludzki" w każdej placówce oświatowej znaczy więcej, niż cokolwiek innego. Mam na to liczne przykłady zarówno z przedszkola moich dzieci, jak i ze szkoły. Jeśli nauczyciel jest kreatywny, to nic mu chyba nie przeszkodzi w realizowaniu różnych pomysłów czy zamierzeń. Nawet więcej - on sobie niektóre niedogodności potraktuje jako wyzwanie, inspirację. Widuję takich ludzi w działaniu :-) I odwrotnie - wychowawca bierny będzie nadal uczyć "odtąd dotąd", narzekać na nadmiar materiału, a wszelkie porażki zwali na zbyt dużą grupę/brak środków finansowych/lenistwo dzieci itp. itd. Takich ludzi i efekty ich pracy(bo efekty są - np. zniechęcenie do danego przedmiotu) też widuję. Z jednej strony bardzo mi się te założenia podobają - dawałyby nowe możliwości, pomysły, a w przypadku nauczyciela mniej pomysłowego zmuszały do większej aktywności(po prostu bat). Z drugiej strony - z przykrością zgodzę się z Verdaną, że znajdą się metodycy i nauczyciele, którzy postarają się to wykoślawić starszliwie, choćby naprodukują głupich testów sprawdzających, żeby dzieci musiały "się wykazać". Ale z trzeciej strony ;-) - gdyby zawsze patrzeć tylko od tej złej strony, to nic byśmy nie zmieniali. Odpowiedz Link
anchen Re: hmm, zrobił sie wielki medialny szum 20.01.09, 14:13 anndelumester napisała: (...) > Imo, to jest tylko kwestia chciejstwa. Oczywiście łatwiejszym jest > dla rodziców i nauczycieli powiedzieć, ze cos jest zle i za trudne > niż zakasać rękawy i wziąć na klatę fakt ze się przespało pierwsze > kilka lat życia swojego dziecka, albo się to miało to dziecko > kompletnie w … odwłoku (...) Tyle że chyba nikt w tej dyskusji nie usiłuje udowadniać, że nie należy poszerzać dziecięcych zainteresowań i otwierać ich na nowe możliwości. Dla mnie kluczowe jest jednak, jak te instrukcje MENu przetworzy system edukacyjny - czy faktycznie zechce rozwijać ekspresje twórcze maluchów poprzez nowe, atrakcyjne formy zabawy, czy też ograniczy się do akademickich form edukacji i bezwzględnego oceniania dzieci? I czy w tym względzie ta zmiana jest sensowna? Czy może należałoby najpierw popracować z nauczycielami, a potem zabrać się do dzieci? BTW, przepraszam za prywatę, ale mam z tym teraz straszliwą zagwozdkę, więc jeśli macie pomysł na jakąś sensowną podstawówkę w Wwie, na Ursynowie, będę bardzo wdzięczna za info na priva. Potrzebne mi coś z małymi klasami, więc prywatna albo społeczna. Aha, jeszcze jeszcze jedna sprawa. Nie podoba mi się sugestia, że osoby, które niepokoją konsekwencje wprowadzenia tej podstawy programowej, są leniwe i zaniedbują dzieci. I nieelegancki ten argument, i niepotrzebny. Odpowiedz Link