Nie ma wyjścia: Awangardowe książki dla dzieci

19.02.09, 21:51
Jakie to są, waszym zdaniem? Czy w ogóle tak tradycyjny przedmiot, jak książka, może być awangardowy? Czy jeśli coś nie jest nachalnie komercyjne, to juz jest awangardowe? Czy dobre, to awangardowe?
Które uważacie za awangaedowe, a które za tradycyjne.
    • zf71 Re: Nie ma wyjścia: Awangardowe książki dla dziec 20.02.09, 09:00
      Jeżeli weźmiemy (za wikipedią) pod uwagę cechy, jakie przypisuje
      awangardzie XX wieku (wszystkim kierunkom) Stefan Morawski
      (filozofa, historyka estetyki):
      - pionierstwo
      - zdystansowane podejście do sztuki zastanej
      - pogarda dla kanonów wytworzonych w przeszłości
      - częste teoretyzowanie na temat podejmowanych działań (często, z
      wyjątkiem kubizmu, teorie wyprzedzały praktykę)
      - traktowanie sztuki jako prekursora i animatora społecznego postępu
      - czerpanie inspiracji z nauki i techniki, (kubiści z teorii
      względności, surrealiści z psychoanalizy, futuryści z techniki)
      + Termin jest wykorzystywany również obecnie dla określenia dokonań
      artystycznych, które wykraczają poza schematy i nie poddają się
      prostej klasyfikacji

      to
      nie widzę jednak awangardy w książkach dla dzieci (tych które znam).

      To lepsza lub gorsza współczesna grafika itd.
    • romek.pawlak Re: Nie ma wyjścia: Awangardowe książki dla dziec 20.02.09, 09:11
      Rozdzielmy na dwa: ilustrację i tekst.

      Ilustracja - ja uważam, że wbijany przez stulecie kanon ma się świetnie i
      wszelka awangarda z góry obcina 90% czytelników. Z tym, że kiedy decyzję o
      zakupie podejmują dzieciaki, to jeszcze bywa różnie, bo one czasem mają ochotę.
      Ale rodzice... Znacie powiedzonko z "Rejsu": "Lubię to, co już znam". Ano, znam
      to, na czym się wychowałem/am. Awangardę ilustracyjną kupują bardzo świadomi
      rodzice - wyłącznie.

      Tekst - jak zauważam, dzieci są otwarte. Ale... też mają swoje przyzwyczajenia
      do typowych rozwiązań. Np. że wszystko powinno się kończyć optymistycznie.
      Wczoraj na spotkaniu autorskim jakiś szkrab spytał mnie, dlaczego jedna z
      bohaterek umarła. Bo przecież fajnie by było, gdyby żyła... Też zatem myślę, że
      i tu awangarda ma małe szanse.

      Ogólnie, awangarda ma małe szanse - przynajmniej u nas. Bardzo jesteśmy
      tradycyjni...
      • zf71 Re: Nie ma wyjścia: Awangardowe książki dla dziec 20.02.09, 09:16
        romek.pawlak napisał:

        > Rozdzielmy na dwa: ilustrację i tekst.
        > Tekst

        Właśnie - to raczej tekst potrafi być bardziej awangardowy - czy "O
        małym krecie, który chciał wiedzieć, kto mu narobił na głowę" nie
        jest swego rodzaju awangardą w literaturze dziecięcej :))))))))))))
      • hophopi Re: Nie ma wyjścia: Awangardowe książki dla dziec 21.02.09, 10:03
        > Tekst - jak zauważam, dzieci są otwarte. Ale... też mają swoje przyzwyczajenia
        > do typowych rozwiązań. Np. że wszystko powinno się kończyć optymistycznie.
        > Wczoraj na spotkaniu autorskim jakiś szkrab spytał mnie, dlaczego jedna z
        > bohaterek umarła. Bo przecież fajnie by było, gdyby żyła... Też zatem myślę, że
        > i tu awangarda ma małe szanse.

        Śmierć dziecka jako awangarda? Dość koszmarnie to brzmi...
        • romek.pawlak Re: Nie ma wyjścia: Awangardowe książki dla dziec 21.02.09, 12:06
          > Śmierć dziecka jako awangarda? Dość koszmarnie to brzmi...

          Chodzi o tematykę.
          • hophopi Re: Nie ma wyjścia: Awangardowe książki dla dziec 23.02.09, 23:25
            romek.pawlak napisał:
            >
            > Chodzi o tematykę.

            Wiem. Ale koszmarnie zabrzmiało mi stwierdzenie, iż dzieci "mają swoje
            przyzwyczajenia do typowych rozwiązań" w kontekście przykładu śmierci dziecka w
            książce. To prawie tak [że se pozwolę na nieco przesadną metaforę], jakby
            stwierdzić, że ludzie myślą tak straszliwie stereotypowo - wskutek idiotycznych
            przyzwyczajeń nie jadają śniadań w prosektorium...

            Przecie w tym przypadku nie chodzi o dziecięce przyzwyczajenia, ale o lęki,
            jakie taka tematyka w nich wzbudza. Śmierć babci można jeszcze oswoić, ale gdy w
            książce umiera dziecko, mali czytelnicy [szkraby?? czyli ile lat miał ten
            czytelnik?] utożsamiając się z nim, czują zagrożenie i masę innych negatywnych,
            trudnych do udźwignięcia emocji.

            Swoją drogą - temat śmierci dziecka to już nie awangarda, choćby dzięki
            genialnej Astrid.
            • abepe Re: Nie ma wyjścia: Awangardowe książki dla dziec 23.02.09, 23:38
              hophopi napisała:

              > Swoją drogą - temat śmierci dziecka to już nie awangarda, choćby
              dzięki
              > genialnej Astrid.

              Właśnie.
              • romek.pawlak Re: Nie ma wyjścia: Awangardowe książki dla dziec 24.02.09, 09:39
                Uwielbiam "Bracia Lwie Serce", jest trochę współczesnych tekstów dotykających
                problematyki śmierci - ale nadal myślę, że nie jest ich dostatecznie wiele i
                dostatecznie zapadających w pamięć, aby można było mówić, że to już nie jest
                rzadko poruszany temat. Oczywiście, to tylko moje zdanie :)
                • abepe Re: Nie ma wyjścia: Awangardowe książki dla dziec 24.02.09, 12:57
                  Temat śmierci nie jest częsty, ale na pewno awangardą już nie jest.
                  Nemeczek? Diana-przyjaciółka Ani, czy ona tez przypadkiem nie umarła
                  na jakąś chorobę?
                  • zuzannao Re: Nie ma wyjścia: Awangardowe książki dla dziec 24.02.09, 20:03
                    Nie, to nieawangardowo na suchoty umarła Ruby Gillis...
                    • abepe Re: Nie ma wyjścia: Awangardowe książki dla dziec 24.02.09, 21:58
                      zuzannao napisała:

                      > Nie, to nieawangardowo na suchoty umarła Ruby Gillis...

                      Aaaa, taaaaak, ile lat temu to czytałam? Dwadzieścia kilka?:(

                      Być może sto lat temu dzieci częściej umierały z powodu różnych
                      chorób i dlatego, że smierć dziecka była "pospolitsza", w
                      literaturze częściej występowała?
            • romek.pawlak Re: Nie ma wyjścia: Awangardowe książki dla dziec 24.02.09, 09:19
              Hophopi, czepiasz się słówek i zmieniasz kontekst. Czyżbyś uważała, że nie mogą
              istnieć tematy awangardowe?

              Uściślę, uznając, że należy unikać niezręczności. Zatem, pomimo że literatura
              dziecięca z tym tematem boryka się od dawna, myślę sobie, że śmierć to nadal
              temat rzadki, a przez to odbierany jako nietypowy (zostawmy tę awangardę, skoro
              tak wadzi). I nie jest to tylko sprawa emocji, jak sądzę. Do pewnych tematów i
              ich ujęć się przyzwyczajamy - stąd np. groza w sosie komediowym jest już chyba
              typowa. A śmiuerć podana serio - nie. Tak myślę, może błędnie.
              • hophopi Re: Nie ma wyjścia: Awangardowe książki dla dziec 24.02.09, 13:52
                Nie czepiam się, ale próbuję rozmawiać na zadany temat, nawiązując do Twojej
                wypowiedzi [nawiązując nie do słówek, ale zdań złożonych].

                Sporo tytułów tu:
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16375&w=74303497&a=74303965
                Poza tym jeszcze "Złodziejka książek", "Olivier i zeszyt z marzeniami" i pewnie
                masa innych.

                Uważam, że tematy awangardowe się zdarzają, choć rzadko, bo jak wiadomo,
                wszystko już zostało napisane...
                W każdym bądź razie nic z ostatnich, znanych mi publikacji - prócz wspomnianej
                "Kupy" - do awangardy bym nie zaliczyła.
                • romek.pawlak Re: Nie ma wyjścia: Awangardowe książki dla dziec 24.02.09, 14:26
                  No dobrze, przecież ja wiem, że trochę tekstów jest. Ale mnie nie chodziło o
                  półki, tylko o obecność tych książek w głowach tych małych czytelników. I tu, o
                  ile się zgodzę na ze dwa tytuły, w tym BLS, to z resztą już nie jest tak fajnie,
                  zwłaszcza na prowincji, którą obecnie zasiedlam :)

                  Ale to dryf, może zatem lepiej zrobić pass i pozostać przy swoich zdaniach.
                  • hophopi Re: Nie ma wyjścia: Awangardowe książki dla dziec 24.02.09, 23:32
                    romek.pawlak napisał:

                    > No dobrze, przecież ja wiem, że trochę tekstów jest. Ale mnie nie chodziło o
                    > półki, tylko o obecność tych książek w głowach tych małych czytelników. I tu, o
                    > ile się zgodzę na ze dwa tytuły, w tym BLS, to z resztą już nie jest tak fajnie
                    > ,
                    > zwłaszcza na prowincji, którą obecnie zasiedlam :)

                    Taaa, według tego kryterium to znaczna część książek tu lub na Brombie
                    wspominana jest ciężką awangardą, bo często ani w głowach, ani na półkach ich
                    nie ma, ani na prowincji, ani w metropoliach - o czym świadczą przytaczane przez
                    forumki przykłady zdziwienia bibliotekarzy/księgarzy, którym zadano pytanie o
                    dostępność danego tytułu; zdziwienia pt.: Oooo, a co to za książka?! Nie
                    słyszałam/em.
      • abepe Re: Nie ma wyjścia: Awangardowe książki dla dziec 24.02.09, 22:54
        romek.pawlak napisał:

        > Tekst - jak zauważam, dzieci są otwarte. Ale... też mają swoje
        przyzwyczajenia
        > do typowych rozwiązań. Np. że wszystko powinno się kończyć
        optymistycznie.
        > Wczoraj na spotkaniu autorskim jakiś szkrab spytał mnie, dlaczego
        jedna z
        > bohaterek umarła. Bo przecież fajnie by było, gdyby żyła... Też
        zatem myślę, że
        > i tu awangarda ma małe szanse.

        A jaki miałeś cel uśmiercając bohaterkę? Zastanawiam się nad reakcją
        tego dziecka, mój pięciolatek też szuka optymistycznych rozwiązań i
        zareagowałby pewnie podobnie. Bo naprawdę fajnie by było gdyby żyła,
        nie sądzisz?:) Tak samo reagujemy i my, gdy ktoś naprawdę umiera,
        wolelibyśmy, żeby do tego nie doszło. Dzieci bardziej wchodzą w
        książkowy świat, on jest dla nich bardziej realny niż dla dorosłych,
        dlatego taka reakcja. Zdziwiłabym się, gdyby dziecko
        powiedziało "umarła, jak fajnie". Myślę, że reakcja tego dziecka nie
        ma nic wspólnego z odbiorem awangardy. Po prostu jest normalna.
        Dobrze, że poruszasz trudne tematy, chyba lepiej, że wywołują chęć
        pytania niż miałyby być zbywane wzruszeniem ramion?
        • deleine Re: Nie ma wyjścia: Awangardowe książki dla dziec 25.02.09, 20:30
          Książki, także dla dzieci, powinny być jak mity. Dotykać rzeczywistości a nie ją
          cukrować.
    • anchen Re: Nie ma wyjścia: Awangardowe książki dla dziec 20.02.09, 09:33
      Jaki tam z książki przedmiot tradycyjny, marne kilkanaście wieków istnienia nie
      stawia jej w jednym rzędzie z filiżanką, która wszak może być futrzasta i
      awangardowa :)

      A poważniej - przeczytałam tę dyskusję w Zajęczej Norze z rosnącym zdumieniem,
      przy czym nie chodzi nawet o stanowiska adwersarzy (bo jednak czyta się to jak
      spór, nie dyskusję), lecz o ich rozmijanie się już na poziomie wstępnych
      założeń. Od razu powiem, że nie umiem tutaj uporządkować definicji. Ale nie
      widzę sensu przykładania kategorii etycznych (dobre v. złe) do kategorii
      estetycznych (ładne v. brzydkie, awangardowe v. tradycyjne). Podobnie nie
      przekonują mnie opinie "rynek/czytelnik decyduje". Tyle że on czasami, psiakrew,
      decyduje po stu lub więcej latach! Zatem liczy się pokupność za doczesności
      twórcy, czy, że tak to ujmę, tryumf wieczysty?

      Bardzo bym się ucieszyła, gdyby ktoś określić, co jest awangardowe w sztuce
      dziecięcej ilustracji, ale obawiam się, że będzie to mocno uznaniowe - takie
      rzeczy zwykle widzi się dopiero z dalszej perspektywy. Bo chyba czas przesądzi,
      co jest _sztuką_ awangardową, a co kontestacyjnym bełkotem.

      Natomiast przyznam, że dla mnie książką awangardową dla dzieci jest "Świat jest
      dziwny" Grażyny Lange, przy czym nie przesadza o tym ani kreska, ani paleta (bom
      w tej dziedzinie dyletant, mogę powiedzieć, czy mi się podoba, czy nie).
      Niezwykle wartościowe i właśnie awangardowe wydaje mi się włączenie dziecka w
      tworzenie przekazu, zatarcie bariery między twórcą i odbiorcą. Słowo
      "kolorowanka", użyte w dyskusji na blogu, jest nieadekwatne, bo w kolorowance
      dziecko porusza się w obrębie nakreślonych ram, zapełnia barwą płaszczyzny,
      ewentualnie coś dorysuje. Jest wykonawcą, nie twórcą. A książka Lange uczy
      tworzenia, idzie wbrew wszystkim komunikatom "nie podkreślaj, nie zaginaj rogów,
      nie maż na marginesach". Afirmuje dziecko. I to jest moim zdaniem bardzo
      awangardowy i bardzo wartościowy komunikat.
      • abepe Re: Nie ma wyjścia: Awangardowe książki dla dziec 20.02.09, 10:34
        Mam problem z definicją pojęcia "komercyjne" w odniesieniu do
        literatury dziecięcej. Taka "Miffy" na przykład - komercja czy nie?
        Dla niektórych awangarda (choć z długą brodą).

        Nie wiem, czy przypadkiem "awangardą" będzie dla każdego co innego -
        w zależności od tego, z czym styka się na codzień, lub prawie na
        codzień.
        Zgadzam się z Anchen - "Świat jest dziwny" jest awangardowy (pewnie
        na polskim rynku) przez swoje potraktowanie twórczości dziecięcej,
        nie jako ograniczonej do ram, ale pozwalającej na bazgranie
        w "kolorowance" tego, co dziecko widzi i chce pokazać.
        Zastanawiam się, czy mamy jeszcze szansę na awangardę, mam poczucie,
        że wszystko już było.
    • siostraheli Re: Nie ma wyjścia: Awangardowe książki dla dziec 20.02.09, 13:37
      Zdaje się, że w potocznym rozumieniu, awangardowe jest to, co nie mieści się w maistreamie. A ten główny nurt w Polsce jest wyjątkowo zbliżony do popkulturowej papki. To, co u nas jest nazywane przez wydawców "książką trudną", w innych krajach łapie się do kategorii "książka bardzo komercyjna". Myślę, że z pewnością nie jest awangardą Tuwim Wytwórni. Jest bardzo dobrze zaprojektowaną i starannie wydaną książką, z czytelną stylizacją w stronę lat, kiedy wiersze zostały napisane. Więc to raczej awangarda w stylu vintage. Awangadrowy przestał już być chyba także nurt książek bez tekstu, bo wszelkie picturebooks i board books stanowią co najmniej 30% aktualnej produkcji książkowej. Awangarda nie może być modna. Może awangardą są digital books lub audiobooks? Bo to już nie jest książka w tradycyjnym sensie? Prawdę mówiąc nie mam pojęcia. Może nastąpi jakiś wynalazek, który otworzy przed książką nowe drzwi?
      • siostraheli Re: Nie ma wyjścia: Awangardowe książki dla dziec 20.02.09, 13:38
        mainstreamie oczywiście.
      • abepe Re: Nie ma wyjścia: Awangardowe książki dla dziec 21.02.09, 10:19
        Siostroheli, musisz niestety wziąc pod uwagę, że żyjemy w Polsce i
        na wiele rzeczy robiły "wow" z tego powodu, że w Polsce są nowością,
        choc za granicą moga byc meainstreamem. Malutki procent z nas ma
        okazję obejrzec zagraniczne rynki. Bardzo chętnie pojechałabym do
        Bolonii, ale nie stac mnie na robienie sobie wakacji w marcu, a w
        żaden sposób nie mogę takiego wyjazdu podciagnąc pod "wyjazd
        służbowy".
        • abepe Re: Nie ma wyjścia: Awangardowe książki dla dziec 21.02.09, 10:29
          :)))))Co jest z tym "mainstreamem", że się go nie da napisac
          poprawnie za pierwszym razem:)

          (Za brak kreseczki nad c przepraszam, nie działa:)
          • verdana Re: Nie ma wyjścia: Awangardowe książki dla dziec 21.02.09, 10:45
            Książka dla dzieci może być awangardowa lub nie tylko w oczach
            dorosłych.
            Dla dziecka, szczególnie małego, wszystko jesttaka sama nowoscią -
            książeczki z ilustracjami nowatorskimi i awangardowymi będą takim
            samym odryciem jak znienawidzony przeze mnie Kubuś Puchatek
            Disney'a. Jeśli będzie spotykał się z sama awangardą, to właśnie
            będzie dla niego banałem.
            Inaczej rzecz się ma z tekstem. Nie jestem przekonana
            do "awangardy" w sensie formalnym, nie tematycznym w książkach dla
            dzieci. Dziecko raczej powinno przechodzić od prostoty do rzeczy
            skomplikowanych, jesli ma coś z tego przyswoić.
            Mam złe doświadczenia z teatrami dziecięcymi. Banalne
            przedstawienia, typowe dla dzieci, ze scenografią Szancera dzieci
            uwielbiały.Z najmlodszym bywałam w tym samym teatrze - róznego
            typu "sztuczki" formalne, dwa pudła jako cała scenografia itd. miały
            w zamyśle rozbudzić dziecięcą wyobraźnię. Nie rozbudziły - były zbyt
            skomplikowane i odległe od dziecięcej psychiki.
            • deleine Re: Nie ma wyjścia: Awangardowe książki dla dziec 21.02.09, 15:43
              to w sumie zaskakujące co piszesz o teatrze, gdy się pomyśli o tym jak dziecko
              potrafi wyczarować cały świat z jednego kartonika i kilku pudełeczek
              rzecz do obserwacji ;)
              • siostraheli Re: Nie ma wyjścia: Awangardowe książki dla dziec 21.02.09, 18:01
                Ale chyba coś w tym jest. Dziecko samo potrafi, ale jeśli dorośli zamiast scenografii dają mu pudełeczko, to odbiera to jako wciskanie kitu. Od dorosłych należy wymagać więcej niż jakieś tam pudełeczko;-)
    • steffa Re: Nie ma wyjścia: Awangardowe książki dla dziec 24.02.09, 23:34
      Awangarda w Polsce i na świecie to raczej dwie zupełnie różne
      rzeczy/ pojęcia. Upieram się, że dla większości odbiorców taki
      Tuwim z Wytwórni jest awangardowy. U nas sztukę ilustracji dla
      dzieci cały czas postrzega się bardzo klasycznie. Ma być Szancer i
      już. A jak nie, to... często budzi się w ludziach agresja. Że
      brzydkie, że bez sensu, że to wynik zepsucia czasów. Czyli jednak
      awangarda, bo tylko ona wzbudzała zawsze tyle emocji. Z mojego
      punktu widzenia awagardą (polską ;-)) była książka 'Nie wiem kto'.
      Pamiętam, jak koleżanka, skądinąd światła kobieta, tłumaczyła mi, że
      to NIE DLA DZIECI. A jeszcze jeśli chodzi o odbiór - udziwnione
      rzeczy często budzą u małych ludzi niepokój, w końcu bez stosownego
      wykształcenia, wolimy rzeczy proste, harmonijne i przewidywalne.
      Cha cha, czyli z mojego wywodu wynika, że awangarda równa się
      skomplikowanie, chaotycznie i nieprzewidywalnie. To ci dopiero
      definicja!
      • abepe Re: Nie ma wyjścia: Awangardowe książki dla dziec 24.02.09, 23:50
        Aha, aha, bardzo mnie zdziwiło pojęcie, które pojawiło się z
        dyskusji na zajęczym blogu pod "Tuwimem" Wytwórni - to "nie jest dla
        dzieci". Do tej pory wydawało mi się, że nie dla dzieci są głównie
        rzeczy, które z różnych powodów mogą być dla nich
        szkodliwe. "Awangardowych" rysunków za takie nie uważam. Być może
        nie wszystkim dzieciom się podobają, ale jeśli są takie, które je z
        przyjemnością/zainteresowaniem oglądają - dlaczego im odmówić do
        tego prawa?
        W moim domu trwa mała dyskusja nad odbiorem obrazów - mąż stoi na
        stanowisku, że dobrze jest rozumieć, ja nadal uważam, że sztuka jest
        głównie po to, żeby czuć. Właściwie jeżeli przyjąć stanowisko mojego
        męża - faktycznie moznaby uznać, że jest wiele rzeczy "nie dla
        dzieci", o ile nie znajdzie się dorosły gotów im te rzeczy wyjaśnić.

        Przypomina mi się też filmik, który linkowałam rozpoczynając
        dyskusję o programie przedszkolnym, gdzie przedszkolanka z
        przerażeniem mówiła o muzyce poważnej, że za trudna dla dzieci.
        • steffa Re: Nie ma wyjścia: Awangardowe książki dla dziec 27.02.09, 00:06
          Na pewno brak wiedzy nie stoi na przeszkodzie by odbierać sztukę w ogóle, jednak
          na pewno jest ona przyswajana na innym poziomie. Dzieci można porównać do ludów
          pierwotnych, nietkniętych przez cywilizację, które w zetknięciu z kinem (w
          eksperymentach Wilsona bodajże) uciekali sprzed ekranu, jak pierwsi widzowie
          ponad 100 lat temu. Czyli dyskusja pomiędzy tobą i twoim mężem jest z gruntu
          rzeczy skazana na niepowodzenie, dlatego, że mówicie o dwóch aspektach tego
          samego zagadnienia. Lubię tę czystość w dzieciach i dlatego dosyć długo
          kultywowałam ją u swojego syna. Do tej pory uważnie słucham, co ma do
          powiedzenia, gdy styka się z 'jakąś sztuką' po raz pierwszy.
          • abepe Re: Nie ma wyjścia: Awangardowe książki dla dziec 27.02.09, 00:53
            :)) Steffo, myślę, że jednak jest różnica między odbieraniem sztuki
            przez ludy pierwotne a nasze dzieci, które od małego są wychowywane
            w jakikolwiek kontakcie z jakąkolwiek sztuką. Pisze jakąkolwiek, bo
            jedno ma w zasięgu bajki na mini-mini, a inne półkę pełną albumów.
            Dlatego dziecko stykając się z obrazem może powiedzieć, że to nie
            to, bo ono widziało już, jak to powinno wygladać. Mało które obrazu
            żadnego w życiu nie widziało.

            Dyskusja między mną a mężem nie ma być może sensu, bo rozumienia od
            emocji oddzielić się nie da, pytanie tylko, co u kogo dominuje i kto
            na czym się skupia. Z badań wynika, że emocje wyprzedzaja analizę
            intelektualną.
            • deleine Re: Nie ma wyjścia: Awangardowe książki dla dziec 27.02.09, 07:55
              i stąd zapewne "bieda" u wszelkiej maści filmoznawców, krytyków sztuki itd itp -
              często to co mówią, jest nawet dla wrażliwych na sztukę ludzi, oderwane od
              rzeczywistości - bo oni widzą teorie, domniemane założenia i inne komponenty
              dyskursywne - podczas gdy widz, albo łapie kontakt z dziełem albo ma je w
              poszanowaniu
              • steffa Re: Nie ma wyjścia: Awangardowe książki dla dziec 01.03.09, 15:14
                Odniosę się najpierw do krytyków filmowych. Dla mnie oni za często
                niestety odwołują się do emocji, zapominając o warsztacie filmowym.
                Film to nie literatura i nie można poprzestawać na psychoanalizie
                głownego bohatera.
                Abepe, dzieci to nie ludy pierwotne (choć często mam takie
                wrażenie), od urodzenia zbierają wiedzę bezwiednie (che che) -
                zależy to od wychowania - mój syn nie oglądał telewizji, bajki tylko
                specjalnie dobrane, widzę, że jest bardzo wrażliwy na przekaz
                wizualny. Kina się generalnie boi, właśnie jak przedstawiciel ludu
                badanego przez Wilsona. Oczywiście trochę przesadzam, ale celowo.
                Oczywiste dla mnie jest także, że (od)czucie wyprzedza intelekt. Z
                pierwszym się poniekąd rodzisz, drugie sobie wypracowujesz.
                • abepe Re: Nie ma wyjścia: Awangardowe książki dla dziec 01.03.09, 20:16
                  Nasz pięciolatek także długo nie oglądał telewizji. Zaczął od wróbla
                  Ćwirka i pszczółki Mai (ale oglądał tylko jeden odcinek z dwu, które
                  puszczało mini-mini:), w kinie byliśmy raz i uciekliśmy. Ostatnio
                  zainteresował się reklamą "Wyspy dinozaura 2" w Świerszczyku,
                  umówiliśmy się na kino, ale już słyszę wątpliwości.

                  Jeżeli chodzi o emocje versus poznanie, to nie chodziło mi o to, że
                  pierwsze w toku rozwoju wyprzedają drugie, ale o to, że każdy
                  człowiek odbierając daną informację (rejestrując bodziec) najpierw
                  ma wobec niej pewne odczucia a dopiero potem działa rozum. Wydaje mi
                  się to trafne zwłaszcza w odniesieniu do odbioru sztuki. Najpierw
                  coś odczuwamy widząc/słysząc (nawet na najpierwotniejszym poziomie -
                  podoba się v. niepodoba) a potem myślimy, analizujemy,
                  interpretujemy. Oczywiście na nasze odczucia ma wpływ stan wiedzy,
                  inaczej zareaguje ktoś, kto ma na dany temat ugruntowane zdanie,
                  inaczej ktoś poszukujący, inaczej ktoś kto się tylko zetknął a
                  inaczej ktoś w stanie tabula rasa:)
                  • steffa Re: Nie ma wyjścia: Awangardowe książki dla dziec 02.03.09, 02:57
                    No tak, myślę jednak, że na pewnym etapie rozwoju intelektualnego nie da się
                    oddzielić jednego od drugiego.
                    • abepe Re: Nie ma wyjścia: Awangardowe książki dla dziec 02.03.09, 09:41
                      steffa napisała:

                      > No tak, myślę jednak, że na pewnym etapie rozwoju intelektualnego
                      nie da się
                      > oddzielić jednego od drugiego.

                      Ależ w ogóle nie da się oddzielić, na szczęście.
      • anchen Re: Nie ma wyjścia: Awangardowe książki dla dziec 25.02.09, 07:21
        Ha! Parę dni temu chciałam akurat coś o "Nie wiem kto" napisać, ale to książka
        sprzed paru lat i nie umiałam się podczepić pod stary wątek. Albowiem mój
        dwulatek wszedł z tą książką w dialog przecudny, chyba jeszcze nigdy nie
        widziałam, żeby tak z książką rozmawiał.
        "Na głowę włożył nie wiem co"
        - Kapelusz, mamo, kapelusz!
        "Na nogi włożył nie wiem co"
        - Kapcie, mamo, przecież kapcie!
        "Do torby włożył nie wiem co"
        - Literki, widzisz mamo, literki!
        To oczywiście nie jest żaden argument w dyskusji o awangardzie, bo świat jest
        pełen dwulatków, którzy reagują entuzjastycznie na to czy na tamto. Natomiast
        masz chyba rację z tym niepokojem, tylko nie jestem przekonana, czy niepokój
        jest z definicji zły. Bo - trzymając się już tego przykładu - on może być
        wstępem do kapitalnej zabawy i rozmowy. Bo jeśli nie kapcie, to co? Może
        ściereczki (bo miał ochotę froterować podłogę)? A może obłoczki (bo chciał
        latać)? A może wata cukrowa (bo spadła z patyka)?

        Zastanawiam się, czy jedną z cech awangardy nie jest otwartość - na definicje,
        na interpretacje. Są teksty i obrazy doskonale zamknięte, oczywiste (choć
        niejednokrotnie jest to bardzo pozorne wrażenie, wszak obrazy dawnych mistrzów
        są pełne pułapek). Teksty i obrazy otwarte wymagają większego dopełnienia przez
        odbiorcę, większej pracy. I odbiorca często się przeciwko temu buntuje, bo
        przekonanie, że obcowanie ze sztuką wymaga pewnego wysiłku wcale nie jest
        powszechne.
        • abepe Re: Nie ma wyjścia: Awangardowe książki dla dziec 25.02.09, 11:40
          Idąc za Twoim przykładem zaserowowałam mojemu niespełna
          dulatkowi "Nie wiem kto" kilka dni temu i odmówił. Nie trafiłam w
          dobry moment chyba:)

          Chyba generalnie cechą takiej sztuki jest większa możliwość
          interpretacji, co jednemu sprawia przyjemność, innemu trudność.

          Według mnie niepokój jest twórczy, bo prowokuje odczuwającego go do
          redukcji, czyli szukania rozwiązań. Pytanie, czy znajdzie jedno
          rozwiązanie, czy pokusi się o swoistą burzę własnego mózgu? Chyba,
          że ktoś redukuje niepokój w ten sposób, że niepokojące obiekty
          skutecznie omija. Oj, wchodzimy na grunt psychoanalizy:)
          • uccello "nie dla dzieci" 25.02.09, 12:53
            A mnie marzy się ,żeby na książkach dla dzieci wydawcy umieszczali
            informację ( choćby w postaci znaczka3+ 5+ 10+)dla kogo przeznaczona
            jest książka. Wiem, wiem ,że zdarzają sie jednostki wybitne ,
            rozwijające się ( emocjonalnie, intelektualnie, społecznie)szybciej
            niż pozostali, ale rodzice wezmą to przecież pod uwagę wybierając
            lekturę dla swojego dziecka.

            Taki np. "Czerwony kapturek" Olech & Lange
            www.jsantorski.pl/inf.php?id=nr220
            nie jest moim zdaniem skierowany do przedszkolaka, jeno do
            kontestującego 10latka, który bajeczki ma już w lekkim poważaniu
            jako zbyt dziecinne. Fabułę „Prawdziwego Kapturka” na wyrywki zna,
            dlatego przewrotna i obrazoburcza zabawa z konwencją wydać mu się
            może dowcipna i pociągająca. No i przesłanie- nie wszystkim dorosłym
            można ufać, grzeczność nie zwalnia od myślenia, jest dla takich
            wczesnych podstawówkowiczów cenna.

            Jest coś takiego w Narodzie, że jak widzi ilustrowaną bajkę albo
            film animowany, to automatycznie przyjmuje ,że jest ona dla
            malutkich dzieci .Doprecyzowanie wieku odbiorcy , albo wyraźna
            sugestia na obwolucie książki uratowała by moim zdaniem wspomnianego
            Kapturka przed rynkową śmiercią.

            • abepe Re: "nie dla dzieci" 25.02.09, 13:19
              I to chyba jest awangarda na naszym rynku - książki dla starszych,
              które wyglądają na książki dla młodszych. A może się mylę i to też
              już było?
Pełna wersja