moze kasa poszla pod stolem ?

23.07.04, 11:27
Sytuacja w klubie, którego drużyna zdobyła w poprzednim sezonie
wicemistrzostwo Polski i kilka tygodni temu mogła zdobyć Puchar Polski, od
dawna nie napawała optymizmem. Zespół w lidze grał słabo, zawodniczki nie
mogły porozumieć się z trenerką Julią Safiną, która w końcu została
zwolniona, niestosowne zachowania zarzucały też prezesowi (traktowały o tym
anonimowe listy kolportowane w Piotrkowie). Dochodziły do tego kłopoty
finansowe, o których początkowo mówiło się po cichu, ale z czasem coraz
głośniej.

Zupa wylała się po pucharowym turnieju kończącym sezon. Piotrcovia, okazało
się, nie ma pieniędzy, żeby zatrzymać co lepsze zawodniczki, które wobec tego
zaczęły decydować się na grę w innych klubach. Nie miała pieniędzy na
uregulowanie zaległych wypłat dla piłkarek – z tego właśnie powodu wyjechała
przed kilkoma dniami z Piotrkowa Justyna Sebrala.

W tak trudnej sytuacji finansowej klub nie był od dawna. A przecież dostawał
pieniądze z miejskiej kasy – czy to w formie bezpośredniej dotacji, czy też w
rezultacie wygrania przetargu na „wykonanie usług reklamowych promujących
miasto Piotrków Trybunalski podczas imprez sportowych”. Nie bardzo jednak
wiadomo, na co tak naprawdę pieniądze te były wydawane.

Na początku lipca z funkcji prezesa MMKS Piotrcovia zrezygnował radny Jacek
Marusiński, który za podjęcie się roli męża opatrznościowego klubu nominowany
był w tym roku do nagrody Piotra. – Obowiązków prezesa nie mogłem już
pogodzić z pełnieniem mandatu radnego – wyjaśnił nam. – Musiałem na to
poświęcać zbyt wiele prywatnego czasu. Zresztą, zgodziłem się być prezesem
tylko przez jeden sezon.

Kilka dni później oficjalnie podano informację, że klub nie rozliczył 123
tysięcy z 200 tys. zł dotacji, jaką dostał od miasta, i będzie musiał zwrócić
tę kwotę do miejskiej kasy.

– Nie otrzymaliśmy żadnych faktur czy rachunków potwierdzających wydatkowanie
tej kwoty zgodnie z umową dotacji – mówi Marcin Pampuch, rzecznik prasowy
prezydenta.

Dotacja – jak powiedział nam Mirosław Laskowski, członek zarządu klubu –
przeznaczona była „na działalność statutową”. Dokładniej wyjaśnił to Marcin
Pampuch… Pieniądze od miasta miały być przeznaczone na kupno strojów i
sprzętu, wynagrodzenia trenera i sędziów, przejazdy i wyżywienie drużyny w
trakcie obozów treningowych i organizację zawodów. Dlaczego klub nie
udokumentował wszystkich wydatków i nie rozliczył ponad połowy dotacji?

– Ja już nie jestem prezesem – odpowiedział nam Jacek Marusiński. – Zresztą
za te sprawy odpowiedzialny był pan Laskowski.

Niczego do powiedzenia nie miał też Witold Kopertowski, pełniący rolę
rzecznika prasowego Piotrcovii, a prywatnie mąż doświadczonej piłkarki
Elżbiety Kopertowskiej, kapitana drużyny. – To sprawa zarządu i z członkami
zarządu proszę rozmawiać – usłyszeliśmy.

Zadzwoniliśmy więc do wspomnianego już Mirosława Laskowskiego. Zapytaliśmy,
dlaczego klub nie potrafił rozliczyć całej dotacji. Odpowiedź, którą trudno
nazwać odpowiedzią, była jedna, a Laskowski powtarzał ją wiele razy: – Nie
wiem, o co panu chodzi. Szuka pan jakiejś sensacji? Jesteśmy z miastem
domówieni, dalej będziemy współpracować, drużyna będzie grać, wszystko jest w
porządku. O szczegółach nie muszę panu mówić. Nie przekonał Laskowskiego
argument, że chodzi o publiczne, a nie prywatne pieniądze i piotrkowianie
mają prawo wiedzieć, na co zostały wydane.

Na czym polega owo „domówienie się z miastem” – wyjaśnił Marcin Pampuch. –
Władze miasta spotkały się z zarządem Piotrcovii i wspólnie zastanawialiśmy
się, jak rozwiązać jej problemy finansowe – mówi rzecznik prezydenta. –
Przedstawiciele klubu zapytali, czy możliwe jest rozłożenie na raty
nierozliczonej części dotacji i, uzyskawszy pozytywną odpowiedź, wystąpili z
pismem w tej sprawie. Formalnie decyzji jeszcze nie ma, ale zapadnie ona, po
uzgodnieniu szczegółów, w najbliższych dniach.

Trudno, jak widać, w tej chwili powiedzieć, jak długo i w ilu ratach
Piotrcovia oddawać będzie miastu 123 tysiące złotych. Nie wiadomo, które
zawodniczki pozostaną ostatecznie w drużynie i jak przygotowywać się będą do
nowego sezonu. Wiadomo natomiast, że nie było pieniędzy na zaplanowany
wcześniej obóz w Szklarskiej Porębie i drużyna trenuje obecnie w Piotrkowie.
Czy znajdą się one, żeby pokryć koszty udziału drużyny w ligowych rozgrywkach?

Władze miasta – jak wynika z wypowiedzi rzecznika – mocno angażują się w
rozwiązanie finansowych kłopotów Piotrcovii i starają się jej pomóc. Niby
słusznie, bo to w końcu miejski klub, także z nazwy. Wydaje nam się jednak,
że równie mocno angażować się powinni klubowi działacze. A przede wszystkim
powinni wyjaśnić piotrkowianom, na co wydali ich, czyli publiczne, pieniądze.
Pełna wersja