olimpijskie dno

30.08.04, 01:18
Po strzelaniu, szermierce i pływaniu Marcin Horbacz zajmował wczoraj drugie
miejsce w olimpijskich zawodach w pięcioboju. Ale w skokach przez przeszkody
koń odmówił mu współpracy i marzenia o medalu prysły. Postanowiliśmy się
dowiedzieć, co koniowi do łba strzeliło.

Proszę konia, jak koń mógł!

- Przepraszam, nie mogłem się skoncentrować, bo jeszcze rżałem z Rżanego. To
ten wasz bokser, co mu nikt nie powiedział, że przegrywa, i bronił wyniku do
upadłego. Iiiiiiihhhhhhaaaa!

Igrzyska raz na cztery lata, a koń wycina taki numer!

- Myślałem, że o to chodzi. Każdy Polak, którego oglądałem w Atenach, jakiś
wyciął. Albo jemu wycięli. Jak tym żeglarzom z klasy 49. Wygrali wyścig, ale
gdy płynęli do portu, trener zabrał im kapoki i ich zdyskwalifikowali.
Iiiiiiihhhhhhaaaa!

Owies koniowi uderzył do głowy?

- Moja pastuszka też mnie czasem tak pyta. Ale dopiero jak usłyszałem o
waszej Pastuszce, to mi kopyta opadły. Miała zdobyć złoty medal, ale w
półfinale jej kajak ważył o 15 gramów za mało. Iiiiiiihhhhhhaaaa!

Horbacz mógł zdobyć medal i dożywotnią emeryturę!

- Eeee, zleciałby mi przez łeb na ostatniej przeszkodzie. Jak ten wasz judoka
Robert Krawczyk, co sekundę przed końcem walki miał już medal, ale dał się
jeszcze rzucić na ippon.

Łatwo się koniowi śmiać... Może koń by zaproponował coś konstruktywnego?

- Koństruktywnego? Mam duży łeb, chętnie wybrałbym się na zgrupowanie waszych
piłkarzy przed meczami z Irlandią i Anglią. Tam to dopiero będą jaja
    • coloquez Re: olimpijskie dno 31.08.04, 08:49
      he he dobre :-)
Pełna wersja