bogd2
21.01.06, 18:45
Miałem dziś wyjątkowo nieprzyjemną sytuację: otóż idąc do domu po południu na ulicy Częstochowskiej, zostałem pogryziony przez psa, no normalnie, jako że wracałem z imprezy i byłem lekko „podchmielony”, tak więc nie wolno mi było wsiadać za kierownicę, więc zadzwoniłem na pogotowie, tam NIESTETY udzielono mi odpowiedzi że oni do takich sytuacji nie jeżdżą, i abym się sam zgłosił po pomoc do ambulatorium na Rakowskiej, na moje stwierdzenie iż jestem po ”spożyciu” powiedziano abym wziął sobie taxi skoro sam za kółko, wiem, że wsiadać nie powinienem…. Ale oni do takich sytuacji nie przyjeżdżają, dziwne moim zdaniem, bo „wściec” się można, ale pogotowie nie przyjedzie….
Zacząłem szukać jakiegokolwiek życzliwego sąsiada, który zawiózłby mnie moim autem na izbę przyjęć, niestety jak to w weekend, nikt się za „kółko” nie nadawał….
Zdesperowany, zadzwoniłem wtedy na 997, że w tej chwili będąc w stanie wskazującym na spożycie muszę się sam zawieść na Izbę Przyjęć na Rakowskiej, i podałem swe pełne dane adresowe, oraz numery pojazdu, w nadziei że Policja chcąc mnie powstrzymać podstawi radiowóz aby „załapać” darmowe punkty za zatrzymanie „nietrzeźwego” kierującego, ale w końcu ktoś na pogotowie mnie zawiezie ;-))
Suma sumarum, panowie spod 997, stwierdzili iż w stanie nietrzeźwym prowadzić nie mogę, i abym w związku z tym zadzwonił na pogotowie, na pogotowiu znów stwierdzili że dzwoniąc kolejny raz zajmuję linię i podadzą moje dane, do Straży Miejskiej, i abym za chwilkę u drzwi się ICH spodziewał…… powtórzyłem więc grzecznie me pełne dane adresowe w nadziei że jest to nagrywane (mam nadzieję że jest ;))) i że za chwilkę w takim razie chociaż Straż Miejska przyjedzie… czyli… jednak ktoś mnie po tą pierwszą pomoc zawiezie.
Załatwiłem w końcu kogoś, kto zgodził się poprowadzić mój samochód, co ciekawsze mimo moich uprzedzeń nikt nie potraktował mnie serio, znajomy zawiózł mnie bez problemów na Rakowską, udzielono mi pomocy ambulatoryjnej, i przywiózł mnie spowrotem. Karteczkę od lekarza, do lekarza ogólnego z mojego rejonu mam ;)) I mam się z nią zgłosić w poniedziałek, o ile się do tego czasu gorzej nie poczuję ;(( ….. (czytaj wścieknę…)
Co ciekawsze przez całą drogę nikt mojego znajomego, za kółkiem mojego auta, nie niecierpliwił, ani Policja, ani Straż Miejska…. A naprawdę dzwoniłem, podawszy wszystkie dane skąd, i czym, za chwilkę będę jechał w stanie „wskazującym”, … nie było na naszej drodze nikogo ;-))
(aha, znaleziony w końcu „chętny” był „czysty”) …
Czyli, reasumując, w naszym kochanym Piotrkowie, jeśli komuś z Was pogryzie pies ukochane dziecko to, nie dzwońcie na Policje, Pogotowie, ani Straż Miejską, bo „ ONI ” nie mają najmniejszej chęci Wam pomóc…
Radźcie sobie sami … ;-((
Ps. Zjawiskowej, dziękuję z góry za pierwszy komentarz… brrr… Już mi w pięty poszło….
Ale jak to przeczytam… to dopiero …