Żyjąc obok...ludzi

10.02.07, 00:29
Człowiek jest istotą społeczną, całkowicie uzależnioną od społeczeństwa,
jego opinii, coraz częściej zatracającą swoją indywidualność, wrażliwość i
współczucie. Jak trudno "odciąć się" od jednakowego spojrzenia, podobnych
myśli, dziwnie zbieżnych poglądów. Coraz trudniej również
zauważyć "przechodzące" obok zło.

Kiedy wysiadałem z samochodu tuż przy Banku PKO S.A., już z daleka
dostrzegłem grupkę spragnionych ludzi wyczekujących na swoją minutę
przy "wodopoju". Tuż przede mną stał mężczyzna - wyraźnie podpity, zaś obok
niego w kałuży stało dwoje dzieci -młodsze miało nie więcej niż 3 latka,
starsze ok 5. Mężczyzna zwrócił moją uwagę wulgaryzmami, którymi "rozmawiał"
z (prawdopodobnie) własnymi pociechami. Większość osób stojących w kolejce
nawet nie odwróciła spojrzenia, ściskając jedynie już gotową do użycia kartę
i wpatrując się w punkt tuż przy "cudownym urządzeniu". Gdy kolejka zbliżała
się do szczęśliwego rozwiązania, mężczyzna nagle podbiegł do stojącego na
przybankowym murku pięciolatka i mocnym ruchem szarpnął dziecko tak, że
upadło ono twarzą uderzając o kostkę brukową. Mężczyzna wyraźnie oburzony
tym, że jego pociecha na domiar złego "weszła" w kałużę, zdzielił je ponadto
niezwykle silnym uderzeniem w plecy, wykrzykując przy tym liczne groźby. Nie
wytrzymałem wtedy i zapytałem, czy "wymierzanie sprawiedliwości" w taki
sposób jest konieczne. Zanim wypowiedział zdanie: "A odp....l się Pan!"
usłyszałem, że to jego dzieci i może robić z nimi, co chce. Wyjąłem telefon i
oznajmiłem, że to samo powtórzę dyżurnemu, kiedy poproszę o interwencję
kogoś "mocniejszego" A nuż - pomyślałem - i on będzie miał szansę
doświadczenia podobnej siły perswazji, jaką sam przed chwilą stosował w
stosunku do własnych dzieci. Po tych słowach "ojcowskim" ruchem ręki
przyciągnął dwóch chłopców do siebie i zaczął się tłumaczyć, że dzieci są
czasem niegrzeczne, że on dba o ich bezpieczeństwo, by nie spadły z murka i
takie tam pijacie i pokrętne tłumaczenia. Wtedy odszedłem bez słowa.
Moja reakcja nie stawia mnie w rzędzie "tych niezwykłych", współczujących
i zauważających zło, wtrąciłem się przecież nie dlatego, że jestem lepszy od
stojących w kolejce, czy nadwyraz wrażliwy. Jednak krzywda wyrządzana dziecku
jakoś silnie przemawia do mojej wyobraźni. Mimo to w wielu sytuacjach, które
wymagały reakcji, zachowywałem się jak ludzie, którzy tylko żyją obok.

A Wam - forumowicze, czy udaje się jeszcze dostrzegać podobne sytuacje? Czy
łatwo "wyłamać się" i stanąć obok kolejki i zareagować?
    • phonica Oj, Mieszkańcu, Mieszkańcu! 10.02.07, 01:04
      Mieszkańcu! To co napisałeś, wystawia ci jak najlepsze świadectwo. Do tego -
      przelać myśl na papier (ekran?) potrafisz gramatycznie i ortograficznie.
      Rzadkość to nad rzadkościami na tym forum, w tym mieście i w tym kraju. Do
      rzeczy: za mało nas tak postrzegających świat. Smutne to, Mieszkańcu, ale w
      kilkanaście, może kilkadziesiąt osób, nie okiełznamy - sorry za szczerość i
      bezpośredniość - tego trybunalskiego motłochu ze spaczonymi raz na zawsze umysłami.
      • zadowolona1 Re: Oj, Mieszkańcu, Mieszkańcu! 10.02.07, 01:21
        I tu się mylicie.Dużo jest osób wrażliwych na krzywdę ludzką.Przynajmniej ja do
        nich należę!Wokół mnie też są tacy.Może Wy po prostu macie pecha i spotykacie
        się z taką znieczulicą i brakiem reakcji, gdy dzieje się coś niedobrego?
      • mieszkaniecpt Re: Oj, Mieszkańcu, Mieszkańcu! 10.02.07, 17:57
        Dzięki phonica za pochlebne słowa, co do warsztatu tekstu. Chciałem, by był on
        czytelny i zrozumiały. Zresztą chyba właśnie dlatego, że sam temat jest trudny
        i chyba wielu ludziom obcy.

        A co do okiełznania "spaczonego umysłu piotrkowskiego motłochu" myślę, że nie
        jest to sprawa niewykonalna. Zacznijmy jednak wszyscy od samych siebie...

        Pozdrawiam
    • sticker1 Re: Żyjąc obok...ludzi 10.02.07, 16:50
      Niestety ale masz rację.
      Coraz więcej obojętności ludzkiej wokół nas.
      Większość uważa, że 'to nie moja sprawa'
      Niewielkim usprawiedliwieniem jest tu jednak nasz system prawny, gdzie człowiek
      zaatakowany powinien się obawiać tego co z nim będzie, a nie co będzie z agresorem.
      Wiele przykładów mamy na co dzień w prasie, tv.
      Człowiek staje w obronie innej osoby, agresor wyciąga np. nóż i w tym momencie
      lepiej dla ofiary jak ją dźgnie tak, że przeżyje niż jeśli On, Ona zrobi
      bandycie krzywdę bo wtedy zapewne przekroczy granice obrony koniecznej.
      Chory system prawny Państwa prowadzi do tego, że jak ktoś Cię napadnie we
      własnym domu to lepiej nie zrób mu większej krzywdy bo pójdziesz do więzienia.

      Jednak w stosunku do dzieci obojętność nie jest niczym usprawiedliwiona i
      takiego 'tatusia' najlepiej dla przykładu wymoczyć w tej kałuży, a następnie
      przeciągnąć kilka metrów po asfalcie.
      Taka nauczkę zapewne lepiej by zapamiętał niż upomnienie Policjantów.

      Melina nie powinna mieć dzieci, bo dziecko w niczym nie zawiniło, że jego
      'tatuś' czy 'mamusia' to margines społeczny, który myśli tylko o tym by wypić.
    • sylwiaaerobik Re: Żyjąc obok...ludzi 11.02.07, 09:52
      Masz wielkie serce. Chwała Ci za taką postawę. Ale czy nie powinniśmy zrobić
      coś, by idee humanizmu przenosić na dzisiejszą rzeczywistość. Może szkoły
      powinny robić coś w tym zakresie (więcej).
      • mieszkaniecpt Re: Żyjąc obok...ludzi 11.02.07, 21:49
        Myślę, że to błędnę rozumowanie, że to szkoła powinna "coś zrobić". Chyba
        zdajesz sobie sprawę, że rozwój dziecka następuje dużo wcześniej zanim trafi do
        szkoły. Wcześniej nasiąknie już zwyczajami swoich najbliższych, których
        przecież świadomie lub też nie naśladuje.

        Jak można interweniować w szkole, kiedy "kontakt" z dzickiem ogranicza się
        jedynie do kilkunastu godzin w tygodniu, przy czym kilkaset spędza w domu?

        Jako rodzic twierdzę, że państwo powinno najpierw zabrać się za takie rodziny,
        kontrolować je, dbać o nie, a przynajmniej dawać poczucie bezpieczeństwa
        dzieciom, które wychowują się w takich domach.
    • adaszek1969 Re: Żyjąc obok...ludzi 11.02.07, 21:59
      brawo za odwagę i niech wstydzi się reszta tych "obserwatorów" tak naprawdę to oni karcili to dziecko wspólnie z tym "opiekunem".
      najbardziej jednak boli to przeswiadczenie pseudorodziców że cytuję "to moje dziecko i mogę z nim robić co chcę".
      pozdrawiam a.
Pełna wersja