Dodaj do ulubionych

Pamięci poległych w katastrofie pod Smoleńskiem

14.04.10, 19:33
www.slide.com/r/e02-31pS7D-9qa-V903wRchIH-YGqMFm?previous_view=mscd_embedded_url&view=original
Obserwuj wątek
            • pupa12 "Bezpieczeństwo lotów w transporcie lotniczym" 27.09.10, 18:27
              Edmund Klich prezentuje książkę "Bezpieczeństwo lotów w transporcie lotniczym",
              Błędy decyzji i naruszenia procedur, warunki atmosferyczne, czynniki psychologiczne, współpraca załogi, system szkolenia, organizacja lotu - to według akredytowanego przy MAK Edmunda Klicha część przyczyn katastrofy smoleńskiej.
              Jak mówił Klich, błędnymi decyzjami załogi 10 kwietnia było zejście do lądowania przy ponad dwukrotnie niższej od dopuszczalnej minimalnej podstawie chmur oraz widzialności, a także posługiwanie się przez załogę radiowysokościomierzem, który nie powinien być używany na tym lotnisku. Przyznał też, że "jaka by nie była, ale jakaś była" presja na załogę związana z obecnością w kokpicie Dowódcy Sił Powietrznych gen. Andrzeja Błasika. - Badali to dla MAK psychologowie - dodał.
              Swoje spostrzeżenia, oparte na powszechnie dostępnych informacjach o katastrofie Klich przedstawił podczas promocji swej książki w Centrum Konferencyjnym PAP.
              Polski akredytowany przy MAK podkreślał też, że nie otrzymał wszystkich informacji, jakie byłyby mu potrzebne do całościowej oceny katastrofy - m.in. dotyczących procedur rosyjskich. - MAK zapowiedział, że odniesie się do tego w projekcie raportu - mówił.

              Pytany, czy fakt nieotrzymania przez niego żądanych dokumentów jest naruszeniem Konwencji Chicagowskiej, Klich odparł wprost, że tak, ale dodał, że od decyzji polskich władz będzie zależeć, czy o tym naruszeniu zawiadamiać ICAO (Międzynarodową Organizację Lotnictwa Cywilnego).

              MAK (Międzypaństwowy Komitet Lotniczy) pracuje właśnie nad projektem końcowego raportu z badania katastrofy polskiego samolotu z 10 kwietnia. Polska będzie mogła wnieść do tego projektu swoje uwagi. Jak mówił Klich, spodziewa się, że nie będzie to tylko jego zadanie, bo będzie można do tego wykorzystać również wiedzę komisji pracującej pod kierunkiem szefa MSWiA Jerzego Millera.

              Swoje spostrzeżenia o niektórych przyczynach katastrofy, oparte na powszechnie dostępnych materiałach, Klich przedstawił już w poniedziałek. Pogrupował je w dziewięć zespołów: działanie załogi, czynniki sprzyjające katastrofie po stronie środowiska naturalnego, sprzętu, natury psychologicznej, "zarządzania ryzykiem" w załodze, jej gotowości do lotu od strony organizacyjnej, kierowania lotem przez rosyjskich kontrolerów, niewłaściwego systemu szkolenia i względów organizacyjnych.

              - Gdyby na lotnisko Siewiernyj w Smoleńsku przed 10 kwietnia, a nawet przed 7 kwietnia (gdy do Katynia leciał premier Donald Tusk) dotarła jakaś grupa rekonesansowa, to powinna uznać, że na tym lotnisku nie może lądować ani prezydent, ani premier - ocenił Klich. Dodał zarazem, że zła prognoza pogody była znana jeszcze przed wylotem prezydenckiego samolotu 10 kwietnia, zatem nie powinien on nawet wystartować.

              Odnosząc się do wskazanych uchybień systemowych zaznaczył, że nie można przypisać ich konkretnej opcji czy rządowi, bo są one wynikiem 20-letnich zaniedbań. Jak mówił, do dziś formalnie kapitan samolotu nie jest odpowiedzialny za pasażerów takich jak prezydent czy premier - a powinien być. - Nie znowelizowano prawa lotniczego - podkreślił.

              Klich zwraca też uwagę na niewłaściwy poziom wyszkolenia załogi co do współpracy w zespole i oceny ryzyka. - Brak był zdecydowanej reakcji pozostałych członków załogi na zniżanie pilota lecącego poniżej wysokości decyzji - podkreślił. Dodał zarazem, że wiele katastrof wzięło się ze złej oceny ryzyka. - Z jednej strony uniknięcie spóźnienia, a z drugiej - ryzyko niewylądowania - wskazał.

              Kluczowym - w opinii Klicha - jest pytanie: jak można było być gotowym do lotu, nie mając szczegółowych danych lotniska w Smoleńsku? - Na nagraniach słychać jak ktoś z załogi proponuje: "może zajdziemy od wschodu?" A od wschodniej strony na tym lotnisku, odkąd je zamknięto, nie ma odpowiedniego sprzętu - dodał. Klich podkreśla, że mogłaby temu zaradzić obecność na pokładzie samolotu tzw. lidera, czyli rosyjskiego nawigatora.

              - Zabrakło decyzji o skierowaniu polskiego samolotu na lotnisko zapasowe - mówił Klich, który uważa, że wyznaczone lotniska (Mińsk, Witebsk, Moskwa), w istocie były tylko "na papierze", bo nie zapewniono tam żadnego transportu dla VIP-ów.

              Klich stwierdził też, że nie wyciągnięto systemowych wniosków z katastrof samolotu CASA w Mirosławcu i samolotu Su-22 z 2002 r., które w pewnych częściach uważa on za "bliźniaczo podobne" do katastrofy smoleńskiej.
              • mw50 Wstrząsająca relacja strażaka z miejsca katastrofy 04.10.10, 19:42
                Kapitan Aleksandr Muramszczikow, dowódca zastępu straży pożarnej ze Smoleńska, który 10 kwietnia jako pierwszy dotarł na miejsce katastrofy polskiego Tu-154M, oświadczył, że od razu było jasne, że nikt nie przeżył. Muramszczikow, którego wstrząsającą relację publikuje dziś wielkonakładowy "Moskowskij Komsomolec", zauważył też, że po 20 minutach od tragedii mgła w rejonie lotniska Siewiernyj się rozproszyła.

                Ten 33-letni oficer straży pożarnej rosyjskiego Ministerstwa ds. Sytuacji Nadzwyczajnych jest jedną z dwóch postaci widocznych na znanym z internetu filmie nakręconym tuż po wypadku Tupolewa.

                Obszerne fragmenty relacji strażaka

                "7 i 10 kwietnia, kiedy to przylatywały delegacje rządowe, we wzmocnionym składzie pełniliśmy służbę bezpośrednio na pasie startów i lądowań. Środki bezpieczeństwa podjęto bezprecedensowe.

                Gdy wylądował Jak-40 polskiego Ministerstwa Obrony warunki pogodowe nie były jeszcze krytyczne. Wkrótce z lewej strony nadleciał nasz transportowiec. W tym samym momencie jeden ze strażaków w moim samochodzie rozbił termos z lustrzanego szkła. Pamiętam, że jęknąłem: "To zły znak!". Kiedy nasz Ił-76 odleciał na zapasowe lotnisko, wszyscy odetchnęli z ulgą.

                Po 40 minutach usłyszeliśmy nadlatujący samolot prezydencki. Na lotnisku wcześniej stacjonowały myśliwce. Gdy startowały i pokonywały barierę dźwięku, słychać było trzask. 10 kwietnia rano też usłyszeliśmy bardzo podobny dźwięk i początkowo nie przywiązywaliśmy do tego żadnego znaczenia. Ogłuszającego wybuchu nie było. Był głuchy trzask - to wszystko. Spod wieży kontrolnej ruszył samochód terenowy; chłopcy powiedzieli, że spadł samolot. Gdzie dokładnie, nie było jasne. Pokazali nam tylko ręką kierunek.

                Nasz pododdział - dwa wozy strażackie i samochód gaśniczy z lotniska - ruszył na miejsce katastrofy od strony drogi. My z oficerem Federalnej Służby Ochrony (FSO) pojechaliśmy po pasie startowym. Potem porzuciliśmy pojazd; dalej przedzieraliśmy się przez krzaki i las. Widzieliśmy już dym unoszący się nad wierzchołkami drzew."

                Było jasne, że nikt nie przeżył

                "W odległości 50 metrów od miejsca upadku maszyny leżały rozerwane na strzępy ciała ludzi. Stało się jasne, że nikt nie przeżył. Widzieliśmy tylko dwa duże fragmenty samolotu - skrzydła i część kadłuba z wypuszczonym podwoziem. Silniki leżały oddzielnie. Nie było wiadomo, gdzie był kokpit i salon samolotu - wszystko rozpadło się na drobne fragmenty. Szczątki maszyny i ciała były pokryte zawiesiną - mieszanką popiołu i kurzu.

                Nie było słychać ani krzyków, ani jęków. W złowieszczej ciszy w kieszeniach zabitych dzwoniły tylko telefony komórkowe - słychać było poloneza Ogińskiego, pełnego wigoru krakowiaka..."

                Dalej następuje bardzo drastyczny opis stanu ciał, pasażerów feralnego lotu do Smoleńska.

                "W różnych częściach lasu można było dostrzec ogień. Wybuchu nie było. Iskrę mogły dać urządzenia elektryczne samolotu lub pracujące silniki. Wszędzie - kałuże paliwa lotniczego. Strażacy przedzierali się przez las i bagna. Nasz kierowca Dmitrij Nikonow, który dopiero co skończył 25 lat, piłą spalinową torował drogę. Na miejsce dotarł cały podrapany, we krwi. Ale kto wtedy myślał o sobie? Chłopcy gołymi rękami wyciągali samochody z bagien. Wszyscy rozumieliśmy, że jeśli nie zalejemy pianą paliwa, to nie będzie czego chować. Ogniska pożarów zostały zlikwidowane w ciągu 10 minut.

                Po 20 minutach od katastrofy mgła się rozproszyła; widzialność (widzialność meteorologiczna - red.), była idealna. U nas na bagnach tak bywa: pojawia się mgła i po chwili znika."

                "Pierwszego zidentyfikowano księdza"

                "W pierwszym dniu zbieraliśmy szczątki zabitych. Specjaliści z Komitetu Śledczego je opisywali. Na rozwinięte kawałki plastikowej folii układaliśmy to, co zostało z ludzi. Miejsce katastrofy zostało podzielone taśmami na sektory. Zbieraliśmy nawet najdrobniejsze fragmenty samolotu. Oddzielnie składaliśmy dokumenty, rzeczy osobiste i banknoty.

                Jako pierwszego zidentyfikowano księdza - po odzieży i pozłoconym krzyżu na szyi. Lech Kaczyński też się zachował lepiej niż pozostali. Szefa państwa polskiego rozpoznał najpierw jego brat - Jarosław, a później premier Donald Tusk. Przyjechali osobno. Marię Kaczyńską szukano długo. Została zidentyfikowana na podstawie obrączki ślubnej.

                Szczątki ofiar od razu wkładaliśmy do trumien i partiami wysyłaliśmy do Moskwy. W drugim dniu po katastrofie za pomocą ciężkiego sprzętu podnieśliśmy duże fragmenty samolotu. Pod skrzydłami znaleźliśmy jeszcze trzy ciała.

                Później ratownicy ponownie przeszukali poszczególne sektory podnosząc przy użyciu łopat warstwy ziemi. Następnie przeszedł specjalny pług, po czym ręcznie wszystko jeszcze raz przesiano. Podnoszono fragmenty metalu nawet wielkości paznokcia".

                • mw66 W Sejmie o Smoleńsku 19.01.11, 19:57
                  Szef klubu PO Tomasz Tomczykiewicz zarzucił PiS i PJN, że rywalizują o zawłaszczenie i wykorzystanie do celów politycznych katastrofy smoleńskiej, która jest "tragedią wszystkich Polaków". Zwrócił się szczególnie do posła PiS Antoniego Macierewicza, który wczoraj podczas posiedzenia połączonych komisji ws. katastrofy Tu-154 ostro skrytykował rząd, stwierdzając, że "nie było w dziejach państwa polskiego takiego zaprzaństwa". - Pański sposób zachowania uwłacza pamięci śp. Lecha Kaczyńskiego. Proszę się opamiętać przez wzgląd na rodziny ofiar tej katastrofy - mówił Tomczykiewicz.
                  Wczoraj MAK opublikował na swojej stronie internetowej nagrania z wieży w Smoleńsku
                  www.newsweek.pl/artykuly/sekcje/polska/mak--skorumpowani-wladcy-nieba,62110,1
                  • mw66 I rocznica tragedii smoleńskiej 10.04.11, 11:12
                    10 IV 2010 roku pod Smoleńskiem rozbił się samolot z delegacją prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Zginęło 96 osób. Po roku próbujemy zrekonstruować przebieg tego dnia - na podstawie ustaleń śledczych, zapisów z czarnych skrzynek, depesz, wywiadów i wspomnień różnych ludzi. W kluczowych momentach podajemy zapis co do sekundy, w innych przybliżoną godzinę.
                    Rocznica katastrofy smoleńskiej czytaj RELACJĘ NA ŻYWO >>>

                    10 kwietnia w Katyniu miały odbyć się uroczystości z okazji 70. rocznicy mordu polskich oficerów w Katyniu. 7 kwietnia z oficjalną wizytą byli tam polski premier Donald Tusk oraz Władimir Putin. Na sobotę, 10 kwietnia, zaplanowano wizytę Lecha Kaczyńskiego.

                    5.28 Z Warszawy startuje samolot Jak-40 z dziennikarzami, którzy mają obsługiwać wizytę prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Katyniu. Wylot samolotu się opóźnia z powodu usterki. Pasażerowie i załoga muszą się przesiąść się do innej maszyny tego samego typu.

                    7.00. Lotnisko Okęcie. TU-154 gotowy do startu. Nie ma prezydenta Lecha Kaczyńskiego i jego żony, spóźniają się. Początkowo lot był zaplanowany na 6.30 - taką godzinę startu wyznaczyła Kancelaria Prezydenta w piśmie z 3 marca 2010 r. Jednak 30 marca Kancelaria przesuwa godzinę planowanego startu na 7.00.

                    7.15 Warunki atmosferyczne w Smoleńsku są poniżej minimalnych lotniska. Kierownik lotów wydaje załodze komendę odejścia na drugi krąg, jednak załoga komendy nie wykonuje. Jak-40 ląduje na lotnisku Siewiernyj. Kierownik lotów zdołał go zobaczyć dopiero nad progiem pasa startowego. Faktyczna widzialność w czasie lądowania Jaka-40 była prawdopodobnie nie większa niż 500 m. Kontrolerzy kwitują wyczyn polskiego pilota: "Zuch".

                    7.27 TU-154, z 96 osobami na pokładzie wylatuje z Warszawy z 27-minutowym opóźnieniem. Polska delegacja z Prezydentem RP na czele leci na obchody 70. rocznicy mordu katyńskiego.

                    Zdjęcie tupolewa na Okęciu wykonano 10 kwietnia 2010 r. przed wylotem:

                    fot. AG

                    7.39 Warunki meteorologiczne na lotnisku Smoleńsk-Siewiernyj ciągle się pogarszają. Płk Nikolaj Krasnokutski łączy się z oficerem operacyjnym mjr. Kurtincem. "Widzialność już 500 metrów, nawet mniej, 300 metrów. No zakryło wszystko" - mówi i dodaje, że o pogodzie trzeba poinformować polskiego Tu-154M. Rosyjski samolot Ił-76, który transportował samochody dla kolumny prezydenckiej po dwukrotnym podejściu do lądowania zostaje odesłany na lotnisko zapasowe Wnukowo. Ląduje tam o godz. 8.31.

                    8.04 Warunki pogodowe z minuty na minutę są coraz gorsze, mgła się pogłębia. Załoga samolotu Tu-154 po raz pierwszy kontaktuje się z wieżą kontroli lotów w Mińsku. Ktoś z załogi mówi: „To makabra będzie. Nic nie będzie widać”. Załoga to: kpt. pilot Arkadiusz Protasiuk, mjr pilot Robert Marek Grzywna, por. pilot Artur Karol Ziętek, chor. Andrzej Michalak oraz stewardessy: Natalia Januszko, Justyna Moniuszko, Barbara Maria Maciejczyk.

                    8.17. - Basiu, wyszła mgła. Nie wiadomo, czy wylądujemy - mówi kpt. Protasiuk do stewardessy Barbary Maciejczyk. W tym samym czasie prezydent Lech Kaczyński dzwoni z pokładu samolotu do brata, Jarosława. Rozmawiają o stanie zdrowa ich matki, Jadwigi, która leży w szpitalu.

                    8.22 Tu-154M wchodzi w rosyjską przestrzeń powietrzną; zostaje przekazany pod kierowanie kontrolera z Moskwy, który zezwala na dalsze zniżanie do 3600 m, po czym samolot zostaje przekazany pod kontrolę grupy kierowania lotami lotniska Smoleńsk-Siewiernyj, indeks wywoławczy "Korsarz".

                    8.23 Załoga Tu-154M nawiązuje łączność z kontrolerem lotniska. Pierwszy pilot dostaje informację, że na lotnisku mgła, a widzialność 400 m. "Warunków do lądowania nie ma" - dodaje kontroler ruchu lotniczego. "Dziękuję. Jeśli można, to spróbujemy podejścia, ale jeśli nie będzie pogody, to odejdziemy na drugi krąg" - odpowiada kpt. Protasiuk.

                    8.24 Artur Wosztyl, dowódca Jaka-40, w dosadnych słowach ostrzega pilotów tupolewa, że widoczność jest słaba. Wg regulaminu powinna wynosić 1100 metrów. W Smoleńsku wynosiła 400 m.

                    8.30 Ktoś spoza załogi wchodzi do kokpitu tupolewa, słyszy, że jest mgła i może być kłopot z lądowaniem. To prawdopodobnie Mariusz Kazana, szef protokołu z Kancelarii Prezydenta. - To mamy problem - mówi. I potem - Nie ma decyzji prezydenta, co robić.

                    8.32 Samolot podchodzi do lądowania. Kontrolerzy lotu ze Smoleńska proszą przełożonych z Moskwy o przekazanie Tu-154, by był gotowy do odlotu na zapasowe lotnisko: "główne centrum z tym sobie poradzi" - mówi oficer operacyjny. Pierwszy pilot mówi: - Kurs lądowania. W przypadku nieudanego podejścia odchodzimy w automacie.

                    8.34 Ppłk Nikolaj Krasnokutski, jeden z kontrolerów, telefonicznie melduje niezidentyfikowanemu generałowi, że tupolew "podchodzi do trawersu". Dodaje, że wszystko jest "włączone, gotowe" ale nie melduje o złej pogodzie i o tym, że nie jest w stanie przyjąć samolotu. Załoga Tu-154M zaczyna podejście do lądowania - włącza automat, redukuje prędkość, ustawia się na odpowiedniej wysokości.

                    8.35 W kokpicie Tu-154M prawdopodobnie stewardessa Barbara Maciejczyk, informuje pierwszego pilota, że pokład jest gotowy do lądowania. Samolot wykonuje trzeci zakręt przed lądowaniem, odległość od lotniska - 19 km. Kontroler ruchu ppłk Plusnin instruuje załogę tupolewa: - Polski 101. Od 100 metrów bądź gotowy do odejścia na drugi krąg. - Tak dokładnie - odpowiada pierwszy pilot. Ktoś w kokpicie maszyny mówi: - Tak czy nie? My musimy to lotnisko wybrać. W końcu na coś się zdecydować.

                    8.37 Załoga Jaka-40 do pilotów Tu-154M: „Arek, teraz widać dwieście [widzialność 200 m - red.]. Na te słowa odpowiada prawdopodobnie drugi pilot: „O k... Zobacz.” Tu-154M wykonuje czwarty zakręt przed lądowaniem.

                    8.39 Tu-154M wchodzi na ścieżkę lądowania. Ppłk Plusnin podaje: "101, odległość dziesięć [10 km od pasa startowego - red.], wejście w ścieżkę".

                    8.40 Nawigator: "Dwieście" [metrów - red]. Pierwszy raz pojawia się komunikat systemu TAWS: TERRAIN AHEAD. To ostrzeżenie przez zbliżającą się ziemią. Załoga nie odchodzi na drugi krąg. Komunikat powtarza się co siedem sekund. Głos w kabinie: "Nic nie widać". Pierwszy pilot: "Odchodzimy na drugie zajście". [krąg - red.]. Nawigator: "Sto. Dziewięćdziesiąt". System TAWS: PULL UP [do góry - red.]. Nawigator: "Czterdzieści". Kontroler ruchu daje komendę do załogi: "Horyzont 01". Za późno. Nawigator: "Czterdzieści. Trzydzieści". Kontroler: "Kontrola wysokości i horyzont". TAWS: PULL UP. Dowódca próbuje poderwać maszynę. Nawigator: "Dwadzieścia". TAWS: PULL UP. Kontroler: "Odejście na drugi krąg".
                    Cyt.Za gazetą wyborczą

                    "Jeśli o kimś mówisz żle, zawsze ci uwierzą"
                    /Tadeusz Dołęga - Mostowicz/
                    • mw66 Wspomnienie o J. Szmajdzińskim 10.04.11, 11:13
                      Mój mąż zginał dlatego, że państwo polskie źle zorganizowało wyjazd delegacji prezydenckiej. Do katastrofy doszło poprzez splot różnych okoliczności, które leżą po stronie państwa polskiego, choć rosyjskiego przyczynienia się wykluczyć nie możemy. Nie przestrzegano procedur i rygorów z nimi związanych, a do tego doszła nasza ułańska fantazja… No i zostaje sfera najtrudniejsza do rozszyfrowania, czyli ewentualne naciski. Państwo wysłało swoją elitę w bardzo ważną misję bez przygotowania. Wszystko co się wokół tego lotu działo od pierwszej sekundy, kiedy oni wsiedli do samolotu i zdecydowano, żeby tam lecieć, było jak walące się kostki domina - powiedziała w pierwszej części rozmowy z Onet.pl Małgorzta Sekuła- Szmajdzińska. W dalszej części rozmowy żona Jerzego Szmajdzińskiego wspomina męża: "Mój mąż zasłużył sobie na dobrą pamięć. Był przyzwoitym człowiekiem i przygotowanym do swojej pracy politykiem. Miał fantastyczne cechy predystynujące go do pełnienia funkcji publicznych. Wiem, że nie jestem obiektywna, ale z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że Jerzy Szmajdziński byłby dobrym prezydentem Polski. Nadawał się do tej roli, zarówno pod względem przygotowania merytorycznego, doświadczenia, rozwagi. Był politykiem samodzielnie myślącym i odpowiedzialnym".

                      Z Małgorzatą Sekułą- Szmajdzińską – żoną Jerzego Szmajdzińskiego, warszawską radną - rozmawia Jacek Nizinkiewicz.
                      wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/m-szmajdzinska-media-zeruja-na-tragedii,1,4237382,wiadomosc.html
                      • mw66 Co znaleziono w Smoleńsku? 13.04.11, 18:33
                        wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Co-znaleziono-na-smolenskim-lotnisku-Sa-nowe-zdjecia,wid,13268944,komentarz.html
                        "Jeśli o kimś mówisz żle, zawsze ci uwierzą"
                        /Tadeusz Dołęga - Mostowicz/
                        • mw50 Wypowiedż S.Żelichowskiego nt. Smoleńska 17.04.11, 10:51
                          Szef klubu parlamentarnego Polskiego Stronnictwa Ludowego Stanisław Żelichowski powiedział na antenie Radia ZET, że w rok po katastrofie prezydenckiego Tu-154M ma wrażenie, że za sprawą ciągłych sporów "zohydzilismy polskiemu społeczeństwu Smoleńsk". - Wiele rodzin patrzy na to wszystko z przerażeniem. Do zohydzenia Katynia jest jeszcze daleko, ale niestety tego też jesteśmy coraz bliżej. To jest straszne - dodał.
                          Więcej:tp://wiadomosci.onet.pl/kraj/zohydzilismy-spoleczenstwu-smolensk,1,4244675,wiadomosc.htm
                          • mw50 Może tak ! 26.03.12, 20:06
                            Jak nie ma innych metod to ponowne wykopywanie biednych ofiar katastrofy i ponowne urządzanie uroczystości pochówku. (Wasserman, Gosiewski, Kurtyka)

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka