Gość: maszyna prosta
IP: *.tktelekom.pl
23.09.09, 15:23
który w dzisiejszym 'życiu podokarpackim' wypisuje propagandowe
banały. Moje pytanie jest takie, kto powiesi Busha, za oddanie Iraku
pod władzę Sziitów irańskich i spowodowanie katastrofy na Bliskim
Wschodzie. Panie Wilgucki, widział Pan kiedyś terrorystę i czy zna
pan historię Afghanistanu,której nie ma?
W moim przekonaniu, najbardziej pouczającą lekcją wojny na Bliskim
Wschodzie jest to, że koncept suwerenności został w końcu
przeniesiony na instytucję policji. Wbrew sugestiom oburzonych
krytyków, nonszalancja, z jaką tę globalną katastrofę przedstawia
się jako zwykłą ‘operację policyjną’ (misja stabilizacyjna) nie jest
zwykłą cyniczną mistyfikacją. Spektakularną cechą tej wojny jest to,
że powody przedstawione dla jej usprawiedliwienia nie są
ideologiczną nadbudową użytą do ukrycia jakiegoś tajnego planu.
Przeciwnie, ideologia tak głęboko spenetrowała rzeczywistość, że
deklarowane powody zostały zaakceptowane w rygorystycznie dosłownym
sensie – szczególnie te dotyczące nowego porządku świata,
stabilizacji, demokratyzacji, itd.
Chodzi o to, że policja - wbrew powszechnemu mniemaniu – nie jest
zwykłą instytucją administracyjną egzekucji prawa; policja jest
raczej miejscem, w którym najbardziej bezpośrednio widać bliskość i
wzajemną wymianę, jaka zachodzi między przemocą i prawem suwerena.
Stary zwyczaj rzymski zakazywał komukolwiek pod jakimkolwiek pozorem
wejścia pomiędzy obdarzonego władzą konsula i najbliżej niego
stojącego liktora, który niósł topór ofiarny (używany do wykonywania
kary śmierci). Bliskość ta nie jest przypadkowa. Jeżeli suweren to
ten, który określa punkt zaniku różnicy między przemocą i prawem,
gdyż ma władzę zawieszenia ważności prawa przez wprowadzenie stanu
wyjątkowego to policja zawsze działa w warunkach takiego stanu
wyjątkowego. Uzasadnienia typu „porządek publiczny”
i „bezpieczeństwo”, o których w indywidualnych przypadkach decyduje
policja, definiują obszar zaniku różnicy między przemocą i prawem,
przywileju władzy suwerena.
Stąd też pochodzi obnoszenie się bronią, które wszędzie
charakteryzuje policję. Co ważne, eksponowanie broni nie ma być
ostrzeżeniem dla naruszających prawo, jest raczej pokazem przemocy
suwerena, której znakiem była bliskość konsula i liktora. Broń
policyjna eksponowana jest najczęściej w najspokojniejszych
miejscach publicznych, szczególnie podczas oficjalnych ceremonii.
Obdarzenie policji suwerennością nie jest specjalnie pocieszające.
Dowodzi tego fakt, który wciąż zaskakuje historyków badających
Trzecią Rzeszę, mianowicie, eksterminacja Żydów od początku do końca
uważana była za operację policyjną. Nigdy nie znaleziono nawet
jednego dokumentu świadczącego o tym, że ludobójstwo było decyzją
suwerennego organu. Jedynym dokumentem, który w tej kwestii się
zachował, jest zapis konferencji z 20 stycznia 1942 w Grosser
Wannese, na której zebrali się średniej i niskiej rangi policjanci.
Wśród nich wyróżnia się jedynie nazwisko Adolfa Eichmanna – szefa
dywizji B4, Czwartej Sekcji Gestapo. Eksterminacja Żydów mogła być
przeprowadzona z taką śmiercionośną precyzją, bo została wymyślona i
przeprowadzona jako operacja policyjna, paradoksalnie, jednak,
właśnie dlatego, że ludobójstwo było operacją policyjną, dzisiaj w
oczach cywilizowanej ludzkości wydaje się tym bardziej barbarzyńskie
i haniebne.
Dodatkowym następstwem przyznania policji suwerenności jest
konieczność kryminalizowania przeciwnika. Carl Schmitt pokazał, jak
zgodnie z powszechnym prawem europejskim zasada par in parem non
habet iurisdictionem uniemożliwiała sądzenie jak kryminalistów
suwerenów wrogich państw. Wypowiedzenie wojny nie umożliwiało
zawieszenia ani zasad ani konwencji, które gwarantowały, że wojna z
wrogiem, któremu przyznawało się taką samą godność, mogła toczyć się
wyłącznie według ustalonych
reguł (jedną z nich było wyraźne oddzielenie wojska od populacji
cywilnej). Natomiast, od końca I Wojny Światowej na własne oczy
obserwujemy proces, w którym wróg jest przede wszystkim wyodrębniony
z cywilnej ludzkości i napiętnowany jako przestępca. Tylko w tym
drugim przypadku możliwe jest eliminowanie wroga przy
pomocy „operacji policyjnej”. Operacja taka nie musi szanować reguł
prawnych i w ten sposób może nie robić różnicy między populacją
cywilną i żołnierzami ani między ludźmi i ich suwerenem,
przywracając tym samym najbardziej archaiczne formy wojowania.
Stopniowe staczanie się suwerenności w najciemniejsze regiony prawa
policyjnego ma jednak jeden pozytywny aspekt, który warto
przytoczyć. To, z czego głowy państw, z zapałem kryminalizujące
wroga, nie zdały sobie jeszcze sprawy, jest fakt, że owa
kryminalizacja może w każdej chwili zwrócić się przeciwko nim. Nie
ma dzisiaj na ziemi głowy państwa, która w tym sensie nie jest
kryminalistą. Ci, którzy dzisiaj obdarzeni są suwerennością, powinni
wiedzieć, że pewnego dnia ich koledzy mogą potraktować ich jak
przestępców. Oczywiście, nie my będziemy ich wtedy żałować.
Dzisiejsi władcy, którzy ochoczo zgodzili się być policjantami albo
katami świata na koniec pokazują swoją faktyczną bliskość z
kryminalistą.