blog o Grąziowej

26.11.09, 14:12
graziowa.bloog.pl/comment.html?q=1
    • dymek25 Re: blog o Grąziowej 27.11.09, 14:15
      Byłam, pogratulowałam...
      Tobie dzięki za link i podziw za czujność w temacie podkarpacia.
    • graziowawiar Re: blog o Grąziowej 02.01.10, 17:09
      Dzięki darino.Szkoda, że nie jesteś z Grąziowej...Gdybyś coś trafił z Grąziowej
      albo jeszce lepiej gdybyś coś zechciał trafić w bibliotece byłoby miło, adres znasz.
      WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO W NOWYM A.D.2010.
    • tawnyroberts Jest takie miejsce: Grąziowa... 07.01.10, 09:27
      Grąziowa to obok Kopyśna moja ulubiona miejscowość na Pogórzu
      Przemyskim. To miejsce, do którego bardzo chętnie i często powracam.
      Może za sprawą przepływającego tamtędy Wiaru, może ukrytego na
      leśnym wzgórzu cmentarza, a może to magia przeniesionej do
      sanockiego skansenu cerkwi tak na mnie działa. Lubię, zwłaszcza
      wczesną wiosną, powłóczyć się trochę po Grąziowej, odnajdywać ślady
      dawnych domostw i wyobrażać sobie, jak ta niegdyś bardzo ludna wieś
      wyglądała zanim wypędzono stąd jej mieszkańców. Najpierw Ukraińców w
      ramach deportacji do sowieckiego "raju" i akcji "Wisła", a potem i
      Polaków w związku z powstaniem tutaj "księstwa arłamowskiego". Bo
      pisząc o Grąziowej nie sposób pominąć tragedii wysiedleń i na forum
      tego tematu również nie zabraknie. Zresztą spacerując po wiosce,
      oglądając resztki zdziczałych sadów i nieliczne zdewastowane
      nagrobki na cmentarzu, pytanie o przeszłość samo ciśnie się na usta.
      Podobnie jak smutek i melancholia, nieodłączni towarzysze tych
      wycieczek. A jednostajny szum Wiaru, szmer lasu i wycie wilków tylko
      te uczucia potęgują...

      Właściwie wątek o Grąziowej chciałem założyć zaraz na początku
      działalności forum, ale jakoś nie mogłem się do tego zebrać. Aż
      wreszcie ktoś mnie uprzedził. I bardzo dobrze, bo już czas wziąć się
      do porządnej roboty. W końcu Grąziowa to temat rzeka...
      • tawnyroberts Grąziowa na "Werchowynie" 07.01.10, 09:59
        Pewnie wszyscy o tym wiedzą, ale tak na wszelki wypadek przypomnę.
        Na forum portalu "Werchowyna" jest obszerny wątek poświęcony
        Grąziowej - prawdziwa kopalnia wiedzy o tej miejscowości. Właściwie
        to zaglądam dzisiaj na "Werchowynę" tylko po to, żeby poczytać nowe
        wpisy w temacie "Grąziowa"...

        www.werchowyna.nazwa.pl/index.php?co=forum/forumtekst.php&id=151&temat=Gr±ziowa
        • tawnyroberts Jak ptak do gniazda 07.01.10, 11:48
          To na "Werchowynie" po raz pierwszy przeczytałem piękną opowieść o
          wygnaniu i tęsknocie za rodzinnymi stronami. Opowieść, która zaczyna
          i kończy się właśnie w Grąziowej. Powraca do niej ze starymi
          zdjęciami, zupełnie jak ptak do gniazda. Ale po dawnej Grąziowej
          zostały już tylko zdziczałe sady...


          „Jak ptak do gniazda”

          Koła samochodu buksują w gęstej glinie, leje deszcz. Kilometr, dwa,
          a może pięć? Nie wiem, ile dzieli mnie jeszcze od maleńkiej osady
          leśnej Grąziowa? Przecież nie poddam się. Tak długo szukałam tego
          miejsca, prawie nie wierząc, że je odnajdę. Teraz, kiedy już jestem
          niemal u celu podróży, jakaś siła chce mnie zatrzymać.

          A może to sprawka wiejskiej wiedźmy, o której babka Anna opowiadała,
          że bydło na jej widok ze strachu wchodziło na pionową ścianę,
          kalecząc kopyta, a syna wyszkoliła na złodzieja tak dobrze, że
          podczas rozprawy sędziemu ukradł zegarek, z więzienia kominem
          uciekł, a potem ze złości domy podpalał. Na grząskiej drodze nie
          widać nikogo, tylko strugi deszczu wypełniają kałuże.

          Spoglądam na starą fotografię prababki Tekli, którą wzięłam ze sobą.
          Musiała iść tędy wiele razy - na odpust do Kalwarii Pacławskiej, po
          zioła, którymi leczyła, a nawet do dalekiego Przemyśla, właśnie tym
          leśnym skrótem. Skoro udało się prababce trafić, gdzie należało i
          zawsze zdążyć na czas do rodzącej położnicy, to i mnie się uda. -
          Pomożesz mi? - pytam, patrząc na pożółkłe zdjęcie.

          Nagle deszcz przestaje padać, nad lasem unoszą się obłoki mgły,
          ponawiam próbę i samochód wytacza się z błotnej pułapki. Prababka
          Tekla, zielarka i wiejska akuszerka spogląda na mnie ze starej
          fotografii. Jest poważna. Czarne, długie warkocze schowała pod
          chustką, której jak mówiła, nigdy nie zamieni na kapelusz. Obok niej
          stoi mała dziewczynka, najmłodsza córka Anielka. Tak samo jak matka
          skupiona, poważna, wpatrzona w obiektyw. Nie wiadomo czy do prababki
          Tekli trafił kiedyś podobny list, jak ten, który z sobą wiozę, z
          dalekiej Argentyny - od jej syna Mikołaja, wujka mojej matki.

          Dojeżdżam do tablicy z napisem Grąziowa. Z dawnej, wielkiej osady i
          kilkuset gospodarstw, zostały zaledwie cztery. Tylko stare,
          opuszczone sady, pełne karłowatych drzew są śladem dawnych domostw.
          W którą stronę się skierować? Najlepiej na początek wsi? Tylko gdzie
          ten początek?

          Wypatruję studni, do której z żalu wskoczyć chciała piękna ukraińska
          żona wuja, Justyna. - Nie maju z kim żyty, ide utopiś - śpiewała,
          wypłakując swój żal. Czy to z jej powodu wybrał Mikołaj podróż do
          dalekiej Argentyny? I dlaczego nie kochał tej pięknej kobiety? Nikt
          już nie pomoże mi niestety w rozwikłaniu rodzinnej zagadki. A jeśli
          powodem nie była miłość do innej, tylko jego ojczym, bo miał twardą
          rękę dla przysposobionego chłopca. A może zwykła podkarpacka bieda,
          która wygnała stąd za chlebem wielu ludzi?

          Pierwsza wyjechała na pewno w 1920 roku moja babka Anna Kowal, z
          mężem Szymonem i rocznym synkiem Włodzimierzem, do Francji. Po kilku
          latach zdecydował się opuścić Grąziową jej brat, Mikołaj Lachowicz,
          syn Marcina i Tekli, z domu Kwolik. Dlaczego wybrał kraj tak daleki,
          jak wyglądała długa podróż przez morze? Nie ma na ten temat żadnych
          wiadomości. List, jedyny dowód, że Mikołaj dotarł do swojej ziemi
          obiecanej, przyszedł do Francji w 1932 roku. Napisany został 12
          października, na maszynie do pisania, fioletowym tuszem. I tylko
          dlatego dziś jeszcze bez trudu, po tylu latach można odczytać jego
          treść.

          „Droga Siostro

          List od ciebie otrzymałem za który serdecznie ci dziękuję i
          równocześnie witam cię tymi samymi słowami, co ty mnie, a to jest na
          wieki i wieków. Cieszę się bardzo, że o mnie nie zapominasz, jak też
          i twoje dzieci, które miałbym życzenie kiedyś zobaczyć. Również
          cieszę się z tego, że Pan Bóg najwyższy darzy was zdrowiem.

          Ja Bogu dzięki też zdrów jestem, a powodzenie moje to już było
          rozmaite. Miałem już wprawdzie zarobionych 1800 pesos, ale chciałem
          się czegoś dorobić i wziąłem ziemię w dzierżawę, nawet kupiłem
          traktor, tj. pług motorowy i zacząłem gospodarzyć. Jednak inaczej
          się stało, po zasianiu przyszła szarańcza i zżarła wszystko.
          Posiałem kukurydzy 60 hektary i lnu 65 hektary, lecz plagi
          zniszczyły. Pracowałem dzień i noc, jak sama mnie znasz z domu,
          miałem kilkanaście koni i te wyzdychały prawie z głodu. Przykro mi
          było bardzo, bo miałem u siebie najętych 2 robotników i nie miałem
          czym zapłacić. Teraz znajduję się w krytycznym położeniu i co dalej
          będzie, to Pan Bóg wie.

          U was w tej Francyji to o wiele lepiej, bo każdy młody to może choć
          na piechotę zajść do swojego kraju, a my musimy czekać aż chyba
          morze wyschnie. Co do stosunków w Argentynie, to są opłakane. Ludzie
          tysiącami pod gołym niebem leżą jak na wojnie, tylko na wojnie to
          chociaż jeść dawali. To są młodzi ludzie i zdrowi, same ręce do
          pracy, ale jej tu nie ma.

          Teraz bym chciał wiedzieć Władziu czy ty chodzisz do szkoły i w
          której jesteś klasie? Radzę ci, żebyś nie tracił czasu i uczył się,
          bo to na starość jest potrzebne, bo inaczej wygląda człowiek na
          świecie gdy coś umie.

          Na razie więcej nie mam co do pisania, tylko was pozdrawiam, do
          miłego zobaczenia się z wami. Przesyłam wam swoją fotografię,
          abyście nie zapomnieli o mnie i widzieli jak wyglądam teraz.

          Wasz brat i wujek
          Lachowicz Mikołaj”

          Był to jedyny list od brata, który dotarł do mojej babki Anny i
          jedyna fotografia, wykonana w zakładzie fotograficznym w Santa Fe.
          Przystojny mężczyzna w czarnym garniturze siedzi na krześle,
          skupiony i poważny jak jego matka, a moja prababka Tekla. Jak ona,
          patrzy prosto w obiektyw, brodę podpiera dłonią. Widocznie w takiej
          dostojnej pozie usadził go miejscowy fotograf.

          Nie jedną godzinę spędziła moja babka, wpatrując się w zdjęcie
          brata. Wiele razy czytała list i płakała nad losem wygnańca, który
          zamiast do wymarzonego raju, trafił do piekła. Wtedy jeszcze nie
          wiedziała, że i jej życie będzie pełne trudu i nieszczęść, a los nie
          oszczędzi najgorszych doświadczeń.

          List do 1940 roku leżał w torbie z dokumentami, świadectwami
          szkolnymi dzieci, metrykami i zdjęciami najbliższych. Po zajęciu
          Francji przez pierwsze oddziały niemieckie babka Anna, dziadek
          Szymon z moją matką Heleną i najmłodszym synem Jankiem, wsiedli do
          bydlęcego wagonu. W ciągu godziny musieli spakować swój dobytek.
          Moja babka zamiast ciepłej pierzyny czy palta, wzięła torbę z
          dokumentami.

          Poganiani kolbami niemieckich żołnierzy, zaczęli wchodzić do wagonu
          i nagle cenna torba upadła. Rodzinne zdjęcia rozsypały się na
          peronie, deptane przez innych wsiadających. Nie było czasu ich
          zbierać. Gonione wiatrem spadły na tory. Zostały tylko te dwa,
          prababki Tekli z małą Anielką i list z fotografią - brata Mikołaja.
          Teraz z Argentyny trafił razem z adresatką do baraku w niemieckim
          majątku Schwarzow na długich pięć lat. Torba leżała pod siennikiem.
          Tylko czasami w niedzielę, zaglądała do niej babka Anna, szukając
          książeczki do nabożeństwa. Przy okazji sprawdzała czy list i
          fotografie są na swoim miejscu.

          Podobnie jak brat w dalekiej Argentynie i ona poznała smak
          niewolniczej pracy. Młóciła zboże w 30 stopniowym mrozie, dźwigała
          ciężkie kosze z ziemniakami, obrabiała buraczane pola. Dziadek
          pracował przy koniach, jej córka, a moja matka, razem ze swoją matką
          Anną w polu.

          Kiedy zbliżał się front, musieli uciekać. Babka do torby z listem
          włożyła arbeitzkarty, na dowód że wracają z niewoli. Z niemieckiego
          majątku pod Szczecinem, trafili do Bydgoszczy, potem do Józefowa,
          wreszcie do Stargardu Szczecińskiego.
          • tawnyroberts Jak ptak do gniazda - cz. II 07.01.10, 11:49
            I tutaj mogłaby się zakończyć historia listu, ale inna pisana mu
            była droga, inne miejsce i adres wyznaczył los. Widać miał kiedyś
            powrócić jak ptak do swojego gniazda, do dalekiej Grąziowej, na
            Bukowinie, tuż przy granicy z Ukrainą.

            Babka poszła na targ z torbą, z którą nigdy się nie rozstawała.
            Postawiła ją na chwilę przy straganie z warzywami i... zapomniała.
            Kiedy wróciła szukać zguby, już jej nie było. Płakała całą noc,
            odmawiając sto koronek do Świętego Antoniego. Rano ktoś przyniósł
            torbę z listem i innymi dokumentami. Leżała w ruinach. Widocznie
            złodziej nie znalazł w niej nic cennego, skoro porzucił łup.

            Po śmierci babki Anny strażniczką listu została moja matka Helena.
            Do listu wuja dołączyła następny - jedyny list, od brata Janka,
            który przeżył wojnę, walcząc w bitwie o Anglię. Dlaczego tylko raz
            napisał do siostry i matki? Jak potoczyły się jego losy, na zawsze
            już chyba pozostanie zagadką.

            Wuj Mikołaj Lachowicz nigdy więcej nie napisał żadnego listu. Nie
            wiadomo czy dorobił się majątku, czy żył w nędzy? Najstarszy syn
            mojej babki Anny zginął, walcząc o Polskę w Hiszpanii. Prababkę
            Teklę i małą Anielkę wywieziono na Syberię. Zamarzły w tajdze. Nigdy
            nie powróciły do Grąziowej. Trafiłam do niej tylko ja, prawnuczka
            Tekli, wnuczka Anny, z listem, wysłanym w 1932 r. i zdjęciami z
            rodzinnego albumu. Tylko gdzie szukać śladów przeszłości?

            Prababka Tekla patrzy na mnie z fotografii, a ja znowu wypatruję
            pomocy u tej twardej chłopki, która wzgardziła łatwym miejskim
            życiem kobiet w kapeluszach. Za to pomagała rodzącym. Umiała ulżyć w
            największych porodowych bólach i przekręcić źle ułożone w brzuchu
            dziecko lepiej niż niejeden lekarz. I jak mówili we wsi, miała boży
            dar, bo każde rodziło się zdrowe. - Idź, zapytaj, dowiedz się -
            zdaje mi się, że słyszę jej słowa, które brzmią jak rozkaz. Pukam do
            drzwi.

            W nowych domach mieszkają już nowi ludzie, ale nagle przypominają
            sobie, że ostatnią z rodzin z dawnej Grąziowej przesiedlono do
            pobliskiej Wojtkowej. Jadę tam, by pokazać list, zdjęcia prababki
            Tekli z domu Kwolik i wujka Mikołaja. Opowiadam historię ich życia.
            Słuchają uważnie. I nagle starsza pani mówi - ja też jestem Kwolik.
            Tylko z których Kwolików byli Tekla i Mikołaj? Czy tych spod młyna,
            czy tych obok kościoła? A może chodzi o mojego wuja Kwolika, który
            był wiejskim pisarzem i wójtem. Im więcej pytań, tym trudniej. I
            wtedy przypominam sobie słowa mojej babki Anny - powinowatym naszym
            był wójt i pisarz. A więc jednak! Starsza pani i ja jesteśmy
            rodziną, daleką co prawda, ale rodziną!

            Wracam raz jeszcze do Grąziowej, by spojrzeć na wiejską drogę, stary
            cmentarz zarośnięty wysoką trawą, opuszczone sady. Historia
            bohaterów listu i zdjęć, które przewędrowały pół świata, tu się
            zaczyna i kończy.

            Nad lasem gęstnieje zmrok, trzeba wracać. Nie przeszkodził mi zły
            duch czarownicy, przed którą zamykano drzwi domów i chowano
            inwentarz. Spełniłam obietnicę daną kiedyś babce Annie, że odnajdę
            to miejsce niezwykłe, gdzie rydze można było kosą kosić, maliny
            garściami rwać i smarować czarny chleb wrzosowym miodem.

            Oryginał listu ciągle leży w jej książeczce do nabożeństwa. Kopię
            zostawiam w kościele w Wojtkowej. Wkładam ją za święty obraz. Ten
            tajemny schowek wymyśliłam sama. Chciałam, żeby tu pozostał. Taka
            też była kiedyś wola mojej babki Anny. Wierzę, że i Mikołaj jest
            zadowolony, bo chociaż morze nie wyschło, to jednak wrócił!

            Ewa Grętkiewicz
    • graziowawiar Samosąd w Przemyślu. 07.01.10, 16:00
      Poszukujemy treści artykułu M.DALECKI Samosąd na moskalofilach w Przemyślu podczas pierwszej wojny światowej Rocznik Historyczno-Archiwalny t.7-8 Przemyśl 1994 s. 151-157.
      Zabici pochodzili z Grąziowej, Wojtkowej i okolicy.






      • graziowawiar milosnicy fotografii 07.01.10, 16:51
        Poszukujemy osób z Birczy bądź okolicy interesujących się fotografią, które
        zechciałyby bezinteresownie wykonać cykl fotoreportaży.
        Grąziowa - cztery pory roku (zima, wiosna, lato, jesień)
        Grąziowa - fauna i flora
        Grąziowa - miejsca niezwykłe
        Zdjęcia zostaną zamieszczona na blogu.
        • tawnyroberts Zdjęcia? Chętnie! 11.01.10, 10:49
          Piszę się na te zdjęcia, ale raczej nie w formie zwartych
          fotoreportaży. Po prostu ilekroć będę w Grąziowej pstryknę jakieś
          fotki, prześlę Ci, a Ty już zrobisz z nimi to, co uważasz za
          stosowne. Z tym że, nie dostaniesz ich na wyłączność. Nadal będę
          mógł je publikować lub udostępniać innym osobom. Na dzień dzisiejszy
          mam trochę zdjęć cerkwiska i cmentarza. Mogę Ci je podesłać, jeśli
          jesteś zainteresowany.
          • graziowawiar Re: Zdjęcia? Chętnie! 11.01.10, 19:33
            Mogą też być pojedyncze.CZEKAM.DZIĘKUJĘ.
            Nie chcemy ich na wyłączność.Wykorzystamy je tylko na blogu.
            • tawnyroberts Zdjęcia cmentarza - problem z wysłaniem 21.01.10, 14:30
              Chciałem podesłać dzisiaj kilka zdjęć cmentarza w Grąziowej na Twój
              adres "gazetowy" (graziowawiar@gazeta.pl), ale za żadne skarby nie
              chciały tam dotrzeć. Mógłbyś podać mi jakieś inne namiary? Może być
              na "gazetową" pocztę. Pozdrowienia!
              • graziowawiar Re: Zdjęcia cmentarza - problem z wysłaniem 21.01.10, 19:19
                Nie mam adresu gazetowego.
                Adres jest na blogu-graziowawiar@wp.pl
                Przepraszam za problem.Pozdrawiam
                • graziowawiar Re: Zdjęcia cmentarza - problem z wysłaniem 21.01.10, 22:09
                  Blog poświęcony Grąziowej
                  www.graziowa.bloog.pl
                  graziowawiar@wp.pl
                  Używaj przeglądarki Mozilla Firefox lub Opera
                  • graziowawiar Re: Zdjęcia cmentarza 31.01.10, 19:47
                    Serdeczne DZIĘKI tawnyroberts za zdjęcia.
                    Mile widziani naśladowcy...
    • graziowawiar Kataster 1852. 08.01.10, 13:15
      Poszukujemy kataster Grąziowej z 1852 - Archiwum w Przemyślu Lelewela 4
      (jeżeli szukamy sami to korzystanie z archiwum jest gratis).
      Zapraszamy na graziowa.bloog.pl
      • darino Re: Kataster 1852. 11.01.10, 11:54
        A jest w Przemyślu ? Nie pamiętam dokładnie, ale jakieś mapy katastralne
        widziałem w archiwum w Sanoku, w filii Archiwum Państwowego w Rzeszowie. Ale nie
        pamiętam, czy chodziło o Grąziową, czy o któreś z sąsiednich wsi.
        Pozdrowienia !
        • graziowawiar Re: Kataster 1852. 11.01.10, 19:19
          Nie wiem, posłużyłem się analogią.Można sprawdzić jeżeli komuś byłoby po
          drodze.Można trafić też coś innego ...
          • darino Re: Kataster 1852. 18.01.10, 11:49
            Mój koleżka ma być dzisiaj w AP w Sanoku i zerknie, co tam mają "w temacie".
            • graziowawiar Re: Kataster 1852. 31.01.10, 19:52
              darino co tam słychać z katastrem?
              dymek 25 podpowiada, że to raczej archiwum w Przemyślu...
              • dymek25 Re: Kataster 1852. 31.01.10, 20:19
                sygnatura: 59/1313/0/0 nr. poz. 2382
                tytuł i daty: Gemeinde Grąziowa in Galizien, Kreis Sambor [Gmina Grąziowa, pow. Sambor - Galicja]; ewidencja gruntów; 1855; 1855
                opis: litografia; ; 2; 77, 395/a, 448; Grąziowa;
                nr mikrofilmu: wieś
                sygnatura: 59/1313/0/0 nr. poz. 2383
                tytuł i daty: Gemeinde Grąziowa in Galizien, Kreis Sanok [Gmina Grąziowa, pow. Sanok - Galicja]; ewidencja gruntów; 1854; 1854
                opis: litografia; ; 9; 395, 449; Grąziowa;
                nr mikrofilmu: wieś
                • graziowawiar Re: Kataster 1852. 01.02.10, 16:20
                  To się nazywa profesjonalizm...
                  Interesuje nas ta druga Grąziowa pow.Sanok,pierwsza mogłaby posłużyć do
                  weryfikacji wyjazdów do USA.
                  Mały szczegół archiwum w Przemyślu czy Rzeszowie?
                  • dymek25 Re: Kataster 1852. 01.02.10, 16:35
                    w Przemyślu.[ baza SEZAM - to na przyszłość], nr 59 to arch.przemyskie.
                    • graziowawiar Re: Kataster 1852. 01.02.10, 18:05
                      Przepraszam za pytanie amatora...
    • tawnyroberts Cerkwisko w Grąziowej - wpadka "Skarbów..." 06.07.10, 14:53
      Dwumiesięcznik "Skarby Podkarpackie" to rzetelna skarbnica wiedzy o
      zabytkach naszego województwa, ale i tam zdarzają się potknięcia. W
      ostatnim numerze taka wpadka dotyczyła... Grąziowej. Ale do rzeczy.

      Otóż czytelniczka "Skarbów...", niejaka Sabina Krupińska, nadesłała
      do redakcji list, będący odpowiedzią na artykuł "Cerkwiska - ocalić,
      co jeszcze zostało", który ukazał się w jednym z ostatnich numerów
      pisma (prezentowałem go na forum w wątku "Ratujmy zapomniane
      cmentarze!"). Pani Sabina pisze:

      "Przeglądając numer „Skarbów Podkarpackich” ciekawość moją przykuł
      artykuł dotyczący miejsc po niezachowanych cerkwiach tzw. cerkwisk.
      Przesyłam fotografie ze wsi Grąziowa w Bieszczadach. Znajdująca się
      tam od 1731 roku greckokatolicka cerkiew p.w. Narodzenia NMP w roku
      1968 została przeniesiona do Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku i
      znajduje się tam do dziś w sektorze bojkowskim. Miejscowa ludność
      żyjąca dzisiaj w tej wsi-przysiółku, nie bardzo orientowała się
      nawet w lokalizacji tego miejsca.

      Z pozdrowieniami Sabina Krupińska"

      Tekst opatrzono trzema zdjęciami. Pierwsze z nich przedstawia
      minipanoramę wioski ze znakiem drogowym z napisem "Grąziowa" na
      pierwszym planie, drugie grąziowską cerkiew znajdującą się obecnie w
      MBL w Sanoku, a trzecie zostało podpisane "Cerkwisko w Grąziowej". I
      wszystko byłoby super, przymykając nieznacznie oko na fakt
      umiejscowienia Grąziowej w Bieszczadach, gdyby nie to, że malowniczy
      obrazek z trzeciej fotki wcale nie przedstawia cerkwiska. Nawiązując
      do tekstu pani Sabiny, rzeczywiście współczesna miejscowa ludność
      Grąziowej nie bardzo orientowała się w lokalizacji tego miejsca.
      Wskazówka była błędna, a pani Sabina uwierzyła, a z nią
      redakcja "Skarbów...". No cóż, zdarza się...

      List znajduje się na 14 stronie ostatniego - dwudziestego drugiego
      numeru "Skarbów...".
      • graziowawiar Re: Cerkwisko w Grąziowej - wpadka "Skarbów..." 06.07.10, 19:13
        Winni
        1 tawnyroberts ponieważ nie przysłał obiecanych fotek
        2 skansen w Sanoku ponieważ nie oznaczył tego miejsca, posiada bogaty materiał o
        Grąziowej ale nie chce się z nami nim podzielić (nie odpowiada na nasze listy)
        3 graziowawiar ponieważ ...






        0





        • tawnyroberts Mea culpa... 07.07.10, 09:41
          O.K., przyznaję się do swojej części winy. Tym bardziej, że obiecane
          zdjęcia zrobiłem jeszcze wczesną wiosną i zwlekam z ich wysłaniem
          nie wiadomo w jakim celu. Ale dość tego, jutro fotki znajdą się na
          Twojej skrzynce.

          Co do archiwum skansenu, to sam chętnie bym przeglądnął materiał o
          Grąziowej, a zwłaszcza fotografie cerkwi przed przeniesieniem do
          Sanoka. Szkoda, że MBL nie chce pomóc. Mogę popróbować swoimi
          ścieżkami zdobyć ten materiał, ale dopiero po wakacjach.

          W przedsionku innej cerkwi znajdującej się obecnie w skansenie, a
          pochodzącej z Ropek, jest prezentacja zdjęć świątyni przed i po
          przeniesieniu. Wydaje mi się, że podobna wystawa w cerkwi z
          Grąziowej też nie byłaby głupim pomysłem.

          Pozdrawiam!
          • graziowawiar Felix culpa... 13.07.10, 20:58
            Dzięki tawnyroberts za zdjęcia, są na blogu.Najważniejsza jest chęć poprawy...
            Może w Twoje ślady pójdzie MBL w Sanoku, może Skarby Podkarpacia napiszą coś
            więcej o Grąziowej a może Ktoś jeszcze się przyłączy...
            Pozdrawiamy graziowawiar
            • graziowawiar Mogę, chcę pomóc 06.01.11, 15:56
              Zapraszamy ponownie w Nowym A.D. 2011 Mieszkających Nad Sanem i Wiarem do współpracy z naszym blogiem. W sposób szczególny zapraszamy Profesjonalistów z Sanoka i Przemyśla.
              Blog jest szansą na rozwój turystyki w tej okolicy, okazją do nawiązania znajomości, a może przyczyni się do jakiś wydarzeń kulturalnych czy też inwestycji gospodarczych. Może małą szansą ale zawsze...
              Nasi Goście z Polski, Ukrainy, Kanady, USA, Niemiec zajrzeli do nas kilka tysięcy razy.
              Nie jesteśmy idealni, tak jak nie jest idealny nasz blog.
              Dzięki Tobie może być lepszy.
              Wdzięczni za każdą, nawet drobną pomoc
              Pozdrawiamy
              graziowawiar
              • dymek25 Re: Mogę, chcę pomóc 07.01.11, 13:03
                Czy półprofesjonaliści z innych regionów będą także mile widziani?
                Wracam w te strony z Litwy i Mazowsza, więc może coś wygrzebię.
                • graziowawiar Re: Mogę, chcę pomóc 07.01.11, 18:31
                  Pasjonaci są zawsze mile widziani ...
                  Zresztą blog Grąziowa powinien być podpisywany - dymek25 i graziowawiar : )
              • tawnyroberts Grąziowa A.D. 2011 07.01.11, 21:00
                Dzięki za umieszczenie tego zaproszenia na forum. Ja obiecuję pomoc i to nie tylko poprzez zdjęcia. Wczesną wiosną chciałbym ruszyć z uporządkowaniem cerkwiska i cmentarza w Grąziowej. Miesiąc styczeń rezerwuję sobie na załatwienie wszystkich związanych z tym formalności. Równolegle będę pertraktował w sprawie cmentarza w Jamnej Górnej. Marzy mi się, żeby w czasie majowego weekendu zorganizować dwa wypady: jeden do Jamnej (30 kwietnia, w sobotę), a drugi do Grąziowej (2 maja, w poniedziałek). Być może taki weekendowy termin pozwoli na pojawienie się chętnych do pracy także spoza Podkarpacia, przynajmniej mam taką nadzieję. Już teraz proszę rozważyć tę propozycję. Pozdrawiam!
                • graziowawiar Re: Grąziowa A.D. 2011 08.01.11, 17:05
                  Dzięki Tawny
                  Przepraszam , że w poprzednim wpisie nie napisano blog Grąziowa - zdjęcia twnyroberts : )
                  Oprócz Australii na którą bym raczej nie liczył , może Ktoś przyjedzie. Na razie deklarują pomoc w porządkowaniu cmentarza Sokal i Nieformalny Przewodnik z Grąziowej. Może jeszcze Ktoś...
                  Dobrze żeby w podaniu było ujęte także kościelisko w Grąziowej.
                  Informacja o Twojej propozycji pojawi się na blogu.
                  Pozdrawiamy graziowawiar
    • tawnyroberts Do Graziowawiar 26.02.11, 00:24
      Chciałbym się pilnie telefonicznie skontaktować z użytkownikiem o loginie Graziowawiar w sprawie cmentarza i cerkwiska w Grąziowej. Proszę o podanie numeru telefonu na mój "gazetowy" adres poczty elektronicznej (tawnyroberts@gazeta.pl). Oddzwonię. Kontakt mailowy raczej odpada, bo sprawa jest dość zawiła. To bardzo ważne.
      • graziowawiar Re: Do Graziowawiar 03.03.11, 08:54
        Ostatnio zbyt wiele Osób pragnie się osobiście skontaktować nie podając o co dokładnie chodzi...
        Do tego dochodzą ataki na sprzęt, dlatego ta zwłoka w odpowiedzi...
        Kontakt tylko na forum, blogu lub e-mail : )
        Pozdrawiam graziowawiar
        • tawnyroberts Re: Do Graziowawiar 03.03.11, 13:56
          Przecież podałem dokładnie o co chodzi. Grunt to zaufanie...

          W zasadzie to chciałem tylko zapytać, czy podejmowałeś jakieś indywidualne kroki w związku z uporządkowaniem cerkwiska i cmentarza w Grąziowej, tzn. czy pisałeś w tej sprawie do Nadleśnictwa Bircza. Jak już wspominałem w wątku o cmentarzu w Jamnej Górnej, oprócz LOT "Wrota Karpat Wschodnich" akces w tym temacie zgłosili także przedstawiciele rodzin pochodzących z Jamnej i Grąziowej. Myślałem, że może masz coś z tym wspólnego i chciałem się porozumieć przed zaplanowanym na ubiegły poniedziałek spotkaniem w Nadleśnictwie. Na miejscu okazało się, że chodzi o kogoś zupełnie innego... O szczegółach napiszę wkrótce.

          Ja także pozdrawiam!
    • tawnyroberts Lifting cmentarza w Grąziowej 30.08.11, 20:27
      Jak już wspominałem w wątkach poświęconych Jamnom, starania LOT "Wrota Karpat Wschodnich" o zgodę na uporządkowanie cmentarzy i cerkwisk w Grąziowej, Jamnej Dolnej i Jamnej Górnej zakończyły się niepowodzeniem. Niby była dobra wola ze strony obecnego właściciela wszystkich nekropolii - Nadleśnictwa Bircza, ale nieoczekiwanie do gry włączyło się inne stowarzyszenie - Towarzystwo Ukraiński Dom Narodowy (TUND), i to właśnie tej organizacji leśnicy dali zgodę na odnawianie cmentarzy. Przez kilka tygodni próbowałem się jakoś porozumieć z działaczami TUND i doprowadzić do wspólnej akcji porządkowania nekropolii. Z początku wydawało mi się, że wszystko jest na dobrej drodze, ale ostatecznie ze strony TUND nie było woli współpracy. Nie pozostało mi nic innego, jak wycofać się. Przynajmniej na jakiś czas. Rokowaniom na pewno nie sprzyjał chaos informacyjny, jaki panował na linii Nadleśnictwo Bircza - TUND - LOT "Wrota Karpat Wschodnich", zwłaszcza jeśli chodzi o cerkwisko i cmentarz w Grąziowej. W rozmowach ze mną prezes TUND zapewniał, że jego organizacja jest zainteresowana porządkowaniem cmentarzy tylko w Jamnej Dolnej i Jamnej Górnej. Z kolei leśnicy twierdzili, że członkowie TUND w swoich pismach wymieniali także Grąziową. Nie wiem jak było w rzeczywistości, ale faktem jest, że w ostatnim czasie cmentarz i cerkwisko w Grąziowej nieco się odmieniły. Nie można tutaj mówić o jakimś poważnym remoncie, który notabene miało w planach stowarzyszenie "Wrota Karpat Wschodnich". Nazwałbym to raczej "liftingiem", na tyle jednak znaczącym, że już z daleka dostrzegalnym. Po pierwsze, przy wejściu na cerkiewno-cmentarne wzgórze pojawiła się tablica z napisem "Cmentarz". Po drugie, strome podejście na pagórek wyposażono w barierkę, przydatną zwłaszcza dla ludzi w podeszłym wieku. Po trzecie, wszytkie metalowe krzyże lub ich fragmenty pomalowano srebrną farbą. Po czwarte, na mogiłach prowidnyka "Zatoki" - komendanta bojówki SB OUN w V rejonie nadrejonu "Chołodnyj Jar" oraz Anny i Michała Sokalskich pojawiły się skromne drewniane krzyże z inskrypcjami. Po piąte, "sklecono" jeden kamienny nagrobek, złożony z fragmentów różnych nagrobków. Całe szczęście, że bez użycia zaprawy, bo ten "cudak" nadaje się tylko i wyłącznie do rozbiórki.

      Wszystkie te nowinki możecie podglądnąć na autorskiej stronie Bogdana Huka "Apokryf Ruski", w zakładce "Grąziowa":

      www.apokryfruski.org/?page_id=5111
    • tawnyroberts Grąziowa na "Apokryfie Ruskim" 08.02.12, 09:45
      Jedną z najlepiej opracowanych miejscowości na autorskiej stronie Bogdana Huka "Apokryf Ruski" jest właśnie Grąziowa, stąd też zamieszczam w całości jej opis na forum, jako punkt wyjściowy do dalszej dyskusji o historii wsi, zwłaszcza z burzliwych lat 1944-1947.


      „Grąziowa”

      ГРУЗОВА (pol. Grąziowa) – do 1947 r. wieś ukraińska w powiecie przemyskim (spotykane są też inne ukraińskie formy zapisu nazwy wsi: Грязева, Грозьова). W 1939 r. wieś liczyła 1470 mieszkańców: 1140 Ukraińców, 240 rzymskich katolików posługujących się na co dzień językiem ukraińskim, 20 Polaków, 70 Żydów [Kubijowicz, 17]. Obecnie pozostałościami po dawnej Grąziowej są 3 domy.


      HISTORIA

      Wiek XV

      Pierwsza dokumentalna wzmianka o Grąziowej pochodzi z 1469 r. Zasiedlili ją Rusini (Ukraińcy) w ramach kolonizacji podjętej w tych terenach przez polski ród szlachecki Rybotyckich.

      Wiek XX

      W marcu 1945 r. milicjanci z posterunku MO w Wojtkowej zabili we wsi kilku Ukraińców [Pisuliński 2009, 264].

      Dnia 25 stycznia 1946 r. sowieccy pogranicznicy z Paportna i Kwaszeniny wtargnęli do Grąziowej od strony Łomnej i Jamny Górnej, starając się zebrać wiadomości o kompaniach UPA pod dowództwem „Burłaki” i „Łastiwki” i wieczorem odeszły w kierunku Arłamowa i Kwaszeniny [Litopys 34, 474].

      Dnia 26 maja 1946 r. około 100 żołnierzy Wojska Polskiego po południu „wjechało do Grąziowej, rozkopało mogiłę ku czci walczących [o wolność Ukrainy - B.H.], a krzyż i płot spalili. Następnie weszli do cerkwi, wyważyli drzwi, zrabowali świeczki, 2 obrusy z ołtarza, a inne rzeczy porozrzucali po cerkwi. Na cmentarzu pozrywali tabliczki z krzyży na mogiłach pochowanych tam strzelców” [Litopys 34, 507].

      Natomiast 12 lipca 1946 r. około 250 żołnierzy Wojska Polskiego z samego rana urządziło zasadzkę nad Grąziową, po czym: „Pięciu żołnierzy przed południem zeszło do wsi i zabrało Matczyszyna Mykołę z synem i koniem, i wyprowadzili ich do lasu. W lesie przywiązali sznurami do drzew, a sami odeszli, więc obaj mężczyźni rozwiązali się i uciekli do domu. Wieczorem, o godz. 22, zeszli do dolnego końca Grąziowej, gdzie natknęli się na dwóch strzelców z oddziału „Ł” ["Łastiwki" - B.H.] i ostrzelali ich, jednak obaj szczęśliwie się wycofali. (...) Polski zwiad, posuwający się dalej wsią, podszedł na niewielką odległość od domu Marii Hnat, gdzie stójkowy zatrzymał ich z oddali, a Polacy otworzyli do niego ogień. Strzelcy, którzy znajdowali się w domu na kolacji, niezauważenie wycofali się w kierunku lasu, a z nimi odeszła także gospodyni tego domu. Polacy zrobili rewizję, po czym dom spalili i udali się w górny koniec wioski” [Litopys 34, 518].

      Oddział WP, być może z Birczy, 17 lipca 1946 r. w lesie nad Grąziową złapał tamtejszego mieszkańca, chłopca o nazwisku Jaworski, który jednak uciekł. Potem wkroczył do wsi, bowiem był w posiadaniu informacji, że przyjdzie do niej na obiad kompania UPA pod dowództwem H. Jankowskiego, ps. „Łastiwka”. Nie doczekawszy się na ten oddział, żołnierze polscy odjechali 7 wozami w kierunku Birczy, zabierając po drodze krowę u jednego gospodarza, ponieważ ta miała być „banderowską krową” [Litopys 34, 522-523].

      Dnia 2 sierpnia 1946 r. WP zrobiła rewizję w domu sołtysa Grąziowej, Mychajły Kopki, po czym obecny wraz z wojskiem sołtys Wojtkowej Dach zapowiedział mieszkańcom, że jeśli nie wróci D. Filipowicz, polski sołtys, to on rozkaże wojsku spalić 5 domów we wsi [Litopys 34, 531]. Dnia 22 sierpnia 1946 r. WP aresztowało w Grąziowej 4 mężczyzn i 2 dziewczyny, ich zachowanie się było „nieludzkie” [Litopys 34, 547].

      Pierwsza deportacja dotknęła mieszkańców Grąziowej 19 października 1945 r., kiedy 2. baon 28 pp. WP zdołał deportować 40 rodzin [Pisuliński 2009, 356].

      Po resztę WP przybyło w lutym 1946 r.: „28 lutego oddział wojska wraz z wójtem [Dachem z gminy Wojtkowa - B.H.] przybył do Grąziowej i zebrał wszystkich na środek wsi, gdzie wójt oznajmił, że muszą wyjechać do 2 marca, i że na Ukrainie dadzą im domy, ziemię oraz zapomogę, by nie słuchali propagandy banderowców, że tam głodują i umierają z głodu. Następnego dnia wojsko przystąpiło do wysiedlania, jednak większość ludzi, mimo zamieci, ukryła się z bydłem w lesie lub po innych wsiach, stąd złapano tylko 20 rodzin, z czego 13 po okazaniu dokumentów potwierdzających ich mieszany charakter zwolniono. Pobito nawet staruszkę Polkę, której także kazano wyjechać. Delegacja Polaków z sołtysem Grąziowej próbowała przekupić starostę, ale ten stwierdził, że wszystko zależy od wójta. 2 i 4 marca wojsko znowu było w wiosce, ale już nie wysiedlono nikogo, bo wszyscy siedzieli w lasach, a jedynie zabito trzy osoby i ograbiono wieś”. Ogółem w latach 1945-1946 z Grąziowej miało zostać deportowanych 48 ze 147 rodzin [Pisuliński 2009, 454, 456].

      Dnia 31 października 1946 r. WP zaaresztowało we wsi gospodarza wraz z synem [Litopys 34, 577].

      W okresie 28.04 – 10.05.1947 r. Wojsko Polskie deportowało na Ziemie Zachodnie Polski 634 grąziowian. Wieś stała się bezludna, budynki częściowo spalone lub rozebrane przez ludność polską z najbliższej okolicy, zwłaszcza Wojtkowej i Wojtkówki. W pozostałych w 1959 r. władze polskie osiedliły komunistów-uciekinierów z Grecji.


      CERKWISKO

      Cerkiew grąziowska po raz pierwszy wzmiankowana jest w 1510 r. „Cerkiew drewniana bardzo dawna zbudowana na górze w 1731 r. staraniem gromady i kolatora Piotra Wisłockiego” – informował Schematyzm z 1879 r. [121] o jej następczyni. Po deportacjach wiernych bez opieki. W 1968 r. mocno zdewastowana w środku, lecz z nienaruszoną substancją ścian, świątynia staraniem pracownika Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku Stefana Rybickiego i wojewódzkiego konserwatora zabytków w Rzeszowie Jerzego Tura została rozebrana i przeniesiona na teren MBL. Na terenie tego skansenu znajduje się do dziś [Kryciński 2007, 208].


      CMENTARZ

      Cmentarz grąziowski usytuowany jest na lewym stoku góry cerkiewnej. Dwie pierwsze fotografie przedstawiają krzyż stojący po lewej stronie przy wejściu na cmentarz. Okoliczności śmierci NN ps. „Zatoka”, członka podziemia ukraińskiego, komendanta bojówki Służby Bezpieczeństwa OUN w V rejonie nadrejonu „Chłodny Jar” opisane zostały w „Litopysie UPA”: „Dnia 24 stycznia 1946 r. o godzinie 06.30 szpica bojówki SB złożona z 4 osób natknęła się pomiędzy Jamną Górną a Jamną Dolną na bolszewickich pograniczników. Ci od razu obstrzelali nasza szpicę i zabili komendanta bojówki SB „Zatokę”” [Litopys 34, 471]. Charakterystykę „Zatoki”, pochodzącego z Żohatyna, przedstawił autor „9 lat w bunkrze”: „Nasz komendant był niewiele od nas starszy, miał może 26 lat. (…) Schludność nie była jego najmocniejszą stroną. Może ze względu na swój wygląd zewnętrzny i skromność nie sprawiał wrażenia dowódcy. Ale był bardzo lubiany. W walce odznaczał się odwagą i stanowił dla nas dobry przykład. Był łagodny, choć jednocześnie bardzo wymagający. Sam młody, traktował nas po ojcowsku, żałował i nieraz wyręczał w różnych sytuacjach” [Płeczeń, 41; dokładny opis śmierci "Zatoki" tamże na stronach 92-93].

      Anna i Michał Sokalscy (nazwiska na jednym z krzyży) to prawdopodobnie ofiary mordu dokonanego w dniach 2-4 marca 1946 r. przez Wojsko Polskie.

      Bogdan Huk

      www.apokryfruski.org/?page_id=5111
      • graziowawiar Re: Grąziowa na "Apokryfie Ruskim" 08.02.12, 16:40
        Opracowanie to zapewne zasługa recenzji Dymka25...
        Szkoda tylko, że cytowane materiały mają potwierdzić z góry przyjętą tezę...
        Pominięto np. akcję Chrina (wcześniej nauczyciel z Kuźminy, później sotenny) i Potapa z marca 1945...
        Materiały (część) z Litopysu pochodzą z relacji mieszkańców, które spisywał na maszynie nauczyciel. Kopie miały być wysłane do sztabu podziemia ukraińskiego do Niemiec i dla Amerykanów.
        • dymek25 Re: Grąziowa na "Apokryfie Ruskim" 09.02.12, 10:13
          Ho, ho ale poczułam się wszechwładna...
          Wiele lat temu los "na jedną krótką rozmowę telefoniczną" zetknął mnie z p. Bogdanem Hukiem, ale nie przypuszczam by o tym incydencie pamiętał.
          Interesują mnie uwagi odnośnie Apokryfu, ale jakoś cicho na forach, albo nie trafiam włócząc się po innych regionach.
          • graziowawiar Re: Grąziowa na "Apokryfie Ruskim" 09.02.12, 11:59
            Apokryf jest na pewno ciekawy i potrzebny. Materiały źródłowe, dokumenty, relacje, zdjęcia. Najciekawsze są oczywiście stare fotografie. Minusem jest to, że materiały są publikowane zgodnie z przyjętym założeniem.
            Półprawdy...
            "Tylko prawda jest ciekawa" Józef Mackiewicz
            P.S. Wszechwładna chyba nie... : )
            Vide Jamna...
          • tawnyroberts Dymek25 & Bogdan Huk 09.02.12, 12:54
            Nie mam pojęcia, czy redaktor Huk zapamiętał rozmowę tefoniczną z Tobą, a nawet jeśli tak, to skąd miałby biedaczysko wiedzieć, kto ukrywa się pod nickiem "Dymek25"? Wiem natomiast, że Twoje uwagi odnośnie merytorycznej zawartości "Apokryfu Ruskiego" wziął sobie mocno do serca, czego efektem jest chociażby przeredagowane hasło "Grąziowa" i nie tylko.
            • graziowawiar Re: Dymek25 & Bogdan Huk 26.03.12, 18:45
              Tawny jak Ty to przewidziałeś...? : )
    • tawnyroberts Cmentarz w Grąziowej - zdjęcia z 2011 roku 28.03.13, 15:18
      Jeszcze pod koniec listopada 2011 r. wybrałem się do Grąziowej, żeby na własne oczy zobaczyć efekt prac, przeprowadzonych na tamtejszym cmentarzu przez nieznaną mi nawet do tej pory grupę osób. O samej technice robót wspominałem już w innym wpisie tego wątku. Tutaj dodam tylko, że bardzo dobrze się stało, że znaleźli się ludzie, którzy zatroszczyli się o groby w Grąziowej. Na każdym z nich pojawiły się wówczas kwiaty i znicze, a to oznacza, że cmentarz "żyje" i komuś na nim bardzo zależy. Natomiast do poważniejszych remontów nagrobków zawsze można powrócić w przyszłości.

      Poniżej odnośnik do zdjęć z cmentarza w Grąziowej. Zdaje się, że sfotografowałem wówczas wszystkie w jakikolwiek sposób oznaczone groby.

      fotoforum.gazeta.pl/uk/Cmentarz%2520w%2520Gr%25B1ziowej,tawnyroberts.html

      P.S. Gdyby Grąziowawiar zechciał mieć te zdjęcia na swoim blogu, proszę o sygnał.
      • graziowawiar Re: Cmentarz w Grąziowej - zdjęcia z 2011 roku 28.03.13, 20:15
        Zatoka nie był prowidnykiem, dowodził bojówką SB II rejonu.
        • tawnyroberts Komandyr "Zatoka" 29.03.13, 13:02
          Zgoda, nie prowidnykiem, a komandyrem, czyli dowódcą. Chciałem napisać komandyr, a nie wiedzieć czemu wyszło prowidnyk. Jakiś chochlik, czy co...

          A zdjęciami jesteś zainteresowany?
          • graziowawiar Re: Komandyr "Zatoka" 01.04.13, 14:22
            Dzięki za życzliwość, zdjęcia niech pozostaną na Forum
Pełna wersja