Jeden z ministrów Tuska...

04.05.10, 21:02
...szykował ponoć wielki skok na kasę!

Robert Zieliński (dziennikarz "Dziennika Gazeta Prawna") przed chwilą napisał
na twitterze:

Skończyłem pracę nad artykułem z poważnymi wątpliwościami o uczciwość
jednego z ministrów rządu PDT. Jutro w"DGP" - wg.mnie szykował wielki skok
    • lechowski51 Re: Jeden z ministrów Tuska... 05.05.10, 12:25
      Za czasow SLD lody krecil Krauze z ZUS-em,Kulczyk z Orlenem.Teraz zmienili sie
      benificjenci;
      www.dziennik.pl/polityka/article600150/Jak_minister_Miller_wykrecil_numer_112.html
      • Gość: ja Re: Jeden z ministrów Tuska... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.05.10, 18:36
        A w Mielcu kto kręci lody?
        • Gość: drugi taki Re: Jeden z ministrów Tuska... IP: *.toya.net.pl 05.05.10, 19:00
          A PiS_dzielców krew zalewa, że oni już nie mogą.
          Gówno ścierwojady mu zrobicie :)))
          • Gość: x Re: Jeden z ministrów Tuska... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.05.10, 19:07
            częściowo się zgadzam - g...o mu zrobią :)
            PO raz kolejny zostało udowodnione, że sezon na lody trwa cały rok i jest to sezon ochronny :)
        • lechowski51 Re: Jeden z ministrów Tuska... 05.05.10, 19:06
          ...a w Mielcu krecili lody Ci:

          Czerwone osocze
          Były prezydent Aleksander Kwaśniewski zostanie najprawdopodobniej przesłuchany
          przez warszawską prokuraturę w śledztwie dotyczącym tzw. afery osocza.
          Jednocześnie prokuratura bada sprawę zniszczenia w 2002 r. w UOP dokumentów
          operacyjnego rozpracowania afery Laboratorium Frakcjonowania Osocza i to, jak
          poinformował Janusz Kaczmarek, prokurator krajowy, jest główny przedmiot
          śledztwa. Na warszawski proces w tej sprawie czeka już Wiesław Kaczmarek,
          oskarżony przez tarnobrzeską prokuraturę o to, że jako minister gospodarki w
          rządzie Cimoszewicza wydał nierzetelną opinię, która zdecydowała o poręczeniu
          kredytu prywatnej spółce LFO przez Skarb Państwa. Zygmunt Nizioł, prezes spółki
          LFO, podejrzany o zawłaszczenie ponad 20 mln USD na szkodę Skarbu Państwa, czeka
          w Wielkiej Brytanii na ekstradycję do Polski. Są po latach szanse, że tzw. afera
          osocza, jeden z przekrętów ekipy postkomunistycznej, będzie wyjaśniona, a winni
          ukarani.

          O budowie fabryki przetwarzania osocza w Mielcu zdecydowano w 1997 roku. Fabryka
          miała ruszyć w roku 1999. Miał to być jedyny w Polsce i jeden z
          najnowocześniejszych zakładów tego typu w Europie. Jednak mimo udzielenia za
          rządu Cimoszewicza pożyczki na budowę fabryki przez konsorcjum bankowe, na
          którego czele stał Kredyt Bank i poręczenia kredytu przez Skarb Państwa spółce
          Laboratorium Frakcjonowania Osocza należącej m.in. do przyjaciela państwa
          Kwaśniewskich Włodzimierza Wapińskiego, fabryki nie ma do dziś i nie ma też
          śladu po pieniądzach.
          21 milionów dolarów jest kwotą nieporównanie mniejszą od tych, jakie Polacy
          stracili na aferze PKN Orlen albo aferze PZU. Jednak, co istotne, przetwarzanie
          osocza to pewny biznes i taka fabryka to kura znosząca złote jaja, nie mówiąc o
          tym, ile Polacy mogliby zaoszczędzić na wytwórni leków z krwi, nie sprowadzając
          drogich krwiopochodnych medykamentów z zagranicy. Nie jest to więc "jedynie" 21
          mln dolarów niezwróconego kredytu, ale kwota wielokrotnie większa. Znamienne, że
          i w tej aferze przewijają się te same nazwiska prominentnych działaczy obozu
          postkomunistycznego, co w innych skandalach: Aleksandra Kwaśniewskiego,
          Włodzimierza Cimoszewicza, Marka Ungiera, Mariusza Łapińskiego, Wiesława
          Kaczmarka, Zbigniewa Siemiątkowskiego.

          Ludzie "Pierwszego" mają pierwszeństwo
          Początki afery sięgają roku 1994, kiedy pojawiła się koncepcja budowy przetwórni
          osocza w Polsce. Fabrykę chciało budować kilka firm, komisja międzyresortowa
          wybrała spośród nich spółkę Nedepol (późniejsze LFO), należącą do Zygmunta
          Nizioła, Roberta Lewisa, Dawida W. Minnotte'a, Björna Hedberga i Włodzimierza
          Wapińskiego. "Firmę Nedepol wybrała dopiero druga komisja, gdyż pierwszą,
          powołaną przez ministra zdrowia, rozwiązano. Druga była już międzyresortowa, jej
          szefa (Marka Hołownię, wicedyrektora Departamentu Administracji Publicznej
          Urzędu Rady Ministrów) wyznaczał już nie minister zdrowia, ale ówczesny szef URM
          Marek Ungier, jeden z najbardziej zaufanych współpracowników prezydenta
          Kwaśniewskiego" - pisał tygodnik "Wprost" w czerwcu 2004 roku.

          Przyjaciel państwa Kwaśniewskich
          Wybór właśnie LFO jako przetwórcy osocza, a następnie uzyskanie gwarancji
          rządowych dla kredytu przypisywano koneksjom udziałowca spółki LFO Włodzimierza
          Wapińskiego z prezydentem Aleksandrem Kwaśniewskim. "Pan Wapiński to stary
          przyjaciel państwa Kwaśniewskich, wspomagał nas też w czasie kampanii
          prezydenckiej w 1995 roku, wtedy go poznałam" - opowiadała Danuta Waniek, a sam
          Wapiński wielokrotnie publicznie powoływał się na przyjaźń z Kwaśniewskim i z
          prezydenckim ministrem Markiem Siwcem. Jak pisała "Rzeczpospolita", "Wapińskiego
          łączyły też bliskie więzi z Wiesławem Kaczmarkiem, który gościł u niego w Szwecji".
          Aleksander Kwaśniewski miał użyczyć właśnie Wapińskiemu swego mieszkania w
          warszawskim Wilanowie, gdy po wygranych wyborach w 1995 r. przeniósł się z
          rodziną do Pałacu Namiestnikowskiego. Później, w 1999 r., Kwaśniewski odznaczył
          swego przyjaciela Wapińskiego Złotym Krzyżem Zasługi. Prezydentowi
          Kwaśniewskiemu nie przeszkadzał fakt, że - jak pisały m.in. "Wprost" i "Gazeta
          Polska" - Wapiński został wcześniej skazany w Szwecji za handel narkotykami na
          dużą skalę, ani to, że posługiwał się sfałszowanym paszportem.

          Zdążyć przed wyborami
          Nie przypadek, ale najprawdopodobniej perspektywa przegranych przez SLD wyborów
          przesądziła o tym, że to w 1997 r. zapadła decyzja o budowie w Mielcu fabryki
          frakcjonowania osocza i dlatego tak bardzo spieszono się z uzyskaniem rządowych
          gwarancji.
          Spółka Laboratorium Frakcjonowania Osocza, zaciągnęła w 1997 r. kredyt w
          wysokości 32 mln dolarów, z czego wykorzystała 21 mln dolarów, ale zamiast
          fabryki wybudowano jedynie dwie hale. Gwarancji w 60 proc. udzielał ówczesny
          rząd Włodzimierza Cimoszewicza (wicepremierem i ministrem finansów był Marek
          Belka) na podstawie nierzetelnej, jak twierdzi prokuratura, opinii wydanej przez
          ministra gospodarki Wiesława Kaczmarka, jedynego, jak dotąd, oskarżonego w tej
          sprawie.
          Produkcja nigdy nie ruszyła, a spółka LFO kredytu nie spłaciła. Bank wezwał rząd
          do zapłaty 14,3 mln dolarów. Tarnobrzeska prokuratura zarzuca Zygmuntowi
          Niziołowi, prezesowi i głównemu udziałowcy LFO, wyłudzenie 21 mln dolarów
          kredytów oraz przywłaszczenie
          8 mln dolarów i ponad 1 mln euro z tej kwoty. Oprócz malwersacji finansowych
          prokuratura zamierza mu też postawić zarzut poświadczenia nieprawdy w
          dokumentach. Innym podejrzanym jest Wapiński, który miał pomagać Niziołowi w
          przywłaszczeniu mienia spółki.

          Wojna w "rodzinie"?
          "Idea była wzniosła - na polskiej krwi miała zarabiać Polska. A jeśli nie
          zarabiać, to przynajmniej oszczędzać. Sporo. Z naszych wyliczeń potwierdzonych
          przez prof. Wiesława Jędrzejczaka, krajowego konsultanta ds. hematologii,
          wynika, że tylko w latach 2001-2002 na frakcjonowaniu osocza w Szwajcarii
          traciliśmy co najmniej 15 mln dol. Dostarczane tamtejszej firmie ZLB-Bioplasma
          AD osocze Instytut Hematologii wycenił na 60 dol. za litr, podczas gdy podległa
          Instytutowi publiczna służba krwi sprzedawała go w tym samym czasie polskim
          szpitalom o 30 dol. drożej! - pisał w grudniu 2005 r. tygodnik "Ozon".
          Jeśli więc fabryka miała być kurą znoszącą złote jaja, to dlaczego LFO nie
          zrealizowało inwestycji, co bardziej by się przecież opłacało niż domniemane
          wyłudzenie pieniędzy z banku na budowę fabryki?
          Być może więc projekt, jak spekulowała prasa, "położyła" walka o pieniądze z
          frakcjonowania osocza wewnątrz obozu SLD: między frakcją Kwaśniewskiego (z
          prezydenckimi ministrami Siwcem i Ungierem oraz biznesmenami Niziołem i
          Wapińskim) a frakcją Millera z b. ministrem zdrowia Mariuszem Łapińskim i
          biznesmenem Jerzym Starakiem, współwłaścicielem firmy farmaceutycznej Polpharma.
          Według Nizioła, projekt LFO utrącono celowo, gdyż chciał go przejąć Starak,
          mający układ biznesowy z Ministerstwem Zdrowia (kierowanym przez uważanego za
          człowieka Millera Mariusza Łapińskiego) oraz Kredyt Bankiem. Jego zdaniem,
          plajta LFO leżała też w interesie Instytutu Hematologii i Transfuzjologii w
          Warszawie, zainteresowanego przedłużaniem niekorzystnych dla Polski umów na
          przetwórstwo osocza w Szwajcarii.
          W Ministerstwie Zdrowia za Łapińskiego, według Nizioła, miały być nawet,
          fałszowane dokumenty dotyczące budowy w Mielcu LFO. To właśnie m.in. na
          podstawie zawartych w nich danych resort zerwał umowę ze spółką, która miała
          wybudować LFO.

          Kasa potrzebna, nie fabryka
          Zygmunt Nizioł, który w spółce LFO miał pakiet kontrolny (8 proc. udziałów
          posiadał Wapiński, a po 16,5 proc. należało do dwóch inwestorów amerykańskich),
          broni się, że nie chodziło o wyłudzenie pieniędzy.
          Tymczasem według dziennika "Życie" (11.06.2004): "W 1997 r., kiedy Ministerstwo
          Zdrowia podpisało z firmą LFO kontrakt na wybudowanie wytwórni pochodnych osocza
          (...), pomysł negatywnie zaopiniował Instytut Hematologii i Transfuzjologii.
          Produkcja, zgodnie z podpisaną umową, miała rusz
          • lechowski51 Re: Jeden z ministrów Tuska... 05.05.10, 19:08
            cd
            Produkcja, zgodnie z podpisaną umową, miała ruszyć w lipcu 1999 roku. Do 2000 r.
            spółka przesuwała termin zakończenia inwestycji trzy razy. W czerwcu 2000 r.
            rząd AWS podpisał drugą umowę, z której wynikało, że wytwórnia osocza w Mielcu
            ma zacząć funkcjonować w ciągu trzech lat. Umowa miała wejść w życie na początku
            2001 roku. Pół roku później - w lipcu - Jan Wojcieszczuk, generalny inspektor
            finansowy, złożył do prokuratury doniesienie, by zbadać nieprawidłowości przy
            budowie przetwórni osocza. Kontrolerzy skarbowi dotarli do dokumentów, z których
            wynikało, że pieniądze z kredytu trafiły do holenderskiej spółki Zygmunta Nizioła".
            Kiedy SLD doszedł do władzy, sprawą więc zajmowała się już prokuratura. Mariusz
            Łapiński, minister zdrowia w rządzie Millera, nie chciał wydać rozporządzeń
            umożliwiających realizację projektu, zielonego światła dla inwestycji nie
            zapalili też jego następcy: Marek Balicki i Leszek Sikorski.

            Tropy prowadzą do Pałacu Prezydenckiego
            Mało prawdopodobne wydaje się, by nie chodziło więc o wyłudzenie, a
            odpowiedzialność za to, że w Mielcu stoją zamiast fabryki niszczejące hale,
            ponosiła ekipa Millera, a nie swoiste "państwo w państwie", jakim był ośrodek
            prezydencki. Tym, co obciąża rząd Millera i Siemiątkowskiego, p.o. szefa UOP w
            latach 2001-2002, jest na pewno zniszczenie w Urzędzie Ochrony Państwa
            dokumentów związanych z aferą osocza.
            Jednak to w otoczeniu byłego prezydenta zrodził się pomysł budowy fabryki leków
            z osocza krwi, a rząd Cimoszewicza udzielił gwarancji kredytowych, przy czym
            Wiesław Kaczmarek wydał pozytywną opinię w sprawie poręczenia pożyczki dla LFO
            przez Skarb Państwa, choć rząd nie powinien przecież żyrować kredytów dla
            prywatnych firm.
            Spółka Nizioła i Wapińskiego była jednak z jakichś względów uprzywilejowana. "W
            umowie kredytowej zobowiązano LFO do doręczania kopii dokumentów za zakupione
            maszyny. Choć LFO tego nie robiło, bank aż do
            31 grudnia 1999 r. uruchamiał kolejne transze kredytu. W ten sposób wypłacono 21
            mln dolarów, dokładnie tyle, ile poręczył skarb państwa. Dopiero wtedy bank
            wstrzymał realizację wypłat. Przypadek? - pisał "Wprost" w czerwcu 2004 roku.

            Kredyt jak kamfora
            Kontrolerzy skarbowi znaleźli w spółce Nizioła faktury dowodzące, że w latach
            1997-1998 pieniądze z kredytu na budowę fabryki w Mielcu trafiły do
            holenderskiej firmy ZAN Holding BV. Firma ta, choć nie istniała od 1995 r.,
            miała rzekomo wykonywać usługi dla LFO warte 7,9 mln zł. Tysiące złotych z
            kredytu miały pochłonąć wyjazdy zagraniczne, m.in. na olimpiadę w Sydney. Aż 13
            mln zł wypłacono w formie zaliczek, z których później się nie rozliczono. Według
            "Wprost", "6 mln dolarów trafiło do holenderskiej spółki Spencer Dunnewellt,
            której przedstawicielem w Polsce był Zygmunt Nizioł". Miało być też kilka
            transferów gotówki do Szwecji, gdzie mieszka Włodzimierz Wapiński. "Jedna z
            faktur, na 72 tys. zł (z czerwca 2000 r.), została wystawiona na rzecz agencji
            reklamowej Andrzeja Pągowskiego - za umieszczenie znaku graficznego LFO na
            materiałach informacyjnych kampanii 'Miej serce - dbaj o serce', prowadzonej
            przez fundację Porozumienie bez Barier Jolanty Kwaśniewskiej. Aż 13,4 mln zł
            wyniosły zaliczki na zakup maszyn za granicą, które nigdy nie dotarły do Polski.
            Są też faktury za fikcyjne usługi konsultingowe świadczone przez firmę z
            Australii (na 2,6 mln dolarów)" - wylicza "Wprost".
            Pieniądze na budowę fabryki przetwarzania osocza wyparowały więc w dosyć
            zagadkowy sposób. Trudno jednak uwierzyć, by obłowił się sam Nizioł i Wapiński,
            ale najprawdopodobniej musiały być i "prowizje" dla tych, którzy im to
            umożliwili, co by tłumaczyło zniszczenie dokumentów w UOP.

            Kwaśniewski "naciskał"?
            Sporo może wyjaśnić przesłuchanie Aleksandra Kwaśniewskiego. - Świadkowie
            twierdzą, że uczestniczył w pewnych spotkaniach, wypowiadał pewne kwestie i miał
            wiedzę na temat powołania Laboratorium Frakcjonowania Osocza. Jeden ze świadków
            twierdzi wręcz, że prezydent stosował pewne naciski - powiedział Janusz
            Kaczmarek, prokurator krajowy.
            Według "Wyborczej", świadkiem, który mówi o naciskaniu na niego przez
            Kwaśniewskiego, jest Mariusz Łapiński, minister zdrowia w rządzie Leszka
            Millera. Łapiński miał zeznać, że na przełomie lutego i marca 2002 r. doszło do
            spotkania u szefa gabinetu prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, Marka Ungiera.
            Mieli być przy tym obecni: szef Kancelarii premiera Millera Marek Wagner, szef
            UOP Zbigniew Siemiątkowski oraz Włodzimierz Wapiński, współzałożyciel LFO i
            przyjaciel Kwaśniewskiego. Mieli oni namawiać go, by Ministerstwo Zdrowia
            przejęło patronat nad LFO i doprowadzając do końca zaczętą inwestycję, zdjęło
            odpowiedzialność z Wapińskiego. Na spotkanie "miał wpaść" prezydent Kwaśniewski.

            Nizioł jak Rywin?
            - Wszystkie afery, począwszy od Rywina przez Orlen, PZU, osocze, polskie huty
            stali prowadzą do Pałacu Prezydenckiego - powiedział swego czasu Andrzej Lepper,
            pytany o ocenę dwóch kadencji prezydentury Aleksandra Kwaśniewskiego.
            Jeśli jednak Nizioł, a nie dajmy na to Kwaśniewski, miałby być głównym
            winowajcą, to dlaczego zaginęły w UOP dokumenty operacyjnego rozpracowania LFO?
            Wiadomo, że tarnobrzeska prokuratura zarzuca Niziołowi wyłudzenie, sytuacja jest
            tu jasna.
            - Tu nie chodzi o wyjaśnienie sprawy, tylko o znalezienie kozła ofiarnego.
            Prokuratura szuka wyłącznie argumentów potwierdzających jej ocenę sprawy, a na
            inne pozostaje głucha - ocenia powód takiego obrotu śledztwa Zygmunt Nizioł,
            "główny winowajca" afery
            Czy Nizioł nie pełni, uwzględniając stosowne okoliczności, w aferze LFO podobnej
            roli, jak Rywin w Rywingate, czyli nie pierwszoplanowej wcale, choć tak to na
            pierwszy rzut oka wygląda? Bo tak to ma pewnie, dla odwrócenia uwagi, wyglądać.
            Julia M. Jaskólska
Pełna wersja