tawnyroberts
22.09.10, 20:51
W "Naszym Słowie" (numery 36 i 37 z 5 i 12 września 2010 r.) ukazała się obszerna rozprawa Bogdana Huka na temat Mokrego - ukraińskiej wsi w gminie Zagórz. Świadomie piszę "ukraińskiej", bo zdecydowaną większość zarówno w Mokrem, jak i w sąsiednim Morochowie, stanowią właśnie Ukraińcy. No więc, jak to jest z kondycją tego niezłomnego ukraińskiego ducha Mokrego, który oparł się deportacjom i prześladowaniom w czasach PRL-u i szczęśliwie dotrwał do III Rzeczpospolitej? Z tekstu wynika, że niestety nie najlepiej, a wszystkiemu jakoby winien folklor, który był do tej pory prawdziwym orężem w rękach ukraińskich organizacji. Wygląda na to, że mokrzanie zapędzili się w ślepą uliczkę, z której sami już wybrnąć nie potrafią... A może to nie tak? Może to redaktor Huk "widzi za dużo i czuje za dużo" i szuka przysłowiowych "kwadratowych jaj"? Przeczytajcie i oceńcie sami. Ewentualne głosy mieszkańców Mokrego w tej kwestii będą tutaj bezcenne i powinny rozwiać wszystkie, nie tylko moje, rozterki...
„Sen Republiki Komańczańskiej: Mokre”
Mokre najprawdopodobniej nie było częścią terytorium Republiki Komańczańskiej w latach 1918-1919. Przewodniczący Powiatowej Ukraińskiej Rady Narodowej, wisłocki paroch o. Pantelejmon Szpylka we wspomnieniach pod tytułem "Wyzwolni zmahannia Schidnoji Łemkiwszczyny w 1918 r." (1967) nie wspomina o tej wiosce. Otóż terytorium tego "państwa", fenomenalnej eksterytorialnej ekspozytury Zachodnio-Ukraińskiej Republiki Ludowej, w swoim dążeniu do Sanoka ugrzęzło niedaleko za Szczawnem. Może przeszkodą była tzw. "Kopalnia", nie mniej eksterytorialny przysiółek Mokrego, położony od strony Szczawnego i zasiedlony garstką polskich robotników naftowych. Za nim, ni to rozgraniczając, ni to wyodrębniając, znajdowało się zasiedlone Ukraińcami Mokre. Ogniwem łączącym obydwie wioski była cesarska kolej.
Swoim położeniem bezpośrednio współgrał z Kopalnią (a nie ze wsią) budynek stacji kolejowej o strategicznym znaczeniu. Starym Rusinom z Mokrego stacja nie była do niczego potrzebna. Trudno im było zapłacić masłem i jajkiem za bilet na przejazd "sztreką". Wygodniej było zająć miejsce na drewnianym wozie i przez Poraż udać się do Zagórza, albo przez Niebieszczany do Sanoka. Oczywiście, o ile pozwalał na to stan narodowościowych stosunków z mieszkańcami tych polskich wsi, a różnie to bywało.
Wojskowo-strategiczne znaczenie "sztreki" docenili natomiast twórcy tej "republiki", która powstała w 1918 r. w Wisłoku, a upadła w 1919 r. w Komańczy. Ciążyła ona do tej wsi nie dlatego, że komańczanie gorliwie ją wspierali, ale dlatego, że tamtędy przebiegała kolej. Jednak i ona nie pomogła, bo Mokre czemuś i tak nie wyprawiło swojej delegacji na sławny wiec 14 listopada 1918 r. w Wisłoku Wielkim. Prawdopodobnie i jest coś takiego – jakaś geograficzna granica kulturowego ciążenia?.. – między Mokrem i następną wsią od południowej strony, Szczawnem, dlatego, że właśnie tam do tej pory przebiega granica między gminami Komańcza i Zagórz. Szczawne należy do komańczańskiej, a Mokre do zagórskiej gminy.
*Socjologia samozachowania*
Dzisiaj, kiedy w Mokrem 7-8 sierpnia odbywa się XIX Święto Kultury nad Osławą, wieś niewiele odziedziczyła z czasów po I wojnie światowej i powojennego polskiego państwa. I również niemało. Porównajmy demografię i jej narodową i wyznaniową interpretację. Za spisem ludności z 1921 r. żyło tutaj w 86 domach 564 mieszkańców, spośród których 532 było Ukraińcami, 11 Polakami, a 21 Żydami. Socjalne czy ekonomiczne procesy nie były zbyt żwawe, ale w 1939 r. Ukraińców naliczono 650, Żydów – 15. Żydzi zostali zgładzeni przez hitlerowców w pierwszych latach wojny, a po niej jakaś setka Ukraińców była deportowana do USRR. W 1947 r. 473 osób państwo deportowało na zachodnie ziemie Polski. Tajemnicą miejscowej socjologii, albo wojskowej statystyki, pozostaje to, dlaczego już po akcji „Wisła” w 1947 r. w wiosce pozostało nie tylko 109 „niedowysiedlonych” Ukraińców, ale i 70 Polaków. Wydaje się, że już wówczas około 50 grekokatolików przeniosło metryki z cerkwi do kościoła w Porażu, a z ponad setki ocalałych po 1947 r. niemało zrobi to samo. Takie były prawidła socjologii samozachowania po akcji „Wisła”.
Inne prawa dotyczyły tych, kto po 1956 r. wracał do Mokrego z polskiego poniemieckiego Zachodu. Ilu ich powróciło? Na razie nie wiem. Do mojego mokrzańskiego rachunku wydatków i przybytków trzeba wliczyć także ofiary z czasów istnienia Zakerzońskiego Kraju – nie przewidzianego następstwa zduszenia Republiki Komańczańskiej przez polskie oddziały z Sanoka i Zagórza w styczniu 1919 r. Jako członkowie UPA, w walkach zginęło w przybliżeniu pięciu mieszkańców Mokrego. Zginął i pewnie ktoś, spośród wziętych w 1944 r. do Wojska Polskiego na antyniemiecki front. Ilu? Natychmiast telefonuję do Marii Kyrłejzy, ale ta ponad 80-letnia mokrzanka nie może od razu zadowolić mojej statystycznej ciekawości.
Obecnie w Mokrem oficjalnie zarejestrowano 450 mieszkańców, z czego 120 to rzymokatolicy, stąd miałbym 330 Ukraińców – grekokatolików i prawosławnych. Otóż do, powiedzmy, niewysiedlonej setki trzeba dodać nie mniej niż setkę tych, którzy powrócili i dali razem demograficzny przyrost przynajmniej na 100 ludzi.
Na takim to historyczno-statystycznym polu Jewhen Mohyła, który przybył do Mokrego w 1972 r. z Kalnikowa pod Przemyślem, stworzył zespół pieśni i tańca „Osławianie” (obecnie akurat ta nazwa bardziej od kolei, czy od jakiejś przewodniej idei, łączy Komańczę znad rzeki Osławicy z Mokrem znad Osławy...).