Naiwni Polacy wierzą w legendy

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.11.13, 12:38
Jedną z nich jest obrona Częstochowy podczas najazdu szwedzkiego. interia360.pl/artykul/prawda-i-legenda-obrony-jasnej-gory,29648
forum.ioh.pl/viewtopic.php?p=177521
Ile takich legend jeszcze tkwi w świadomości Polaków indoktrynowanych przez kler katolicki i "prawdziwych" Polaków?
    • Gość: Historyk Kto pisał historię Polski. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.11.13, 13:44
      Historię Polski pisał Sienkiewicz i Kraszewski.Sami bohaterowie w narodzie.Ludzie światli i ponadczasowni.
      Rzeczywistość była troche bardziej brutalna.W morzu kołtuństwa czasami zaświeciła gwiazdka ale bardzo szybko ją zgaszono.Tych gwiazdek było naprawdę niewiele.
      • Gość: pysio Re: Kto pisał historię Polski. IP: 185.18.135.* 28.11.13, 07:38
        Dekonstrukcja mitu


        W tych dniach przypada rocznica dwóch starć, które weszły do mitologii UPA. Chodzi o walki z Niemcami o klasztor w Zagorowie oraz o „bitwę" w okolicach Radowicz.

        Skoro mowa o mitologii, oddajmy głos mitomanowi:

        W tym znamienitym boju 8-11 września 1943 oddział specjalnego przeznaczenia bunczuźnego Andrija Marceniuka (pseudonim „Bereza") w murach Nowozagorowskiego monastyru bronił i zwyciężył [podkreślenie moje] ponad tysiąc nazistów. Z 43 powstańców 29 zginęło. Ale oni zniszczyli 540 i ranili około 700 okupantów, którzy przybyli 40 samochodami i 10 tankietkami oraz posiadali jeszcze działa i trzy samoloty. (Źródło: www.pravda.com.ua/ru/news/2008/3/26/73602.htm, tłumaczenie moje)

        Gdyby powyższe twierdzenia były prawdą, garstka upowców z Nowozagorowskiego klasztoru przewyższałaby skutecznością załogę broniącą Monte Cassino.

        Więcej światła rzuca na to wydarzenie G.Motyka:

        11 września [upowcy] zostali nieoczekiwanie otoczeni przez Niemców. Partyzanci wycofali się za mury klasztoru i stawili desperacki opór. Niemcy (nie chcąc ponieść zbyt ciężkich strat od ognia prowadzonego zza murów klasztoru) wezwali na pomoc lotnictwo. Trzy samoloty zbombardowały klasztor, ale przeprowadzony zaraz po zakończeniu nalotu szturm został odparty. Ok. godz. 2 pojawiła się mgła. Pozostali przy życiu partyzanci, korzystając z jej osłony, podjęli próbę przebicia. Dwunastu to się udało. [G.Motyka, „Ukraińska partyzantka...", s.214]

        Bój trwał więc tylko jeden dzień. Motyka litościwie nie wspomina o niemieckich stratach. Wobec takiego przebiegu walki zapewne były zbyt skromne, by zapamiętała je niemiecka historiografia...

        Podobnie ma się sprawa z „bitwą" w okolicach Radowicz, która miała trwać 3 dni (7-9 września 1943) i w której Niemcy wg banderowskiej mitologii mieli stracić 208 zabitych i rannych. Rzeczywisty jej przebieg był taki, że dziewięć sotni UPA przygotowujących się do „zlikwidowania" polskiego ośrodka samoobrony w Zasmykach przypadkiem natknęło się na niemiecki konwój, być może ściągający kontyngenty. Dostawszy się w zasadzkę, Niemcy nie mieli szans. Następnego dnia przeciw UPA wysłano batalion piechoty wsparty przez 3 wozy pancerne i pociąg pancerny, co zmusiło upowców do wycofania się. Rzeczywiste straty Niemców w tej „bitwie" to najprawdopodobniej 26 zabitych.

        Obie „bitwy" były więc raczej potyczkami, jakich wiele na wojnach. Banderowska propaganda nie mając w zanadrzu lepszych przykładów na swoją walkę narodowowyzwoleńczą, rozdyma niewielkie starcia do mitycznych rozmiarów.

        Jest to regułą w ukraińskiej nacjonalistycznej literaturze. Badacz ukraińskiego podziemia G. Motyka podkreśla wielkie znaczenie propagandy dla ukraińskich nacjonalistów. Już przy tworzeniu jakichkolwiek dokumentów organizacyjnych myślano o ich propagandowym wykorzystaniu. Stąd w raportach UPA roi się od opisów nieprawdopodobnych przewag bojowych, stratach „wroga" wielokrotnie przewyższających straty własne. Działacze OUN przedstawiali na zewnątrz swoją wizję świata i cele walki w licznych publikacjach. (...) także w tym wypadku działała zasada, iż do osiągnięcia celu można stosować wszelkie środki. Dlatego informacje podawane do publicznej wiadomości poddawane były odpowiedniej obróbce i nosiły niejednokrotnie wyraźny charakter wojny propagandowej. Pod tym kątem dobierano i przedstawiano fakty z walk partyzanckich. - pisze Motyka w swej pracy o ukraińskiej partyzantce. [s. 171-172]

        Fałszowano i koloryzowano nie tylko dane na temat walki OUN-UPA z Niemcami i Sowietami, ale także (w oficjalnych dokumentach) negowano fakt przeprowadzania antypolskich czystek oraz kolekcjonowano wszelkie doniesienia na temat prawdziwych i wyimaginowanych zbrodni Polaków w celu ich późniejszego wykorzystania.

        Wykładnię, jak należy relatywizować ludobójstwo na Polakach, dał już w 1946r. Mykoła Łebed', podejrzewany o sprawstwo kierownicze w tej sprawie. Twierdził on, że przyczyną „wydarzeń" wołyńskich było zastąpienie przez ukraińskich policjantów polskimi: Wśród polskiej społeczności Wołynia znalazło się wielu ludzi zaślepionych historyczną nienawiścią do narodu ukraińskiego, którzy poszli na usługi Niemców. (...) Z tych polskich oddziałów stworzyli Niemcy odrębne karne oddziały policyjne, które wsławiły się największymi i najokrutniejszymi mordami i grabieżami ludności ukraińskiej. (...) Historyczna nienawiść Polaków wobec narodu ukraińskiego zbierała swoje żniwo. (...) Przekonana przez poprzednie rządy Polski do kolonizacji ziem ukraińskich, wychowana w duchu szowinistycznym i w ślepej nienawiści do wszystkiego, co ukraińskie, polska ludność Wołynia i Polesia zdawała obecnie kolejny raz swój egzamin. (...) Nic zatem dziwnego, że cierpliwość narodu [ukraińskiego] się skończyła. (...) On przeszedł do samoobrony i odpłacił za wszystkie, wiekami nabrzmiałe krzywdy. Aby nie dopuścić do do żywiołowej masowej akcji antypolskiej i wzajemnej walki ukraińsko-polskiej (...) Ukraińska Powstańcza Armia usiłowała wciągnąć Polaków do wspólnej walki przeciw Niemcom i bolszewikom. Kiedy jednak nie dało to żadnego wyniku, UPA dała ludności polskiej rozkaz opuszczenia ukraińskich terenów Wołynia i Polesia. (...) Polacy, którzy otrzymali rozkaz opuścić teren, przeważnie dobrowolnie ten rozkaz wykonali. (źródło:www.genocide.prv.pl/)

        Szkoda czasu i miejsca na komentowanie kłamstw Lebedia. Uważni czytelnicy bloga wychwycą fałsz w każdym zdaniu. Nieuważnych odsyłam do strony www.genocide.prv.pl/ gdzie dr Szawłowski rozprawia się z twierdzeniami zastępcy Bandery.

        Niestety kłamstwa fabrykowane przez propagandę banderowską, zarówno odnośnie rzekomych sukcesów UPA, jak i ludobójstwa na Wołyniu i w Galicji, wpuszcza się dziś do obiegu publicznego na Ukrainie. Przykładem wyżej cytowany artykuł w „Ukraińskiej Prawdzie", gdze autor artykułu zdaje się pytać retorycznie: dlaczego mamy nie czcić tak znamienitych bohaterów?

        Na to, co się pisze i mówi na Ukrainie nie mamy zbyt wielkiego wpływu. Jednak mity te funkcjonują także w części polskiej opinii publicznej - a na to już wpływ mamy. Zastanówmy się, czy używając - nawet w dobrej wierze - stwierdzeń: „Polacy kolonizowali Ukrainę", „prześladowali Ukraińców", „UPA walczyła o niepodległość", „konflikt polsko-ukraiński", „wojna chłopska" - nie wpisujemy się w ramy zakreślone przez ouenowskich propagandzistów.

        CDN
        • Gość: pysio Re: Kto pisał historię Polski. IP: 185.18.135.* 28.11.13, 07:48
          Bitwa pod Hurbami


          27 kwietnia 1944 roku zakończyła się przeciwpartyzancka operacja NKWD w okolicach wsi Hurby na Wołyniu, uważana za największą bitwę UPA z Sowietami. Każda ze stron przedstawia to zdarzenie jako swoje zwycięstwo.

          Jak już pisałem, w marcu 1944r. Sowieci sprowadzili na zajmowane dawne południowo-wschodnie województwa II RP znaczne siły NKWD w celu zwalczania ukraińskiej nacjonalistycznej partyzantki, która dezorganizowała licznymi napadami tyły Armii Czerwonej. 21 kwietnia oddziały NKWD w sile ponad 15 tys. ludzi (piechota, kawaleria, 15 czołgów, lekkie lotnictwo) zajęły pozycje wyjściowe wokół lasów krzemienieckich, gdzie przebywało ok. 4 tys. upowców, z czego uzbrojonych było do 3 tysięcy). Zgrupowaniem UPA współdowodził jeden z katów ludności polskiej, Petro Olijnyk – „Enej”.

          Do następnego dnia lasy krzemienieckie zostały całkowicie otoczone.






          23 kwietnia Sowieci rozpoczęli przeczesywanie lasów ze wszystkich stron jednocześnie. Doszło do kilku potyczek i nieudanych prób przebicia się poszczególnych oddziałów upowskich z okrążenia. Największe straty poniósł kureń „Łycha” składający się z tzw. nowobrańców czyli przymusowo wcielonych do UPA, zdziesiątkowany k. chutora Nabywci.

          Najsilniejsze starcia miały miejsce 24 kwietnia, kiedy UPA przyjęła otwartą walkę z Sowietami w rejonie wsi Hurby. Pierwszy atak NKWD nastąpił po przygotowaniu artyleryjskim o godz. 6.00, lecz został odparty. Natychmiast nastąpił drugi atak, podczas którego sotnia „Jastruba” wpadła w panikę i Sowieci wdarli się na tyły UPA. Zanim Ukraińcom udało się wycofać i na nowo zorganizować obronę, kureń (batalion) „Storczana” poniósł znaczne straty. Zginął sam kurinny i ok. sześćdziesięciu jego ludzi.

          Trzeci atak nastąpił około południa. Sowieci wprowadzili do walki lotnictwo i czołgi. Upowcom udało się powstrzymać przeciwnika dzięki rzuceniu do walki całej broni przeciwpancernej i oddziałów odwodowych. Ich sytuacja musiała jednak być bardzo ciężka, o czym świadczy decyzja o porzuceniu taborów, ciężkiego sprzętu, rannych i „cywilów” (ponoć w liczbie ok. 1000), podziale sił na trzy grupy i przebijaniu z okrążenia. Udało się to następnego dnia rano po krótkiej walce. Dwie grupy udały się w lasy toczewyćko-dermańskie, trzecia w lasy surazkie.

          Do 27 kwietnia Sowieci przeczesywali lasy krzemienieckie w poszukiwaniu niedobitków UPA.

          Kłopot z oceną tych starć sprawiają sprzeczne relacje obu stron. Według wersji radzieckiej w wyniku operacji zabito 2018 osób a aresztowano 1570. Zdobyto duże ilości broni, 120 wozów, 129 koni, znaleziono magazyny gospodarcze z m.in. 56 tonami ziarna. Sowieci mieli stracić tylko 11 zabitych i 46 rannych. Z kolei upowcy przyznają się do 136 zabitych i 75 rannych, straty sowieckie oceniają na minimum 120 zabitych (w „optymistycznej” wersji nawet 900) a bitwę uznają za swoje zwycięstwo.

          Przyznam, że opis przebiegu walk bardziej każe dać wiarę wersji Sowietów, choć i oni musieli zawyżyć straty przeciwników a zaniżyć swoje. Natomiast co do wersji upowskiej i rzekomych krociowych strat przeciwników UPA, to, jak już pisałem wielokrotnie, bardziej zasługują na wiarę opowieści barona Münchhausena niż wytwory banderowskiej historiografii (na której niestety buduje się teraz mit UPA na Ukrainie).


          Uroczystość odsłonięcia panteonu “bohaterów bitwy pod Hurbami” w 2007r.

          Jeśli było to „zwycięstwo” UPA, to chyba jedynie w myśl powiedzenia, że “partyzantka wygrywa, gdy istnieje”. Ujście części ich sił z okrążenia było tu jedynym sukcesem banderowców. Nie sposób nie zauważyć, że po zaledwie dwudniowych walkach zostali rozbici, przetrzebieni, stracili zaplecze gospodarcze i ciężki sprzęt. Dla porównania, niemal w tym samym czasie (kwiecień 1944), kilkadziesiąt kilometrów na zachód od Hurb, po drugiej stronie niemiecko-sowieckiego frontu, 27. Wołyńska Dywizja Piechoty AK w sile ok. 7000 ludzi, po stoczeniu trzytygodniowych ciężkich walk o charakterze frontowym z Niemcami, okrążona w lasach mosurskich, również była zmuszona przebijać się z „kotła”. Podczas tych starć dywizja straciła ok. 350 zabitych, 160 rannych, 170 dostało się do niewoli, ok. 1600 uległo rozproszeniu (z czego kilkuset powróciło później do walki). Akowcy także byli zmuszeni zlikwidować tabory i porzucić ciężki sprzęt, lecz trzon dywizji i jej zdolność bojowa przetrwały.

          Inny przykład to niemiecka operacja Sturmwind I (10-15 czerwca 1944) na Lubelszczyźnie, gdzie do likwidacji 3-4 tysięcy polskich i sowieckich partyzantów Niemcy rzucili aż 30 tysięcy żołnierzy i policjantów. Mimo tak rażącej dysproporcji sił szacuje się, że Niemcy ponieśli straty większe niż partyzanci (nie licząc ofiar wśród ludności cywilnej) – ok. 1,5 tysiąca zabitych – a większości sił partyzanckich udało się wyjść z okrążenia.

          Podsumowując, porównanie wartości bojowej UPA z partyzantką polską czy sowiecką – czy to na przykładzie walk z regularnymi oddziałami czy biorąc pod uwagę starcia bezpośrednie między rywalizującymi partyzantkami (o których było w innych notkach) – nie wypada zbyt korzystnie dla banderowców. Wyraźnie łatwiej „walczyło” się im z kobietami i dziećmi niż z uzbrojonym przeciwnikiem.
Pełna wersja