"Birczanszczyna - stradalna zemlja"

18.10.07, 11:11
Linkuję tutaj książeczkę księdza Iwana Łebedowycza z Birczy,
odnalezioną przeze mnie w USA:
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=23313&w=28012388&a=28012388
Myslę, że może kogoś zainteresować. Przetłumaczyłem większość
tekstu, opuściłem tylko fragmenty patriotycznych wywodów Księdza.
    • tawnyroberts Re: "Birczanszczyna - stradalna zemlja" 22.10.07, 11:57
      Książeczka rzeczywiście ciekawa, szczególnie dla mieszkańców Birczy
      i okolic, ale dość jednostronna. Mimo to myślę, że warto ją
      zaprezentować tutaj w całości. Pozbierałem wszystkie fragmenty
      książki z linkowanego przez Darina wątku i zaprezentuję tutaj w
      formie "powieści w odcinkach". Owocnej lektury!

      Ewentualne komentarze proszę zamieszczać dopiero do ostatniego
      fragmentu wspomnień. Taki zabieg znacznie poprawi przejrzystość
      wątku i wyraźnie oddzieli treść książki od dyskusji nad nią. Z góry
      dziękuję!
      • dymek25 Re: "Birczanszczyna - stradalna zemlja" 28.01.09, 17:15
        Pozwolę sobie tu umieścić wazne informacje,od razu prostując
        błędy księdza.
        Leszek Włodek[autor który na podstawie źródeł archiwalnych opisał dzieje Birczy]:Najwcześniejsza wzmianka pochodzi z 1418 r i przynosi nazwę Bircza, która zmienia się w 1435 na "BYrcza", w 1448 na Byercza, a w 1645 na Biercza. Jest pochodną słowa birka-owca.Słowo przejete z pogranicza węgierskiego. Stąd Bircza oznacza dosłownie osada owcza.Pierwsza wzmianka o jej pierwotnym charakterze pochodzi z 1437 r "Villa Byrcza et Lipa". Nastepna wzmianka z 1446 o jej naczelniku"Maxim nomine"rozstrzyga kim byli jej pierwsi mieszkańcy.Stanowisko kniazia dziedzicznego wystepuje tylko we wsiach górskich lokowanych na PRAWIE WOŁOSKIM, których mieszkańcy z pochodzenia Wołosi[Rumuni]trudnili sie pasterstwem.
        Kolejni własciciele to szlachta wywodzaca sie z Wegier, a wystepujący w 1462 r sołtys imieniem Jan jest już zwierzchnikiem dziedzicznym wsi lokowanej na prawie niemieckim, a więc z ludnościa polską uprawiająca rolę. W 1464 pojawia sie "opidium Novibrod" z "Suburbium Bircza".Juz w 1465wystepuje Johannes Advocatus in Byrczai bracia Stanisław i Mateusz bracia rodzeni wójtów z Birczy zwanej Nowobrodem.zatem nazwa utrzymała sie bardzo krótko.
        O tym jak bardzo zmieniał sie skład ludności osady moze świadczyć UTWORZENIE w 1478 roku parafii OBRZĄDKU ŁACIŃSKIEGO.
        Koniunktura gospodarcza[1550-1650] sprzyjała napływowi ludnosci polskiej,ale również innej-ruskiej i żydowskiej[od 1570roku]
    • tawnyroberts "Birczanszczyna - stradalna zemlja" - cz. I 22.10.07, 12:06
      Książka napisana przez ojca Iwana Łebedowicza, przedwojennego
      proboszcza z
      Birczy, wydana w Filadelfii w 1964 roku.

      Historia

      Do ziem, które najbardziej ucierpiały w czasie II wojny światowej,
      należą okolice Birczy. Czarę goryczy ma ona dopić do dna, ponieważ,
      jak dochodzą do nas pogłoski, Polacy chcą wyburzyć naszą nowo
      zbudowaną, wielką, bizantyjską cerkiew, aby w ten sposób zatrzeć
      ślady ukraińskiego osadnictwa na tym terenie.Jako długoletni (przez
      22 lata) proboszcz Birczy wraz z sąsiadującymi z nią wioskami,
      chciałbym zachować i przekazać wiadomości na jej temat. W
      przybliżeniu w połowie szlaku, wiodącego z Przemyśla do Sanoka, leży
      miasteczko Bircza. Dawno, za ukraińskich, książęcych czasów,
      nazywała się ona Nowobrid (Nowobród). Ludność nazywała to miasteczko
      Bircza, a przymiotnik od niego "birecki". Już pod tą nazwą, i już
      jako miasteczko, pojawia się Bircza w pierwszej połowie XV stulecia.

      Właścicielami jej byli wtedy przedstawiciele dwóch rodzin wpływowego
      i bogatego rodu Boreckich lub Bireckich herbu Gozdawa. Do nich
      należały też wszystkie pobliskie wioski. Dwóch przedstawicieli rodu
      Boreckich było przemyskimi władykami: biskup Atanasij (1445-1467) i
      biskup Jona (1467-1493). Ten ostatni otrzymał swój tytuł za swoje
      wojskowe zasługi, w tym za walkę przeciw polskiej szlachcie,
      mieszającej się w cerkiewne sprawy. Jednak najbardziej znanym z rodu
      Boreckich był Iwan, znany w historii jako kijowski prawosławny
      metropolita Job. Urodził się około 1560 roku. Od 1604 roku był
      rektorem Brackiej szkoły we Lwowie, od 1615 roku rektorem
      Bohojawlienskiej szkoły w Kijowie, a od 1618 roku ihumenem
      Michajłiwskiego monastyru. W 1620 roku wyświęcił go na metropolitę
      patriarcha jerozolimski. Na tym stanowisku wsławił się on jako
      obrońca prawosławnej eparchii przed polskim bezprawiem. Był on
      mecenasem nauki i doradcą hetmana Petra Konaszewicza - Sahajdocznoho
      (1616-1622). W latach 1628-1629 działał na rzecz pojednania pomiędzy
      cerkwiami prawosławną i katolicką. Nie zdołał jednak przekonać do
      tego Kozaków. Zmarł w 1631 roku.

      W drugiej połowie XVII stulecia cały majątek Boreckich przeszedł na
      własność Bramińskich, następnie w XVIII wieku na rzecz Błońskich i
      Witskich, w XIX wieku Humnickich, a od połowy XIX wieku Kowalskich
      herbu Habdank. Ostatnim z nich był emerytowany generał huzarów,
      Stanisław Kowalski, przyjaciel Fedorowiczów, ukraińskich właścicieli
      wielkiej posiadłości Wikna. Nieżonaty, zmarł w drugiej połowie
      października 1908 roku. Przed śmiercią zapisał cały swój majątek -
      pięć dworów - synowi swojego lokaja, Ukraińca, Mykoły Kaciuby z Woli
      Korzenieckiej, Stanisławowi Kaciuba-Kowalskiemu, którego adoptował i
      którego ochrzczono w kościele.

      Największy rozwój Birczy przypada na czasy Boreckich. Dwa razy była
      ona zniszczona i odbudowana. W 1526 roku, podczas wielkiego pożaru,
      spłonęły prawie wszystkie zabudowania, łącznie z kościołem i
      cerkwią. W pierwszej połowie XVI wieku zrujnowali Birczę Tatarzy. W
      późniejszych wiekach Bircza była całkiem zaniedbana. W latach 1867-
      1876 była ośrodkiem powiatowym i starostwem. Jednak kiedy zbudowano
      szlak kolejowy Przemyśl-Chyrów-Dobromil, starostwo przeniesiono do
      Dobromila. Bircza była znana z jarmarków, na które za austriackich
      czasów, kilka razy do roku przyjeżdżali kupcy z Wiednia i Budapesztu
      po zakup wołów.

      Bircza i jej okolica jest uboga w historyczne pamiątki, bo miejscowe
      cerkwie i inne budowle, zbudowane z drewna, zniszczył ogień lub
      czas. W połowie XIX wieku właściciele Birczy zbudowali pałac w stylu
      neogotyckim, po wojnie zniszczony.

      Bircza, wcześniej Nowobród, była osiedlem czysto ukraińskim. Dopiero
      na początku XVI wieku pojawili się w niej łacinnicy różnego
      pochodzenia, a w XVII wieku - Żydzi. Jednak do końca XVIII wieku
      Ukraińcy stanowili w Birczy znaczącą większość. Po stu latach
      sytuacja zmieniła się na tyle, że z końcem XIX wieku Bircza liczyła
      około 600 Żydów, 400 Ukraińców i 400 Polaków. Okoliczne wioski były
      jednak przeważnie ukraińskie. Za czasów panowania Polski sytuacja
      zmieniła się jeszcze na gorsze - ludność żydowska wzrosła do 1300
      dusz, łacinników było do 600, a Ukraińców 372. Wioski, choć łaciński
      napór był silny, szczególnie ze
      strony polskich dworów, nie poddawały się i stanowiły większość.

      Dekanat Bircza

      Do dekanatu birczanskiego należały nastepujące parafie:
      BEREZKA (Brzuska) - proboszcz o. Ołeksij Biłyk; Ukraińców 2381,
      łacinników 1713, cerkwie w Brzusce i Sufczynie, kościół w Sufczynie
      należał do łacińskiej parafii w Birczy.
      BIRCZA - proboszcz i dziekan o. Iwan Łebedowycz; Ukraińców 3067,
      łacinników 2179, Żydów około 1300, parafia łacińska.
      BRZEŻAWA – proboszcz o. Dmytro Sawka; Ukraińców 1212, łacinników 97,
      Żydów 21, ewangelików 61.
      WOJTKOWA - proboszcz o. Petro Galianka; Ukraińców 1886, łacinników
      około 1000, łacińska parafia w Nowosielcach Kozickich, Żydów 214,
      baptystów 32.
      GRĄZIOWA – proboszcz o. Jewhen Modrycki; Ukraińców 1130, łacinników
      210 (kościół), Żydów 76.
      ISKAŃ - proboszcz o. Mychajło Huk; Ukraińców 1364, łacinników 512,
      Żydów 60.
      KRECÓW - proboszcz o. Mykoła Dobrianski; Ukraińców 2338, łacinników
      775, Żydów 46.
      ŁOMNA - proboszcz o. Pawło Hamiwka; Ukraińców 1666, łacinników 124,
      Żydów 61.
      LIPA - proboszcz o. Ludwik Haśko; Ukraińców 2490, łacinników 236,
      Żydów 29, ewangelików 12.
      LESZCZAWA GÓRNA - proboszcz o. Ihnatij Federkiewicz; Ukraińców 2228,
      łacinników 1348, łacińska parafia w Leszczawie Dolnej.
      PIĄTKOWA RUSKA - proboszcz o. Wasyl Szawczuk; Ukraińców 2430,
      łacinników 210, Żydów 142.
      TROSTIANEC (Trzcianiec) - proboszcz o. Roman Drymalik; Ukraińców
      2132, łacinników 231, Żydów 89.
      JAWORNIK RUSKI - proboszcz o. Mychajło Wołoszyn; Ukraińców 2235,
      łacinników 1068, łacińska parafia w Borownicy, Żydów 154, baptystów
      35.
      Razem Ukraińców było 26 579.

      Do okręgu Bircza należała jeszcze parafia TRÓJCA, choć należała do
      innego dekanatu. Ukraińców było tam 2619, łacinników 43, Żydów 34,
      proboszcz o. Iwan Czołacz mieszkał w Jamnej Dolnej. W parafii Trójca
      proboszczem był przez 30 lat o. Bałko. Była tam drewniana cerkiew,
      która liczyła około 200 lat. W Jamnej Dolnej o. Bałko zbudował nową
      cerkiew i murowany dom parafialny. Obok cerkwi zakupił plac, gdzie
      zbudowano dom spółdzielczy. Spółdzielnię prowadził jego syn -
      Teofil. Spółdzielnia rozwijała się bardzo dobrze i należała do
      najlepszych. Po kilku latach zbudowano obok spółdzielni Narodnyj
      Dim, w którym mieściła się czytelnia "Proswity" oraz filia
      mleczarni. W Narodnym Domi znajdowała się również sala przeznaczona
      na zebrania i imprezy.

      Kultura i oświata do I wojny światowej

      Do czasu I wojny światowej, za czasów austriackich, cała ziemia
      birczańska należała do najbardziej zaniedbanych okolic ukraińskiego
      osadnictwa w Galicji. Była ona domeną moskalofilstwa. We wsiach
      bogacili się karczmarze Żydzi, którzy żerowali na ciemnym i
      rozpijaczonym organizmie miejscowej ludności ukraińskiej. W całym
      birczańskim okręgu sądowym nie było ani jednej czytelni
      Towarzystwa "Proswita", nie mówiąc o innych towarzystwach kulturalno-
      oświatowych czy gospodarczych. Były co prawda założone trzy
      czytelnie im. Kaczkowskiego, w Birczy, Lipie i Jaworniku Ruskim, ale
      były zwykle nieczynne. Jakiś ślad ukraińskiego przebudzenia
      narodowego zaznaczył się dopiero podczas wyborów parlamentarnych w
      1907 roku. Wtedy to ukraiński kandydat na posła, dyrektor
      ukraińskiego gimnazjum w Przemyślu Hryhorij Cehliński zdobył u nas
      dużą ilość głosów. Działali już wtedy świadomi i aktywni działacze:
      bardzo ruchliwy wikary z Birczy o. Antin Sawczyn (1907-1908), Dmytro
      Osadczuk - urzędnik skarbowy z Birczy, Stepan Dmytriw
      zwany "Lipskim" z Rudawki, rolnik Stepan Bak - wójt z Jawornika
      Ruskiego, Strus - wójt z Piątkowej Ruskiej, Mychajło Melnyk - wójt z
      Brzuski, którego wskutek doniesienia Żyda-karczmarza powiesil
    • tawnyroberts "Birczanszczyna - stradalna zemlja" - cz. II 22.10.07, 12:16
      powiesili austriaccy żandarmi w 1914 roku, Dmytro Fedkiw - rolnik z
      Woli Korzenieckiej, Mykoła Tyrawski - rolnik z Brzeżawy, Semen Gulik
      z Malawy i wielu innych.

      W 1913 roku przy pomocy ojca Teodora Sawojki, proboszcza z Siedlisk
      nad Sanem, koło Dynowa, założono w Birczy kasę pożyczkową. Za
      zebrane udziały zakupiono księgi buchalteryjne i sejf w Wiedniu.
      Bardzo trudno było znaleźć pomieszczenie dla kasy, ponieważ Żydzi i
      Polacy umówili się, aby nie dopuścić do rozpoczęcia działalności i
      nie chcieli wynająć lokalu. Ostatecznie znalazło się pomieszczenie i
      urzędnik - student Harasymiuk z Babcza koło Kosowa. Niestety po
      kilku miesiącach zabrano go do wojska na ćwiczenia, z których już
      nie powrócił, ponieważ wybuchła wojna. Aby zastraszyć i zniszczyć
      odwagę do organizowania sobie życia, austriacka władza
      administracyjna, w której byli przeważnie Polacy, aresztowała na
      początku wojny prawie wszystkich ukraińskich kapłanów, świadomych
      rolników oraz inteligentów.

      Miasteczko Bircza zostało bez ukraińskiego kapłana. Starego
      proboszcza o. Ihnatija Hwozdowicza oraz jego pomocnika - o. Wasyla
      Cichowiasa, aresztowano i wywieziono do obozu koncentracyjnego w
      Talerhofie. W czasie ich nieobecności ekonomiczne budynki parafii
      zniszczono, niektóre porozbierano, a w mieszkaniu księdza węgierscy
      żołnierze trzymali swoje konie.

      Przełomowym momentem wzrostu świadomości narodowej i odrodzenia
      ekonomicznego dla Birczy i całej okolicy był okres po I wojnie
      światowej. Duszpasterzami prawie wszystkich parafii zostają młodzi,
      świadomi i sprawni kapłani. W samej Birczy osiada adwokat - dr
      Mychajło Ilnicki, którego Polacy chcieli przenieść jako sędziego na
      rdzennie polskie tereny. Wówczas zrezygnował on ze stanowiska
      sędziego, przeniósł się na adwokaturę i osiadł w Birczy.

      Po śmierci proboszcza Birczy o. Ihnatija Hwozdowicza,
      administratorem parafii na krótki czas został o. Ołeksander
      Hajdukiewicz. W tym czasie założono w Birczy czytelnię "Proswity" i
      mieściła się ona w mieszkaniu proboszcza. W dniu 15 maja 1922 roku
      objąłem ja probostwo w Birczy. Zastałem je w opłakanym stanie.
      Stara, drewniana cerkiew chyliła się ku upadkowi. Przez ściany
      przezierało światło, a w zimie podczas mrozów było tak zimno, że
      wino w kielichu trzeba było kilka razy rozmrażać. Parafialne budynki
      były zniszczone. Do czasu kiedy udało mi się je naprawić, zebrania
      czytelni odbywały się w stodole. Każde takie zebranie powodowało u
      proboszcza wiele nerwów, ponieważ używano lamp naftowych i ciągle
      istniało zagrożenie zaprószenia ognia. Takie były pierwsze kroki
      narodowego i religijnego odrodzenia w Birczy.

      Kultura i oświata do II wojny światowej

      Przy zgodnej współpracy okolicznego duchowieństwa założono czytelnie
      po wsiach tak, że 8 grudnia 1935 roku odbyła się w Birczy akademia
      Towarzystwa "Proswita". W części artystycznej wystąpiły trzy chóry:
      birczański pod dyrekcją Antona Staszczuka – urzędnika sądowego, z
      Jawornika Ruskiego pod dyrekcją o. Iwana Filasa, oraz z Lipy, pod
      dyrekcją diaka Myrona Hołowy. Konferansjerką zajmował się adwokacki
      inspicjent mgr Roman Huhlewicz. W dwa tygodnie później, 24 grudnia
      1935 r., odbyła się włościańska narada ponad 100 delegatów z 17 wsi.
      Akademia i narada odbyły się już w nowo zbudowanym, własnym Narodnym
      Domi w Birczy. Była w nim wielka sala na wystawy i na większe
      zebrania. Budowę Narodnego Dimu wykonał długoletni (ponad 30 lat)
      burmistrz miasta Birczy, Iwan Domiński, który był dobrym i solidnym
      budowniczym. W Narodnym Domi znalazły potem przystań organizacje
      religijne i kulturalno-oświatowe. Kierownikien filii
      Towarzystwa "Proswita" został wybrany adwokat dr Mychajło Ilnicki,
      który przewodził również budowie Narodnego Dimu, a jego zastępcą o.
      Iwan Łebedowicz, proboszcz, który pod budowę Dimu odstąpił działkę
      należącą do probostwa.

      Na naradzie w Birczy uchwalono powstanie następnych 9 kół "Proswity"
      i w krótkim czasie postawiono dla nich w 10 wioskach czytelnie. Tak
      więc znajdowały się one już w większości wiosek, wraz z budynkami.
      Taki wysiłek możliwy był przy harmonijnej współpracy kapłanów po
      wioskach, którzy wszędzie chętnie odstępowali działki pod budowę
      czytelni. Przy wzroście ilości czytelni, filia musiała przyjąć
      urzędnika, który zajmowałby się bieżącymi sprawami, przewodził ich
      działalności oraz wygłaszał referaty. Ostatnim, bardzo aktywnym,
      szczególnie w organizacji młodzieży, był pan Kryweszko, który
      obecnie żyje w Australii.

      Nie tylko rych włościański objął działaniem ziemię birczańską -
      praca poszła również w kierunku organizacji gospodarczych i
      spółdzielczych. W Birczy założono koło organizacji "Silski
      Hospodar", które, po powstaniu kół wiejskich, awansowano na filię.
      Głową filii został wybrany o. Iwan Łebedowicz, a zastępcą o. Ołeksyj
      Biłyk, proboszcz Brzuski. Filia "Silskoho Hospodara" sprowadziła na
      jakiś czas inżyniera-agronoma, który jeździł po wioskach, zakładał
      koła, wizytował pola, przygotowywał fachowe referaty, słowem działał
      na rzecz podniesienia kwalifikacji rolników.

      Równocześnie z kierunkiem gospodarczym rozwijała się i
      spółdzielczość - powstała spółdzielnia spożywcza i oraz mleczarska
      organizacja "Masłosojuz". Obydwie działały w Birczy oraz okolicznych
      wsiach. Również w tych organizacjach działali prawie wszyscy
      ukraińscy kapłani. Chciałbym tutaj wspomnieć wielkiego entuzjastę
      ruchu spółdzielczego, w którego parafii działało kilka spółdzielni -
      o. Mychajła Zaworotiuka, wtedy proboszcza w Jaworniku Ruskim, który
      dużą część swojej pracy poświęcał spółdzielniom i który zbudował
      piękną stylową cerkiew w Żohatynie. Przeniesiony później na parafię
      koło Jarosławia, został uwięziony podczas pierwszej inwazji
      bolszewików i zmarł w więzieniu.

      Nie zaniedbano także i pomocy ukraińskiemu prywatnemu szkolnictwu.
      Dla tego celu zakładano, przynajmniej w większych i bardziej
      świadomych wioskach, koła organizacji "Ridna Szkoła", a w Birczy
      założono jej rejonowy ośrodek, którego ja byłem przewodniczącym. Do
      czasów I wojny światowej na terenie Ziemi Birczańskiej funkcjonowało
      jedenaście państwowych jednoklasowych szkół. Za czasów polskiej
      okupacji (dwudziestolecie międzywojenne - przyp. darino) nie została
      ani jedna ukraińska szkoła. Przemienione je na polskie, lub tak
      zwane utrakwistyczne, które, ponieważ nauczycielami byli Polacy,
      były w istocie polskimi. Nauczycieli ukraińskich było w sumie
      jedenastu w całym okręgu. Byli to następujący nauczyciele: w
      Leszczawie Górnej - małżeństwo Krent, w Brzeżawie - małżeństwo
      Dackowie, w Żohatynie - Maria Haśko, w Łomnej - Natalka Sabaraj, w
      Rudawce - Stefania Wesołowska (po mężu Bałko), przeniesiona później
      do Birczy, w Brzusce - Maria Olszańska, po mężu Kozij.

      Nie zaniedbano również pracy nad podniesieniem religijnego i
      kulturalnego poziomu kobiet. We wszystkich parafiach były założone
      oddziały religijnego towarzystwa "Apostolstwa Modlitwy". W każdym
      miesiącu odbywały się zebrania, na których omawiano miesięczne
      plany, zdawano raporty z ich wykonania, jak również religijne i
      parafialne potrzeby. Oprócz tego na takich spotkaniach wygłaszano
      referaty na różne tematy jak higiena, ogrodnictwo, mleczarstwo,
      wychowanie dzieci, słowem wszystkie sprawy znajdujące się w kręgu
      działania kobiet. W długie jesienne i zimowe wieczory dziewczęta i
      młode kobiety spotykały się w "Narodnych Dimach" i uczyły się
      wyszywania, śpiewania religijnych i narodowych pieśni, kulturalnych
      dyskusji i gospodarstwa domowego. Żeby nie być gołosłownym, podam
      kilka przykładów: w Iskani Zinowia Hukowa prowadziła
      organizację "Związek Ukrainek". Prowadziła tam kursy kucharskie,
      uprawiania warzyw, hodowli drobiu, szycia itp. W cerkwi wyszywano
      chorągwie i ozdobne obrusy. Zamiast w miejskiej tandecie, dziewczęta
      i chłopcy na uroczystości przychodzili w wyszywanych koszulach. Z
      ulic zniknęły sprośne
    • tawnyroberts "Birczanszczyna - stradalna zemlja" - cz. III 22.10.07, 12:25
      sprośne przyśpiewki, a pojawiły się narodowe pieśni. Podobną
      działalność prowadziły w Brzusce Marija Biłykowa, a w Leszczawie
      Górnej Marija Federkiewiczowa.

      Do najważniejszych problemów do rozwiązania w Birczy należała budowa
      cerkwi. Już poprzedni proboszcz, przed I wojną światową, czynił
      przygotowania do budowy świątyni. Zebrano połowę funduszy na budowę
      cerkwi i przygotowano nawet część materiałów budowlanych. Podczas
      wojny wszystko to przepadło. Pieniądze straciły całkowicie wartość,
      a materiały budowlane zarekwirowano na naprawę dróg. Po wojnie nie
      zastałem więc ani złamanego grosza w kasie, ani żadnych materiałów
      budowlanych, przepadły także plany budowy. Zderzyłem się też z dużą
      niewiarą ludzi. W całym mieście nie było też odpowiedniego placu na
      budowę nowej cerkwi. Jedynym miejscem, jakim rozporządzaliśmy pod
      budowę cerkwi, było w tym czasie stare koryto Stupnicy, od którego
      rzeka się odsunęła. Przyszło nam robić wykopy i bić fundamenty o
      głębokości 5 do 6 metrów, aby dostać się do twardego gruntu. Woda z
      obecnego koryta rzeki zaczęła podsączać się spodem do zrobionych
      wykopów, aż musieliśmy je osłonić żelbetonową ławą, na którą zużyto
      5 wagonów cementu, który trzeba było sprowadzać z Przemyśla konnymi
      wozami. W okolicy nie było cegielni. Musieliśmy zbudować specjalne
      polowe cegielnie, do których trzeba było dostarczać drewno na opał,
      a i cegłę na plac budowy trzeba było wozić mizernymi konnymi
      zaprzęgami. Wszystkie te prace i nadzór nad budową odbywały się pod
      moim bezpośrednim nadzorem.

      Dnia 21 września 1925 roku odbyło się poświęcenie fundamentów nowej
      cerkwi. Poświęcenia dokonał sam przemyski władyka kir Jozafat
      Kocyłowski. To miało być wielkie wydarzenie dla całej Ziemi
      Birczańskiej. Uroczystość została doskonale przygotowana,
      spodziewano się wielkich tłumów wiernych, planowaliśmy zebrać duże
      fundusze na budowę cerkwi. Jednak w dniu poświęcenia zaczął padać
      rzęsisty deszcz i podczas samego święcenia fundamentów lało jak z
      cebra. Z takimi i innymi przeszkodami musiałem walczyć podczas
      budowy cerkwi. Plany budowy wykonał inżynier Ewhen Hahirnyj z Lwowa.
      Cerkiew miała być długa i szeroka na 32 metry, a jej wysokość sięgać
      miała 36 metrów, zaprojektowana była w stylu bizantyjskim. Budowa
      trwała, pośród różnych przeciwności, od 1924 roku do 1939 roku.

      W 1939 roku położony był na głównej bani dach żelaznej konstrukcji.
      Te prace wykonała Kooperatywa Inżynierskich Robit (KIR) ze Lwowa.
      Koszty budowy obliczone były na 150 tysięcy polskich złotych (wtedy
      za 100 kg żyta płacono 5 zł). Budowa ciągnęła się tak długo dlatego,
      że każdego roku starałem się podciągnąć kilka metrów muru w górę
      przez lato, a w zimie znowu zbierać fundusze na dalszą budowę. Do
      1939 roku było to 150 tysięcy złotych gotówką.

      Przed samą II wojną światową, promienie słońca w dzień, a księżyca w
      nocy, odbijały się od pokrytej białą blachą kopuły bireckiej cerkwi.
      Przerażeni parafianie, pamiętający I wojnę światową, przychodzili do
      mnie prosić o zdjęcie blachy z kopuły, obawiając się, że przyciągnie
      ona samoloty i bombardowania. Z uśmiechem na ustach odprawiłem ich
      mówiąc, że Matka Boża, której cerkiew jest poświęcona, ich obroni.

      Z obawy, aby nie zamieniono cerkwi na magazyn podczas pierwszego
      przyjścia bolszewików w 1939 roku, pobudowano prowizoryczny ołtarz i
      przeniosłem się z odprawianiem Mszy świętej do nowej cerkwi, choć
      nie była ona jeszcze wykończona i brakowało sklepień. Jednak rola
      magazynu jej nie ominęła. Po odejściu Niemców w 1944 roku i po
      przymusowym wysiedleniu Ukraińców z ich pradawnych ziem, zrobiono w
      cerkwi magazyn drewna, a teraz, jak donoszą wieści, chcą ją
      rozebrać, ponieważ, jak mówią, stoi na przeszkodzie budowy mostu i
      poszerzenia drogi.

      Ochronka Sióstr Służebnic

      Ochronka Sióstr Służebnic Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Marii
      Panny - Nieporocznoho Zaczatja Preczistoj Diwy Mariji.

      Wielkim dziełem dla rozwoju życia religijnego w samej Birczy i
      okolicy, a tym samym postawienia zapory latynizacji i polonizacji,
      było założenie ochronki Sióstr Służebnic NZPDM.

      Było to 20 września 1925 roku. Jego Świętobliwość kir Jozafat
      Kocyłowski przybył do Birczy, aby poświęcić fundamenty nowej cerkwi.
      Długo zasiedzieliśmy się wieczorem przy przyjemnej rozmowie z
      władyką w towarzystwie ojca Teodora Sawojki, proboszcza Siedlisk nad
      Sanem oraz inżyniera Ewhena Nahirnoho. Około godziny 11 wieczorem, a
      wieczór był przyjemny i księżycowy, władyka wyszedł na ganek. Na
      górce obok probostwa stał dom nazywany "stara poczta". Władyka
      zapytał mnie, do kogo ten dom należy. Kiedy odpowiedziałem, iż
      właściciel tego domu mieszka we Lwowie, wtedy powiedział: "To byłoby
      dobre miejsce na ochronkę. Jakby było kiedyś na sprzedaż, proszę
      mnie zawiadomić".

      Od tego czasu minęło kilka lat. Jednego razu, w środę, dzień
      targowy, wróciłem z nauki religii w szkole w Starej Birczy. Kiedy
      już skręcałem w ulicę do domu, podszedł do mnie mój parafianin i
      powiedział: "Jegomość, będziecie mieli sąsiada. "Starą pocztę"
      kupuje Żyd, handlarz końmi, po południu podpisują w sądzie kontrakt.
      Wypytawszy się, kto jest pośrednikiem, poszedłem zaraz do niego i
      poprosiłem o przesunięcie transakcji o kilka dni, bo chciałbym kupić
      nieruchomość dla parafii. Ponieważ pośrednikiem i urzędnikiem
      sądowym był nasz parafianin - Antin Staszczuk, zgodził się na to.
      Następnego dnia pojechałem do Przemyśla do naszego władyki i
      powiadomiłem go o możliwości kupna nieruchomości pod ochronkę.
      Władyka dał mi 50 dolarów i powiedział: "Jak będziecie jechać
      podpisać kontrakt, wstąpcie do mnie po resztę pieniędzy na
      zapłacenie domu i pola." Żeby nie tracić czasu, w następnym tygodniu
      we wtorek pojechałem do Lwowa. U notariusza Rastawieckiego
      spisaliśmy umowę kupna i sprzedaży. Wszystko musiało być
      przeprowadzone bardzo szybko, bo gdyby dowiedzieli się Polacy, nie
      dopuściliby do transakcji.

      W 1928 roku przyjechały do Birczy cztery Siostry Służebnice: siostra
      Petronela -pochodząca z Drohobycza, siostra Martynijana - opiekunka
      dzieci, siostra Kyryła – do prowadzenia gospodarstwa i najmłodsza,
      siostra Epistymia. Formalne otwarcie ochronki nastąpiło 15 kwietnia
      1929 roku. Do południa zbierały się tutaj dzieci w wieku
      przedszkolnym, a po południu szkolne. Siostry przygotowywały dzieci
      do Pierwszej Komunii, prowadziły próby przedstawień, organizowały
      potańcówki dla dzieci. Z wychowanych przy ochronce dzieci wyrośli
      pomocnicy do pracy w czytelniach oraz przy cerkwi. Pod
      przewodnictwem Kostia Melnyka, późniejszego wójta, brali udział w
      przygotowywaniu przedstawień, festiwali i zabaw, z których dochód
      był przeznaczony na budowę cerkwi. Do nich należały liczne rodziny
      Kuników, Kostyszynów, Demkowiczów, Petryszaków, Melnyków, Hołowów i
      innych.

      Krwawe Zielone Świątki w Kuźminie w 1939 r.

      Po pierwszej wojnie światowej, podzielona między 5 obcych państw,
      najcięższej doli doznawała największa część Ukrainy, która dostała
      się pod okupację strasznego bolszewickiego reżimu. Zarówno sztucznie
      wywołany głód, jak i fizyczna likwidacja Ukraińców, przyniosły kilka
      milionów ofiar, jak opowiadali uciekinierzy, którzy schronili się za
      zachodnich ziemiach ukraińskich w latach 1939-41.

      Jednak i pod innymi zaborami nie żyło się ludności ukraińskiej
      słodko. Dużą część ukraińskich ziem zajęła Polska. Ta nasza
      sąsiadka, której dewizą było zawsze "zniszczenie Rusi", prowadziła w
      tym samym kierunku swoją misję. Pozbawiła Ukraińców własnego
      szkolnictwa, nie dopuszczała Ukraińców do posad państwowych.
      Wysyłanie ukraińskich nauczycieli na zachód, na Mazury, ekonomiczna
      ruina chłopstwa, spowodowana nieodpowiednią gospodarką, kolonizacja
      ukraińskich ziem przez Polaków, zakaz sprzedaży Ukraińcom ziemi
      pochodzącej z parcelacji wielkich majątków, sławna pacyfikacja,
      podczas której zniszczono wiele kooperatyw i insty
    • tawnyroberts "Birczanszczyna - stradalna zemlja" - cz. IV 22.10.07, 12:32
      instytucji kulturalno-oświatowych, tępiono ukraińską inteligencję.

      Niestety, w niszczeniu kultury ukraińskiej dużą rolę odgrywało
      polskie duchowieństwo. Starało się ono wszelkimi sposobami, przy
      pomocy polskiej administracji i policji, przeciągać na obrządek
      rzymskokatolicki naszych wiernych, co w tamtych czasach było
      równoważne z utratą ukraińskiej tożsamości.

      W okręgu przemyskim jeden z polskich kapłanów, Miodowski, zastosował
      inną sztuczkę. Stworzył on "Związek Szlachty Zagrodowej" i
      organizował w ziemi przemyskiej, dobromilskiej i birczańskiej
      stanice "szlachty" oraz różnymi obiecankami i podarunkami
      demoralizował naród, aby przyjmując do szlachty, przeciągnąć ich na
      wiarę rzymskokatolicką i język polski. W tym dziele pomagały mu
      miejscowe polskie czynniki - policja śledziła wszelkie przejawy
      życia społecznego, nawet spotkania towarzyskie. Przypominam sobie,
      jak 21 listopada 1937 lub 1938 roku, w dzień imienin doktora
      Mychajła Ilnickiego, adwokata z Birczy, w czasie uroczystej kolacji
      na zewnątrz pod oknem pokoju siedział polski policjant i
      podsłuchiwał rozmowy gości.

      Im bliżej wojny, tym szykany stawały się coraz przykrzejsze. W 1939
      roku Polacy zaczęli zabierać ukraińskie katolickie cerkwie. Nie było
      tajemnicą, że w wioskach, gdzie była ludność mieszana, a nie było
      kościoła, Polacy szukali po naszych cerkwiach, czy nie ma jakiegoś
      łacińskiego napisu, albo polskiego grobowca, aby wysunąć pretensje
      do odebrania cerkwi. Pierwszą próbę w ziemi birczańskiej zrobiono w
      wiosce Kuźmina. Wieś ta leżała przy gościńcu, który prowadził z
      Sanoka do Przemyśla. Na skrzyżowaniu gościńca i drogi, która
      prowadziła w kierunku Roztoki, odpustowej miejscowości słynącej z
      cudownej ikony Matki Boskiej oraz w kierunku Trzciańca, była
      zbudowana drewniana cerkiew, a obok niej mały murowany kościółek.
      Wierni obrządku łacińskiego, głównie Polacy, należeli do parafii w
      Tyrawie Wołoskiej, a Ukraińcy należeli początkowo do parafii w
      Leszczawie Górnej, a przed II wojną światową przeniesiono ich do
      parafii Kreców, gdzie proboszczem był ojciec Mykoła Dobrianski.

      Dr Stepan Nawrocki, poseł do Sejmu z 48 okregu wyborczego (Przemyśl,
      Jarosław, Jaworów), który z polecenia Ukraińskiego Klubu
      Parlamentarnego badał sprawę Kuźminy, pisze w "Ukraińskich Wistiach"
      (Edmonton, 1958) pod tytułem "Krwawy zielonoświątkowy poniedziałek"
      tak: "Na podstawie zgromadzonych cerkiewnych dokumentów wsi Kuźmina,
      w celu interpelacji w Sejmie, zbadałem dzieje tej świątyni. W 1807
      roku dziedzic Kuźminy, Adam Kowalski, ożeniony z sierotą po kapłanie
      greckokatolickim, rozpoczął budowę polskiego kościoła w Kuźminie,
      która w tym czasie była zamieszkana w przewadze przez ludność
      polską. Jednak po zbudowaniu ścian kościoła daremnie oczekiwał na
      obiecaną pomoc finansową od swoich polskich parafian. Pokłóciwszy
      się z "kościelnym" komitetem, zwrócił się on do grekokatolickiego
      proboszcza Tyrawy Wołoskiej z propozycją, aby w oparciu o materialne
      zasoby parafii Tyrawa i ukraińskich mieszkańców Kuźminy, ukończyć
      budowę Domu Bożego, już jako cerkwi. Zobowiązał się przy tym zapisać
      plac wraz z budynkiem na rzecz parafii w Tyrawie Wołoskiej, jako
      cerkiew filialną. Doszło do porozumienia, dokończono budowę i
      poświęcono cerkiew, a pan Kowalski, dotrzymując słowa, przepisał
      własność placu i budynku. To stało się 17 lutego 1809 roku".

      Chciałbym zaznaczyć, że sama nazwa „Kuźmina” wskazuje na ukraińskie
      pochodzenie tej wioski. Poza tym cerkiew w Kuźminie była uposażona w
      grunty rolne, co wskazuje, że znajdowała się tam, wcześniej niż w
      innych wioskach, greckokatolicka parafia.Oznacza to, że Polacy
      stanowili element napływowy, albo byli to „zlatynizowani” Ukraińcy.
      Polska władza po I wojnie światowej zadbała o to, aby nadać osadzie
      czysto polski charakter. W szkole wprowadzono polski język
      wykładowy, Kuźmina została centrum zbiorczej gminy, a tym samym
      siedzibą polskiego wójta. Wprowadzono tutaj również posterunek
      polskiej policji państwowej, znajdował się również polski,
      szowinistyczny dwór. Wszystkie te czynniki starały się zdusić
      wszystko co ukraińskie, i dlatego praca organizacyjna z naszej
      strony była bardzo utrudniona. Solą w oku Polaków była ukraińska
      cerkiew katolicka, do której dojeżdżał z Krecowa odprawiać msze
      proboszcz ojciec Mykoła Dobrianski. Utrzymywał on ludność przy
      Cerkwi i narodowości ukraińskiej. Czynniki polskie postanowiły więc
      zniszczyć tę twierdzę ukraińskości.

      Naprzeciw tym oczekiwaniom wyszedł polski proboszcz z Tyrawy
      Wołoskiej. W podstępny sposób wyłudził klucze do cerkwi od
      kościelnego i dwóch starszych braci, aby odprawić mszę i po mszy już
      kluczy nie oddał, mówiąc: „Wynoście się z naszego kościoła,
      zabierajcie swoje rzeczy, bo je powyrzucamy. Kościół nasz, dość
      waszego świętokradztwa.” Tak się i stało.

      Na Zielone Święta, 28 czerwca 1939 roku, ojciec Mykoła Dobrianski,
      proboszcz, wybrał się z procesją z Krecowa do Kuźminy, aby odprawić
      tam Mszę Świętą, ale do cerkwi dostać się nie mógł. Wejścia do
      cerkwi strzegli uzbrojeni „strzelcy”, a cerkiewne wyposażenie było
      porozrzucane przed cerkwią.. Wieść o tym szybko rozeszła się po
      sąsiednich wioskach, dochodząc nawet pod Przemyśl. Siłowe zabranie
      cerkwi w Kuźminie wywołało równie silną reakcję okolicznej ludności.
      W przeciągu jednej nocy zmobilizowała się młodzież okolicznych
      wiosek. Pod dowództwem byłego chorążego UHA Skrehoty, pochodzącego z
      ziemi przemyskiej, zaatakowała strzelców broniących dostępu do
      cerkwi. Wywiązała się walka, która trwała od rana aż do popołudnia.
      Około 3 godziny po południu strzelcy otrzymali posiłki z Chyrowa,
      Dobromila, a nawet ze Lwowa – przyjechały 2 pełne autobusy
      żandarmerii. Ukraińska młodzież, nie mając broni, dotrzymać pola nie
      mogła. W wyniku tej walki zginęło 2 Ukraińców, a po stronie polskiej
      był 1 zabity i 4 rannych, w tym jeden ciężko.

      Żandarmeria rozpoczęła pacyfikację wsi. Ukraińska ludność wsi
      rozbiegła się po polach. Żandarmeria zaczęła chodzić po chatach,
      wywlekała kobiety i dzieci, przesłuchiwała i biła gumowymi pałkami.
      Oczywiście bito też silnie mężczyzn odnalezionych w różnych
      schowkach. Do Birczy przybiegli do mnie posłańcy, jednak mnie nie
      zastali, bo odprawiałem mszę w Kotowie. Zgłosili się więc do
      kancelarii adwokackiej dr Mychajła Ilnickiego, którego zastępował
      jego pomocnik, dr Mykoła Kebuz. Zwrócił się on od razu z tą sprawą
      do dr Stepana Nawrockiego, adwokata z Przemyśla, który był
      ukraińskim posłem do Sejmu.

      Dr Nawrocki pisze o tej sprawie tak: „Jedziemy do spacyfikowanej
      wsi. Następnego dnia – 30 czerwca o 10 rano wyjechaliśmy z Birczy,
      otrzymawszy od miejscowego lekarza, dr Kozija, zapewnienie, że po
      ordynacji i wizycie domowej ciężko chorego pacjenta, przyjedzie
      również do Kuźminy w celu sporządzania obdukcji lekarskich, które
      były potrzebne do wniesienia pozwów sądowych, oraz do interpelacji w
      Sejmie. Kiedy już zbliżaliśmy się do Kuźminy, w życie ukazała się
      czyjaś głowa i się schowała. Zaczęliśmy machać rękami i wołać.
      Postać zbliżyła się, upadła na wóz i zapytała: „Wy, panowie, może
      komisja? Jedziecie do Kuźminy? A może wy lekarze – zobaczcie jak mi
      plecy pobili z powodu, że podobno ja, kościelny, namawiałem chłopców
      do bójki.” Jednocześnie podniósł koszulę i zobaczyliśmy
      ciemnoniebieską lewą część pleców i bok. Pocieszyliśmy staruszka,
      poprosiliśmy aby czekał w tym miejscu na dr Kozija, którego on znał.
      Zapisaliśmy jego nazwisko – Wasyl Ołenczuk, i ruszyliśmy dalej.

      Zaraz podszedł do nas podoficer. Zobaczywszy nas, uśmiechnął się
      ironicznie i powiedział: „Panie pośle, szkoda trudu, już po
      wszystkim. Wytrzepaliśmy trochę mołojców, myślę, że czegoś się
      dzisiaj nauczyli.” Przy tym przez cały czas uśmiechał się. Kiedy ja
      spokojnie (chociaż wewną
    • tawnyroberts "Birczanszczyna - stradalna zemlja" - cz. V 22.10.07, 12:40
      wewnątrz trzęsła mnie wściekłość) zażądałem spotkania z ich
      komendantem, polecił nam zostawić furę na miejscu, furmanowi i panu
      K. zejść i czekać koło wozu, a mnie poprowadził ścieżkami do wioski.
      Zaprowadził mnie do urzędu gromadzkiego, gdzie zameldował mnie
      komendantowi w randze majora. On, jak dowiedziałem się później,
      nazywał się Olpiński (półtora roku później Niemcy opublikowali spis
      oficerów zabitych w Katyniu i było w nim nazwisko majora
      Olpińskiego). Zachowywał się uprzejmie, poprosił aby usiąść i
      częstował cygaretkami. Był zdenerwowany. Przekonywał mnie, ażebym
      nie przystępował do akcji przesłuchań i dochodzeń przed wyjazdem
      jego ekipy, bo „może być źle, może być nieszczęście, chłopcy są
      wściekli, bo w nocy rzucano kamieniami w warty i rozbito jednemu
      głowę”. Kiedy powiedziałem mu o arogancji podoficera podczas
      kontroli koło folwarku, zareagował: „A widzi pan, a widzi pan”.
      Wskutek jego zachowania, poprosiłem go o połączenie telefoniczne ze
      starostą w Dobromilu. Starosta również zaczął mnie przekonywać, aby
      zaczekać do wyjazdu policji, ale nie ustąpiłem, powołując się na
      konstytucję. Starosta ustąpił i poprosił o oddanie słuchawki
      majorowi Olpińskiemu. Po dłuższej rozmowie odłożył słuchawkę i
      powiedział do mnie: „No to jedziemy za godzinę, a panu radzę do tego
      czasu nie pokazywać się chłopcom na oczy.” Na moją uwagę,
      że „chłopcy” mogą wyrządzić jakąś krzywdę panu K. i furmanowi,
      powiedział: „Ma pan rację”, i rozkazał sprowadzić furę pod urząd, po
      czym przeprosił mnie i wyszedł.

      Po jakichś 15 minutach pojawili się moi towarzysze podróży. Obaj
      byli przestraszeni, bo po drodze, spoza policyjnego autobusu,
      obrzucono ich kamieniami. Nic im się nie stało, ale zraniono konia
      koło grzywy. Słowom „kabany”, „cholery” nie było końca, kiedy
      przejeżdżali koło pierwszego autobusu, skierowanego już w kierunku
      Dobromila, usłyszeli jeszcze – „my tu jeszcze wrócimy, psiakrew”.

      Przystąpiliśmy do prac przygotowawczych, notując wszystko to, co
      stało się po naszym przyjeździe. Około godziny od mojej rozmowy z
      majorem Olpinskim usłyszeliśmy pracujące silniki i „chłopcy” z
      krzykiem i baciarskimi lwowskimi przyśpiewkami na ustach, wyruszyli
      z powrotem do Dobromila.

      W kilka minut, jak na znak czarodziejskiej różdżki, pojawiło się
      około 20 kobiet i zaczęły płakać, krzyczeć i załamywać ręce. Wiele z
      nich podkasywało rękawy i pokazywało siniaki, niektóre pokazywały
      całe ciemnosine płaty ciała. Był przy tym taki rejwach, że z trudem
      im wyjaśniliśmy, że nie jesteśmy lekarzami, i że czekamy na przyjazd
      dr Kozija. Czekając na doktora, spisywaliśmy pobitych i okoliczności
      ich pobicia. W trakcie spisywania protokołów, nadjechał dr Kozij,
      który z gotowymi blankietami przystąpił do obdukcji pobitych. Nasze
      notatki były pomocne w tej pracy. Z czasem zaczęli się schodzić i
      mężczyźni. Późno w nocy, zakończywszy dochodzenie, wróciliśmy do
      Birczy. Przenocowawszy tam z panem K., wróciłem do Przemyśla. Przed
      naszym wyjazdem z Birczy opracowaliśmy cały nasz materiał.
      Zabitymi ze strony ukraińskiej grupy atakującej w poniedziałek
      (Zielone Święta) byli: Iwan Pobijda z Krzeczkowej i W. Kaspryk z
      Kuźminy. Ciężko pobitym w czasie pacyfikacji lwowskiej policji był
      Hawryło Kania z Cisowej, którego złapali „strzelcy”, sami pobili, a
      policja dokończyła. Zmarł on w szpitalu następnego dnia. Oprócz tego
      ciężko pobitych było 9 osób: 1 kobieta, 2 podrostków i 6 młodych
      mężczyzn z Kuźminy. Lżej pobitych było 14 kobiet, 7
      podrostków i 7 starszych ludzi.

      Sprawa siłowego zabrania cerkwi w Kuźminie była pierwszą, bo za nią
      miały nadejść i zagarnięcia cerkwi w innych wsiach. Jednak sprawa
      nabrała rozgłosu. Pojawiły się wzmianki nie tylko w prasie
      galicyjskiej, ale i za granicą – w Niemczech. Polskie czynniki
      podciągnęły tę akcję pod OUN, rozpoczęły się aresztowania młodzieży
      po wioskach, aresztowano także Skrehotę oraz ojca Dobrianskiego i
      osadzono w areszcie w Samborze. Prowadzono śledztwo, a tymczasem
      aresztowani siedzieli w więzieniu – aż rozpoczęła się polsko-
      niemiecka wojna we wrześniu 1939 roku.”

      Okupacja bolszewicka

      NKWD śledziło bardzo dokładnie działalność kapłanów. Kiedy
      przygotowywałem dzieci do Pierwszej Komunii, wezwano mnie na
      zebranie rejonowego komitetu partii bolszewickiej, a w NKWD
      powiedziano mi tak: „Choć nasza konstytucja przyznaje wolność
      religii, ale komunizm i religia się nie godzą ze sobą. Dlatego
      radzimy wam ograniczyć nauczanie dzieci religii. Oczywiście ta
      rozmowa jest poufna”. Jednak doprowadziłem naukę do końca i dzieci
      przystąpiły do Pierwszej Spowiedzi i Komunii Świętej. Chociaż czasy
      były ciężkie, duszpasterstwo za bolszewickich czasów należy w moim
      kapłańskim życiu do nienajgorszych wspomnień.

      Cerkiew podczas mszy była zawsze zapełniona wiernymi. Żony
      bolszewickich komisarzy zgłaszały się potajemnie i prosiły o
      ochrzczenie swoich dzieci. Pewnego razu komisarz i naczelnik NKWD
      przeprowadzili u mnie rewizje, pod pozorem sprawdzenia
      przestrzegania przepisów przeciwpożarowych. Na koniec, w stodole,
      przystanęli ze mną na rozmowę: „Batiuszka, my wiemy, że wy rozumny
      człowiek. Porzućcie waszą służbę, a my damy wam zajęcie i otrzymacie
      dobrą zapłatę.” „A czy szanowalibyście mnie, gdybym porzucił
      kapłaństwo i poszedł na waszą służbę, zaprzeczając temu, co do tej
      pory głosiłem” – taka była moja odpowiedz i pytanie jednocześnie. Na
      to oni nic nie odpowiedzieli, tylko uśmiechnęli się, spojrzeli na
      siebie i wyszli. Było to niedługo przed tym, jak rozpoczęła się
      wojna bolszewicko-niemiecka w 1941 roku.

      Bolszewicy przygotowywali na początek lipca wywóz kapłanów i ich
      rodzin. Znajdywali się i tacy, którzy mnie ostrzegali. Pewnego razu
      na moje podwórze zajechał jeździec, porozglądał się czy nikogo w
      pobliżu nie ma i powiedział: „Ojcze, jestem synem kapłana. Mojego
      ojca uwięzili, na moich oczach zapakowali do wagonu i wywieźli. My,
      małe dzieci, zostaliśmy. Trzeba jakoś żyć. Radzę wam, sprzedajcie
      wszystko, co dacie radę, i uciekajcie szybko, bo tu nie ocalejecie” –
      i odjechał. Połowę mieszkania na plebani zarekwirowano. Jeden pokój
      zajął komunistyczny politruk, w drugim zamieszkał inny oficer.
      Jeżeli tylko politruk, a był on Ukraińcem, zatrzymywał się koło mnie
      na rozmowę, błyskawicznie pojawiała się jego żona, aby być świadkiem
      rozmowy.

      W trwodze mijały dzień za dniem. Niespodziewanie, 22 czerwca 1941
      roku, w niedzielny poranek, w święto Św. Eucharystii, kiedy jeszcze
      spaliśmy, usłyszeliśmy warkot samolotów, a potem odgłosy strzałów z
      karabinów maszynowych i wybuchy granatów ręcznych. Pośród wojska
      powstało zamieszanie. Poszedłem do cerkwi, aby przygotować się do
      odprawienia mszy. Naraz przybiegł posłaniec z wezwaniem do
      kancelarii NKWD. Poszedłem jeszcze do swojego mieszkania, ubrałem
      się w kożuch, bo sądziłem, że przyjdzie wędrować w nieznane. Przy
      wyjściu kazałem zachować kalendarz „Perełom”, w którym miałem
      zanotowane daty i zdarzenia z czasów UHA. Tymczasem moją prośbę
      zrozumiano tak, że kalendarz spalono. Na posterunku NKWD nakazano
      dać parafianom polecenie, aby opuścili cerkiew i wrócili do domu,
      nie pokazując się na ulicach, ponieważ nastąpią „ruchy wojsk”.
      Odsłużyłem mszę świętą, i wróciłem do domu szczęśliwy, że tylko na
      tym się skończyło.

      Następnego dnia zobaczyliśmy, że bolszewickie wojska wychodzą. W
      Birczy podpalili magazyny, znad Sanu wycofywała się straż
      pograniczna. W końcu Bircza opustoszała. Nastały chwile niepewności.

      Okupacja niemiecka

      W czwartek, pod sam wieczór, podjechały pod Birczę pierwsze oddziały
      niemieckie i zaraz odeszły. W samej Birczy i okolicy, która była
      strefą przygraniczną, nie
    • tawnyroberts "Birczanszczyna - stradalna zemlja" - cz. VI 22.10.07, 12:45
      nie słyszeliśmy jeszcze o ofiarach sowieckiego terroru. Pierwszą
      ofiarą, o której usłyszeliśmy, był ojciec Iwan Kebuz, proboszcz
      Makowej, którego zmasakrowali w okrutny sposób. Pogrzeb jego odbył
      się już po przejściu niemieckich wojsk. W Dobromilu saliny były
      zapełnione trupami.

      Za niemiecka armią przechodziły grupy ukraińskiej młodzieży,
      zorganizowane na sposób wojskowy. Nieśli ze sobą literaturę
      propagandową i organizowali zebrania, na których głoszono powstanie
      ukraińskiej państwowości. Takie zebranie odbyło się niebawem i w
      Birczy. W cerkwi odprawiłem mszę świętą. Po mszy przed cerkwią
      stawił się pochód, który ruszył w stronę Starej Birczy, Tam na placu
      obok gościńca była ustawiona trybuna udekorowana ukraińskimi
      flagami, z której ogłoszono powstanie władzy ukraińskiej na tym
      terenie i odebrano od zgromadzonej ludności przysięgę na
      posłuszeństwo tej władzy. My, którzy dwa lata przebywaliśmy „pod
      bolszewickim reżimem”, nie przypuszczalibyśmy nigdy, że w takim
      radosnym dla narodu okresie, na emigracji, za Sanem, mógł nastąpić
      rozbrat. Z bólem dowiedzieliśmy się o sporze między „banderowcami”
      i „melnykowcami”. Niedługo nacieszyliśmy się ogłoszeniem powstania
      ukraińskiej państwowości. Niemcy przyłączyli Galicję Wschodnią do
      Generalnej Guberni, oddzielając nas od reszty Ukrainy.
      Przedstawicieli ludności ziemi birczańskiej wezwano do Dobromila
      powiedziano: „My walczymy, a wy macie nam dać potrzebną dla armii
      żywność i robotników. Za wykonywanie naszych zarządzeń będziecie
      odpowiadać osobiście.”

      Mogliśmy jednak odtworzyć nasze ukraińskie życie kulturalno-
      oświatowe, ekonomiczne i gospodarcze i przejąć władzę
      administracyjną całego okręgu birczańskiego w ukraińskie ręce.
      W Birczy powołano Ukraiński Komitet Pomocy, którego zostałem
      przewodniczącym. Referat kulturalno-oświatowy prowadził dr Ilnicki,
      finansowy dr Kozij, a organizacyjny Łew Pryszłiak. We wsiach
      sołtysami zostali wybrani świadomi Ukraińcy. Burmistrzem miasta
      Birczy został Iwan Łomiński. Wójtem zbiorczej gromady w Birczy
      został Konstantyn Melnyk, emerytowany urzędnik sądowy, wójtem
      zbiorczej gromady w Kuźminie został Stefan Stebelski, nauczyciel
      pochodzący z ziemi samborskiej. Dyrektorem 7-klasowej szkoły w
      Birczy został nauczyciel Stepan Iwanyk. Szkoła, szczególnie w
      wyższych klasach, zapełniła się ukraińskimi dziećmi z okolicznych
      wiosek.

      We wsiach uruchomiono spółdzielnie (kooperatywy) spożywcze i
      mleczarskie, a w Birczy umiejscowiono rejonową
      mleczarnię „Masłosojuz” i Powiatowy Związek Spółdzielni, przez który
      przechodziły wszystkie przydziały. Szefem rady nadzorczej mleczarni
      był ojciec Ołeksyj Biłyk, proboszcz Brzuski. Stanowiska urzędników i
      pracowników w kooperatywach objęli młodzi ludzie – Ukraińcy.
      Odtworzono także towarzystwo „Silskyj Hospodar”.Komendantem
      żandarmerii był Iwan Harabacz, absolwent gimnazjum, człowiek
      inteligentny, a jego zastępcą Iwan Choma. Całą organizację życia i
      władzy administracyjnej na ziemi birczańskiej przeprowadzono
      własnymi, miejscowymi siłami, bez pomocy Dobromila czy
      Przemyśla. W całym okręgu panował spokój i harmonijna współpraca.

      Do najbardziej tragicznych wydarzeń w Birczy za czasów okupacji
      niemieckiej należała likwidacja Żydów. W Birczy, jak większości
      miast galicyjskich, większość stanowili Żydzi. Oni prowadzili
      handel, karczmy i nieraz wykorzystywali nieświadomość i biedę
      ludności. Za czasów Polski, młode żydowskie pokolenie sprzyjało
      organizacjom komunistycznym. Czekali oni na bolszewików, a po ich
      przyjściu stanęli do ich usług i do pracy w urzędach, szczególnie w
      dziale finansowym. Niedługo trwały jednak ich rządy – tylko do
      przyjścia Niemców.

      Niemcy nałożyli na nich wielką kontrybucję, skonfiskowali
      drogocenności, a potem zegnali wszystkich do baraków, tam oddzielili
      młodych zdolnych do pracy i pognali ich pieszo do Przemyśla. Kto w
      drodze wystąpił z szeregu – strzelali. Zarząd gminy wyprowadzili do
      lasu, na tzw. „Kamienną Górkę” i tam rozstrzelali. Po jakimś czasie
      przybył do Birczy oddział gestapowskiej ochrony w hełmach, zagnał
      Żydów za rzekę Stupnicę, pomiędzy Birczą a Starą Birczą. Ustawili
      Żydów w rowach i każdemu z osobna strzelali w potylicę. Grupka
      żydowskich dziewcząt, dla których zabrakło miejsca w tych rowach,
      siedziała na boku i czekała na swoją kolej. Wyprowadzono je później
      do lasu i rozstrzelano.

      Na wskutek donosów o sprzyjanie Żydom Niemcy zwolnili z wójtostwa
      Konstantyna Melnyka i wysłali go do obozu koncentracyjnego. Po
      pewnym czasie, po przeprowadzeniu śledztwa, zwolniono go z obozu.
      Już jednak na stanowisko wójta nie powrócił. Na jego miejsce
      wyznaczono Iwana Paszkowskiego, który współpracował z gestapo. Kiedy
      raz wracał z Przemyśla do Birczy, na Olszańskiej Górze do jego sań
      przysiedli się młodzi chłopcy, skierowali woźnicę w stronę Cisowej i
      tam w lasach Paszkowski i jego woźnica zaginęli. Gestapo wyznaczyło
      wielką nagrodę pieniężną za znalezienie wójta, albo wskazanie
      sprawców porwania, ale bez sukcesów.

      Niemcy zajęli ziemie ukraińskie nie dlatego, aby stworzyć państwo
      ukraińskie, ale dlatego, żeby mieć „lebensraum” i przechwycić
      bogactwa naturalne Ukrainy, przede wszystkim łany złocistej
      pszenicy. Inteligencję ukraińską czekał los Żydów, a lud pracujący
      miał dla nich pracować, nie mając możliwości uczyć się, najwyżej
      kończąc szkołę czteroklasową. Już w Austrii wskazywano mi
      gospodarzy, którzy mieli polecenia wyjazdu na Ukrainę i mieli tam
      odbierać gospodarstwa ukraińskim właścicielom, dlatego Niemcy nie
      likwidowali kołchozów.

      Nie dziwi więc, że wśród Ukraińców zaczął narastać sprzeciw wobec
      drugiego okupanta. Niemcy dusili bezlitośnie każdy przejaw tęsknoty
      do wolności i rozstrzeliwali lub wieszali masę naszych ludzi.
      Lesisty teren ziemi birczańskiej był stworzony do działań
      Ukraińskiej Powstańczej Armii. Pokazało się to najlepiej przy
      odwrocie niemieckich wojsk ze wschodu, po przegranej bitwie pod
      Stalingradem, a najbardziej, kiedy ziemię birczańską bolszewicy na
      powrót odstąpili Polsce i rozpoczęli wysiedlenia ukraińskiej
      ludności na wschód. Wtedy ziemia birczańska wypiła czarę goryczy do
      samego dna, w 1947 roku.

      Jeszcze podczas niemieckiej okupacji Polacy zorganizowali Armię
      Krajową, której zadaniem było prowokowanie Niemców i terroryzowanie
      Ukraińców. Oprócz tego polskie bojówki z własnej inicjatywy
      napadały, rabowały i terroryzowały Ukraińców. Front przesuwał się
      coraz bardziej na zachód. Aktywność polskich bojówek coraz bardziej
      wzrastała. W Grabownicy nad Sanem w 1944 roku okrutnie zamordowano
      ojca Dmytra Nimyłowycza, proboszcza, pochodzącego z Drohobycza.
      Niebezpiecznie było przejść ścieżkami z jednej miejscowości do
      drugiej. Sam otrzymywałem listy z pogróżkami. Kiedy w jedną
      niedzielę pojechałem na zakończenie roku do przedszkola w Rudawce,
      to w tym czasie polska bojówka podeszła pod mieszkanie probostwa i
      chciała dostać się do środka. Drzwi były pozamykane, a przelękniona
      służba skryła się i do domu nie wpuściła. Zmuszeni byliśmy założyć
      we wszystkich oknach kraty i żyć prawie jak w kryminale.

      Front coraz bardziej się zbliżał. Gościńcem przejeżdżały całe setki
      wojskowych wozów, a także liczni uciekinierzy, którzy u nas często
      nocowali. Coraz bliżej słychać było huk armat. Prawie cała
      inteligencja opuściła Birczę. Zostałem tylko ja i dr Kozij.
      Przygotowywała się do odejścia także miejscowa policja ukraińska. Od
      strony Przemyśla słychać było coraz głośniej salwy
      sowieckich „Katiusz”. Wtedy to przyszedł do mnie lekarz weterynarii
      dr Zajac i powiedział, że ja, jako głowa okręgowego Ukraińskiego
      Komitetu Pomocy, powinienem niezwłocznie opuścić Birczę.

      Zbrodnie powojenne

      Dr M. Ilnickij, adwokat, przeniósł się do podbirczańskich wiosek, b
    • tawnyroberts "Birczanszczyna - stradalna zemlja" - cz. VII 22.10.07, 12:52
      bo myślał, że, tak jak w 1939 roku, front przesunie się i będzie
      mógł spokojnie wrócić do domu do Birczy. Tym razem przeliczył się
      bardzo. Aresztowała go polska policja, zaprowadziła do Wojtkowej i
      tam, po straszliwych torturach – zamordowała. Razem z nim
      zamordowali Marię Kunik, po mężu Gach. Jednego z katów,
      Skrętkowskiego z Leszczawy Dolnej, nasi upowcy złapali,
      kazali pokazać sobie groby zamęczonych, wykopali i spisali protokół.
      W 1947 roku jeden z członków UPA, którzy złapali tego kata, przybył
      rajdem z Polski do obozu uciekinierów w Mittenwaldzie (Niemcy) i o
      tym opowiedział. Ci sami, którzy zamęczyli dr Ilnickiego,
      przechwalali się tym i mówili: „Jeszcze chcielibyśmy dostać w ręce
      Łebedowycza”. Inżyniera mierniczego Mychajła Olchowego z Birczy
      Polacy zabili w Kotowie. Pierwszy zorganizowany napad z masowym
      mordem Ukraińców przeprowadzili Polacy na wieś Pawłokomę, nad samym
      Sanem.

      Wieś Pawłokoma, otoczona polskimi wsiami, zachowała prawie
      jednorodną ludność ukraińską. Dopiero zaraz po I wojnie światowej,
      po parcelacji ziemiańskich majątków, zwiększyła się tam znacznie
      ilość Polaków. Już za czasów pierwszej bolszewickiej, a potem
      niemieckiej okupacji, napadali Polacy na ludność Pawłokomy, rabowali
      i zabijali. Dnia 14 października 1944 roku zabili strzałami z broni
      palnej Mykołu Lewickiego, jedynego nauczyciela, organizatora
      Pawłokomy. Dnia 3 marca 1945 roku zorganizowali napad na wieś. O
      godzinie 4 rano, kiedy ludzie jeszcze spali, polskie bandy z
      okolicznych polskich wsi otoczyły wieś Pawłokomę i ze wszystkich
      stron weszli do wioski. Po drodze bili, zabijali i zapędzali ludzi
      do cerkwi. Przywództwo objęli miejscowi Polacy, którzy pokazywali
      domy, w których żyli Ukraińcy. W cerkwi ludzi posortowano. Na bok
      odstawiono starsze kobiety i kobiety z dziećmi do 4 lat. Wszystkich
      innych pognali dwójkami na cmentarz, po drodze niemiłosiernie bijąc.
      Jednemu z nich, Iwanowi Karpie, wycięli na piersi krzyż. Zebrano
      wszystkich dookoła cerkwi. Do kapłana, który błogosławił mieszkańców
      Najświętszym Sakramentem, krzyczeli: „Rzuć to, bo i nam i tobie tego
      już nie trzeba”. Na cmentarzu ustawiali ludzi nad wykopanymi w nocy
      rowami i rozstrzeliwali, a miejscowi Polacy ich zaraz zakopywali.
      Wyprowadzono również z cerkwi kapłana – ojca Wołodymyra Łemcia,
      pobili go koło cerkwi kołami i cepami, zawlekli na cmentarz i też
      zastrzelili. Matka, żona i dzieci proboszcza siedziały w tym czasie
      w cerkwi. Trupy pomordowanych w wiosce leżały na ziemi do 28
      kwietnia 1945 roku! Zamordowanych było 324 osoby. Ukraińska ludność
      Pawłokomy zniknęła z powierzchni ziemi. Tych, którzy ocaleli,
      głównie kobiety z dziećmi, popędzono ze wsi. Kto nie miał siły iść,
      rozstrzeliwali po drodze. To wszystko nie przeszkadzało
      rzymskokatolickiemu księdzu z Dylągowej i jego parafianom starać się
      po wojnie o przejęcie cerkwi w Pawłokomie do ich użytku. Władze
      cerkiewne nie zgodziły się jednak na to.

      Drugi z serii, a pierwszy na ziemi birczańskiej napad, z masowymi
      mordami, przeprowadzili Polacy zza Sanu na wieś Berezka, oddaloną 10
      km od Birczy. O tym zdarzeniu opowiada o. Dmytro Sawka, zarządca
      parafii w Birczy, tak („Swoboda”, 2/3 maja 1959 str. 83,
      84): „Ogłaszam w 5 tygodniu Wielkiego Postu rekolekcje. Cerkiew
      całkowicie wypełniona ludźmi. Prawie cała ziemia birczańska bierze
      udział w rekolekcjach. W piątek, po liturgii, zarządzam spowiedź.
      Spowiadają o. Teodor Sawka z Brzeżawy, o. Ołeksyj Biłyk z Berezki,
      dwóch polskich, rzymskokatolickich kapłanów i ja. Wieczorem polscy
      kapłani odchodzą do domów, a po ojca Biłyka przyjeżdża z Berezki
      jego pani-matka. Nie chciałem ich puścić w nocy do Berezki, bo wiem,
      że w domu nie nocują, tylko po parafianach, lecz nie mogłem
      przewidzieć tragedii, jaka ich spotka w następny dzień, w sobotę.
      Pamiętnej soboty rano, około 5, słyszymy z ojcem Teodorem Sawką
      terkot karabinów maszynowych i wybuchy granatów. Szybko zbieramy się
      z łóżek i biegniemy do cerkwi. Obok cerkwi zastajemy po
      prostu „koniec świata”. Wokół cerkwi pełno dobytku, wozów, krów, a w
      cerkwi pełno kobiet z dziećmi, które płaczą i modlą się. Polska
      banda zza Sanu napadła na wieś Berezka i okolicę. W samej Berezce
      banda ta wymordowała ponad 200 osób, ojca Biłyka zarębali siekierą
      czy zabili kołem, a jego żonę zastrzelili.

      Taki napad odbył się także na wieś Iskań. W Bachowie zamordowali
      Polacy proboszcza o. Anatolija Sembratowicza, w Lipie rodzinę diaka
      Myrona Hołowy, a w Leszczawie Górnej całą liczną rodzinę diaka
      Mychajła Hajduka i rodzinę nauczyciela Stepana Krenta. Jego samego
      prowadzili do wsi Leszczawa Dolna, po drodze połamali ręce i nogi i
      wrzucili do płonącego budynku. Z okrzykiem: „Ginę za Ukrainę” –
      spłonął w ogniu. Ojciec Ihnatij Federkiewicz, wysiedlony na Wschód,
      był uwięziony przez bolszewików i zesłany na Sybir w 1947 roku,
      powrócił i 28 października 1963 roku zmarł na ziemi samborskiej.

      W Jaworniku Ruskim ludnośc ukrywała się w wykopanych jamach i tam
      skrywała swój dobytek. Dookoła wioski wystawiano straże. Kilka razy
      polskie bojówki próbowały wedrzeć się do wioski, ale ludność zawsze
      je odpędzała. Do czasu, aż pojawili się z wielkimi siłami, przed
      którymi nie można było się obronić. Zaczęły się pobicia, morderstwa,
      rozboje, podpalenia. W końcu zaczęli wdzierać się do cerkwi. W progu
      zastąpił im drogę ojciec Mychajło Wołoszyn, proboszcz, z
      okrzykiem: „Chyba po moim trupie wejdziecie do cerkwi”. Bojówkarze
      pobili ciężko kapłana, odsunęli jego ciało na bok, bo myśleli, że go
      zabili i weszli do cerkwi, zbeszcześcili ją, porozrzucali Św.
      Sakrament po posadzce cerkwi, a ich komendant wyniósł czaszę na
      dwór, nalał do niej wódki i wypił na cześć Stalina. Bojówkarze
      kwiatami z cerkiewnych obrazów dekorowali konie, okryli je obrusami
      i innymi materiałami cerkiewnymi i robili procesję po wsi. Wskutek
      pobicia ojciec Wołoszyn zmarł.

      Bolszewicko-niemiecki front przesunął się dalej na zachód. W
      miasteczkach i polskich wsiach powstawały silne bojówki. Do nich
      przyłączali się bolszewiccy partyzanci, wysłani po to, aby napadać
      na ukraińskie wioski, więzić inteligencję, młodzież i likwidować ją
      fizycznie. Katowali oni kobiety, dzieci, starców, rabowali mienie i
      wywozili do swoich wiosek. Do takich miejscowości należała Bircza,
      Leszczawa Dolna, Kuźmina, Dylągowa, Borownica, jednym słowem
      miejscowości z przewagą ludności polskiej. Borownica, wieś otoczona
      dookoła lasami, położona w dolinie, otrzymała broń od polskiego
      wojska w 1939 roku. W tej wiosce rozbroił się cały polski pułk.
      Zebrali też broń z naszych wiosek, zorganizowali bojówkę z 300
      ludźmi, w tym oddział AK liczący 30 osób i Milicję Obywatelską
      liczącą 70 osób. Prawie każdego rana napadali oni na okoliczne
      ukraińskie wioski, zabijali młodych chłopców, katowali dziewczęta,
      zabierali dobytek i wieźli do swojej wioski. Ich działaniami
      dowodził bolszewicki partyzant „Ślepy”.

      Na to wszystko nie mogła patrzeć bezsilnie ukraińska wieś. Zaczęto
      tworzyć samoobrony. W tym dziele pomagają członkowie UPA. Oni
      gromadzą młodzież, szkolą ją w partyzantce. W lasach budują
      podziemne schronienia – bunkry, pomieszczenia dla szpitali,
      zaznajamiają młodzież z różnymi rodzajami broni, ściągają broń i
      amunicję. Chłopcy po wsiach mają trzymać nocne i dzienne warty.
      Wieczorem spotykają się na szkoleniach, w dzień rozchodzą do swojej
      pracy. Na wypadek alarmu mają spotykać się w umówionym miejscu.
      Coraz więcej młodzieży wstępuje w szeregi UPA. Każdy chce mieć broń.
      Dziewczęta mają opiekować się rannymi, prowadzić zwiad i ostrzegać
      przed pojawieniem się polskich bandytów. Zajmują się też praniem i
      naprawą bielizny, organizują zaopatrzenie. Wraz z ożywieniem naszego
      podziemia, wróg zaczął organizować wywiad, wysyłać agentó
    • tawnyroberts "Birczanszczyna..." - cz. VIII - ostatnia 22.10.07, 12:57
      agentów, zwiadowców, enkawudzistów. Przychodzili oni z różnymi
      sprawami: szukali koni, kupowali krowy, wracali niby z frontu lub z
      więzienia. Bolszewicy w tych sprawach byli doskonałymi
      specjalistami. Przeciw UPA wysłano oddziały wojska. Rozpoczęły się
      zawzięte walki. Jedna z większych bitew odbyła się pomiędzy
      Leszczawą Górną a Łomną. Bolszewikom pomagały polskie bojówki. O tym
      wydarzeniu napisano dokładnie w książce jednego z uczestników tego
      boju, Stiepana Chrina, „Kriż smich zaliza”, dlatego nie będę
      opisywał go obszernie.

      Jednym z ważniejszych zadań, jakie otrzymała UPA, była likwidacja
      umocnionego gniazda, z którego prowadzono napady na ukraińską
      ludność – Borownicy, dnia 20 kwietnia 1945 roku. Wszystkie okoliczne
      ukraińskie wioski wyszły po tym boju na pola z procesjami,
      chorągwiami i krzyżami, dziękując Bogu że uwolnił ich od tego
      gniazda terroru. Rozgromienie najsilniejszej polskiej
      terrorystycznej i rabunkowej bojówki na ziemi birczańskiej wywołało
      popłoch wśród polskich szowinistycznych elementów. Polskie wojsko,
      które przybyło na drugi dzień na miejsce boju, zabrało całą ludność
      Borownicy ze sobą.

      Po rozgromieniu polskich bojówek z Grąziowej, Dobrej, Borownicy,
      Leszczawy obszar nad Sanem był uwolniony spod polskiej kontroli.
      Powstała tu „Powstańcza Republika”. Skutek był taki, że polska AK
      musiała spotkać się na rozmowach z UPA, wskutek których polskie
      podziemie otrzymało zgodę na przechodzenie, pod nadzorem,
      ukraińskiego terytorium, samo natomiast powstrzymało akcje przeciw
      ukraińskiej ludności cywilnej.

      Wielkanoc 1945 roku

      O warunkach, jakie panowały w tym czasie na ziemi birczańskiej,
      możemy dowiedzieć się z cytowanej już tutaj opowieści „Welikdeń w
      lisach Birczanszczyny”:

      „W Wielką Sobotę 1945 roku o godzinie 8 rano jadę poświęcić paski i
      inne produkty, jakich jeszcze nie zrabowali Polacy, u parafian.
      Najpierw wyruszyłem do Berezki, do której wcześniej trudno i
      niebezpiecznie było się dostać, aby odwiedzić nieszczęśliwych
      niedobitków ukraińskich i bodaj zaopiekować się wspólna mogiłą, w
      której spoczął ojciec Biłyk, ze swoimi 200 parafianami i żoną. I, o
      dziwo. Jakiś 1-2 kilometry za Birczą spotykają mnie stojący po obu
      stronach drogi żołnierze UPA. Uzbrojeni są od stóp do głów w
      karabiny maszynowe, automaty, niemieckie granaty ręczne i małe
      polowe armatki. Przyjeżdżamy do Berezki. Obok cerkwi pełno ludzi z
      okolic i powstańców. Broń powstańców stoi w cerkiewnym ogrodzeniu w
      kozłach. Wchodzę do cerkwi i wyciągam spod stołu Najświętszy
      Sakrament i całe wyposażenie cerkwi, które parafianie wcześniej
      schowali, chroniąc przed zniewagą i zniszczeniem przez polską bandę.
      Rozpoczynamy Mszę Świętą z obchodzeniem dookoła cerkwi. Na „Chrystos
      Woskres” grzmią karabiny ukraińskich powstańców. Podczas obchodzenia
      cerkwi krzyż i chorągwie niosą powstańcy, natomiast Płaszczenicę
      czterech siwowłosych starców. Po mszy następuje błogosławienie
      darów. Najpierw proszą mnie powstańcy, abym poświęcił ich paskę,
      którą mają przygotowaną na stole obok cerkwi. Potem święcę paski
      wszystkich wiernych. Po święceniu następuje obok cerkwi prawdziwa
      ukraińska Wielkanoc pośród radości i łez. Wszyscy całują się,
      obejmują i życzą sobie wszystkiego najlepszego, potem zasiadają za
      stoły i dzielą się święconym jajkiem. Do mnie podchodzi komendant
      oddziału, całuje się ze mną, dzieli święconym jajkiem, a potem
      składa życzenia narodowi ukraińskiemu na Nadsaniu, Zakierzoniu i na
      całej Ukrainie, i życzy przetrwania niedoli i doczekania do
      wskrzeszenia Ukrainy.

      Po zakończeniu tej „urzędowej” części, odjeżdżam święcić paski do
      Woli Korzenieckiej, Rudawki i do Kotowa. Wszędzie jest tak samo, jak
      w Brzusce. Wracając wieczorem do Birczy, powstańcy zaręczają mi, że
      Bircza przez święta jest otoczona przez powstańców w odległości 1
      kilometra, i jeśli padłby w Wielkanoc w Birczy choć jeden strzał, to
      wkroczą do miasta w celu ochrony parafian.

      W niedzielę wielkanocną 1945 roku służyłem w Birczy o godzinie 6
      rano z uwagi na bezpieczeństwo parafian. Cerkiew była całkowicie
      wypełniona parafianami i wiernymi z bliższych okolic. Poprzychodzili
      nawet ludzie z Berezki. Święcenie pasek i wszystkie msze przebiegły
      spokojnie. W wielkanocny poniedziałek odprawiałem mszę w Rudawce, a
      we wtorek w Kotowie. I w Rudawce, i w Kotowie były tłumy wiernych i
      powstańców i w cerkwi, i dookoła cerkwi. Obok cerkwi, w ogrodzeniu,
      stała broń ustawiona w kozły, podczas obchodzenia cerkwi chorągwie i
      obrazy nieśli tylko powstańcy. Po mszy tradycyjne spotkanie z
      parafianami i powstańcami przy zastawionych koło cerkwi stołach, z
      przemowami dowódców, powstańców, parafian. Dowódcy czytali pod
      cerkwią specjalną odezwę z okazji świąt wielkanocnych, w której
      zachęcano do wytrwania na miejscu, i do walki z polskim i sowieckim
      okupantem Ukrainy, i wyrażano wiarę w odrodzenie Ukrainy od gór
      Karpat i przełęczy Beskidów na zachodzie do rzeki Don na wschodzie,
      i od błot Prypeci na północy do Morza Czarnego.

      Po zakończeniu świętowania odprawiłem w Rudawce i Kotowie panachydy
      za poległych bohaterów-powstańców i poświęciłem ich groby. Z Bożą
      pomocą wytrwałem jeszcze jakiś czas w Birczy, potem przeniosłem się
      do Krajnej, a potem przy pomocy UPA do rodzinnych Kniażyc.
      Do Birczy już nie wróciłem. Również polscy kapłani po napadzie na
      Berezkę porzucili Birczę i już do niej nie wrócili. Kapelanem
      oddziałów UPA, jakie walczyły na ziemi birczańskiej, był ojciec
      Wasyl Szewczuk, proboszcz z Piątkowej, znany pod
      pseudonimem „Kadyło”. Udał się on z rajdem UPA na Zachód. Na
      Słowacji zachorował. Opadłszy z sił, zatrzymał się u
      słowackiego kapłana. Znalazła go tam słowacka policja, i na
      podstawie umowy z 1947 roku oddała go Polakom, którzy uwięzili
      kapłana w więzieniu w Rzeszowie, a następnie skazali na karę
      śmierci, którą wykonano.”
      • piotrzr Sembratowicze.... 22.10.07, 19:12
        Oto znalazłem w tym opisie nazwisko Sembratowicza. Miałem w rodzinie też parocha
        o takim nazwisku - proboszcza w Pielni pod Sanokiem i ostatniego,dowojennego
        unickiego proboszcza Woli Sekowej , zięcia swego poprzednika na tym stanowisku
        Iwana Krynickiego - mego prapra dziada,
        Cieszę się Panowie że za moją sugestią wydobyliście ową książeczkę z archiwum
        forum Bircza - Brawo!!!!! :)
        • darino Łebedowycz, Szewczuk 23.10.07, 08:21
          Jeszcze dwie osoby wymienione w tekście:
          pl.wikipedia.org/wiki/Iwan_%C5%81ebedowycz
          pl.wikipedia.org/wiki/Wasyl_Szewczuk
      • tawnyroberts Grób księdza Biłyka 22.10.08, 12:27
        Na zdjęciach grób księdza proboszcza z Berezki (Brzuski) Ołeksy
        Biłyka i jego żony Marii, zamordowanych w czasie napadu na tę wieś
        w 1945 roku. Wynika stąd, że albo ksiądz wraz z żoną zostali
        pochowani oddzielnie, albo nagrobek jest symboliczny, a paroch
        spoczywa w zbiorowej mogile, znajdującej się kilkanaście metrów
        dalej.

        fotoforum.gazeta.pl/3,0,1524984,2,1.html
        fotoforum.gazeta.pl/3,0,1524985,2,2.html
    • venus99 Re: "Birczanszczyna - stradalna zemlja" 25.01.09, 19:41
      UPA to powstańcy a AK to bojówki,łza się w oku kręci jak się czyta o
      prześladowaniu biednych Ukraińców.jak rozumiem tysiące pomordowanych
      Polaków to jedynie samarytańska działalność dzielnych wojaków którzy
      skracali ludności cywilnej zycie przy pomocy kuli,siekiery,piły,
      ognia,noża żeby nie musiała się dłużej męczyć na tym padole.
      zaiste miłosierdzie polskie nieskończone jest.
    • dymek25 Re: "Birczanszczyna - stradalna zemlja" 27.01.09, 12:58
      Odgrzewane bułeczki....
      Cytuję Księdza Łebedowycza"..miasteczko Bircza.Dawno za UKRAIŃSKICH,KSIĄŻĘCYCH czasów"
      drugi cytat:"Była osiedlem czysto ukraińskim, dopiero na początku XVI wieku pojawili sie łacinnicy...."
      W tym okresie pojęcia te[jak doskonale wiecie] nie istniały - byli Rusini, Wołosi etc.
      Jeszcze do teraz znam grekokatolików, potomków księży unickich, którzy mówią o sobie Rusin, nie Ukrainiec.
      Już ten sposób ukazywania historii świadczy o tendencyjności.
      Wiele źródeł[nie będę się powtarzac] wskazuje, że Bircza i sasiednia Boguszówka i Korzeniec były ośrodkami polskości pośród wsi rusińskich.
      Dopiero od XVII wieku po mału dominującą nacją stali się Żydzi.
      • darino Re: "Birczanszczyna - stradalna zemlja" 27.01.09, 14:44
        Oczywiście użycie słowa "Ukraińcy" to nadużycie, ale co do reszty, to bym się
        zgodził, szczególnie jeżeli chodzi o Boguszówkę, bo Korzeniec chyba wtedy
        jeszcze nie istniał. Przewagę żywiołu polskiego w Birczy chyba można datować w
        okolicach daty przeniesienia parafii rzymskokatolickiej z Boguszówki do Birczy.
        • dymek25 Re: "Birczanszczyna - stradalna zemlja" 28.01.09, 17:29
          Ten żywioł polski[jak napisałam wyżej] przeważa od lokacji wsi na PRAWIE NIEMIECKIM, a więc od około roku 1462, zatem mylisz sie w swoich przypuszczeniach. Ja podaję informacje ze źródeł.
        • dymek25 Re: "Birczanszczyna - stradalna zemlja" 30.01.09, 14:38
          Odosnie Korzeńca
          Akta grodzkie ziemskie T.19 s.560,21 października 1494 *3019: "generosum Iacobum heredem de Byrcza Nova vyesch et Corzenyecz iacencia in terra Premysliensi"
          zatem w 1494 roku Korzeniec był juz notowany. W dokumencie tym wymieniona jest tez Brzuska[Brozska] i Sufczyna[Schowczyna].
    • dymek25 Re: "Birczanszczyna - stradalna zemlja" 27.01.09, 14:48
      Bircza - ludność
      1785 200rzkat.,140 grkat.,160 izr.
      1890 715 291 989
      1921 590 297 1038
      1939 770 370 1150
      1944 800 260 0
      Boguszówka
      1785 102 27 0
      1890 171 9 8
      1921 214 7 12
      Korzeniec
      1785 261 50 0
      1890 533 42 74
      1921 670 67 30
      Tak oto wyglądała ta dominacja Ukraińców w Birczy i najbliższych wioskach.
      • venus99 Re: "Birczanszczyna - stradalna zemlja" 27.01.09, 17:17
        i taki jest koniec legendy.
      • darino właśnie ... 27.01.09, 17:42
        Siedzibę parafii rzymskokatolickiej przeniesiono z Boguszówki do Birczy w 1643
        roku ...
        • dymek25 Re: właśnie ... 28.01.09, 16:50
          Czy mozesz podać żródło tej informacji? Ja dysponuję innymi:
          L.Wołodek i Schematismus Universi Venerabilis Cleri....gdzie jest wyraźna data 1478 jako data utworzenia parafii obrzadku łacińskiego.
          • tawnyroberts O Boguszówce u Krycińskiego 30.01.09, 09:58
            S. Kryciński w przewodniku "Pogórze Przemyskie" pisze o Boguszówce
            między innymi:

            "Data powstania Boguszówki nie jest znana. W 1478 r. bracia Jan i
            Rafał z Humnisk herbu Gozdawa założyli w Boguszówce parafię
            rzymskokatolicką i zbudowali kościół. Nie wiemy dlaczego siedzibą
            parafii była ta niewielka osada, zamiast Birczy będącej centrum
            okolicznych dóbr, do której przeniesiono ją dopiero w 1643 r. Aż do
            początku XIX w. Boguszówka stanowiła upasażenie parafii bireckiej."

            Wynika stąd, że w 1478 r. parafia łacińska powstała w Boguszówce, a
            nie w Birczy. Do Birczy przeniesiono ją, jak wspomniał Darino,
            dopiero w 1643 r.
            • dymek25 Re: O Boguszówce u Krycińskiego 30.01.09, 10:50
              I ja wczesniej powoływałam sie na przewodnik Krycińskiego, ale nie znałam wówczas pracy[udokumentowanej podaniem źródeł] Leszka Włodka:Zarys dziejów Birczy. Przemysl 1981 i
              Ireny Zając:Bircza-miasteczko zabytkowe.Przemyskie Zapiski Historyczne R.XII-XIII 2000-2002 s.243-261.
              I wybacz, ze nie będę gdybać, i z całym szacunkiem dla Darina i przewodnika bedę sie trzymać faktów.
              • tawnyroberts Kryciński też powołuje się na Włodka 31.01.09, 08:27
                Ciekawe, że Kryciński w przewodniku też powołuje się na tę samą
                pracę Włodka (Włodek L., Zarys dziejów Birczy. Przemyśl 1981.). Z
                lektury rozdziału "Literatura" wynika, że "Zarys dziejów Birczy" to
                podstawowa pozycja wykorzystana przez Krycińskiego do zredagowania
                opisu Birczy w przewodniku.

                Błędy przy korekcie przewodnika nie wchodzą tutaj w grę, bo to samo
                co w opisie Boguszówki zostało powtórzone w haśle "Bircza". Cytuję:

                "W 1478 r. bracia Jan i Rafał Humniccy założyli w dzisiejszej
                Boguszówce parafię rzymskokatolicką i zbudowali kościół. Nie wiemy
                dlaczego siedzibą parafii była ta niewielka osada, zamiast Birczy,
                będącej centrum okolicznych dóbr. W Birczy istniał kościół filialny,
                o którym najstarsza wzmianka pochodzi z 1526 r. Do miasta parafię
                przeniesiono dopiero w 1643 r."
            • dymek25 Re: O Boguszówce u Krycińskiego 30.01.09, 10:58
              I GŁOS OSTATECZNY:
              Słownik geograficzny Królestwa Polskiego[mozna sprawdzic w Internecie]:
              "Parafia katolicka istniała pierwej w Boguszówce,1478 tu[do Birczy]
              przeniesiona" w 1880 liczyła 2579 wiernych.
              • darino nie zajmę stanowiska 30.01.09, 11:30
                Właściwie to trudno mi powiedzieć - mamy tutaj kilka dat, i na pewno któraś jest
                błędna. Trzeba by sprawdzać bezpośrednio w źródłach, bo ktoś na pewno się pomylił:
                1. Parafia w Boguszówce wcześniejsza, przeniesiona w 1478 do Birczy
                2. Parafia w Boguszówce z 1478, przeniesiona w XVII wieku do Birczy.

                Jednak byłbym za drugą wersją, czyli osadzeniem Boguszówki w XV wieku, ale nie
                upieram się.
                • darino Re: nie zajmę stanowiska 30.01.09, 11:41
                  Pomyślałem, że w sumie mogły być dwa kościoły, a przeniesiono tylko siedzibę
                  parafii.
                  • dymek25 Re: nie zajmę stanowiska 30.01.09, 12:23
                    Ja juz nie myslę, tylko czytam. Twórcami Słownika geograficznego byli wybitni naukowcy-historycy, p.L.Włodek to wybitny znawca regionu,a i Polskie Towarzystwo Historyczne ma swoja renomę. Zatem błąd popełnił S.Kryciński lub korektor przewodnika.
                    • piotrzr Re: nie zajmę stanowiska 30.01.09, 17:26
                      dymek25 napisała:

                      > Ja juz nie myslę, tylko czytam. Twórcami Słownika geograficznego byli wybitni n
                      > aukowcy-historycy, p.L.Włodek to wybitny znawca regionu,a i Polskie Towarzystwo
                      > Historyczne ma swoja renomę. Zatem błąd popełnił S.Kryciński lub korektor prze
                      > wodnika.

                      czapkę z głowy ściągam i o ziemię z uszanowania ciskam. Boć tu chyba rozmowa
                      prawdziwych koneserów i znawców się rozwija
      • tawnyroberts A gdzie pozostałe wioski? 31.01.09, 08:47
        Zapomniałaś tylko dodać, że we wszystkich pozostałych wioskach w
        okolicy Birczy, za wyjątkiem powstałych dopiero w drugiej połowie
        XVIII w. Huty Brzuskiej i Jasienicy Sufczyńskiej, przeważali jednak
        Ukraińcy (Rusini). Jeszcze Venus pomyśli, że na Birczanszczynie
        Ukraińców prawie wcale nie było...
        • darino Re: A gdzie pozostałe wioski? 31.01.09, 09:50
          No, jeszcze Borownica ...
        • venus99 Re: A gdzie pozostałe wioski? 31.01.09, 12:32
          bez przesady.powszechnie przecież wiadomo,że na obszarze zachodniej
          Ukrainy i niektórych terenach dzisiejszej Polski południowo-
          wschodniej na wsiach mieszkały duże grupy ludzi o których dzisiaj
          się mówi,że to Ukraińcy aczkolwiek prawdą do końca to nie jest.
          między innymi automatyczne zaliczanie ludności wyznania
          prawosławnego bądź greko-katolickiego do tej grupy narodowosciowej
          jest przesadą.zresztą co ja będę pisał.z całą pewnością jesteś
          lepszym znawcą tego problemu niż ja.
          pragnę jedynie zaprotestować stanowczo przeciw ustawianiu mnie pod
          scianą i robienia ze mnie wroga ukraińców.pochodzę z rodziny
          sięgającej korzeniami na Podole i jak wynika z rodzinnych przekazów
          stosunki narodowe na tamtych terenach do połowy lat 30 były co
          najmniej poprawne.zło przyszło potem i osiagnęło apogeum na poczatku
          lat 40.pozostanę przy swoim stanowisku:UPA była złem totalnym i
          zbrodniczym.współczesny nacjonalizm zachodniej Ukrainy jest
          prowincjonalny,małostkowy i wynika chyba z dużych kompleksów.na całe
          szczęście nie wszyscy Ukraińcy zapadli na tę chorobę.
          na forum P-U postawiłem pytanie:ale co dalej?.bo to co będzie jest
          najbardziej interesujące i najbardziej ważne dla naszych narodów.
          o przeszłości nie zapomnę,zbrodni nie wybaczę ale mimo to patrzę w
          przyszłość.optymistycznie.
        • dymek25 Re: A gdzie pozostałe wioski? 31.01.09, 19:01
          Litości...Ile razy mozna pisać i cytować, że Bircza i Boguszówka były ostojami polskości w morzu RUSIŃSKICH miejscowości.
          Ja walczę o Birczę, Boguszówke i Korzeniec ze względów rodzinno-sentymentalnych, tudzież o dolinę Jamninki, Kniażpol, Paportno...
          i o prawdę historyczną!!!!
          Zacytuję wierszyk przedszkolny mego męża:
          Moja mowa, krótka mowa,
          Niechaj żyje straż ogniowa,
          Niechaj żyją wszystkie straże,
          Na tym kończę,
          Z beczki złażę.....

    • dymek25 Re: "Birczanszczyna - stradalna zemlja" 05.02.10, 13:19
      LISTA ZAMORDOWANYCH – POWIAT DOBROMIL

      BIRCZA:

      Nazwisko - Imię - Informacja dodatkowa - Lat - Data mordu - Miejscowość - Gmina - Powiat

      Adamski Władysław - - - 45/47 - Bircza - Bircza - Dobromil
      Babiczek Andrzej - - - 45/47 - Bircza - Bircza - Dobromil
      Banasiak Bronisław - - - 45/47 - Bircza - Bircza - Dobromil
      Baryla Wiktor - - 60 - 23.10.45 - Bircza - Bircza - Dobromil
      Baryła Andrzej - syn Antoniego - 41 - 15.12.44 - Bircza - Bircza - Dobromil
      Bednarek Tadeusz - st.szer. - - 45/47 - Bircza - Bircza - Dobromil
      Bednarek Stanisław - - - 45/47 - Bircza - Bircza - Dobromil
      Bohdanowicz Władysław - - - 45/47 - Bircza - Bircza - Dobromil
      Bojanowski Zbigniew - - - 45/47 - Bircza - Bircza - Dobromil
      Budnik Stanisław - - - 15.12.44 - Bircza - Bircza - Dobromil
      Burdziak Jan - syn Mikołaja - 38 - 9.05.46 - Sufczyna - Bircza - Dobromil
      Cieszko Konstanty - - - 45/47 - Bircza - Bircza - Dobromil
      Czerwieca Leopold - - 31 - 45 - Leszczawa Dolna - Bircza - Dobromil
      Deja Jan - - - 45/47 - Bircza - Bircza - Dobromil
      Dorociak Michał - syn Pawła i Anny - 43 - 3.11.44 - Sufczyna - Bircza - Dobromil
      Dorociak Tadeusz - syn Pawła i Emilii - 17 - 3.11.44 - Sufczyna - Bircza - Dobromil
      Dorociak Bolesław - - 9 - 3.11.44 - Sufczyna - Bircza - Dobromil
      Dorociak Mieczysław - - - 3.11.44 - Sufczyna - Bircza - Dobromil
      Dorociak Mikołaj - z Sufczyna - - 30.11.45 - Sufczyna - Bircza - Dobromil
      Drożdziewicz Julian - - - 45/47 - Bircza - Bircza - Dobromil
      Dutkowska Maria - - 38 - 28.02.46 - Korzeniec - Bircza - Dobromil
      Dybarski Aleksander - - - 45/47 - Bircza - Bircza - Dobromil
      Flader Wincenty - syn Franciszka - 20 - 17.03.45 - Jasienica Sufczyńska - Bircza - Dobromil
      Gach Maria - - - 1502.45 - Bircza - Bircza - Dobromil
      Gawdzis (Prawdziś) Kazimierz - - - 45/47 - Bircza - Bircza - Dobromil
      Gaweł Stanisław - - - 45/47 - Bircza - Bircza - Dobromil
      Gawryjałowicz Wacław - - - 45/47 - Bircza - Bircza - Dobromil
      Gąska Zofia - - 42 - 45 - Bircza - Bircza - Dobromil
      Gąska Władysław - syn Zofii - 19 - 45 - Bircza - Bircza - Dobromil
      Gąska Michał - syn Wawrzynca - 17 - 11.44 - Rudawka - Bircza - Dobromil
      Gierek (Cierek) Leon - szer.syn.Władysława - 25 - 2.04.46 - Bircza - Bircza - Dobromil
      Grodecka Maria - żona Franciszka - - 21.02.45 - Brzeżawa - Bircza - Dobromil
      Grodecki Michał - syn Macieja i Marii - 55 - 6.02.45 - Brzeżawa - Bircza - Dobromil
      Grodecki Franciszek - - - 21.02.45 - Brzeżawa - Bircza - Dobromil
      Grodecki Mikołaj - syn Antoniego - - 07.45 - Brzeżawa - Bircza - Dobromil
      Harłacz Katarzyna - - 37 - 45 - Bircza - Bircza - Dobromil
      Harłacz Jan - syn Andrzeja i Marii - 34 - 6.02.45 - Brzeżawa - Bircza - Dobromil
      Harłacz Katarzyna - - 37 - 28.02.46 - Korzeniec - Bircza - Dobromil
      Hryniewicz Witold - kpt.syn Feliksa - 36 - 23.10.45 - Bircza - Bircza - Dobromil
      Hryń Franciszek - syn Stanisława - 32 - 29.12.44 - Rudawka - Bircza - Dobromil
      Hutman Jakub - syn Antoniego - - 08.10.44 - Bircza - Bircza - Dobromil
      Hutman Paweł - syn Piotra i Anny - 37 - 5.10.45 - Sufczyna - Bircza - Dobromil
      Izdebski Marian - - - 45/47 - Bircza - Bircza - Dobromil
      Jagielski Mieczysław - - - 45/47 - Bircza - Bircza - Dobromil
      Jagier Marian - - - 45/47 - Bircza - Bircza - Dobromil
      Janda Rozalia - - - 26.04.45 - Łodzinka Górna - Bircza - Dobromil
      Jarecki Henryk - - - 45/47 - Bircza - Bircza - Dobromil
      Jarmalak Piotr - - - 45/47 - Bircza - Bircza - Dobromil
      Jarzec Stanisław - syn Jana - - 31.07.45 - Bircza - Bircza - Dobromil
      Jasionowski Władysław - - - 45/47 - Bircza - Bircza - Dobromil
      Kaczmarski Józef - sołtys - - 8/9.09.45 - Malawa - Bircza - Dobromil
      Karp Jan - kpr. Syn Ignacego - 22 - 2.04.46 - Bircza - Bircza - Dobromil
      Kasprzyk Michał - syn Jana i Anny - 40 - 11.44 - Rudawka - Bircza - Dobromil
      Koczyk Maria - milicjantka z Birczy - 53 - 30.07.45 - Lipa - Bircza - Dobromil
      Koczyk Stanisława - córka Marii - 23 - 30.07.45 - Lipa - Bircza - Dobromil
      Kołcz Tadeusz - syn Stanisława - 22 - 17.03.45 - Bircza - Bircza - Dobromil
      Kołcz Wiktor - syn Stanisława - 20 - 17.03.45 - Jasienica Sufczyńska - Bircza - Dobromil
      Kołotko Aleksander - - - 45/47 - Bircza - Bircza - Dobromil
      Kotowicz - - - 19.01.45 - Sufczyna - Bircza - Dobromil
      Kozimór Stefan - milicjant - - 45 - Bircza - Bircza - Dobromil
      Kozłowski Józef - chor. Syn Stanisława - 24 - 2.04.46 - Bircza - Bircza - Dobromil
      Krasiński Kazimierz - - - 45/47 - Bircza - Bircza - Dobromil
      Kuchta Konstanty - szer.syn Bolesława - 35 - 23.10.45 - Bircza - Bircza - Dobromil
      Kuklin Antoni - - - 45/47 - Bircza - Bircza - Dobromil
      Kulesza Stanisław - szer. Syn Pawła - 25 - 2.04.46 - Bircza - Bircza - Dobromil
      Kulon Katarzyna - - - 10/29.11.45 - Bircza Stara - Bircza - Dobromil
      Kurtiak Aniela - wdowa po Stefanie - 75 - 29.12.44 - Rudawka - Bircza - Dobromil
      Kurtiak Zofia - córka Anieli - 35 - 29.12.44 - Rudawka - Bircza - Dobromil
      Kurtiak Weronika - - 50 - 29.12.44 - Rudawka - Bircza - Dobromil
      Kwaśnicki Władysław - syn Antoniego i Rozalii - 37 - 11.44 - Rudawka - Bircza - Dobromil
      Lastawski Stanisław - - - 45/47 - Bircza - Bircza - Dobromil
      Laszkiewicz Edward - syn Piotra - 29 - 12.07.45 - Bircza - Bircza - Dobromil
      Laszkiewicz Edward - milicjant - - 45 - Bircza - Bircza - Dobromil
      Lepczyk Romuald - - - 45/47 - Bircza - Bircza - Dobromil
      Linczowski Jan - syn Stanisława - 21 - 31.07.45 - Bircza - Bircza - Dobromil
      Linkiewicz Józef - milicjant - - 26.06.46 - Bircza - Bircza - Dobromil
      Maczonis Antoni - - - 45/47 - Bircza - Bircza - Dobromil
      Matuszewski Tadeusz - - - 45/47 - Bircza - Bircza - Dobromil
      Mielnik Jan - sołtys - - 8/9.09.45 - Malawa - Bircza - Dobromil
      Mika Jan - - - 45/47 - Bircza - Bircza - Dobromil
      Miraszewski Edward - - - 45/47 - Bircza - Bircza - Dobromil
      Mizgier Jerzy - - - 45/47 - Bircza - Bircza - Dobromil
      Morozek Jarosław - - - 45/47 - Bircza - Bircza - Dobromil
      Nachman Wilhelm - - 23 - 10.45 - Bircza - Bircza - Dobromil
      Niezgocka Pelagia - - - 07.45 - Lipa - Bircza - Dobromil
      Nowak Bolesław - szer. syn Bolesława - 21 - 22.10.45 - Bircza - Bircza - Dobromil
      Pacławski Stanisław - - - 45/47 - Bircza - Bircza - Dobromil
      Pacławski Władysław - syn Antoniego i Marii - 26 - 01.46 - Leszczawa Dolna - Bircza - Dobromil
      Pajaczek - - - 11.44 - Rudawka - Bircza - Dobromil
      Pakula Józef - - - 45/47 - Bircza - Bircza - Dobromil
      Pasławski Franciszek - syn Jana - 42 - 10/29.11.45 - Bircza Stara - Bircza - Dobromil
      Pasławski Stanisław - - 38 - 28.02.46 - Korzeniec - Bircza - Dobromil
      Piechota Jan - syn Franciszka - 45 - 29.12.44 - Rudawka - Bircza - Dobromil
      Pietko Józef - - - 45/47 - Bircza - Bircza - Dobromil
      Pietras Jan - - - 45/47 - Bircza - Bircza - Dobromil
      Pietrzak Henryk - - - 45/47 - Bircza - Bircza - Dobromil
      Poderys Józef - - - 45/47 - Bircza - Bircza - Dobromil
      Podgórska X - żona Stanisława - - 10/29.11.45 - Bircza Stara - Bircza - Dobromil
      Podgórski Stanisław - - 30 - 10/29.11.45 - Bircza Stara - Bircza - Dobromil
      Podgórski (a) X - dziecko Stanisława - - 10/29.11.45 - Bircza Stara - Bircza - Dobromil
      Polak Stanisław - sierż. syn Józefa - 39 - 22.10.45 - Bircza - Bircza - Dobromil
      Purwin vel Gurwin Józef - - - 45/47 - Bircza - Bircza - Dobromil
      Pyzacki Józef - milicjant - - 19.03.46 - Bircza - Bircza - Dobromil
      Robliczek Andrzej - - - 45/47 - Bircza - Bircza - Dobromil
      Rydzik Mikołaj - - 43 - 6.02.45 - Brzeżawa - Bircza - Dobromil
      Ryncewicz Aleksander - - - 45/47 - Bircza - Bircza - Dobromil
      Rynkiewicz Józef - - - 45/47 - Bircza - Bircza - Dobromil
      Sidor Władysław - - - 45/47 - Bircza - Bircza - Dobromil
      Skaradzinski Jan - - - 45/47 - Bircza - Bircza - Dobromil
      Skrętkowski Stanisław - syn Michała i Katarzyny - 40 - 01.06 - Leszczawa Dolna - Bircza - Dobromil
      Słunicki Wojciech - syn Stanisława - 24 - 2.04.45 - Bircza - Bircza - Dobromil
      Sokołowski Stefan - - - 45/47 - Bircza - Bircza
      • dymek25 Re: "Birczanszczyna - stradalna zemlja" 05.02.10, 13:21
        ciąg dalszy
        Sowa Jan - synAntoniego i Katrzyny - 36 - 29.12.44 - Rudawka - Bircza - Dobromil
        Stec Józef - sołtys - - 02.47 - Krajna - Bircza - Dobromil
        Stec Piotr - - - 07.45 - Lipa - Bircza - Dobromil
        Suger Jan - nauczyciel - 56 - 3.01.45 - Sufczyna - Bircza - Dobromil
        Suger Aniela - żona Jana, nauczycielka - 48 - 3.01.45 - Sufczyna - Bircza - Dobromil
        Suger Zbigniew - syn Jana - 24 - 3.01.45 - Sufczyna - Bircza - Dobromil
        Suger Mieczysław - syn Jana - 22 - 3.01.45 - Sufczyna - Bircza - Dobromil
        Surma Ireneusz - - - 45/47 - Bircza - Bircza - Dobromil
        Szczepański Kazimierz - - - 45/47 - Bircza - Bircza - Dobromil
        Szelewa Katarzyna - córka Wojciecha - 53 - 19.06.45 - Bircza - Bircza - Dobromil
        Szpak Piotr - milicjant - - 19.03.46 - Bircza - Bircza - Dobromil
        Szpak Tadeusz - milicjant - - 19.03.46 - Bircza - Bircza - Dobromil
        Trznadel Tadeusz - syn Marii - 19 - 23.10.45 - Bircza - Bircza - Dobromil
        Trznadel (Cichońska) Maria - - 62 - 23.10.45 - Bircza - Bircza - Dobromil
        Trznadela - - - 19.01.45 - Sufczyna - Bircza - Dobromil
        Turczyk Władysław - milicjant - - 45 - Bircza - Bircza - Dobromil
        Ugarenko/Magarenko Piotr - - - 45/47 - Bircza - Bircza - Dobromil
        Ujma Kazimierz - - - 45/47 - Bircza - Bircza - Dobromil
        Wardak Jan - - - 45/47 - Bircza - Bircza - Dobromil
        Wasiewicz Tadeusz - syn Antoniego - 27 - 23.10.45 - Bircza - Bircza - Dobromil
        Waśkiewicz Olgierd - - - 45/47 - Bircza - Bircza - Dobromil
        Węgielski Stefan - - - 45/47 - Bircza - Bircza - Dobromil
        Wilhelm Albin - syn Władysława - 23 - 10.45 - Bircza - Bircza - Dobromil
        Wojciechowski Leon - st.sierż - - 19.03.46 - Bircza - Bircza - Dobromil
        Wojciechowski Józef - - - 45/47 - Bircza - Bircza - Dobromil
        Wojciechowski Stanisław - - - 45/47 - Bircza - Bircza - Dobromil
        Wojtasinski Władysław - - - 45/47 - Bircza - Bircza - Dobromil
        Wójtowicz Stanisław - syn Michała - 28 - 23.10.45 - Bircza - Bircza - Dobromil
        Wójtowicz Stanisław - - 38 - 10/29.11.45 - Bircza Stara - Bircza - Dobromil
        Wójtowicz Błażej - - 40 - 10/29.11.45 - Bircza Stara - Bircza - Dobromil
        Zach Mieczysław - - - 45/47 - Bircza - Bircza - Dobromil
        Zioła Cezary - - - 45/47 - Bircza - Bircza -Dobromil
      • darino Re: "Birczanszczyna - stradalna zemlja" 05.02.10, 14:42
        Są tu pewne nieścisłości dotyczące sprawców, okoliczności i osób, ale co będę
        kresowiactwu burzył statystyki ...
        • dymek25 Re: "Birczanszczyna - stradalna zemlja" 05.02.10, 15:44
          Myślę, że właśnie dlatego autorzy strony proszą o uwagi.
          Interesujemy się historią okolic i może dobrze by było te sprawy powyjaśniać, zwłaszcza jak zna się losy rodzin.
          W każdym razie liczba jest ogromna, a to chyba nie wszyscy[i z jednej i drugiej strony].
        • kapitan42 Re: "Birczanszczyna - stradalna zemlja" 13.02.10, 20:01
          > Są tu pewne nieścisłości dotyczące sprawców, okoliczności i osób, ale co będę
          > kresowiactwu burzył statystyki ...

          Jeżeli te statystyki dotyczyły by ludności Ukraińskiej pomordowanej przez
          polskie bandy lub podziemie, to nie miałbyś żadnych zastrzeżeń? Piszesz
          "kresowiactwo" - to lekceważące określenie używane przez neo kryptonacjonalistów
          wiadomo z pod jakiego znaku.
    • dymek25 Re: "Birczanszczyna - stradalna zemlja" 05.02.10, 13:36
      Wybrałam listę ofiar ze strony www.stankiewicz.e.pl/

      Listę, opracowaną przez Iwonę Łaptaszyńską sporządzono na podstawie książek:
      * Stanisław Jastrzębski „Martyrologia polskiej ludności w województwie lwowskim w latach 1939-1947 zbrodnie popełnione przez nacjonalistów ukraińskich.”
    • tawnyroberts Re: "Birczanszczyna - stradalna zemlja" 13.02.11, 21:26
      • tawnyroberts Re: "Birczanszczyna - stradalna zemlja" 13.02.12, 14:59
    • tawnyroberts Re: "Birczanszczyna - stradalna zemlja" 12.02.13, 14:57
Pełna wersja