Dodaj do ulubionych

Pawłokoma - niekończąca się opowieść

06.11.07, 22:45
W przewodniku "Pogórze Przemyskie" Krycińskiego, w opisie dotyczącym
Pawłokomy, jest takie zdanie:

"Na początku 1945 r. nieznany oddział, zapewne sowiecki, udający
UPA, zabił we wsi około 10 Polaków."

Czy to oznacza, że koronny argument niektórych polskich historyków,
usprawiedliwiający późniejszą pacyfikację Pawłokomy, legł
ostatecznie w gruzach? Dla niektórych zapewne nie, ale nikt nie
udowodnił w dostateczny sposób, że uprowadzenia i zabójstwa Polaków
dokonał oddział UPA. Nawet sam Zdzisław Konieczny...
Obserwuj wątek
    • tawnyroberts Uprowadzenie u Koniecznego 06.11.07, 22:49
      Zdzisław Konieczny w „Był taki czas – u źródeł akcji odwetowej w
      Pawłokomie” w rozdziale „Bezpośrednie przyczyny pacyfikacji” pisze
      (str. 50-51):

      „Po opuszczeniu Pawłokomy przez wspomniany uprzednio oddział
      sowiecki, stacjonujący we wsi przez parę miesięcy, przybył do
      Pawłokomy w dniu 21 stycznia 1945 roku oddział UPA, a według innych
      informacji w lutym 1945 roku. Ukraińcy w swych wspomnieniach
      zaprzeczają jakoby był to oddział UPA, uważając go raczej za oddział
      sowiecki. Oddział ten liczący około 60 ludzi zabrał ze wsi,
      przebywających tam przypadkowo dwóch Polaków z Dynowa: Aleksandra
      Gerulę ... i Jana Gąseckiego oraz Polaków z Pawłokomy: Kacpra
      Radonia (sołtys), Ignacego Wilka (delegat do Gminnej Rady Narodowej
      w Dynowie), Marka Diablika, Antoniego Trojana, Stanisława Banasia i
      Ukrainkę Katarzynę Kosztowską, mającą około 20 lat, która
      sympatyzowała z Polakami. Według relacji mieszkańców wsi,
      zabieranych przez oddział UPA, wiązali miejscowi Ukraińcy. Oddział
      ten uprowadził wyżej wymienionych w kierunku Jawornika Ruskiego. Po
      uprowadzonych wszelki ślad zaginął. Rodziny uprowadzonych
      przekonane, że zostali oni zamordowani przez oddział UPA w
      jawornickim lesie, domagały się wskazania miejsca pochówku
      pomordowanych, gdyż sami znaleźć go nie mogli.”

      Konieczny dla udowodnienia swojej tezy, że uprowadzenia i zabójstwa
      Polaków dokonał oddział UPA, powołuje się jedynie, bez cytatów, na
      materiały Archiwum Państwowego w Przemyślu (Zarząd gminy Dynów,
      sygn. 218, str. 14) oraz maszynopis publikacji ks. Władysława
      Piętowskiego „Stosunki polsko-ukraińskie po wybuchu II wojny
      światowej. Zarys”.

      Piętowski dość mgliście pisze o zajściu: „...najprawdopodobniej
      dokonała tego przybyła na jedną noc do Pawłokomy nieznana banda
      ukraińska.”

      To wszystko...
      • lokis1271 Pawłokoma - artykuły i pisma 07.11.07, 10:31
        Szanowni Państwo !
        Pozwolę sobie podać adresy stron internetowych do artykułu oraz
        pisma w w/w sprawie:
        - przedruk z "Na Rubieży" Nr 80/2005 , gdzie zostały zamieszczone
        m.n. relacje Polaków, świadków wydarzeń, zob.:
        www.kki.pl/pioinf/przemysl/dzieje/rus/pawlokoma.html
        - oświadczenie Federacji Organizacji Kresowych w sprawie wydarzeń w
        Pawłokomie, zob.:
        www.fok.com.pl/ (uwaga - list jest zamieszczony pod
        przyciskiem OŚWIADCZENIA, na górnej belce głównej strony federacji)

        Pozostaję z szacunkiem
        L. Bodio
        • tawnyroberts Re: Pawłokoma - artykuły i pisma 07.11.07, 19:50
          W linkowanym przez Lokisa artykule z pisma "Na rubieży" są fragmenty
          książki Koniecznego "Był taki czas...", wydanie z 2000 roku. Czytamy
          tam m.in.:

          "Bezpośrednie przyczyny odwetu

          Po opuszczeniu Pawłokomy przez szkolny oddział sowiecki,
          stacjonujący tu przez parę miesięcy, przybył do Pawłokomy pod koniec
          stycznia 1945 roku oddział UPA w sile około 60 ludzi. Uprowadził on
          ze wsi 13 osób w tym: Stanisława Banasia, Marka Diablika, Edmunda
          Dziaczyńskiego, Kacpra Radonia (sołtysa), Andrzeja Łańczaka,
          Antoniego Trojana, Ignacego Wilka (delegata do Gminnej Rady
          Narodowej w Dynowie) dwu milicjantów pełniących służbę w Dynowie,
          Katarzynę Kosztowską -Ukrainkę, 20 lat, sprzyjającą Polakom oraz
          trzech mieszkańców Dynowa, którzy przebywali w tym czasie w
          Pawłokomie: Jana Gąseckiego i Aleksandra Gerulę oraz jego brata.
          Oddział ten uprowadził wyżej wymienionych w kierunku Jawornika
          Ruskiego i ślad po nich zaginął. Rodziny uprowadzonych były
          przekonane, że zostali zamordowani przez UPA w jawornickim lesie.
          Domagali się wskazania miejsca pochówku uprowadzonych. W tej sprawie
          zwrócili się do księży grekokatolickich w Pawłokomie, Włodzimierzu i
          w Dynowie. Apele do księży grekokatolickich nie przyniosły żadnego
          efektu. Aresztowanie 11 Ukraińców z Pawłokomy, przesłuchiwanie ich w
          areszcie w Brzozowie również nic nie dało."

          W cytowanym przeze mnie wydaniu tej samej książki z 2005 r., tych
          porwanych i zamordowanych osób jest już tylko osiem. Poza tym
          artykuł nie wnosi nic nowego w sprawie ustalenia, kim byli sprawcy
          uprowadzenia.
              • mariusz9959 O Włodzimierzu 12.11.07, 18:34
                Chodzi tu chyba jeszcze o coś innego.
                Konieczny w obu wydaniach „Był taki czas” napisał:
                „Zwracali się więc do miejscowego księdza greckokatolickiego w
                Pawłokomie Włodzimierza Łemcia, prosząc go (…). Odwiedziny u księdza
                greckokatolickiego, matek pomordowanych z Dynowa, nie dały żadnego
                rezultatu”

                Po ingerencji w tekst redakcji „Na rubieży” powstało to dziwactwo:
                „Domagali się wskazania miejsca pochówku uprowadzonych. W tej
                sprawie zwrócili się do księży greckokatolickich w Pawłokomie,
                Włodzimierzu i w Dynowie”

                „Na rubieży” znane jest z beztroskiego wypisywania i dowolnego
                redagowania publikowanych tekstów, zamieszczanie takich bzdur to u
                nich normalka.
                Niestety, zdarza się później, że jakieś osoby chcące pouczać innych
                o tym co wydarzyło się w np. Pawłokomie, nie znające tematu,
                łatwowiernie kopiują na fora wielkie fragmenty publikacji „Na
                rubieży” i wydaje im się że piszą o faktach a nieświadomie powielają
                tylko mity.

                PS
                Dobrze że na tym forum nie zdarzają się takie przypadki.
                • tawnyroberts Re: O Włodzimierzu 14.11.07, 08:13
                  Cha, cha, cha... Śmieszna historia. Nie mam wydania książki
                  Koniecznego z 2000 r. i nie mogłem tego sprawdzić. Wygląda więc, że
                  to wskutek nieudolnej ingerencji w tekst, przez redakcję "Na
                  rubieży", powstały takie kwiatki. Naprawdę zabawne...
    • mariusz9959 Re: Pawłokoma - niekończąca się opowieść 07.11.07, 22:24
      Trudno jest już dzisiaj ustalić jaka była liczba uprowadzonych i
      zapewne zabitych Polaków. Spotykałem się też z twierdzeniem, że
      osoby które uprowadzono w czasie wojny kolaborowały z Niemcami,
      zbierały podatki, kolczykowały bydło na kontyngent i ktoś ich jako
      kolaborantów zamordował. Myślę, że w ocenie mordu dokonanego przez
      Polaków na Ukraińcach z Pawłokomy nie ma to większego znaczenia.
      Fakty są nie do podważenia, zrobili to Polacy, zamordowano setki
      osób, a co ważne nie był to w tych dniach i tej okolicy odosobniony,
      przypadek masowego mordowania Ukraińców.
      Dzisiaj nikt tych faktów nie zmieni a szczególnie Konieczny facet od
      wydarzeń typu – zabili go i uciekł.
      Uczciwy człowiek niezależnie czy Polak czy Ukrainiec o takim mordzie
      dokonanym przez jego rodaków powinien mieć odwagę powiedzieć – tak
      to nasi wymordowali niewinnych ludzi. Jeżeli ktoś próbuje szukać
      wytłumaczeń w rodzaju: ktoś zabił nam 8, 12 rodaków i na pewno
      zrobili to Ukraińcy, bo Polak by Polaka nie zabijał, to my w odwecie
      zabiliśmy w okolicy 500, 600,700 Ukraińców nie może być poważnie w
      dyskusji traktowany.
      Samo tłumaczenie, że zabija się przypadkowe osoby w odwecie jest
      prymitywnym twierdzeniem. Czy będziemy też teraz jako Polacy
      zgadzali się z metodami stosowanymi przez Niemców w czasie wojny,
      gdy za zabicie jakiegoś Niemca ( np. będącego na urlopie w Warszawie
      oficera frontowego) rozstrzeliwano dziesięciu Polaków?.
      Treść oświadczenia kresowiaków, które przytoczył Lokis to typowy
      przykład myślenia „nasi dobrzy obcy źli” i niech no tylko ktoś
      spróbuje coś złego na Polaka powiedzieć.

      Niczego, poza jednym od kresowiaków nie oczekuje bo są oni nie do
      zmienienia w swoich poglądach, jeżeli dzisiaj Polak – bandyta kogoś
      zamorduje, zgwałci, okradnie niech również tak głośno protestują, że
      tego nie zrobił Polak, bo w tym narodzie nie ma morderców.

      Co do Pawłokomy nikt już faktów nie zmieni, mordowali Polacy
      niewinną ludność ukraińską a szukanie tłumaczeń w stylu: odwetowy
      czy prewencyjny mord jest niczym innym jak szukaniem przez mordercę
      wytłumaczenia i wymyślaniem okoliczności dla zmniejszenia swojej
      winy. Wszak robią to od wieków wszyscy mordercy jak świat długi i
      szeroki.
      • jackiw Re: Pawłokoma - niekończąca się opowieść 08.11.07, 08:54
        mariusz9959 napisał:


        > Spotykałem się też z twierdzeniem, że
        > osoby które uprowadzono w czasie wojny kolaborowały z Niemcami,

        Rozbrajająca precyzja "Spotykałem się też z twierdzeniem", a fakty są taki, że
        to Ukraińcy z Pawłokomy walczyli w szeregach SS o 1000 letnią Rzeszę


        > o takim mordzie
        > dokonanym przez jego rodaków powinien mieć odwagę powiedzieć

        Uczciwy człowiek bez rzetelnych dowodów i uczciwego procesu nie będzie posądzał
        bliźnich o czyny niegodne


        : odwetowy
        > czy prewencyjny mord jest niczym innym jak szukaniem przez mordercę
        > wytłumaczenia i wymyślaniem okoliczności dla zmniejszenia swojej
        > winy. Wszak robią to od wieków wszyscy mordercy jak świat długi i
        > szeroki.

        Niczego wielkiego tym stwierdzeniem nie odkryłeś, zapomniałeś tylko dodać, że za
        prawdopodobną winę polskiej samoobrony, ukraińskie bandy wyrżnęły w odwecie
        polskich mieszkańców Pawłokomy i sąsiednich wsie.

        • tawnyroberts Odwet UPA w Pawłokomie 15.11.07, 14:10
          W nocy z 4 na 5 października 1945 r. skoncentrowane sotnie UPA
          dokonały równoczesnego napadu na polskie wsie Dylągowa, Bartkówka,
          Sielnica, Łączki i Pawłokoma (ponownie zasiedlona przez Polaków). Wg
          Motyki zabito 10 mieszkańców, 5 raniono i spalono 240 gospodarstw
          (być może te dane dotyczą tylko Sielnicy). Straty UPA były wyjątkowo
          duże: 6 poległych i 10 lekko rannych, co wskazywałoby na silny opór
          grup miejscowej samoobrony. Wg Koniecznego w wymienionych wsiach
          zginęło 9 mężczyzn i 2 kobiety, ale dane te mogą być niepełne.
          Pogorzelcy przenieśli się do wsi leżących na lewym brzegu Sanu
          (m.in. Nozdrzec, Łubno).
    • mariusz9959 Wątpliwości pozostaną 08.11.07, 22:10
      Konieczny pisze:
      „Po opuszczeniu Pawłokomy przez wspomniany uprzednio oddział
      sowiecki, stacjonujący we wsi przez parę miesięcy, przybył do
      Pawłokomy w dniu 21 stycznia 1945 roku oddział UPA, a według innych
      informacji w lutym 1945 roku. Ukraińcy w swych wspomnieniach
      zaprzeczają jakoby był to oddział UPA, uważając go raczej za oddział
      sowiecki. Oddział ten liczący około 60 ludzi zabrał ze wsi,
      przebywających tam przypadkowo…”

      Trudno dzisiaj ustalić co to za oddział wkroczył wtedy do Pawłokomy.
      Pewnym jest, ze sowieci po rozpoczęciu ofensywy styczniowej
      zostawili na zapleczu frontu oddziały NKWD, które miały za zadanie
      np. zwalczanie AK i UPA.

      Oto ciekawy przykład, niedaleko od Pawłokomy, czas nie odległy a i
      liczebność oddziału zbliżona.
      J. Węgierski – Oddziały leśne „Warta” ZH WiN nr 9 str. 44
      „Dn. 15 III 1945r. do Łubna, na północ od Dynowa, z kierunku Sanoka
      przybył około 80-osobowy odział w mundurach sowieckich i polskich
      oraz po cywilnemu i rozpoczął aresztowania Polaków i rabunki,
      przedtem rozbroiwszy milicję w Nozdrzcu. 17 III oddział ten
      skierował się do Dynowa, gdzie uznano, że musi to być oddział UPA i
      przyjęto go ogniem milicji i cywilnych ubezpieczeń, alarmując
      kompanię por. Wacława” kwaterującą po drugiej stronie Sanu. Kompania
      zajęła pozycję na wysokim brzegu Sanu naprzeciw Dynowa i zaczęła
      ostrzeliwać widocznych napastników, usiłujących przeprawić się przez
      San. Dopiero po godzinnej wymianie ognia wyjaśniło się, że są to
      oddziały NKWD.”
      • piotrzr Re: Wątpliwości pozostaną 09.11.07, 16:56
        Masz rację Mariuszu - bo nie ma żadnych dowodów że owych polskich mieszkańców
        Pawłokomy zabili żołnierze jakiegoś pododdzialu UPA.
        A z drugiej strony - jeśli sprawcami byliby żołnierze UPA - to czy czasem nie
        rozwalili kolaborantów komunistycznych z typu tzw utrwalaczy.
        Bo to już byłby normalny akt brutalnej wojny domowej.
        Z drugiej strony - ofiary ukraińskie tej potwornej zbrodni pawłokomskiej - to
        rzeczywiste ofiary ślepej zemsty polskiego podziemia . Piszę slepej - bo nie
        wymierzonej wobec żołnierzy ukraińskich - ale spokojnych wiesniaków ktorzy
        zgłaszali gotowość udania się na wygnanie z "ridnoj ziemli".
        I tego nie kwestionuje nikt rozsądny - a szczególnie autorytety z IPN-u i
        władze polskie z Panem prezydentem Kaczyńskim na czele (za co mu chwała!!! przy
        wszystkich jego wadach)
    • tawnyroberts Uprowadzenie u Misiły 14.11.07, 11:15
      Eugeniusz Misiło w książce "Pawłokoma 3 III 1945 r." tak pisze na
      temat uprowadzenia Polaków:

      "Odwet?

      Jako bezpośrednią przyczynę przeprowadzenia akcji na Pawłokomę
      podaje się uprowadzenie w dniu 21 stycznia 1945 r. (wg innych
      relacji było to na początku lutego) siedmiu Polaków, przez nieznany
      oddział UPA. Ukraińcy, mieszkańcy wsi, twierdzą, że był to oddział
      sowiecki, na co, ich zdaniem, miało wskazywać jednolite
      umundurowanie i uzbrojenie, typowe dla żołnierzy formacji NKWD.
      Wcześniej, przez kilka miesięcy, podobny liczebnie oddział Armii
      Czerwonej stacjonował w Pawłokomie.

      Historia z oddziałem UPA, który przybył do Pawłokomy, by uprowadzić
      Polaków wymagać będzie rzetelnych badań, głównie w oparciu o źródła
      UPA i NKWD. Nie było to zadaniem niniejszej publikacji. Niemniej już
      dziś, na podstawie publikowanych w tej książce dokumentów, jak i
      wydanej w tym samym czasie księgi wspomnień byłych mieszkańców
      Pawłokomy, można pokusić się o stwierdzenie, że ta wersja
      uprowadzenia Polaków może okazać się trudna do obronienia.

      Trzeba wyraźnie powiedzieć, że na przełomie stycznia - marca 1945 r.
      na tym terenie, nie było żadnego zwartego oddziału UPA, a już z całą
      pewnością takiego, który liczyłby 60 żołnierzy, na dodatek
      jednolicie uzbrojonych i umundurowanych. Wszystkie sotnie UPA, które
      sformowano latem 1944 r., z uwagi na ogromną koncentrację wojsk
      radzieckich przed styczniową ofensywą, po powrocie z zimowego rajdu
      karpackiego przebywały w tym czasie jeszcze daleko w masywach
      górskich Beskidu lub zostały rozformowane. W okolicznych wsiach
      ukraińskich istniały wyłącznie nieliczne i słabo uzbrojone oddziały
      samoobrony.

      Oddziały UPA zapuściły się w rejon Pawłokomy po raz pierwszy i
      ostatni dopiero w październiku 1945 r. i tylko po to, by ją spalić i
      wypędzić Polaków, którzy zdążyli zasiedlić domy po wymordowanych
      Ukraińcach.

      I kwestia najistotniejsza. Jaki cel - militarny czy propagandowy -
      miałaby wyprawa oddziału UPA do Pawłokomy? Wystarczy spojrzeć na
      mapę, by stwierdzić, że upowcy musieliby pokonać kilkanaście
      kilometrów przez teren, na którym znajdowały się wsie zamieszkałe
      wyłącznie przez ludność polską. Co więcej w pięciu z nich,
      położonych wokół Pawłokomy, tj. w Borownicy, Bartkówce, Dylągowej,
      Dąbrówce Starzeńskiej i Sielnicy, stacjonowały silne miejscowe
      oddziały AK, oraz kompania lwowska por. Bissa. Ich liczebność
      wielokrotnie przekraczała siły wspomnianej sotni. Jaki zatem sens, z
      punktu wojskowego, miałaby wyprawa przez terytorium wroga zakończona
      uprowadzeniem 7 osób, z których najważniejszą funkcję pełnił sołtys,
      a dwie inne znalazły się tam zupełnie przypadkowo, wioząc mąkę na
      wesele?

      Odpowiedzi na to pytanie należy szukać przede wszystkim w archiwach
      radzieckich. Nie jest już dziś tajemnicą, że na tym terenie, który
      wówczas stanowił bezpośrednie zaplecze frontu, operowały liczne
      grupy NKWD, stacjonujące w Przemyślu, Sanoku i Rzeszowie. Z jedną z
      takich grup, uznaną błędnie za UPA, oddział AK por. Bissa stoczył
      potyczkę nad Sanem koło Dynowa, w jakiś czas po akcji na Pawłokomę.
      Dopiero po kilkugodzinnej walce zorientowano się, że nie są to
      Ukraińcy, lecz oddział regularnej Armii Radzieckiej. Okoliczności w
      jakich doszło do tej potyczki, opisują publikowane w książce
      dokumenty."
      • krouk Re: Uprowadzenie u Misiły 23.11.07, 11:21
        Po pierwsze – nie bardzo obchodzi mnie to kto dokonał tego
        uprowadzenia Polaków, bowiem dla mnie fakt, że zrobiła to UPA nie
        jest żadnym usprawiedliwieniem dla późniejszej zbrodni dokonanej na
        ukraińskiej ludności Pawłokomy – dla dokonanej z premedytacją
        zbrodni na ludności cywilnej nie ma usprawiedliwienia.
        Po drugie – wypociny E. Misiły nie są dla mnie wiele warte w tej
        sprawie – facet ten nie raz dawał dowody swojej żenującej
        stronniczości. Gdy czyta się cytowane opracowanie Misiły, a jeszcze
        bardziej jego okolicznościowy tekst „Prowokacja pawłokomska”
        zamieszczony w tygodniku „Wprost” w roku 2006 to można odnieść
        wrażenie, że faceta bardziej niż fakt wymordowania ukraińskich
        mieszkańców Pawłokomy boli to, że być może niesłusznie oskarża się
        jego ukochaną formację OUN-UPA, która jak wiadomo zawsze brzydziła
        się zabijaniem cywili o porwanie i zabicie Polaków z tej
        miejscowości – żenada.
        W takich sprawach jak Pawłokoma teksty Misiły są tak samo nic nie
        warte jak teksty polskich historyków w rodzaju Ryszarda Bendera lub
        Jerzego Roberta Nowaka – sam Misiło zadbał, aby zaliczać go do tej
        kategorii historyków. Gdy w roku 2001 IPN zorganizował sesję naukową
        pn. „Antypolska akcja OUN-UPA” Bender, Nowak a także Szawłowski i
        Grott napisali do IPN list, w którym zarzucali manipulacje
        polegające na „arbitralnej selekcji zaproszonych osób i tematów”,
        żądali także wykluczenia z obrad niektórych osób. Później podobny
        list przysłał Misiło – odwołał w nim swój udział w sesji (miał mówić
        o polskich akcjach odwetowych) a także napisał, że nie podoba mu się
        zarówno sposób sformułowania tematu sesji jak też dobór zaproszonych
        referentów. Dodał jeszcze kilka zdań bzdur, których kwintesencją
        było, że wszystkiemu złu jakie wydarzyło się podczas II wojny
        między Polakami i Ukraińcami winni są Polacy, bo kilkaset lat
        okupowali i męczyli Ukraińców – redaktorzy książkowego opracowania
        materiałów z ww/ sesji – p. Motyka i p. Libionka napisali we wstępie
        do książki, że nie podejmują dyskusji z „tego rodzaju poglądami” jak
        wyrażone przez Misiłę – i tego należy się trzymać. Facet totalnie
        się skompromitował.
          • krouk Re: Uprowadzenie u Misiły 23.11.07, 12:34
            ralston napisał:

            > Czy referaty z tej sesji IPN-u były potem publikowane w którymś z
            > biuletynów? Są może dostęne w necie?

            ---------------------------------------------------
            Chyba nie były publikowane w biuletynach i chyba nie są dostepne w
            necie. Zostały natomiast tak jak wspomniałem wydane w formie książki
            (zbiór referatów) w ramach serii "Konferencje IPN". Książkę można
            kupić także obecnie np. tutaj:
            www.ipn.gov.pl/portal.php?serwis=pl&dzial=229&id=3502&search=181183

        • tawnyroberts Krukowi 23.11.07, 14:39
          A mnie jednak obchodzi kto dokonał uprowadzenia Polaków w Pawłokomie
          i to z kilku powodów. Po pierwsze, chciałbym znać prawdę, to chyba
          oczywiste. Po drugie, niektóre środowiska w Polsce utrzymują, że
          wymordowanie Ukraińców z Pawłokomy (rzekomo wszyscy należeli do OUN,
          co jest totalną bzdurą) było słusznym odwetem za wyżej wymienione
          uprowadzenie. Ciekawy jestem co ci kolesie powiedzą, gdy okaże się,
          że za porwaniem nie stoi UPA. Czy znajdą jakiś inny sposób na
          usprawiedliwienie zbrodni w Pawłokomie, bo niestety ich działania
          kojarzą mi się wyłącznie z próbą wybielenia sprawców mordu. Po
          trzecie urodziłem się i mieszkam w najbliższej okolicy, mam więc
          prawo dokładnie znać jej historię, stąd ta dociekliwość.

          Jeśli chodzi o Misiłę, to zamieściłem fragment jego książki
          (związany zresztą z postem przewodnim), bo wydał mi się całkiem
          sensowny i nie traktuję go tylko jako próbę odsunięcia podejrzeń o
          uprowadzenie Polaków od "jego ukochanej formacji". Nie wiem, czy
          czytałeś całą książkę "Pawłokoma 3 III 1945 r.", ale zaręczam Ci, że
          poza niektórymi sformułowaniami we wstępie, jest dość obiektywna
          (takie jest moje odczucie).

          Nie oceniam ludzi według Twojego wzorca, który mniej więcej wygląda
          tak: facet (Misiło) dał kilka razy ciała i dla mnie zawsze będzie
          śmieciem, niezależnie od tego, co teraz myśli i pisze. Masz prawo
          tak sądzić, z tym, że mnie bardziej interesuje co sądzisz na temat
          argumentów przedstawionych przez Misiłę, a nie co sądzisz o nim
          samym.

          Co do jednego się zgadzamy już od dłuższego czasu: nic nie
          usprawiedliwia mordowania bezbronnej cywilnej ludności polskiej i
          ukraińskiej, czy to na Wołyniu, czy na tzw. Zakierzoniu. Doceniam
          fakt, że nie próbujesz wybielać sprawców mordów i bardzo dobrze
          pamiętam Twoje słynne zdanie, że "Pawłokoma była skurwysyństwem, dla
          którego nie znajdujesz usprawiedliwienia". Pięknie powiedziane.
          Naprawdę...
          • mariusz9959 Re: Krukowi 25.11.07, 19:54
            Zgadzam się w pełni z tym co Tawnyroberts napisał Kroukowi na temat
            jego ocen książki Misiły: „Nie wiem, czy czytałeś całą
            książkę "Pawłokoma 3 III 1945 r.", ale zaręczam Ci, że poza
            niektórymi sformułowaniami we wstępie, jest dość obiektywna”
            Krouka napisał:
            „…wypociny E. Misiły nie są dla mnie wiele warte w tej sprawie –
            facet ten nie raz dawał dowody swojej żenującej stronniczości”
            „W takich sprawach jak Pawłokoma teksty Misiły są tak samo nic nie
            warte jak teksty polskich historyków w rodzaju Ryszarda Bendera lub
            Jerzego Roberta Nowaka – sam Misiło zadbał, aby zaliczać go do tej
            kategorii historyków.”
            Krouk może oczywiście mieć takie zdanie o publikacjach Misiły, lecz
            nie oznacza to jeszcze że taka jest rzeczywistość.
            W książce „Pawłokoma 3 III 1945r.” 50 stron to opis wydarzenia
            przedstawiony przez autora a 127 stron zajmują publikowane dokumenty.
            W książce „Pawłokoma 3 III 1945r” (wydanie w języku ukraińskim) 48
            stron zajmuje wstęp i przedmowa a kolejne 350 stron to relacje
            świadków.
            Podobnie jest w wielu innych książkach Misiły, dokumenty zajmują
            większą część publikacji.
            Potrafię zrozumieć, że komuś mogą nie podobać się publikowane
            dokumenty i to, że zajmują tak dużą część książki, trudno, mnie to
            akurat odpowiada. Mogę zapoznać się z nimi nie tracąc wielu godzin
            na poszukiwania a zapewne do wielu nie dotarłbym nigdy. Cenię za to
            Pana Misiłę, bo dzięki takiemu redagowaniu książek mogę na bazie
            dokumentów weryfikować moją wiedzę uzyskaną z innych publikacji.
            Do twierdzenia Krouka o „żenującej stronniczości” Pana Misiły trudno
            się odnieść, bo nie podaje jej przykładów. Pisze co prawda, że we
            Wprost” bardziej zajął się (boli go) tym czy UPA zamordowała Polaków
            z Pawłokomy a nie ubolewaniem nad ukraińskimi ofiarami ale czy to
            jest dowód na „żenującą stronniczość”?.

            Szkoda, że Krouk nie potrafił przedstawić przynajmniej jednego
            przykładu „żenującej stronniczość”, a jedynie opisuje swoje wrażenia
            z lektury tekstów Misiły, no cóż on tak już ma.

            Co do sesji naukowej to Misiło rzeczywiście wycofał swój udział w
            niej a w przesłanym liście napisał:
            „Obserwując toczącą się dyskusję historyków polskich i ukraińskich,
            odnoszę wrażenie, że Polacy nie mogą poradzić sobie z jednym, w moim
            odczuciu fundamentalnym problemem, a mianowicie z faktem, iż
            konflikt polsko-ukraiński na Wołyniu i na pozostałym obszarze Kresów
            Wschodnich w czasie wojny był niczym innym, jak tragicznym finałem
            kilkusetletniego zaboru rdzennych ziem ukraińskich, systematycznego
            niszczenia ukraińskiej substancji narodowej i tyleż samo lat
            trwającej, wielokroć krwawo tłumionej przez Polaków walki narodu
            ukraińskiego o odzyskanie niepodległości, utraconej właśnie za
            sprawą Rzeczpospolitej”
            Autorzy wstępu napisali:
            „Nie podejmując dyskusji z tego rodzaju poglądami, chcemy
            podkreślić, że o zaproszeniu do udziału w konferencji i dyskusji
            decydowały, wyłącznie względy merytoryczne, nie zaś kwestie
            polityczne, środowiskowe czy jakiekolwiek inne.”
            • tawnyroberts Misiło kontra Łysiak-Rudnyćkyj 28.11.07, 23:11
              Akurat w tym przypadku wywody Misiły usprawiedliwiające tragedię
              Wołynia wcale mnie nie przekonują. Bardziej trafia do mnie ocena
              jednego z najwybitniejszych historyków ukraińskich XX w. Iwana
              Łysiaka-Rudnyćkiego:

              "[...] niesamowitą tragedią, jaka miała miejsce na Zachodniej
              Ukrainie w czasie drugiej wojny światowej, była ówczesna polsko-
              ukraińska jatka [...]. Polskie kierownictwo polityczne na pewno
              przyczyniło się do sprowokowania katastrofy przez swój brak
              poszanowania prawa narodu ukraińskiego do wolnego życia [...]. Ale w
              tym wypadku chodzi o odpowiedzialność strony ukraińskiej. Są
              podstawy, by uważać, że z ukraińskiej strony miały miejsce nie
              lokalne, pojedyncze ekscesy, lecz świadoma kampania "czyszczenia
              terenu" z polskiej ludności. [...] Swoim postępowaniem przeciwko
              polskiej i żydowskiej mniejszości ounowcy nie przynieśli chluby
              narodowi ukraińskiemu."
            • krouk Re: Krukowi 04.12.07, 15:43
              Odp. dla Mariusza:
              Jedną wielką kompromitacją oraz żenującym przykładem stronniczości
              była rezygnacja Misiły z udziału w konferencji IPN w Lublinie i
              przysłanie listu z prośbą o publiczne odczytanie, w którym uzasadnił
              odwołanie swojego udziału pisząc to, co zacytowałeś a także to, że
              nie podoba mu się sposób sformułowania tematu konferencji oraz dobór
              uczestników. Oczywiście nie dziwi mnie, że sam będąc żenująco
              stronniczym nie dostrzegasz tego u Misiły ;))
          • krouk Re: Krukowi 04.12.07, 15:40
            Odp. dla Tawnyrobertsa:
            1) Żebyśmy się dobrze zrozumieli – zupełnie nie przeszkadza mi to,
            że starasz się dowiedzieć jak było naprawdę, podobnie jak to, że
            korzystasz m.in. z tekstów Misiły. To dla mnie zupełnie zrozumiałe.
            Ja wcale nie wykluczam, że Misiło może mieć w tej konkretnej sprawie
            rację, ale biorąc pod uwagę jego publicznie wyrażane poglądy (choćby
            w cytowanym liście do IPN), w tym bardzo emocjonalne podejście do
            zagadnienia, można mieć uzasadnione obiekcje co do wiarygodności
            autora w sprawie i dlatego jego wywody nie są dla mnie nic warte do
            momentu w którym fakty w nich przedstawione nie zostaną potwierdzone
            przez kogoś mądrzejszego, czytaj - obiektywnego. Piszesz: „Ciekawy
            jestem co ci kolesie powiedzą, gdy okaże się, że za porwaniem nie
            stoi UPA”. To dziecinnie proste – powiedzą, że to niczego nie
            zmienia w ocenie wydarzenia, bowiem sprawcy odwetu byli przekonani,
            że dokonują właśnie odwetu.
            2) Ja nie traktuję tego cytowanego fragmentu „tylko” jako próby
            odsunięcia podejrzeń o
            uprowadzenie Polaków od jego ukochanej formacji – traktuje go
            jako „m.in.” próbę odsunięcia podejrzeń o uprowadzenie Polaków od
            jego ukochanej formacji ;)))). Miałem na myśli oczywiście tylko
            odnośny, cytowany fragment książki a nie całość – co do reszty
            zgadzam się z tym co napisałeś. Ponadto chodziło mi głównie o
            artykuł we „Wprost”, a w mniejszym stopniu o książkę, zresztą to
            zaznaczyłem – wrażenia po lekturze art. takie jak napisałem miało
            także kilka innych osób, z którymi o tym rozmawiałem – i zapewniam,
            że nie byli to polscy nacjonaliści, a wręcz przeciwnie ;)
            Na marginesie – w notce biograficznej Misiły zamieszczonej w
            Wikipedii jest info, że został usunięty z ośrodka „Karta” za
            niszczenie dokumentów – spotkałem się już wcześniej z taką
            informacją, wtedy ktoś twierdził, że Misiło został usunięty z
            powodu „ukrywania oraz niszczenia dokumentów obciążających OUN-UPA
            i dot. zbrodni na polskiej ludności cywilnej” – nie wiem czy to
            tylko zwykła plota, czy też jest w tym „ziarnko” prawdy – może
            słyszałeś coś na ten temat ?
            3) Napisałeś: „…Nie oceniam ludzi według Twojego wzorca, który mniej
            więcej wygląda
            tak: facet (Misiło) dał kilka razy ciała i dla mnie zawsze będzie
            śmieciem, niezależnie od tego, co teraz myśli i pisze…”
            To generalizowanie oraz nadinterpretacja – generalizowanie, bowiem
            użyłeś liczby mnogiej „ludzi” a chodzi o ten indywidualny przypadek –
            skąd wiesz jak oceniam innych ludzi ? Nadinterpretacja, bowiem po
            pierwsze nie napisałem, że Misiło jest dla mnie śmieciem - na chwilę
            obecną nie posiadam wiarygodnych informacji na jego temat, które
            skłoniłyby mnie do nazwania go aż w ten sposób. Po drugie – dlaczego
            sądzisz, że „….niezależnie od tego, co teraz myśli i pisze…” – czy
            znasz może opublikowaną wypowiedź p. Misiły, w której przyznał, że
            rezygnacja z konferencji IPN w Lublinie w roku 2001, a głównie treść
            uzasadnienia zawarta w liście były niewłaściwe ? (lub wypowiedz
            którą można byłoby potraktować jako równoznaczną lub równorzędną) –
            jeśli wskażesz mi gdzie p. Misiło coś takiego powiedział lub napisał
            to zapewniam, że inaczej spojrzę na tego człowieka.
            5) Napisałeś: „….bardzo dobrze
            pamiętam Twoje słynne zdanie, że "Pawłokoma była skurwysyństwem, dla
            którego nie znajdujesz usprawiedliwienia…….".
            .– dziękuję za uznanie – co do tego, że wypowiedź jest słynna to
            chyba jednak przesadziłeś, nie odnotowałem jak dotychczas oznak
            tego, iż kogoś zainteresowała, (zresztą tak jak i inne moje
            wypowiedzi utrzymane w podobnym tonie, potępiające np. wysiedlenia
            Ukraińców itp.), no chyba że za taką oznakę zainteresowania
            przyjmiemy zabanowanie mnie na forum Birczy ze strony darina oraz
            wyzywanie od k…… ze strony piterka, i w ogóle zgodne „zwalczanie”
            mnie przez „stronę ukraińską”, co dla znających poziom umysłowy w/w
            osobników wbrew pozorom wcale nie jest aż tak absurdalne jak się
            może w pierwszej chwili wydawać :))))))))
            • tawnyroberts Krukowi o Misile i "słynnym zdaniu" 05.12.07, 10:35
              Jeśli chodzi o Misiłę i jego przygodę z "Kartą", to nie wiem nic
              konkretnego na temat jego rzekomego wyrzucenia z tej organizacji.
              Spotkałem się tylko z tym zdaniem zamieszczonym na "Wikipedii"
              (podobnie jak Ty):

              "Usunięty z organizacji Karta za niszczenie dokumentów w roku 2000
              [potrzebne źródło]."

              Z dopisku wynika, że autor tego zdania też nie jest pewny tego co
              pisze, a więc z ferowaniem wyroków lepiej na razie poczekać. Swoją
              drogą, bardzo ciekawa sprawa...

              Co do moich wypocin na temat Twoich sposobów oceniania ludzi, to
              zgadzam się z tym, że jest tam trochę "generalizowania i
              nadinterpretacji", ale takie niestety odniosłem wrażenie, gdy
              pisałeś o Misile. Nie chodzi mi tutaj zresztą tylko o niego, ale o
              Twój stosunek do wypowiedzi niektórych dyskutantów (kiedyś
              próbowaliśmy rozmawiać na ten temat u Rycha). Uważam, że pewnej
              grupie forumowiczów nie przyznajesz nigdy racji, nawet wtedy gdy ją
              mają (oczywiście moim zdaniem, ale mam podstawy sądzić, że także
              Twoim). Za to bezwzględnie wytykasz im błędy i potknięcia. Z kolei
              innej grupie nigdy się nie przeciwstawiasz, chociaż wiesz, że w
              niektórych sprawach nie mają racji. Oczywiście możesz odpowiadać
              tylko na niektóre posty, według własnego "widzimisie" - Twoja wola,
              ale stąd się wzięła m.in. moja koncepcja "Twojego wzorca".

              Nie znam żadnej wypowiedzi Misiły, w której przyznałby, że jego
              uzasadnienie odmowy udziału w konferencji w Lublinie było
              niewłaściwe. Znam inne jego twierdzenia w których temat Wołynia
              traktuje bardziej obiektywnie. Szczerze mówiąc, w ogóle nie zgadzam
              się z jego wywodami na temat antypolskiej akcji OUN-UPA, zawartymi w
              tamtym liście, pisałem już o tym w innym poście.

              Co do "Twojego słynnego zdania", to może trochę przegiąłem,
              bo "słynne" to ono jest przede wszystkim dla mnie. Do tej pory je
              pamiętam, mimo, że już dawno temu zostało usunięte z sieci. Co do
              innych nie chę się wypowiadać, chociaż domyślam się, że np. Piotr i
              Darino przyznają Ci rację...
              • krouk Re: Krukowi o Misile i "słynnym zdaniu" 07.12.07, 15:02
                Na początek chciałbym się odwdzięczyć – ja także pamiętam kilka
                Twoich „słynnych” przynajmniej dla mnie wypowiedzi :)

                Np. odszukałem coś takiego:

                "....Odzyskanie niepodległości Ukrainy to był cel OUN-UPA (…).
                Czystki etniczne przeprowadzone na polskiej ludności cywilnej to nie
                jest chyba droga do niepodległości....(…)Owszem, mieli, (prawo do
                niepodległości – przyp. krouk) zwłaszcza na tych terenach na których
                mordowali w 1943 roku. Jednak metodami jakie wybrali, na zawsze
                skompromitowali się w oczach świata....”
                (autor: Tawnyroberts)

                Mądrze powiedziane Tawny – naprawdę.

                Tawny napisał:
                "...Uważam, że pewnej
                grupie forumowiczów nie przyznajesz nigdy racji, nawet wtedy gdy ją
                mają (oczywiście moim zdaniem, ale mam podstawy sądzić, że także
                Twoim). Za to bezwzględnie wytykasz im błędy i potknięcia. Z kolei
                innej grupie nigdy się nie przeciwstawiasz, chociaż wiesz, że w
                niektórych sprawach nie mają racji...."

                Nie zgadzam się, no bo czym jest moja wypowiedź np. na temat zbrodni
                w Pawłokomie itp. wypowiedzi jeśli nie przyznawaniem racji cyt.:”
                pewnej
                grupie forumowiczów” oraz przeciwstawieniem się cyt.: „innej
                grupie” :))


                Tawny napisał o Misile:
                Znam inne jego twierdzenia w których temat Wołynia
                traktuje bardziej obiektywnie
                ---------------------------------------------------------------------
                Mógłbyś podać, bo też chciałbym je poznać.


                Tawny napisał o notce w Wikipedii o Misile:
                „…Z dopisku wynika, że autor tego zdania też nie jest pewny tego co
                pisze…’

                Niekoniecznie – ten dopisek nie pochodzi raczej od autora, ale od
                kogoś, kto chciał w ten sposób zwrócić autorowi uwagę, że przy
                podaniu tak kontrowersyjnej informacji dobrze byłoby powołać się na
                jakieś źródło. Nie znam tematu, być może, że to zwykła plotka.
                Natomiast w sytuacji, gdy nie jest to plotka a informację podał ktoś
                kto wie o tym tylko z przekazu ustnego to nie jest dziwne, że nie
                podała taka osoba źródła no bo jakie źródło mogła podać nawet gdyby
                była np. pracownikiem "Karty"?

              • lokis1271 Do Pana Tawny Roberts o p. Piotrzr 09.12.07, 18:03
                Szanowny Panie Tawny Roberts !
                Nie wtrącam się do Waszych podkarpackich spraw, ponieważ interesuje mnie nieco inny rejon, proszę jednak aby zastanowił się Pan czy tolerowanie takich sformułowań, cyt.: "...I robił z siebie ....ę bez honoru...",
                zob.:
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=49301&w=71622373&wv.x=2&a=73088017
                skierowanych pod adresem kol. Krouka są na miejscu na Pańskim forum.
                Pozostaję z szacunkiem
                L. Bodio
                • tawnyroberts Nie tylko Piotr... 10.12.07, 22:30
                  Dzięki Lokis za uwagi dotyczące prowadzenia forum. Rzeczywiście
                  ostatnio dyskusja w tym wątku rozjeżdża się w stronę osobistych
                  wycieczek, dlatego zdecydowałem się go nieco "odświeżyć".
                  Zainteresowanych przepraszam, że czekałem z tym aż do tej pory...
    • mariusz9959 Akcja odwetowa 14.11.07, 21:16
      Jednak coś się zmienia. Jak słyszę właśnie została aresztowana grupa
      żołnierzy WP za akcję odwetową. W pobliżu pewnej miejscowości w
      Iraku zginął ich kolega. Wybrali się więc w okolicę tej miejscowości
      i ostrzelali ją. Zginęła ludność cywilna. Początkowo tłumaczyli się
      tak jak to często robili ich koledzy przed laty, że z wioski
      strzelała jakaś banda ale później przyznali się ze nikt do nich nie
      strzelał. Będą mieli proces i pewnie dostana wyroki skazujące.
      Dzisiaj na szczęście zabójcy nawet nie próbują się tłumaczyć , że
      była to akcja odwetowa, bo wiedzą, że jest to przyznaniem się do
      mordu.
      • piotrzr upadają mity :)) 15.11.07, 14:42
        mariusz9959 napisał:

        > Jednak coś się zmienia. Jak słyszę właśnie została aresztowana grupa
        > żołnierzy WP za akcję odwetową. W pobliżu pewnej miejscowości w
        > Iraku zginął ich kolega. Wybrali się więc w okolicę tej miejscowości

        Chcieli kontynuować tradycje ich starszych kolegów z AK czy KBW lub
        "istriebitielnych batalionów" ??
        Tylko że Afgańczycy to nie Ukraińcy których można było mordować bezkarnie w imię
        rzekomej walki z "nacjonalistami ukraińskimi".
        I jest wolna prasa i obieg informacji.
        No i nikt raczej nie będzie usprawiedliwiał tej zbrodni publikowaniem jakiegoś
        "wianuszka"
        Myślę ze to kolejnych przykład jak demaskują się kłamstwa mitów o tych co to "za
        wolność waszą i naszą" :)
        • jackiw Re: upadają mity :)) 15.11.07, 19:53
          piotrzr napisał:
          > upadają mity :))

          dlaczego "upa"dają? we Lwiwie denkmal Bandery postawili, co prawda w
          Symferopolu mit znacząco blednie ... ale nie ma lekko :)
          • krouk komentarze 16.11.07, 14:57
            Gdy czyta się komentarze mariusza9959 i piotrazr na temat tragedii
            jaka miała miejsce w Afganistanie to naprawdę nie trzeba być biegłym
            psychologiem aby trafnie zdiagnozować na jaką chorobę cierpią w/w
            panowie tzn. jakiej choroby są te komentarze objawami :)


            ps. pozwolę sobie zwłaszcza zwrócić uwagę na wiele mówiące objawy w
            postaci "uśmieszków" - w postach piotrazr ;)))))
            • mariusz9959 Typowe 16.11.07, 15:23
              Typowe lawirowanie Krouka. Nie ma nic do powiedzenia na poruszany
              temat to zaczyna gadkę o czymś innym. W poście o „odwetach” zajmuje
              się stawianiem diagnoz medycznych. Coś mi się wydaje jednak, że to
              ani historyk ani medyk.
              • piotrzr Re: Typowe 16.11.07, 15:38
                Cóz - dla mnie las palów dla hajdamaków po upadku koliszczyzny, stłumienie
                powstania leskiego, los Chełmszczyzny 1938-1939, kolonizacja Wołynia, Polacy w
                istriebitielnych batalionach i policji granatowej na Wolyniu, Pawłokoma, Zawadka
                Morochowska, Wierzchowiny i wiele miejscowości Nadsannia, Akcja Wisla i
                wysiedlenia lat 1944 -1945 i antyukraińskie brednie wypisywane obecnie okładają
                się w pewien ciąg historycznej działalności Polaków, Gdy dołaczyć jeszcze
                historie najemników w służbie np Bonapartego w Hiszpanii,Egipcie i Haiti,
                bohaterów z rożnych "Jedwabnych", obecną dzialność w Iraku i Afganistanie- to
                mamy to co mamy :)
                I grymasy różnych kruków i jemu podobnych nic nie pomogą :)
                Sława Ukrainie !!
                • tawnyroberts Sława tym, "co mają tak za tak - nie za nie..." 20.11.07, 09:44
                  Uff, niezła wyliczanka, ale nie wyciągałbym z niej zbyt pochopnych
                  wniosków. To tylko jedna strona medalu. W każdym narodzie, także
                  ukraińskim, na przestrzeni wieków zdarzali się kolaboranci,
                  szowiniści, bandyci, ale bywali także prawdziwi patrioci i
                  bohaterowie, o których chyba zapomniałeś dodać. Ważne, żeby w tym
                  całym zamieszaniu umieć zbrodnię nazwać zbrodnią i ją potępić, a
                  czyn chwalebny pochwalić. Myślę, że takich ludzi nam najbardziej
                  brakuje, stąd już dawno Norwid napisał:

                  "Do tych, co mają tak za tak - nie za nie,
                  Bez światło-cienia...
                  Tęskno mi, Panie..."

                  Ale chyba za mocno odskoczyliśmy od tematu...
    • piotrzr co i komu za Pawłokome grozi 16.11.07, 16:19
      Prosze przeczytajcie i nie nie smiejcie - bo to powazna sprawa

      www.rodaknet.com/rp_wycislak_10.htm
      Szanowni Panowie Posłowie
      Szanowny Panie Ministrze Sprawiedliwości
      Szanowny Panie Prezesie Instytutu Pamięci Narodowej

      Na terenie Rzeczypospolitej Polskiej popełnione zostało przestępstwo przeciw jej
      Konstytucji, którego popełnianie karze polski Kodeks Karny dlatego zwracam się
      do Państwa o podjęcie czynności wyjaśniających i ustalenie osób winnych
      popełnienia przestępstwa jak też doprowadzenie do ich ukarania oraz
      uniemożliwienia w przyszłości dokonywania podobnych czynów przestępczych .
      Uzasadnienie.
      W dniu 13 maja 2006r zostało na terenie Polskiej wsi Pawłokoma w obecności
      Prezydenta Rzeczpospolitej urządzone odsłonięcie pomnika upamiętnienia poległych
      w roku 1945 obywateli polskich narodowości ukraińskiej. W czasie tej
      uroczystości dopuszczono i nie zapobieżono temu, że na terenie tej wsi w
      bezpośredniej obecności Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej dopuszczono się
      czynów karalnych poprzez publiczne pokazywanie i gloryfikowanie symboli i
      organizacji nacjonalistycznych których działania od lat były wymierzone w
      suwerenność Państwa Polskiego. Publicznie prezentowali swoje istnienie
      eksponując swoje sztandary przestępcy wojenni z organizacji nacjonalistów
      ukraińskich takich jak Ukraińska Powstańcza Armia, Organizacja Ukraińskich
      Nacjonalistów, członkowie byłej formacji SS Galizien.
      Ponieważ prawo konstytucyjne głosi:
      KONSTYTUCJA RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ
      Rozdział I
      Art. 13.
      Zakazane jest istnienie partii politycznych i innych organizacji odwołujących
      się w swoich programach do totalitarnych metod i praktyk działania nazizmu,
      faszyzmu i komunizmu, a także tych, których program lub działalność zakłada lub
      dopuszcza nienawiść rasową i narodowościową, stosowanie przemocy w celu zdobycia
      władzy lub wpływu na politykę państwa albo przewiduje utajnienie struktur lub
      członkostwa.
      Rozdział II
      Art. 43.
      Zbrodnie wojenne i zbrodnie przeciwko ludzkości nie podlegają przedawnieniu.
      Kodeks Karny zabrania:
      Kodeks Karny:
      Art. 133. Kto publicznie znieważa Naród lub Rzeczpospolitą Polską, podlega karze
      pozbawienia wolności do lat 3.
      § 2. Kto publicznie znieważa Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, podlega karze
      pozbawienia wolności do lat 3.
      Dlatego osoby winne naruszenia prawa:
      Art. 129. Kto, będąc upoważniony do występowania w imieniu Rzeczypospolitej
      Polskiej w stosunkach z rządem obcego państwa lub zagraniczną organizacją,
      działa na szkodę Rzeczypospolitej Polskiej, podlega karze pozbawienia wolności
      od roku do lat 10.
      - winny być odnalezione i zgodnie z prawem ponieść wszelkie konsekwencje
      dopuszczenia się czynów karalnych.
      Ponadto kierując się wynikami śledztw pionu śledczego Instytutu Pamięci Narodowej:
      - Śledztwo w sprawie zbrodni popełnionych przez nacjonalistów ukraińskich w
      latach 1945-1946 na szkodę ludności polskiej zamieszkałej na terenie Temeszowa,
      Ulucza, Witryłowa pow. Brzozów, w wyniku czego śmierć poniosło co najmniej
      kilkunastu mieszkańców tych miejscowości - tj. o przestępstwo z art. 148 § 2 pkt
      1, 2 i 4 oraz § 3 kk w zw. z art. 1 pkt 1 lit. a ustawy o IPN-KŚZpNP, podjęte 15
      lutego 2001 r.
      -Śledztwo w sprawie zbrodni popełnionych przez nacjonalistów ukraińskich na
      ludności polskiej byłego powiatu sanockiego (nie ustalono jeszcze liczby ofiar)
      w latach 1944-1947 - tj. o przestępstwo z art. 148 § 2 pkt 2, 3 i 4 oraz § 3 kk
      w zw. z art. 3 ustawy o IPN-KŚZpNP, podjęte 14 listopada 2000 r
      - Czynności sprawdzające w sprawie zamordowania około 368 ukraińskich
      mieszkańców wsi Pawłokoma 3 marca 1945 r.
      Należy bezwzględnie doprowadzić w oparciu o :
      Kodeks Karny Rozdział XVI
      Art. 118.
      § 1. Kto, w celu wyniszczenia w całości albo w części grupy narodowej,
      etnicznej, rasowej, politycznej, wyznaniowej lub grupy o określonym
      światopoglądzie, dopuszcza się zabójstwa albo powoduje ciężki uszczerbek na
      zdrowiu osoby należącej do takiej grupy, podlega karze pozbawienia wolności na
      czas nie krótszy od lat 12, karze 25 lat pozbawienia wolności albo karze
      dożywotniego pozbawienia wolności.
      Art. 119.
      § 1. Kto stosuje przemoc lub groźbę bezprawną wobec grupy osób lub poszczególnej
      osoby z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, politycznej,
      wyznaniowej lub z powodu jej bezwyznaniowości, podlega karze pozbawienia
      wolności od 3 miesięcy do lat 5.
      Art. 123.
      § 2. Kto, naruszając prawo międzynarodowe, powoduje u osób wymienionych w § 1
      ciężki uszczerbek na zdrowiu, poddaje te osoby torturom, okrutnemu lub
      nieludzkiemu traktowaniu, dokonuje na nich, nawet za ich zgodą, eksperymentów
      poznawczych, używa ich do ochraniania swoją obecnością określonego terenu lub
      obiektu przed działaniami zbrojnymi albo własnych oddziałów lub zatrzymuje jako
      zakładników, podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 5
      albo karze 25 lat pozbawienia wolności.
      Rozdział XVII

      Art. 127.
      § 1. Kto, mając na celu pozbawienie niepodległości, oderwanie części obszaru lub
      zmianę przemocą konstytucyjnego ustroju Rzeczypospolitej Polskiej, podejmuje w
      porozumieniu z innymi osobami działalność zmierzającą bezpośrednio do
      urzeczywistnienia tego celu, podlega karze pozbawienia wolności na czas nie
      krótszy od lat 10, karze 25 lat pozbawienia wolności albo karze dożywotniego
      pozbawienia wolności.
      - do zatrzymania i przesłuchania osób podejrzanych o dokonanie tych przestępstw
      obecnych na uroczystości i obecnie przebywających na terenie Rzeczypospolitej
      Polskiej.
      Prawne uzasadnienie organizacji podobnych imprez należy poddać ocenie Trybunału
      Konstytucyjnego.
      W załączenie przesyłam dokumentujące przestępstwo wykonane na terenie Pawłokomy
      w dniu 13 maja 2006r zdjęcia i sporządzoną tam informację świadków.
      Jan Lucjan Wyciślak
      Rzeszów 17 maja 2006r.
      16. 10. 2006r.
      RODAKpress
    • mariusz9959 Konieczny o parcelacji w Pawłokomie 18.11.07, 11:45
      Konieczny w „Był taki czas” pisze:
      „Początkiem konfliktu między Polakami a Ukraińcami w Pawłokomie była
      parcelacja folwarku (…). Z parcelacji skorzystali głównie Polacy
      zamieszkali w Pawłokomie, Dylągowej oraz innych wioskach, a tylko
      nieliczni Ukraińcy z Pawłokomy, co spowodowało niechęć, a nawet
      zawiść ukraińskich mieszkańców wsi, tym bardziej, że rozparcelowane
      ziemie, leżące nad Sanem, należały do bardziej urodzajnych..."

      Typowe krętactwo Koniecznego.
      Jaką, osoba nie znająca realiów tamtych czasów uzyska informację
      czytając Koniecznego?.
      No tak, przeprowadzono parcelację Ukraińcy nie mieli pieniędzy by
      zakupić ziemię z zawiści, zazdrości rozpoczęli konflikt z Polakami.

      Choć możliwe, że Konieczny nie posiada wielkiej wiedzy o tamtych
      czasach, lecz przypuszczam, że wie jak przeprowadzono parcelację, że
      Ukrainiec mógł być brany pod uwagę przy sprzedaży ziemi tylko
      wówczas, gdy zmienił wyznanie na rzymskokatolickie. Ciekawy jestem
      co by się działo obecnie w Polsce, gdyby katolicy mogli zakupić
      działki tylko po wyrzeczeniu się swojej wiary, natomiast niewierzący
      mogliby je kupować bez żadnych ograniczeń.

      Dalej Konieczny napisał:
      „…sposób przeprowadzenia parcelacji, z której skorzystali przede
      wszystkim Polacy z Pawłokomy i sąsiednich wsi wywołał niezadowolenie
      jej ukraińskich mieszkańców”
      Więc wie, że sposób przeprowadzenia parcelacji wzbudził niechęć lecz
      nie ma na tyle szacunku do czytelnika, by napisać jaki był to sposób.

      Nazwał Konieczny swoja broszurkę „U źródeł akcji odwetowej w
      Pawłokomie” ale unika napisania czegokolwiek co świadczyłyby na
      niekorzyść Polaków.

      Cóż, założył sobie, że napisze broszurkę propagandową a nie uczciwą
      analizę i trzeba mu przyznać, dołożył wszelkich starań by swoje
      zadanie dobrze wykonać.
    • tawnyroberts Ekshumacja w Pawłokomie 21.11.07, 12:51
      To nie jakiś żart. Okazuje się, że ekshumacja w Pawłokomie, co
      prawda dość pobieżna i tylko jednej z trzech mogił, miała miejsce w
      1952 r. Pisze na ten temat E. Misiło w "Pawłokoma 3 III 1945 r.":

      "Która z wymienionych liczba zamordowanych jest tą rzeczywistą, brak
      co do tego całkowitej pewności. Jedynym sposobem jej weryfikacji
      mogłaby być ekshumacja szczątków ofiar, a tej, jak wiadomo, nigdy
      nie przeprowadzono. W tej sytuacji za sensacyjną można uznać
      informację, o tym, iż w dniu 9 października 1952 r., w ramach
      śledztwa prowadzonego przeciwko członkom oddziału "Wacława",
      dokonano, co prawda bardzo pobieżnej, ekshumacji z jednej z mogił. Z
      zachowanego w aktach sądowych protokołu wynika, że prokurator por.
      Radzimierski Henryk z Wojskowej Prokuratury Rejonowej w Rzeszowie
      oraz oficer śledczy WUBP w Rzeszowie chor. Wilhelm Budziak
      dokonali "oględzin miejsca przestępstwa, a to wspólnego grobu na
      cmentarzu w Pawłokomie". Odręczny szkic dołączony do protokołu oraz
      fotografie potwierdzają, że była to jedna z trzech mogił, środkowa,
      zwana centralną, mieszcząca prawdopodobnie największą ilość
      zastrzelonych osób. Dwóch pozostałych grobów, których istnienie
      potwierdzono w czasie wizji lokalnej na cmentarzu, nie rozkopano."

      Dalej Misiło zamieszcza fragment protokołu oględzin z
      przeprowadzonej ekshumacji. Ponieważ w książce znajduje się
      fotografia całego protokołu, to część opisową przedstawię tutaj w
      całości:

      "Oględziny dały wynik następujący: cmentarz o wymiarach 100 x 80 m.
      Na cmentarzu znajdują się trzy wspólne groby. Jeden w północno-
      wschodniej części, dwa zaś w północno-zachodniej. Po rozkopaniu
      jednego z grobów w północno-zachodniej części cmentarza o wymiarach
      6 x 8 m i wysokości nad powierzchnią około 75 cm w grobie znajduje
      się większa ilość czaszek i kości ludzkich, częściowo już
      rozłożonych na skutek działania bakterii. W czaszkach znajdują się
      otwory o średnicy około 8 mm od tyłu głowy. Części przednie czaszek
      przeważnie są roztrzaskane i popękane, co daje podstawę do
      twierdzenia, że są to otwory zrobione przez pociski i że strzelane
      było w tył głowy. W grobie są złożone zwłoki niewiast i dzieci o
      czym świadczy fakt znalezienia czaszek i kości małych rozmiarów,
      oraz czaszek z długimi włosami i splecionymi warkoczami. Że w grobie
      złożone są ciała kobiet potwierdza również fakt znalezienia guzików
      od damskich bluzek. Układ kości i czaszek wskazuje na to że ciała
      ludzkie nie były układane, lecz wrzucane do grobu jedno na drugie.
      Przypuszczalnie w rozkopanym grobie znajdować się może pogrzebanych
      około osiemdziesiąt osób. Groby wskazane zostały przez miejscową
      ludność, która stwierdza, że właśnie w tych miejscach rozstrzeliwano
      ludzi i zagrzebywano ich w grobach, wykopanych uprzednio przez
      samych rozstrzelanych. Na tym protokół oględzin zakończono i po
      odczytaniu podpisano."
      • piotrzr powtórki w historii 22.11.07, 16:58
        czytam w dzisiejszej GW

        www.gazetawyborcza.pl/1,75248,4694836.html
        Rozkaz ostrzelania aż trzech (!) afgańskich wiosek padł, zanim polscy żołnierze
        w ogóle wyjechali ze swojej bazy. Po zabiciu sześciu cywilów, w tym dzieci,
        dowódcy ustalili, jak wszyscy mają zeznawać.
        Zobacz powiekszenie




        Polacy: Wycofajcie wojsko! Polacy: Wycofajcie wojsko!




        Z uzasadnienia tymczasowego aresztowania siedmiu żołnierzy przez poznański sąd
        wiemy, co zeznali oni w prokuraturze. Ta zarzuciła sześciu z nich zbrodnię
        wojenną (grozi za to dożywocie), a jednemu strzelanie do wioski z karabinu (może
        zostać skazany na 25 lat).

        Sędziowie oparli się na opowieści żołnierzy, którzy widzieli 16 sierpnia ostrzał
        wioski Nangar Khel, oraz dwóch świadków incognito oznaczonych w śledztwie X1 i
        X2. Także trzej aresztowani szeregowcy z 1. plutonu szturmowego z bazy Wazi- Kwa
        zeznali w śledztwie, jak wyglądały kulisy tragicznego ostrzału.

        Z relacji jednego z nich wynika, że ostrzał wioski - i to niejednej - był
        planowany, zanim w ogóle Polacy wyjechali z bazy Wazi-Kwa i ruszyli na pomoc
        żołnierzom, którzy wpadli na minę. "Jak wynikało z wypowiedzi pomocnika dowódcy
        1. plutonu szturmowego chorążego Andrzeja O. [aresztowanego], w czasie odprawy
        przed wyjazdem, dokonanej w obecności dowódcy 1. plutonu ppor. Łukasza B.
        [aresztowanego], mieli ostrzelać 3 wioski" - czytamy w uzasadnieniu sądu.

        Szeregowiec, który tak zeznał, to 26-letni Jacek J. Już na miejscu rozkaz do
        strzelania wydał mu jego przełożony plutonowy Tomasz B. Kazał mu celować "w
        kierunku wioski, w prawą jej stronę, we wzgórze położone 100-200 m od zabudowań".

        Sąd ocenił to jednoznacznie: "J. musiał więc zauważyć, że celem ostrzału są
        zabudowania wioski. Pomimo tego nie odmówił wykonania rozkazu".

        Co działo się dalej? Tu pojawiają się zeznania świadków X1, X2 oraz innych
        żołnierzy, którzy nie obsługiwali dział i nie postawiono im zarzutów. Jednym z
        nich jest sierżant N., który podczas ostrzału rozmawiał z aresztowanym
        szeregowym Robertem B.". "Robert B. dokonywał korekt ustawień przyrządów
        celowniczych moździerza. Na pytanie, dlaczego strzelają do wioski, w której
        widać cywilów, potwierdził, że działał na rozkaz".

        Sąd przyznał - żołnierze musieli wiedzieć, że w wiosce są cywile. Choć szeregowy
        Jacek J. próbował tłumaczyć, że strzelał, bo uznał, że "zabudowania, w które
        trafiały granaty, zdawały się opuszczone", to co innego zeznali świadkowie. A
        mówili tak: nawet bez przyrządów optycznych widzieliśmy osoby znajdujące się na
        terenie Nangar Khel.

        Dalej sędzia pisze: "Skutki uderzenia granatów wystrzelonych przez moździerz
        (...) oraz wynikający stąd paniczny bezwładny ruch cywilów tam mieszkających
        były widoczne gołym okiem i, jak wynika z wiarygodnej relacji świadków, obsługa
        moździerza zdawała sobie z tego sprawę".

        Z uzasadnienia aresztu wynika też, że szeregowi strzelali na rozkaz swojego
        przełożonego. Jacek J. wymienia tu plutonowego Tomasza B. A kto jemu wydał taki
        rozkaz?.....

        Koniec cytatu.

        Tu pisze śmiertelnie poważnie ... 60 lat temu dziadkowi (mówiąc oczywiście w
        przenośni) dzisiejszych żołnierzy polskich z Afganistanu
        "bawili sie" w Akcje wisła, mordowali Ukrańców Nadsannia w imię swoich czy
        nieswoich racji (bo Wołyń, bo UPA, bo rozkaz itd) - dzisiaj na "brudnej wojnie"
        podciągają w pobliże afgańskich wiosek baterie moździerzy i "walą na oślep"
        bo..ktoś wydał rozkaz, bo ktoś podłożył miny , bo ktoś zabił ich kolegę...
        I MORDUJą ...W IMIE CZEGO ?????
        Rozwalonych wieżowców na Manhattanie?? Czy walki z Afgańczykami-talibami co
        chcieli żyć według swych reguł na swojej ziemi - bez reklam, marketingu,
        amerykańskiego (czy europejskiego) stylu życia ????
        • ciekawy344 Re: powtórki w historii 22.11.07, 20:17
          Talibowie żeby sami na swojej ziemi to pół biedy... gorzej że według chińskiego
          modelu demokracji... wypędzili z kraju prawowitego prezydenta zorganizowali
          państwo oparte o prawo szariatu. Na koniec udzieli gosciny niejakiemu Osamie Bin
          Ladenowi, który jest przestepcą światowego formatu, finasując to wszystko
          produkcją opium. W kwestii rewelacji na temat polskich żołnierzy poczekam na
          wyrok sądu, mam nadzieję że sprawa zostanie sprawiedliwie i uczciwie wyjaśniona
          i osądzona, mając mózg zamiast gazety podchodzę z dużą rezerwą do pisania
          dziennikarzy bo jak nas uczy doświadczenie zwykle ich relacje znacząco miją się
          z prawdą, najlepiej zawsze sprzedają się sensacje i skandale. W kwestii powiązań
          rodzinnych " w przenośni " powiązałbym ich z legendarnymi dragonami
          Wołydojowskiego pułkownika którzy pyle od kniaziem Jaremą krnąbnych hajdamaków
          na pal nawlekali. Tyle z Jaremy był taki
      • mat120 Re: Ekshumacja w Pawłokomie 24.11.07, 22:28
        Kiedyś już o tym rozmawialiśmy w jakim celu sporządzano wiele
        podobnych dokumentów w latach pięćdziesiatych. Misiło też pewnie
        o tym wie. Tylko ekshumacja rozwiałaby wszelkie wątpliwości
        i zamknęła całą sprawę. Niektóre środowiska ukraińskie /vide Jan
        czy jakieś inne Mariusze/ bardzo lubią posługiwać
        podobnymi "dokumentami" przemilczając całkowicie dla jakich celów
        były zwykle tworzone. Nawet jednak z przytoczonych przez Misiłę
        sformułowań z tego protokołu wynika, że liczba 366 osób jest
        delikatnie mówiąc dość dowolna. Nie chcę się już przy tym powoływac
        na Koniecznego, który to dość przekonywująco udowodnił.
        • tawnyroberts Jeszcze o ekshumacji 27.11.07, 22:48
          Masz tutaj trochę racji. Sam Misiło pisze we wstępie do książki:

          "Czytając dokumenty publikowane w tej książce należy pamiętać, że
          zostały one wytworzone przez ówczesne komunistyczne instytucje
          policyjne i sądownicze. To z powodów oczywistych nakazuje ostrożność
          w traktowaniu ich jako w pełni wiarygodnego źródła historycznego.
          Odnosi się to w szczególności do protokołów przesłuchań
          aresztowanych żołnierzy AK. Znając ówczesne metody pracy oficerów
          śledczych Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego nie można wykluczyć, że
          zeznania były składane pod przymusem, w wyniku brutalnych metod
          śledztwa."

          Jednak dokumenty dotyczące tej częściowej ekshumacji wyglądają na
          wiarygodne. Oprócz cytowanego protokołu oględzin, Misiło zamieścił
          także raport oficera śledczego WUBP w Rzeszowie Wilhelma Budziaka,
          zawierający prośbę o zezwolenie na odkopanie i sfotografowanie grobu
          pomordowanych Ukraińców na cmentarzu w Pawłokomie; fotografię
          cmentarza w Pawłokomie, wykonaną podczas ekshumacji; odręczny plan
          cmentarza w Pawłokomie sporządzony przez prokuratora Henryka
          Radzimierskiego; dwa guziki, pochodzące z bluzki jednej z
          zamordowanych kobiet, znalezione w grobie. Nie zachowało się
          natomiast żadne zdjęcie rozkopanej mogiły, a przecież w tym celu
          prokurator udał się do Pawłokomy.

          Co do liczby ofiar, to na podstawie szacunków Radzimierskiego,
          dotyczących największej mogiły, można założyć, że było ich nie
          więcej niż 200, w tym także kobiety i dzieci. Ale to tylko szacunki,
          bo sprawę całkowicie może wyjaśnić jedynie kompleksowa ekshumacja. A
          tej jak wiadomo nie było...
    • tawnyroberts Bin Laden w Pawłokomie 23.11.07, 08:31
      Nie wiem czemu przyczepiliście się do wydarzeń w Afganistanie akurat
      w kontekście Pawłokomy. Dopatrywanie się tutaj jakiejś ciągłości,
      pomiędzy tymi dwoma zdarzeniami, jest dla mnie absurdem. To były
      inne czasy, inni ludzie, a to, że obu zbrodni dokonali obywatele RP,
      nie ma tutaj najmniejszego znaczenia. Nie popadajmy w demagogię z
      tymi wyliczeniami wszystkich krzywd doznanych od innych nacji, z tym
      sięganiem niemalże do pradziejów. Takie działania to dobry żer dla
      niezadowolonego tłumu i stąd już tylko krok do tragedii (patrz
      Wołyń, pogromy w Przemyskiem). Niepotrzebnie jasno sprecyzowany
      wątek zbacza na tematy zupełnie z nim nie związane...

      P.S. Jeśli chodzi o tragedię w Afganistanie, to oczywiście mam
      nadzieję, że będzie uczciwy proces i winni zostaną ukarani, chociaż
      już nikt tym zamordowanym cywilom życia nie przywróci. Najważniejsze
      to jednak wyciągnąć odpowiednie wnioski na przyszłość... Uważam
      także, że obecność polskich wojsk w Afganistanie i Iraku jest
      niepożądana. Ale kogo, w kontekście Pawłokomy, to może obchodzić...
      Nikogo.
      • krouk Re: Bin Laden w Pawłokomie 23.11.07, 10:19
        tawnyroberts napisał:
        Nie wiem czemu przyczepiliście się do wydarzeń w Afganistanie akurat
        > w kontekście Pawłokomy. Dopatrywanie się tutaj jakiejś ciągłości,
        > pomiędzy tymi dwoma zdarzeniami, jest dla mnie absurdem.
        -----------------------------------------------------
        Oczywiście że to absurd, o czym już pisałem :)
        Pytasz dlaczego się przyczepili ? - weź przestań, przecież
        inteligentny facet z Ciebie to widzisz chyba, że chodzi o
        wykazanie "pradawnej" skłonności Polaków do mordowania bezbronnej
        ludności - ktoś złośliwy mógłby powiedzieć, że ukraińskim wojakom na
        pokojowych misjach zdarzają się podobne akcje, ale oni nawiązują do
        innej tradycji (OUN-UPA) a wg. tej tradycji lepiej dba się o to, aby
        nie został nikt żywy (jako świadek) dlatego na razie fakty te nie
        zostały upublicznione ;))) - przecież od dawna wiadomo, że piotruś i
        mariusz (a także darino) to [cenzura] więc nie wiem skąd u Ciebie
        Tawny zdziwienie ich [cenzura] zachowaniem ? :)
        • tawnyroberts Re: Bin Laden w Pawłokomie 23.11.07, 10:55
          Zdziwienie moje wynika stąd, że na mnie takie zachowanie zupełnie
          nie działa i skutek takiego postępowania jest dokładnie odwrotny od
          zamierzonego. Potrafię dostrzec kiedy ktoś rzetelnie przedstawia
          fakty lub przynajmniej stara się to robić, a kiedy najzwyczajniej w
          świecie ściemnia i sądzę, może nieco naiwnie, że i inni podobnie
          rozumują. Więc po co to wszystko? No, ale co do innych mogę się
          mylić, bo od dawna mówiono mi, że "niewierny Tomasz" jestem...
        • piotrzr jam straszny demagog ?? 23.11.07, 16:25
          No dobra niech będzie.
          Nie widzicie pewnych analogii "historycznych" polskiego udziału w okupacji
          Afganistanu i Iraku i wydarzeniami sprzed 60 lat ?? przy potraktowaniu tematu
          "Pawłokoma- niekończąca się opowieść" bardziej metaforycznie ??
          No dobra - wasza sprawa:)
          Podkręciłem wam trochę liczbę postów - pogadałem i wystarczy. :)

          • piotrzr Ja straszny demagog ?? 30.11.07, 21:08
            "Czy na terenie wioski widać jakieś kobiet i dzieci??
            Tak- właśnie strzelamy do nich - odpowiedział z uśmiechem starszy szeregowy"
            Taki cytat usłyszałem w tele-ekspresie - w komentarzu dotyczącym byłych
            żołnierzy polskich z Afganistanu oskarżonych o zbrodnie wojenne.
            A Pawłokoma, Zawadka Morochowska, Brzuska..........to było kiedyś :(
            • tawnyroberts Re: Ja straszny demagog? 30.11.07, 22:58
              Wiem, wiem, też oglądałem dzisiaj Teleekspres. I mam nadzieję, że
              winni tej masakry zostaną przykładnie ukarani.

              A Pawłokoma, Zawadka Morochowska, Brzuska? To było kiedyś, ale
              sprawców tamtych zbrodni nikt sprawiedliwie nie osądził...
              • ralston Re: Ja straszny demagog? 04.12.07, 16:33
                tawnyroberts napisał:

                > Wiem, wiem, też oglądałem dzisiaj Teleekspres. I mam nadzieję, że
                > winni tej masakry zostaną przykładnie ukarani.
                >
                > A Pawłokoma, Zawadka Morochowska, Brzuska? To było kiedyś, ale
                > sprawców tamtych zbrodni nikt sprawiedliwie nie osądził...


                Tak samo, jak wielu innych zbrodni, np. komunistycznych. Można tylko
                ubolewać...
            • ralston Re: Ja straszny demagog ?? 04.12.07, 16:30
              piotrzr napisał:

              > "Czy na terenie wioski widać jakieś kobiet i dzieci??
              > Tak- właśnie strzelamy do nich - odpowiedział z uśmiechem starszy
              szeregowy"

              A kto niby był cytowany? To akurat pachnie mi jakąś bzdurą.
              Próbowałeś kiedyś z odległości półtora kilometra patrząc przez
              lornetkę odróżnić kobietę od mężczyzny? Dziecko to jeszcze może tak -
              przez różnicę wielkości plamki w okularze. Bzdura - o ile przyjmie
              się za prawdziwe doniesienia, że ostrzał był prowadzony z tej
              właśnie odległości.
              A w dodatku - co ma piernik do wiatraka a Afganistan do Pogórza?
              • piotrzr co ma piernik 09.12.07, 11:38
                Ano powtarzam - jeśli potraktować temat "Pawłokoma niekończąca sie opowieść" -
                bardziej symbolicznie i ogólnie - to "piernik ma sie do wiatraka" - w tym sensie
                - że "ślepa zemsta" na cywilnych mieszkańcach dotknęła w taki sam sposób
                ukraińskich mieszkańców Pawłokomy jak i mieszkańców afgańskiej wioski w
                kilkadziesiat lat później.
                No i tu i tu mamy do czynienia z tzw zasadą odpowiedzialności zbiorowej - z
                pełną konsekwencją stosowaną i przez hitlerowców i przez Ukraińcow i przez Polaków.
                Przykład afgański pokazuje ze w polskim wydaniu jest to realizowane również w
                pierwszej połowie 21. wieku.
                Czy to tak trudno zrozumieć??
                • ralston Re: co ma piernik 11.12.07, 09:53
                  Nie rozumiem na przykład po co stosujesz tani chwyt erystyczny
                  polegający na daleko idących uogólnieniach. Nie wyjaśniony, póki co
                  incydent w Afganistanie traktujesz jako przyrodzoną rzekomo Polakom
                  naturalną wręcz skłonność do mordowania w odwecie wszystkiego, co
                  się rusza. Kogo i do czego chcesz przekonać? Ja dalej nie widzę
                  związku między jednym a drugim.
                • tawnyroberts Odpowiedzialność zbiorowa 11.12.07, 23:00
                  Nie pisz "w polskim wydaniu", tylko "w wydaniu tamtych żołnierzy
                  odpowiedzialnych za masakrę". Utożsamianie tragicznego wybryku kilku
                  wojaków z całym polskim narodem, jest niczym innym jak...
                  stosowaniem odpowiedzialności zbiorowej. Tego nie mogę zrozumieć...
                  • ciekawy344 Re: Odpowiedzialność zbiorowa 12.12.07, 08:55
                    Nie odpowiedzialnością zbiorową a zamierzoną manipulacją, demagogią, jak trzeba
                    być ślepym żeby w pisaniu Piotrusia tego nie widzieć. Taka karkołomna,
                    idiotyczna, absurdalna argumentacja to jego domena. Napisze idiota kilka zdań
                    bez składu i ładu a reszta jak muchy na lep klepie posty i usiłują dyskutować z
                    czymś co nie podlega dyskusji.
                    • hansgrubber Bardzo ciekawa rozmowa, gratulacje 12.12.07, 12:26
                      1. Ja takze uwazam ze nie ma usprawiedliwienia dla pacyfikacji
                      Pawlokomy, nawet jesli byl to oddzial UPA. Oczywiscie wiadomo jaki
                      byl to wtedy czas ale dzis jakikolwiek komunikat poza potepieniem
                      jest ogromnym zgrzytem.
                      2. Oczywiscie byloby ciekawe dowiedziec sie kto to byl ale chyba
                      bedzie to po tylu latach niezwykle trudne - zwlaszcza ze cala sprawa
                      ma takze polityczny kontekst.
                      3. Mnie natomiast w rownym stopniu co temat interesuja argumenty -
                      ich rzeczowosc i - co dla mnie jest absolutnym skandalem - wycinanie
                      watkow adwersarzy. :) Ci co tna slowa, czesto maja latwosc by to
                      samo robic z ludzmi. :)
                • lokis1271 ..mieli strzelać do afgańskiej wioski,ale odmówili 22.12.07, 11:30
                  Witam Państwa !
                  Podaję dalszy ciąg informacji o ostrzeliwaniu afgańskich wiosek przez Polaków, cyt.:
                  "Też mieli strzelać do afgańskiej wioski, ale odmówili
                  Zarówno dowódca bazy jak i patrolu, który ostrzelał Nangar Khel, najprawdopodobniej wiedzieli, że to cel cywilny. Dlaczego? Bo wcześniej był tam inny patrol i strzelać nie chciał - pisze "Gazeta Wyborcza".
                  ak wynika z zeznań świadków, jakimi dysponuje poznańska prokuratura. Afgańską wioskę Nangar Khel ostrzelał 16 sierpnia polski patrol z bazy Wazi-Kwa. Zginęło sześciu cywili, w tym kobiety i dzieci, a trzy osoby zostały ranne.

                  Według "Faktów" TVN, zanim Nangar Khel ostrzelał moździerz 1. Plutonu Szturmowego, wysłano tam inny polski patrol. Miał ostrzelać wioskę pociskami kasetowym, ale obsługa moździerza 98 mm odmówiła wykonania rozkazu. Żołnierze stwierdzili, że jest to cel cywilny, a nie wojskowy. Dlatego został wysłany kolejny patrol - siedmioosobowy, z moździerzem mniejszego kalibru, 60 mm.

                  Były dwa patrole i jeden odmówił strzelania? Do takiego zdarzenia doszło - powiedział "GW" w piątek jeden z prokuratorów. Według nieoficjalnych informacji dowódca polskiej bazy, aresztowany major Olgierd C., znał przyczynę odmowy wykonania rozkazu przez obsługę moździerza 98 mm. A zatem powinien brać pod uwagę, że w obiektach, które mają ostrzelać nasi żołnierze, są cywile, a nie talibowie.

                  Prokuratorzy powiedzieli gazecie, że żołnierze z drugiego patrolu są cennymi świadkami. Prokuratura dysponuje też świadkami incognito, którzy wiedzą jak podejmowano decyzję o ostrzale.

                  Mjr Olgierd C. już po akcji 16 sierpnia ustalał z dowódcą patrolu ppor. Łukaszem B. wersję wydarzeń, wedle której polscy żołnierze zostali zaatakowani, a w czasie walki talibowie wykorzystali cywilów z Nangar Khel jako żywe tarcze. Według informacji "GW" także ppor. Łukasz B., gdy wyjeżdżał na akcję, wiedział, że koledzy odmówili strzelania do afgańskiej wioski.

                  Według ustaleń Żandarmerii Wojskowej po ostrzelaniu wioski nie znaleziono żadnych śladów pobytu w tym miejscu talibów, wykluczono również, że polski patrol był atakowany - pisze "Gazeta Wyborcza". (PAP)", zob.:
                  wiadomosci.wp.pl/wiadomosc.html?kat=8171&wid=9511222&rfbawp=1198318700.375
                  W tej sytuacji wygodne analogie proboszcza Piotrusia chyba legły w gruzach, ponieważ wśród Polaków jest wielu, którzy nie są skłonni do ślepego wykonywania rozkazów.
                  Pozdrawiam
                  L. Bodio
    • tawnyroberts Niewygłoszone przemówienie Petra Poticznego 03.01.08, 11:55
      Tekst niewygłoszonego przemówienia Petra Josyfa Poticznego, byłego
      mieszkańca wsi Pawłokoma, na okoliczność uroczystości w Pawłokomie z
      udziałem prezydentów Polski i Ukrainy.

      "Wasza Ekscelencjo, Wielce Szanowny Panie Kaczyński, Prezydencie
      Rzeczypospolitej Polskiej,

      Wasza Ekscelencjo, Wielce Szanowny Panie Juszczenko, Prezydencie
      Ukrainy,

      Wasza Ekscelencjo, Wielce Czcigodny Księże Arcybiskupie Martyniak,
      Metropolito Ukraińskiej Cerkwi Greckokatolickiej w Polsce,

      Dostojni przedstawiciele korpusu dyplomatycznego z Ukrainy i Polski,

      Wielce Szanowny Panie Tyma, Prezesie Związku Ukraińców w Polsce,

      Przewielebni duchowni, Drodzy mieszkańcy Pawłokomy, ukraińska i
      polska społeczności.

      Zjechaliśmy się tutaj dzisiaj z całego świata, żeby oficjalnie, na
      szczeblu państwowym, uczcić niewinnie zamordowanych naszych krewnych
      i rodaków. Jednocześnie, na naszych oczach, Pawłokoma stała się
      symbolem tragedii nie tylko tej wsi, ale również wszystkich
      Ukraińców, którzy zginęli podczas wojny i w okresie powojennym na
      terenie Nadsania, Chełmszczyzny oraz Łemkowszczyzny. Przypomnijmy
      pobliskie miejscowości: Berezkę, Bachów, Kostewę, Małkowice,
      Piskorowice, Łubno. Mogiły w tych miejscowościach wciąż nie są
      należycie uporządkowane. Dawni mieszkańcy tych wsi również chcą znać
      prawdę o śmierci swoich bliskich.

      Dzisiaj Pawłokoma staje się także nowym symbolem – symbolem początku
      porozumienia obu naszych narodów, narodu ukraińskiego i polskiego.

      Dla nas, byłych mieszkańców, Pawłokoma, to miło brzmiąca nazwa,
      cichy zakątek i wspomnienie naszego dzieciństwa, naszej młodości.
      Tutaj się urodziliśmy, dorastaliśmy, wychowywaliśmy, uczyliśmy i
      kochaliśmy. Tutaj są nasze korzenie uświęcone prochami przodków. Na
      tym właśnie cmentarzu spoczywają prochy moich dziadków Josyfa i
      Andrija. Jeszcze inni moi przodkowie są pochowani na starym
      cmentarzu, tam, koło cerkwi, po której pozostała jedynie zniszczona
      niema dzwonnica. Kości innych moich bliskich spoczęły na
      nieistniejącym już cmentarzu. Tam też pochowany był krzewiciel
      oświaty we wsi, nauczyciel Mykoła Łewyćkyj.

      Nie mamy wątpliwości – pamięć o przodkach nie może zaginąć,
      zachowanie trwałej pamięci o rodzinnej miejscowości to święty
      obowiązek każdego pochodzącego z tej wsi.

      Ale Pawłokoma to dla nas także niewymowny, ciągły, głęboki ból. W
      jednej z tych trzech braterskich mogił spoczywają szczątki mojej
      babci Kateryny, która w dniu śmierci, w marcu 1945 r. miała ponad 73
      lata. W tych mogiłach spoczęli ojcowie i matki, bracia i córki
      innych Ukraińców, obecnych tu i nieobecnych mieszkańców Pawłokomy. W
      tych mogiłach spoczęli także nasi krewni, sąsiedzi, koledzy szkolni,
      znajomi. Spoczywa tu też ostatni proboszcz Pawłokomy o. Wołodymyr
      Łemcio.

      I właśnie z szacunku do nich przyjechaliśmy tutaj z Kanady razem z
      panem Zenonem Poticznym, Prezesem Fundacji Pawłokoma i innymi, żeby
      nisko pokłonić się nad tymi mogiłami.

      Szanowni uczestnicy tego historycznego wydarzenia, Pawłokoma to
      także symbol nadziei, nadziei na to, że te ofiary nie zginęły
      całkiem daremnie, że prawda i miłość do bliźniego, mimo całej tej
      tragedii, zwycięży. Ta nadzieja przez lata żyła nie tylko w naszych
      sercach, ale i w sercach naszych braci Polaków – takich, jak pan
      Dionizy Radoń, naoczny świadek tragedii, który nie przestał apelować
      do sumień swoich rodaków i tych wszystkich, którzy chcieli go
      słuchać, by godnie uczcić poległych. Za to jemu i wszystkim, którzy
      usłyszeli ten apel, jesteśmy bezgranicznie wdzięczni. Dziękujemy
      również naszym przyjaciołom z Przemyśla, którzy przez długie lata
      strzegli pamięci o tym miejscu.

      Przez wiele lat Ukraińcy nie mieli prawa do swojego bólu i swej
      pamięci o tragedii w ich historii. Mamy nadzieję, że nadchodzi
      koniec tej krzywdy. A tym, którzy wciąż odmawiają nam tego prawa
      współczujemy i przebaczamy.

      W Pawłokomie miała miejsce również polska tragedia. To się wydarzyło
      i nie da się temu zaprzeczyć, ale do dnia dzisiejszego nikt
      dokładnie nie wie, kto był tego sprawcą, a tym bardziej nie
      znaleziono dowodów na udział w tym wydarzeniu kogokolwiek z
      Ukraińców ze wsi Pawłokoma. Dlatego nazywanie akcji skierowanej
      przeciwko Ukraińcom, odwetem Józefa Bissa, ps. „Wacław”, pogromcy
      Pawłokomy, bardzo martwi.

      W tym wyjątkowym dniu mamy nadzieję, że również inni mieszkańcy wsi
      i okolic oraz władze lokalne zrozumieją, że bratobójstwo było
      tragedią obu naszych narodów i z szacunkiem oraz opieką odniosą się
      do tego pamiątkowego miejsca.

      Ta nadzieja jeszcze silniej dojrzewa, kiedy rozumiemy, że tu, w
      naszej wsi jest z nami Wiktor Juszczenko, Prezydent Ukrainy,
      dostojni przedstawiciele obu krajów. Zebraliśmy się tu tak licznie
      dzięki temu, że mężowie stanu Kijowa i Warszawy odkryli dla siebie
      historię Ukraińców pogranicza, zrozumieli, że problemy tragedii z
      przeszłości należy rozwiązywać w duchu wzajemnego szacunku i
      zrozumienia.

      Składamy podziękowania również administracji i organizacjom
      społecznym Lwowa. Powinniśmy być wdzięczni za to, że dzisiaj Ukraina
      coraz lepiej rozumie problemy pamięci historycznej, że przeszłość
      nie musi być przeszkodą na drodze do współpracy dwóch wielkich,
      kulturalnych, braterskich narodów i państw. Bardzo Wam dziękujemy,
      Drodzy kijowianie i lwowianie, za Waszą obecność i pomoc. Specjalne
      podziękowania należą się panom Piotrowi Olijnykowi, Wołodymyrowi
      Fedakowi, Wołodymyrowi Seredi.

      My wszyscy, tu zebrani, jesteśmy dowodem na to, że rozwiązanie
      problemów uczczenia ofiar konfliktów, wojennych i powojennych
      zbrodni, deportacji jest właśnie gwarancją dalszego rozwoju dobrego
      sąsiedztwa.

      Podziękowania ode mnie osobiście i od nas wszystkich należą się
      również najwyższym przedstawicielom państwa polskiego. W osobie
      Ekscelencji Lecha Kaczyńskiego widzimy tu Prezydenta
      Rzeczypospolitej Polski, który uważa, że „strategiczny sojusz z
      Ukrainą powinien nabrać bardziej konkretnych kształtów”. Dzisiejsze
      upamiętniające obchody są dla nas nie tylko chrześcijańskim gestem,
      ale również wyraźnym potwierdzeniem tej politycznej drogi.

      Panowie Prezydenci, my wszyscy tu zebrani, świadkowie historycznych
      wydarzeń jesteśmy świadomi, że po obu stronach granicy trzeba
      jeszcze zrobić bardzo dużo, żeby boląca przeszłość obu narodów nie
      oddalała nas, ale dała oczekiwane, dobre plony, służyła za podstawę
      współpracy. Ale do tego potrzeba bardzo wiele zrozumienia i dobrej
      woli obu stron.

      Panie Prezydencie Rzeczypospolitej, niech będzie mi wolno wyrazić
      serdeczne podziękowania za tę uroczystość od wszystkich Ukraińców z
      Pawłokomy, rozproszonych obecnie po całym świecie. Z całego serca
      dziękujemy Panu za dostrzeżenie i zrozumienie naszej tragedii.
      Liczymy na to, że dzięki Panu nasi polegli będą tu, na tym
      cmentarzu, odpoczywać w pokoju."


      Petro J. Poticznyj, Pawłokoma, 13 maja 2006 r.
    • tawnyroberts O uprowadzeniu Polaków w "Pochówku dla rezuna" 04.01.08, 14:59
      Jeszcze raz o uprowadzeniu siedmiu Polaków z Pawłokomy. Tym razem z
      książki Pawła Smoleńskiego "Pochówek dla rezuna".

      "W początkach 1945 roku, koło Trzech Króli, kilkudziesięcioosobowy
      oddział zabrał z domów siedmiu mieszkańców Pawłokomy, Polaków.
      Dlaczego zabrał, jakie były i czy w ogóle były przewiny
      uprowadzonych, co się z nimi stało — nie wiadomo.

      Jedni twierdzą, że porywacze byli w rozmaitych mundurach, więc może
      byli to leśni. Inni — że mieli sowieckie bluzy, a na czapkach
      granatowe otoki wojsk NKWD. Jedni mówią, że uprowadzoną siódemkę
      rozstrzelano w pawłokomskich lasach. Inni — że dalej, koło
      Jawornika. Miejsce kaźni i krój mundurów zależą od tego, kto
      opowiada o porwaniu, Polak czy Ukrainiec.
      Historię pawłokomskiego uprowadzenia powtarzają sobie we wsi
      pięćdziesiąt lat z okładem.

      Tadeusz Pudysz: — Było siedmiu — siedmiu nie ma. Tragedia. A
      przecież żyją ich dzieci, wnukowie, prawnuki. Mają prawo swoich
      pochować, ale nie wiedzą, gdzie leżą. Na nowym cmentarzu, na górce,
      jest tylko jedna tabliczka: takie skromne upamiętnienie, choć należą
      im się prawdziwe groby.
      Kto ich zabrał? Panie, pewnie, że bandy. Jakie bandy? Pewnie, że
      upowskie. To wie cała Pawłokoma. Po co Polak miał na Polaka nastawać?

      Restauracja przemyskiego hotelu, niklowane krzesła i szklane blaty
      stołów. Wąsacz, ciemne oczy, twarz okrągła.
      — Nazywam się Mirosław Sydor. Jestem Ukraińcem. No i technikiem
      budowlanym, mam przedsiębiorstwo turystyczno-
      -transportowe, linie autokarowe do Lwowa i Żytomierza, hotel. W
      Przemyślu byłem pierwszy, który się o Pawłokomę upomniał.
      Powiem panu, jak z tą siódemką było: za okupacji Niemcom służyli,
      zbierali podatki, kolczykowali bydło na kontyngent. Weszli Sowieci,
      to się z kolaborantami rozprawili. Polacy się wzburzyli, więc Ruskim
      dobrze było powiedzieć, że zabili Ukraińcy.

      Mówi pan, że Polacy łatwo uwierzyli Ruskim, bo szły wieści o UPA z
      lwowskiego i z Wołynia. Jak tam było, ja nie wiem. Za to wiem, jak
      było tu. Tuśmy potulnie po wsiach siedzieli, aż Polacy zaczęli nas
      rżnąć. Pawłokoma to nie wyjątek. W Małkowicach zamordowali sto
      pięćdziesiąt sześć osób, w Dobrej czterdzieści cztery w sam Jordan,
      święto ochrzczenia Jezusa, i jeszcze, i jeszcze... szkoda mówić. Nie
      było innego wyjścia — żeby przeżyć, trzeba było brać karabin.

      Dionizy Radoń: — Siedmiu zginęło — fakt, a kto ich wziął, to ja nie
      wiem. W okolicy NKWD stało, ruskie i polskie wojsko stało i leśni,
      co przyszli spod Lwowa. Powiem tylko, że od tamtej pory, jak siedmiu
      wzięli, ktoś we Wszystkich Świętych, a czasami i latem, światła
      nagrobne po pawłokomskich lasach pali, kwiaty składa. Światła
      wszyscy we wsi widzieli, ale tego, co pali, nikt nie zobaczył.

      Eugeniusz Misiło: — Dokumenty polskie i ukraińskie wskazują, że
      pierwszy oddział UPA pojawił się na Rzeszowszczyźnie na przełomie
      sierpnia i września 1944 roku, z dala od Pogórza Przemyskiego, w
      głębi Bieszczad. Naciskany przez wojska NKWD i wyniszczony tyfusem
      przeszedł do Czarnego Lasu na dzisiejszej Ukrainie.
      Do końca września czterdziestego piątego powiaty sanocki, leski,
      przemyski wolne były od ukraińskich oddziałów partyzanckich.
      Działała tylko ukraińska samoobrona, skromna liczebnie i zbyt słaba,
      by prowadzić akcje zaczepne. Przemyski kureń UPA dowodzony przez
      porucznika "Konyka" powstał dopiero po napadach na ukraińskie wsie.
      Nie ma żadnych podstaw, by twierdzić, że siedmiu polskich
      mieszkańców Pawłokomy zostało uprowadzonych przez UPA. Jeśli ci
      Polacy rzeczywiście kolaborowali z Niemcami, mogli ich zabrać
      Rosjanie, mogło polskie regularne wojsko lub akowskie oddziały
      partyzanckie. Mogli wreszcie zwykli bandyci."
    • tawnyroberts Losy pocerkiewnej działki w Pawłokomie 01.02.08, 08:16
      Skandal w Pawłokomie! Działka na której kiedyś stała cerkiew,
      trafiła w niejasnych okolicznościach w prywatne ręce. Oto artykuł
      Anny Gorczycy w "Gazecie Wyborczej" na ten temat.


      "Nie chcemy zrobić Ukraińcom na złość"

      Czy Pawłokoma, która kilka lat temu stała się symbolem pojednania,
      znów będzie miejscem konfliktu polsko-ukraińskiego? Powodem sporu
      jest działka, na której kiedyś stały cerkiew i dzwonnica. Od jesieni
      ubiegłego roku należy do prywatnego właściciela.

      Działka ma zaledwie 19 arów. Okazała się jednak atrakcyjna dla
      Józefa Sówki, przedsiębiorcy z Dynowa. - Pochodzę z Pawłokomy, mam
      tam swoje działki, sklep i bar. Teren, na której stoi dzwonnica,
      przylega do mojej działki, dlatego zwróciłem się do gminy o zamianę -
      mówi Sówka. Przedsiębiorca na terenie po cerkwi planuje urządzić
      park.

      - Przy cerkwi był stary cmentarz. Nie przeszkadza Panu, że będzie
      Pan chodził po czyichś grobach? - pytamy. - A dlaczego miałoby mi to
      przeszkadzać? Ta działka była przez lata zarośnięta, zaniedbana.
      Nikomu to nie przeszkadzało. Ja działkę uporządkuję i zadbam o nią.

      Za cerkwisko Sówka oddał teren obok szkoły. Ma tam powstać boisko
      szkolne.

      Gmina zdecydowała się na zamianę, choć Zbigniew Jucha, szef
      rzeszowskiej delegatury Państwowej Służby Ochrony Zabytków, w opinii
      wydanej na jej zamówienie stwierdził, że lepiej by było, aby ten
      teren nadal pozostał w gestii samorządu. Konserwator uważał, że po
      przekazaniu działki prywatnej osobie mogą być problemy z zachowaniem
      dzwonnicy. Dzwonnica nie była w rejestrze zabytków chronionych przez
      Państwową Służbę Ochronny Zabytków, jest wpisana jedynie do gminnego
      rejestru.

      Wójt Adam Chrobak: - Pan Sówka został zobowiązany do zachowania
      dzwonnicy, remontów i bieżącej opieki nad nią. Nie może postawić na
      działce sklepu ani domu. Niedawno spotkaliśmy się z panem Sówką i
      konserwatorem zabytków. Pan Sówka ma wystąpić do konserwatora o
      wpisanie dzwonnicy do rejestru zabytków. To na pewno ochroni budowlę.

      Jeden z gminnych urzędników dodaje, że w akcie notarialnym znalazł
      się zapis, w którym gmina zobowiązała Sówkę do wyremontowania
      dzwonnicy. Nowy właściciel powinien również, zgodnie z zaleceniami
      konserwatora, zaznaczyć obrys cerkwi poprzez ułożenie nieregularnych
      kamieni. Ma na to trzy lata.

      Skoro ma być tak wspaniale, to czego boją się Ukraińcy? - Że
      powtórzy się sytuacja sprzed kilku lat, gdy prywatny właściciel
      kupił od Lasów Państwowych cmentarz w Ożennej i zaczął go burzyć.
      Obawiamy się, że nowy właściciel terenu, na którym była kiedyś
      cerkiew w Pawłokomie, nie uszanuje tego miejsca, zburzy dzwonnicę.
      Dla dawnych mieszkańców Pawłokomy ta dzwonnica jest ostatnim
      symbolem ich wsi - mówi Piotr Tyma, przewodniczący Zawiązku
      Ukraińców w Polsce. Ukraińcy od kilku lat zwracali się do gminy z
      prośbami o zabezpieczenie dzwonnicy, pisali też do władz
      województwa, ich postulaty pozostały bez echa. - Na początku
      ubiegłego roku o zwrot działki zwrócił się abp Jan Martyniak,
      metropolita warszawsko-przemyski. Wójt odpisał mu, że przekaże ten
      wniosek pod dyskusję mieszkańców wsi Pawłokoma. To chyba nie jest
      właściwa droga do załatwienia tej sprawy - dodaje Tyma.

      Wójt mówi, że w gminie każda decyzja o zamianie czy zwrocie działki
      podejmowana jest przez społeczność wsi. - Nic nie wiedzieliśmy o
      tym, że cerkiew greckokatolicka zwróciła się o zwrot działki.
      Decyzji o zamianie nie podjęliśmy po to, by zrobić Ukraińcom na
      złość. Ja ich nawet rozumiem, też nie chciałbym, żeby ktoś na
      cmentarzu i w miejscu, gdzie był nasz kościół, wybudował sklep albo
      bar. Mamy oświadczenie pana Sówki, że uporządkuje działkę i założy
      ogród. Wierzę, że nie złamie tych obietnic - mówi Tadeusz Potoczny,
      sołtys Pawłokomy.

      - Razem z parafianami uporządkowaliśmy to miejsce i modliliśmy się
      tam. Myśleliśmy o tym, żeby postawić tam małą kapliczkę. Do
      Pawłokomy przyjeżdżają ludzie z całego świata, byłoby tam miejsce,
      gdzie mogliby się pomodlić. Prywatny właściciel może nas nie wpuścić
      na swoją działkę - martwi się ks. Miron Michaliszyn, proboszcz
      parafii greckokatolickiej w Rzeszowie.

      *Dramatyczne losy cerkwi w Pawłokomie*

      3 marca 1945 roku ukraińscy mieszkańcy Pawłokomy zostali spędzeni do
      cerkwi przez żołnierzy oddziału Bissa i mieszkańców sąsiednich wsi.
      Tu dokonywano selekcji przyszłych ofiar przed ich egzekucją,
      przesłuchiwano ich, torturowano i zabijano. Świadkowie wspominają,
      że ściany i podłoga spływały krwią. W cerkwi zamordowano
      greckokatolickiego proboszcza Pawłokomy ks. Łemcio. W 1963 r.
      cerkiew została zrównana z ziemią. Ostał się jedynie szkielet
      dzwonnicy pochodzącej z początku XX w.

      miasta.gazeta.pl/rzeszow/1,34962,4888396.html
      • tawnyroberts O cerkwisku w "Życiu Podkarpackim" 09.02.08, 09:05
        I jeszcze jeden tekst o skandalicznej zamianie działek w Pawłokomie,
        tym razem w "Życiu Podkarpackim" z 6 lutego 2008 r.

        www.zycie.pl/informacje.php?region=Dyn%F3w&nr=491

        "Ostatni świadek tamtej historii"

        Czy niewielka działka po nieistniejącej już cerkwi greckokatolickiej
        w Pawłokomie i dzwonnica mogą się stać źródłem nieporozumień polsko-
        ukraińskich.

        Nowy, prywatny właściciel działki Józef Sówka: – Nie wiem, czego
        obawiają się Ukraińcy. Przez wiele lat nikomu nie przeszkadzało, że
        działka była zarośnięta, zaniedbana, a stojąca na niej dzwonnica
        zagraża bezpieczeństwu. Teraz się to zmieni.

        Właściciel posesji planuje urządzenie na działce parku. Piotr Tyma –
        przewodniczący Związku Ukraińców w Polsce, obawia się, iż nowy
        właściciel może zburzyć dzwonnicę, jako przykład podaje burzenie
        cmentarza w Ożennej, odkupionego przez prywatnego właściciela od
        Lasów Państwowych.

        Mimo, że Ukraińcy zwracali się do różnych władz o zabezpieczenie
        dzwonnicy, ich pisma nie przynosiły żadnego rezultatu. Dzwonnica jak
        niszczała, tak niszczeje. O zwrot działki wystąpił w ubiegłym roku
        metropolita przemysko-warszawski abp Jan Martyniak. W odpowiedzi
        władze gminy poinformowały metropolitę, że decyzję w tej sprawie
        podejmą sami mieszkańcy Pawłokomy. Ci na jednym z wiejskich zebrań
        postanowili, iż działkę należy odstąpić, ubiegającemu się o nią
        Józefowi Sówce, który w zamian przekaże działkę obok szkoły, gdzie
        mogłoby powstać nowe boisko. Dziewiętnastoarowa działka po zamianie
        stała się własnością Józefa Sówki – przedsiębiorcy z Dynowa, który
        obok niej ma już swoje działki. Tu również prowadzi sklep i bar.
        Nowy właściciel dzwonnicy burzyć nie zamierza. Podkreśla również, iż
        nie widzi przeszkód, aby przyjeżdżający Ukraińcy odprawiali modlitwy
        na terenie po nieistniejącej cerkwi.

        – Kilkakrotnie zwracałem się do konserwatora zabytków o
        zabezpieczenie środków na remont dzwonnicy – mówi Sówka. – Zgodnie z
        podpisanym kontraktem przyjąłem na siebie zobowiązanie do remontu i
        bieżącej opieki nad dzwonnicą, co wcale nie oznacza, że będę to
        wykonywał na własny koszt i za własne pieniądze. Dowodem mojej
        troski są pisma do służb ochrony zabytków o sporządzenie
        dokumentacji na remont, zabezpieczenie środków finansowych i
        wskazanie wykonawcy robót. Ja ze swej strony zapewniam opiekę nad
        obiektem. Wystąpiłem nawet o wpis dzwonnicy do rejestru zabytków
        województwa podkarpackiego, a to na pewno ochroni ten obiekt –
        dodaje.

        Grzegorz Szajnik
    • tawnyroberts Pawłokoma - egzorcyzmy sowietyzmu 04.02.08, 14:37
      Mocna rzecz autorstwa Jerzego Marka Nowakowskiego, umieszczona na
      stronach katolickiego portalu Opoka.


      "Pawłokoma - egzorcyzmy sowietyzmu"

      Kiedy piszę o stosunkach polsko-ukraińskich, nieodmiennie
      przypominam sobie ostatnie zdania "Ogniem i mieczem": "nienawiść
      wrosła w serca i zatruła krew pobratymczą". Od XVII wieku wrogowie
      Polski i Ukrainy dbają nieustannie, by nienawiść wrastała w serca
      kolejnych pokoleń, by nigdy nasze narody się nie pogodziły.

      Uroczystości 13 maja w podrzeszowskiej Pawłokomie - na których
      polski prezydent zwracając się do Ukraińców, przywołał słowa z
      modlitwy Ojcze nasz: "I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy
      naszym winowajcom" - były zdarzeniem niezwykle ważnym.

      W medialnym zgiełku, który towarzyszył uroczystościom, zapomniano o
      tym, że oto po raz pierwszy w naszej historii udało się doprowadzić
      wzajemne relacje naszych narodów do względnego moralnego ładu.
      Ukraińcy, choć niekonsekwentnie i nie do końca, ale upamiętnili
      dziesiątki tysięcy Polaków pomordowanych podczas rzezi na Wołyniu,
      zdobyli się na oficjalne otworzenie lwowskiego Cmentarza Orląt, a
      Polacy ustami swojego prezydenta przyznali, że rachunek krzywd
      obejmuje obie strony.

      *Masakra*

      Pawłokomę, dużą i starą wieś na Podkarpaciu, zamieszkiwali Polacy i
      Ukraińcy. Wiele rodzin było mieszanych. A prawie wszyscy pamiętali
      tam w 1945 roku, co zdarzyło się dwa lata wcześniej na Wołyniu i to,
      co działo się pomiędzy Polakami a Ukraińcami właściwie na całym
      obszarze narodowego pogranicza. Nagle zaginęło kilku Polaków ze wsi.
      W lutym 1945 r. podejrzenie padło na Ukraińską Powstańczą Armię. I
      zapadła decyzja o zemście. Najpierw komunistyczna Milicja
      Obywatelska aresztowała jedenastu Ukraińców z Pawłokomy. Potem
      żołnierze Armii Krajowej (po trosze załatwiając osobiste porachunki)
      zastrzelili osiem osób w Dynowie. Kiedy więc oddział porucznika
      Józefa Bissa "Wacława" wkraczał 3 marca 1945 roku do Pawłokomy,
      była to bardziej akcja skierowana przeciwko Ukraińcom, których
      starano się zmusić do tak zwanej "repatriacji" na Ukrainę sowiecką,
      a nie sama zemsta.

      To, co się działo później, było jednym z najokrutniejszych aktów
      zbrodni popełnionych w czasie II wojny światowej polskimi rękami.
      Relacje mówią o selekcjonowaniu Ukraińców, rozbieraniu ich z
      lepszych ubrań i butów, torturach, zakatowaniu grekokatolickiego
      księdza Wołodymyra Łemcia cepami przy ołtarzu cerkwi, która była
      cała zbryzgana krwią, i o setkach ludzi zabitych sowiecką metodą,
      strzałami w tył głowy. Protokół ekshumacji zwłok z jednego spośród
      trzech masowych grobów na cmentarzu w Pawłokomie brzmi okrutnie.
      Zimny opis ponad osiemdziesięciu znalezionych zwłok: "Otwory 8
      milimetrów w potylicach. Także małych czaszek dzieci i kobiet".
      Obraz okrutnej i nieusprawiedliwionej rzezi. Bowiem, jak twierdzi
      ukraiński historyk Eugeniusz Misiło, ósemka Polaków z Pawłokomy
      została prawdopodobnie uprowadzona przez sowiecki oddział NKWD, a
      nie przez Ukraińców.

      *Skłóceni bracia*

      W tej ostatniej informacji kryje się kwintesencja tego, co działo
      się na południowo-wschodnich ziemiach dzisiejszej Polski po 1944
      roku. Jak wielokrotnie w historii bywało, nienawiść dzieląca Polaków
      i Ukraińców była na rękę obcym okupantom. Niemcom, którzy z
      satysfakcją przyglądali się mordowaniu Polaków na Wołyniu, i
      Sowietom, którzy na niechęci obu narodów budowali siłę swojej
      okupacji. Nie wiemy, czy Pawłokoma była sowiecką prowokacją, ale
      posłużyła znakomicie jako symbol nienawiści. Jeden z wielu. Bo przez
      cały okres PRL mieliśmy jeden oczywisty wyłom w oficjalnie głoszonej
      propagandzie słowiańskiego braterstwa i wieczystej przyjaźni Polaków
      i narodów ZSRR. Wyjątek polsko-ukraiński. Oglądaliśmy filmy takie
      jak "Ogniomistrz Kaleń", czytaliśmy chorobliwie antyukraińskie "Łuny
      w Bieszczadach", z archiwów bezpieki zamkniętych dla historyków
      wszystkich epok wyjmowano dokumenty o zbrodniach UPA. A z kolei na
      sowieckiej Ukrainie bez przeszkód można było opowiadać o
      zbrodniach "jaśniepanów polskich" z AK i dewastować zabytki
      imperializmu, takie jak Cmentarz Orląt we Lwowie. Zasada skłócania
      narodów, będąca fundamentem polityki Stalina i następców, zbiegła
      się z narodowym stereotypem wyrastającym z doświadczeń wrogości na
      ziemi lwowskiej, budowanej przez zaborcę austriackiego na przełomie
      XIX i XX w., a potem utrwalonej niemądrą polityką narodowościową
      rządów II RP. To nie przypadek, że w okrutnej Akcji "Wisła"
      wysiedlającej Ukraińców z ich ojczystej ziemi na obszary Pomorza i
      Mazur brali udział oficerowie i żołnierze sił zbrojnych na Zachodzie
      oraz zmobilizowani do Ludowego Wojska Polskiego AK-owcy. I że
      aprobowali ją w całej rozciągłości. To nie przypadek, że przeprosiny
      za tę z gruntu sowiecką akcję wysiedleńczą sformułowane przez Senat
      RP do dzisiaj spotykają się z protestami.

      Dodam, że wcale mnie to nie dziwi. Dla mojej babci, urodzonej
      lwowianki, do końca życia słowo Ukrainiec było nieomal obelgą.
      Pamięć straszliwie krwawego konfliktu, nieróżniącego się niczym od
      krwawych czystek, jakie obserwowaliśmy niedawno w Bośni czy Kosowie,
      sprawiała, że pojednanie polsko-ukraińskie wydawało się niemal
      niemożliwe. Jest olbrzymią zasługą elit politycznych obu krajów, że
      zdołały wznieść się ponad łatwe wykorzystywanie stereotypów do
      budowania popularności i doprowadziły do tego, że po raz pierwszy od
      stuleci jednym z oczywistych elementów polityki europejskiej jest
      przyjaźń i współpraca Kijowa i Warszawy.

      *Demokratyczny wybór*

      Jak jest to ważne, przekonaliśmy się nie tylko w Pawłokomie. Na
      konferencji w Wilnie, w pierwszych dniach maja, Ukraina i Gruzja
      zadeklarowały, że opuszczą Wspólnotę Niepodległych Państw,
      organizację mającą pełnić rolę zastępczego Związku Sowieckiego, i
      będą dążyły do jak najszybszego wejścia do NATO i Unii Europejskiej.
      Żeby zrozumieć znaczenie takiej decyzji, znowu trzeba zmierzyć się z
      historią. Na kolacji u prezydenta Kaczyńskiego Wiktor Juszczenko
      powiedział: "Nie ma wolnej Ukrainy bez wolnej Polski, tak jak nie ma
      wolnej Polski bez wolnej Ukrainy". To prawda. Dla Rosji, od czasów
      Piotra, i Ukraina, i kraje bałtyckie były kluczem do Europy. Tylko
      posiadanie Kijowa, Odessy, Żytomierza pozwalało Rosji aktywnie grać
      w europejskim koncercie mocarstw. Jeśli Rosja współczesna pozostanie
      w granicach etnograficznych, będzie mogła być partnerem Europy, ale
      nie graczem wewnątrz Europy. To w istocie przysługa dla rosyjskich
      demokratów, bo od kilku lat w Moskwie frakcja neoimperialna wygrywa
      z wolnorynkowo-demokratyczną. Gdy Rosja utraci nadzieję na
      restytucję imperium, będzie musiała się zreformować albo rozpaść.
      Dlatego nie możemy zgodzić się, by niemiecka pani kanclerz mówiła,
      iż kończymy proces rozszerzania Unii Europejskiej. Europa bez Kijowa
      jest Europą niepełną. Wiedział o tym doskonale wielki Papież Jan
      Paweł II, zabiegając o wizytę na Ukrainie. Wiedział też, co robi,
      wzmacniając Kościół greko-katolicki, będący w znacznej mierze
      ukraińskim Kościołem narodowym, instytucją, która pełniła rolę
      jeszcze ważniejszą od Kościoła katolickiego w Polsce podczas zaborów.

      Kiedy patrzymy na gesty pojednania prezydentów, kiedy widzimy jak z
      oporami i nawrotami ku wschodowi Ukraina podąża na Zachód, to
      wracamy do najlepszej tradycji naszej historii. W końcu i
      Rzeczpospolita była zapowiedzią tej formy współpracy, która dziś
      istnieje w Unii Europejskiej. I jedna ze stolic ówczesnego państwa
      wielu narodów - Kijów ma w Europie swoje naturalne miejsce.


      *Autor był dyrektorem Ośrodka Studiów Międzynarodowych Senatu. W
      latach 1997-2001 podsekretarz stanu i główny doradca premiera ds.
      zagranicznych, obecnie komentator międzynarodowy tygodnika "Wprost".
    • tawnyroberts Pawłokoma - Wspomnienia księdza Pysia (cz. I) 22.07.08, 09:22
      Kiedyś w "Dynowince" ukazały się wspomnienia nieżyjącego już księdza prałata Kazimierza Pysia, który w latach 1944-1945 był wikarym w Dylągowej. I choćby z tego powodu trudno posądzać księdza o obiektywizm w zapatrywaniach na sprawy polsko-ukraińskie, ale przeczytać ten tekst na pewno warto.


      PAWŁOKOMA – WSPOMNIENIA Ś.P. KSIĘDZA PRAŁATA KAZIMIERZA PYSIA

      Około pięć kilometrów od Dynowa, po drugiej stronie Sanu, między Siedliskami a Uluczem była czysto ukraińska wieś Wołodź. Już przed wojną była skrajnie nacjonalistyczna i była dobrze zorganizowana. Miała „Masłosojuz” (przykrywka organizacji nacjonalistycznej), własną piekarnię, nawet chodniki.

      Wnet po wkroczeniu Niemców mieszkańcy tej wsi zamordowali dwie rodziny Szarugów i Zańków, mieszkających między Wołodziem, a Gdyczyną (przysiółek Siedlisk). Był to mord zupełnie odosobniony, bo podobnie jak przed wojną, jeszcze przez jakiś czas stosunki polsko –ukraińskie układały się zupełnie normalnie, chyba tylko w Siedliskach proboszcz greckokatolicki ks. Sawojka, a zwłaszcza jego dwaj synowie byli „twardymi Ukraińcami”. Ks. Sawojka nawet do urzędniczek na poczcie w Dynowie mówił po rusku. Podobnie zawziętym Ukraińcem był proboszcz greckokatolicki w Piątkowej.

      Natomiast greckokatolicki proboszcz w Łubnie i Chodorówce, który dojeżdżał do Dynowa (Dynów był dekanatem greckokatolickim, ale nie było tu księdza greckokatolickiego) byli prawowiernymi, nawet nielubianymi przez Ukraińców kapłanami. Ksiądz proboszcz z Łubna, przez swoich parafian siedział w więzieniu w Dynowie, raz za czasów austriackich drugi raz za czasów niemieckich (przekonywał ich, że Niemcy nie stworzą im Ukrainy).

      Po zniesieniu granicy na Sanie w roku 1941 można było odczuć zmianę w stosunkach polsko – ukraińskich. Jest rzeczą pewną, że inspirowali to Niemcy. Mówiło się, że Niemcy mają stworzyć jakiś rząd ukraiński i podobno Ukraińcy nawet przewidywali na ministra oświaty wielkiego działacza ukraińskiego, nauczyciela w Pawłokomie – Lewickiego, którego ktoś zastrzelił. W jego pogrzebie wzięło udział gestapo i schutzpolicja (podobno w tym czasie zginęli wszyscy „nominaci”, a potem mówiło się, że następcą Lewickiego będzie greckokatolicki proboszcz z Hłudna. Tego zastrzelono, trudno powiedzieć kto, pod Żurawcem koło Dynowa.

      Ja przyszedłem na wikariusza do Dylągowej 13.05.1944 roku i pracowałem tam do 4.10.1945 roku, tj. do spalenia Dylągowej, Sielnicy, Pawłokomy, Łączek, Kartkówki.

      Za proboszcza greckokatolickiego Hłudna Ukraińcy wydali wyrok śmierci na nas czterech, księży rzymskokatolickich, pracujących po drugiej stronie Sanu i w pierwszej połowie lipca (11 i 12 lipca) zamordowali ks. Jana Mazura w Tarnawce i ks. Józefa Kopcia w Borownicy. Ks. Franciszkowi Paściakowi i mnie z Dylągowej udało się uniknąć śmierci (księdza Paściaka ktoś ostrzegł). Pierwszym aktem gwałtu ze strony Ukraińców w grudniu 1944 roku było porwanie Janusza Gąseckiego i Aleksandra Geruli z Dynowa (członków AK z Dynowa), oraz czterech mężczyzn i Antoniego Trojana z Pawłokomy, któremu tamci chłopcy wieźli mąkę ze młyna w Dynowie (Trojan wydawał córkę za Kędzierskiego z Dynowa), oraz zamordowanie rodziny Syczów z Huty Poręby. W czasie minionych świąt opowiadała mi p. Stanisława Wandas z domu Sochacka z Karolówki, wówczas piętnastoletnia dziewczyna, mieszkająca nad Sanem, a jej ojciec przewoził łodzią ludzi na drugą stronę Sanu, że widziała na własne oczy płynące w dół Sanu drewniane drzwi, na których leżały ludzkie zwłoki powiązane drutem kolczastym. Po zamordowaniu tamtej rodziny mówiono, że Ukraińcy związali pomordowanych kolczastym drutem i wrzucili do Sanu. Potem zaczęła się fala pożarów i gwałtów, która posuwała się od wschodu i dotarła do Jawornika Ruskiego i Borownicy. Wtedy w parafii Borownica i Dylągowa zostały zorganizowane warty (w Pawłokomie należącej do parafii Dylągowa Ukraińcy też mieli wyznaczone odcinki do pilnowania – Ukraińców było tam więcej). W tym czasie we wsiach nadsańskich zatrzymywały się na jakiś czas oddziały partyzanckie AK, cofające się ze wschodu. W Dylągowej zatrzymał się oddział „Wacława”, którego zastępcą był „Syrokomla”, kręcił się też w tamtych stronach partyzant jugosłowiański „Draża”, który po pewnym czasie był w szpitalu w Rzeszowie, z którego udało mu się uciec, a już po akcji w Pawłokomie był w Dylągowej oddział AK „Andrzeja”.

      Oddział „Wacława” zatrzymał się w Dylągowej i miał zorganizować obronę w razie ataku Ukraińców. Oddział ten nie prowadził żadnych akcji zaczepnych. Ukraińcy w tym czasie bardzo nasilili napady i pewnie ostatnim aktem ich zbrodni, który zadecydował o odwecie, było wymordowanie kilkunastu rodzin w Bachowie, koło Krzywczy. Najprawdopodobniej pacyfikację Pawłokomy przeprowadziła partyzantka AK „Wacława”, naciskana przez Polaków mieszkających w Pawłokomie i Dylągowej. Z pewnością nie decydowała o tym placówka Dynów, ani Błażowa, ani Podokręg AK Południe z Rzeszowa. W akcji mogli brać udział niektórzy mieszkańcy Pawłokomy, Sielnicy czy Dynowa, ale mogły to być tylko jednostki. Krwawy odwet, który można nazwać pacyfikacją miał miejsce 12.03.1945 roku. Prawie równocześnie poniosło śmierć kilkoro Ukraińców w Dynowie i pewnie kilka, a może kilkanaście osób w Łubnie. Po akcji w Pawłokomie kobiety ukraińskie udały się do Sanoka z prośbą o obronę do stacjonujących tam oddziałów NKWD. Sowieci zdecydowali się na obronę Ukraińców. Ich oddziały wyszły z Sanoka i zatrzymały się w Łubnie. W czwartek 15.03.1945 r. uderzyły na Dynów, który był przekonany, że są to bandy UPA, bo żadne władze polskie, sowieckie, wojskowe i cywilne nie odpowiadały na pytanie miejscowych władz i MO kim są ci ludzie. Dopiero kiedy wywiązała się strzelanina na Igiozie, okazało się , że są to regularne oddziały wojska sowieckiego. Około południa przyjechała kolejką wąskotorową z Przeworska grupa Straży Ochrony Kolejowej. Grupa ta natknęła się naprzeciw budynku LO na wkraczający oddział wojska sowieckiego i zaraz została aresztowana (po sprawdzeniu odjechała do Przeworska). Tymczasem wszyscy nasi ludzie z bronią w ręku, gdy zrozumieli, że mają do czynienia z armią sowiecką cofnęli się w kierunku Szklar, gdzie spotkali Oddział Wojska Polskiego zmierzający na pomoc do Dynowa. Wtedy ci żołnierze dowiedzieli się od naszych chłopców, że jest to armia sowiecka. Mimo to przyjechali do Dynowa i zakwaterowali się na posterunku MO, a sowieci w Szkole Podstawowej. W piątek do naszego oddziału WP dojechał ich dowódca major, niestety Sowiet i na jego rozkaz oddział WP w sobotę odjechał do Rzeszowa.
      • tawnyroberts Pawłokoma - Wspomnienia księdza Pysia (cz. II) 22.07.08, 09:24
        W niedzielę 18.03.1945 roku wczesnym rankiem (była to liturgiczna niedziela „czarna”) Sowieci zaczęli aresztowanie około 50 metrów od naszego domu. Moi bracia w ostatniej chwili zdołali uciec. Sowieci aresztowali w tym dniu 282 osoby z Dynowa po tzw. Lipnik. Wszystkich popędzili do Sanoka, gdzie odbywało się śledztwo. Okazało się, że ludzie zapędzeni do Sanoka niewiele mieli wspólnego z akcją, dlatego z całej liczby zabranych około 80 osób wywieziono na Sybir. W drodze prawdopodobnie jedna osoba zmarła na czerwonkę, reszta zaś po kilkunastu tygodniach wróciła do domu. Może dwie, lub trzy osoby wróciły później, między nimi nasz sąsiad Wojciech Zubilewicz. Potem oddziały partyzanckie zaczęły się wycofywać. Po rozwiązaniu AK broń została oddana MO, ale broń oddziału partyzantki AK „Wacława” została złożona i zamurowana w starym wodnym młynie Stanisława Zwiercana. Broń zamurował mój ojciec, Józef Pyś. Po pewnym czasie ktoś wskazał kryjówkę i UB zabrała broń oraz aresztowała Stanisława Zwiercana, który przebywał w więzieniu 7 lat, ale nikogo nie zdradził. Po jakimś czasie również „Wacław” został aresztowany, a z pewnością „Syrokomla” został osadzony w więzieniu w Rzeszowie.

        W tym czasie ja byłem wikariuszem w kościele farnym w Rzeszowie i zaopatrywałem chorych w tamtejszym szpitalu. Kolega (wikariusz) mający kontakt z lekarzami więziennymi prosił mnie, abym ułatwił „Syrokomli” ucieczkę ze szpitala, do którego lekarze skierują go na operację. Porozmawiałem z siostrą zakonną, należącą do AK, mającą wtedy nazwisko Maria Piskorup. Siostra zgodziła się mi pomóc. Kilka dni po operacji siostra przygotowała ubranie, zaniosła do WC (milicjant siedział na korytarzu), a potem przez oddział położniczy wyprowadziła „Syrokomlę” przed szpital, gdzie czekała już na motorze dentystka z Rzeszowa, która umieściła go u jakiegoś gospodarza pod Rzeszowem. „Syrokomla” wspominał, że była to wiosna, bo kwitły sady. Po dwu dniach przyjechała tam lekarka i wyciągnęła szwy z rany „Syrokomli”, który wnet potem pojechał i ukrył się w innym miejscu. Odnalazłem go dopiero ubiegłego roku dzięki profesorowi Jerzemu Węgierskiemu z Katowic. Pisałem do „Syrokomli” i umówiłem się z nim na spotkanie w Płocku w drugiej połowie kwietnia. Gdy zadzwoniłem do niego z Warszawy odezwał się jakiś mężczyzna i gdy mu powiedziałem, że jestem z Sanoka i chcę rozmawiać z panem Zdzisławem, powiedział: „niestety, 11 stycznia wyszedł z domu, upadł na ulicy i umarł, ale mój syn wróci po południu i powie księdzu coś więcej na jego temat”. Rzeczywiście, powiedział, że ma po Zdzisławie jakieś zapiski i obiecał mi coś posłać. Na razie nie zdążyłem do niego napisać.
    • tawnyroberts List B. Huka w sprawie krzyża w Pawłokomie 13.08.08, 14:49
      W ostatnim numerze "Naszego Słowa" pojawił się artykuł Bogdana Huka
      o problemach tego dziennikarza z kontaktami z Radą Ochrony Pamięci
      Walk i Męczeństwa i jej sekretarzem. Poniżej jego tłumaczenie mojego
      autorstwa (za niedociągnięcia z góry przepraszam).


      "Listy do Andrzeja Przewoźnika – bez odpowiedzi..."

      Andrzeja Przewoźnika, wieloletniego generalnego sekretarza Rady
      Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, nikomu z Ukraińców w Polsce nie
      trzeba przedstawiać. Wszyscy znają jego negatywny stosunek do
      problemów związanych z uwiecznieniem pamięci ukraińskich ofiar na
      terytorium Polski w latach 1944-1947, zwłaszcza pochówków żołnierzy
      UPA.

      Oto najnowsze dowody jego postawy, co do problemów jakie powinny być
      dla niego, jako państwowego urzędnika zasadniczo ważne. Jednak A.
      Przewoźnik je zasadniczo lekceważy. Mój kontakt, jako
      dziennikarza „Naszego Słowa”, z sekretarzem ROPWiM jest praktycznie
      niemożliwy i kończy się na jego sekretarce. Nieszczęsna kobieta już
      gdzieś 5-7 razy zapisywała sobie moje dane i przedstawiała
      sekretarzowi, ale on ani razu nie zgodził się na rozmowę ze mną oraz
      nie pozwolił jej powiadomić mnie o jakiejkolwiek swojej decyzji w
      sprawach, jakie poruszałem w oficjalnych listach do niego.

      Podsumowując, atmosfera w ROPWiM to atmosfera oblężonej twierdzy. A.
      Przewoźnik od wielu lat niema swojego przedstawiciela prasowego, a
      na stronie www.radaopwim.gov.pl/ od dawna nie można znaleźć
      nawet najmniejszej wzmianki o ukraińskich sprawach. Głęboko
      zastanawiające jest również to, że nikt z pracowników Rady nie ma
      prawa rozmawiać z prasą i podawać informacji, oprócz... sekretarza.

      Z uwagi na przedstawione wyżej trudności, jako dowód pewnego
      lekceważenia przez A. Przewoźnika jego obowiązków, podaję do
      wiadomości trzy listy do niego, na jakie dotąd nie otrzymałem
      odpowiedzi, chociaż były one wysłane kilka miesięcy temu. Czy tak
      może podchodzić do problemów polskich obywateli narodowości
      ukraińskiej wysoki urzędnik III RP?

      Bogdan Huk

      *****

      W internetowym wydaniu gazety ukazał się także jeden z listów B.
      Huka, dotyczący Pawłokomy. Oto jego treść.


      Przemyśl, 5 marca 2008 r.
      Nr dz.: 17/08

      Szanowny Pan
      Andrzej Przewoźnik
      Sekretarz Generalny ROPWiM
      ul. Wspólna 2
      00-926 Warszawa

      Na spotkaniu z mieszkańcami wsi Pawłokoma w dniu 16 czerwca 2005 r.
      zaproponował Pan postawienie pomnika polskim mieszkańców tej wsi,
      którzy zginęli z rąk Ukraińców. Jak informuje protokół z tego
      spotkania, Pan jako sekretarz ROPWiM zaproponował także, aby
      mieszkańcy spisali informacje z tamtych tragicznych wydarzeń i
      przekazali je na Pana ręce, a Pan z urzędu zwróci się do IPN-u, aby
      te informacje zostały zbadane, a następnie przedstawiły raport ze
      swych działań. Podjęte następnie działania doprowadziły do
      realizacji Pana idei w 2005 r. W Pawłokomie koło kościoła powstało
      upamiętnienie w formie krzyża. Znajduje się na nim napis informujący
      m.in.: w latach 1939-1945 poniosło śmierć z rąk ukraińskich
      nacjonalistów 20 Polaków mieszkańców Pawłokomy.

      W związku z licznymi wątpliwościami odnośnie treści formuły
      memoratywnej, jak i konkretnych danych nt ilości i okoliczności
      śmierci 20 pawłokomczan proszę o odpowiedź na następujące pytania:

      1. Kogo konkretnie należy rozumieć pod pojęciem ukraińscy
      nacjonaliści? Podczas wojny i po niej nie istniała formacja zbrojna
      o tej nazwie;
      2. Jakie kompetencje historyka posiadał Tadeusz Pudysz, mieszkaniec
      Pawłokomy, który zbierał dane o zabitych Polakach?
      3. W jaki sposób weryfikował Pan dane zebrane przez T. Pudysza, co
      deklarował Pan na spotkaniu 16 czerwca 2005 r.? Proszę o numer Pana
      pisma do IPN, a także numer i treść odpowiedzi z IPN na Pana prośbę;
      4. Czy i jak gwarantuje Pan, że osoby ujęte w napisie na krzyżu w
      Pawłokomie, firmowanym przez ROPWiM, na pewno były ofiarami zabójstw
      dokonanych przez ukraińskich nacjonalistów?
      5. Czy miało miejsce zebranie mieszkańców Pawłokomy, które
      zatwierdziło dane zebrane przez T. Pudysza i umieszczone przez
      ROPWiM na krzyżu?
      6. Według przeprowadzonej przeze mnie, jako dziennikarza
      specjalizującego się w tematyce historycznej, wstępnej weryfikacji
      ilości oraz okoliczności śmierci 20 Polaków wymienionych w napisie
      na krzyżu wiadomo już np., że Józefa Łach i Zbigniew Bielec utopili
      się w Sanie;
      7. Inne dane i sformułowania z napisu nie pokrywają się z danymi
      publikacji naukowych, np. Jan Radoń i Jan Kuś zostali aresztowani
      przez żandarmów z posterunku Pomocniczej Policji Ukraińskiej w
      Jaworniku Ruskim, więc nie można stwierdzać zabójstwa i tego, że
      dokonali go jacyś ukraińscy nacjonaliści;
      8. Jan Gąsecki i Aleksander Gerula, uprowadzeni przez
      niezidentyfikowany oddział zbrojny w styczniu 1945 r., pochodzili z
      Dynowa, a nie z Pawłokomy, dlaczego więc napis na krzyżu błędnie
      klasyfikuje ich jako mieszkańców Pawłokomy?
      9. Na jakiej podstawie dowodowej stwierdzono, że uprowadzenia w dniu
      21 stycznia 1945 r. 5 mieszkańców Pawłokomy i 2 w/w z Dynowa
      dokonali nieznani nacjonaliści ukraińscy, a nie była to natomiast
      prowokacja sowiecka;
      10. Wg źródeł naukowych Kaszycka miała na imię Karolina, a nie Maria;
      11. Wg źródeł naukowych w nocy z 4 na 5 października 1945 r. w
      podpalonym przez UPA domu spaliła się Katarzyna Trojan, jednak w
      napisie na krzyżu nie figuruje;
      12. Wg źródeł naukowych 12 lutego 1946 r. zabici zostali przez UPA
      Fedzuga Ksawery i Fedzuga Roman, jednak w napisie na krzyżu nie
      figurują (!?).

      Proszę o konkretne odpowiedzi na te pytania, ponieważ istnieją
      poważne wątpliwości co do tego, czy w następstwie działań ROPWiM nie
      doszło do trwałego i świadomego sfałszowania historii Polaków
      zamieszkujących Pawłokomę i całej historii tej wsi w latach 1945-
      1947. Jej polscy mieszkańcy wycierpieli bardzo dużo w przeszłości,
      więc dziś należy się im szacunek w postaci prawdziwych danych o
      poniesionych ofiarach. Tymczasem, jak wskazuje weryfikacja wstępna,
      Pawłokoma poniosła ofiary, które nie zostały ujęte na upamiętnieniu
      koło kościoła. Nie wskazano także ich zabójców, ponieważ ukraińscy
      nacjonaliści to to samo, co NIKT. Przed polskimi mieszkańcami
      Pawłokomy nie należy ukrywać prawdziwych sprawców zabójstw ich
      rodaków. Rzetelne, oparte tylko na prawdzie upamiętnienie losów
      Polaków zamieszkujących Pawłokomę w niedawnej przeszłości to
      rękojmia zdolności ich dzisiejszych mieszkańców do szczerego udziału
      w polsko-ukraińskim pojednaniu.

      Z poważaniem
      red. Bogdan Huk

      Do wiadomości:
      1. Pan Tadeusz Potoczny, sołtys wsi Pawłokoma;
      2. Pan Adam Chrobak, wójt Gminy Wiejskiej Dynów;
      3. Fundacja Pawłokoma, Toronto, Kanada;
      4. Zarząd Główny Związku Ukraińców w Polsce, Warszawa.
      • piotrzr Re: List B. Huka w sprawie krzyża w Pawłokomie 13.08.08, 17:31
        Huk ma rację zadając te pytania - ale jest na przegranej pozycji - nie wygrywa
        się z polską mitomanią i zakłamaniem. No bo jak gnębiąc inne narodowości w swej
        historii - teraz uczą się na historii mitomańskiego hasła jak to walczyli "za
        wolność waszą i naszą", żyją w ksenofobii z nadal silnym antysemityzmem -
        uważając równocześnie żydówkę - Maryję za swoją królową :) - w tej polskiej
        schizofrenii jest jakaś metoda :)
        • ciekawy344 Re: List B. Huka w sprawie krzyża w Pawłokomie 16.08.08, 22:56
          tak na marginesie poprosze o kilka namacalnych przykładów polskiego
          antysemityzmu, jakieś podstawy ? do takiego sądu ? czy jak zwykle
          opluwanie i obsrywanie własnego narodu bez podstaw. Inne narodowości
          cóż one sobie świetnie radzą, i jak ziemia długa i szeroka nigdzie
          na świecie jak w Polsce dobrze nie mieli... bo niby skąd tak duża
          społeczność żydowska w Polsce przed wojną.
            • piotrzr przykłady ... 18.08.08, 11:56


              > ciekawy344 napisał:
              >
              > > tak na marginesie poprosze o kilka namacalnych przykładów
              > polskiego antysemityzmu,
              A ja na to
              > nie wiem za jaki okres :) - więc link


              www.jewish.org.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=993&Itemid=63
      • tawnyroberts Kontrowersje wokół pomnika-krzyża 19.08.08, 19:21
        O sprawie pomnika-krzyża, upamiętniającego Polaków zabitych w
        Pawłokomie z rąk "ukraińskich nacjonalistów", pisałem kiedyś na
        forum Polska-Ukraina. Tutaj zamieszczę tylko dwa moje cytaty z
        tamtego forum. Oczywiście nadal zgadzam się z twierdzeniami, które
        wtedy tam sformułowałem.

        "Pomnik (upamiętniający Ukraińców zamordowanych w Pawłokomie -
        przyp. tawny) na cmentarzu powstał dlatego, że musiał powstać, bo
        taka była międzynarodowa umowa. Mieszkańcy do końca się temu
        sprzeciwiali, forsując własną wersję wydarzeń z 1945 r. Na otarcie
        łez (a także żeby siedzieli cicho w czasie uroczystości z udziałem
        prezydentów Polski i Ukrainy) dostali od pana Przewoźnika ochłap w
        postaci krzyża koło kościoła z mocno kontrowersyjnym napisem.
        Wszystko to odbywało się w tak szybkim tempie, że na dokładne
        zbadanie sprawy uprowadzenia Polaków nie było czasu, stąd napis jest
        taki, a nie inny."

        "Może to jest trochę za mocno powiedziane (to już moja reakcja na
        reprymendę od Krouka, zapewne słuszną, za zbitkę słów "ochłap-
        krzyż" - przyp. tawny), ale niestety taka jest prawda. Pan
        Przewoźnik nikogo w Pawłokomie nie przekonał, ale nie dlatego, że
        nie miał wystarczających argumentów. Tam po prostu nikt się
        przekonać nie da, bo miejscowi i tak wiedzą swoje. Tylko to "swoje"
        znacznie rozmija się z prawdą. A z tym krzyżem to był zwyczajny
        targ. My wam postawimy krzyż, a wy zgodzicie się na upamiętnienie
        zabitych Ukraińców."

        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=48782&w=72896862&v=2&s=0
        • tawnyroberts Spotkanie A. Przewoźnika z mieszkańcami Pawłokomy 19.08.08, 21:20
          Poniżej zamieszczam protokół ze spotkania w Pawłokomie Andrzeja
          Przewoźnika, Sekretarza Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, z
          mieszkańcami wsi Pawłokoma i lokalnymi władzami samorządowymi.
          Protokół zamieścił Zdzisław Konieczny w aneksie do książki "Był taki
          czas...".


          PROTOKÓŁ

          Ze spotkania z Sekretarzem Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa,
          Panem Andrzejem Przewoźnikiem, w dniu 16 czerwca 2005 r. w
          miejscowości Pawłokoma.

          Lista uczestników spotkania w załączeniu.

          Przebieg spotkania:

          Na wstępie spotkania Wójt Gminy Dynów Pan Adam Chrobak powitał
          przybyłych uczestników spotkania i przekazał głos sołtysowi wsi Panu
          Tadeuszowi Potocznemu.

          Sołtys wsi powitał uczestników spotkania, przedstawił cel spotkania,
          poinformował o wcześniej odbytych w tej sprawie spotkaniach.
          Poprosił Pana Ministra o przedstawienie istoty sprawy, której
          tematem jest spotkanie.

          Pan Minister nawiązał do historii tych lat na naszym terenie.
          Poinformował, że jest złożony oficjalnie wniosek ze strony
          ukraińskiej o upamiętnienie tych wydarzeń na terenie Pawłokomy
          poprzez wybudowanie na terenie istniejącego cmentarza „pomnika”.
          Przypomniał, że sprawa ta toczy się już dość długo i że prędzej czy
          później trzeba będzie się na to zgodzić. Poinformował, że ponieważ
          na tym cmentarzu znajdują się groby ofiar wojennych, tzw. „groby
          wojenne”, to decyzje w sprawie upamiętnienia podejmuje państwo
          zgodnie z ustawą z 1933 r. Jednak wolałby dojść do porozumienia z
          mieszkańcami i aby stało się to za obopólną zgodą.
          Zapoznał z pierwszą propozycją-projektem strony ukraińskiej, która
          jego zdaniem jest nie do przyjęcia. Uważa, że jeżeli już ma do tego
          dojść, to można by się zgodzić na ustawienie krzyży. I tak prowadził
          rozmowę ze stroną ukraińską. W wyniku tych rozmów powstał kolejny
          projekt, z którym zapoznał zebranych mieszkańców. Ponieważ jest to
          propozycja, a nie ostateczna wersja, osobiście będzie dalej
          rozmawiał i dążył do tego, aby krzyż nie był tak wysoki i nie był
          posadowiony na kopcu.
          Następnie poprosił mieszkańców o wypowiedzi w tej sprawie.

          Pani Kowal Helena zapytała się dlaczego nie ma wyników prowadzonego
          śledztwa w sprawie mordów dokonanych na Polakach ze strony
          ukraińskiej.

          Pan Banaś Florian przedstawił, że był wzywany przez prokuraturę,
          wskazywał konkretne informacje dotyczące tych spraw. Ma odczucie, że
          prokuratura nie wykonuje swych zadań sumiennie, trzyma stronę
          Ukraińców.

          Następnie inni mieszkańcy przedstawili zdarzenia z tamtych lat.

          Pan Minister poinformował, że IPN prowadzi śledztwo i wyniki tego
          śledztwa powinny być znane za około 6 miesięcy. Poprosił o
          rozdzielenie tych spraw.

          Mieszkańcy zaproponowali, aby strona ukraińska najpierw wskazała
          miejsca, gdzie są ciała pomordowanych Polaków.

          Pan Minister zaproponował, aby mieszkańcy Pawłokomy również
          upamiętnili te wydarzenia, stawiając symboliczny pomnik w miejscu
          godnym tego. Jest gotów pomóc zrealizować takie przedsięwzięcie, a
          nawet sfinalizować go. Oczekuje tylko na inicjatywę ze strony
          mieszkańców.

          Po dalszej dyskusji mieszkańców Pan Minister zaproponował, aby
          mieszkańcy zgodzili się na postawienie krzyża znacznie mniejszego
          (do wys. 3 m) i bez kopca. Sam ze swojej strony zobowiązał się
          doprowadzić do tego, aby do końca lipca 2005 r. powstał pomnik
          upamiętniający tych wszystkich, którzy zginęli z rąk Ukraińców.
          Oczekuje listy osób, które zginęły w celu umieszczenia ich na
          tablicy oraz wskazania miejsca, gdzie ten pomnik miałby się
          znajdować. Jeśli będzie zgoda, to przyjazd architekta i rzeźbiarza w
          celu dokonania niezbędnych ustaleń nastąpi nie później niż do 24
          czerwca 2005 r. Zaproponował także, aby mieszkańcy spisali
          informacje z tamtych tragicznych wydarzeń i przekazali je na jego
          ręce, a on z urzędu zwróci się do IPN-u, aby te informacje zostały
          zbadane, a następnie przedstawiły raport ze swych działań.

          Pan Pudysz Tadeusz zapytał się czy Pan Minister zagwarantuje, że
          jeżeli powstanie krzyż na terenie cmentarza, to czy będzie to
          ostatnia inwestycja.

          Pan Minister potwierdził.

          Pan Sołtys Potoczny Tadeusz zwrócił się z zapytaniem, czy mieszkańcy
          zgadzają się na to, co zaproponował Pan Minister. Zapytał się kto
          jest przeciwny takiemu rozwiązaniu. Ponieważ nikt się nie sprzeciwił
          uznano, że istnieje zgoda ze strony mieszkańców na realizację
          inwestycji:
          1. polegającej na urządzeniu mogiły Ukraińców – mieszkańców wsi
          Pawłokoma na cmentarzu greckokatolickim w Pawłokomie;
          2. postawienie pomnika upamiętnienia polskich mieszkańców Pawłokomy,
          którzy ponieśli śmierć z rąk ukraińskich w latach drugiej wojny
          światowej i po jej zakończeniu.

          Pan Potoczny Tadeusz podziękował wszystkim za udział w spotkaniu.

          Na tym spotkanie zakończono.

          Protokołował: Zygmunt Prokop
          • piotrzr Krzyż i kłamstwa 20.08.08, 21:38
            nie rozumiem jak można pogodzić w ramach jakiejś tam moralności - ale jednak
            moralności - wypisywanie kłamstw i półprawd u stóp krzyża postawionego przez
            Polaków- znaku świętego i dla Ukraińców i Polaków.
            Do tego krzyż ten nie postawiono w imię oddawania czci i pamięci a w imię
            podtrzymywania antagonizmów.
            Ale to też jest przejaw owej schizofrenii - tak charakterystycznej dla
            niektórych odłamów polskiego katolicyzmu :(
            • krouk kij w mrowisko 23.08.08, 19:05
              wkładany prze B. Huka - jak on to lubi, prowokować nie licząc się
              (?) z konsekwencjami ;)

              Priorytet: "poprawianie wizerunku UPA" (w jego mniemaniu) reszta się
              nie liczy :)

              Sądzę, że koleś ma pier... na tym punkcie. Żenada.


          • tawnyroberts Andrzej Przewoźnik - misja (nie)możliwa 27.08.08, 13:23
            Kilka faktów i wniosków związanych z zebraniem, z którego pochodzi
            cytowany protokół.

            Fakty...

            1. Andrzej Przewoźnik na zebraniu, które ma miejsce 16 czerwca 2005
            r., występuje z propozycją uczczenia symbolicznym pomnikiem polskich
            mieszkańców Pawłokomy - ofiar Ukraińców. Jest gotów pomóc
            zrealizować takie przedsięwzięcie, a nawet sfinalizować go
            (sfinansować).
            2. Andrzej Przewoźnik sam proponuje formę pomnika (krzyż do
            wysokości 3 metrów, bez kopca) i zobowiązuje się, że jeśli będzie
            zgoda mieszkańców, to pomnik powstanie do końca lipca 2005 r.
            (półtora miesiąca po zebraniu!). Oczekuje tylko na listę polskich
            ofiar przygotowaną przez mieszkańców Pawłokomy.
            3. Andrzej Przewoźnik zorganizuje przyjazd architekta i rzeźbiarza w
            sprawie szczegółowych ustaleń co do pomnika, najpóźniej do 24
            czerwca 2005 r. (tydzień po zebraniu!).
            4. Andrzej Przewoźnik propononuje, aby mieszkańcy spisali informacje
            z tamtych tragicznych wydarzeń i przekazali je na jego ręce, a on z
            urzędu zwróci się do IPN-u, aby te informacje zostały zbadane, a
            następnie IPN przedstawił raport ze swych działań. Dla wszystkich
            jest chyba rzeczą oczywistą, że IPN nie zdąży tego zrobić w półtora
            miesiąca czasu, zakładając najbardziej optymistyczny wariant, że
            Przewoźnik wyjedzie z Pawłokomy z już spisanymi wspomnieniami.

            ... i wnioski.

            1. Andrzej Przewoźnik przyjechał 16 czerwca do Pawłokomy z konkretną
            misją (zleconą z "góry") uzyskania zgody mieszkańców Pawłokomy na
            budowę pomnika Ukraińców zamordowanych w tej miejscowości.
            2. Na wypadek problemów z uzyskaniem tejże zgody (co zresztą miało
            miejsce) Andrzej Przewoźnik przygotował sobie plan awaryjny, czyli
            propozycję budowy pomnika polskich ofiar Pawłokomy, jako
            swoistej "równoważni", która miałaby ostatecznie przekonać
            malkontentów.
            3. Propozycja Andrzeja Przewoźnika nie była spontaniczna. Wszystko
            zostało wcześniej dokładnie ustalone łącznie z dokładnymi terminami
            przyjazdów, np. architekta i rzeźbiarza.
            4. Andrzej Przewoźnik powierzył mieszkańcom Pawłokomy przygotowanie
            listy polskich ofiar, zamordowanych przez Ukraińców. Nie muszę
            dodawać, że raczej nikt rozsądny nie posądza mieszkańców Pawłokomy o
            obiektywizm w tej sprawie.
            5. Ewentualnej weryfikacji wspomnień polskich mieszkańców Pawłokomy
            i sporządzonej przez nich listy ofiar, miał dokonać IPN, ale już po
            fakcie, czyli po budowie pomnika-krzyża (przynajmniej tak wynika z
            chronologii wydarzeń).
            6. W efekcie tych wszystkich działań mamy taki oto stan: koło
            kościoła w Pawłokomie stoi pomnik-krzyż z listą polskich ofiar wsi
            Pawłokoma, zamordowanych przez Ukraińców, sporządzoną przez Tadeusza
            Pudysza - mieszkańca tejże wioski, nie mającego kompetencji
            historyka. Do weryfikacji tych danych przez IPN do tej pory nie
            doszło, a przynajmniej nie jest znany wynik śledztwa Instytutu. Na
            podstawie publikacji naukowych, na co zwracał uwagę Bogdan Huk w
            swoim liście do ROPWiM, wiadomo już, że niektórych morderstw
            polskich mieszkańców Pawłokomy, wymienionych na pomniku, nie
            dopuścili się Ukraińcy czy też "ukraińscy nacjonaliści".
            Niewyjaśnioną sprawą pozostaje nadal uprowadzenie i zaginięcie
            siedmiu Polaków, co było bezpośrednią przyczyną krwawego odwetu na
            Ukraińcach ze strony "Wacława" i jego podwładnych.
    • mariusz9959 Pawłokoma w TVP Historia. 27.10.08, 22:50
      Obejrzałem ostatnio film zrealizowany przez TVP Historia: Kontrowersje - Dzieje
      zbrodni - Pawłokoma.
      Niestety to kolejny przykład krętactwa dziadków od tworzenia historii (Partacza
      i Grotta).
      Wyświetlono film o Pawłokomie a dziadkowie komentuję tak jak zwykle: „a na
      Wołyniu to było tak…”, Legutko, prowadzący dyskusję pyta o Pawłokomę a
      dziadkowie: „ bo na Wołyniu to…” itd., itd.
      Myślę, że do śmierci się z tej choroby nie wyleczą.
      • piotrzr Re: Pawłokoma w TVP Historia. 28.10.08, 14:45
        oglądnąłem trochę w tvph trochę na lokisowej wrzucie...
        Gawędzenie dziadków kresowych ...już od powstania chmielnickiego śmierdziało
        stronniczością, a polityka międzywojenna sanacji jako geneza konbfliktu PL-UA -
        w ogóla pominięta.
        Natomiast ciekawe były wypowiedzi osób związanych z wydarzeniami historycznymi -
        Pana Dionizego Radonia, kilku Ukraińców z Nadsania oraz partyzanta z AK- którego
        wypowiedź była w stylu "To w Pawłokomie ktoś zginął, niemożliwe - nie było
        rozkazu aby zginąl," czyli pawłokomskie kobiety i dzieci zabiły się same :(
        • mariusz9959 Re: Pawłokoma w TVP Historia. 28.10.08, 17:47
          alexandra74 napisała:

          > Przypominam, że od Wołynia to red. Legutko ropoczął dyskusję.

          Zgadza się. Legutko to taki sam krętacz jak dziadkowie, których zaprosił. Wiedział, kogo do programu brać. Program o Pawłokomie a oni we trzech 95% czasu poświęcili Wołyniowi.
          Stawiam diagnozę: na leczenie tych panów już za późno.
          • piotrzr Re: Pawłokoma w TVP Historia. 28.10.08, 18:09
            To nie tylko to Mariuszu. Bowiem Pawłokoma to jedna z wielu miejscowości z
            ofiarami ukraińskimi na Podkarpaciu. Ktoś powie - to odwet za Wołyń... A ciekaw
            jestem czym wobec tego wytłumaczą owi dziadkowie mordowanie Białorusinów na
            północnym Podlasiu przez partyzantkę akowską, czym mordowanie żydów przez
            partyzantkę NSZ czy WIN, czym wiele aktów bestialstwa wobec żydów w
            miejscowościach typu Jedwabne...
            Była straszna wojna, były i zaszłości starej kseonofobii z lat przedwojennych,
            był czas gdy ludzie uchylili sami sobie zasady moralności i uwolnili w sobie bestie.
            W owym akowcu z Pawlokomy nie widać teraz bestii - ot taki pogodny staruszek w
            marynarce, koszuli wyprasowanej przez swoją staruszkę-żonę, Nie wierzę też w
            idealność zołnierza UPA z kanady - który jadąc autokarem mówi do kamery że on
            walczył o samostijną i bronił swoich>>> dlaczego?? bo była straszna wojna która
            uwalniała najdziksze instynkty po obu stronach.
            Ale po stronie ukraińskiej instynkty te były poparte dziesiątkami lat poniżejń
            na swojej-nieswojej ziemi, przez lata obcego panowania ....
            • mariusz9959 Re: Pawłokoma w TVP Historia. 28.10.08, 18:59
              Zgadzam się z tym, co Piotrze napisałeś, ale muszę zaznaczyć, nie ma dla mnie
              żadnego sensu tłumaczenie, że mordowanie Ukraińców na Podkarpaciu to odwet za
              Wołyń. Przecież ci mordowani np. w Pawłokomie nic z Wołyniem wspólnego nie
              mieli, zapewne nigdy nawet tam nie byli. Jedyną ich winą było to, że byli
              Ukraińcami. Mogę jeszcze zrozumieć (w czasie wojny) działanie tego typu, gdy
              mieszkańcy wsi X mordują 10 mieszkańców wsi Y a następnie ci z Y mordują w
              odwecie 10 z wsi X, lecz to jest już granica. Oczywiście nie pochwalam takich
              metod, bo zazwyczaj giną wtedy przyzwoici ludzie, ale można się zastanawiać nad
              takim tłumaczeniem. Tłumaczenie mordów na Podkarpaciu odwetem za Wołyń to już
              tylko szukanie przez morderców okoliczności łagodzących.
              • lokis1271 Re: Pawłokoma w TVP Historia. 28.10.08, 22:47
                Nieszanowny Panie Mariusz x-cośtam !
                Tłumaczenie ludobójstwa na Wołyniu odwetem za burzenie cerkwi
                prawosławnych 1938 roku, to już tylko szukanie przez morderców
                okoliczności łagodzących.
                Lepiej idzie wykopuj te zakopane beczki, logiczne myślenie
                najwyraźniej nie jest twoją mocną stroną, w przeciwieństwie do
                uczestników programu TVP Historia nt. Pawłokomy.
                Bez szacunku
                L. Bodio
                • tawnyroberts Lokis, Wołyń, Pawłokoma... 29.10.08, 21:21
                  Hej Lokis, jakoś ostatnio Twoje odzywki uwłaczają
                  mianu "prawdziwego dżentelmena w starym angielskim stylu", jakim
                  swego czasu określił Cię Liberum. A szkoda, bo pomimo diametralnych
                  różnic w poglądach na sprawy polsko-ukraińskie, ceniłem Cię za
                  wysoki poziom kultury osobistej. Chociaż trzeba uczciwie przyznać,
                  że przykładowo w stosunku do Piotra od dawna miewałeś ataki szału,
                  ale odbywało się raczej na zasadzie wzajemności i nie raziło aż tak
                  bardzo.

                  Dosyć jednak tego taniego moralizatorstwa, bo o Pawłokomie w tym
                  wątku rozmawiamy. Przyznaję szczerze, że nie zdążyłem na razie
                  obejrzeć programu wyemitowanego przez TVP Historia, więc na jego
                  temat na razie nie będę się szczegółowo wypowiadał. Drażni mnie
                  jedynie, zasygnalizowana tutaj choćby przez Mariusza, postawa
                  dyskutantów z tego programu, z którą identyfikuje się większość
                  piszących na forum "Polska-Ukraina", jakoby tragiczny los
                  mieszkańców Pawłokomy był zasłużoną konsekwencją zbrodni UPA na
                  Polakach na Wołyniu. Jakoś nikomu z tamtego obozu nie może
                  pomieścić się w głowie, że poakowski oddział "Wacława" dopuścił się
                  haniebnego wymordowania bezbronnych ukraińskich cywilów, dla
                  którego to czynu żadnego usprawiedliwienia po prostu nie ma.
                  Dlatego uważam, że tymi bajaniami o Wołyniu w kontekście Pawłokomy,
                  ci panowie narażają się tylko na śmieszność.

                  Pytałem kiedyś znajomego Polaka, pochodzącego z Bartkówki, jak to
                  się stało, że Ukraińcy z Pawłokomy tak dali się zaskoczyć
                  pamiętnego marca 1945 r. Odpowiedział, że zginęli za niewinność. I
                  za wiarę, że za swoje rozsądne postępowanie nic im ze strony
                  Polaków nie grozi.
              • mariusz9959 Re: Pawłokoma w TVP Historia. 29.10.08, 01:16
                Tłumaczenie mordów na Podkarpaciu odwetem za Wołyń lub mordów na Wołyniu odwetem
                za burzenie cerkwi prawosławnych w 1938 roku, to już tylko szukanie przez
                morderców okoliczności łagodzących.
                Tylko o tym to może w innym wątku, bo i te cerkwie i Wołyń daleko od Podkarpacia.

                • ciekawy344 Re: Pawłokoma w TVP Historia. 31.10.08, 22:04
                  Wołyń Wołyniem, ale na Podkarpaciu mosci Ukraińcy z nadejściem
                  Hitlera i rządów faszystowskiej swołoczy z zachodu rodzimym
                  Ukraińcom w doopach się poprzewracało, jako prawowici obywatele RP,
                  zwiazali się z faszystami witali ich ochoczo, jak równiez posyłali
                  synów do SS. Pewnie gdby byli cokolwiek liczniejsi zgotowali by nam
                  tu drugi Wołyń, najgorzej podpuścić ciemne chłopstwo, nakłaść im do
                  pustego łba bajań o Zakierzoni po Krakiw.
                  • bastion44 Re: Pawłokoma w TVP Historia. 01.11.08, 07:36
                    Witali ich chlebem i solą,a symbole Polski zakopywali głęboko pod
                    ziemią.Zresztą nie tylko ciemne chłopstwo szło na pasku niemieckiego
                    okupanta.Ileż to księży unickich i popów prawosławnych popierało
                    ludobójstwo.Ileż z nich sprzedało duszę diabłu i odeszło od dekalogu
                    chrześcijańskiego,przyjmując pogański "dekalog" za wzorzec.Ilu ma
                    ręce umoczone w polskiej krwi.
                    • alexandra74 Re: Pawłokoma w TVP Historia. 01.11.08, 19:35
                      >Ileż to księży unickich i popów prawosławnych popierało
                      > ludobójstwo.Ileż z nich sprzedało duszę diabłu i odeszło od
                      dekalogu
                      > chrześcijańskiego,przyjmując pogański "dekalog" za wzorzec.Ilu ma
                      > ręce umoczone w polskiej krwi.

                      Kościół rzymskokatolicki też ma wiele krwi i istnień ludzkich na
                      sumieniu.
    • tawnyroberts Remont cerkiewnej dzwonnicy w Pawłokomie 17.12.08, 20:57
      Mam bardzo dobrą wiadomość!!! Wczoraj rozpoczął się remont dzwonnicy
      cerkiewnej w Pawłokomie. W czasie pierwszego dnia prac przygotowano
      drewnianą konstrukcję pod kopułę i ustawiono rusztowania wokół
      dzwonnicy. Okazuje się jednak, że odnawianie zabytkowej dzwonnicy -
      jedynej pamiątki po rozebranej murowanej cerkwi p.w. Opieki Matki
      Bożej z 1909 r., nie wszystkim przypadło do gustu, bo już w nocy
      nieznani sprawcy poprzewracali rusztowania. Kolejny dzień robót
      (dzisiaj) robotnicy rozpoczęli więc od ponownego ustawiania
      rusztowań. Mam nadzieję, że wandale poprzestaną na tym jednorazowym
      incydencie i dalszy remont przebiegnie już bez zakłóceń.

      Dzwonnica cerkiewna w Pawłokomie po 1945 r. nie była nigdy
      remontowana. Nie podzieliła losu rozebranej cerkwi tylko dlatego, że
      urzędnik z Rzeszowa, przez roztargnienie, nie wyszczególnił jej w
      nakazie rozbiórki. Takiego szczęścia nie miała już dzwonnica
      cerkiewna z Wołodzia, rozebrana razem ze świątynią, na mocy tego
      samego postanowienia. Później przez długie lata pawłokomska
      dzwonnica powoli niszczała, grożąc nawet zawaleniem. Na nic zdały
      się pisma mniejszości ukraińskiej z prośbami o zabezpieczenie
      środków na jej remont. Nie powiodły się także starania
      grekokatolików o zwrot cerkiewnej działki. W 2007 r. Urząd Gminy w
      Dynowie dokonał kontrowersyjnej zamiany działek, w wyniku której
      cerkwisko wraz z dzwonnicą trafiło w ręce prywatnego dynowskiego
      biznesmena - Józefa Sówki. Czyżby dzięki tej kuriozalnej decyzji dla
      dzwonnicy w Pawłokomie miały nadejść lepsze czasy?
      • piotrzr Re: Remont cerkiewnej dzwonnicy w Pawłokomie 17.12.08, 21:35
        tawnyroberts napisał:

        W 2007 r. Urząd Gminy w
        > Dynowie dokonał kontrowersyjnej zamiany działek, w wyniku której
        > cerkwisko wraz z dzwonnicą trafiło w ręce prywatnego dynowskiego
        > biznesmena - Józefa Sówki. Czyżby dzięki tej kuriozalnej decyzji dla >
        dzwonnicy w Pawłokomie miały nadejść lepsze czasy?

        Wygląda to na pozytywną interpretację znanego przysłowia "zamienił stryjek..."
        To pięknie, że ta pamiątka (obok pomnika i wiadomych mogił) ocaleje i upamiętni
        wielowiekową bytność Ukraińców w tej wsi ... aż po ich wymordowanie :(
        Wicznaja pamiat !!!
          • piotrzr Wicznaja Pamiat 18.12.08, 16:40
            Owo "ajacenie" - czyli rusycycm jest dość częsty na "ukraynskoj mowi" - jak mi
            się niewątpliwie słusznie wydaje.
            A czy ja Ukrainiec ?? gdzie jest to napisane?? :))
            cytuje
            4 lipca 2007 r minęła 33 rocznica śmierci ks. Teodora Markowa, pierwszego
            proboszcza (1959 – 1974) parafii greckokatolickiej Podwyższenia Krzyża Pańskiego
            w Wałczu.

            Ks. Teodor Marków (ukr. Markiw) – ur. 9 marca 1909 r., św. kapł. 1934 r.,
            więzień obozu koncentracyjnego dla Ukraińców w Jaworznie, zm. 4 lipca 1974 r. w
            Wałczu, pochowany na cmentarzu komunalnym w Wałczu (Dolne Miasto).

            W 1947r. w czasie Akcji Wisła na teren dawnego woj. koszalińskiego deportowano
            31 tysięcy Ukraińców. Na terenie powiatu wałeckiego znalazły się 2734 osoby
            narodowości ukraińskiej, co stanowiło 6% jego mieszkańców. Większa część
            przesiedleńców pochodziła z kilku wsi powiatu cieszanowskiego oraz z powiatu
            leskiego. Zasiedlono nimi takie miejscowości: Budy, Wołowe Lasy, Papowo,
            Rusinowo, Tuczno, Sypniewo, Nadarzyce, Mirosławiec. Do parafii w Wałczu należą
            również wierni, którzy byli wysiedleni z powiatu grybowskiego na Łemkowszczyźnie
            a zasiedlili takie miejscowości jak Trzcianka, Stobno oraz Niekursko.

            Postać śp. ks. Teodora jest nierozerwalnie związana z historią parafii w Wałczu.
            To właśnie tutaj 21 czerwca 1959 r. w dniu Zesłania Ducha Świętego ks. Marków
            odprawił pierwszą liturgię dla wysiedleńców akcji „Wisła”, którzy zostali
            osiedleni w powiecie wałeckim. Na jego barkach spoczął trud organizowania życia
            parafialnego wygnańców. Od samego początku istnienia parafii w Wałczu,
            grekokatolicy mieli do dyspozycji przyszpitalną kaplicę, lecz nie była to
            własność parafii. Jednak obiekt sakralny stwarzał poczucie własnego i był ostoją
            grekokatolicyzmu na Ziemi Wałeckiej. Ks. Teodor zaczął prowadzić księgi
            parafialne i przez długie lata, mimo niesprzyjających warunków i prowokacji,
            wytrwale spełniał obowiązki duszpasterskie. Ważnym elementem jego działalności
            było nauczanie religii w okolicznych wsiach, gdzie zamieszkiwali grekokatolicy
            (Budy, Papowo, Rusinowo).

            Wicznaja Pamiat'

            Z serwisu Diecezji Wrocławsko-Gdańskiej Cerkwi greckokatolickiej w Polsce –
            www.cerkiew.net.pl

            www.grekokatolicy.walcz.pl/content.php?cms_id=579&sid=f1eeea5b81cb17ec83db24d2e7d6527d&lang=pl&dzial=&p=p1
      • tawnyroberts Remont cerkiewnej dzwonnicy - zdjęcia 18.02.09, 11:49
        Remont cerkiewnej dzwonnicy w Pawłokomie zainicjował niestrudzony
        ksiądz Myron Mychajłyszyn, proboszcz greckokatolickiej parafii z
        Rzeszowa. Uzyskał on od właściciela działki - Józefa Sówki, pisemną
        zgodę na przeprowadzenie prac remontowych (cóż za kuriozum!).
        Niestety grudniowy atak zimy przerwał roboty i, pomimo sprzyjających
        później warunków, remont jak do tej pory nie został wznowiony. W
        ciągu bodajże dwóch dni w grudniu 2008 r. udało się odnowić
        drewnianą konstrukcję kopuły, ale na pokrycie jej nową blachą już
        zabrakło czasu. O dalszym przebiegu prac remontowych będę informował
        na bieżąco.

        Na zdjęciach remontowana dzwonnica cerkiewna w Pawłokomie oraz
        ogólny widok na pocerkiewną działkę (ostatnie trzy fotki),
        przekazaną w atmosferze skandalu dynowskiemu biznesmenowi.

        fotoforum.gazeta.pl/uk/Cerkwisko%2520w%2520Paw%25B3okomie,tawnyroberts.html
        • tawnyroberts Remont dzwonnicy zakończony, a zdjęć brak... 19.02.10, 11:17
          Remont cerkiewnej dzwonnicy w Pawłokomie zakończył się jeszcze
          wiosną ubiegłego roku, a ja do tej pory nie zamieściłem zdjęć
          przedstawiających efekt końcowy. W najbliższym czasie postaram się
          nadrobić te zaległości. Można jednak dyskutować, czy obecny stan
          dzwonnicy jest już tym ostatecznym. Moim zdaniem, żeby postawić
          kropkę nad "i", budowla powinna jeszcze zostać pomalowana. Zresztą
          wkrótce ocenicie to sami...
          • tawnyroberts Minął rok, a zdjęć nadal brak... 18.02.11, 22:21
            Minął rok, a zdjęć odnowionej cerkiewnej dzwonnicy nadal nie ma. Wygląda na to, że za często bywam w Pawłokomie (ostatnio wczoraj) i tak napatrzyłem się na tę budowlę, że nie widzę już potrzeby utrwalania jej w pamięci komputera. Innego wytłumaczenia mojego zaniedbania w tym względzie jakoś nie widzę.

            A tak zupełnie poważnie, to ostatnimi czasy wygląd cerkwiska uległ pewnej poprawie, bo jego obecny właściciel zlecił swoim pracownikom odkrzaczenie zarośniętej działki. Co prawda, robota nie została jeszcze doprowadzona do końca, ale i tak jest o niebo lepiej. To dobrze, bo zbliża się kolejna rocznica pawłokomskiej zbrodni i na pewno paroch Rzeszowa, ksiądz Myron Mychajłyszyn, wraz ze swoimi owieczkami zechce odwiedzić także cerkwisko.
    • venus99 Re: Pawłokoma - niekończąca się opowieść 19.02.09, 13:17
      ale ty nie masz żadnych wątpliwości i udowodniłeś ostatecznie,że UPA
      jest absolutnie niewinna(jak zawsze).zakładając,ze prawdą jest iż
      Polaków uprowadził oddział sowiecki należy spodziewać się,że w dowód
      wdzięczności zamówiona będzie przez Polaków msza dziękczynna w
      intencji szlachetnych upowców i ich dobrotliwego wodza Stepana
      Bandery.
      • graziowawiar Platformersi i Sympatycy 19.02.11, 17:32
        Masz rację Platformersi i Sympatycy (w skrócie PiS) - żyją z kłamstwa i w kłamstwie.
        Nie do końca rozumiem dlaczego się Sz.P. venus99 tak tym szczyci ?
        No cóż zaliczony do bydła nie musi wszystko rozumieć...
        graziowawiar
    • tawnyroberts Darowano żyttia, szczob prawdu rozkazaty 17.02.12, 14:09
      Sporo pisaliśmy w tym wątku na temat książki Eugeniusza Misiły (Євген Місило) "Pawłokoma 3 III 1945 r.", ale prawdziwym kompedium wiedzy na temat zbrodni pawłokomskiej jest książka "Павлокома 3 ІІІ 1945. Даровано життя, щоб правду розказати", pod redakcją tegoż samego Misiły i Marii Pańków (Марія Паньків). Pozycja ukazała się (tylko w języku ukraińskim) nakładem wydawnictwa "Український Архів" i Oficyny Wydawniczej "УКАР" w 2006 r. i liczy sobie ok. 430 stron w twardej oprawie. Zawiera przede wszystkim wspomnienia mieszkańców Pawłokomy - naocznych świadków zbrodni, której apogeum przypadło na 3 marca 1945 r. Ponadto w książce zamieszczono krótki rozdział na temat tragedii Ukraińców z pobliskiej Łubny (Łubna) oraz niemalże kultowy już artykuł Pawła Smoleńskiego "Cichaj Dionizy!", znany choćby z łamów "Gazety Wyborczej" i zbiorku "Pochówek dla rezuna". Większość relacji opatrzono interesującymi archiwalnymi fotografiami samej Pawłokomy i jej dawnych mieszkańców. Są też zdjęcia z innych pobliskich wsi, z którymi los zetknął wygnańców z Pawłokomy. Ciekawe jest to, że z tak wielu wspomnień wyłania się wyjątkowo zgodny obraz zbrodni, dokonanej na niewinnych pawłokomczanach - Ukraińcach przez poakowskie podziemie i polskich sąsiadów. Podsumowując, "Даровано життя..." to obowiązkowa pozycja nie tylko dla Ukraińców z Nadsania, czy też Ukraińców w ogóle, pragnących poznać historię swojego narodu, ale także dla wszystkich pasjonatów i badaczy stosunków polsko-ukraińskich.
    • tawnyroberts Zmarł Dionizy Radoń 28.06.12, 12:57
      Kilka dni temu zmarł Dionizy Radoń - ostatni sprawiedliwy z Pawłokomy, który odważył się wystąpić sam przeciwko całej wsi w obronie zamordowanych tam Ukraińców. Za pamięć o niewinnych ofiarach, za troskę o zbiorowe mogiły na pawłokomskim cmentarzu był przez swoich sąsiadów szykanowany i pogardzany. Jednak nie poddawał się i dalej robił swoje, a nagrodą za jego wieloletni wysiłek było odnowienie cmentarza, budowa pomnika poświęconego pomordowanym i symboliczne pojednanie na pawłokomskim cmentarzu prezydentów Polski i Ukrainy w maju 2006 r. Ostatnie pożegnanie Dionizego Radonia, jak przystało na budowniczego zgody między Polakami i Ukraińcami, odbyło się w dwóch obrządkach: rzymskokatolickim i greckokatolickim. Wieczne odpoczywanie! Вічная пам'ять!

      Dionizy Radoń był bohaterem głośnego reportażu "Cichaj Dionizy!" pióra Pawła Smoleńskiego z Gazety Wyborczej. Znany dziennikarz nie zapomniał o swoim rozmówcy sprzed lat i, niejako w hołdzie, poświęcił mu kolejny artykuł, tym razem krótki, zaledwie kilka zdań. Pożegnania bywają krótkie i niezręczne. To, zabrzmiało wyjątkowo szczerze i prawdziwie.


      "Panie Prezydencie, poproszę o order dla Dionizego Radonia"

      W sobotę podprzemyska wieś Pawłokoma pożegnała pana Dionizego Radonia. Pan Dionizy, po ojcu Polak i rzymski katolik, przez dziesięciolecia palił światła i dbał o zbiorową mogiłę ofiar bezprzykładnego mordu, dokonanego przez polskie podziemie niepodległościowe z pomocą polskich mieszkańców wsi na ich ukraińskich sąsiadach.

      Przez wiele lat był w tym osamotniony, często występował przeciwko większości. Żona pana Dionizego opowiadała mi, że niekiedy wioskowe kozaki biły go, upokarzały, nieznani sprawcy podpalili im stodołę. Pana Dionizego nie lubił wójt gminy Dynów i gminni oficjele. Był dla nich awanturnikiem i pijakiem. A on robił swoje.

      Aż czasy się zmieniły: w Pawłokomie doszło do symbolicznego aktu pojednania między prezydentami Polski i Ukrainy. Choć chwilę wcześniej cmentarz, gdzie leżą ofiary mordu, był areną awantur i przepychanek.

      Ale, dzięki panu Dionizemu, coś pękło. Nie ma dla niego lepszego miejsca na wieczny spoczynek, niż pawłokomski cmentarz. Uporem i prawością doprowadził do tego, że wieś zaczęła myśleć o pomordowanych. Prezydenci w asyście licznych świt tylko postawili kropkę nad "i".

      Pogrzeb Pana Dionizego odbył się w dwóch obrządkach: greckim i łacińskim. Za trumną szli Polacy i Ukraińcy. Że już za życia Pan Dionizy Radoń zapracował na pomnik, to pewne. Lecz sprawił rzecz większą. Pokazał, że ludzie w Polsce mogą się zmieniać mimo dziesiątek lat uprzedzeń i fatalnej historii. Na lepsze, o co najtrudniej.

      Czy prezydent Komorowski doceni Pana Dionizego, przyznając mu order, który Rzeczpospolita wręcza swoim największym obywatelom, choćby byli prostymi chłopami z malutkich wsi Pogórza Przemyskiego?

      Paweł Smoleński

      Źródło: Gazeta Wyborcza

      wyborcza.pl/1,86116,12004968,Panie_Prezydencie__poprosze_o_order_dla_Dionizego.html
      • tawnyroberts "Poziomka" o śp. Dionizym Radoniu 16.07.12, 22:52
        Jako, że sam mieszkam w gminie Dynów i dość często bywam w Pawłokomie, miałem niejednokrotnie okazję porozmawiać na temat historii cmentarza, na którym spoczywają niewinnie zamordowani Ukraińcy z Pawłokomy oraz roli Pana Dionizego Radonia w podźwignięciu tej nekropolii z ruiny i zapomnienia. Ku mojemu zdziwieniu, od niemalże każdego rozmówcy dowiadywałem się, że udział we wspomnianym dziele Pana Dionizego, w porównaniu z wydaniem przedstawianym przez prasę, a zwłaszcza redaktora Pawła Smoleńskiego z "Gazety Wyborczej", jest mocno przesadzony, a sam "ostatni sprawiedliwy z Pawłokomy" ma, a teraz już niestety "miał", opinię awanturnika. Dobrym podsumowaniem tego, co usłyszałem z ust niejednego pawłokomczanina, jest komentarz niejakiej "poziomki", zamieszczony pod ostatnim, już pośmiertnym artykułem w "Gazecie Wyborczej" na temat Pana Radonia. Owa "poziomka" raczej obiektywnością nie grzeszy i najpewniej zignorowałbym jej pisaninę, gdyby nie to, że jej "wersja wydarzeń" pokrywa się z wersją kilku moich rozmówców z Pawłokomy. Stąd też, nie chowając głowy w piasek, poniżej prezentuję osobę Pana Dionizego według anonimowej "poziomki".


        „Prawda o Panie Dionizym”

        „Witam, jestem mieszkanką Pawłokomy od wielu lat i chciałam przedstawić prawdę na ten temat. Artykuł mnie zbulwersował i oburzył. Prawda jest taka, że przez ogrom czasu cmentarz był zaniedbywany, rosły na nim ogromne chwasty, a sam Pan Dionizy... pasał na nim krowy. Dopiero na krótko przed uroczystościami z udziałem prezydentów Polski i Ukrainy (2005 rok) cmentarz ogarnięto, lecz nie zrobił tego Pan Dionizy, tylko specjalnie do tego wynajęta przez urzędy firma. To nie pomówienia, że ten człowiek był awanturnikiem i pijakiem, to najszczersza prawda. Nikt Pana Dionizego nie bił za „zajmowanie się cmentarzem”, gdyż (jak już wspomniałam) żadnego zajmowania się nie było, a stodołę podpalił on sam, ponadto w stodole znajdowały się kradzione ze szkoły urządzenia. Artykuł jest do bólu subiektywny, oparty jedynie na relacji żony Pana Dionizego. Chcecie prawdy i rzetelnego artykułu? Proszę przejść z dyktafonem po okolicznych domostwach, chociaż wątpię, że wiele osób będzie chciało o tym mówić, gdyż (jak mówi znane porzekadło) „o zmarłych albo dobrze, albo wcale”. Pan Dionizy jest tu przedstawiony jako nierozumiany przez nikogo staruszek, cichy bohater, któremu należy się odznaczenie od samego Pana Prezydenta, jednak fakty są brutalne. Wszyscy mieszkańcy Pawłokomy są oburzeni i zniesmaczeni słowami, jakimi autor tekstu ich określił oraz samym faktem nagradzania zmarłego. Na pogrzebie zjawiło się dosłownie KILKU mieszkańców Pawłokomy, to chyba o czymś świadczy. Ponadto na pogrzebie, podczas uroczystości w kościele, ukraiński pop obrażał Polaków, krzyczał, jakimi mordercami są i jak ogromną krzywdę wyrządzili Ukraińcom (odsyłam wszystkich do lektury historii Pogórza Dynowskiego z lat II wojny światowej). Słowa te były tak niesprawiedliwe, jak cały ten artykuł, kilka osób po prostu wyszło z kościoła. Dużo by jeszcze pisać o tej sytuacji, po prostu brak mi słów, to jest po prostu śmieszne. I smutne jest to, że ludzie, którzy nie mieli wcześniej pojęcia, jak to wszystko wyglądało i nie znali Pana Dionizego, czytając ten artykuł, myślą o nim jako cudownym człowieku, gnębionym niesłusznie przez okrutnych, zacofanych „wiejskich kozaków” - jak to określił Pan Redaktor. Są to pomówienia i czujemy się tym dotknięci. Jeśli Pan Dionizy otrzyma pośmiertnie odznaczenie od Pana Prezydenta Komorowskiego, będzie to ujma na honorze dla PRAWDZIWYCH BOHATERÓW. Mam nadzieję, że trochę wyjaśniłam tę komiczną sytuację. Pozdrawiam - poziomka.”

        forum.gazeta.pl/forum/w,904,136886540,136967397,Prawda_o_Panie_Dionizym_.html
      • tawnyroberts O śp. Dionizym Radoniu w "Naszym Słowie" 17.07.12, 23:30
        I jeszcze jedno pożegnanie ze śp. Dionizym Radoniem. Tym razem z ukraińskiego tygodnika "Nasze Słowo", a autorem poniższych wersów jest Bogdan Huk - człowiek, który bardzo dobrze znał zmarłego, wielokrotnie u niego bywał i odbył z nim wiele ciekawych rozmów. Jakże to inne wspomnienie od już zacytowanego listu anonimowej mieszkanki Pawłokomy. Jakby chodziło o różnych ludzi...


        „Dla Ukraińców na świecie, którzy znają wagę słowa „Pawłokoma”, jednym z najbardziej związanych z nim jest imię Dionizego Radonia. Niestety, 21 czerwca ten związek rozerwała śmierć D. Radonia w rzeszowskim szpitalu. Pogrzeb tego nadzwyczajnego człowieka odbył się w jego rodzinnej wsi, w łacińskim obrządku, w sobotę 23 czerwca. Zmarły spoczął na nowym cmentarzu, jednak jego życie obecni Ukraińcy wiążą ze starym - greckokatolickim, naprzeciw którego Radoń przeżył całe swoje 80-letnie życie.

        Dionizy Radoń rodził się i umierał nie tak, jak zwyczajni ludzie. Urodził się w 1934 r., umierał razem ze swoją wsią, którą niszczyli polscy żołnierze w marcu 1945 r. Jemu udało się przeżyć śmierć Pawłokomy, ale przez wiele lat żył w ukryciu, na granicy życia i śmierci, zachowując w pamięci tragiczne obrazy. To on w 1995 r. po raz pierwszy wypowiedział słowa prawdy o tym, co widział i przeżył. Wtedy narodził się na nowo. I zaczął żyć całym swoim jestestwem, nie zważając na to, że, możliwe, adepci innej prawdy nie cieszyli się jego życiem we własnej prawdzie - o matce, rodzinie, sąsiadach. Otóż życiowy rachunek Radonia był taki: 11 lat dzieciństwa, 17 lat starości. A reszta - to pół wieku życia w podziemiu we własnej wsi i w podziemiu własnego „ja”, własnej pamięci. Wytrwał 53 lata, chociaż nie wiedzieliśmy, że on żyje i strzeże swojego życia, żeby opowiedzieć żywym prawdę.

        W ostatniej drodze Zmarłemu towarzyszyła rodzina, mieszkańcy Pawłokomy, a także Ukraińcy z Przemyśla, pod przewodnictwem o. Eugeniusza Popowicza (Євген Попович) i o. Mirona Mychaliszyna (Мирон Михайлишин).”

        Bogdan Huk

        "Nasze Słowo", nr 28, 8 lipca 2012 r.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka