Z życia bieszczadzkich (i nie tylko) węglarzy

21.01.08, 12:01
W piątkowych "Nowinach" ukazał się ciekawy artykuł W. Borowca o
technice wypalania węgla drzewnego i barwnym życiu bieszczadzkich
węglarzy:

www.nowiny24.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20080120/WEEKEND/343190307


"Z niejednego pieca węgiel wyciągałem"

*- Gdybym się jeszcze raz miał urodzić, to też bym trafił na wypał.
I nie tylko o picie chodzi... - mówi Zbigniew Balcerzak.*

Jak ciężka jest praca węglarzy? Postanowiliśmy to sprawdzić na
własne oczy. Pod okiem Zbyszka, wypalacza z 23-letnim stażem,
ładujemy olchowe metrówki do okrągłego pieca. Ściągamy je ze starej
wojskowej ciężarówki. Taką można zobaczyć już chyba tylko w
Bieszczadach albo muzeum ze sprzętem wojskowym.

- Grubszymi końcami do ściany - instruuje Zbigniew. - Szkoda że nie
przyjechaliście, kiedy mogłem się napić. Byłoby weselej.

*Po nas nikt nie płacze*

- A teraz nie można?

- Nie, ja już swój przydział w tym kwartale wypiłem - mówi stanowczo
węglarz.

Umorusany jak górnik po zejściu z przodka, wspomina przygody
wypalaczy:
- Dwa lata temu dwóch wypalaczy spaliło się w barakowozie. W
ubiegłym roku na wiosnę - jeden. Wszystko przez dinks (denaturat),
albo ukraińską wódkę (teraz, to i tak lepszą przywożą). Ale po nas
nikt nie płacze. Rodzin przeważnie nie mamy.

Wypalacz obliczył, że średnia życia węglarzy jest porównywalna do
średniej wieku w Afganistanie, bądź w starożytnym Egipcie.

- Ja ze swoją pięćdziesiątką jestem chyba rekordzistą - mówi. -
Większość dożywa najwyżej czterdziestki.

Kultowym napojem na wypałach jest dinks. Kultowym bo najtańszym.

- Butelka kosztuje trzy złote, trzydzieści grosze, czyli za
czterdzieści złotych można mieć kilkanaście flaszek. Opłaci się -
zapewnia Zbigniew.

Zmęczeni ładowaniem ciężkich kloców, przerywamy na chwile pracę.
Mistrz Balcerzak poprawia wysoki stos drzewa ułożonego ciasno w
retorcie, czyli piecu do wypalania. Na tym wypale jest sześć pieców,
ale dzisiaj palimy tylko w jednym.

*Z głodu nie umrzesz*

- W zimie nie ma dużego zapotrzebowania na węgiel drzewny - mówi
Bogdan Mikrut, właściciel wypału. - Gdy zacznie się wiosna, to
będzie więcej grilowania i więcej roboty dla węglarzy. - Poza tym
konkurencje robią nam Ukraińcy, którzy zarzucają rynek swoim węglem.
Ale ich węgiel przeważnie jest gorszy, wilgotniejszy. Czasem, dla
zwiększenia wagi, dosypują piasku.

- Do roboty! Czas leci!

Ściągamy z ciężarówki kolejne kloce uważając, by nas nie przywaliły.
Układamy w piecu drugi rząd. Do pieca wchodzi 12 metrów sześciennych
surowca.

- Z olchy, po wypaleniu, będzie 800 kilogramów węgla. Z buka
wychodzi około 1100 kilogramów - wylicza Balcerzak.

W stos olchowych metrówek wewnątrz pieca wtyka kobuchy, czyli nie do
końca wypalone kawałki z poprzedniego wypalania. Będą służyć za
podpałkę.

- Czy to opłacalny interes? - pytamy doświadczonego węglarza.

- Na wypale z głodu jeszcze nikt nie umarł - odpowiada. - Z
przejedzenia też nikt. Ale z przepicia zdarza się często...

*Dni czerwone i zielone*

Balcerzak od wypalonej tony węgla ma osiemdziesiąt złotych. Wylicza,
że gdyby w sezonie pracował przez cały miesiąc, to wyciągnąłby dwa i
pół tysiąca brutto.

- Ale z dyscypliną pracy nie zawsze jest w porządku - śmieje się
umorusany węglarz. - W ubiegłym roku prowadziłem sobie taki rejestr:
w kalendarzu na czerwono znaczyłem dni, kiedy pracowałem ostro. Na
zielono - kiedy ostro piłem. Później policzyłem i wyszło mi, że
przez całe wakacje miałem tylko 4 dni czerwone.

Stos olchowego drewna jest już ciasno ułożony w piecu. Można
podpalać.

- Zapalę Nowinami. Mają dobry papier, dobrze się go ogień trzyma -
reklamuje naszą gazetę węglarz.

Płomienie szybko obejmują drewno. Balcerzak zamyka drzwi pieca,
mocując je specjalnymi śrubami.

- Teraz mam trzy godziny spokoju. Ale gdybym palił we wszystkich
sześciu piecach, to nie byłoby czasu, żeby się przeżegnać.

Otwarte wywietrzniki sprawiają, że ogień pnie się do góry. Gdy
obejmie wszystkie kloce, trzeba zamknąć górną pokrywę. Szczeliny w
drzwiach uszczelnia się mokrą glina.

- Najpierw zwęglają się górne warstwy drewna. Tu jest najwyższa
temperatura - około 800 stopni. Potem trzeba kontrolować dolne
nawiewy kilku półtorametrowych kominów pieca.

Zaczyna się powolny wypał. Dym zasnuwa polanę.

*Jedyna ubikacja na wypałach*

Na razie wypalacz, a i my z nim, mamy fajrant. Przyjeżdża szef
Zbigniewa, Bogdan Mikrut, przywozi mu prowiant. Węglarz mieszka w
małej chatynce. Bez prądu i bieżącej wody. Przez okrągły rok.

- Prądu nie ma i nie będzie. Wodę biorę ze strumienia, mam radio i
telewizor na akumulator - mówi Balcerzak.

Ma też drewniany kibelek. Chwali się, że to jedyna ubikacja na
bieszczadzkich wypałach.

- Kiedyś, gdy byłem na innym wypale, jakaś paniusia dziennikarka
spytała nas, gdzie się załatwiamy. Powiedziałem jej, że wszędzie.
Mało to lasów i krzaków?

Przez 23 lata wypalania poznał różne regiony. Z niejednego pieca
węgiel wyciągał.

- Po odrobieniu wojska w kopalni, trafiłem do lasu pracując przy
zalesianiu - wspomina. - Potem kolega namówił mnie na wypalanie. I
tak minęło tyle lat. Ale gdybym jeszcze miał się raz urodzić, to też
bym trafił na wypał. Przyzwyczaiłem się do tej naszej wolności.
Jestem i dyrektorem, i swoim pracownikiem.

Pytany, czy nie ciągnie go do ludzi, odpowiada: - Nie... No chyba,
że się z nimi pije. Ale jeśli nie, to po jakimś czasie zaczynają
mnie nudzić i nie chce mi się z nimi gadać.
    • piotrzr Węglarze pod Dąbrówką Starzeńską 18.04.08, 20:09
      Bowiem wypalanie węgla drzewnego w retortach to nie tylko domena Bieszczad. Sam
      kilka lat temu wracając z Piątkowej Ruskiej "pieszką" w stronę Dynowa przez
      Dąbrówkę Starzeńską - oglądałem dymiące retorty w przy drodze wiodącej piękną
      doliną wzdłuż potoku spadającego do Sanu.
      Jak znajdę fotki to poskanuję i wrzucę na fotoforum
      • tawnyroberts Re: Węglarze pod Dąbrówką Starzeńską 21.04.08, 13:41
        Fotki będą miały już dzisiaj wartość archiwalną, bo wspomniana przez
        Ciebie retorta została jakiś czas temu zlikwidowana. Mimo to
        zachęcam do przejścia trasy, o której piszesz. Szczególnie teraz,
        gdy przyroda budzi się do życia z zimowego snu, a trawa jest tak
        przecudnie zielona. A po drodze jest bardzo dobra ścieżka
        przyrodniczo-dydaktyczna "Kopaniny" i miejsce na biwak...
    • dymek25 Re: Z życia bieszczadzkich (i nie tylko) węglarzy 22.04.08, 12:29
      Węgiel drzewny wypalano też [przynajmniej 2-3 lata temu] w pobliżu
      Makowej, tuż przy drodze do Arłamowa. Nawet nas niegrzecznie pogoniono gdy chcieliśmy zrobić zdjęcia. Potem z kolei zachęcano...
      • piotrzr retorty w Kwaszeninie 22.04.08, 12:53
        A tu macie przykład inny - pomiędzy oborami upadłego kołchozu
        wojskowego - stoją sobie i dymią retorty (wide fotka w artykule
        wiki). czy są do dziś - nie wiem.
        W dolinie przed Dąbrówką filmowałem i fotografowałem je - ok 1998
        roku
        • piotrzr Re: retorty w Kwaszeninie 22.04.08, 12:55
          pl.wikipedia.org/wiki/Kwaszenina
          • piotrzr Węglarze z Besklidu Niskiego 22.04.08, 17:49
            www.beskid-niski.pl/index.php?pos=/tematy/retorty
            Węglarze z Rostajnego
            Żadna praca nie hańbi - to przysłowie przekazywane z pokolenia na pokolenie zna
            każdy Polak. I dobrze jest o tym mówić, ale rzadko zdajemy sobie sprawę z faktu
            jak wygląda ta ciężka i trudniejsza niż większość innych praca.
            Wypalanie węgla drzewnego nie należy do najłatwiejszych zajęć, a mimo to, są
            ludzie, którzy ją wykonują i lubią. Węgiel drzewny otrzymywany jest podczas
            rozkładowej destylacji węgla liściastego lub iglastego, w procesie prowadzonym
            do temperatury około 800°C. Produkcja węgla drzewnego rozwinęła się w czasach
            nowożytnych a węgiel drzewny służył jako paliwo używane w piecach hutniczych do
            wytopu żelaza. Obecnie najwięcej wypalarni węgla jest w Bieszczadach, na terenie
            Beskidu Niskiego jest ich tylko kilka - min. Długie, Lipna Moszczaniec i...
            W Rostajnem od 1991 roku działa prywatna Firma "Best". Zatrudnia trzech
            pracowników. To właśnie panowie: Eugeniusz, Wiesław i Grzegorz opowiedzieli mi o
            swojej trudnej pracy. Wypalaniem węgla drzewnego zajmują się od dawna,
            wykonywali tę pracę jeszcze przed prywatyzacją. Są prawdziwymi specjalistami w
            swojej dziedzinie. A ja pytając z uznaniem wysłuchałam ich ciekawych opowieści.

            Co należy do codziennych obowiązków wypalaczy drewna?
            - Siedem pieców trzeba załadować drewnem po 12 metrów mp. do każdego. Dla nas
            jest ważne, żeby był materiał, bo wtedy mamy co robić i piece dymią na okrągło.
            Jak jest praca, są też pieniądze.
            Jak w takim razie przebiega proces produkcji węgla drzewnego?
            - Po załadowaniu całego pieca drewnem, zapalamy ogień. Po uzyskaniu odpowiednio
            wysokiej temperatury zamykamy otwór na górze, wtedy ogień równomiernie się
            rozkłada i dym wychodzi dolnymi małymi otworami. Ważne jest pilnowanie tych
            luftów. Nie mogą one się zatkać. Jeżeli jest już trochę wypalonego węgla to
            wtedy i one zostają zamknięte. O 2 lub o 3 rano odmykamy dekielki i sprawdzamy
            długim kołkiem czy węgiel już się dopalił. Piec jest gorący, ale my robimy to na
            wyczucie. Po 4 godzinach, kiedy biały dym znika, a pojawia się niebieski,
            zalewamy piec wodą. Latem potrzeba do tego ok.100 litrów wody. Wszystkie
            dekielki oblepiamy wtedy błotem żeby para nie uciekała. Na drugi dzień otwieramy
            drzwi i wybieramy gotowy węgiel łopatami. Po wypaleniu całego składu, węgla jest
            około połowa pieca. To co się nie spali wykorzystujemy na następną podpałkę.
            A co mogło by się stać gdyby zostawić piece na chwilę bez dozoru?
            - Cały skład spali się, wszystko może się spopielić.
            Czy gatunek drewna ma tu znaczenie?
            - Buk, olcha, brzoza grab, ale najlepsze jest bukowe i grabek. Wtedy jest
            największa wydajność. Specjalista pozna z jakiego drzewa jest wykonany dany
            gatunek węgla drzewnego.
            To naprawdę ciężka praca, jakie są zagrożenia podczas Waszej pracy?
            - Nam czad nie zagraża, musimy uważać żeby nie spaść z pieca, bo dym może się
            odwrócić i człowieka zadymi. Trzeba też wiedzieć gdzie jest drabina, bo w dymie
            nic nie widać i można łatwo spaść z góry. Latem, najbardziej dokucza wysoka
            temperatura, a w zimie każdy idzie chętniej do pieca wybierać, bo wtedy mu
            ciepło. A temu, co nosi worki to znowu zimno. Początkującym nie jest łatwo,
            ciągle trzeba ich pilnować i wszystko tłumaczyć. Nie każdy piec równo "idzie".
            Teraz nawet mnie - tłumaczy pan Grzegorz - jest łatwo. Pamiętam, gdzie trafić
            nogą nawet jak dym zakręci w inną stronę. Mamy grube buty, więc gorąc nam nie
            taki straszny.
      • bastekss Z życia węglarzy 06.05.08, 12:28
        pod Makową cały czas palą i na Kwaszeninie też
        ...pachnie aż miło
    • tawnyroberts Węglarze w Hroszówce 22.07.08, 12:51
      W wyludnionej Hroszówce retorty stoją już przynajmniej kilkanaście lat. Swego czasu węglarze, zamieszkujący starą przyczepę mieszkalną, byli jedynymi mieszkańcami opuszczonej wioski. Potem na kilka lat zaniechano tam wypalania węgla. Ostatnio węglarze powrócili, ale już bez przyczepy. Prawdopodobnie doglądają pieców dojeżdżając z pobliskiego Ulucza. Pomimo, że wypał odbywa się tam dość nieregularnie, widok nadsańskich pól spowitych siwym dymem nie należy do rzadkości. Szczególnie dobrze to widać z leżącego po drugiej stronie rzeki Temeszowa.

      Na zdjęciach retorty w Hroszówce, niestety podczas "przerwy technologicznej":

      fotoforum.gazeta.pl/3,0,1321301,2,1.html
      fotoforum.gazeta.pl/3,0,1321303,2,3.html

      Nawiew jednego z kominów pieca w zbliżeniu:

      fotoforum.gazeta.pl/3,0,1321302,2,2.html
    • tawnyroberts Wypał węgla drzewnego w Makowej 13.07.09, 13:53
      Przejeżdżając wczoraj przez Makową przystanąłem na chwilkę przy
      retortach i pstryknąłem kika fotek. Na sześć znajdujących się tam
      pieców, dymiło się tylko z jednego, ale za to jak! Strach pomyśleć
      co by się działo, gdyby przy takiej prawie bezwietrznej aurze jak
      wczoraj wypał odbywał się pełną parą.

      Podobnie sytuacja wyglądała w Łodzince Dolnej, przy skrzyżowaniu do
      Trójcy. Tam na siedem pieców działał tylko jeden. Czyżby w
      środku "sezonu grillowego" nie było zapotrzebowania na węgiel?

      fotoforum.gazeta.pl/3,0,1887198,2,1.html
      fotoforum.gazeta.pl/3,0,1887199,2,2.html
      fotoforum.gazeta.pl/3,0,1887200,2,3.html
      • piotrzr Re: Wypał węgla drzewnego 13.07.09, 16:03
        Obawiam się że obecnie produkcja węgla drzewnego odbywa się w o wiele
        dostępniejszym terenie, łatwiejszym do transportu i dostawy do odbiorców, w
        ilościach hurtowych. Przykład - jakaś firma z Pomorza

        kris34.republika.pl/
        wraz z ich opisem oferty

        Oferta



        Posiadamy w sprzedaży węgiel drzewny pakowany
        w woreczki po 2,5 kg.
        Szczególna oferta skierowana jest dla grill-barów,
        dla których wegiel możemy
        pakować w worki 10 kg.

        Sprzedawany przez naszą firmę
        węgiel drzewny jest wysokiej jakości
        (przesiewany na sicie)
        Węgiel drzewny produkowany jest z drzew
        liściastych głównie dąb i buk.
        • tawnyroberts Węglowe realia 14.07.09, 08:18
          Pewnie jest w tym trochę racji, ale w grę wchodzą także ceny surowca
          i koszty utrzymania pracowników, a te jak wiadomo na Podkarpaciu są
          najniższe. No chyba żeby przenieść produkcję na Ukrainę... Piszę o
          tym nieprzypadkowo, bo w marcu rozmawiałem z pracownikiem wypału w
          Kwaszeninie. Tamtejsze retorty są własnością firmy DREWEX z Tyrawy
          Wołoskiej, która wyrabia węgiel także na Ukrainie. Zdaniem mojego
          bardzo sympatycznego i gościnnego rozmówcy, już jesienią tego roku w
          Kwaszeninie mają zaprzestać wypału i przenieść urządzenia za
          wschodnią granicę. Na Ukrainę ma też wyjechać obsługa pieców (dwie
          osoby).
          • piotrzr Re: Węglowe realia 14.07.09, 08:29
            No cóż - na Ukrainie pewno nie ma i takich rygorów ochrony przyrody jak w
            Polsce. Więc wyręby "opałowe" są łatwiejsze, praca o wiele tańsza.
            A ja jeszcze z lat 70-tych pamiętam prawdziwe mielesze (czyli kopce czy stosy
            wypałowe) z okolic Rajskiego nad zalewem solińskim.
            Retorty to jednak późniejszy "wynalazek' w Polsce.
            A nieczynne retorty obserwowałem w ubiegłym roku np przy drodze do łopieńki.
            Barak wypalaczy pozostał także na uroczej polance w dolinie koło Stasianiów,
            koło Tylawy
    • tawnyroberts Smolarze w obiektywie 26.10.09, 10:49
      Bieszczadzkimi węglarzami zainteresowali się także młodzi adepci fotografii z Krosna. Efekt: wystawa "Smolarze w obiektywie", do obejrzenia w krośnieńskiej Galerii Fotografii Grudysz jeszcze do końca listopada.


      "Smolarze w obiektywie"

      Galeria Fotografii Grudysz w Krośnie prezentuje zdjęcia młodych adeptów fotografii zafascynowanych bieszczadzkimi smolarzami.

      Wystawa jest efektem wrześniowego pleneru fotograficznego w Jabłonkach, jednym z kilku miejsc w Bieszczadach, gdzie wypala się węgiel drzewny. Uczestniczyła w nim grupa słuchaczy fotografii z Państwowego Pomaturalnego Studium Kształcenia Animatorów Kultury i Bibliotekarzy w Krośnie. Bohaterami ich zdjęć są Smolarze, Kurzacze, Uhlarze, jak określa się ludzi zajmujących się wypałem. Spotkanie w Jabłonkach pobudziło u młodych fotografów zainteresowanie zawodem, który jest wyjątkowy zarówno ze względu na technologie, jak i z powodu ludzi tu pracujących. Mieszkają oni obok wypału i całe swoje życie w tym czasie poświęcają pracy. Słuchacze przebywający na plenerze mogli w ciągu trzech dni obserwować proces wypału, a podczas rozmów ze smolarzami usłyszeć fascynujące historie związane z życiem w lesie. Podczas wizyty gospodarze przygotowywali posiłek z grzybów i częstowali jabłkami, które rosną nieopodal przypominając, że są tereny niegdyś gęsto zaludnione.

      Wystawa jest pierwszą ekspozycją słuchaczy rozpoczynających naukę w Studium. Autorami zdjęć są: Michał Bałon, Paweł Guder, Sabina Guzik, Magdalena Konop, Marcin Kuncio, Anna Mika, Beata Motuk, Jacek Raus, Krzysztof Salak, Karol Tajak. Wystawa czynna będzie do końca listopada.

      Źródło: Gazeta Wyborcza Rzeszów

      miasta.gazeta.pl/rzeszow/1,34962,7175490,Smolarze_w_obiektywie.html
Pełna wersja