darino 07.02.08, 08:18 www.gazetawyborcza.pl/1,75515,4898051.html Odpowiedz Link Zgłoś czytaj wygodnie posty
tawnyroberts Re: Po co rozwijać Polskę B? 25.02.08, 13:50 Z niektórymi tezami stawianymi przez prof. Gorzelaka w tym wywiadzie trudno się zgodzić. Przykładowo sprawa dróg, torów, lotnisk, czyli ogólnie infrastruktury. Uważam, że każdy region w Polsce powinien mieć równe szanse. Nie może być takich sytuacji, że buduje się autostrady tylko pomiędzy najlepiej rozwiniętymi ośrodkami i aglomeracjami, pomijając przy tym biedniejsze obszary. Dobre drogi trzeba budować wszędzie, nawet jeśli miałyby w przyszłości "świecić pustkami". Trudno jest zachęcić potencjalnego inwestora, aby inwestował w miejscu do którego trudno dojechać. W ten sposób błędne koło się zamyka. Niektóre lokalne samorządy będą potrafiły wykorzystać swoją szansę i przyciągną do siebie przedsiębiorców, inne sobie z tym nie poradzą, ale zyskają na tym wszyscy. Najważniejsze, żeby było sprawiedliwie. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że taki Rzeszów mimo to i tak będzie się rozwijał wolniej od Warszawy, ale właściwie co z tego? Ważne, żeby się w ogóle rozwijał. Odpowiedz Link Zgłoś
piotrzr Re: Po co rozwijać Polskę B? 14.12.08, 18:33 dziwna sparwa z tą Polską B czy C - bo jadąc przez Mazowsze, Kielecczyznę czy dolny Śląsk widać tę Polskę jak na dłoni - bidną, z kiepskimi drogami, zapomnianymi miasteczkami. Akurat Podkarpacie nie wygląda na tym tle tak żle. Oczywiscie - trasa Ustrzyki Dolne - przemyśl - Lubaczów - pokazuje totalną biedę i zapomnienie na tych terenach. No ale kesli do niedawna Przemyśl opierał walkę z bezrobociem na przemycie papierosów i wódki z Ukrainy to o czym, tu mówić ?? :( Odpowiedz Link Zgłoś
tawnyroberts Nie zbudujemy w Polsce Irlandii 10.12.09, 18:52 Warto przypomnieć ten artykuł i to nie tylko ze względu na kontrowersyjne tezy prof. Gorzelaka. "Nie zbudujemy w Polsce Irlandii" Dlaczego cały kraj ma być równo rozwinięty i równie zagęszczony? Dlaczego Polska wschodnia ma nie być bardziej pusta? - pyta Grzegorz Gorzelak Aleksandra Klich: - "Nawet jeśli będziemy przeznaczać najwięcej pieniędzy z dotacji unijnych na rozwój uboższych regionów kraju, to nie zniwelujemy wieloletnich opóźnień w ich rozwoju. Trzeba wspomagać bogatych, żeby pomogli uboższym" - za tę wypowiedź Elżbieta Bieńkowska, minister polityki regionalnej, była surowo krytykowana. Słusznie? Grzegorz Gorzelak: - Słowa minister Bieńkowskiej to miód na nasze serca. Wreszcie ktoś powiedział głośno to, co w naszym zespole - EUROREGU na Uniwersytecie Warszawskim - powtarzamy od 20 lat. Pomagać najsłabszym to anachroniczne myślenie. Doświadczenia całego świata pokazują, że kraje modernizuje się w zupełnie inny sposób. - Czyli jak? - Żyjemy w przestrzeni przepływów. Technologie wymyślone w laboratoriach w Niemczech wdraża się na Węgrzech. To samo z informacjami. Polityka regionalna powinna integrować firmy, ludzi, placówki naukowe. Kto swoją przestrzeń przepływów dobrze urządzi, ma szansę na sukces. Najważniejszymi węzłami tej światowej przestrzeni są metropolie. Wielkie miasta z wydajną, innowacyjną gospodarką, placówkami badawczymi, skupiające twórczych ludzi, atrakcyjne jako siedziby wielkich korporacji i dla turystów. Jak mówi Manuel Castells, "metropolie rządzą światem". Od miejsca, jakie nasze metropolie zajmą w światowej sieci, będzie zależało miejsce polskiej gospodarki i jej konkurencyjność. - Możemy być konkurencyjni? - Na razie jesteśmy gdzieś między Niemcami a Mołdawią, ale możemy przegrać konkurencję także z Mołdawią. Jeśli chcemy być bogaci, musimy być innowacyjni, bo tylko innowacyjni mogą być drodzy. A ci, którzy konkurują ceną, muszą być biedni, bo tylko biedni mogą być tani. Cieszymy się, że płynie do nas kapitał - jednak w większości nie jest to kapitał innowacyjny, ale ulokowany w produkcji już dawno wymyślonych wyrobów albo prostych usług. Przestajemy być jednak tani i kapitał ten odpływa do krajów tańszych - Chin, Indii, Rumunii, na Ukrainę. Może kiedyś popłynie i do Mołdawii. Polska nie ma strategii konkurencyjności i nie bardzo wiemy, na co w przyszłości stawiamy. - Jak więc stworzyć tę konkurencyjną, spójną przestrzeń przepływów, o której pan mówi, i sprawić, byśmy mieli szansę na konkurencyjność w świecie? - Pierwszoplanowe jest połączenie najważniejszych polskich miasta szybką drogą i koleją, także komunikacją lotniczą. Chodzi o Warszawę, Kraków, Wrocław i Poznań, Trójmiasto, Łódź i Górny Śląsk, także Szczecin. Do listy tej należy dopisać najważniejsze miasta Polski Wschodniej. Po drugie, trzeba zadbać, by te bogate metropolie nie odrywały się od swojego zaplecza - np. Warszawa musi być dobrze skomunikowana z Płockiem, Ciechanowem czy Siedlcami, a Lublin z Chełmem i Zamościem. Dopiero po trzecie trzeba umożliwić sprawny tranzyt przez Polskę, głównie w układzie z zachodu na wschód (A2 i A4), ale także w układzie północ - południe (A1 i A3). Ponadto powinniśmy pomagać regionom, które sobie nie radzą, bo albo nie ma u nich metropolii - jak wschodnia Polska i środkowe Pomorze, albo są tak zniszczone - jak aglomeracja katowicka - że mają małe szanse na samodzielny rozwój. - Kiedy zaczną znikać różnice między słabszymi i mocniejszymi regionami? - W przewidywalnej przyszłości one nawet będą rosnąć, tak jak rosły przez ostatnich kilkadziesiąt lat, nawet za czasów PRL. Tak się dzieje w większości krajów, bowiem metropolie "uciekają" pozostałym regionom. Trudno wyobrazić sobie, by najbiedniejsze regiony Polski wschodniej nagle zaczęły rozwijać się szybciej niż Warszawa, Poznań czy Wrocław. Żadne programy europejskie czy krajowe tego nie zapewnią. - Dlaczego? - Bo na rozwoju regionów w Polsce ciążą podziały historyczne i geograficzne. Wisła pod koniec średniowiecza była filtrem, przez który niewiele impulsów modernizacyjnych przenikało na wschód. Podział ten był później wzmocniony przez granicę między zaborem rosyjskim i pruskim. Granica ta istniała 103 lata, a od 90 już jej nie ma - lecz ciągle jest widoczna! Kapitał lokuje się tam, gdzie już istnieją pewne tradycje rozwoju, gdzie silne są postawy promodernizacyjne, gdzie samorząd jest sprawny i aktywny, gdzie inwestor znajdzie wykwalifikowanych i silnie motywowanych pracowników. Idzie jednocześnie tam, gdzie jest łatwo dojechać. Wygrywają więc duże miasta i zachodnia część kraju. - Jak pomóc wschodowi? - Szansa Polski wschodniej to edukacja i mosty na Wiśle. W taki sposób ten region może zbliżyć się do kapitału i technologii. - Politycy i publicyści ze wschodniej Polski pokazują wskaźniki, z których wynika, że poziom wykształcenia w Podlaskiem jest wyższy niż w zachodniej części kraju. I dodają, że wolą, by budowano u nich drogi niż uniwersytety. - Tak? Proszę pani, w Polsce są gminy, które mają 1,5-2 proc. mieszkańców z wyższym wykształceniem - a najwięcej jest ich na wschodzie! Owszem, osób z wyższym wykształceniem na wschodzie przybywa szybciej niż gdzie indziej, ale ciągle jest ich tam znacznie mniej niż w dynamicznych regionach kraju. Ważna jest też jakość tego wykształcenia. Po pierwsze, na terenach pozametropolitalnych, szczególnie wiejskich, niski jest społeczny kapitał kulturowy. Szkoły wiejskie tego nie nadrabiają, bo nikt nie uznał tego za jeden z najważniejszych celów polskiego systemu edukacyjnego. A nakład na edukację jednego przedszkolaka czy ucznia na wschodzie powinien być znacznie większy niż np. w Warszawie. Tak, żeby nauczyciel mógł siedzieć z dzieckiem pięć godzin w klasie, a potem trzy w świetlicy. I ta świetlica musi być podłączona do internetu, a szkoła mieć książki, bo dzieciak nie znajdzie ich w domu, a rodzice mu ich nie kupią. Po wtóre, większość niepublicznych wyższych uczelni - a dzięki nim odsetek wykształconych tak szybko rośnie - uczą na "tanich" kierunkach: marketingu i zarządzania, finansów i bankowości, ostatnio także socjologii, politologii, pedagogiki specjalnej, nawet dyplomacji! Nie ma niepublicznych uczelni medycznych i technicznych, bo są drogie dla właściciela. W dodatku nakłady na edukację na wschodzie muszą być większe także dlatego, że trzeba "nadprodukować" ludzi wykształconych, tak by część została, nawet gdy sporo wyjedzie do wielkich miast albo za granicę. - Jak zatrzymać tych, którzy chcą opuścić wschód? - A czy można to w ogóle zrobić? To naturalny proces na całym świecie. Zastanówmy się: czy chodzi nam o dobro 40 hektarów ziemi, czy 400 ludzi, którzy na nich żyją? Mnie się zdaje, że powinno nam chodzić o ludzi. Ludzie migrują, bo wolą lepsze, wygodniejsze życie. Ono bardzo powoli przychodzi do nich na wieś. - Wschód się wyludni. Czy to nie będzie problem? - A dlaczego cały kraj ma być równo rozwinięty i równie zagęszczony? Dlaczego Polska wschodnia ma nie być bardziej pusta? Odpowiedz Link Zgłoś
tawnyroberts Nie zbudujemy w Polsce Irlandii - cz. II 10.12.09, 19:03 - Wracając do dróg: przecież wschód ich potrzebuje. - Drogi są warunkiem koniecznym dla rozwoju, ale niewystarczającym - słabo rozwinięte regiony Europy Zachodniej mają wiele świetnych, ale zupełnie pustych dróg, bo mało kto ma interes po nich jeździć. Politycy ze wschodu opowiadają, że trzeba zbudować S19 - najkrótszy szlak ze Skandynawii przez Finlandię do Bułgarii. Ale na przejściu w Barwinku pojawi się w ciągu roku nie więcej niż dwóch Finów! Oni latają albo jeżdżą przez Niemcy i S19 nie zmieni ich przyzwyczajeń. Jeśli budować drogi, to na szlaku wschód - zachód. Z Warszawy do Lwowa i z Warszawy na Litwę przez Białystok. A po co doskonała droga z Lublina do Białegostoku? Żeby świeciła pustkami? - Ludzie w Białymstoku czy Suwałkach w ciągu ostatnich dwóch lat uwierzyli, że ich region może się rozwinąć, a poziom ich życia zbliży się do tego w zachodnich regionach kraju. Pan te nadzieje im odbiera. - Nie odbieram nadziei, tylko rozwiewam mrzonki. Ja uprawiam naukę, a nie politykę. Poruszam się w przestrzeni obiektywnych ocen. Też chciałbym być zgrabny i dostać Nobla. Jednak jeśli ktoś przyjdzie i powie: poćwicz trochę, a będziesz piękny, albo napisz coś, a dostaniesz Nobla, to mu powiem: zjeżdżaj człowieku. Bo umiem przykroić ambicje do możliwości. Możemy pomóc ludziom, ale to nie znaczy, że wschód Polski nagle zacznie się bardzo szybko rozwijać. Owszem, będzie się rozwijać, ale wolniej niż bardziej atrakcyjne i już wyżej rozwinięte obszary. Cudów nie ma. Wschód musi się rozwijać endogennie, musi tworzyć przyczółki nowoczesności, rozwijać rodzimy potencjał. Np. pięknie rośnie mleczarstwo. Mleko świata nie zmieni, ale da ludziom pracę i dochody. Podobnie odbudowują się tradycje przemysłowe w dawnym COP- ie, szybko idzie region Rzeszowa, rozwija się Mielec. Rozwój Polski wschodniej będzie punktowy - te układy lokalne wygrają, które z determinacją będą wzmacniały swój własny potencjał. A te, które będą czekać na mannę z Brukseli albo z Warszawy - jak np. Starachowice "podczepione" pod poprzedni układ polityczny - szanse będą tracić. - A turystyka? - Na wschodzie nie należy na nią nadmiernie liczyć. Poza szczególnie atrakcyjnymi miejscami - jeziora, Bieszczady - nie przyjeżdża tam masowy turysta. Turyści jeżdżą do Warszawy, Krakowa, w Tatry, nad morze. Na wschodzie może istnieć agroturystyka i zielone szkoły, ale to nie będzie żaden potężny impuls rozwojowy. - Co najpilniej trzeba zmieniać w polskiej polityce regionalnej? - Zmienić swój sposób myślenia o niej. Pieniądze z UE w połowie przejemy i rozdamy, ale nawet gdybyśmy wszystko zainwestowali, to i tak byłyby to pieniądze relatywnie niewielkie. To my sami powinniśmy zdobyć się na wysiłek modernizacyjny oraz rozwojowy i przestać mówić, że Unia nam "daje", a zacząć, że Unia nam "dodaje". Musimy wreszcie zrozumieć, że wysiłek modernizacyjny to ogromne wyrzeczenie nas wszystkich. Unia to szansa, ale zaciśnijmy wreszcie pasa. - Nasi politycy za przykład stawiają Irlandię. Jak tam udał się skok cywilizacyjny? - Nim Irlandczykom się udało, biedowali w Unii 20 lat. Byli w tragicznej sytuacji, ludzie wyjeżdżali do Stanów. W końcu poprowadzili twardą politykę finansową. Obniżyli podatki, zmniejszyli rozmiary pomocy socjalnej, która trafiała do obywateli, ale nie rozwiązywała żadnych problemów, inteligentnie wykorzystali środki europejskie, nie koncentrując ich na infrastrukturze, ale na przedsiębiorczości. Mówili zainteresowanym: zainwestuj w nas, a my ci wykształcimy takich pracowników, jakich chcesz. No i przyszli Amerykanie i zainwestowali. - Mamy szansę na taki sukces? - Nie. Brakuje nam przywódców, mamy tylko polityków, którzy oglądają słupki poparcia dla siebie, są uwikłani w awantury w sprawie płac, a nie potrafią zrobić porządku z podatkami. Nie ma ludzi, którzy dla dobra Polski byliby w stanie narazić się na niepopularność i ewentualną przegraną w następnych wyborach. I dlatego możemy przegrać wszyscy. *** Prof. Grzegorz Gorzelak, ekonomista, specjalista od problemów rozwoju regionalnego i lokalnego. Kieruje Centrum Europejskich Studiów Regionalnych i Lokalnych (EUROREG) Uniwersytetu Warszawskiego. Współpracował z instytucjami rządowymi i samorządami lokalnymi oraz regionalnymi w Polsce i na Ukrainie oraz z Bankiem Światowym i Komisją Europejską. Jest stypendystą Fulbrighta oraz visiting professor na University of Strathclyde. Źródło: Gazeta Wyborcza lublin.gazeta.pl/lublin/1,37147,4898051.html Odpowiedz Link Zgłoś
piotrzr czy jest ten podział ?? 14.12.09, 08:40 no właśnie czy podział na Polskę ABC...jest aktualny ?? Pisłudski kiedyś mówił że Polska jest jak obwarzanek - to co najwartościowsze to na brzegach. Nie wiem czy to zdanie pada w tym wywiadzie :) - bo nie chce mi sie go czytać ale... Ale wydaje mi się że na ścianie wschodniej to właśnie drogi są najważniejsze - trawestując słynne amerykańskie hasło wyborcze: chciałby zakrzyczeć "Drogi idioto!!!" (nadmieniam szanowny adminie tutejszy że pisząc to nie chciałem nikogo obrazić - jak bogakocham) Odpowiedz Link Zgłoś