tawnyroberts
08.04.08, 15:11
Na początek tekst sanockiego historyka Andrzeja Romaniaka, który
pojawił się w sieci we wrześniu 2007 r., w 61. rocznicę napadu.
Artykuł już dobrze znany, dość jednostronny, ale chyba warty
przypomnienia. Przynajmniej jako punkt wyjściowy do dalszej dyskusji.
"PRAWDA I PAMIĘĆ: 61. rocznica napadu UPA na Witryłów, Łodzinę i
Hłomczę"
W tych dniach mija 61. rocznica tragicznych wydarzeń, które
rozegrały się niedaleko Sanoka, a o których w myśl
dziwnej „politycznej poprawności” i „nie rozdrapywania ran” nie
wspomina się ani słowem. Jednak milczenie nie wykreśli ich z
ludzkiej pamięci i z zachowanych dokumentów.
Wydarzenia te były kontynuacją tego, co działo się na Wołyniu w
latach 1943-44, gdzie z rąk nacjonalistów ukraińskich spod znaku OUN-
UPA zginęło co najmniej 120 000 Polaków i 80 000 Ukraińców. Tu na
ziemi sanockiej od lata 1944 r. odbywało się to samo, tylko na
mniejszą skalę.
Na terenie byłego województwa rzeszowskiego, w tym i na terenie
ziemi sanockiej, dziesiątki wiosek dotknęła zbrodnicza działalność
UPA, a o jej ofiarach dziś się nie pamięta, zaś mówienie i
przypominanie o nich niby nie służy dobrosąsiedzkim stosunkom z
Ukrainą. Jednak prawda nie może być przemilczana.
10 września minie 61. rocznica napadu UPA na Witryłów, Hłomczę i
Łodzinę, gdzie wymordowani zostali niewinni ludzie, których liczba
jest doskonale udokumentowana, a personalia znane.
Niedawno (6 sierpnia) minęła 63. rocznica mordu dokonanego przez
bojówkę UPA pod dowództwem „Burłaki”, której ofiarą padło 43
mieszkańców Baligrodu, ale próżno szukać o tym informacji w mediach.
Już od lata 1944 r. na terenie obecnego powiatu sanockiego wzmogły
działalność bojówki UPA, realizując tu swą zbrodniczą ideologię,
napadając na wioski zamieszkane przez Polaków, a także przez Rusinów
nie podporządkowujących się rozkazom ukraińskich nacjonalistów.
Początkowo działalność ta uchodziła UPA bezkarnie. Teren po
przejściu frontu był w dużym stopniu terenem „bezpańskim”. W związku
z tym obronę przed napadami UPA wzięły na siebie oddziały samoobrony
organizowane samorzutnie przez mieszkańców poszczególnych wiosek.
Działalność tych oddziałów najczęściej przybierała formę nocnych
wart, w których zobowiązany był uczestniczyć każdy mężczyzna.
Obrońcami polskiej ludności przed napadami UPA były też partyzanckie
oddziały zbrojne, które po zakończeniu wojny nie ujawniły się i
pozostały w podziemiu. Na terenie powiatu sanockiego i sąsiednich
najbardziej znanym był oddział NSZ pod dowództwem Antoniego Żubryda.
Sytuacja zmieniła się po zakończeniu działań wojennych. Na omawiany
teren skierowano Wojsko Polskie, którego głównym zadaniem była
ochrona ludności przed atakami UPA oraz przeprowadzenie ewakuacji do
ZSRS, zamieszkujących ten teren, osób narodowości ukraińskiej.
Od stycznia 1946 r. na rozległym i trudnym południowo-wschodnim
terenie ówczesnego województwa rzeszowskiego wzmogły się akcje
przeciwko zbrojnym bojówkom UPA prowadzone m.in. przez oddziały 32.
i 34. pułku piechoty „ludowego” Wojska Polskiego. Upowcy w odwecie
nasilali ataki na polskie wioski i ludność cywilną. Najczęściej
napadali późno w nocy, kiedy mieszkańcy spali i nie mieli większych
szans na ucieczkę lub obronę.
Działalność UPA miała poparcie wśród niektórych wiosek zamieszkanych
przez ludność pochodzenia ukraińskiego, jednak poparcie to było
często wymuszane terrorem i strachem. Chociaż nie zawsze - były
wioski, które dobrowolnie wspomagały działania UPA. W pobliżu Sanoka
do takich wiosek należał, położony na prawym brzegu Sanu Ulucz,
który był dla UPA doskonałą bazą wypadową; stąd wychodziły ataki na
pobliskie miejscowości, a szczególnie te położone na lewym brzegu
Sanu. Z Ulucza wywodziło się również wielu członków UPA.
10 września to właśnie z Ulucza wyszedł atak UPA na Witryłów,
Łodzinę i Hłomczę. Jak relacjonują świadkowie tamtych wydarzeń,
wieczorem 10 września 1946 r. członków samoobrony strzegących
Witryłowa zaskoczyła przejmująca cisza na polach i w lesie. Nie było
słychać żadnych głosów zwierząt i ptaków. Wydawało się to bardzo
dziwne i zwiastowało coś złego. I rzeczywiście ok. 23.30 rozległy
się strzały i od strony Sanu rozpoczął się napad na Witryłów, a
chwilę później na Hłomczę i Łodzinę.
Witryłów, dzięki dobrze zorganizowanej samoobronie, zdołał się
obronić i nie został spalony w całości. Spalono jednak 56 domów,
zabudowania gospodarcze i zabudowania dworskie pp. Dwernickich.
Zamordowano też w okrutny sposób 7 osób: Franciszkę Baran,
Kazimierę Dzik, Antoniego Kozłowskiego, Adama Kurzacza, Tadeusza
Pelca, Józefa Skrzypskiego i Marię Wituszyńską, a kilka innych
zostało rannych.
Łodzina i Hłomcza, nie posiadające samoobrony, zostały zupełnie
spalone, a kilkunastu mieszkańców w bestialski sposób zamordowano.
Obie te wsie były zamieszkane w większości przez Rusinów, lecz
wcześniej część z nich wyjechała do ZSRS, a do opuszczonych przez
nich domów wprowadziły się rodziny ze spalonych przez UPA wsi.
UPA wymordowała zarówno Polaków, jak i Rusinów. Tych pierwszych za
to, że byli Polakami, a tych drugich rzekomo za to, że pozwolili
innym mieszkańcom wyjechać ze wsi. Lecz najprawdopodobniej była to
zemsta za to, że nie chcieli współpracować z UPA. W tym czasie
polski oddział wojskowy kwaterował blisko palonych wsi, w
Mrzygłodzie, lecz niewiele mógł zdziałać. Banderowcy szczelnie
obstawili Hłomczę od strony Mrzygłodu i wojsko nie miało
najmniejszych szans przedrzeć się przez gęsty zaporowy ogień.
Siły UPA oceniano, chyba przesadnie, na ok. 2000 ludzi. Były to
połączone bojówki UPA pod dowództwem „Hrynia”, „Jara”, „Burłaki”
i „Łastiwki”. Spaliły one w Hłomczy 90 domów wraz z całym
inwentarzem i dwa zbiorniki ropy naftowej w tamtejszej kopalni.
Zamordowano 3 osoby: Emila Romana (42 lata), jego córkę - 14 letnią
Katarzynę Roman oraz Cecylię Chudzikiewicz (38 lat), której ciało
wrzucono do piwnicy palącego się domu. Równie tragicznie napad
banderowców przebiegał w Łodzinie. Spalono tu 62 budynki i
zamordowano aż 9 osób. Zamordowani zostali: Andrzej Fik (22 lata),
Mikołaj Fik (42 lata), Katarzyna Fik (53 lata), Mieczysław Okriak
(32 lata), Aleksander Fedyn (55 lat), Mikołaj Sawczak (58 lat),
Mikołaj Hołowka (70 lat), Mikołaj Bagan (45 lat) oraz Czesława
Solecka (19 lat). Ta ostatnia otrzymała 14 pchnięć bagnetem. W
napadzie brało też udział kilku mieszkańców wspomnianego Ulucza,
którzy zostali rozpoznani, a wśród napastników byli nawet bardzo
młodzi chłopcy.
O tamtym tragicznym wydarzeniu zawsze przypominać nam będą
wstrząsające fotografie wykonane na drugi dzień po napadzie, które
przetrwały do naszych czasów. Przypomnieć dziś o tym należy w imię
prawdy historycznej oraz z tego względu, że jesteśmy to winni tym,
którzy zostali niewinnie pomordowani, a o których panuje dziś
zupełna cisza. Przebaczyć należy, ale nigdy nie możemy zapomnieć.
Andrzej Romaniak
www2.esanok.pl/index.php?var_id=4126&opinie=dodaj_opinie&ak=news_c&pan=n&dod=artykul