kwiatjabloni20
06.03.09, 21:50
W Jerozolimie, w instytucie Jad Vashem jest Honorowa Ściana Sprawiedliwych, a
na niej wyryte 21 tys. 758 nazwisk ludzi, którzy w czasie II wojny ratowali
Żydów. Wśród nich 6066 to nazwiska Polaków. W 1995 roku na Ścianie
Sprawiedliwych dopisano Michała i Katarzynę Gerulów z Łodzinki Górnej, a ich
syn Władysław w imieniu nieżyjących rodziców odebrał medal „Sprawiedliwi wśród
Narodów Świata”.
– To największa pamiątka po rodzicach – mówi Władysław Gerula, pokazując medal
„Sprawiedliwi wśród Narodów Świata”.
W domu była nas trójka. Starsza siostra miała 17 lat, młodsza 8 i ja –
opowiada Władysław Gerula. – W 1943 roku miałem równo dziesięć lat. Ojciec
pomiędzy stodołą a stajnią zrobił podwójną ścianę i tam była kryjówka, w
której ukrywał Żydów. Młode małżeństwo z trzyletnią córeczką i trzech
mężczyzn. Nie wiedziałem, kto to był i skąd, bo w domu się o tym nie mówiło.
Tak było dla wszystkich bezpieczniej. Przed świętami ojciec wyczuł, że coś nie
jest w porządku, że ktoś może nas podejrzewać o ukrywanie Żydów. Dookoła
mieszkali Ukraińcy. Niektórzy z nich mieli dobre kontakty z Niemcami, może oni
coś wiedzieli i przestrzegali go przed niebezpieczeństwem. Ojciec powiedział
ukrywającym się, że może być wpadka i najlepiej by było, gdyby sobie znaleźli
inną kryjówkę. Małżeństwo miało jakieś kontakty w Przemyślu, więc ojciec
zawiózł ich furmanką razem z córeczką do miasta, a trzej mężczyźni
powiedzieli, że nie mają gdzie iść i zostali w kryjówce.
Wpadka i egzekucja
– To było na sam Nowy Rok. Mróz był duży, pewnie z dwadzieścia stopni. Ojciec
z matką ubrali się i poszli do kościoła do Birczy. Wtedy jeszcze chodziło się
tam na przełaj, drogą przez las. Byli może w pół drogi, kiedy z naprzeciwka
nadeszli gestapowcy i ukraińscy policjanci. Zaraz skuli rodziców kajdankami i
przyprowadzili z powrotem na podwórko. Cały czas krzyczeli i pytali, gdzie są
Żydzi, ale myśleliśmy, że się uda i nikt się nie przyznawał. Wtedy oni zrobili
rewizję w domu, a potem powypuszczali bydło i zaczęli przeszukiwać stajnię i
stodołę, a matka z ojcem cały czas stali skuci na podwórzu. Ich pies coś
wyczuł przez ścianę. Zaczęli szturać przez dziurę, odkryli podwójną ścianę i
znaleźli tamtych. Zaraz ich wyciągnęli, zawiązali oczy szmatami i ustawili na
podwórzu. Trzy strzały i mężczyźni upadli na ziemię. Razem z siostrami
widzieliśmy to wszystko przez okno. Potem kazali sąsiadom wziąć naszego konia
i zawieźć zabitych pod las i tam zakopać. Już po wszystkim zabrali mamę i ojca
na furmankę, wzięli jeszcze krowę i odjechali w kierunku Birczy, pewnie na
posterunek. Wtedy widziałem rodziców ostatni raz. Do dziś nie wiem, co się z
nimi stało, gdzie ich zabili, ani gdzie są ich groby. Dopiero w latach
dziewięćdziesiątych zacząłem starać się o medal dla nich. Wtedy też okazało
się, że ta Żydówka, którą ojciec zawiózł do Przemyśla, przeżyła i mieszka w
Stanach, na Florydzie. Ona poświadczyła, jak było i dopiero wtedy rodzicom
przyznali medal „Sprawiedliwi wśród Narodów Świata”, a w Jerozolimie posadzili
im na pamiątkę drzewko.
Jacek Szwic.
Zwracam się z prośbą do piszących w forum:Bircza,Nad Sanem i
Wiarem,Podkarpacka u-Kraina,Zawsze polska Bircza i Polska-Ukraina,stańcie
ponad wewnętrznymi podziałami i pomóżcie ustalić miejsce pochówku zwłok
Michała i Katarzyny Gerulów z Łodzinki Górnej.