Szlakiem nieistniejących wsi - Kwaszenina

15.04.09, 16:57
Najstarszy dokument dotyczący Kwaszeniny pochodzi z 1511 r. Wieś w
tym czasie należała do dobromilskiego klucza Herburtów. Ten stan
własności utrzymał się do 1622 r., kiedy to Kwaszeninę przejęli za
długi Koniecpolscy. W 1657 r. właścicielem wsi był niejaki Wittan,
herbu Kolumna. Po nim odziedziczyli ją jego synowie - Konstanty i
Stanisław. Prawdopodobnie jeszcze przed zaborami wieś została
sprzedana i stała się częścią starostwa przemyskiego. Stąd też w XIX
w. należała do austriackich dóbr kameralnych, a w okresie
międzywojennym tutejszy majątek stanowił własność rządową. Po 1945
r. niewielka część Kwaszeniny znalazła się po ukraińskiej stronie.

W 1921 r. Kwaszenina liczyła 164 domy i 1018 mieszkańców (953 grek.,
19 rzym., 45 mojż.).

Po wysiedleniach ludności ukraińskiej we wsi pozostało sześć rodzin
polskich. Pod koniec lat sześćdziesiątych także ci ostatni
mieszkańcy musieli opuścić swoje domostwa, ponieważ tereny te weszły
w skład Ośrodka Wypoczynkowego Rady Ministrów w Arłamowie. Na
potrzeby tegoż ośrodka powstało w latach siedemdziesiątych w
Kwaszeninie Wojskowe Gospodarstwo Rolne, które zlikwidowano na
początku lat dziewięćdziesiątych. Obecnie w odnowionych budynkach
koszarowych mieszka zaledwie jedna rodzina, pilnująca majątku
Agencji Nieruchomości Rolnych, przejętego po wojskowych. Pozostała
część zabudowań dawnego Wojskowego Gospodarstwa Rolnego znajduje się
w prywatnych rękach. Drugim zasiedlonym budynkiem jest leśniczówka.
Całości zaludnienia Kwaszeniny dopełnia pracownik wypału węgla
drzewnego, który przebywa w swoim miejscu pracy na stałe.

Przez Kwaszeninę przepływa rzeka Wyrwa, która następnie, na terenie
Ukrainy, wpada do Wiaru, zahaczając wcześniej o Dobromil.
    • tawnyroberts Cerkwisko w Kwaszeninie 15.04.09, 21:51
      "Sprawozdanie Towarzystwa Opieki nad Zabytkami za 2004 rok
      ...
      2. Zarząd Oddziału przeprowadził wizje lokalne w terenie w
      następujących miejscowościach:
      ...
      c). Kwaszenina (gmina Ustrzyki Dolne) - w miesiącu wrześniu
      przeprowadzono penetrację terenu po byłej wsi Kwaszenina ze
      szczególnym uwzględnieniem terenu cerkwiska i cmentarza
      przycerkiewnego. Wykonano dokumentację fotograficzną. Stwierdzono
      całkowitą dewastację tego miejsca kultu religijnego: przewrócone
      nieliczne nagrobki, całkowite zakrzaczenie terenu cmentarza."


      To był fragment sprawozdania TOnZ z 2004 roku, a pięć lat później na
      cerkwisku po zniszczonej cerkwi p.w. św. Mikołaja z 1797 r. nic się
      nie zmieniło. Te same poprzewracane nagrobki, jeszcze większe krzaki
      i ten sam smutek i żal, gdy się na to wszystko patrzy.

      fotoforum.gazeta.pl/uk/Cerkwisko%2520w%2520Kwaszeninie,tawnyroberts.html
    • dymek25 Re: Szlakiem nieistniejących wsi - Kwaszenina 16.04.09, 15:04
      I tytułem uzupełnienia - w 1693 dobra nabył Jan Dobrogost Krasiński, wojewoda płocki.
      Wieś miała tartak wodny i ropę naftową wydobywaną dla celów gospodarskich.
      Podczas spisu z 1921 roku na 1018 mieszkanców, 529 osób podało narodowość polską, a notowano tylko 19 rzymskichkatolików[Krycinski].
      • piotrzr Kwaszenina 16.04.09, 18:30
        Kwaszeninę z czasów Nadwiślańkich Wojsk i kołchozu - pamiętam z autopsji - gdyż
        tam spędziłem 8 miesięcy jako dzielny absolwent SPR (szkoły podchorążych
        rezerwy). Z ciekawością dowiedziałbym się lokalizacji cerkwiska - domyślam się
        że mogło ono być bliżej granicy z obecną Ukrainą - za tzw parkiem maszynowym -
        czyli bazą transportową ówczesnego wojskowego kołchozu.
        A z mych przeżyć można by pisać wiele - nie miałem tam nic do roboty więc
        podchodziłem jelenie pasące się na zboczach, zbierałem pieczarki i maślaki (te
        ostatnie na tzw Wilczej Karmie - połoninie wznoszącej sie na południe od
        Kwaszeniny) , jeździłem sobie na nartach na zboczu vis a vis domków) ,
        zwiedzałem dolinę dawnej wsi Arłamów, bywałem w Trójcy, Makowej (tu w celach
        rozrywkowych u gościnnych gospodarzy), w Trzciańcu (tu w odwiedziny u kolegów -
        podobnych mnie zesłańców). No i wysłuchiwałem rykowiska jeleni (we wrześniu),
        zbierałem dzikie jabłka i sliwy), orzechy laskowe. A na wiosnę - łaziliśmy za
        porożami - kilka sztuk owych poniewierają się po dziś dzień na szafie w garażu).
        No i rozwiązywałem gazetowe krzyżówki siedząc w kancelarii jednej z kołchozowych
        kompanii :) O pijackich imprezach (z moim niestety udziałem) ówczesnej
        dzielnej kadry oficerskiej pisać tu nie będę - aby nie gorszyć maluczkich :))
        • tawnyroberts Re: Kwaszenina 16.04.09, 22:44
          Co do lokalizacji cerkwiska, to oczywiście masz rację - znajduje się
          ono jakieś dwieście metrów od granicy z Ukrainą, po prawej stronie
          drogi w kierunku Michowej, tuż za skrzyżowaniem z szutrówką w
          kierunku Arłamowa i tuż przed mostem na Arłamówce, wpadającej w tym
          miejscu do Wyrwy. Szkoda, że nie pamiętasz cerkwiska, a także
          pobliskiego cmentarza, z okresu Twojego żołnierskiego "zesłania" w
          Kwaszeninie. Szczerze mówiąc liczyłem na jakieś ciekawostki, na
          przykład o stanie zachowania tych miejsc w tamtym okresie. A swoją
          drogą, to sielski żywot wiodłeś w tym kołchozie...
          • piotrzr Re: Kwaszenina 17.04.09, 07:23
            Z tamtych czasów pamiętam dobrze zachowane piwniczki wsi Arłamów - takie
            kamieniami okładane kopanki (po lewej stronie dawnej drogi idąc na północ) z
            zachowanymi śladami żołnierskich "lewizn" (typu butelki po wódce , puszki po
            konserwach i szmaty) i niesamowicie malowniczy krzyż przydrożny - blaszany
            Chrystus wiszący za jedną rękę na krzyżu. Krzyż na wpół spróchniały ale jeszcze
            stojący a Chrystus przerdzewiały ze śladami przestrzelin.
            Pamiętam że idąc tam na wycieczkę w dzień Wielkanocy (po zakończonej służbie
            "pomocnika oficera dyżurnego" - a co :))) - przy pięknej pogodzie wiosennej -
            ten krzyż zrobił na mnie niesamowite wrażenie.
            Dodam jeszcze że moim towarzyszem tego spaceru był znajdujący się wtedy w
            podobnej do mojej sytuacji - obecny dyrektor skansenu w Sanoku Jurek Ginalski :)
            Idąc w stronę granicy i krzyżówki drogi na Arłamów-wieś widać było rosyjską
            wieżę strażniczą - element tzw sistemy.
            Byłem w Kwaszeninie na wiosnę ub. roku - budynek leśniczówki czyli ówczesnego
            sztabu był w ruinie - zarośnięty krzakami, z kępami żonkili na nieistniejącym
            klombie przy ganku wejściowym. Retorty postawione pomiędzy oborami ledwie dymiły.
            A wstępu w głąb doliny bronił napis przy mostku - "Ostoja zwierzyny - wstęp
            wzbroniony"
            • traper01 Re: Kwaszenina 17.04.09, 22:03
              Z tego co słyszałem od jednego z oficerów, to cmentarz został po prostu w części
              wykarczowany podczas tworzenia WGR-u. W jednym miejscu to nawet składowano
              później obornik. Wiem również o tym, że groby były plądrowane przez
              "poszukiwaczy". Podobnie jak Piotr, Kwaszeninę znam z autopsji.
              • piotrzr Re: Kwaszenina 19.04.09, 19:09
                traper01 napisał:

                Wiem również o tym, że groby były plądrowane przez
                > "poszukiwaczy". Podobnie jak Piotr, Kwaszeninę znam z autopsji.

                Lokalizację zabudowań dawnej wsi można zobaczyć na starej mapie, na "podkładzie"
                z czasów ck Austrii. Kserokopie tej mapy podesłałem swego czasu Darkowi i
                Dymkowi. Niestety uprzedzam , że teraz przy remoncie domowym nie bardzo wiem
                gdzie mam jej "oryginał" i rezerwowe kserokopie.
            • tawnyroberts Stary drewniany krzyż w Arłamowie 14.02.12, 12:23
              Piotrze, a czy przypadkiem to nie ten drewniany krzyż miałeś na myśli w swoim wpisie?

              fotoforum.gazeta.pl/zdjecie/3030691,2,1,Arlamow.html
              fotoforum.gazeta.pl/zdjecie/3030692,2,2,Arlamow.html
              fotoforum.gazeta.pl/zdjecie/3030693,2,3,Arlamow.html

              Krzyż stoi na początku niegdysiejszej zabudowy Arłamowa, po lewej stronie drogi patrząc w kierunku Kwaszeniny, a tuż za nim rozpościerają się Połoninki Arłamowskie. Podstawę ma dorobioną i bardzo możliwe, że jakiś czas przeleżał w trawie. Znajdujący się na nim krucyfiks nie jest oryginalny. Niewykluczone, że zastąpił właśnie tego przestrzelonego, blaszanego Chrystusa, o którym wspomniałeś. Pamiętasz może dokładnie gdzie stał ów krzyż?
              • piotrzr Re: Stary drewniany krzyż w Arłamowie 15.02.12, 17:11
                Chm - to było równo trzydzieści lat temu. j]Jak widać - na Twoich zdjęciach i postać Chrystusa i tabliczka INRI są późniejsze. Tak jednak wydaje mi się , że idąc od Kwaszeniny - krzyż był prawej (nie mam pewności) stronie drogi mając za sobą polany ciągnące się w stronę granicy. Ale dzisiaj ...nie mam pewności. Jedno co pamiętam - mocno zbutwiała podstawa krzyża, wyglądał jakby podgryziony, Sylwetka Chrystusa wycięta z blachy,sporej wielkosci , mocno skorodowana, wisząca za jedną rękę, ze dziurami przestrzelin na korpusie. Kawałek dalej po lewej stronie drogi - trochę dalej od niej , ślady po domostwach i ziemianki - piwnice, z jakimiś śmieciami w środku. No i te połoninki ciagnące się w stronę granicy. Gratuluję zdjęć.
                • traper01 Re: Stary drewniany krzyż w Arłamowie 15.02.12, 18:57
                  Też mi się wydaje, że ten krzyż był po prawej stronie. Pamiętam, że niedaleko tego krzyża zostawiano jedzenie w termosach dla żołnierzy z wypasu. Przynajmniej tak było w roku 1990.
                  • tawnyroberts Prawa, czy lewa strona drogi? 20.02.12, 11:12
                    I dobrze Wam (Tobie i Piotrowi) się wydaje, bo idąc od strony Kwaszeniny krzyż rzeczywiście stoi po prawej stronie drogi, a bezpośrednio za nim rozciągają się Połoninki Arłamowskie, co zresztą widać na zdjęciach. Ja napisałem: "patrząc w kierunku Kwaszeniny", w domyśle spod krzyża w Arłamowie, stąd w moim opisie krzyż znalazł się z lewej strony.
        • mel4 Re: Kwaszenina 22.08.09, 15:59
          Rozrzuciło nas po świecie..nas..:).."kwaszeninian" :) Służyłem tam od jesieni
          1979, do jesieni 1981..tylko szczęśliwym trafem wychodząc w zaplanowanym
          terminie. Latem 1981-go, mieliśmy jakieś rozgrywki sportowe no i udało mi się
          zepsuć nogę..:)Moje chłopaki służyli do wiosny 1982-go, bo wcześniej "wybuchła
          wojna" :) Gdybyś to odczytał, choć to wątpliwa sprawa, to odezwij się na GG -
          5499692. Pozdrawiam J.
          • piotrzr Re: Kwaszenina 23.08.09, 21:38
            mel4 napisał:

            > Rozrzuciło nas po świecie..nas..:).."kwaszeninian" :) Służyłem tam od jesieni
            1979, do jesieni 1981..

            Ja jako że byłem po spr - trochę krócej - bo tylko 8 miesięcy. Dla mnie był to
            okres 8 miesięcy wakacji, bez specjalnych obowiązków, z możliwością oglądania
            piękna górskiej przyrody i zabawnych typków tzw kadry tego komuszego
            wojska-niewojska - przypominam - jednostki wojskowej podległej kiszczakowskiemu MSW.

            Oj można by się przejechać po ówczesnych tych typach- ale nie jestem
            zwolennikiem "dzikiej lustracji" :) Bądź co bądź nazwiska mi jeszcze nie
            wywietrzały z głowy - nie mówiąc o ówczesnym zamiłowaniu do prowadzenia
            dzienniczka-pamiętniczka.
            A co do żołnierzy tam wcielanych - fajni ludzie, miałem wśród nich przyjaciół -
            pomimo szumnego tytułu (i na szczęście tylko nominalnego) dowódcy plutonu. A moi
            współtowarzysze niedoli, czyli inni esperowcy ?? no byli wśród nich "słuchacze"
            SPR (czyli szkoły podchorążych rezerwy) przy Szkole oficerów
            polityczno-wychowawczych im L. Waryńskiego :) w łodzi - więc obecnie woleli by
            pewno zapomnieć o tym epizodzie w życiu :). Ja byłem po kwatermistrzostwie i
            mimo swej bezpartyjności - nie omijał mnie obowiązek służbowych kontaktów z
            ówczesnym zastępcą dowódcy pułku ds polit. wych. - sondującego poprzez
            podchorążych tzw "nastroje wśród żołnierzy" (ów obywatel pułkownik z racji
            trzęsących się - jak domyślaliśmy się z racji nieustającego przepicia - nazywany
            był przez nas pianistą).
            No i barwna postać dowódcy pułku (na emeryturze był ponoć współwłaścicielem
            sklepu sportowego w Ustrzykach DLn) - zwany przez żołnierzy "dziku" z racji
            ulubionego powiedzenia wobec karconych żołnierzy typu "ty dziku jeden" -
            wypowiadanego z charakterystycznym przemyskim zaśpiewem ...
    • piotrzr małe sprostowanie do koszar 19.04.09, 19:06
      tawnyroberts napisał:

      Obecnie w odnowionych budynkach koszarowych mieszka zaledwie jedna rodzina,
      pilnująca majątku Agencji Nieruchomości Rolnych, przejętego po wojskowych.

      I tu sprostowanie - owa rodzina mieszka w dawnych domkach pegerowskich - które
      ze moich czasów zasiedlali oficerowie owego pegerowskiego pułku NJW oraz kilku
      podchorążych rezerwy(topiących smutki zesłania w przemycanym z Ustrzyk piwie i
      gorzale :).
      Była tam też oficerska stołówka.
      Natomiast koszary wojskowe mieściły się w barakach typu "skopje" zlokalizowanych
      na zboczu doliny vis a vis obór. Były tak bodaj trzy takie baraki do których
      dochodziło się skrótami albo asfaltową drogą doprowadzoną w górę serpentyną.
      Cześć kadry mieszkała też na przysiółku Jureczkowej zwanej Braniew.
      Ogromne koszary w formie wielopiętrowego bloku mieściły się w Trzciańcu - w
      bocznej dolinie jadąc w lewo od głównej drogi Jureczkowa - Kuźmina.
      • traper01 Re: małe sprostowanie do koszar 19.04.09, 23:17
        O jednostce i jak to w niej wszystko funkcjonowało można by dużo mówić :) Co do
        cmentarza, to pamiętam kilka zniszczonych nagrobków. Wiem też gdzie składowano
        ten obornik. Najprawdopodobniej była tam wcześniej cerkiew. Przynajmniej tak
        wynika z mapy (mam przedruk z przedwojennej WIG-ówki). W tamtym terenie byłem
        dosyć dawno, ale być może wiele się tam nie zmieniło.
        • tawnyroberts Cerkwisko i cmentarz grzebalny 29.04.09, 09:46
          W tym miejscu należy się małe wyjaśnienie co do cerkwiska i
          otaczającego go cmentarza przycerkiewnego oraz właściwego cmentarza
          grzebalnego. Położenie cerkwiska zostało już tutaj dość dobrze
          zlokalizowane. Jeśli chodzi o cmentarz grzebalny, to znajdował się
          on niedaleko, ale w zupełnie innym miejscu: jeszcze bardziej w
          kierunku obecnej granicy z Ukrainą, za mostem na Arłamówce, po lewej
          stronie drogi prowadzącej niegdyś do wioski Michowa. Cmentarz
          położony był nad stromym urwiskiem i prowadziła do niego wąska,
          głęboka droga, dzisiaj częściowo zasypana. O obecnym stanie
          cmentarza, a raczej tego co po nim zostało, bo cmentarza już
          właściwie nie ma, napiszę w osobnym wpisie.

          P.S. Domyślam się, że ten obornik składowano jednak w pobliżu
          cerkwiska, na rozstaju dróg, bo do cmentarza grzebalnego dojazd z
          takim "towarem" byłby znacznie utrudniony.
          • tawnyroberts Pozostałości cmentarza grzebalnego 02.12.09, 22:12
            Napisałem już jak odnaleźć cmentarz grzebalny w Kwaszeninie, teraz
            kilka słów o tym, co po nim zostało. A zostało bardzo niewiele, bo
            dzisiaj na jego terenie znajdują się... uprawy leśne i to zupełnie
            niedawno nasadzone. Nieliczne betonowe nagrobki zostały zepchnięte
            ciężkim sprzętem na skraj polany i do głębokiej drogi, prowadzącej
            niegdyś do cmentarza. Kilka krzyży i cokołów z czytelnymi jeszcze
            inskrypcjami leży pod drzewami w pobliżu stromego zbocza pagórka. W
            innym miejscu można natrafić na wystające z ziemi podstawy
            nagrobków. A wszystko to bez jakiegokolwiek ładu i składu, bez szans
            na odtworzenie i odnowienie pomników. Ciekawe tylko, czy tego
            barbarzyństwa dopuścili się leśnicy przy zakładaniu szkółki, czy
            może było to udziałem budowniczych "księstwa arłamowskiego"? Moim
            zdaniem rzecz wygląda dosyć świeżo, dlatego obstawiam to pierwsze.

            fotoforum.gazeta.pl/uk/Cmentarz%2520w%2520Kwaszeninie,tawnyroberts.html


            Zwracam uwagę na ostatnie zdjęcie: od granicy cmentarza (początek
            zbocza górki) do pierwszych nasadzeń jest najwyżej dwadzieścia
            metrów.
            • traper01 Re: Pozostałości cmentarza grzebalnego 03.12.09, 10:59
              To co zostało z tego cmentarza, to nie barbarzyństwo leśników. Widziałem ten
              cmentarz w 1990 roku i pamiętam, że wtedy też tak wyglądał. Powyżej była łąka
              kośna należąca do WGR-u. Wcześniej był tam las, który wykarczowano w ramach
              budowania "księstwa arłamowskiego".
              • tawnyroberts Dobrze, że to nie leśnicy... 03.12.09, 21:41
                Dzięki za tę informację. Bardzo się cieszę, że do obecnego wyglądu
                cmentarza w Kwaszeninie nie przyczynili się leśnicy. Kamień spadł mi
                z serca, bo wydawało mi się, że te leżące pod drzewami nagrobki
                znalazły się tam raczej niedawno. Już wolę mieć do czynienia z
                barbarzyństwem komunistycznych budowniczych "księstwa
                arłamowskiego", co to Boga się nie bali, niż współczesnych gajowych,
                w zdecydowanej większości katolików. Ale co do jednego nie mam
                wątpliwości: na cmentarzu, choćby nie wiem jak zdewastowanym, nie
                powinno zakładać się upraw leśnych. I tutaj duży minus dla leśników,
                tym bardziej, że to nie pierwszy ich taki wyskok (patrz cmentarz
                żołnierzy austro-węgierskich z I wojny światowej w Łodzince Górnej).
    • uskok1 Re: Szlakiem nieistniejących wsi - Kwaszenina 27.04.09, 19:46
      cerkwia zlokalizowana była na skrzyzowaniu dróg z Arłamowa i
      Kwaszeniny-na samym rogu po prawej stronie patrząc od strony
      Kwaszeniny,nie składowano tam zadnych odpadów,miejsce jest
      zarośnięte krzakami,widoczne jest miejsce -taki pagórek , na którym
      znalazłem mosięzną kadzielnicę i elementy swieczników-kopiąc butami
      po tym wzgórku-nie było penetrowane,widać wyrażnie zarysy
      fundamentów.
      • traper01 Re: Szlakiem nieistniejących wsi - Kwaszenina 27.04.09, 23:01
        Mówisz o skrzyżowaniu dróg z Arłamowa i Kwaszeniny, ale którego Arłamowa?
        Starego czy nowego?
    • uskok1 Re: Szlakiem nieistniejących wsi - Kwaszenina 28.04.09, 06:07
      Wjeżdżasz od strony Jureczkowej,i na krzyżówce nie jedziesz na
      Arłamów-ośrodek lecz wjeżdżasz na teren byłej jednostki,jedziesz do
      końca drogi -tuż przed granicą i na lewo masz drogę do góry na
      Arłamów -wieś.I od tego miejsca na prawo kilkkadziesiąt metrów od
      tego skrzyzowania znajdziesz cerkwisko,-można dojechać od góry tj.
      Arłamowa -wies.
      • piotrzr Re: Szlakiem nieistniejących wsi - Kwaszenina 29.04.09, 20:31
        cerkiew była pod wezwaniem św. Mikołaja. Ostatnim parochem był Leksij Hukewycz (
        - od 1908 roku do wojny. Przed nim był Konstantyn Hukewyczw latach 1873-1908.
        Tak że w tym przypadku można mówić chyba o rodzinnej sukcesji ?? Cerkiew w
        Arłamowie - filialna, drewniana wybudowana w 1914 roku- pod tym samym wezwaniem.
        Cerkiew w Kwaszeninie należała do dekanatu dobromylskiego, wybudowana w 1797 roku.
        Ta arłamowska była kolejna - po spaleniu się jej poprzedniczki w roku 1896.
        Dane powyższe zaczerpnąłem oczywiście ze Szematyzmu zbiorczego Dmytro Blażejowskiego
        • birczanin7 Re: Szlakiem nieistniejących wsi - Kwaszenina 06.09.09, 18:28
          Byłam tam wczoraj,jest lepiej..
          • piotrzr Los Kwaszeniny 07.09.09, 10:52
            Los Kwaszeniny - tak jak wielu innych ukraiński wsi w powojennej Polsce - był
            dość typowy. Wysiedlenia, zniszczenia, potem komunistyczny kołchoz zamieniony po
            latach na obóz pracy dla biednych żołnierzy (dobieranych z reguły podług klucza
            - wśód chłopaków ze wsi najbardziej zdatnych do pracy z bydłem hodowlanym (i
            nie mam tu na myśli bynajmniej ówczesnej kadry oficerskiej) :)), żołnierzykom
            którym na otarcie łez dawano poubierać się od święta w bryczesy, wysokie buty
            (szklanki-oficerki) i charakterystyczne bluzy mundurowe zapinane pod samą szyję
            , z kołnierzem ozdobionym charakterystyczną obszywka - choć po prawdzie jakiś
            żołd im tam dawano. A potem...totalne bankructwo i dziś..wypalanie węgla
            drzewnego wśród rujnujących się obór.
        • dymek25 Re: Szlakiem nieistniejących wsi - Kwaszenina 06.09.09, 23:16
          Rodzinna sukcesja - rzecz wówczas na porządku dziennym. Jeśli nie syn, to zięć, wnuk, brat, bratanek,czy siostrzeniec przejmowali parochie. W Kwaszeninie 1784 Jędrzej Żelechowski[żona Rozalia], 1788-1796 Aleksy Mudrak, [1828]-1845 Atanazy Korosteński[ur.1783] syn Jana także księdza,
          1845/46 adm. Aleksander Giżowski[ciekawe jakie pokrewienstwo z powyższymi], 1846-1856 Ignacy Hubczak, a potem Hukiewicze etc.Trzy pierwsze nazwiska - "krewni i znajomi królika". Z reguły duchowni nie wchodzili sobie w drogę i trzymali się swoich regionów.
          • piotrzr Nowe życie Kwaszeniny ?? 20.11.10, 21:12
            mapa.meteor24.pl/kwaszenina.html
            No cóż - okolica piękna, bliskość Arłamowa, Ustrzyk i Laworty.....
          • dymek25 Re: Szlakiem nieistniejących wsi - Kwaszenina 14.02.12, 16:15
            Wątek powrócił, więc uścislam: ks. Aleksy Giżowski (nie Aleksander) był zięciem ks. Atanazego Korosteńskiego. Bezpośrednio po święceniach był jego wikarym. Przyjaźnił się od czasów seminarium z ks. Mikołajem Ludkiewiczem, ojcem kompozytora Stanisława i ks. Michałem Werbyckim, ojcem twórcy hymnu ukraińskiego, także Michałem.
            • piotrzr Dymkowi o Ludkiewiczach 15.02.12, 10:18
              Stanisław Ludkiewicz był synem Randolfa-Michała - Filipa (trojga imion) Ludkiewicza 1837-1906 oraz Honoraty Giżowskiej (1843-1928) oraz wnukiem Michała Ludkiewicza (1809-1880) - parocha Trzcianca oraz Marii Gronziewicz (1819-1877).
              I ten drugi Michaił był rodzonym bratem mego 3*pra dziadka Mikołaja - parocha Leżachowa.
              Którego więc Mikołaja Ludkiewicza miałaś na myśli ?
              Twe stwirdzenie, że "ks. Mikołajem Ludkiewiczem, ojcem kompozytora Stanisława " może być błędne .
              Jak byś była łaskawa, Szanowny Dymku, podzielić się ze mną Twoją wiedzą na temat Ludkiewiczów - byłbym bardzo wdzięczny. Można pisać albo na moją pocztę albo na PUKa w formie nowego wątku lub tutaj (Tawny się może nie obrazi)
              Pozdrawiam

              Ps powyższe informacje posiadam z opracowań monograficznych Zenobii Sztunder - żyjące jeszcze żony Stasa L. :)
              • piotrzr Re: Dymkowi o Ludkiewiczach 15.02.12, 10:53
                Uzupełniam - RANDOLF M.F. Ludkiewicz był nauczycielem , kończąc karierę jako dyrektor szkoły w Jarosławiu. Oleksy Giżowski (1814-1888) był dziadkiem Stasa Ludkiewicza i kolegą seminaryjnym Michaiła Ludkiewicza (dziadka kompozytora). Był ów Olesky mężem Pelagii Korosteńskiej (1819-1897) - córką o. Anatazego. O.Oleksa był kompozytorem - w domowej bibliotece Stanisława L. we Lwowie zachowały się rękopisy narodnych piesni , należące do Gożowskiego. Jak pisze pani Sztunder "dajut ujawlenija pro pisejnnyj repertuar w domi Giżowskych".
                Byłem w domu muzeum Ludkiewicza we Lwowie w roku ubiegłym - z Panią Sztunder trudno sie jednak dogadać z racji jej wieku i ...uprzedzeń do gości z Polski.
                Pamięta m.in. zrównanie z ziemią Trójcy oraz grobowca rodzinnego Ludkiewiczów w Jarosławiu. Mnie miała za złe , że kiepsko operuję językiem ukraińskim i ...że mam takie zachcianki, Pana z Polski,- zainteresowania ukraińskim korzeniami. :)
                • dymek25 Re: Dymkowi o Ludkiewiczach 15.02.12, 12:36
                  Wiedzę mam z tejże książki.
                  A w korzenie łatwo się zaplątać, trudniej wyjść. Można nie lubić Polaków, ale nie można ukryć faktu iż wykształceni inteligenci księża w domu rozmawiali po polsku (przynajmniej do pewnego czasu), a córki wychodziły za łacinników i nic nie mogli zdziałać gdy chrzciły swoje dzieci w kościołach. Panią Sztunder rozumiem, bo należała i należy do elity inteligencji ukraińskiej, do której niektórym Polakom było i jest daleko.
                  A topora wojennego nie zakopuję, tylko chowam - by był pod ręką.
                  Pozdrawiam
              • tawnyroberts Przypominam o krzyżu 15.02.12, 15:01
                Tawny się nie obrazi, a wręcz przeciwnie - przeczyta z dużym zainteresowaniem. W wolnej chwili odpowiedz mi Piotrze na pytanie o stary krzyż z Arłamowa, zamieszczone w tym samym wątku kilkanaście wpisów powyżej.
                • piotrzr pytanie do traper01 16.02.12, 14:52
                  Czy mówią Ci coś nazwiska : Daś, Michalski, Cieszyński, Bury, Gosztyła ? :)
                  • traper01 Re: pytanie do traper01 16.02.12, 15:58
                    Nie kojarzę tylko Michalskiego :)
                    • piotrzr Re: pytanie do traper01 16.02.12, 16:12
                      a to był taki, młody ambitny z pionu "pianisty" - kojarzysz ?
                      • piotrzr Re: pytanie do traper01 16.02.12, 16:14
                        a sierż. z ksywką "Malina" - mówi ci to coś ?
                        • traper01 Re: pytanie do traper01 16.02.12, 19:12
                          Niestety, nie kojarzę gości. Ja byłem w Kwaszeninie w latach 89-90 i być może ich już nie było, albo po prostu zmieniły się niektórym ksywy :)
                          PS Tawny zaraz nas stąd wywali :)
                          • piotrzr Re: pytanie do traper01 16.02.12, 19:37
                            A - racja. Malina - to była ksywa szefa kompanii transportowej, który w 82 przenosił się Wop W SANOKU. Jak zrobił imprezę pożegnalną - to "kasyno" dwa dni pijane chodziło. Najciekawiej było gdy w pijanym amoku wyżej wykazani dowódzcy kompanii transportowj i zaopatrzenia, w pijackim amoku, chwycili ławę biesiadną i ...wyrzucili przez zamknięte okno w stronę przepływającego pod oknem potoku. Obudzeni koło piątej żołnierze z k.zaopatrzenia wprawili sprawnie okno. "Pianista" - zastępca d-cy d/s politycznych robił śledztwo w sprawie balangi - ale nikt pary z gęby nie puścił. "malinę' odwoziliśmy do Sanoka razem z obecnym dyrektorem skasenu w sanoku - kpr podchorązym jak ja, własnym jego samochodem. Byłem tak pijany że na drogę nawet bechatki -kurty mundurowej nie brałem. No i w drodze powrotnej z sanoka - wypadliśmy z drogi, na serpentynach nad Tyrawą. Zima 82/82 była zajebista - więc i kraksa była ciekawa. Dodam tylko, że jechałem na tylnym siedzeniu i nie dopusciłem aby flaszki sie potłukły. a ocalenie życia srodze żeśmy opiliśmy. Nie muszę dodawać, że na warsztatach samochodowych błotniki Jurkowi wyklepali.
                            Ty szanowny kolego nie masz pewno takich barwnych wspomnień z kwaszeniny.
                            A Tawny ? Chyba nas polubił ? :)
                            • traper01 Re: pytanie do traper01 16.02.12, 19:53
                              Przez 5 miesięcy byłem na szkole w Katowicach. Po powrocie od razu poszedłem na pisarza do sztabu i tam byłem do końca służby. Wspomnienia też mam, dużo by pisać :) Za mnie politycznym był chyba Nowiński.. Niwiński... czy jakoś tak. Przypieprzył się kiedyś do mnie, że krzyżyk pod szyją mam za wysoko. Ale jak przyszła tzw. humanizacja i podczas przysięgi odbywała się msza, to mnie pierwszego wyznaczył do czytania Pisma św. Szybko się wybielił skubany. A pamiętasz Hajdasa i sprawę z Grekami z Krościenka?
    • piotrzr Kwaszenina po latach - gry i zabawy polskich 17.02.12, 10:29
      za moich czasów - chodziły opowieści o przemycanych do Kwaszeniny ...dziewczyn "nieciężkiego prowadzenia" z pobliskiej Makowej - które gościły niekiedy po kilka nocy na terenie jednostki.
      Sam byłem kilka razy w tej gościnnej wsi - ale nie wychodziłem poza konsumpcję tamecznego bimbru u gościnnych gospodarzy.
      Najmilej wspominam...dowodzenie wartą na szlabanie , na Braniewie. Szczególnie zapadł mi w pamięć sylwester 1982/1983. Wartownicy stojący w kożuchach przy szlabanie, koło nich chodzące półoswojone dziki, którym (dzikom :) podrzucałem panoszące się po leśniczówce niedogryzki chleba, ja popijałe ...z gwinta różowego szampana pozostałego mi z przedświątecznej wyprawy do domu,...., telefon od ówczesnej dziewczyny, pogryzanie grubych plastrów szynki podrzuconych mi z kasyna i wojskowego "cwibaka", herbata góralska, mróz , śnieg i ...mysie chrupania dobiegające ze ścian leśniczówki.

      Oj Dymku, Dymku - coś niedobrze z Tobą ?
      • piotrzr Re: Kwaszenina po latach - gry i zabawy 17.02.12, 10:41
        Jako że pode mnie podlegała stolarnia - to zachodziłem tam po deseczki lipowe w których ...rzeźbiłem płaskorzeźbne ikony, widoki cerkiewek. A że z zasobów kult-wych. jednostki miałem pożyczone i stereofoniczne radio Elizabeth do ktorego podpiąłem swego kaseciaka (ze stosami kaset przywiezionych z domu) i albumy o sztuce i książki "do czytania" - więc to kwaszenińskie wygnanie nie było dla mnie zbyt dokuczliwe.
        No i raz po raz zajeżdżałem sobie na narty do Ustrzyk - więc nie miałem na co narzekać :)
        Stan wojenny, Wałęsa więziony gdzieś po sąsiedztwie, kolejki, kartki, - dla mnie wtedy to nie istniało.
    • piotrzr pisarz kompanijny w Kwaszeninie 17.02.12, 15:49
      Za komuny, w jednostce wojskowej 2667 pisarz kompanijny to był członek żołnierskiej elity. Nie musiał iść harować do obór, ryzykując życiem wśród stada tuczonych byków, jeździć traktorami po górskich łąkach z baniakami pełnymi gnoju, gonić drogą byka , któremu udało się uciec przy załadunku na ciężarówki ( no bo jak się takiego byka dopadło, w kilku żołnierzy, trzeba było mu przywiązać łańcuch do nogi i potem podpiąć do deta (dwigatielny trakora:), by owego niesfornego byka doholować pod ciężarówkę igloopolowską, Ba, nawet ów pisarz nie musiał jeździć na blokady ulic nowohuckich w kolejne miesięcznice czy rocznice 13 grudnia...
      W drugim baraku od góry, w kompanii transportu - takim pisarzem, za moich czasów był niejaki Piaścik. Miał dobrze. Nawet wtedy gdy koło dziesiątej rano, skacowany dowódca kompanii mówił do niego nosowym głosem "Piaścik ty ch.., czy myślisz że my tu tak o gołym pysku siedzieć będziemy ? Poślij tam kogo na stołówkę po chleb i masło, tylko ruchy..."
      wtedy Piaścik wystawiał głowę na korytarz kompanijny i wydawał polecenie jakiemuś kotowi siedzącemu przy stoliku dyżurnego.
      A potem - Piaścik otwierał szafę pancerną, w której stały piętra puszek z tuszonką. Miały być one wydawane żołnierzom kwaszenińskim jako racje podróżne wraz z 'biletami podróżnymi' przy wyjazdach na rzadkie urlopy. No ale spróbowałby się który o taką puchę upomnieć.
      A potem - pachniało w kancelarii mielonką, kawą i herbatą. Czasami i gorzałką - ale to tylko w przypadku , gdy Piaścik zrobił rozpoznanie, co tam na dole w sztabie się dzieje, czy jest dowódca, gdzie szef sztabu, gdzie polityczny czy kwatermistrz....
      Gdy było bezpiecznie..to i Piaścik mógł się na "kapeczkę" załapać.
      Ech te wspomnienia z Kwaszeniny
      • midrasz3 Re: pisarz kompanijny w Kwaszeninie 29.02.12, 20:39
        Podobają mi się te wspomnienia. Jakbym Szwejka otworzył...
    • dymek25 Re: Szlakiem nieistniejących wsi - Kwaszenina 20.02.12, 16:56
      Proboszczowie:
      1727 – [1765] Leonty Korostenski (1689- przed 1765), diakon lat 38, powołany na parocha w maju 1727 roku, kolator J.W. P. Krasiński.
      od dnia 14.02.1765 Honestus Joannes Korosnczenski, powołany przez Atanazego Szeptyckiego, syn śp. Leontego, kapłana w Kwaszeninie.
      [1778] - 1796 Aleksy Mudrak ( ks. metryk.), ojciec Anny, żony ks. Mikołaja Korosteńskiego z Paportna.
      1797 zbudowano nową cerkiew drewnianą p.w. św. Mikołaja
      [1828]-1845 Atanazy Korosteński/Atanasij Korostens'kyj, 1845 v-ce dziekan, v-ce kurator Biblioteki Dekanalnej I.A.R.
      W 1835 roku, gdy parochem był ks. Atanazy Korosteński powstała w Kwaszeninie, jedna z pierwszych na Bojkowszczyźnie, szkoła trywialna.
      Nauczycielem był w 1836 roku Iwan Maruszczak, diak, uczyło się w niej 10 dzieci, pensja roczna nauczyciela - 60.
      1845 -1846 adm. Aleksy Giżowski/ Aleksy Gižovs'kyj, zięć ks. Atanazego Korosteńskiego, od 1842 roku jego wikary.
      1846 – 1856+ Ignacy Hubczak/Ihnatij Hubčak
      1857 – 1873 Mikołaj Gutowski/Mykola Gutovs'kyj
      1873 – 1908 Konstantyn Hukiewicz/Konstantyn Hukevyč
      1908 – [1939] Aleksy Hukiewicz/Oleksij Hukevyč

      W roku 1924 nauczycielami byli: Grzegorz Fizyr ur.1874, grekokatolik i Emilia Krwawiczówna ur. 1888, rzymska katoliczka.
    • midrasz3 Re: Szlakiem nieistniejących wsi - Kwaszenina 29.02.12, 20:35
      Odnośnie do plądrowania cmentarza. W pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych kilka osób z Pomorza (potomków wysiedlonych) uzyskało zgodę wojewódzkiego konserwatora zabytków w Krośnie na przeprowadzenie poszukiwań zakopanego dzwonu na terenie cmentarza w Kwaszeninie.
      Przyjechało dwóch lub trzech mężczyzn "maluchem" z przyczepką i prymitywnym wykrywaczem metali. Twierdzili, że od swoich ojców czy też dziadków wiedzą, gdzie w czasie wysiedleń miejscowa ludność zakopała dzwon cerkiewny.
      Wojskowi, którzy tam wówczas byli trochę kręcili nosem na te poszukiwania, ale glejt konserwatora zrobił swoje.
      Wykrywacz do metalu na niewiele się zdał, bo w miejscu, gdzie miał być zakopany dzwon, było mnóstwo rozsianych pozostałości metalowego ogrodzenia mogiły kogoś znaczniejszego. Zrobiono jeden czy dwa wykopy bez rezultatu i na tym poszukiwania się skończyły.
      • maxim1968 Re: Szlakiem nieistniejących wsi - Kwaszenina 27.12.12, 20:26
        czy jest ktoś z transportowej z 1989 roku
Pełna wersja