Teoretycznie polityka nie istnieje

IP: *.tktelekom.pl 29.05.09, 18:10
Czy istnieje, dzisiaj, jakikolwiek związek między socjalizmem i psychoanalizą,
polityką i teorią? Czy dzisiejszy populizm, bez względu na rodzaj polityki,
jest nazwą samej polityki? Czy „populizm” jest wyrazem ogólnej struktury
obejmującej interwencje polityczne, włącznie z tymi określanymi jako
„populistyczne? Czy u progu załamywania się marksizmu, rygorystycznie
stosowany populizm, daje lewicy ogromne możliwości?

Z drugiej strony, lewicowy populizm, np SLD i innych, jest złudną pokusą,
której należy się wystrzegać.
Jego uwodzicielska obietnica wyrwania biednych z uścisku neoliberalizmu
odwołuje się do tradycyjnego staromodnego liberalizmu, karmiąc, tym samym
system kapitalistyczny, który stara się podkopać. W tym sensie populizm
prawicowy wydaje się bardziej atrakcyjny od jego liberalnego odpowiednika.
Jako radykalny i antagonistyczny, przynajmniej ujawnia te elementy
kapitalizmu, które nie są do przyjęcia, a które bardziej „demokratyczny”
populizm liberalny, ukrywa, albo uatrakcyjnia. Mimo to, ruchy prawicowe nie są
jednak zbyt pożądane, a sam populizm staje się polityczną ślepą uliczką,
formą, która we współczesnym postpolitycznym, neoliberalnym wszechświecie
zagraża samej polityce, która zaczyna wydawać się zbędna.

Czy polityka lewicowa przyszłości pojawi się pod postacią zreformowanej
demokracji, czy też, demokracja jest tą polityczną formą, którą należy
przezwyciężyć, aby takie przyjście mogło mieć miejsce?

W eseju z 1933 „Psychologiczna struktura faszyzmu”, George Bataille, stawia
dwa zasadnicze pytania: Jak w Europie powstał faszyzm? I dlaczego popularna
rewolucja wolała faszyzm od socjalizmu? Popularne ruchy w kapitalizmie, pisze
Bataille nie rozwijają się w odpowiedzi na monolityczną homogeniczność
państwa, ale właśnie w odpowiedzi na jej załamanie. Sama homogeniczność
utrzymywana jest przez rozwój produktywnych obywateli, z których każdy zajmuje
praktycznie użyteczne miejsce. Kiedy dodamy wszystkie jednostki, które w
obrębie zamkniętej przestrzeni wykonują jedno użyteczne i wymierne zadanie,
sumą będzie homogeniczność. Produkcja jako taka nie jest, więc korzystna ani
dla samej siebie ani dla obywatela. Jest wartościowa wyłącznie dla kapitalizmu
jako całości, ponieważ go reprodukuje i napędza. Jest również wartościowa dla
państwa, gdyż wytwarza i utrzymuje porządek społeczny oraz zmusza każdego
człowieka, zredukowanego do roli mieszkańca pola produkcji, do zajmowania
przypisanego mu miejsca. Tak, więc, homogeniczność jest zbiorowiskiem
wymiernych elementów bezładnie porozrzucanych jednostek, utrzymywanych w
całość przez abstrakcyjny wspólny mianownik: pieniądz.

Zważywszy alienację wyborców, homogeniczność państwa nie może w uniknąć
niepokojów i musi powoływać to, co Bataille nazywa „agencjami nakazu”. Zdaniem
Bataille, państwo, jako takie, nie jest bytem suwerennym. Nie posiada, bowiem
ani prawa ani władzy suwerena jak naród, król, czy armia. W związku z tym,
państwo uzależnione jest ot agencji nakazu, zapożyczając ich władzę
suwerennego ciała, utrzymuje jedność i porządek. (Przykładem może być
miejscowa policja). W rezultacie, homogeniczność nieustannie przystosowuje się
do powstrzymywania sporu. Z jednej strony, przemieszcza się, aby asymilować
nowych, wyalienowanych wyborców; z drugiej zaś przystosowuje się tak, aby
włączać zróżnicowane – zależnie od okoliczności – agencje nakazu, które
powołuje. Te jednak, albo w końcu same nabierają ogromnej siły, albo jest im
ona przyznana, że stają się niezależne. Niezależność w tym kontekście ma
bardzo specyficzne znaczenie. Odnosi się do agencji nakazu, która jawi się
pożyteczna sama w sobie, raczej niż dla utrzymania homogeniczności. Na
przykład, świeżo upieczony policjant w skorumpowanych siłach policyjnych może
łatwo dojść do przekonania, że jest przydatny samej sile i sobie jako
jednostce, która awansuje, a nie miastu, czy państwu, którą te siły maja
chronić. Tym samym, „niezależność” wytwarza dwa różne cele produkcji: agencje
nakazu (siły indywidualne i państwo). Homogeniczność rozpada się na dwie
części, załamuje się.
    • Gość: pysio Re: Teoretycznie polityka nie istnieje IP: 213.25.24.* 30.05.09, 06:55
      To co napisales wyglada mi na dzielenie wlosa na czworo.Zle
      zalozyles ze populizm to to samo co polityka. Tymczasem populizm to
      czesc polityki. A psychoanaliza jest wykorzystywana jako
      srodek.Samo slowo polityka ma pejoratywne barwy i zastanawianie sie
      czy istnieje cos co codziennie odczuwamy bardzo bolesnie na wlasnej
      d...jest zalozeniem falszywym.Oczywiscie ze kapitalizm zyje dzieki
      produkcji tak samo jak kazdy inny ustroj. Tu nie chodzi o produkcje
      a o podzial lupow.
      A tak na marginesie; Po czytaj sobie prawa Murphego cz jakos tam.no
      i Russela wiecznego przesmiewcy.Poprawisz sobie humor.
Pełna wersja