dzieci obok - po stracie dziecka...

22.03.04, 22:30
Kochane wszystkie mamy!
Temat ten pojawia się co jakis czas, potraktujcie zatem ten post jako
poczatek rozmowy. Bo choc „milczenie zlotem” to tylko rozmawiajac mamy szanse
nauczyc się czegos o sobie i o innych.
Do napisania tego postu zainspirowala mnie wypowiedz Renitoja (w innym
watku), pozwole sobie ja zatem zacytowac:

>Moja przyjaciolka cztery razy poronila. Ja juz wtedy mialam
>malutkie dziecko, czy mialam je chowac przed nia? A jesli chowac to przez
jaki czas, skoro ona miala poronienia srednio co pol roku? Nie chcecie zyc
>pod kloszem, ale takie oczekiwanie, ze nie bedziemy sie odwiedzac z dziecmi
>po poronieniu, ze nie bedziemy wyrazac swoich prawdziwych uczuc, tylko
>obrabiac je az osiagna zadowalajacy ksztalt, bo nie wiadomo, czy skoro nie
>przezylysmy takiej czy innej tragedii to nie urazimy, nie dotkiniemy, taka
>postawa same wchodzicie pod klosz.

Mysle ze to wazna wypowiedz, bo porusza kilka problemow.
Dzieci (na szczescie) sa i będą, także wokół tych z nas, którym przytrafila
się tragedia utraty dziecka.

Nie wiadomo jak się zachowac wobec takiej osoby – pamietam swoja bezradnosc w
podobnej sytuacji. Teraz wiem jak to jest być po drugiej stronie. Nie
oczekuje, ze przyjaciele, znajomi przestana mieć dzieci. Ale szczerze im
mowie by przyszly bez dziecka, gdy umawiaja się ze mna na pierwsze spotkanie.
Bo to pierwsze spotkanie jest bardzo wazne. Bo aby zyc dalej i moc rozmawiac
o rzeczach niewaznych, trzeba porozmawiac o tych najwazniejszych. Wiec na tym
pierwszym spotkaniu chce by mnie wysluchano. A jak wiecie nie da się sluchac
przy malutkim dziecku – ono ma swe prawa, domaga się uwagi, zreszta jego
widok w tym pierwszym momencie zaloby przypomina o wszystkim co stracilysmy,
wiec lepiej spotkac się bez niego.
Zreszta tak to chyba jest, ze zwlaszcza w poczatkowym okresie zaloby, nie ma
się sil na ogladanie szczescia innych, na bliski kontakt z malymi dziecmi.
Kiedys bardzo chetnie bralam je na rece, bawilam się z nimi – teraz chwilowo
nie jestem w stanie. Sa dziewczyny które były w ciazy w tym samym czasie co
ja. Mialysmy wspolne plany na wakacje, na zycie. Urodzily im się zdrowe
dzieci. Moja Malgorzatka zmarla. Wiec otwarcie im mowie, ze nie jestem w
stanie się z nimi przez najblizsze tygodnie a może nawet miesiace spotkac. I
wiekszosc z nich to rozumie, ale mysle ze zle by się stalo dla nich i dla
mnie gdybym udawala ze mam ochote na ogladanie ich dzieci. Bo im wiecej
trzeba w sobie tlumic, tym bardziej to potem gdzies musi znalezc ujscie.

Bylam ogromnie wdzieczna jednej z mam która przed spotkaniem sama mnie
spytala czy nie będzie mi przeszkadzac jej kilkumiesieczny synek. Ona tez
stracila wczesniej dziecko wiec rozumiala jak to jest. A moja kuzynka gdy
zadzwonilam pogadac bo było mi po prostu zle, szybko uciekla mowiac „ach nie
martw się będzie dobrze” i zaczela mi mowic jakie to jej dziecko jest
wspaniale. To dobrze, ze ma wspaniale dziecko, ale w tym momencie nie mam
ochoty o tym mowic. Zaloba to czas gdy oczekujemy troche wiecej zrozumienia i
tolerancji dla naszej zwiekszonej wrazliwosci i drazliwosci.

Mysle ze wspolczesny swiat nie daje prawa do przezywania zaloby – i to jest
chore. Mamy wszyscy być piekni, mlodzi, bogaci i szczesliwi. A w czasie
zaloby nie ma się sil na bycie szczesliwym. Trzeba przezyc ten czas w pelni,
wyplakac się, przejsc przez rozpacz i zlosc, przetrawic te wszystkie uczucia
by moc zyc dalej. I byloby bardzo niedobrze, gdybysmy udawaly ze wszystko
jest ok. Bo przeciez gdybym stracila swego meza, to czy ktos by mnie
pocieszal, ze jest tylu facetow na swiecie i umawial mnie na randki w
ramach „pomocy” wyjscia z mej rozpaczy??? Wiec skad bierze się to oczekiwanie
ze po stracie dziecka szybko się pozbieramy i ze widok dzieci nie będzie nas
ranic? Moze faktycznie to jest tak gdy w czasie zaloby oczekujemy innego
traktowania, potrzebujemy tego klosza - bo mozna przezyc wszystko, naprawde
wszystko - tylko po co?

Renitoja – proszę – nie odbierz mego postu jako ataku na ciebie czy inne
szczesliwe mamy, ja tylko proboje pokazac pewien punkt widzenia. I faktycznie
czynie takie rozroznienie na mamy szczesliwe i mamy smutne, bo po prostu
dziela nas pewne doswiadczenia. Bo inne sa doswiadczenia mam które poronily i
tych które w ciaze zajsc nie mogą i tych którym dzieci umarly i tych które
maja zdrowe dzieci i tych które maja chore dzieci... To nie jest podzial na
lepszych i gorszych. To jest samo zycie, a my dobrze by było, gdybysmy umialy
zyc obok siebie jak najlepiej probojac się zrozumiec.
pozdrawiam
Anka
    • agablues Re: dzieci obok - po stracie dziecka... 23.03.04, 08:47
      Moja sytuacja jest trochę inna, ale podobna.
      Ja już trochę okrzepłam, oswoiłam się z tym co się stało i co ma się stać. Do
      mnie też przychodziły dziewczyny z dziećmi. zawsze po takiej wizycie byłam mocno
      zdołowana - kiedy widziałam półroczną panienkę, myślałam sobie, że moja pewnie
      nigdy taka nie będzie. W rodzinie, w tym samym roku, co moja dziewczynka,
      urodziło się 5 dzieci, w tym 2 w bardzo niedużym odstępie czasowym. Już teraz
      słuchanie jak rozwijają się tamte jest trudne, na szczęście nie było wizyt. Ale
      wiem, że póki malutka żyje - będzie porównywanie i pytanie - a dlaczego ona taka
      mała.
      Potem będzie trudniej, te dzieci są w bliskiej rodzinie, więc będzie mnóstwo
      okazji, żeby je widywać i wspominać....

      Wierzcie, jest to bardzo ważne czy zapytacie, czy widok, obecność Waszego
      dziecka nie będzie trudna do zniesienia. Ja ostatnio rozmawiałam z koleżanką
      przez telefon. Ona ma o 2 m-ce starszego syneczka ( podczas ciąży sobie obie
      paradowałyśmy z brzuszkami) i jakoś wyszło, że moja jest tak poważnie chora.
      Najpierw powiedziała, że nie wie co mi powiedzieć, potem zapytała czy mi nie
      przeszkadza rozmowa o jej synku. To jest takie proste pytanie i takie ważne.
      Mogę wtedy odpowiedzieć - tak lub nie, i jest w porządku.

      Ja cały czas się zastanawiam czy mogę swobodnie opowiadać o swojej córeczce
      Ani, Melce a ostatnio Monice - mamie Poli. One swoje kruszynki straciły, ja
      jeszcze moją mam.
      • mama_poli Re: dzieci obok - po stracie dziecka... 25.03.04, 10:00
        Aga,
        ja bardzo chętnie czytam twoje posty o córeczce. Może to szczególna sytuacja,
        bo jak wiesz moja Polcia tez miała Zaspół Edwardsa, więc Twoja córeczka w jakiś
        sposób jest dla mnie bardzo bliska.
        Poza tym jest to Twoje forum i jak mniemam założyłaś je właśnie w tym celu aby
        swobodnie pisać o swoich odczuciach i o tym co przezywasz.
        Pozdrawiam gorąco
        Monika
        • agablues Re: dzieci obok - po stracie dziecka... 25.03.04, 20:49
          mama_poli napisała:

          > > Poza tym jest to Twoje forum i jak mniemam założyłaś je właśnie w tym celu
          aby swobodnie pisać o swoich odczuciach i o tym co przezywasz.
          > Pozdrawiam gorąco
          > Monika

          To forum powstało z myślą o tych wszystkich mamach, ale nie tylko, którzy
          ponieśli stratę. Nie było takiego miejsca na forum Dziecka, może nawet na forum
          GW. Jeżeli ktoś odważył się napisać o jakichś smutnych sprawach - zwykle miał
          poczucie winy, ze może zasmuca innych.
          Ja byłam juz trochę pogodzona z tym, co nas czeka, ale nie mogłam pogodzić się z
          tym, że nie ma dla nas miejsca. Ze tacy ludzie jak my - nie istnieli na forum.
          Ja mam także opiekę Hospicjum, jest to opieka wielokierunkowa - także duchowa i
          psychologiczna. Ja mam oparcie, a co z tymi,którzy nie mają tyle szczęścia?
          Poza tym , mam świadomość, ze niemal codziennie jakaś dziewczyna dowiaduje się o
          ciężkiej chorobie dziecka, o poważnej wadzie, codziennie pewnie zdarzają się
          poronienia, jakieś dzieci umierają z powodu choroby nowotworowej. I zostajemy,
          najczęściej, z tym same/sami. Dodatkowo rzadko możemy swobodnie przeżywać naszą
          żałobę. Jestem idealistką. Marzę o tym, żeby żadna osoba po stracie lub
          opiekująca się ciężko chorym dzieckiem, nie pozostała sama ze swoim bólem.
          Taka dziwna jestem.
          A że mogę tu czasami napisać o mojej malutkiej - też dobrze.
          Ściskam mocno - Aga
    • anuteczek Re: dzieci obok - po stracie dziecka... 23.03.04, 15:28
      Chować czy nie chować? 0to jest pytanie.
      Kiedy leżałam w szpitalu na tzw. podtrzymaniu (już wiedziałam, że dzidzi nie ma
      ze mną)przyszła do mnie przyjaciółka z nowiną, że jest w ciąży. Ucieszyłam się
      ogromnie. Potem razem opłakiwałyśmy moją stratę i odejście jej towarzysza.
      Razem z mężem jesteśmy rodzicami chrzestnymi Mattiego. Mały ma już 1,5 roku.
      Niby wszystko jest ok, ale nie potrafię wziąć go na ręce, zbytnio przypomina mi
      o mojej małej. Kiedy coś dla niego kupuję odruchowo zerkam na dziewczęce rzeczy
      i zastanawiam się, co bym kupiła dla siebie.
      Ostatnio moja kuzynka urodziła śliczną dziewczynkę i wiecie co - spokojnie mogę
      ją wziąć na ręce, przytulić. Jest po prostu inaczej.
      Jednak kiedy widzę takie dwuletnie szkraby niezdarnie biegnące za psem pęka mi
      serce.
      W jednym z wątków agablues napisała, żeby nie pisać, że chyba by się umarło. Ja
      umieram za każdym razem, kiedy spóźnia mi się okres - boję się, "powtórki z
      rozrywki", pęka mi serce kiedy mały Matti czasami się zapomni i na mojego męża
      mówi "Tata" (zresztą swojego taty nie ma). Dostaję białej gorączki za każdym
      razem, kiedy teściowie pytają, kiedy będą wnuki.
      Mogę, a nawet lubię rozmawiać o cudzych dzieciach, ale musiałam do tego
      dojrzeć. Zaczynam dojrzewać do powtórnego zajścia w ciążę, ale to jest długi i
      bardzo skomplikowany sposób.
      Wiesz co agablues, trochę ci zazdroszę, że codziennie możesz oglądać swoją
      niunię. Ma imię i możesz ją przytulić, będziesz miała wspomnienia - pewnie
      niektóre z nich będą miłe. Takim jak ja nie pozostaje nic poza próżnią i takim
      głuchym bólem.
      Kiedy widzę dziecko, uśmiecham się do niego, ale jest to uśmiech przez łzy.
      Zastanawiam się jak wyglądałoby moje.



    • melka_x Re: dzieci obok - po stracie dziecka... 23.03.04, 16:01
      Mnie nie przeszkadza widok dzieci. Chyba nawet lubię na nie patrzeć, bo w
      każdej takiej buźce odnajduje okruchy mojej córki, ale wiem że to sprawa mocno
      indywidualna. Natomiast na pewno gdyby ktoś pierwszą rozmowę po śmierci małej
      zaczął od tego jak wspaniałe są jego dzieci, cóż byłoby mi ciężko. Niedawno
      byłam na urodzinach znajomej, przyszła jej koleżanka z 2-letnią córeczką,
      poszła zanim zdążyłam jej powiedzieć, ze taka śliczna ta mała. Choć nie
      ukrywam, że gdy zaczepiała mojego meżą to było mi ciężko na to patrzeć. W ogole
      to dziwne, ale chyba najgorzej znoszę widok mojego meża z dziećmi. On ma
      fantastyczny kontakt z nimi, i gdy widzę jak z nimi rozmawia, jak się bawi, jak
      dzieci śmieją się do niego ten żal, ze z Natalią nigdy tak nie będzie wraca.

      Aniu - masz rację, że nie ma miejsce na żałobę. Ale ja to chrzanię;). Jak mam
      ochotę się rozpłakać to robię to. Jak ktoś mnie pyta jak się czuję, mówię, że
      źle. Jak ktoś mówi, że chyba już powinnam dojść do siebie, pytam go "a co ty o
      tym wiesz". Jakoś mam wrażenie, że śmierć mojej córki wybitnie wpłynęła na moją
      asertywność;)

      Aga - jeśli chodzi o mnie, to możesz i powinnaś mówić o swojej Małej. Może
      nawet pokażesz zdjęcia? Ja tak długo się zbierałam żeby Ci odpisać, bo miałam
      takie wątpliwości, czy to dla Ciebie dobre rozwiązanie. Twoja córeczka żyje, a
      ja tu pewnie ciągle o pogrzebie, o odwiedzaniu grobu, o tym, że mojej już nie
      ma. Pomyślałam, że chyba jesteś ostatnią osobą, która powinna o tym słuchać.
      Nie wiem czy ja mając jeszcze cięzko chorą Natalię chciałabym wysłuchiwać o
      umieraniu innego dziecka, no prostu nie wiem
      Nie wiem...

      Tak zupełnie nie BTW ufff... ale się zjeżyłam dziś na forum 'ciąża i poród'

      Sciskam Was,
      Magda
      • agablues Re: dzieci obok - po stracie dziecka... 23.03.04, 16:45
        Magda,
        Ja muszę być przygotowana w każdej chwili. Myślę o tym codziennie i tylko
        czasami mi z tym ciężko. staram się życ normalnie, ale boję się, że jeżeli na
        chwilę zapomnę, co nas czeka - wtedy to nadejdzie. Takie czarowanie, zaklinanie
        przyszłości. staramy sie też mówić o tym między sobą. Ostatnio moja starsza
        córka powiedziała mi, ze zawsze kiedy wraca ze szkoły do domu, boi się, ze
        malutkiej już nie ma.
        wolę być przygotowana, wolę wiedzieć jak, co załatwić. nasze sytuacje są
        odmienne, u ciebie to było nagle i prawie do samego końca była nadzieja. U mnie
        jest odwrotnie- wiadomo było,jak się skończy, że nie ma nadziei. dlatego - z
        jednej strony cieszy mnie każdy darowany nam dzień, z drugiej pamiętam, ze może
        nie być następnego. Wiem, że brzmi to strasznie smutno, ale jestem szczęśliwa,
        że jest z nami. Płakać będę potem.

        Buziaki Aga
        • melka_x Re: dzieci obok - po stracie dziecka... 25.03.04, 15:03
          I widzisz Aga właśnie dlatego myślałam, że to co ja moglabym Ci teraz
          powiedzieć jest ostatnią rzeczą jakiej byś potrzebowała...
          Masz rację, że należy cieszyć się każdą chwilą z małą. Ja też dziekuję losowi
          (bo Bogu jednak -jeszcze?- nie jestem w stanie) za każdą chwilę z Natalią. Wiem
          jak to jest kiedy codziennie zastanawiasz się, czy dany dzień nie był ostatni.
          Myśmy z mężem też przyjęli taką strategię, nie myśleliśmy o tym co będzie
          jutro, czy za tydzień, żyliśmy z dnia na dzień, i każdy dzień z małą był cenny.
          Każdy dzień, każde przytulenie, każdy pocałunek, każdy uśmiech naszego
          superskrzacika był czymś co starannie księgowaliśmy w pamięci. Może będę Ci
          potrzebna jak Twoja córka odejdzie. Jeśli tak - wtedy będę do Ciebie pisać,
          pisać i pisać... A na razie... Pewnie nie pocieszy Cię, ale chyba nie sposobu
          żeby się przygotować. Myśmy niby wiedzieli... A i tak gdy zadzwoniono do nas
          nad ranem, że Natalijka umiera, pierwszą myslą było "jak to?" i "dlaczego już?".
          Ściskam Cię Aga mocno, wirtualnie całuję Twoje córeczki
          M.
    • aniao3 Re: dzieci obok - po stracie dziecka... 23.03.04, 20:27
      Czesc dziewczyny!
      Macie racje - to wszystko sprawy bardzo indywidualne.
      Aga - ja chetnie poslucham o Idze :) bo jestescie mi bardzo bliskie, bo jestes
      madra mama i to sa zupelnie inne rozmowy niz jak ktos mi sie nagle zaczyna
      zachwycac jakie to ma cudne dziecko i bym wziela je na rece.
      Moja asertywnosc Melko chyba tez sie zwiekszyla :)
      Ja pisalam tego posta glownie pod katem zwrocenia uwagi na ten najtrudniejszy
      moment na poczatku, gdy sie stracilo ciaze, dziecko - a otoczenie czasem
      usiluje ci wmowic ze jest ok.
      W sumie moge patrzec na dzieci, zwlaszcza te ktore juz znam. Najgorzej znosze
      widok malutkich dziewczynek - bo wyobraznia pracuje... I nie mam z tego powodu
      kompleksow, nie zmuszam sie na sile by udawac ze mnie to nie rusza.
      Dla mnie bardzo trudne bylo pierwsze spotkanie z moimi bratanicami (3 i 6 lat).
      One tak sie cieszyly na siostrzyczke, a ja tak juz oczyma wyobrazni widzialam
      je we trzy... No widzicie, kazda z nas ma gdzie indziej ten punkt krytyczny
      wrazliwosci, chodzi tylko o to by uswiadomic innym, ze on jest. I by to
      uszanowali.
      I by na samym poczatku straty dziecka nie usilowali za wszelka cene udawac ze
      jest ok i ze temat dzieci nie jest problemem. Bo czasem jest.
      Sciskam was mocno, bardzo
      Anka

      a co do forum o ktorym pisalas Melko - jak przeczytalam to stworzonko-potworka
      to sie po prostu poryczalam... Wiem ze napisala to nie ze zlej woli a z
      glupoty, ale poczulam sie strasznie podle. Chyba pierwszy raz w taki sposob od
      smierci Malgorzatki.
      Sciskam
      a
    • mama_poli Re: dzieci obok - po stracie dziecka... 25.03.04, 10:32
      Myślę, ze nasze reakcje na widok dzieci są sprawą bardzo indywidualną.
      Mi widok i bliskośc dzieci nie przeszkadza - chociaż myślałam że będzie
      tragedia. U nas w rodzinie wkoło są same maluchy, moja kuzynka ma lada dzień
      rodzic. Najgorsza była pierwsza wizyta u siostrzeńców Arka (Arek to tata Polci)
      z którymi jesteśmy bardzo związani. Były momenty, ze nie mogłam powstrzymać
      łez - zwłaszcza patrząc na Julcię, bo do dziewczynek mam teraz większą słabość.
      Nadal kupuję gazetki o dzieciach i je czytam, nie wyrzuciłam ani nie schowałam
      ubranek Polci - one czekają na następna dzidzię.
      Ale nie ma co ukrywac ze bywają gorsze chwile. Często sie zdarza że nie mogę
      powsztrzymać łez i to w bardzo róznych sytuacjach, jak widę matkę z wóżeczkiem
      kiedy jade samochodem, maluszka w reklamie telewizyjnej czy też rodziców
      robiących zakupy w supermarkecie z maluszkiem w nosidełku. Serce mi się wtedy
      kraje, ale natychmiast staram się myśleć, że ja też będę miała takiego
      bąbelka... tylko musze trochę poczekać.
      Ale moja sytuacja jest nieco specyficzna. ja od 6 miesiąca wiedziałam, że będe
      musiała sie rozstać z Polcią, wię nie myślałam kiedy pójdziemy na pierwszy
      spacer ani gdzie pojedziemy na wakacje, przestałam kupować ubranka i rozglądać
      się za wózkiem i łóżeczkiem. Myślę że moja żałoba zaczęłą się już w ciąży,
      kiedy dowiedzieliśmy się o wadzie Polci.
      Osobiście uważam ze należy sobie pozwolić na żałobę, trzeba przejść ten etap,
      dać sobie trochę czasu i nie udawać ze wszystko jest w porządku, bo nie jest.
      Starciłysmy nasze dzieciaczki i nikt nie ma prawa mówić że nic się nie stało,
      takie rzeczy się zdarzają i będziemy jeszcze miec dzieci. Bo owszem będziemy,
      ale na tą chwilę mamy potrzebę opłakać stratę tego straconego maleństwa i inni
      powinni to uszanować.
      Pozdrawiam
      Monika
Pełna wersja