Czy rozmawiacie z dziećmi o chorobie i smierci?

30.03.04, 16:18
O chorobie rozmawiałam. O śmierci nie - czego bardzo żałuję. Ale jak to
zrobić? Jak mówić z dzieckiem o sprawach tak trudnych, czasem ostatecznych? I
to w sytuacji kiedy sprawa nie dotyczy babci, dziadka, osób starszych, ale
samego dziecka. Jak wytłumaczyć mu ograniczenia, którym musi się poddawać?
Jak powiedzieć, że może nastepić taka chwila, że mama i tata tu zostaną a ono
odejdzie? Jak zrobić, żeby dziecko się nie bało?
Chociaż omijałam temat śmierci, myślę, że Hanka się nie bała. Chciała tylko,
żebym przy niej była. Byłam, chociaż w ostatnich godzinach była z babcią i
tata - ja zjawiłam się na sam koniec. Ale poczekała i wiem, że odeszła
spokojnie ściskając mnie za rękę.
No jak o tym powiedzieć? Jak uspokoić? Jak przygotować?
danka
    • anuteczek Re: Czy rozmawiacie z dziećmi o chorobie i smierc 30.03.04, 16:47

      Niedawno oglądałam reportaż o Warszawskim Hospicjum Dla Dzieci. Jeden z
      bohaterów opowiadał o odejściu małej Oli. Mała chciała być na wsi u dziadków,
      tuż przed śmiercią rozdysponowała swoje zabawki i rower, dała wszystkim buziaka
      i zamknęła oczka...
      Uspokajać nie trzeba, dzieci raczej nie czują lęku przed śmiercią, są spokojne.
      jeśli są wierzące to czasami boją się piekła - bo coś spsociły i się nie
      przyznały, wtedy pomaga rozmowa z zaprzyjaźnionym księdzem.
      Najważniejsze to być przy dziecku przez cały czas, o tym jak jest to ważne
      napisałam Ci w odpowiedzi na Twój post o obecności mam w szpitalch. Jak jest
      mama przy łóżku i trzyma za rękę, to nic nie jest straszne, nawet śmierć, wiem
      coś o tym...
      andzia
    • agablues Re: Czy rozmawiacie z dziećmi o chorobie i smierc 30.03.04, 18:28
      Trzeba rozmawiać, to oczywiście trudne, ale trzeba.
      Kiedy dowiedzieliśśmy się, że malutka umrze, prędzej czy później, ale nie dożyje
      wieku dorosłego, wiedzieliśmy, że musimy na to przygotować naszą starszą córkę.
      Tak naprawdę to bardzo cierpiałam mając świadomośc ile osób będzie cierpiało
      razem z nami - babcie, dziadkowie, córcia. Było mi z tym bardzo ciężko, że ona
      przez to wszystko będzie musiała z nami przejśc.
      Informowałam ją powolutku.Jak wróciłyśmy ze szpitala, powiedzieliśmy jej, że
      malutka jest bardzo chora, ma chore serduszko i nie wiadomo co będzie dalej.
      Serce mi się krajało, kiedy ona taka ufna mowiła - Wszystko będzie dobrze,
      przecież my wszyscy jesteśmy silni, malutka też da radę. Po kilku dniach
      wróciłam do rozmowy, powiedziałam, że nawet lekarze nie mogą nic zrobić dla
      malutkiej. Ze nie wiemy jak długo jeszcze będzie z nami. I znowu moja córka
      wykazała się "dorosłością", powiedziała, żeby malutka była z nami chociaż przez
      Święta ( Boże Narodzenie).Nie wiem też skąd jej się wzięło " to nic, cieszmy się
      każdym dniem". Powoli mówimy jej, że jest siostra jest inna, że nie będzie się
      tak rozwijała jak jej rówieśnicy.
      jakiś czas temu, powiedziała, ze za każdym razem jak wraca do domu, boi się, że
      ja będę płakała, bo Malutkiej nie będzie już z nami. Ciężko mi z tym, bo
      chciałabym jej tego zaoszczędzić. Wczoraj też, rozpłakała się i mówiła, że to
      takie niesprawiedliwe, że ona tyle czekała na rodzeństwo. No i że chciałaby mieć
      zdrową siostrę lub brata. Widać było po niej, jak walczy z poczuciem winy i
      lojalności wobec Malutkiej. ze z jednej strony kocha ją taką jaka jest, a z
      drugiej marzy jednak o zdrowym rodzeństwie.
      To wszystko jest trudne, ale musimy o tym mówić, musimy włączać w to wszystko
      dzieci, one tak dużo rozumieją, tylko nam często nie mówią. Boją się same
      zaczynać temat.

      Danka pyta - co zrobić, żeby dziecko się nie bało - mając chyba na myśli dzieci
      z choroba nowotworową. Pisałam o tym kiedyś na poronieniu, tu przypomnę. Podobno
      w CZD robiono badania rozmawiając z dziećmi z chorobą nowotworową o smierci. One
      nie bały się śmierci, ale bały się o swoich rodziców. Te dzieci są świadome, że
      zostawiają rodziców w rozpaczy i chyba im z tym źle. Podobno mają poczucie winy,
      że przez ich chorobę rodzice cierpią.

      Jeszcze jedno, znam rodzinę, w której jest chłopiec z dystrofią mięśniową
      Duchena ( czy jakoś tam). Ci chłopcy zwykle nie dożywają 20 roku życia. On ma
      teraz 14 lat, jest ocywiście na wózku. Dorosły facet prawie. Rodzice z nim nie
      mówią o tym jak kończy się ta choroba....Myślę, że bardzo potrzebna jest im
      pomoc psychologiczna, bo jestem pewna, że chłopak wie bardzo dużo. I tak sobie
      żyją i udają, że jest Ok. Tylko, że dorośli rozmawiają sobie z innymi orosłymi,
      a on jest sam na sam ze swoimi myślami i niepokojami. I pewnie nie ma odwagi
      zaczynać rozmowy z bliskimi, żeby ich nie zasmucać.
      • agablues do Anuteczki 30.03.04, 19:09
        anuteczek napisała:

        Jestem zaś przeciwniczką mówienia chorym
        > dzieciom o ich śmierci, dopóki same o to nie zapytają- bo po co mają się
        > zamartwiać na zapas.

        ale ja wiem, ze on wie. Wiem, ze pytał swoją babcię - co się dzieje z dziećmi po
        ich smierci, a potem co ona by zrobiła, gdyby on umierał. to było kilka lat
        temu, był młodszy. wydaje mi się, ze chciał o tym rozmawiać, ale nie ma odwagi
        rozmawiać z mamą. trudno mi się stawiać w takiej sytuacji, ale nie jestem pewna
        czy słusznie tematu choroby i jej zakończenia się unika. Dziecko ma swoje
        wyobrażenia i nie wiem czy powinno pozostawać z nimi sam na sam, w obawie, ze
        zasmuci rodziców. Spojrzę jeszcze do informatorów z Hospicjum, może tam bedzie
        jakaś wypowiedź
        • anuteczek Re: do Anuteczki 30.03.04, 19:31
          Ago,
          Ten temat to tak naprawdę twardy orzech do zgryzienia. Zupełnie inaczej wygląda
          sytuacja dziecka zdrowego, które pyta hipotetycznie, inaczej zaś dziecka, które
          jest chore. Zauważ, że mały pytał babci, nie rodziców. Czasami dzieci wolą
          rozmawiać z kimś innym, nie z mamą czy tatą. Czasem jest to babcia, czasem
          ksiądz, czasem lekarz. Trzeba to zaakceptować i nie wciskać tej wiedzy na siłę.
          Na pewno na to pytanie nie można odpowiadać, że by się umarło/zwariowało,
          itd.Bo dziecko sobie z tym nie poradzi, będzie się zamartwiać.
          Zresztą Aga, co ja Ci będę pisać poobserwuj dzieciaki w Hospicjum -to chyba
          najlepsze wyjście.
          pozdrawiam
          andzia
          ps. Jak Twoja malutka?
          • agablues Re: do Anuteczki 30.03.04, 20:11
            anuteczek napisała:

            Oczywiście, że tylko teoretyzuję. mogę się wypowiadać tylko o naszej sytuacji.
            Może odezwie się ktoś kompetentny.

            > ps. Jak Twoja malutka?

            Idę ją szybciutko kąpać :))
            • mamaadama4 Re: do Anuteczki 30.03.04, 21:40
              Mnie własnie chodzi o rozmowę z dzieckiem chorym. Nie z jego rodzeństwem czy
              innym zdrowym dzieckiem. Tylko z tym, którego to dotyczy. Teoretycznie to ja
              wiem, bo niejedna książkę od tego czasu czytałam, ale jak to jest w praktyce?
              danka
              • anuteczek Re: do Anuteczki 03.04.04, 13:09
                Danko,
                Musiałam się z tym problemem przespać i przemyśleć. Wydaje mi się, że taka
                rozmowa nie zawsze jest potrzebna. Głównym kryterium jest stan i wiek dziecka.
                Boję się, że taka rozmowa może dziecko przestraszyć i odebrać mu siłę do walki.
                Zresztą, tak naprawdę, to nigdy nic nie wiadomo - nie znamy przecież ani dnia,
                ani godziny.
                W obliczu ostateczności rozmowa nie jest potrzebna, chyba, że dziecko pyta- co
                się z nim teraz stanie - wtedy trzeba powiedzieć pójdziesz do babci, dziadka w
                niebie. Jeśli będzie dalej pytać - spokojnie odpowiadać, jeśli nie - nie
                ciągnąć tematu na siłę.
                Wydaje mi się, że proces oswajania śmierci jest bardziej potrzebny rodzinie niż
                samemu dziecku. Chyba, że dziecko pyta.
                Zauważyłam, że dzieci często rozmawiają na ten temat z babciami i dziadkami, a
                nie rodzicami, czasami zaś z obcymi ludźmi - lekarzami, pielęgniarkami itp.
                Danko, nie zamartwiaj się, że zrobiłaś coś nie tak. Postąpiłaś najlepiej jak
                tylko mogłaś, rozmowa o śmierci nic by pewnie nie zmieniła. Zresztą, sama
                napisałaś, że Hanka coś przeczuwała, ale kazała Ci nie płakać, znaczy, że się
                nie bała.
                Wydaje mi się, że jeśli dziecko jest wystarczająco duże, to można mu
                powiedzieć, że jego stan może się bardzo pogorszyć i może nawet skończyć się
                śmiercią , przy okazji rozmowy o chorobie. Być może jest coś, co chciałoby
                załatwić zanim jego stan się pogorszy. W końcowej fazie trzeba zapytać, gdzie i
                jak chce odejść. Nie wiem dlaczego, ale sądzę,że to bardzo ważne.
                Pozdrawiam Cię serdecznie, trzymaj się cieplutko i zapal Hance świeczkę ode
                mnie,
                Andzia


                • imogena Re: do Anuteczki 03.04.04, 16:20
                  Rozmowa o smierci jest wazna dla dziecka. Nalezy jednak poczekac na taki
                  moment, gdy dziecko samo zapyta. Wtedy nie bedzie obawy, ze odbierzemy dziecku
                  sile do walki. Gdy ono nie bedzie chcialo wiedziec, ze umiera, nie bedzie
                  pytalo, gdy bedzie chcialo poznac prawde i bedzie na to gotowe - zapyta. I
                  wtedy trzeba mu to wytlumaczyc, tak jak tlumaczymy kazda inna rzecz. To da
                  dziecku spokoj i brak obaw (smierc bedzie traktowana jako cos nie az tak
                  strasznego, jako cos, o czym mozna mowic).
                  Faktem jest, ze dzieci czesto oszczedzaja rodzicow, boja sie o nich. Chore
                  dzieci sa zwykle bardziej dorosle niz ich zdrowi rowiesnicy, bardziej dojrzale,
                  wiecej widza, glebiej przezywaja, stad sa w stanie wzniesc sie ponad naturalny
                  dla ich wieku egocentryzm i martwic sie o rodzicow, jak oni zniosa ich odejscie.
                  Dobrze jest tez nie ukrywac przed dzieckiem swoich uczuc, nie starac sie byc
                  dzielnym. Zakladanie maski nic nie da, bo dziecko zorientuje sie, ze cos jest
                  nie tak i trudno mu bedzie rozmawiac.
                  Tak samo nie nalezy ukrywac prawdy przed rodzenstwem chorego dziecka. A takze
                  swoich uczuc. Mozna pozwolic sobie na placz przy dziecku. Ono to zrozumie i
                  zaakceptuje. Trzeba mu tylko wytlumaczyc, dlaczego placzemy.
                  Wiele jest sposobow na rozmawianie z dzieckiem o smierci. To glownie zalezy od
                  wieku dziecka, trzeba odpowiednio dobrac slownictwo, zeby dziecko dobrze
                  zrozumialo to, co chcemy powiedziec. Najlepiej jest odpowiadac na pytania.

                  A wiem to stad, ze jestem psychologiem specjalizujacym sie w pracy z pacjentami
                  terminalnie chorymi. Z dziecmi wprawdzie nie pracuje, ale pracowalam z ich
                  rodzicami i duzo sie od nich nauczylam.
                  • anuteczek Re: do Imogeny 03.04.04, 17:31
                    Imogeno,
                    Napisałaś dokładnie, to co ja sama nieudolnie usiłowałam "wypocić". Zgadzamy
                    się w głównych założeniach. To dziecko samo ma wybrać osobę i moment na
                    rozmowę. Nic na siłę i raczej odpowiedzi na pytania. Szczerość przede
                    wszystkim. Język dostosowany do wieku.
                    Przygotowanie rodzeństwa, to już coś innnego.
                    Jednak wydaje mi się, że przy dziecku nie można rozpaczać.
                    pozdrawiam Cię serdecznie
                    Andzia
                    • imogena Re: do Imogeny 03.04.04, 22:11
                      anuteczek napisała:

                      > Jednak wydaje mi się, że przy dziecku nie można rozpaczać.
                      > pozdrawiam Cię serdecznie

                      Andziu, dzieci ucza sie od doroslych wszystkiego. Takze wyrazania swoich uczuc.
                      A smutek po smierci dziecka to uczucie zupelnie naturalne. Na dodatek nie
                      nalezy go tlumic, tylko wyplakac. Dziecko uczy sie, ze plakanie po czyjejs
                      smierci jest normalne, ze nie trzeba udawac, trzymac sie na sile. Dzieki nam i
                      jemu bedzie latwiej.
                      Dziecku tez jest smutno - temu umierajacemu jest smutno, ze odchodzi, temu,
                      ktore zostaje, jest smutno, ze traci rodzenstwo. Jezeli rodzice beda ukrywali
                      swoja rozpacz, dziecko zacznie myslec, ze jego wlasny smutek i zal sa czyms
                      zlym, do czego nie nalezy sie przynawac.
                      Jezeli rodzice, placzac, wytlumacza dziecku, dlaczego placza, dziecko doskonale
                      to zrozumie. To ulatwi i im i dziecku odnalezienie sie w tej sytuacji.
                      Pozdrawiam cieplo


                      • konkubinka Re: ............ 04.04.04, 00:45

    • szwedka_kredka Re: Czy rozmawiacie z dziećmi o chorobie i smierc 16.04.04, 16:50
      Czytałam ostatnio książkę: "Jak rozmawiać z dzieckiem o trudnych sprawach" i
      cały rozdział był poświęcony o rozmowie z chorym, umierającym dzieckiem o
      śmierci.
      Mogłabym ewentualnie skserować ten rozdział i wysłać, jeśli któraś z Was byłaby
      zainteresowana.
    • mamakaroli Re: Czy rozmawiacie z dziećmi o chorobie i smierc 18.04.04, 18:11
      Jestem mamą 11 Karoliny chorej na Zespół Retta i 13 letniej zdrowej dziewczynki.
      I nie mam problemów z mówieniem o chorobie z Karolą - która ze względu na swoje
      ograniczenia nie za bardzo zdaje sobie sprawę z tego wszystkiego,tylko ze
      starszą córą.
      Wczoraj spytała mnie co będzie z Karoliną,gdy mnie zabraknie?Boże płakać mi się
      chciało gdy stwierdziła że ona się nią zajmie.
      Jest mi żal rodzeństwa chorych dzieci, za szybko dorastają za szybko stają się
      poważne.Czasem mam wrażenie że odbieram jej cząstkę dzieciństwa.
      Ola już w 2 klasie szkoły podstawowej zrozumiała że nie wszyscy ludzie zarówno
      dzieci jak i dorośli są tolerancyjni dla innych.Musiała borykać się z
      wyzwiskami pod adresem swoim moim i siostry i to tylko dlatego że ma chorą
      siostrę.Nie winię dzieci no cóż one tylko powtarzają to co usłyszą w domu.

      Skończyło się na zmianie szkoły,gdyż ani wychowawca ani pedagog ani nawet pani
      dytektor nie była w stanie zapanować nad sytuacją.
      Teraz jest ok .Dzieci w nowej szkole zaakceptowały Karolinę.Wydaje mi się że
      zależy to od kultury osobistej rodziców.

      Czy rozmawiać o chorobie? tak ale nie tylko z dziećmi.
      Wiem że inność przeraża ludzi.Ale czy inny znaczy gorszy.
      • agablues Re: Czy rozmawiacie z dziećmi o chorobie i smierc 18.04.04, 22:52
        zaczynam trzeci raz odpisywać, może w końcu mi się uda!
        Myślę, ze w pewnym stopniu czuję się podobnie. Z jednej strony nadzieja cichutko
        podpowiada, że malutka tak szybko nie odejdzie, z drugiej - strony myśli - ale
        jak będzie wyglądało nasze życie? Jak bedzie wyglądało zycie starszej córki ?
        Już teraz zdarzają się "komentarze" - a dlaczego ona taka malutka, kiedy
        urośnie. Czy dzieci z jej klasy będą jej dokuczały? Czy przygotowywać ją, że tak
        może być? że może kiedyś usłyszeć - masz niedorozwiniętą / opóźnioną /
        upośledzoną / nienormalną siostrę ? I uczyć juz teraz obrony?
        Jak narazie, zwierzyła się jednej koleżance, ze jej siostra jest chora, będzie
        się gorzej rozwijała, może nie będzie umiała chodzić - a ta odpowiedziała, że
        chciałaby miec choćby taką siostrę ( dziewczynka nie ma szans na rodzeństwo).
        Może to ta pierwsza jaskółka?
    • agablues Re: Czy rozmawiacie z dziećmi o chorobie i smierc 27.09.04, 20:47
      Podbijam dla nowych forumowiczów
    • olga-roy Re: Czy rozmawiacie z dziećmi o chorobie i smierc 27.09.04, 21:23
      Nigdy nie rozmawialismy z naszym synkiem o smierci.Wzrastal w przekonaniu ,ze
      jest chory,i staral sie ten fakt zaakceptowac.My sami,natrectwa koszmarnych
      mysli staralismy sie jak najszybciej wymazywac..Gleboko wierzylismy,ze nas to
      nie spotka,ze jest pod bardzo dobra opieka i jemu sie uda.Nawet kiedy
      otrzymalismy potwierdzenie ze Stanow,ze nasz syn ma znikome szanse na
      egzystencje na tym swiecie..Przeciez rozwijal sie prawie normalnie,poza swoim
      szczuplutkim cialem.
      W ostatnich dniach to on okazal sie bardziej dojrzalszy od nas..Juz po smierci
      okazalo sie,ze dawal sygnaly ludzia,ze byc moze widza sie z nim po raz
      ostatni.Nas oszczedzal,byl dzielny do konca i caly swoj strach tlumil w swoim
      10-letnim cialku.Nie moge sobie wybaczyc,ze mnie przy nim nie bylo.Byl maz z
      tesciowa.Kiedy przyjechalam,moglam sie juz tylko pozegnac z jego cialem.
      Jedyne co byc moze mu pomoglo w ostatnich dniach to wiara ktora staralismy sie
      mu przekazac.Wiara w cudowny swiat gdzie dzieci takie jak on moga poczuc sie
      wreszcie dziecmi.Choroba zabiera malucha radosc dziecinstwa,zbyt szybko
      dorosleja..
Pełna wersja